Ani Francja, ani Włochy. Gdzie najlepiej szukać miłości?
Pexels.com

Ani Francja, ani Włochy. Gdzie najlepiej szukać miłości?

Największego pecha w miłości mają Szwedzi, a największe szanse na znalezienie kochanka – Słowacy. A co z Polską?
Sylwia Arlak
21.12.2020

Gdyby wierzyć stereotypom, najlepszych kochanków znajdziemy na południu Europy. Na północy, gdzie panuje chłodny klimat, nie stworzymy żadnej gorącej relacji. A jak jest naprawdę? Na to pytanie postanowił odpowiedzieć zespół ManySpins.com. Zestawiono dane dotyczące wskaźników rozwodów, liczby jednoosobowych gospodarstw domowych, a także miesięcznej liczby wyszukiwań terminów związanych z randkami w sieci w każdym kraju europejskim. Sprawdźcie, gdzie najłatwiej znaleźć miłość.

Czytaj też: Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie”

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Pech w miłości

Największego pecha w miłości mają Szwedzi. W ponad połowie gospodarstw domowych w kraju mieszka tylko jedna osoba. To Szwedzi mają piąty w kolejności najwyższy wskaźnik rozwodów w Europie (2,4 na 1000 osób).

Drugie miejsce w tym niechlubnym rankingu zajęła Wielka Brytania. Na Wyspach dochodzi do 8,4 rozwodów na 1000 osób (najwięcej spośród wszystkich krajów uwzględnionych w badaniu). Średnio dwa miliony Brytyjczyków co miesiąc przeszukują Internet, sprawdzając „sposoby na udaną randkę”.

Trzecie miejsce zajmują ex aequo Niemcy i Dania. 1,1 miliona Niemców co miesiąc wyszykuje w Google hasło „jak znaleźć miłość”. Dania zajmuje czwarte miejsce pod względem wskaźnika rozwodów w Europie (2,6 na 1000 osób).

Czwarte miejsce należy do Finlandii. Kraj ma piąty najwyższy wskaźnik rozwodów (2,4 na 1000 osób), a 41 proc. nieruchomości zamieszkuje tylko jedna osoba. 

Piąte miejsce zajmuje Litwa. Prawie połowa (43 proc.) obywateli tego kraju mieszka sama. Na 1000 osób trzy wezmą rozwód (to trzecie najwyższe dane spośród wszystkich badanych krajów). 

Top 10 najbardziej nieszczęśliwych w miłości krajów to:

  • 1. Szwecja
  • 2. Wielka Brytania
  • 3. Dania, Niemcy
  • 4. Finlandia
  • 5. Litwa
  • 6. Holandia 
  • 7. Hiszpania 
  • 8. Belgia 
  • 9. Estonia 
  • 10. Austria, Włochy, Łotwa

Szczęście w miłości 

Największą szansę na znalezienie kochanka mają Słowacy. Świadczy o tym m.in. wskaźnik rozwodów wynoszący zaledwie 1,8 na 1000 osób. Tylko 22 proc. wszystkich gospodarstw domowych stanowią „osoby samotne”, a terminy związane z randkami wyszukuje miesięcznie w sieci 21 tys. osób. 

Drugim najszczęśliwszym w miłości krajem jest Chorwacja. Tu prawie jedną czwartą (23 proc.) nieruchomości zajmuje jedna osoba, a tylko 1,5 (na 1000) małżeństw kończy się rozwodem. 

Trzecie miejsce należy na Słowenii. Kraj ten szczyci się drugim najniższym wskaźnikiem rozwodów, wynoszącym 1,2.  Tylko 31 500 osób co miesiąc wpisuje w wyszukiwarkę Google hasło: „jak umówić się na randkę”.

Udane życie miłosne mają także mieszkańcy Irlandii. Z badania wynika, że tylko jedna czwarta nieruchomości w tym kraju należy dla singli. Irlandia ma też najniższy wskaźnik rozwodów ze wszystkich krajów europejskich  (0,7 na 1000 osób).

Piąte miejsce rankingu zajęła Rumunia. Rumuni mają jeden z najniższych wskaźników rozwodów w Europie (jedynie 1,6 rozwodów na 1000 osób), a 28 proc. wszystkich domów to gospodarstwa jednoosobowe. 

Czytaj też: Jak kochać długo i szczęśliwie? Prof. Bogdan Wojciszke: „Miłość to nie połówki jabłka, ale wspólna wyboista droga”

Top 10 najszczęśliwszych w miłości krajów zamyka:

  • 1. Słowacja
  • 2. Chorwacja
  • 3. Słowenia
  • 4. Irlandia
  • 5. Rumunia
  • 6. Grecja, Luksemburg
  • 7. Bułgaria 
  • 8. Polska, Portugalia 
  • 9. Czechy 
  • 10. Węgry

10 krajów europejskich o najwyższym wskaźniku rozwodów (na 1000 osób):

  • 1. Wielka Brytania — 8.4
  • 2. Łotwa — 3.1
  • 3. Litwa — 3,0
  • 4. Dania — 2.6
  • 5. Estonia — 2,5
  • 6. Czechy, Finlandia, Szwecja — 2.4
  • 7. Portugalia, Hiszpania — 2.1
  • 8. Belgia, Luksemburg — 2,0
  • 9. Niemcy, Węgry, Niderlandy - 1,9
  • 10. Austria, Grecja, Słowacja — 1.8

10 krajów europejskich z największą liczbą jednoosobowych gospodarstw domowych:

  • 1. Szwecja —51 proc. 
  • 2. Dania — 45 proc. 
  • 3. Litwa — 43 proc. 
  • 4. Finlandia, Niemcy — 41 proc. 
  • 5. Estonia — 40 proc. 
  • 6. Bułgaria, Holandia — 38 proc. 
  • 7. Austria — 37 proc. 
  • 8. Łotwa, Luksemburg — 36 proc. 
  • 9. Włochy, Słowenia — 33 proc. 
  • 10. Belgia, Węgry —32 proc. 

10 krajów europejskich z największą liczbą wyszukiwań związanych z randkami w Google (średnio miesięcznie):

  • 1. Wielka Brytania — 2 103 650
  • 2. Hiszpania — 1 410 710
  • 3. Włochy — 1 291 620
  • 4. Niemcy — 1 142 590
  • 5. Polska —- 503,480
  • 6. Szwecja — 290 190
  • 7. Belgia — 289 240
  • 8. Holandia — 225 810
  • 9. Węgry — 193 740
  • 10. Irlandia — 171 960

Czytaj też: Pięć języków miłości. Jakim mówisz ty, a jakim twój partner?

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Magdalena Parys, Książę
Anna Powałowska-Górska

Achtung, mamy lata 20.! – Magdalena Parys w „Księciu” ostrzega przed powrotem historii

„Książę” Magdaleny Parys to książka-ostrzeżenie. Pisarka, która będzie gościć w Polsce na Big Book Festivalu, obnaża mechanizmy mediów i wielkiej polityki.
Sylwia Niemczyk
27.08.2020

Magdalena Parys mieszka w Niemczech, a jej bestsellerowe książki: „Tunel”, „Magik” czy „Biała Rika” dotyczą tematyki niemieckiej lub stosunków polsko-niemieckich. I powinny być dla nas wszystkich lekturą obowiązkową, bo możemy w nich wyczytać to, co może już niedługo być naszą rzeczywistością. Tak jest na pewno w „Księciu”, nowej książce Parys, opowiadającej o odradzaniu się nazistowskich i antyimigranckich nastrojów w Niemczech.  Sylwia Niemczyk: Myślisz, że naprawdę gdzieś w centralnej Europie może w XXI w. powstawać tajne nazistowskie wojsko? Magdalena Parys: Ja nie myślę, ja to wiem. Dzieje się tak na przykład w specjalnych jednostkach wojskowych w Niemczech. Powstają na ten temat reportaże, ukazują się pierwsze nieśmiałe artykuły, tylko Polska tak bardzo zajęta jest sobą, że tego nie dostrzega. W ogóle Niemcy mają w tym względzie niechlubną tradycję. To kraj, w którym często dochodziło do puczu. W latach czterdziestych, kiedy los państwa niemieckiego był niepewny i za najmniejsze przewinienie groził stryczek, w Niemczech powstawała tzw. armia cieni. Organizowali ją byli hitlerowscy oficerowie. Wyobrażasz to sobie? Dopiero co wywołali największą katastrofę ludzkości i znów szykują się do wojny! Kiedy o tym czytałam po raz pierwszy, myślałam, że to żart, ale artykuł ukazał się w „Spieglu”, więc o żarcie nie mogło być mowy. Z kolei całkiem niedawno, w roku 2011 Niemcami wstrząsnęły morderstwa wykonane przez komórkę NSU, podziemną neonazistowską organizację, której głównym motywem działania była nienawiść do obcokrajowców. Początkowo nikt w to nie wierzył, podejrzewano, że chodzi o jakieś porachunki między gangami. Ogólnie liczbę osób zaangażowanych szacuje się na 200 osób, a skazano tylko jedną. Ze...

Czytaj dalej

Wanda Traczyk-Stawska, która w Powstaniu Warszawskim była łączniczką i strzelcem, wspomina lato '44

Była harcerką, „chłopaczarą”, nie bała się niczego. Wanda Traczyk-Stawska, jedna z żyjących do dziś uczestniczek Powstania Warszawskiego wspomina lata wojny.
Anna Maruszeczko
31.07.2019

Kiedy wybuchła II wojna światowa Wanda Traczyk-Stawska miała zaledwie 12 lat. Jako czternastolatka dołączyła do Szarych Szeregów, działała w „małym sabotażu”. Dwa lata później dołączyła do Powstania Warszawskiego jako strzelec i łączniczka: „Już pierwszego dnia dostałam pistolet od kolegi, Zdziśka Wrony, który zresztą poległ” – mówi.  Anna Maruszeczko: Z czego się bierze u pani ta ciągła potrzeba działania? Wanda Traczyk-Stawska: Z poczucia obowiązku. Przed wojną byłam bardzo pogodnym i aktywnym dzieckiem, ale nie w takim sensie, żebym się miała interesować sytuacją w kraju. Od innych dziewczynek różniłam się tym, że bardzo dobrze grałam w piłkę nożną, chodziłam swoimi ścieżkami, niczego się nie bałam. Dopiero gdy wybuchła wojna, zetknęłam się z tak ciężką traumą, że do dziś czuję, że muszę coś robić dla kraju. Dla jego bezpieczeństwa, dla jego szczęścia. Gdy w 1939 roku zobaczyłam, jak Niemcy strzelali do niemowlęcia, które matka trzymała na rękach w beciku, i ono się rozpadło na mnóstwo kawałków, poczułam, że skończyło się moje dzieciństwo. Myślałam, że oszaleję, nie mogłam poskromić strachu: skoro strzelają do niemowląt?! I chciałam szybko dorosnąć. Po co? Żeby móc walczyć, żeby coś zrobić z tym gniewem, żeby się z tymi Niemcami rozprawić, ale czas jest nieubłagany i nie chce szybciej biec. Chciałam coś zrobić, niezależnie od tego, co robili dorośli. Przed wojną już byłam w harcerstwie. Ale nie chcieli nigdzie przyjmować 12-latek. Dopiero wiosną 1942 roku cały mój zastęp wcielono do Szarych Szeregów. Zaczęły się szkolenia, musztry. Działaliśmy w małym sabotażu. Tam nawet wybierano takie osoby, które dziecinnie wyglądały. Brałam udział w akcji „N”...

Czytaj dalej
o. Stanisław Jaromi
Adobe Stock/mat. prasowe

„Ekologia i chrześcijaństwo idą w parze” mówi o. Stanisław Jaromi

Czy można poważnie podchodzić do chrześcijaństwa, nie dbając o środowisko naturalne? – rozmowa z o. Stanisławem Jaromim, franciszkaninem, filozofem, autorem książki „Boska ziemia”.
Bartosz Janiszewski
05.06.2020

Kościół na świecie coraz głośniej mówi o tym, że dewastowanie natury to grzech. Tymczasem w Polsce kazania częściej są o polityce niż o ekologii – mówi w rozmowie z nami filozof, franciszkanin, ojciec Stanisław Jaromi. To wyjątkowa postać w polskim Kościele. Od lat angażuje się w edukację ekologiczną, wydał m.in. m.in. „Eco-book o Eko-Bogu” i ebook „Ekologia”. Pracował w międzynarodowych centrach franciszkanów w Asyżu, Rzymie i Krakowie; obecnie mieszka we franciszkańskim klasztorze w Radomsku. Bartosz Janiszewski: Biblia mówi „Czyńcie sobie ziemię poddaną”? O. Stanisław Jaromi: Ja mówię: „Czyńcie sobie ziemię kochaną”. Wymyśliłem to hasło prawie dekadę temu, na warsztatach Ruchu Ekologicznego św. Franciszka z Asyżu, gdy po raz kolejny musiałem tłumaczyć, co znaczy biblijny nakaz czynienia sobie ziemi poddaną i jak to połączyć z ekologią. Broń Boże, nie chciałem kłócić się z Biblią. Moją intencją była próba przywrócenia właściwych priorytetów. Czyli? Najważniejszym z przykazań, które ogłosił Jezus, jest przykazanie miłości. Chciałem, żebyśmy spróbowali te słowa o panowaniu zinterpretować szerzej, pełniej. Później okazało się, że papież Franciszek w swojej encyklice „Laudato si’ [„Pochwalony bądź" – red.] napisał: „Musimy dziś stanowczo stwierdzić, iż z faktu bycia stworzonymi na Boży obraz i nakazu czynienia sobie ziemi poddaną nie można wywnioskować absolutnego panowania nad innymi stworzeniami. Ważne jest odczytywanie tekstów biblijnych w ich kontekście i przypominanie, że zachęcają nas one do »uprawiania i doglądania« ogrodu świata”. Złośliwie mówiąc, Kościół sam sobie o tym późno przypomniał....

Czytaj dalej
fot. East News
fot. East News

Wszystkie Rosjanki kochają Putina? Opowiada znawczyni Rosji, Anna Wojtacha

Te na wsi pracują ponad siły i znoszą niewyobrażalną biedę. Te w Moskwie kupują brylanty i ubrania od Chanel. Co je łączy?  Opowiada Anna Wojtacha, dziennikarka, która przejechała Rosję wzdłuż i wszerz.
Bartosz Janiszewski
10.08.2020

Między Warszawą a Moskwą są dwie godziny różnicy. Między Moskwą a Władywostokiem ponad siedem, a ludzie żyją tam kompletnie inaczej. To całkiem odmienne światy. A kobiety z tych światów łączą wyłącznie religia, język i prezydent Putin, którego kochają niemal wszystkie. Dla Rosjanek Putin to ulepszona wersja samca alfa. Nie pije, za to ma władzę. O tym jak wygląda życie kobiet w Rosji, dlaczego wiele z nich wybiera na męża Chińczyka i czym jest słynna rosyjska dusza, rozmawiamy z Anną Wojtachą,  dziennikarką i korespondentką wojenną. Od lat zafascynowana Rosją, po której samotnie podróżowała. Jej książka „Zabijemy albo pokochamy” (wyd. Znak Literanowa) to zbiór opowieści o spotkanych tam ludziach. Putin i kobiety Bartosz Janiszewski: Ze wszystkich Rosjanek, które pojawiają się w pani książce, najmocniej zapamiętałem Ninoczkę.  Anna Wojtacha: Ja też. Długo nie mogłam się uporać z jej śmiercią.  Myślałem, że jako reporter wojenny nauczyła się pani na to znieczulać.   Bohaterów do tej książki poznawałam przypadkiem. Nie chciałam szukać konkretnych postaci do konkretnych tematów. Brałam kilka miesięcy urlopu w redakcji, plecak i podróżowałam po Rosji. Ninę zapytałam o drogę na ulicy.  Godzinę później siedziałyśmy przy herbacie, a ona mówiła mi prosto w oczy, że jest dziwką. Było coś, co sprawiło, że się zaprzyjaźniliśmy. Nina łączyła w sobie dwie dusze, które teoretycznie nie powinny się spotkać w jednej osobie. Dziecko i kurwę. Dostawała amoku w sklepie z zabawkami na widok pluszowego misia, a kilka godzin później z zimnym wyrafinowaniem prostytutki negocjowała z klientem cenę i zakres usług. Dualizm słabości i siły u kobiety jak w...

Czytaj dalej