„W lesie boję się tylko myśliwych" – mówi Adam Wajrak
Dominika Gajda/Reporter

„W lesie boję się tylko myśliwych" – mówi Adam Wajrak

Puszcza Białowieska to jedyny naturalny las w Europie. Jeden z najstarszych na świecie. Znanego dziennikarza Adama Wajraka puszcza najpierw przeraziła. A potem stała się jego domem.
redakcja „Uroda Życia” Jakub Janiszewski
31.07.2020

Adam Wajrak mieszka w Puszczy Białowieskiej od 23 lat. Razem ze swoją żoną, biolożką i badaczką dzikich zwierząt Nurią Selvą Fernandez działa na rzecz ochrony przyrody. Walczyli o zachowanie Doliny Rospudy. Protestowali przeciwko wycince drzew w Puszczy Białowieskiej i traktowaniu jej przez polityków jako lasu gospodarczego. Teraz Nuria wraz z wieloma innymi naukowcami podpisała protest w sprawie wykorzystywania drewna z naszych lasów jako paliwa w elektrowniach. Bo będzie to prowadziło do wycinki drzew na znacznie szerszą skalę

W ich domu zawsze jest mnóstwo zwierząt – jeżyki, bociany, kuny, wydry, kruki i oczywiście psy. Niektóre, jak wydrę Julka wychowywali od maleńkości. Nuria jest naukowcem, Adam – dziennikarzem i popularyzatorem przyrody i ekologii. To m.in. dzięki niemu i jego autentycznej miłości do natury mnóstwo ludzi podchodzi z większą empatią do lasu i jego mieszkańców, wielu zainteresowało się samą Białowieżą. Dla Wajraka dziki las to naturalne środowisko. „Boję się tu tylko myśliwych” – powiedział w rozmowie z nami.

Jakub Janiszewski: Pamiętasz swoją pierwszą wycieczkę do lasu ?

Nie. Pamiętam, że tata, który pochodzi ze wsi na Lubelszczyźnie, zabierał mnie na grzyby. Ale to był zupełnie inny las niż ten, w którym teraz mieszkam. Bo pierwszą wizytę w Puszczy Białowieskiej pamiętam jak dziś. Arek Szymura, ornitolog, zabrał mnie i mojego przyjaciela Szymona Kaczanowskiego na wycieczkę do ścisłego rezerwatu. Myślałem, że idziemy do zwykłego lasu, a to wcale nie był las. To była jakaś mroczna sprawa. Byłem przerażony, że takie coś w ogóle istnieje. Kurcze, gdzie ja jestem, jak ja tu trafiłem.

Nieźle się zaczyna.

Puszcza jest bardzo nietypowym lasem. Innym niż to, co większość z nas zna. Masa wywalonych drzew, poskręcanych, dziwacznych, wielkich. No i ciemno, w puszczy jest przecież ciemno. Arek Szymura wdrapał się na drzewo, żeby spojrzeć na gniazdo myszołowa. Zjechał z tego drzewa, poranił ręce, zawinął je chusteczkami i wlazł ponownie, tym razem bardzo wysoko.

Zostaliśmy z Szymonem na dole. Rozglądamy się, czekamy, a ja myślę: „Ten facet zaraz spadnie z tego drzewa i zostaniemy tutaj sami, w tym dziwnym, strasznym miejscu pełnym śmierci, zgnilizny i robali”. Z puszczą jest tak, jak z dobrym winem. Ono nie musi smakować każdemu. Niektórzy lubią słodkie bełty z taniego sklepu, więc jak spróbują czegoś bardzo wytrawnego, to się krzywią, że kwaśne i niedobre. To jest smak, którego trzeba się nauczyć. Na szczęście coraz więcej ludzi się uczy.

Puszcza Białowieska nie potrzebuje niczyjej opieki

A o co chodzi z tą śmiercią? Brzmi strasznie.

Idziesz przez las i widzisz wielki dąb, który jeszcze przedwczoraj stał i był żywy, a w nocy przewrócił go wiatr. Albo widzisz rozszarpanego jelenia, albo żubra, który położył się i umarł. Patrzysz, a obok kępa świerków zabita przez korniki. Trzy miesiące temu były zielonymi drzewami, dzisiaj są suchymi kikutami, z których opadają igły. Widzisz śmierć wszędzie wkoło. Ale pod tymi świerkami są małe świerki. Na tym żubrze coś się pożywiło, na dębie wyrasta mech. Bo zarazem to jest miejsce pełne nadziei. Masz śmierć i tuż obok odżywanie.

Mówisz o tym tak, jakby to było doświadczenie egzystencjalne, filozofia w praktyce.

Doświadczenie puszczy jest z pewnością doświadczeniem filozoficznym. W tym sensie największym wrogiem puszczy jest las gospodarczy.

Co to znaczy ?

Ludzie są przyzwyczajeni do tego, że las to jest uprawa drzew. Więc patrzą na puszczę z perspektywy warzywnego ogródka, że coś tu się marnuje i gnije. Chore drzewa, obumierające – jak to, przecież to marnotrawstwo! Z naszej kultury wyparliśmy śmierć, rozpad, starość i całą masę rzeczy, które przypominają o przemijaniu. A tutaj widzisz to na każdym kroku. Puszczę kształtuje walka o byt, jak choćby walka pomiędzy drzewami o światło.

A jak się zdarza katastrofa, na przykład pożar ?

Puszczę właśnie kształtują katastrofy takie jak korniki, huragan, pożar. Człowiek myśli, że pożar w lesie to największa tragedia, jaką można sobie wyobrazić. Puszcza nie rządzi się taką logiką. Tu nie ma katastrof ostatecznych. Jeśli wydarza się katastrofa, która niszczy jeden gatunek drzew, to poprawia się byt innych gatunków. W szkole uczą cię, że las trzeba otaczać opieką. Puszcza nie potrzebuje niczyjej opieki. O lesie mówimy, że trzeba go chronić przed szkodnikami. W puszczy nie ma szkodników. To po prostu jeden z gatunków, część puszczy.

Wchodząc w puszczę z naszą ludzką, ochronną perspektywą, zabijamy to, co jest sednem jej istnienia, zabijamy tę puszczańskość. Zamieniamy puszczę w zwykły las. Wystarczy się wsłuchać w to słowo: puszcza, zapuścić. Zapuszczamy włosy, więc ich nie ścinamy. Zapuszczamy nasze mieszkania i godzimy się na to, że będą gromadziły kurz, brud, robactwo i zgniliznę. Puszcza to odmowa kontrolowania wszystkiego wokół nas.

Zwykły las cię już nie kręci ?

Nie. W zwykłym lesie czuję się coraz gorzej. Jak idę po lesie i nie widzę zbyt dużej liczby powalonych drzew, to coś mi nie pasuje, czuję jakiś fałsz. Kiedy chodzę po puszczy, widzę rozmaite, bardzo ciekawe stworzenia – od dzięcioła trójpalczastego i dzięcioła białogrzbietego po śluzowce i rozmaite grzyby, których istnienie jest bezpośrednio związane z obumieraniem drzew. To sprawia, że puszcza jest nieustannie inna, zmienia się. To fascynujące.

Nie muszę przejść 10 kilometrów, żeby spotkać żubra czy wilka, to nie o to chodzi. Mogę go spotkać raz na parę tygodni. Mnie wystarczy, że odejdę od domu na 500 metrów i widzę rośliny, krajobrazy, zjawiska, których wcześniej nie było. A taki zwykły las jest doskonale przewidywalny i nudny. Drzewa, drzewa, drzewa – i tyle. Prawdziwy las nie składa się tylko z drzew.

Czyli to, co cię ciekawi, to cały ten układ różnorakich sił ?

Tak. Ta dynamika. Bulgotanie. Umieranie i odżywanie. Ludzie myślą, że las to coś stabilnego, te drzewa rosły tu sto lat, niechże rosną następne sto, dwieście, albo nawet i pięćset. A puszcza uczy czegoś innego. Rzeczywistość ciągle się zmienia. Nie ma żadnego constans.

Nie ma równowagi w postaci doskonałej harmonii. Raz jest więcej gryzoni, bo dęby zaowocowały – a owocują raz na sześć, siedem lat. Wtedy ptaki śpiewające mają gorzej. Co jakiś czas pojawiają się gąsienice, które zżerają prawie wszystkie liście i puszcza wygląda na bezlistną. Ale gdy gąsienice wejdą do ziemi, drzewa wypuszczają kolejne pączki i znowu są liście.

Las daje nam szczęście, ale nie jesteśmy gatunkiem leśnym

Adam, czy ciebie kiedykolwiek w życiu kręciło miasto ?

Tylko jako otoczenie towarzyskie, bo tam mam przyjaciół. Spotykamy się, gadamy, pijemy winko. Ale jak pisałem książkę o wilkach, to słabo mi szła praca tutaj, w Białowieży. Ciągnęło mnie do puszczy. A jak byłem w mieście, to nic mnie nie interesowało, mogłem siedzieć i pisać godzinami. Z przyjaciółmi umawiałem się na wieczór, cały dzień nic mnie nie rozpraszało. Tu, na miejscu, mam tysiące powodów, żeby nie pisać, nie pracować, tylko wyjść do lasu.

I dalej masz poczucie tej grozy, tak jak na początku?

Nie, już nie. W lesie czuję się teraz bardzo bezpiecznie. Myślę, że ten lęk przed lasem jest w nas zakodowany ewolucyjnie. Ludzie nie są gatunkiem leśnym, tylko sawannowym. Trochę trawy i drzewa co jakiś czas – to nasze naturalne siedlisko.

Las daje nam szczęście, ale siedzieć tam cały czas, w środku, to nie jest tak całkiem zgodne z ludzką naturą. Mój kolega robił badania nad jeleniami w puszczy i wyszło mu, że one unikają miejsc, w których są zwalone drzewa, najprawdopodobniej obawiając się, że tam dopadną je wilki. Dystans wobec zwalonych drzew u ludzi, niepokój, który w nas budzą, może wynikać z tego samego lęku przed drapieżnikami.

Czyli jednak są zagrożenia.

W Puszczy Białowieskiej wilki ludzi nie atakują. W mieście mogę wpaść pod samochód, kawał tynku może spaść mi na głowę, ktoś może mnie napaść. A w lesie? W lesie mogę się bać tylko myśliwych.

jelonek wajraka
Fot. Adam Wajrak

„Pan od zwierzątek"

Dlaczego właściwie zostałeś dziennikarzem?

Przez przypadek. W moim życiu wszystko dzieje się przez przypadek. Miałem 17 lat, szedłem sobie przez podwórko, spotkałem Jolę Wiszowatą, która pracowała w „Gazecie Wyborczej”. Jola zapytała, co robię, powiedziałem, że nic. Zapytała, czy nie chciałbym pisać do gazety. Powiedziałem, że chętnie. I tyle.

Przecież to jednak zawód wymagający pewnego zaangażowania. Trzeba się poświęcić, ciągle się ma syndrom nieodrobionych lekcji, nie ma samowolki i bujania się.

Ale ja miałem wtedy 17 lat i nie miałem żadnych obowiązków, tylko balangowałem, co akurat temu mojemu dziennikarstwu sprzyjało. Co prawda pierwszy tekst napisałem o orłach bielikach, ale potem kazali mi się zająć jakimiś subkulturami, takimi rzeczami. Jeździłem na zadymy ze skinheadami, pisałem teksty śledcze czy kryminalne. Nudziło mnie to potwornie. Potem Julek Rawicz powiedział: „Jak chcesz pisać o zwierzętach, to pisz o zwierzętach”. I to właściwie on te moje tematy w „Gazecie Wyborczej” przeforsował.

To trochę oryginalny model dziennikarstwa.

Dziennikarstwo polega na obserwacji otaczającego świata. Z całym szacunkiem, ale świat nie składa się tylko z ludzi, a już na pewno nie z samych polityków. Świat składa się także z drzew, owadów, grzybów, żubrów. I dla mnie to one są najciekawsze.

I to dla nich uciekłeś z Warszawy?

Ja od niczego nie uciekłem. To nie tak, że powiedziałem sobie: „Mam w nosie to miasto, jego konwenanse i układy, chcę być zapuszczonym puszczakiem”. Dalej jestem chłopakiem z Żoliborza, imprezowym, balangowym. Jak jestem w mieście, to prowadzę bardzo towarzyskie życie. To, że zamieszkałem w Puszczy Białowieskiej, też wydarzyło się przypadkiem. Poznałem Nurię, moją obecną żonę, w której zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Nuria jest naukowcem, biologiem, pracowała wtedy nad swoim doktoratem, prowadziła badania i wyszło na to, że wyprowadzka do puszczy to właściwie jedyny sposób, żeby być razem, jedyne miejsce, w którym nam to się uda.

Siedziałem wtedy na dyżurach w „Gazecie”, w dziale politycznym, gdzie zajmowałem się rzeczami, które straszliwie mnie nudziły, i pomyślałem, że może faktycznie warto się przenieść, słać do „Gazety” tylko korespondencje. Poszedłem z tym pomysłem do Heleny Łuczywo, mówię, że muszę jechać, a ona mi na to, że absolutnie nie, miejsce dziennikarza jest w redakcji. Na co Julek Rawicz, który miał wyjątkowy talent perswazyjny, podniósł wzrok nad gazety i powiedział: „Helenko, czy myśmy w ubiegłym tygodniu nie puścili tekstu, o tym, że praca zdalna staje się modna, jest bardzo przyszłościowa i stwarza nowe możliwości rozwoju Bardzo ci się podobał ten tekst”. „No tak” – odpowiedziała Helena. „No właśnie!” – powiedział Julek. „OK, jedź, ale musisz przyjeżdżać na dyżury”. I tak zostało.

Przyjeżdżałem na cztery dni w miesiącu do Warszawy, dalej robiłem polityków i było całkiem zabawnie, bo oni wybuchali śmiechem, gdy dzwonił do nich „ten pan od zwierzątek”. Zresztą  parę lat temu, jak pojechałem do sejmu, to strażnicy mnie powitali: „O, pan Wajrak. Ale tu nie ma żadnych ciekawych zwierząt. Chociaż w nocy na dziedzińcu są kuny i jeże”.

Obroną doliny Rospudy też zająłeś się przypadkiem ?

Tak. Zawiózł mnie tam jeden znajomy, że to niby takie zjawiskowe miejsce. Średnio mnie to przekonywało. Jakieś storczyki, diabli wiedzą, co jeszcze. Ten mnie prowadzi przez straszliwie zniszczony las sosnowy, a ja się zastanawiam, co on mi tu takiego rewelacyjnego chce pokazać – mnie, który na co dzień ma Puszczę Białowieską. I nagle wychodzimy do doliny, w której literalnie opadła mi szczęka. Otwarty teren, porośnięty na krańcach małymi brzózkami, sosenkami – wszystko wyglądało tak, jakby za chwilę mamut miał wyjść z tych drzew. To było po prostu wyjątkowo piękne.

Twoje zaangażowanie w walkę o zachowanie doliny Rospudy przyniosło ci tytuł Bohatera Europy tygodnika „Time” w 2005 roku oraz miejsce w gronie 50 najbardziej wpływowych osobistości Europy belgijskiego dziennika „European Voice” w 2007 roku.

Ale ja tego nigdy nie chciałem. Jestem człowiekiem bez ambicji. Ja chcę chodzić do lasu, czasem pojechać w Arktykę, którą bardzo lubię, i wieść spokojne życie. Pisać felietony o zwierzętach, o tym, że ta sikorka to tak robi kupę, a tamta dziobie owak. Nie chciałem nigdy zostawać twarzą żadnego ruchu. To jest przecież olbrzymia odpowiedzialność. Musisz wiedzieć, co mówisz, ludzie ci ufają, liczą się z twoim zdaniem. Ja bym wolał, żeby puszczy nie cięli, Rospudy nie chcieli rozjechać, a do wilków nie strzelali.

Tymczasem szykuje się kolejna batalia, tym razem o zachowanie Puszczy Białowieskiej. I ty masz największe nazwisko z grona jej obrońców.

Nie wiem, czy największe, to spora grupa ludzi. A co do samej batalii, to zobaczymy, jak będzie. Walka o puszczę toczy się od dawna, od 1915 roku, gdy weszli do niej Niemcy i zaczęli ją ciąć. Pierwszym, który wybłagał, żeby zostawić chociaż kawałek, był Hugo Conwentz, dyrektor Muzeum Historii Naturalnej w Gdańsku. Ten kawałek jest teraz rezerwatem ścisłym, już wtedy było jasne, że to niezwykły obszar. Ten las nie jest dziewiczy, tu ludzie zawsze byli. Ale to jest najlepiej zachowany las nizinny strefy umiarkowanej, czyli taki, który pierwszy ginął pod siekierą. To jest kontynuacja czegoś, co istnieje od 10 tysięcy lat. Kampania na rzecz zachowania tego obszaru była prowadzona także po 1989 roku, choćby o powiększenie obszaru rezerwatu w 1996 roku czy ostatni akord, czyli prace zespołu działającego przy Lechu Kaczyńskim. Wtedy wypracowano przyzwoite zasady zakładające, że jeśli w ogóle pozyskiwać tutaj drewno, to tylko na lokalne potrzeby.

Ministerstwo twierdzi, że chodzi o plagę korników, że wycinka drzew w Białowieży ma jej zaradzić.

Korniki zabiły od 2011 roku pół miliona metrów sześciennych świerków. A świerk w puszczy to jest pięć milionów metrów sześciennych – obumarło więc 10 procent. To jakieś trzy procent całego drzewostanu. Bez przesady, to nie jest jakaś nadzwyczajna sytuacja. Zresztą świerk to specyficzne drzewo, potrafi szybko zamierać całymi połaciami i potem równie szybko się odrodzić. Drzewa różnie umierają.

Dęby powoli. Odpadnie gałąź, uschnie jakiś konar, umieranie może trwać 80 lat. Jesiony i świerki szybko. Lipa z kolei nie umiera wcale, jest nieśmiertelna. Z dużego drzewa odrasta ciągle nowe i nowe. Lipy są pewnie najstarszymi drzewami, ale pustymi w środku, nie sposób stwierdzić ich wieku.

Cały czas wracamy do tematu śmierci.

Bo ona tutaj jest. I to o nią chodzi w tym sporze. Z punktu widzenia leśnika tylko on ma prawo zabijać drzewa. Nikt poza nim, żaden cholerny kornik. Tak samo rozumują myśliwi – to oni są od zabijania, nie jakieś wilki. Spór o puszczę jest sporem o władzę nad życiem drzew i zwierząt. O prawo do wydawania na nie wyroków śmierci.

Rozmowa z Adamem Wajrakiem ukazała się w „Urodzie Życia” 4/2016

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Jak żyć w duchu zero waste
Adobe Stock

7 sposobów, jak żyć bardziej ekologicznie. Stań się częścią wielkiej zmiany

Ekologiczne życie to dobre życie. Jak stać się jego częścią i postępować w duchu zero waste? Na początku uświadom sobie, jak wiele zależy od twoich małych decyzji na co dzień. Eko nawyki wcale nie muszą być kosztowne i skomplikowane. Jak je wdrożyć?
Kasia Bem
15.07.2020

Ekologia przestała nam się kojarzyć wyłącznie z modą na drogie, organiczne produkty i energooszczędne rozwiązania. Zwiększa się nasza świadomość na temat wdrożenia bardziej ekologicznych nawyków, ale bardzo często nie wiemy gdzie i od czego zacząć. Joginka i nauczycielka medytacji, Kasia Bem udowadnia, że bycie eko nie wiąże się z wielkimi i kosztownymi zmianami, wręcz przeciwnie. Na koniec dnia, to te najmniejsze ekowybory zyskują największe znaczenie. *** Inspiracja: „Nigdy nie wierz, że kilka osób, którym zależy, nie może zmienić świata. To właśnie one go zmieniają” – Margaret Mead Kupiłam szczoteczkę do zębów z bambusa i zaczęłam się zastanawiać, czy w ten sposób naprawdę ratuję świat przed zalewem plastiku? Zaczęłam się zastanawiać, gdyż kiedy słyszę, że za kilkadziesiąt lat w morzach i oceanach będzie więcej plastiku niż ryb, a w oceanach dryfuje już 150 milionów ton plastikowych odpadów, czuję się ze swoją szczoteczką bezradna. Czy takie drobne działania rzeczywiście mogą coś zmienić? Czy pojedyncze eko gesty mają znaczenie? Torbę płócienną na zakupy zawsze mam w torebce, noszę ze sobą kubek do kawy, proszę kelnerów, żeby zabrali słomki z moich napojów, segreguję śmieci, używam kosmetyków bio, środków czystości bez chemii, nie ma mowy, żebym kupiła produkty zapakowane w kilka warstw tektury i plastiku. Nie robię tego, ale czasem wydaje mi się, że porywam się z motyką na słońce. Wtedy jednak zawsze przypominam sobie, że aby wytworzyła się masa krytyczna, aby mogła zajść zmiana, wystarczy, żeby w dany plan czy projekt zaangażował się zaledwie jeden procent ludzi. Zaskakująco mało, prawda? A czasem nawet wystarczy jeden człowiek, który pociągnie za sobą tysiące innych. W Bombaju...

Czytaj dalej
o. Stanisław Jaromi
Adobe Stock/mat. prasowe

„Ekologia i chrześcijaństwo idą w parze” mówi o. Stanisław Jaromi

Czy można poważnie podchodzić do chrześcijaństwa, nie dbając o środowisko naturalne? – rozmowa z o. Stanisławem Jaromim, franciszkaninem, filozofem, autorem książki „Boska ziemia”.
Bartosz Janiszewski
05.06.2020

Kościół na świecie coraz głośniej mówi o tym, że dewastowanie natury to grzech. Tymczasem w Polsce kazania częściej są o polityce niż o ekologii – mówi w rozmowie z nami filozof, franciszkanin, ojciec Stanisław Jaromi. To wyjątkowa postać w polskim Kościele. Od lat angażuje się w edukację ekologiczną, wydał m.in. m.in. „Eco-book o Eko-Bogu” i ebook „Ekologia”. Pracował w międzynarodowych centrach franciszkanów w Asyżu, Rzymie i Krakowie; obecnie mieszka we franciszkańskim klasztorze w Radomsku. Bartosz Janiszewski: Biblia mówi „Czyńcie sobie ziemię poddaną”? O. Stanisław Jaromi: Ja mówię: „Czyńcie sobie ziemię kochaną”. Wymyśliłem to hasło prawie dekadę temu, na warsztatach Ruchu Ekologicznego św. Franciszka z Asyżu, gdy po raz kolejny musiałem tłumaczyć, co znaczy biblijny nakaz czynienia sobie ziemi poddaną i jak to połączyć z ekologią. Broń Boże, nie chciałem kłócić się z Biblią. Moją intencją była próba przywrócenia właściwych priorytetów. Czyli? Najważniejszym z przykazań, które ogłosił Jezus, jest przykazanie miłości. Chciałem, żebyśmy spróbowali te słowa o panowaniu zinterpretować szerzej, pełniej. Później okazało się, że papież Franciszek w swojej encyklice „Laudato si’ [„Pochwalony bądź" – red.] napisał: „Musimy dziś stanowczo stwierdzić, iż z faktu bycia stworzonymi na Boży obraz i nakazu czynienia sobie ziemi poddaną nie można wywnioskować absolutnego panowania nad innymi stworzeniami. Ważne jest odczytywanie tekstów biblijnych w ich kontekście i przypominanie, że zachęcają nas one do »uprawiania i doglądania« ogrodu świata”. Złośliwie mówiąc, Kościół sam sobie o tym późno przypomniał....

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Pamiętajmy o pszczołach – bo bez nich wyginiemy też my sami! 

W Polsce żyje prawie pół tysiąca gatunków pszczół, ale prawie połowa z nich jest zagrożona wyginięciem. A to źle – nie tylko dla nich, ale i dla nas. Bez nich długo nie przetrwamy.
Sylwia Arlak
20.05.2020

Jeśli wyginą pszczoły, to zaraz po nich wyginą ludzie – tak powiedział Albert Einstein i miał rację. Nie chodzi tutaj o miód i pierzgę (czyli superzdrowy pyłek kwiatowy) – pszczołom zawdzięczamy dużo więcej! Właściwie prawie cała produkcja żywności na świecie zależy od tych pracowitych owadów, więc jeśli zabraknie pszczół, to czeka nas głód, jakiego nie jesteśmy sobie dziś w stanie wyobrazić. 20 maja obchodzimy Światowy Dzień Pszczół ustanowiony przez ONZ na wniosek pszczelarzy słoweńskich. Wybór tego dnia jest nieprzypadkowy (to data urodzin Antona Janšy'ego, XVIII-wieczny słoweńskiego pioniera nowoczesnego pszczelarstwa). Światowy Dzień Pszczół  to wspaniała inicjatywa, ale ważne jest, abyśmy pamiętali o pszczołach przez cały rok. Tymczasem na całym świecie – w tym także w Polsce –dochodzi do masowego wymierania pszczół, szacuje się, że w naszym kraju co sekundę ginie ponad 100 tych pożytecznych owadów. Do tego aż 222 z około 470 gatunków pszczół żyjących w Polsce jest zagrożonych wyginięciem. Co możemy dla nich zrobić? Np. nie spalać w ogródkach suchych łodyg ani zeszłorocznych kwiatów. Możemy sadzić rośliny, które zawierają odpowiednio dużo nektaru i pyłku, np. lawendę czy macierzankę, a na działce nie stosować sztucznych nawozów oraz środków ochrony.  I nawet jeśli nie czujemy się na siłach, żeby własnoręcznie zbudować domek dla dzikich pszczół, to przynajmniej możemy nie kosić trawnika albo – jeśli jednak marzymy o zielonym dywanie – to chociaż zostawić kawałek ogrodu na tzw. kwietną łąkę.  Na ratunek pszczołom Na świetny pomysł wpadli sadownicy z powiatu Hanyuan w chińskim Syczuanie. Co roku na wiosnę zastępy...

Czytaj dalej