Jak żyć z maminsynkiem? Trudne życie w rodzinnym trójkącie
Fotolia

Jak żyć z maminsynkiem? Trudne życie w rodzinnym trójkącie

Związek z mężczyzną emocjonalnie uzależnionym od matki to nieustające źródło konfliktów
Anna Leo-Wiśniewska
22.08.2012

Mąż prawie każdą decyzję musi skonsultować z mamą. Nieważne, czy chodzi o kupno swetra, czy zmianę pracy. Najgorsze, że Marek nie pyta matki tylko o sprawy dotyczące jego. Często wspólnie omawiają też nasze domowe plany, np. związane wzięciem kredytu. To nie ja, tylko teściowa zawsze jest u niego na pierwszym miejscu.

Mąż potrafi np. odwołać nasze wyjście do kina, bo mama dzwoniła, że czeka na niego z obiadem. Coraz częściej zastanawiam się, dlaczego właściwie on się ze mną ożenił, skoro — jak sam stwierdził — najlepiej troszczy się o niego mamusia. Ostatnio np. usłyszałam, że moje zupy nigdy nie są tak smaczne jak jej. A gdy proszę męża, by zrobił pranie czy zakupy, denerwuje się, bo dla niego to są „babskie” prace („U mnie w domu takie rzeczy mama robiła”). Oczywiście ja tego wszystkiego nie akceptuję, jest mi przykro, więc stale się kłócimy. Jednak Marek nie rozumie moich pretensji. Mówi, że przesadzam i... dalej trzyma się maminej spódnicy. Taki związek to koszmar!

Ta historia pokazuje, w jaką pułapkę możemy wpaść, wiążąc się z mężczyzną, który nie potrafi uwolnić się od wpływu swojej matki. Wplątany w sieć jej czułości partner nie jest po prostu wystarczająco dojrzały, by odseparować się od swej rodzicielki i zacząć budować własne dorosłe życie u boku żony.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Skąd ta niezdrowa zależność

Przyczyną nadmiernego podporządkowania się matce jest szczególny model rodziny, w której wychował się mężczyzna.
Matka pełni w rodzinie rolę dominującą. Chłopcu brakuje więc odpowiedniego wzorca typowo męskich zachowań, które mógłby później naśladować. We wszystkim podporządkowany mamie, która dużo wymaga i skąpi pochwał, wyrasta na osobę uległą, niepewną siebie, z niską samooceną. Dlatego nawet w dorosłym życiu nie może uwolnić się od przekonania, że jest człowiekiem słabym, niezaradnym i bez pomocy matki na pewno z niczym sobie nie poradzi. Z tego też powodu bardzo trudno mu się odnaleźć się w roli męża czy ojca.
Ojciec w życiu chłopca często jest nieobecny. Zaś matka, która wychowuje syna samotnie, chucha i dmucha na swego potomka aż do przesady. We wszystkim go wyręcza, rozpieszcza, nie uczy samodzielnego rozwiązywania problemów i brania odpowiedzialności za własne czyny. Z czasem uzależnia syna od siebie do tego stopnia, że młody człowiek bez wsparcia i aprobaty matki nie potrafi niemal wykonać żadnego ruchu. Nierzadko cechuje go też egoizm i skłonność do wygodnictwa.

Bolesne skutki toksycznej miłości

Małżeństwa maminsynków , niestety,rzadko należą do udanych. Przede wszystkim dlatego, że zaborcze, nadopiekuńcze matki nadmiernie wtrącają się w życie swoich dzieci. Ale to nie jedyny powód.
Rozpieszczonemu synowi wydaje się, że to co robiła dla niego mamusia, teraz będzie robić żona. A rzadko która kobieta jest gotowa zaakceptować taki układ. My oczekujemy przecież w związku partnerstwa, nie chcemy niańczyć i prowadzić swoich mężczyzn przez życie za rękę.
Syneczek mamusi nieustannie porównuje żonę z matką. A co gorsza, wynik takiego zestawienia zawsze jest korzystniejszy dla rodzicielki. To w młodej kobiecie budzi rozżalenie i gniew.
Dla maminsynka autorytetem nie jest żona lecz matka. To w oparciu o jej opinie mężczyzna podejmuje większość swoich decyzji. Co więcej, z obawy przed niezadowoleniem mamusi sprawy rodzicielki syn stawia zwykle
ponad własnym związkiem. Efekt? Dla własnej rodziny brakuje mu już czasu, co jest źródłem konfliktów w domu.

Zobacz także: Co czuje matka, gdy jej córka rodzi dziecko?

Trudne życie w rodzinnym trójkącie

W niezwykle trudnym położeniu znajduje się partnerka maminsynka. Swoim ukochanym mężczyzną musi bowiem dzielić się z inną kobietą, która w dodatku traktuje ją jak rywalkę.
Nadopiekuńcza matka ciągle synową krytykuje. Nie jest bowiem w stanie pogodzić się z małżeństwem ukochanego syna i za wszelką cenę chce dowieść, że żadna kobieta nie jest dla niego wystarczająco dobra .
Teściowa, chcąc skupić na sobie uwagę swojego „chłopca”, przeobraża się nagle w osobę niesamodzielną, bezradną lub wręcz chorą. A wtedy młoda kobieta czuje się jak w prawdziwym potrzasku. („Czy mam prawo żądać, by on więcej czasu poświęcał mnie, skoro matka tak go potrzebuje?)

O związek zawsze warto walczyć

Choć przebudowanie relacji w takiej rodzinie nigdy nie jest łatwe, można spróbować nauczyć mężczyznę odpowiedzialności i samodzielności. Jak?
Rozmawiaj z partnerem o problemie. Powinien się wtedy dowiadywać, że szanujesz jego matkę i nie zamierzasz niszczyć łączącej ich więzi. Jednak podkreślaj też bardzo wyraźnie, że oczekujesz także poszanowania zarówno swoich potrzeb, jak i opinii we wspólnie podejmowanych decyzjach.
Nie krytykuj teściowej, ale też nie staraj się jej dorównać. Żadnym z tych sposobów nie wygrasz walki o uczucia swojego mężczyzny. Wrogość okazywana jego matce może waszą rodzinę tylko jeszcze bardziej skłócić i podzielić. Natomiast próba zastąpienia mężowi mamusi jest raczej skazana na porażkę. W waszym związku jesteś przecież partnerką, nie matką. Twoja rola jest zupełnie inna!
W sytuacjach konfliktowych bądź stanowcza i pewna siebie. On uważa, że mama lepiej gotuje? Nie ukrywaj, że taka uwaga jest po prostu nieelegancka. Albo spraw mu zimny prysznic i zaproponuj, że może zacząć stołować się poza domem.
Ogranicz wasze kontakty z jego mamą. Jeśli teściowa stale was nachodzi, powiedz mężowi wprost, że to ci przeszkadza. A jego mamie wyjaśnij, że potrzebujesz czasem poczuć się bardziej swobodnie we własnych czterech ścianach.
Uzbrój się w cierpliwość. To ważne, bo zmiany w skomplikowanej relacji matki z synem nigdy nie następują z dnia na dzień. Warto też w takiej sytuacji zwrócić się o pomoc do psychologa.

Nie wychowaj maminsynka

Swojemu kilkulatkowi chcesz przychylić nieba i stale się o niego zamartwiasz?

  • Zamiast trzymać dziecko pod kloszem (np. we wszystkim je wyręczać czy wszędzie prowadzać za rączkę), zachęcaj, by mierzyło się z trudnościami (choćby przy ubieraniu się czy słaniu łóżka). Niech chłopiec wdraża się do samodzielności!
  • Pozwalaj malcowi na kontakty z rówieśnikami, wyjazdy na kolonie, uprawianie sportów. To uczy dziecko zaradności.
  • Jeśli pociecha wychowuje się bez ojca, często zapraszaj do domu dziadka, kuzynów czy wujków. Chłopiec będzie mógł się na nich wzorować. 


 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Relacja matka-syn
McDermott & McGough/Trunk Archive

Jacek Masłowski, psychoterapeuta apeluje do nadopiekuńczych matek: „Puść go!”

Kiedy matka powinna wycofać się z życia syna, by pozwolić mu dorosnąć?
Anna Maruszeczko, red. naczelna miesięcznika „Uroda Życia”
04.11.2018

Przychodzi taki moment, że matka powoli schodzi ze sceny, przestaje być głównym bohaterem w życiu syna. Jej ukochany chłopak teraz z całą mocą będzie budował swoją tożsamość, będzie wyraźnie zaznaczał swoje granice i będzie ich bronił. Wpuści ją do swego świata tylko, jeśli będzie chciał – mówi psychoterapeuta Jacek Masłowski w rozmowie z Anną Maruszeczko.   *Jacek Masłowski - psychoterapeuta i filozof; prowadzi warsztaty rozwoju osobistego dla mężczyzn, prezes Fundacji Masculinum.   Anna Maruszeczko: Syn dorasta, jego zainteresowania się zmieniają i matka zaczyna się obawiać, czy będzie miała jeszcze dostęp do jego świata – gier, sportu, vlogerów, blogerów etc. Chciałaby, ale nie rozumie tego świata za bardzo. Jej rola zaczyna się niepokojąco redukować do tego, że dobrze ugotuje, pogłaszcze, przypomni o czapce. Jacek Masłowski: Niepokojąco? A ja bym powiedział, że zupełnie naturalnie. Chociaż wiele matek zaczyna się czuć niekomfortowo w takiej sytuacji, ponieważ czują się coraz mniej potrzebne. Muszą zejść ze sceny, przestają być głównymi postaciami w życiu syna. I bardzo dobrze, tak właśnie ma być. A czy ona będzie jeszcze miała dostęp do świata syna? Od razu zapytam taką matkę: „Ale po co? W jakim celu chciałabyś mieć ten dostęp?”.   Żeby lepiej go rozumieć. Żeby nie tracić kontaktu, nie tracić więzi. No i go kocha!!! Kluczowa jest intencja matki, która chce ten kontakt utrzymać, co jest zresztą naturalną potrzebą. Intencją wielu matek jest ingerowanie w świat dorastającego syna po to, żeby go kontrolować, a kontrola to jest paliwo do buntu, które ten młodzieńczy ogień jeszcze podsyca. Twój syn w tym czasie rzeczywiście dynamicznie się zmienia. Ale jeżeli chcesz wejść do jego świata, ponieważ to...

Czytaj dalej
MAMISYNEK W ZWIĄZKU: JAK BUDOWAĆ RELACJĘ Z TAKIM PARTNEREM?
Adobe Stock

Maminsynek w związku: jak budować relację z takim partnerem? 

Psychologowie mówią jasno – jeśli twój partner jest tzw. mamisynkiem – na cuda nie należy liczyć. Związek z takim mężczyzną to duże wyzwanie. Czy taka relacja może się udać?
Karolina Morelowska-Siluk
25.10.2020

Na samym początku nie widzisz niczego dziwnego. Jesteś zakochana. Niby wiesz, że mama w życiu twojego partnera istnieje, ale przecież to normalne  – wszyscy mamy rodziców. Nie przyglądasz się więc tej relacji. Z czasem zaczynasz jednak dostrzegać, że coś jest nie tak, bo matka partnera pojawia się w jego słowach, myślach i… mieszkaniu zadziwiająco często. Ale nadal myślisz, że „będzie dobrze”, kochasz, więc przymykasz oko. Albo wierzysz, że jak już założycie swoją własną rodzinę, wszystko – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – zmieni się. I nagle to do ciebie mąż zacznie zwracać się ze wszystkim: poprosi o radę, będzie chciał wiedzieć, co myślisz na jakiś temat, czyli – mówiąc najprościej – to wreszcie ty staniesz się najważniejszą kobietą w jego życiu.  Za blisko, za bardzo Matka jest tą pierwszą i – co oczywiste – przez pewien okres  najważniejszą kobietą w życiu chłopca. No właśnie – chłopca… A kiedy ten staje się mężczyzną, relacja z matką powinna zmienić swój charakter.  Ale, by tak się stało wcześniejsza więź musi być „zdrowa”. Natomiast jeśli jest nim jakiś toksyczny element efektem miłości matki może być właśnie mamisynek. Dzieje się tak często dlatego, że matka traktuje syna z przesadną troską. Jest zbyt opiekuńcza, wyręcza syna we wszystkich obowiązkach, roztacza nad nim ochronny parasol. To wszystko sprawia, że z chłopca wyrasta nieporadny mężczyzna. Nieporadność może przejawiać się we wszystkich życiowych kwestiach, tych zupełnie błahych jak „technika” wieszania prania, po ważne, fundamentalne kwestie jak światopogląd, wybór pracy, itd. A kiedy w życiu takiego mężczyzny pojawi się kobieta jego ciągła potrzeba konsultacji wszystkiego z matką doprowadza partnerkę...

Czytaj dalej
Katarzyna Miller o kryzysie w małżeństwie
iStock

„Twój mąż może być twoim największym wrogiem. I sama na to się godzisz” – mówią Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska

Kobiety często mówią do synów: „Jesteś moim małym mężczyzną”. To błąd – tłumaczą Katarzyna Miller i Suzan Giżyńska, autorki nowej książki „Mam faceta i mam...problem”.
Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska
16.06.2020

Psychoterapeutka Katarzyna Miller i coachyni Suzan Giżyńska w swojej nowej książce „Mam faceta i mam… problem” zastanawiają się nad trudnymi relacjami damsko-męskimi. Okazuje się, że gros  problemów w naszych małżeństwach wynika z naszego wychowania i nieprzepracowanych traum z dzieciństwa. Autorki radzą kobietom,  aby uważnie przyglądały się swoim partnerom – ale też i samym sobie. Przeczytaj fragment książki: *** Katarzyna Miller: Facet mówi: „Coś dziwnego się z tobą dzieje. Kiedy ostatni raz włożyłaś szpilki? Kiedyś się tak ładnie czesałaś, a teraz? Zapuściłaś się”, a ona myśli: „On to wszystko widzi, wie, że się zaniedbałam, i ma rację”. Kobieta z jednej strony nie czuje się dobrze, bo facet jej dokucza, a z drugiej czuje się winna. Suzan Giżyńska: „Dokucza” to zbyt delikatne określenie. Katarzyna: „Niszczy” będzie odpowiedniejsze. Suzan: Tak, bo to wszystko są teksty wroga. Ale może ona w domu rodzinnym była dzieckiem niewidocznym lub dostawała tylko tyle, ile jest niezbędne do przeżycia. Dla dorosłej kobiety, która miała takie dzieciństwo, nawet krytyka jest lepsza niż brak jakiejkolwiek uwagi. Bo wtedy ktoś na nią patrzy. Mówi co prawda, że zbrzydła, ale widzi ją. Oczywiście facet jest też po to, by mówić nam o tym, czego nie dostrzegamy. Na przykład, że się zaniedbałyśmy. Powinien jednak używać innych słów niż „zapuściłaś się”, bo to jest nękanie. Katarzyna Miller: Książę z bajki dla mamusi Katarzyna: Edith Wharton, amerykańska pisarka, wydała kiedyś opowiadanie „Mój najlepszy wróg”. Dotyczyło jej męża. Gdy pierwszy raz je czytałam, byłam bardzo smarkata i go nie rozumiałam. Teraz doskonale wiem, o czym ono mówiło. Partner to bliska...

Czytaj dalej
Nicole Kidman jako Celeste, matka bliżniaków, w serialu „Wielkie kłamstewka” / mat. prasowe HBO

Czego mogą nas nauczyć najfajniejsze (i te mniej fajne!) serialowe matki?

Matka matce nierówna, dlatego dzisiaj bierzemy pod lupę znane seriale i szukamy macierzyńskiego ideału. I zastanawiamy się, do którego typu serialowej matki same jesteśmy podobne.
Anna Zaleska
21.05.2020

Nie jest łatwo być idealną matką, ani w życiu, ani – jak się okazuje – w serialu. Nie jest łatwo być nawet dobrą matką. Kochającą, serdeczną, ciepłą, cierpliwą, wspierającą, potrafiącą ustanawiać jasne zasady i przy nich trwać… – o czymś zapomniałam? Za to raczej nietrudno być „fajną”. Pamiętam taką scenę z filmu „Wredne dziewczyny” z Lindsey Lohan. Najpopularniejsza w liceum nastolatka zaprasza do domu nową koleżankę. Tam wita ją blondynka w różowym dresiku, ze świeżo zoperowanym biustem i miniaturowym pieskiem na rękach: „Jeśli będziesz czegokolwiek potrzebować, po prostu powiedz – zachęca. – W tym domu nie ma żadnych reguł. Ja nie jestem mamą! Ja jestem fajną mamą!”. I takich „fajnych mam” jest w serialach sporo. Ale na szczęście są też fajne bez cudzysłowu, choć trzeba urządzić sobie naprawdę porządny binge-watching, żeby się z nimi spotkać. Matka, która nie mówi „słów na zet i na en” Bycie „fajną” zaczyna się, gdy tylko dziecko przyjdzie na świat. Na przykład Alice z „Pracujących mam” (Netflix) wyznaje na grupie wsparcia, mocno zestresowana, że mówiąc do dziecka, użyła dwóch zakazanych słów: na zet i na en. Nie będę pisać, co przychodzi do głowy innym matkom, bo to nieeleganckie. Tymczasem biedna Alice użyła słów „zakazuję” i „nie”, a niektóre poradniki dla rodziców uznają je za „nadmiernie negatywne”… Można sobie wyobrazić, że za kilkanaście lat Alice będzie w poradnikach szukać odpowiedzi na pytanie: co zrobiłam nie tak? Można by tu przeskoczyć do serialu „Pani Fletcher” (HBO). To opowieść o samotnej matce, która swojego jedynego syna wyprawia właśnie do college'u. Jest w...

Czytaj dalej