„Tomek mówi, że jestem jak żona mafiosa, za dużo o nim wiem” – mówi Anna Sekielska
fot. Szymon Szcześniak

„Tomek mówi, że jestem jak żona mafiosa, za dużo o nim wiem” – mówi Anna Sekielska

On – znany dziennikarz, swoimi filmami „Tylko nie mów nikomu” i „Zabawa w chowanego” o pedofilii w Kościele wywołał burzę. Jej przeszkadzało, że ludzie widzą w niej „żonę Tomka”, ale z wiekiem przeszło. O swoim małżeństwie z Tomaszem Sekielskim, wielkiej miłości, tęsknocie i życiu bez planu opowiada Anna Sekielska.
Magdalena Felis
19.06.2020

Tomasz Sekielski – dla jednych wróg numer 1, dla innych: bezkompromisowy dziennikarz, który swoimi bolesnymi filmami  „Tylko nie mów nikomu” i „Zabawa w chowanego” o pedofilii w Kościele, rozpoczął ważną i ogromnie potrzebną dyskusję w polskim społeczeństwie. A dla niej – po prostu mąż. Anna Sekielska opowiada o wspólnym życiu:

***

Od początku wiedziałam, z kim mam do czynienia – że on zatrzęsie polskimi mediami, że będzie o nim głośno. Kiedy się poznaliśmy, Tomek był już gwiazdą newsów w Radiu Dla Ciebie, gdzie ja, studentka dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim, odbywałam praktyki w redakcji motoryzacyjnej. To był 1996 rok. On już wtedy pasjonował się polityką, żył nią. Nie musiałam go jakoś specjalnie uwodzić – to było wzajemne przyciąganie. Jemu spodobały się moje piersi, a mnie jego oczy. Na jakiejś imprezie to się połączyło. Potem był TVN i „Fakty”, którym oddał się bez reszty, co momentami mnie wkurzało. Bo zamiast mnie adorować, cały czas spędzał w pracy. 

Później razem z Andrzejem Morozowskim tworzyli słynny program „Teraz my!”, w którym na jaw wyszło wiele politycznych afer i skandali, a potem zaczął prowadzić swój autorski program „Czarno na białym” w TVN24 i „Po prostu” w TVP. Zawsze zajmował się niebezpiecznymi tematami. 

Kiedy byłam z niego najbardziej dumna? To był poranek 31 marca 2002 o godzinie 5:15, kiedy Tomek wziął na ręce naszą nowo narodzoną córkę i powiedział: „To ja ją teraz pobujam, a ty się prześpij”. To był taki moment, kiedy miałam absolutną pewność, że dobrze wybrałam. 

Tomasz i Anna Sekielscy: ślub do trzech razy sztuka

Całe nasze życie to spontan, wielka przygoda – nic nie można zaplanować. Nawet do ślubu mieliśmy trzy podejścia. Pierwszy raz przeszkodził nam papież, bo przyjechał z wizytą, kiedy mieliśmy wyznaczony termin – to był 1999 rok. Więc Tomek musiał jechać do pracy. Drugi termin zarezerwowaliśmy w kościele na placu Trzech Krzyży, ale o nim zapomnieliśmy – ksiądz zadzwonił do nas na telefon stacjonarny, który odebrał brat Tomka i powiedział, że on o żadnym ślubie nic nie wie, a państwa młodych nie ma. Dopiero za trzecim razem – już w 2000 – wreszcie się udało. 

Nie było żadnych planów w rodzaju, kto robi karierę, kto zostaje w domu z dziećmi. Tak jak nie było planu, żeby przeprowadzić się na Podlasie. Przyjeżdżaliśmy tu na wakacje, aż kiedyś nasz przyjaciel Jan pokazał nam działkę do sprzedania. To był kwiecień 2010 – doskonale pamiętam, bo tuż przed katastrofą smoleńską. Pojechaliśmy, obejrzeliśmy i zakochaliśmy się. Widok na Bug, stare drzewa, a na środku... schron. To pozostałość Linii Mołotowa, czyli rosyjskich fortyfikacji z II wojny światowej. Dwa piętra pod ziemią, półki strzelnicze w oknach. Bajka! I tak zbudowaliśmy nasz dom na schronie. 

Na początku zdarzały się wycieczki: ludzie chcieli zobaczyć pana z telewizora. A przez ten schron rosły plotki, że Sekielski ma cynk i na pewno będzie wojna. Ale poza tym przyjęli nas tu zwyczajnie – bo my jesteśmy zwyczajni. Pamiętam dzień, kiedy przyszłam zapisać dzieci do szkoły w Drohiczynie, prosto z budowy, w klapkach, starych dżinsach i sfatygowanym T-shircie. Przy tej rozmowie była pani wicedyrektor, prywatnie żona burmistrza Drohiczyna, z którym później się poznaliśmy. Jakiś czas potem burmistrz mówi do mnie: „Muszę pani powiedzieć, pani Aniu, że jak pani pierwszy raz przyszła do szkoły z dziećmi, to żona chciała panią pokierować do Ośrodka Pomocy Społecznej, ale na szczęście się powstrzymała!”. 

Podlasie było w jakimś sensie ucieczką z miasta. Choć decyzję jak zwykle podjęliśmy pod wpływem impulsu. Tomek pracował wtedy w TVN24, rok później przeszedł do TVP. Chcieliśmy, żeby nasze dzieci mogły popatrzeć, jak wygląda życie poza miastem, że nie wszyscy tak pędzą, że nie trzeba wiecznie stać w korkach, że można spokojniej, bliżej siebie. Ale też, że nie trzeba mieć najnowszego iPhone’a i markowych butów, żeby być szczęśliwym. I to się udało.

Między Warszawą a Podlasiem

Tomek zawsze gdzieś wyjeżdżał zawodowo. Od początku. Czasem się śmieję, że dlatego jesteśmy tak długo razem, bo w gruncie rzeczy mieszkamy osobno – jestem trochę jak żona kierowcy TIR-a, który do domu zjeżdża tylko na weekendy i święta. Byliśmy ze sobą zaledwie rok, kiedy Tomek wyjechał na swoją pierwszą wojnę do Kosowa. Byłam umówiona z redakcją „Faktów”, że codziennie ktoś będzie dawał mi znać, czy wszystko w porządku. Ale kiedy na trzy dni stracili kontakt z Tomkiem i jego operatorem, postanowili, że nie będą mnie martwić, dopóki nie ustalą, co się dzieje. Jednak znalazła się oczywiście „życzliwa koleżanka”, która zadzwoniła z pytaniem, jak sobie radzę. Nie wiedziałam, o co jej chodzi, a ona: „No przecież z Tomkiem nie ma od trzech dni kontaktu!”. Poczułam się, jakby mnie ktoś ogłuszył. Ale nie dopuszczałam myśli, że on może nie wrócić. Ani wtedy, ani nigdy później. 

Jak nam się żyje? Dzielimy czas między Podlasie a Warszawę. Teraz Tomek w tygodniu mieszka w stolicy z naszą córką Julką, która chodzi tam do liceum, a ja z synem Łukaszem na Podlasiu. Za chwilę Łukasz też pójdzie do warszawskiego LO, więc będziemy się z Tomkiem co tydzień zmieniać. Nie mogłabym wrócić do miasta na stałe – urodziłam się w Radomiu i już jako dziecko marzyłam, że wyjdę za rolnika, zamieszkam na wsi i będę „nieść kaganek oświaty”. To drugie się właściwie udało – angażuję się w wiele lokalnych projektów, jestem dyplomowanym przewodnikiem PTTK po Podlasiu, prowadzę na miejscu wydawnictwo. Ale z rolnikiem nie wyszło. 

Ta wieczna rozłąka czasem boli. Zauważyliśmy, że dzieci wciąż bardzo lubią, kiedy jesteśmy we czwórkę, że to jest dla nich ważne. Jak były mniejsze, były właściwie przyzwyczajone, że Tomka dużo nie ma – choć z drugiej strony on zawsze miał całe wakacje wolne, więc wtedy sobie ten wspólny czas odbijaliśmy. A teraz, mimo że są już całkiem spore, bardzo nas potrzebują – że tak powiem – w komplecie. Nie frustrują mnie sytuacje, że Tomka nie ma, a kran się zepsuł – mój tata nie miał syna, więc nauczył mnie wszystkiego, co syn powinien wiedzieć. Dla mnie najtrudniejsze są momenty, kiedy coś się dzieje w rodzinie albo spada jakiś kłopot, a Tomka nie ma przy mnie. Mogę zawsze zadzwonić, ale to nie to samo. Brakuje tej jego bliskości, żeby wtedy położył mi rękę na ramieniu. Nawet tego, żeby się rano pokłócić, kto robi kawę. 

Anna Sekielska
fot. Szymon Szcześniak

Tylko nie mów nikomu

Praca Tomka jest czymś, czego nie da się odłożyć na bok. To oczywiste, że te zawodowe emocje przynosi do domu. Ostatnie lata spędził, badając temat pedofilii w Kościele – jego dokument „Tylko nie mów nikomu” można cały czas oglądać za darmo na YouTubie. Zaczęło się od przypadkowego spotkania z ofiarą księdza, cztery lata temu. Tomek zaczął grzebać w tej sprawie i docierać do kolejnych tropów. W końcu zrozumiał, że nie zostawi tego tematu, że musi zrobić film. Ale nikt nie chciał tego finansować, więc Tomek zaczął zbierać pieniądze na platformie crowdfundingowej – od ludzi, którzy małymi sumami chcieli wesprzeć projekt. Jego oglądalność przerosła nasze oczekiwania – prawie 19 milionów w pierwszy tydzień! Tomek i Marek, jego brat, zostali zasypani wiadomościami od ludzi, którzy film obejrzeli, ja zresztą też. Piszą do mnie ludzie pokrzywdzeni, głęboko wierzący, ale też duchowni, którzy dziękują za ten dokument i wyrażają nadzieję, że zmieni coś w chorym kościelnym systemie.

Było zaledwie kilka agresywnych telefonów od tych, którym film się nie podobał. Nie, nie boimy się o siebie. Martwię się raczej o bohaterów filmu – ofiary księży. O tych odważnych ludzi, którzy zdecydowali się przerwać milczenie, pokazali swoje twarze, ujawnili nazwiska. Na razie nic niepokojącego się nie dzieje. 

Tylko raz poczułam, że z powodu jego pracy coś może zagrażać rodzinie. To był 2006 rok – Tomek i Andrzej Morozowski ujawnili „taśmy prawdy”, czyli podsłuchy, które demaskowały układ między Renatą Beger z Samoobrony i prominentnymi politykami PiS. Te nagrania wywołały kryzys polityczny w kraju i rzeczywiście czułam, że robi się wokół nas gorąco. Na półce przy drzwiach leżało pismo od prawnika z numerem telefonu, żebym mogła wezwać pomoc, gdyby np. organy administracyjne przyszły po mnie o świcie, żeby mnie przesłuchać. Ostatecznie nikt się nie zjawił. Szczerze mówiąc, nawet nie przeczytałam tej instrukcji. 

Mamy oczywiście zasady podstawowej higieny, żeby nie zwariować. Wieczorami często rżniemy w pokera z dziećmi na żetony i wtedy nie ma gadania o pracy. Oglądamy seriale razem, ale ja mam inny gust od reszty, więc się ze mnie śmieją. 

Od deski do deski

Julka chce iść w ślady taty – przyglądała się ostatnim pracom nad filmem, widziała niektóre sceny wcześniej niż ja. Ja za to jestem pierwszym czytelnikiem książek Tomka, często poprawiam mu jakieś drobiazgi, zanim wyśle do redakcji. Nawet mu ich nie pokazuję, tylko dzwonię, że zmieniam to i tamo. Ufa mi. Poza tym to ja jestem prezesem naszego wydawnictwa. (śmiech) 

Wydawnictwo wzięło się z pomysłu Tomka. Najpierw założył je ze znajomymi. A potem znajomi stracili zapał, więc mój mąż oświadczył: „Aniu, to ty to teraz poprowadzisz”. I tak 1 czerwca 2015 roku zostałam oficjalnie prezesem wydawnictwa „Od deski do deski”. To był skok na głęboką wodę i cały czas się uczę tego rzemiosła, ale bywało, że to wydawnictwo ratowało nasz domowy budżet. Do pieniędzy zresztą mamy oboje stosunek luźny: są, to są, nie ma, to nie ma. Do tej pory to się sprawdzało. 

Zdarzało się, że Tomek wracał z pracy tak rozjechany emocjonalnie, że nie wiedziałam, jak mu pomóc, jak się w ogóle zbliżyć do niego. Kiedy np. wrócił z Ukrainy, gdzie robił reportaż o Czarnym Tulipanie, grupie wolontariuszy, którzy jeździli na linię frontu i odnajdywali szczątki ukraińskich żołnierzy. Dopiero gdy obejrzeliśmy razem gotowy materiał w telewizji, Tomek się odblokował i zaczął o tym mówić. Przy filmie „Tylko nie mów nikomu” też były takie sytuacje. Kiedy wracał z rozmów z kolejnymi ofiarami księży i nawet nie wiedział, jak mi o tym opowiedzieć. Czasem po prostu zostawiam go samego – kiedy widzę, że patrzy w ekran komputera, że coś w środku przeżywa. Uważam, że nie zawsze trzeba za wszelką cenę wciskać się facetowi w jego wewnętrzny świat. Że on czasem chce tam pobyć sam. 

Tomasz Sekielski na diecie

Wygląda na to, że Tomek zainicjował narodowe odchudzanie, kiedy publicznie przyznał się, ile waży, i zapowiedział, że przechodzi na dietę – chce schudnąć 100 kilogramów. Dostał ogromny odzew od ludzi, dużo osób się do niego przyłączyło. Nawet niektórzy nasi sąsiedzi, a na Podlasiu dieta to perwersja, bo tu jest kult jedzenia. Wierzę, że teraz mu się uda. 

Kiedy go poznałam, ważył niewiele mniej, a wiem, że to i tak nie jest jego maksimum. Najgorsze jest nieregularne jedzenie – śniadanie, potem nic przez cały dzień, a pod wieczór: „Hello, lodówko, jestem!”. Wiele razy bardzo się o niego martwiłam. Dzieci, kiedy podrosły, też zaczęły rozumieć, że to dla niego niebezpieczne, że nie wszyscy tatusiowie tak wyglądają – choć długo myślały, że wszyscy pracują w telewizji. 

Dostajemy też wiele ciekawych ofert związanych z odchudzaniem – np. zadzwonił pan, który odchudza hipnozą. A inny zapytał, czy to może nie jest kwestia rzuconego uroku i że on tu może pomóc. Za to na Instagramie Tomka czytam zaczepki od „fanek”, że niezłe ciacho i te sprawy. Więc pełen przekrój. 

Niestety zdarzają się też wulgarne, obraźliwe komentarze i wtedy budzi się we mnie lwica. Ostrzegam ich autorów, że zapisuję sobie imię i nazwisko i ostrzę siekierę – kupiłam solidną, taką, jak ma Adam Wajrak, i umiem jej używać. 

Czasem się zastanawiam, dlaczego ktoś z takim dorobkiem, jak Tomek, nie jest obecnie związany z żadną stacją telewizyjną. I czy nie jest to przypadkiem rodzaj dyskryminacji z powodu wagi – w kraju, gdzie tak ważny jest wygląd, a w telewizji pracują sami śliczni ludzie. 

Jak to jest być żoną „tego Sekielskiego”?

Oczywiście, że byłam i jestem zazdrosna, kiedy wyjeżdża i długo się nie widzimy. O facetów i kobiety. Obydwoje zresztą jesteśmy zazdrośnikami. Jak za długo nie odbieram telefonu, to Tomek od razu zaczyna od kąśliwej uwagi: „Byłaś w łazience? Sama czy z Henrykiem?”. To mówię, że dziś jest dzień Stefana. Ale oboje wiemy, że to jest trochę obśmiewanie prawdziwego strachu. Jak go długo nie ma, to sobie wymyślam dużo zajęć, żeby mniej tęsknić. A wieczorem mamy wideorozmowy i nadrabiamy, co się u kogo zdarzyło. Najlepsze są plotki, które czasem do mnie docierają. Kiedyś, jak trochę schudłam, dzwoni do mnie koleżanka i pyta, czy mi nie pomóc. „Ale o co chodzi?” – pytam, a ona mi mówi, że się właśnie dowiedziała, że się rozwiodłam z Tomkiem i on siedzi w więzieniu w Hajnówce. A ja mu nie chcę posyłać paczek i tak wychudłam ze zgryzoty. 

Uwielbiamy weekendy bez dzieci albo spontaniczne wyjazdy tylko we dwoje. Bierzemy sobie wtedy dwójkę w hotelu i hurra! 

Kiedyś mi przeszkadzało to, że ludzie widzieli we mnie przede wszystkim „żonę Tomka Sekielskiego”, ale to przeszło z wiekiem. Dziś wiem, że jestem mu niezbędna do tego, żeby mógł robić swoje. Zawsze mi powtarza, że jestem jak żona mafiosa – że on nie mógłby mnie zostawić, bo byłam z nim w najgorszych, najbardziej krytycznych momentach życia i wiem o nim za dużo. Tomek nie ukrywa przede mną spraw, którymi się zajmuje, ale ja nauczyłam się włączać w uszach szum, kiedy prowadzi rozmowy, które wymagają najwyższej dyskrecji. Im mniej wiem, tym mniej będę musiała kłamać w prokuraturze. (śmiech) 

Co jest najtrudniejsze w byciu żoną Tomka Sekielskiego? To, że on jest niepoprawnym artystą. Zapomina PIN-u do karty, musi mieć swój autorski bałagan na biurku, żeby pracować. I nie można nic ruszyć, dopóki nie skończy pisać książki. A najlepsze? To, że jest.

***

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 7/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
tomasz sekielski
próba

12 prac Tomasza Sekielskiego: dziennikarz startuje z nowym projektem

„12 wyzwań Sekielskiego” – taki tytuł nosi nowy serial dokumentalny znanego dziennikarza. Zobaczymy w nim zmagania Tomasza Sekielskiego z utratą wagi, walką o zdrowie i życie.
Sylwia Arlak
04.05.2020

Znany dziennikarz i dokumentalista wraca z nowym projektem, najbardziej osobistym z dotychczasowych. „12 wyzwań Sekielskiego” opowie bowiem o jego zmaganiach z utratą wagi. Ponad rok temu Tomasz Sekielski drastycznie zmienił styl życia na zdrowszy i dzięki olbrzymiej pracy i samozaparciu schudł aż 50 kilogramów. W swoim nowym serialu dokumentalnym nie tylko będzie opowiadał o swoich  osobistyczh doświadczeniach, ale chce też wśród widzów promować zdrowy tryb życia i inspirować do zmiany. „Chcę, aby cykl promował zdrowy tryb życia i był formą inspiracji dla osób, które tak jak ja — walczyli i walczą z problemami z wagą. Mam poczucie, że kibicowało mi tyle osób, że jestem wobec nich zobowiązany" — podkreśla Sekielski w rozmowie z Wirtualnymi Mediami. 20-25-minutowe odcinki będzie można oglądać na Youtube. Premiera serialu ma odbyć się w ciągu najbliższych dni. „W każdym odcinku stanę przed wyzwaniem (bez ściemy i taryfy ulgowej), które da odpowiedź na to, jak bardzo treningi i zmiana stylu życia wpływa na wydolność i sprawność fizyczną mojego organizmu” — zachęca autor. W pierwszym odcinku dziennikarz podjął się 20-kilometrowego trekkingu przez biebrzańskie bagna.         Wyświetl ten post na Instagramie.                   Już wkrótce premiera - "12 wyzwań Sekielskiego". To nowy format, który przygotowuję specjalnie z myślą o widzach mojego kanału YouTube. Będzie to serial dokumentalny pokazujący moje zmagania z wagą, walkę o zdrowie i życie. W każdym odcinku stanę przed wyzwaniem (bez ściemy i taryfy ulgowej),...

Czytaj dalej
Bracia Sekielscy/ADAM JANKOWSKI/REPORTER
Bracia Sekielscy/ADAM JANKOWSKI/REPORTER

„Zabawa w chowanego” – znamy datę najnowszego filmu braci Sekielskich

Już wiemy, kiedy będzie miała miejsce premiera drugiego filmu dokumentalnego braci Sekielskich na temat pedofilii w Kościele katolickim. „Zabawę w chowanego”, podobnie jak wcześniej „Tylko nie mów nikomu”, obejrzymy online.
Sylwia Arlak
11.05.2020

O tym, że Tomasz Sekielski pracuje nad kolejnym dokumentem na temat pedofilii w Kościele katolickim, wiedzieliśmy od dawna. Do tej pory nie znaliśmy jednak daty premiery produkcji. Jej twórcy długo trzymali nas w niepewności: „Wiem, że wielu z was się niecierpliwi, przekładaliśmy premierę kilkakrotnie. Przyszła epidemia i wszystko się pozmieniało […] W czasie oczekiwania na datę wyborów postanowiłem poinformować Was o dacie premiery filmu dokumentalnego „Zabawa w chowanego”. Rezerwujcie sobie czas w najbliższą sobotę 16 maja” – powiedział Tomasz Sekielski w swoim internetowym programie „Sekielski Sunday Night Live”. Prawdopodobnie już we wtorek, 12 maja ukaże się zwiastun produkcji. Film „Zabawa w chowanego” będzie dostępny na kanale Tomasza Sekielskiego na Youtube. Podobnie jak wcześniejszy film dziennikarza „Tylko nie mów nikomu” — obejrzymy go za darmo, bez reklam. „Jest to kolejny film, który wraz z bratem zrobiliśmy i który poświęciliśmy sprawie przestępstw seksualnych popełnianych przez duchownych” — dodał znany dziennikarz. „Zabawa w chowanego” ma rozwijać jeden z wątków „Tylko nie mów nikomu”. Jak podają Wirtualne Media, budżet drugiego filmu opowiadającego o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich przez księży katolickich w Polsce, to ok. 120 tys. zł. Całość została sfinansowana z pieniędzy pozyskanych przez zbiórki. Bracia już zbierają pieniądze na produkcję trzeciej części. Jak ujawnili — jedną z centralnych postaci ma być Jan Paweł II. Dziennikarz poinformował też, że udało się zebrać środki na swój inny projekt, film o SKOK-ach. Ten mamy zobaczyć jeszcze w tym roku. Dodał też, że otrzymali z bratem propozycję zrezygnowania z premiery „Zabawy w...

Czytaj dalej
Relacje w związku
Getty Images

W miłości nie chodzi o „dziękuję”, mówi psycholożka, Katarzyna Miller 

Robisz śniadania, prasujesz koszule i czekasz, aż on doceni i powie chociażby: „dziękuję”? Psycholożka, Katarzyna Miller, wyjaśnia, dlaczego poświęcanie się w imię miłości to prosta droga do rozstania.
Sylwia Niemczyk
02.04.2020

Rzetelne dawanie i rzetelne branie ma swoje zasady. Pierwsza jest taka, że ten, kto dostał coś, o co prosił, docenia dar i umie za niego podziękować. A druga zasada: ten, kto daje, nie liczy na wdzięczność i wzajemność. Bo nagrodą jest już samo dawanie” – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka. Sylwia Niemczyk: Lubimy się poświęcać dla innych? Katarzyna Miller: Nawet bym powiedziała, że my to wprost uwielbiamy! Poświęcanie się dla dzieci, męża, matki, szefa to typowo kobiecy grzech, choć oczywiście znam też paru mężczyzn, którzy również to robią. Ale bez względu na to, kto się poświęca i z jakiego powodu, zawsze wtedy z góry jest skazany na to, że będzie stratny. To przegrana inwestycja, zły interes – specjalnie używam takich określeń, bo bardzo bym chciała, żeby ludzie w końcu uświadomili sobie, że każda nasza relacja z drugim człowiekiem to nic innego, jak interes emocjonalny. Handel, w którym każda strona coś daje i coś bierze. Interes, handel – jakbym słyszała Moryca z „Ziemi obiecanej”. Idziemy na wojnę z romantyzmem? Ja na tej wojnie jestem od wielu lat i zawsze powtarzam: dla własnego dobra przestańmy się wiecznie doszukiwać romantyzmu w życiu, bo to czysta iluzja. A z drugiej strony przestańmy też myśleć, że interes od razu oznacza oszustwo i łódzki geszeft z „Ziemi obiecanej”.. Interesy, w tym te emocjonalne, to normalna, dobra rzecz. Dajemy i bierzemy, umawiamy się na jakąś wymianę i dotrzymujemy umowy. Robimy coś dla kogoś, ale sami też coś z tego mamy. W takim razie co ja mam z tego, że codziennie rano robię mężowi śniadanie? Na przykład masz to, że się sobie taka podobasz: taka jesteś pracowita, dobra, miła. Taka pomocna i potrzebna. Już od samego rana masz poczucie, że zrobiłaś coś dobrego i to już jest twoja...

Czytaj dalej