„Psów jest za dużo, mamy dziś modę na psy. I fundujemy im piekło” – mówi Sylwia Najsztub, behawiorystka
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

„Psów jest za dużo, mamy dziś modę na psy. I fundujemy im piekło” – mówi Sylwia Najsztub, behawiorystka

„Jest moda na psy. Ale nie patrzymy na ich prawdziwe potrzeby tylko na to, co ktoś pisze na Facebooku, jakie ktoś wstawia zdjęcia, co mówią ludzie na spacerach i to, co ktoś napisze w pierwszej lepszej gazecie” – mówi behawiorystka Sylwia Najsztub, założycielka Fundacji „Duch Leona”.
Sylwia Arlak
27.08.2020

Nie każdy musi mieć psa i nie każdy powinien go mieć — przestrzega w rozmowie z nami Sylwia Najsztub, trenerka, behawiorystka i prezeska Fundacji „Duch Leona”. Wie, co mówi. Od 20 lat zajmuje się pracą z psami, często agresywnymi. Pod opieką ma w tej chwili 40 psów.

Sylwia Arlak: Panuje moda na psy?

Sylwia Najsztub: Zdecydowanie. Kiedyś ludzie mieli psy, bo je lubili, albo chcieli, żeby odstraszały złodziei. W dzisiejszych czasach żaden pies nie ma szans z wytrawnymi złodziejami. Co najwyżej z pijaczkami. Psów jest dzisiaj o wiele za dużo. Są wszędzie. Właściwie otwierasz lodówkę, a tam pies. I przez to ich życie często jest piekłem.

Jest moda, ale i tak nie zawsze wiemy, jak się z nimi obchodzić…

Właśnie dlatego, że jest moda. Wszyscy chcemy robić tak jak inni. Nie myślimy samodzielnie, tylko zaczynamy robić to, co mówią inni – znawcy, którzy mieli w życiu jednego albo dwa psy. Niestety jest również problem ze szkoleniowcami, którzy często nie mają żadnej praktyki, ale skończą kurs, pojadą na seminarium i wydaje im się, że już wszystko wiedzą. Nie patrzymy na prawdziwe potrzeby psa, tylko na to, co ktoś pisze na Facebooku, jakie ktoś wstawia zdjęcia, co mówią ludzie na spacerach i to, co ktoś napisze w pierwszej lepszej gazecie.

Czytaj teżChcesz być szczęśliwsza? Spokojniejsza? Wprowadź do swojego życia więcej zieleni

Brakuje nam wiedzy?

Przede wszystkim musimy włączyć myślenie. Oczywiście wiedza też jest ważna, ale zdrowy rozsądek jest podstawą. Niestety moda nie wiąże się z tym, że lubimy psa i chcemy z nim być, tylko chcemy go mieć. Chcemy go mieć, bo sąsiad ma, kolega z pracy, rodzina, itd. Ogólnie pasuje do naszego anturażu. A tak naprawdę nie lubimy z nim spędzać czasu, nie chce nam się nim zajmować, wychodzić na spacery, sprzątać, gotować dla niego. Po prostu mamy go tak samo, jak mamy iPhona albo inny gadżet. Z tą różnicą, że pies jest żywy. Choć mam wrażenie, że niektórzy tego nie zauważają.

Taka osoba szybko orientuje się, że moda go przerosła?

Często w ogóle się nie orientuje. Psy są zamknięte w kojcach, w mieszkaniach, na podwórkach. Są zostawione same sobie. Ci, co się orientują, zwykle je oddają, porzucają, zabijają. Eutanazja zdrowego psa to zabijanie. Zazwyczaj ludzie widzą problem, kiedy pies zaczyna im przeszkadzać — szczeka, sika, gryzie. Nie widzą problemu psa tylko swój. Nie myślą: „Jakie warunki musimy stworzyć psu?” A podstawowym warunkiem jest to, że ktoś ma czas i chęci na zajmowanie się zwierzęciem. Cała reszta zależy od wieku, predyspozycji fizycznych i stanu zdrowia psa. Duże psy nie powinny żyć w miastach. Ja w ogóle jestem przeciwniczką życia psów w mieście. Przy dzisiejszej infrastrukturze to zupełnie nie jest miejsce dla psów, ale oczywiście wszystko zależy od miejsca, czasu i chęci opiekuna. Ważne, żeby pies miał możliwość swobodnego biegania bez smyczy, swobodnych kontaktów z innymi psami, węszenia, eksplorowania. Wielu osobom wydaje się, że ich psy są szczęśliwe zamknięte 23-24 godzin na dobę, ale to świadczy tylko o kompletnej nieznajomości tematu.

Lubimy czuć, że mamy władzę nad zwierzętami?

Lubimy mieć władzę nad wszystkim. Wszystko chcemy kontrolować, począwszy od partnera, dzieci, a skończywszy na zwierzętach. Wydaje nam się, że psa będzie nam łatwo kontrolować, bo jest od nas w pełni zależny. I kontrolujemy go na każdym kroku. Jak można mieć zwierzę, które się lubi i nie pozwolić mu na swobodne poruszanie się, na kontakty społeczne z innymi psami?

Będę przez chwilę adwokatem diabła. Załóżmy taką sytuację: właściciel wziął psa ze schroniska. Ma dom, do którego nie wpuszcza psa i ogród, po którym zwierzę może swobodnie biegać. Mieszka z nim już jakiś czas, więc pies powinien się już do niego przyzwyczaić. Tymczasem cały czas ucieka. Wiemy, że trzymanie psa na smyczy nie jest rozwiązaniem, ale co w takim razie z nim będzie?

Przede wszystkim właściciel powinien się zastanowić, dlaczego jego pies od niego ucieka.

A jeśli ma taką naturę?

Żaden pies nie ma takiej natury. Miałam dziesiątki psów, nie trzymałam ich na smyczy, często mam otwartą bramę i żaden ode mnie nie uciekał. Jeżeli mają zapewnione poczucie bezpieczeństwa w miejscu, w którym mieszkają, wychodzą na spacery, a właściciel dba o zaspokojenie ich naturalnych potrzeb, to nie będą uciekały. Jeśli uciekają, powinniśmy przyjrzeć się sobie.

Uważa pani, że traktujemy zwierzęta coraz gorzej?

Przede wszystkim mamy błędne wyobrażenia na temat tego, co jest dla nich dobre. Wydaje nam się, że jak kupimy psu ładne szelki czy zapiszemy do szkółki, to znaczy, że jesteśmy świadomymi opiekunami. Nie tędy droga. Psu potrzebna jest swoboda, kontakty z innymi psami, zabawa, węszenie, chodzenie w różne miejsca, doświadczanie świata, popełnianie błędów i ponoszenie konsekwencji. Dokładanie tak jak nam. Też chcemy doświadczać, poznawać, cieszyć się, bawić.

Naprawdę jest aż tak źle?

Nie jest dobrze. Jest wielu ludzi, którzy kochają swoje psy. Ale nawet w tej grupie są tacy, którzy tak się zagalopowali w modzie, że nie rozumieją, co psu jest naprawdę potrzebne do szczęścia. Dlatego jest coraz więcej trenerów, szkół dla psów i dlatego jest coraz więcej psów w schroniskach. Wszyscy chwalą się adopcjami. Owszem, jest ich dużo więcej, ale to dlatego, że jest też o wiele więcej bezdomności. Jest coraz więcej zwierząt, które szukają domów i coraz więcej tych, które są usypiane.

Skąd mamy wiedzieć, jaka rasa psa będzie dla nas odpowiednia?

Nie chodzi o rasę, a o charakter danego psa. Są pewne predyspozycje psychiczne, fizyczne i osobowościowe, a charakter kształtuje się przez całe życie. To nie jest coś, z czym się szczeniak rodzi. Na ten charakter wpływ ma wszystko, co go spotyka. To dowód na to, że nawet głęboko straumatyzowane zwierzęta ze schroniska, mogą się otworzyć na człowieka… Do mojej fundacji często trafiają psy agresywne, które porządnie pogryzły albo lękowe, ale dzięki odpowiedniej opiece, zaczynają zachowywać się normalnie – są miłe i chętne do kontaktów. Pamiętajmy, że nie wszystkie psy lubią dotyk, przytulanie. Uszanujmy to.

Adoptować czy brać z hodowli?

Oczywiście adoptować. Problem jest w tym, że wiele osób myśli, że dorosły pies już się nie przywiąże, że będzie nieprzewidywalny, niebezpieczny itp. To oczywiście mit. Uważają, że jak wezmą szczeniaka, to go sobie wychowają. Niestety w większości przypadków nie mają czasu, warunków i pojęcia o tym, jak to zrobić. Zwłaszcza jeśli dotyczy to dużych psów.

A jak jest dzisiaj ze schroniskami?

Mamy w Polsce co najmniej kilka dobrze działających schronisk. Warunki znacznie się poprawiły, niestety wiedza pracowników i wolontariuszy często pozostawia bardzo wiele do życzenia.

Czego możemy nauczyć się od psów?

Życia. Spokoju, delikatności, zabawy, poczucia humoru, kultury. Uważności, bo są świetnymi obserwatorami. Psy, które mają duże kompetencje społeczne, sprawnie unikają konfliktów. Są świetnymi dyplomatami. Codziennie uczę się od swoich zwierząt.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
psi behawiorysta
Unsplash

Pies na kozetce u psychologa: w czym może mu (i nam!) pomóc psi behawiorysta?

„Przychodzą pacjenci i chcą, żeby zwierzak przestał gryźć lub szczekać. Dlaczego nie pytają, co on czuje? Jak funkcjonuje?” – mówi Aneta Awtoniuk, zoopsycholożka.
Paweł Sulik
04.08.2020

Pies albo kot to nie zabawka, którą można włączyć, wyłączyć albo oddać komuś innemu, kiedy już sie nam znudzi. Banał? A jednak wciąż trzeba o nim przypominać. Wychowanie domowego zwierzaka nie zawsze jest łatwe: zdarza się, że kot sika, pies wyje, szczeka, jest agresywny… – w takich sytuacjach pomoże psi behawiorysta. Dużo możemy też od niego dowiedzieć się o sobie samych. Paweł Sulik: Kim jest behawiorysta? Czy to osoba zajmująca się tresurą zwierząt? Aneta Awtoniuk: Behawiorysta to specjalista od zachowań. Wie, jakie zachowania są typowe, a jakie odbiegają od normy, potrafi je zmodyfikować. Szkolenie to domena treserów. Nie znoszę jednak tego słowa – treserzy są w cyrkach, wolę nazywać siebie trenerką. Szkolę bowiem nie tylko zwierzę, ale i człowieka. Podobnie w  przypadku terapii behawioralnej moimi pacjentami są zarówno zwierzęta, jak i ich opiekunowie. W 90 procentach kłopoty, których przysparzają zwierzęta, są wynikiem tego, co niewłaściwego w  relacji z  nimi robi człowiek. Z jakimi problemami styka się pani w pracy najczęściej? Jesteśmy otoczeni zdjęciami ślicznych piesków i kotków umieszczonymi na portalach społecznościowych, ale moi pacjenci przychodzą naprawdę sfrustrowani. Najczęściej słyszę, że pies gryzie kanapę, kot sika na pościel itd. Zdarza się, że koty są agresywne wobec gości w domu, polują na stopy, kiedy tylko ktoś zdejmie buty. Właściciele wierzą, że istnieje szybka i skuteczna metoda, żeby skorygować uciążliwe zachowania zwierząt. Myślą, że wystarczy sięgnąć po odpowiednią pastylkę, którą ja, behawiorystka zwierzęca, zalecę, a zwierzę momentalnie przestanie sprawiać problemy. Nikt nigdy nie przyszedł do mnie dowiedzieć się, co czuje i jak funkcjonuje jego pies czy kot, zawsze przychodzą pacjenci, którzy...

Czytaj dalej
Fot.Weronika Nowokuńska

Zaproś na randkę na Tinderze… bezdomnego psa! Masz szansę na miłość na całe życie

Szukasz wiernego kompana? Kogoś, kto nigdy cię nie zdradzi i zawsze będzie przy tobie? Kogoś, dla kogo będziesz najważniejsza? Wejdź na Tinder i zacznij randki z… bezdomnymi psami.
Sylwia Arlak
31.07.2020

Mamy środek wakacji, ale nie dla wszystkich to czas beztroski, odpoczynku i radości dzielonej z najbliższymi. Bezdomne psy i koty cierpią teraz bardziej niż kiedykolwiek. Pandemia pokrzyżowała plany wielu schroniskom. Wciąż brakuje rąk do pracy. Przystopowały adopcje, kończą się na środki na utrzymanie czworonogów.  Zwierzęta nas potrzebują – Nie wszystkie schroniska zniosły obostrzenia. Nie wszystkie wpuszczają już na swój teren wolontariuszy i innych ludzi. Sytuacja zwierząt wciąż jest więc bardzo trudna – mówi nam pomysłodawczyni ogólnopolskiej akcji „Biegamy z psiakami ze schroniska”, miłośniczka zwierząt, Monika Dąbrowska i dodaje: – Ludzie nie adoptują tak chętnie, jak wcześniej. Wielu ludzi w dalszym ciągu boi się, czy będzie miało pracę, a tym samym pieniądze na utrzymanie zwierzaka. Wielu wciąż boi się koronawirusa i woli siedzieć w domu. Zdają sobie sprawę, że pies potrzebuje się wybiegać, a oni nie mogą im teraz tego zapewnić.    Co w takiej sytuacji możemy zrobić dla cierpiących zwierząt? – Ja w pierwszej kolejności sprawdziłabym, gdzie jest najbliższa placówka, która pomaga czworonogom. Sprawdziłabym, czego im na ten moment najbardziej potrzeba. Mogą to być pieniądze na rehabilitacje, ale też koce i inne rzeczy, które często zalegają w naszych domach. Mogą też prosić o pomoc w wyprowadzaniu psa, bo mają ich coraz więcej, a nie chcą, żeby odzwyczaiły się od kontaktu z ludźmi. Te bezbronne stworzenia nas potrzebują – podkreśla nasza rozmówczyni. Aplikacja, która gwarantuje miłość Monika Dąbrowska od lat wspiera adopciaków na różne sposoby. Ostatnio wpadła na pomysł, żeby szukać domów dla bezdomnych psów za pomocą popularnej aplikacji dla poszukujących miłości, czyli oczywiście...

Czytaj dalej
psy do adopcji
iStock

„To chyba jedyny plus tej pandemii” – mówi Anna Elgert. Coraz więcej adopcji adopciaków w Polsce!

Schroniska są teraz zamknięte, ale serca osób wrażliwych na los zwierząt w ostatnim czasie otworzyły się szeroko. Adopcje zwierzaków są coraz częstsze!
Kamila Geodecka
17.12.2020

Okazuje się, że czas pandemii, tak dokuczliwy dla ludzi, dla psów i kotów okazał się rokiem szansy na lepsze. W ostatnich miesiącach wielu z nas zdecydowało się na adopcję adopciaka. O tym, jak teraz wygląda praca w schronisku i jak wygląda proces adopcyjny zwierzaków, opowiada  Anna Elgert z „OTOZ Animals” oraz zastępczyni kierownika w schronisku „Ciapkowo” w Gdyni. Kamila Geodecka: Mówi się, że w czasie pandemii więcej osób decyduje się na adopcję psa. To prawda? Anna Elgert: Tak, to chyba jedyny plus tej pandemii. Ale chcę zaznaczyć jedną rzecz. Czasami zarzuca się nam, że pozwalamy na adopcję, a po pandemii te psy będą wracały do schroniska. Ale my prowadzimy weryfikację osób, które chcą przygarnąć zwierzaki, żeby takie sytuacje się nie zdarzały. Zawsze pytamy się o to, ile godzin dziennie pies będzie zostawał sam. Ale w normalnym trybie pracy. Pytania dotyczą normalnego trybu życia, nie tylko tego w czasie pandemii. I mogę powiedzieć, że póki co nie mieliśmy żadnych zwrotów z adopcji. Faktycznie na początku była obawa, bo nagle wszyscy zaczęli zgłaszać się po psy. Niektórzy podejrzewali, że to może dlatego, że na początku w czasie lockdownu tylko z psem można było wychodzić na spacery, a inni nie mogli tak spacerować. Ale my naprawdę bardzo mocno weryfikujemy te domy. Starsze psy mają najmniejszą szansę na adopcje?  Tak i kładziemy bardzo duży nacisk na wydanie tych psów. Szczególny problem jest ze starszymi i do tego dużymi psiakami. Wiadomo, że jak przychodzi mały szczeniak, to tych zgłoszeń jest dużo. Ale pieski, które są już po 2-3 lata w schronisku, to często są już starsze zwierzęta. Dla nas adopcja starszego psa to naprawdę cud. My w schronisku staramy się też dbać o te starsze zwierzęta i dajemy im...

Czytaj dalej
Na czym polega dogoterapia?
iStock

Dogoterapia: pies może pomóc w leczeniu depresji, nerwicy i bezsenności

O tym, że zwierzęta mają terapeutyczną moc, wie dziś już większość z nas. Kontakt z psem czy koniem potrafi zdziałać cuda. Na czym polega dogoterapia i jakie przynosi skutki?
Karolina Morelowska-Siluk
24.11.2020

Hipoterapia (praca z koniem) czy dogoterapia (praca z psem) wykorzystywane są m.in. do leczenia porażenia mózgowego czy wspierająco w terapii dzieci z autyzmem. W Stanach Zjednoczonych terapię z udziałem zwierząt domowych (ang. pet therapy) zaczęto stosować już w latach siedemdziesiątych. Autorem samej nazwy i jednocześnie  zagorzałym propagatorem tej metody był psycholog dziecięcy Boris Levinson. Zauważył on bowiem, że autystyczne dzieci, które nie potrafiły nawiązać kontaktu z dorosłymi, ożywiały się podczas kontaktu z psami. Odkrycie psychologa zapoczątkowało kolejne badania. Dość szybko okazało się, że zastosowanie dogoterapii powinno być zdecydowanie szersze. Czytaj także: „Psów jest za dużo, mamy dziś modę na psy. I fundujemy im piekło” – mówi Sylwia Najsztub, behawiorystka Dogoterapia. Najpierw pies, potem mąż Dr Erika Friedmann obserwowała pacjentów hospitalizowanych z powodu zawału lub choroby wieńcowej. Okazało się, że fakt, iż w domu czeka na chorego pies, zdecydowanie bardziej mobilizował go do walki o zdrowie niż obecność żony/męża czy wsparcie rodziny. Dlatego w amerykańskich domach opieki wolno mieszkać ze zwierzętami, można je także przyprowadzać do szpitali. Według profesora medycyny klinicznej Kennetha R. Pelletiera powinno być to możliwe we wszystkich krajach, bo po kontakcie z psem w domu opieki pensjonariuszom spada ciśnienie krwi i tętno, a po wizycie rodziny nie ma takich efektów… Dogoterapia w Polsce i na świecie Niestety w Polsce dogoterapia wciąż  traktowana jest przede wszystkim jako sposób na codzienną pomoc osobom z niepełnosprawnością. Szkolone psy znają kilkadziesiąt  komend i są w stanie wykonać ze swoim właścicielem albo wręcz za niego mnóstwo rozmaitych czynności. W wielu miejscach na świecie, w tym w Stanach...

Czytaj dalej