5 wynalazków, które wkrótce odejdą do lamusa
Adobe Stock

5 wynalazków, które wkrótce odejdą do lamusa

Część z nas już się ich pozbyła…
redakcja „Uroda Życia”
20.03.2021

Kojarzycie futurystyczny serial „Rok za rokiem” z Emmą Thompson w roli demonicznej polityczki, idealnej populistki przyszłości? Od premiery brytyjskiej produkcji minęły zaledwie dwa lata, a już wiele pesymistycznych scenariuszy zaczyna się sprawdzać… Według scenarzystów najbliższa dekada może być czasem błyskawicznego rozwoju technologii, a z drugiej strony momentem, w którym poznamy mroczne strony cyfryzacji wszystkich dziedzin życia (w serialu przerwy w dostawie prądu potrafią unieruchomić cały kraj!).

Patrząc na najbliższą przyszłość z bardziej optymistycznej perspektywy, zauważymy jednak, że wiele zmian, które dzieją się na naszych oczach ma pozytywne skutki dla środowiska czy naszego zdrowia. Zebraliśmy kilka kluczowych dla XX i początku XXI wieku przedmiotów codziennego użytku, szukając wad i zalet ich zmierzchu. Jak myślicie, czy rzeczywiście znikną z naszego życia w ciągu najbliższych kilku czy kilkunastu lat? 

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Słowo drukowane

Z jednej strony masowa wycinka lasów, z drugiej inteligenckie przywiązanie do pięknie wydanych książek… Czy za kilka lat każdą powieść będziemy przyswajać w formie elektronicznej, na czytnikach? Takie rozwiązanie, poza redukcją zużycia papieru, ma jeszcze jedną wielką zaletę – oszczędność miejsca. 
Przeludnione miasta i kryzysy ekonomiczne zmuszają nas do redukcji stanu posiadania, by dopasować się do nowych, mniejszych metraży. Trend na mikromieszkania jednocześnie budzi spore kontrowersje, a z drugiej strony oferuje możliwość przejścia na swoje młodym i niezamożnym. Metraże schodzą nawet do 14 metrów (!), a w takiej kawalerce o zmieszczeniu regału na książki możemy co najwyżej pomarzyć…

książki
Adobe Stock

Odwrót od papieru przyspieszyła też pandemia. Biura świecą pustkami, korporacyjne drukarki odpoczywają, a tych domowych większość z nasz zdążyła się pozbyć. Umowę z pracodawcą i PITa podpisujemy cyfrowo. Nowa normalność zostanie z nami na dłużej?

Papierosy

Gdy kolonizatorzy pod wodzą Kolumba przywieźli z Ameryki Środkowej tytoń i zwyczaj jego palenia, Hiszpanie patrzyli na nową używkę z wrogością, jako na pogański zwyczaj. Musieliśmy poczekać kilka wieków, żeby palenie znów stało się démodé. Dziś powody tej niechęci mają solidne podstawy – WHO szacuje, że papierosy są odpowiedzialne za śmierć 6 milionów osób rocznie, z czego aż 600 tys. to bierni palacze!

Jaka jest szansa, że palenie odejdzie do lamusa w najbliższym czasie? Prawdopodobnie szybciej niż sama nikotyna. W Norwegii odsetek używających tytoniu do żucia już jest wyższy niż palących, a i tak nie przekracza 15 proc. Z kolei w krajach poważnie dotkniętych nikotynizmem, jak Francja czy Wielka Brytania, zaleca się zastąpienie tradycyjnych papierosów nowoczesnymi alternatywami. Z opublikowanego niedawno, siódmego już raportu Public Health England na temat korzystania z e-papierosów wynika, że „zebrane dane świadczą, że e-papierosy były znacząco bardziej skuteczne w ułatwianiu rzucenia palenia niż niktynowa terapia zastępcza”. Chodzi o efekt skali – w samym 2017 r. 50 tys. Brytyjczyków zrezygnowało z papierosów na rzecz vapingu. Obecnie wiele badań koncentruje się na porównaniu szkodliwości palenia z nową formą przyswajania tytoniu – za pośrednictwem aerozolu wydzielanego przy podgrzewaniu, a nie spalaniu, wkładów tytoniowych. 

papierosy
Adobe Stock

Wykazano, że gdy palacze wymienili tradycyjne papierosy na używanie podgrzewacza tytoniu w warunkach ambulatoryjnych, ich ekspozycja na toksyczne związki z dymu papierosowego została znacząco zmniejszona. Dla większości badanych biomarkerów ekspozycji, spadek ekspozycji  był taki sam jak w grupie kontrolnej, która zaprzestała palenia – podsumowują autorzy publikacji „Changes in Biomarkers of Exposure on Switching From a Conventional Cigarette to the glo Tobacco Heating Product: A Randomized, Controlled Ambulatory Study”, analizującej działanie podgrzewacza glo Hyper.

Prawdopodobnie dni papierosa są już policzone, ale zanim zupełnie pozbędziemy się nałogu nikotynowego, czeka nas wspomagany nowymi technologiami etap przejściowy.

Mikrofalówka

Pogłoska, że jedzenie z mikrofali miałoby być szkodliwe dla zdrowia okazała się mitem, co nie zmienia faktu, że taka forma obróbki termicznej szybciej niż inne pozbawia posiłki prozdrowotnych właściwości. A przecież coraz chętniej czytamy składy szukając konserwantów i wypełniaczy, porównujemy produkty na półkach, wiemy, jak działają przeciwutleniacze i gdzie je znaleźć. Zdrowa rewolucja zmierza w kierunku slow food i świadomego jedzenia.

Nowa filozofia odżywiania prawdopodobnie przyczyni się również do eliminacji gotowych posiłków do mikrofali. Chyba nikt już nie ma wątpliwości, że ich główną zaletą jest niska cena... Eliminujemy żywność przetworzoną, gotujemy w domu ze świeżych produktów, a kto nie lubi albo nie umie – podczepia się pod modę na tzw. pudełka z dokładnie obliczoną liczbą kalorii.

Dodajmy do tego podyktowaną wyższą koniecznością pracę z domu , która brutalnie przerwała wieloletni bliski związek z biurową mikrofalówką oraz kryzys budowlany i mikromieszkania, w których wielkie białe pudło po prostu się nie mieści. Mikrofala odejdzie do lamusa?

mikrofalówka
Adobe Stock

Tradycyjny odkurzacz

Postęp technologiczny ma nam ułatwiać życie, a dla wielu  z nas to ułatwianie oznacza jak najmniej czasu poświęconego na czynności domowe. Wygląda na to, że najbardziej nienawidzimy odkurzać, bo to tu producenci AGD rzucili wszystkie ręce na pokład. Wysysające kurz instalacje w ścianach to wciąż element luksusu, ale już roboty sprzątające mnożą się i tanieją na potęgę. Potrafią coraz więcej – sterowane z aplikacji, unikają schodów, pamiętają gdzie zbiera się najwięcej okruchów i coraz lepiej radzą sobie z sierścią i dywanami.

Czy to koniec z bólem pleców przy sprzątaniu? Wygląda na to, że roboty sprzątające mają szansę wywołać rewolucję porównywalną z XX-wiecznym szałem na zmywarki. Chociaż nie, nie spotka nas już nic lepszego niż kres ręcznego zmywania!

odkurzacz
Adobe Stock

DVD i Blu-Ray

Zgodnie z zasadą „wszystko jest w internecie”, mało estetyczny zapychacz półek, płyty DVD odchodzi do lamusa. Oglądanie filmów, podobnie jak odtwarzanie muzyki, wreszcie przestało się kojarzyć z regularną wymianą nośników na nowsze i gromadzeniem przedmiotów.  Ubywa też urządzeń i kabli, a my możemy cieszyć się, że nawet kilka abonamentów do serwisów streamingowych wychodzi taniej niż kupowanie filmów na własność.

Proces digitalizacji kultury nawet przyspieszył przez pandemię. Gdy zawieszono tradycyjne festiwale filmowe, wiele z nich przeniosło się do sieci i stało się dostępne za jednym kliknięciem. Taką taktykę przyjął np. wrocławski festiwal Nowe Horyzonty, a na bazie platformy streamingowej szybko powstała całoroczna „wypożyczalnia” filmów. Miejmy tylko nadzieję, że stale rosnąca oferta oglądania online nie wymiecie także fizycznego doświadczenia sali kinowej. Bo po DVD nie będziemy wcale płakać…
 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Postanowienia noworoczne: jak się rozwijać?
Unsplash.com

Najlepsze postanowienia noworoczne: jak się rozwijać?

Postanowienia noworoczne są dla wielu z nas jak senny koszmar. Mamy w głowie dziesiątki tych z przeszłości – żadnego nie udało się dotrzymać! Na szczęście można to zmienić.
Karolina Morelowska-Siluk
21.12.2020

Co roku to samo – kolejne postanowienia noworoczne , a potem poczucie klęski, rozczarowanie samą sobą. Jesteśmy przekonane, że to wynik naszego braku konsekwencji, motywacji, a to oznacza, że jesteśmy do niczego…  Próbowałyśmy już wszystkiego z tym samym marnym efektem. Jak osiągnąć wyznaczony cel? Postanowienia noworoczne: SMARTcel Przez długi czas naukowcy przekonywali, że świetną metodą, by osiągnąć cel, jest coś, co nazwano SMART. Skrót ten odnosi się do sposobu wyznaczania celów właśnie. Koncepcja polega na określaniu celów jako: S – simple, czyli prostych, jasno określonych, M – measurable, czyli mierzalnych, A – ambitious, czyli ambitnych, R – realistic, czyli realnych, oraz T – timed, czyli określonych w czasie. Ten schemat miał gwarantować sukces, jednak najnowsze badania dotyczące  efektywności człowieka wskazują, że ten sposób wyznaczania celów wcale nie jest tak dobrym pomysłem. Wszelkie badania wyraźnie dowodzą bowiem, że nakreślenie dużego, ambitnego celu przynosi jednocześnie dwa efekty: z jednej strony wywołuje w nas niepokój, prawdopodobnie związany z presją,  a z drugiej wyzwala w nas kreatywność, przyczynia się do efektywności. Świetnie obrazuje to badanie przeprowadzone w firmie Motorola. Kiedy zaplanowano wielkie cele, pracownicy potrzebowali dziesięć razy mniej czasu na wynalezienie nowych produktów niż wtedy, kiedy poprzeczka nie była postawiona tak wysoko. Ambitny cel wyzwala siłę i energię, ale ponieważ równocześnie przytłacza swoim ciężarem, należy go sensownie podzielić na kawałki, etapy. Najbardziej skuteczni są ci, którzy dzielą „olbrzyma” na małe odcinki i koncentrują się na bieżąco na każdym z nich, nie zapominając o tym, co jest metą, czyli tym zasadniczym celem. To on motywuje nas do działania, to...

Czytaj dalej
najsztub
Fot. PAP/Marcin Kaliński

Piotr Najsztub pierwszy raz o wypadku, nowej knajpie i nowym życiu

Znany dziennikarz mówi o nowym pomyśle na życie – knajpie Kur&wino, kobietach, które zastępują mu rodzinę i… wnuczku, Gustawie.
Agnieszka Dajbor
10.12.2020

Piotr Najsztub jest jednym z najpopularniejszych polskich dziennikarzy. Pracował w „Gazecie Wyborczej”, był m.in. wicenaczelnym magazynu „Viva!” , redaktorem naczelnym „Przekroju”. Jest kontrowersyjną postacią. Jedni go lubią za błyskotliwą inteligencję i za to, że – co by się nie działo – chce żyć na własnych warunkach. Innych co najmniej drażni. Bywa prowakacyjny, zadaje „bezczelne” pytania na granicy dobrego smaku, sprawia wrażenie człowieka, który nie liczy się z odczuciami i opiniami innych. W Tok FM prowadzi z Tomaszem Piątkiem audycję „Prawda was zaboli”.  Trzy  lata temu zrobiło się o nim głośno, choć tym razem nie w powodów zawodowych. Spowodował wypadek, potrącił na pasach starszą kobietę. Gdy mówi nam o tym wypadku, przyznaje, że miesiącami mu się odtwarzał. Od kilkunastu miesięcy na warszawskim Muranowie prowadzi restaurację „Kur&wino”. Wiesza wywrotowe hasła, ale serwuje mega tradycyjne dania, które w pandemii sam rozwozi – ogórkową, pomidorową, mielone. Ludzie czasami pytają: „Czy Pan to Pan?”. W czasie Strajku Kobiet wywiesił na drzwiach plakat z błyskawicą, dawał zniżki protestującym. Mówi o sobie: „Robiłem różne rzeczy i na ogół dobrze mi wychodziły, co jest może moim przekleństwem”. Agnieszka Dajbor: Piotr, ile Ty już w życiu miałeś ról: byłeś dziennikarzem, byłeś redaktorem naczelnym, restauratorem, gwiazdą telewizji, dyrektorem kreatywnym. W międzyczasie byłeś człowiekiem poszukiwanym przez mafię, hodowcą psów, spowiednikiem kobiet. Teraz znowu prowadzisz knajpę – „Kur&wino”, na jakim etapie życie teraz jesteś? Piotr Najsztub: Nie mam poczucia że za mną są jakieś kolejne etapy życia. Wydaje mi się, że jestem taki, jak...

Czytaj dalej

„Netflix. To się nigdy nie uda”. Dlaczego się udało – zdradza Marc Randolph

„Co za bzdura!”, „To się nie uda”, słyszał Marc Randolph, gdy w 1997 roku wpadł na pomysł stworzenia internetowej wypożyczalni DVD. Jego autobiografia to połączenie success story, z elementami powieści przygodowej i… komedii.
Anna Zaleska
15.06.2020

Mit założycielski Netflixa, krążący po świecie jako anegdota, brzmi tak: Reed Hastings, na początku główny inwestor firmy, obecnie jej dyrektor generalny, wpadł na pomysł stworzenia pierwszej na świecie internetowej wypożyczalni filmów, gdy za przetrzymanie kasety z „Apollo 13” kazano mu zapłacić karę 40 dolarów. Marc Randolph twierdzi, że jest w tej historii trochę prawdy – była taka kaseta i była taka kara, ale nie było „pstryk”, powstaje Netflix. Założyciel firmy, jej pierwszy dyrektor generalny, opowiada to nieco inaczej. Barwniej. Będą w tej historii plażowe leżaki zamiast biurowych krzeseł, padające serwery, kacze jaja z Kambodży, ojciec zarabiający na życie chodzeniem po drabinie i żebranie o pieniądze na jedzenie. Personalizowany szampon i inne pomysły „W 1997 roku wiedziałem tylko tyle, że chcę założyć własną firmę i że chcę, by obejmowała sprzedaż w internecie. Tyle”, wyznaje Marc Randolph w wydanej właśnie autobiografii „Netflix. To się nigdy nie uda” (Wydawnictwo SQN). Zbliżający się do czterdziestki Marc wcześniej pracował w marketingu najróżniejszych firm – od dużych korporacji po start-upy – ale chciał założyć własną. Szukał pomysłów, wiedząc, że na tysiąc zwykle jeden jest dobry. Wszystko, co przyszło mu do głowy, zapisywał w małym notatniku, który zawsze nosił w kieszeni. Myślał między innymi o personalizowanych szamponach, personalizowanych deskach surfingowych, indywidualnie bilansowanej karmie dla psa. Do wszystkich tych idei próbował przekonać Reeda Hastingsa, przyjaciela i inwestora – bezskutecznie. Aż pewnego dnia… Była wiosna 1997 roku. We dwóch prowadzili może setną dyskusję, szukając pomysłu na biznes. Z grubsza ideał zdefiniowali tak: raz się coś wyprodukuje, a będzie to można sprzedawać...

Czytaj dalej
Joga w górach
Adobe Stock

W jodze, tak jak we wspinaczce górskiej, droga jest celem

We wstępie do „Drzewa jogi” B. K. S. Iyengar pisze: „W duchowym świecie, podobnie jak w świecie fizycznym, można wchodzić na wierzchołek góry z dowolnej strony. Jedna ścieżka jest dłuższa, inna krótsza, jedna kręta i trudna do przebycia, inna prosta i łatwa, ale każda prowadzi na sam szczyt”. Od 24 lat chodzę po górach, od 10 wspinam się, jogę ćwiczę od 21 lat. Obie te ścieżki – ścieżka jogi i ścieżka góry – splotły się w moim życiu. Obie są poszukiwaniem przestrzeni, wolności i bycia w kontakcie z Naturą – zewnętrzną poprzez góry i wewnętrzną poprzez jogę. 
Adam Bielewicz
24.06.2020

Chodząc po górach, mamy okazję delektować się każdą chwilą w nich spędzoną. (…) Wspinanie i uważna koncentracja na każdym, nawet najdrobniejszym ruchu jest esencją bycia, intensywnym przeżywaniem chwili obecnej. (…) Bliski kontakt z naturą połączony niejednokrotnie z pełnym zaangażowaniem wynikającym z uprawiania wspinaczki umożliwia nam takie pełne doświadczenie obecności. (...) Jesteśmy całkowicie uwolnieni i pochłonięci tym, co dzieje się teraz”, pisze Zbigniew Skierski („Siekiera”). Czy ten opis nie przypomina doświadczenia osoby ćwiczącej jogę? Obie dziedziny mogą dawać podobne przeżycia – to jest ich punkt wspólny i jednocześnie esencja. I w jodze, i we wspinaczce ostatecznie chodzi o odczucie pełni, szczęścia, obecności, totalnego bycia tu i teraz.  Osoby wspinające się skupiają się na co dzień na zewnętrznych aspektach – na kondycji, treningu, sprzęcie, opisach dróg, stopniu ich trudności, noclegach, wyżywieniu, pogodzie, dobieraniu osób do zespołu… Potem podsumowuje się przejście drogi prostymi słowami, że była „świetna”, „cudowna” lub „kiepska”, i opowiada się o tym, gdzie było najtrudniej, jakie były warunki, gdzie, jakie przechwyty itd. O wewnętrznych doświadczeniach mówi się raczej rzadko, bo nie bardzo wiadomo, jak przekazać to, co się przeżyło. Zresztą ludzie gór to wiedzą, każdy pamięta swoje momenty ekstazy, zarówno płynięcia, jak i załamania, bycia na krawędzi swoich możliwości, sekundy tak intensywne, że będzie się je pamiętało do końca życia.  Zjednoczenie z przedmiotem medytacji To, co we wspinaczce pojawia się jako pewien efekt uboczny, coś, o czym się zbytnio nie mówi, w jodze jest tematem regularnych studiów i eksperymentów. Joga jasno stawia sprawę, jej celem jest...

Czytaj dalej