Brené Brown: „Twoja wrażliwość to twoja siła – dzięki niej możesz żyć pełnią życia”
getty imags

Brené Brown: „Twoja wrażliwość to twoja siła – dzięki niej możesz żyć pełnią życia”

Pozwólmy sobie na smutek i wstyd
Sylwia Niemczyk
30.01.2020

Nie możemy wybierać sobie uczuć. Nie można powiedzieć: tu jest smutek i wstyd – ja tego nie chcę. Jeśli zagłuszymy bolesne emocje, to zagłuszymy też radość i szczęście”, mówi prof. Brené Brown, badaczka, której 20-minutowy wykład o tym, jak żyć, obejrzało już 45 milionów ludzi na świecie.

Zagłuszanie emocji jest możliwe, a nawet można powiedzieć, że bardzo proste. Znamy sposoby: jedzenie, niejedzenie, alkohol, praca. „Rzecz w tym, dlaczego to robimy?” – pytała prof. Brené Brown podczas konferencji TEDx w Houston w 2010 roku. Kiedy przyjęła na nią zaproszenie, zaplanowała krótki wykład o tym, co zawsze: o badaniach, które od lat prowadziła nad emocjami na Uniwersytecie w Houston. Ale dzień przed występem zmieniła zdanie. Zdecydowała, że, owszem, opowie o badaniach – ale również o sobie. 

Wykład trwał 20 minut. Zeszła ze sceny, dojechała do domu, a rano obudziła się z najgorszym na świecie kacem moralnym. Uświadomiła sobie, co właściwie się stało poprzedniego dnia: stanęła przed pół tysiącem obcych ludzi i opowiedziała im o swoich najsłabszych punktach, wychyliła się zza maski naukowca, przyznała do załamania nerwowego i psychoterapii. Przez kolejne trzy dni nie wyszła z domu. Pocieszała się tym, że 500 osób przed sceną to jeszcze nie cały świat, za jakiś czas nikt już nie będzie pamiętał o jej kompromitacji. 

Tyle że pół roku później TEDx zamieścił jej przemówienie na swojej stronie i z tamtych 500 osób najpierw zrobił się tysiąc, potem milion, a potem kilkanaście i kilkadziesiąt milionów – jak gdyby któregoś dnia wszyscy ludzie z dostępem do internetu nagle zadali sobie to samo pytanie: kim właściwie jest Brené Brown i jak może zmienić ich życie?

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Prof. Brené Brown od ponad 20 lat bada zjawisko wstydu

– To, co robię w pracy, bardzo mi się przydaje w podróżach. Wszyscy wiecie, jak strasznie jestem introwertyczna, więc gdy ktoś chce zacząć ze mną rozmowę i pyta: „Czym się zajmujesz?”, wystarczy, że odpowiadam: „Wstydem. A ty?”. Pani profesor wybucha śmiechem, a razem z nią cała sala. Występy prof. Brown (dzisiaj możemy znaleźć ich już sporo, m.in. na Netfliksie) bardziej przypominają stand-up niż wystąpienie naukowe. Ale nawet naukowcy, którym nie odpowiada jej prosty język i anegdoty o mężu, przyznają, że za tym, co mówi, stoi 20 lat rzetelnej pracy badawczej. 

Tuż po doktoracie Brené Brown rozpoczęła na Uniwersytecie w Houston badania nad bliskością i tworzeniem się więzi, ale już na etapie wywiadów w grupach fokusowych zorientowała się, że prawdziwy temat leży gdzie indziej. Bo gdy pytała o bliskość, słyszała historie o czymś zupełnie przeciwnym: o zdradach, kłótniach, nieodwzajemnionych miłościach. Tak, jakby ludzie woleli mówić nie o relacji z drugim człowiekiem, ale o tym, co na nią nie pozwala. 

– Bardzo szybko, zaledwie po sześciu tygodniach badań, natknęłam się na tę nienazwaną rzecz. Wycofałam się z projektu, bo pomyślałam, że sama muszę zrozumieć, czym to „coś” jest, co zagraża bliskości. Okazało się, że jest nim wstyd – mówiła badaczka podczas swojego pamiętnego wykładu w 2010 roku. 

Wszyscy go czujemy – zdaniem prof. Brown, tylko socjopaci są pozbawieni poczucia wstydu. Nikt z nas jednak nie lubi się do niego przyznawać nawet przed samym sobą, tymczasem – kolejna obserwacja badaczki z Houston – im mniej mówimy o swoim wstydzie, tym większą kontrolę ma nad naszym życiem. A niestety mówimy o nim bardzo mało. 

– Przez pięć lat studiów psychologicznych nie usłyszałam o wstydzie jednego słowa. Przyglądaliśmy się różnym reakcjom psychologicznym, emocjom, ale to jedno uczucie jakby w naszej przestrzeni nie istniało – mówi Joanna Chmura, psycholożka, która od pięciu lat współpracuje z prof. Brown. – Moim zdaniem Brené idealnie trafiła w moment, w którym wszyscy jesteśmy już zmęczeni życiem w udawanym świecie, w którym banany nie mają już ciemnych plam, aktorki zmarszczek, a my całymi dniami drżymy ze strachu przed czyjąś oceną. Wstydzimy się swoich słabości, niedoskonałości, tymczasem ona mówi: „Porażka jest OK, niedoskonałość to dar”. 

Dążenie do doskonałości to pułapka

Brzmi prosto? Brené Brown ucieszyłaby się, słysząc taki zarzut, bo jej ambicją jest badanie bardzo skomplikowanych rzeczy i opowiadanie o nich w możliwie najmniej skomplikowany sposób. To dlatego wplata żarciki, historie o dzieciach, podczas wykładu mówi o płaczu w łazience i opisuje chwile słabości, których akurat jej w życiu nie brakuje – bo jak sama twierdzi, można 20 lat badać wstyd, a i tak nie będzie się dostatecznie przygotowanym na to, żeby stanąć z nim oko w oko. 

Przekonała się o tym, kiedy po swoim pierwszym występie na TEDx (po dwóch latach wystąpiła jeszcze raz) weszła do internetu i przeczytała opinie o sobie. „Mniej badań, więcej botoksu” – taki był pierwszy komentarz. Inny: „Współczuję jej mężowi i jej dzieciom” Kolejny: „No pewnie, że odradza dążenie do doskonałości. Co innego miałaby robić z takim wyglądem”. Hejterzy komentowali wygląd, wagę, ubranie badaczki – i choć znała mechanizmy psychologiczne, to i tak nie mogła nic poradzić na to, że w tamtej chwili, siedząc przed monitorem, chciała się zapaść pod ziemię: 

– Często mówimy, że nie obchodzi nas to, co o nas myślą inni, ale to przecież nieprawda! Neurobiologicznie zostaliśmy tak zaprogramowani, żeby nas to obchodziło. Kiedyś mój lęk przed oceną był tak wielki, tak paraliżujący, że stworzyłam w swoim życiu małość. Nie próbowałam, nie ryzykowałam, bo nie wiedziałam, czy będę w stanie znieść krytykę. Rzecz w tym, żeby dokładnie określić, których ludzi opinie są dla nas ważne i starać się na wszystkie inne nie zwracać uwagi – mówiła.

Lęk przed odrzuceniem

Według Brené Brown źródłem wstydu, który stanowi naszą blokadę przed bliskością, jest nasze głębokie przekonanie, że jeśli odsłonimy się za bardzo i pokażemy, jacy jesteśmy naprawdę, to zostaniemy odrzuceni. Czujemy, że nie jesteśmy „wystarczający”, aby zasłużyć na miłość czy uznanie, dlatego wolimy udawać kogoś innego, niż jesteśmy, nawet przed najbliższymi. Wybieramy bezpieczne życie, ale płacimy za to. 

– Każdy psycholog powie, że warunkiem naszego szczęścia są spójność i autentyczność. Tylko wtedy możemy mówić o dobrostanie psychicznym, kiedy to, co prezentujemy na zewnątrz, mamy też w środku, czyli po prostu kiedy jesteśmy sobą. Ukrywanie się za maskami nikomu nie służy. Albo może raczej: przez jakiś czas może nam służyć, ale na koniec wykańcza – mówi Joanna Chmura. 

Przeciwieństwem wstydu i strachu jest życiowa postawa, którą prof. Brown nazywa po angielsku „vulnerability”. To słowo klucz teksańskiej badaczki, problem w tym, że w polskim języku nie ma na nie dobrego odpowiednika. 

– Kiedy ktoś mnie pyta, jak je przetłumaczyć, biorę głęboki wdech i mówię, że to jest złożona sprawa. Zwykle przekładamy je na „wrażliwość”, ale to nie oddaje w całości tego, co Brené ma na myśli. W jej rozumieniu to jednocześnie nasza kruchość i zgoda na tę kruchość, to gotowość do pokazywania swoich czułych miejsc. Kiedyś w języku migowym Brené pokazywała, że to uczucie miękkich kolan połączone z odsłanianiem całego serca – mówi Joanna Chmura. 

Również sama prof. Brown zarówno w swoich książkach, jak i na wykładach poświęca dużo miejsca, żeby wytłumaczyć, czym jest, a czym nie jest wrażliwość, o której mówi: – Zapytaliśmy o to tysiące ludzi. Odpowiedzi były różne. „Wrażliwość to pierwsza randka po rozwodzie”, „To próba zajścia w ciążę po drugim poronieniu”, „To planowanie przyszłości naszych dzieci z żoną, która ma ostatnie stadium raka”. „Czekanie na wyniki badań”. „Wyznanie miłości, gdy nie masz pewności, że jest odwzajemniona” – mówi w filmie Netfliksa „Odwagi!”. 

– Wrażliwość może prowadzić do bólu, strachu i odrzucenia. Ale jednocześnie jest kluczem do takich rzeczy, jak miłość, radość czy poczucie bliskości. Nie możemy wybierać sobie uczuć. Nie można powiedzieć: tu jest smutek i wstyd – ja tego nie chcę. Jeśli zagłuszymy bolesne emocje, to zagłuszymy też radość i szczęście. Ilu z was kogoś kocha? Czy jesteście całkowicie pewni, że osoba, którą kochacie, nigdy nie odejdzie, nie zachoruje, nie umrze? Ilu z was już straciło najbliższą osobę? – pyta. 

Wtedy na sali nikt już się nie śmieje. – Jesteśmy biologicznie zaprogramowani, żeby kochać i tworzyć bliskie więzi, tymczasem na świecie jest coraz więcej ludzi, którzy wolą z tego zrezygnować. Nie chcą podjąć tego ryzyka, wolą nie poczuć miłości, byle tylko nie doświadczyć cierpienia. Bo kochać to znaczy wystawiać się na ciosy. 

Dlaczego piszemy czarne scenariusze?

Tak samo wystawiamy się na ciosy, gdy czujemy radość, nic więc dziwnego w tym, że jak mówi prof. Brown, rzadko sobie na nią pozwalamy. Wolimy nie zapeszać, skupić się na czarnym scenariuszu i nie cieszyć się za bardzo: 

– Panicznie boimy się, że gdy damy sobie przyzwolenie na radość, ktoś przyjdzie i nam ją wyrwie, a my zostaniemy z bólem, traumą i strachem. Dlatego pośrodku przeżywanych przez nas wielkich rzeczy dosłownie odgrywamy próbę generalną dramatu. Po co? Żeby potem, w razie czego, mniej nas bolało. Ale to tak nie działa. 

Tym, co doprowadziło prof. Brown do załamania nerwowego, o którym mówiła podczas TEDx-u w 2010 roku, były wyniki jej własnych badań nad wstydem i wrażliwością. Analizując wywiady, które przeprowadziła (tysiące!), uświadomiła sobie dwie rzeczy. Po pierwsze, że są ludzie (nazwała ich „żyjącymi pełnym sercem”), którzy żyją bez strachu, umieją sobie poradzić ze wstydem, nawiązują bliskie relacje, nie boją się odsłonić i robią to, bo po prostu wierzą, że bez względu na wszystko zasługują na miłość. A po drugie, że ona sama, prof. Brené Brown, specjalistka od ludzkich emocji, do nich nie należy. Jako Teksanka od pięciu pokoleń, urodzona w konserwatywnej rodzinie, najstarsza z czwórki dzieci, już od szkolnych lat umiała strzelać i sprawiać martwą zwierzynę, za to nie była w stanie okazać tego, co sama nazwała wrażliwością. Okazało się, że jej perfekcjonizm, którym wcześniej się szczyciła jako naukowczyni, jest tylko zbroją, w którą chowa się ze strachu przed oceną innych. Wiele lat później, zgodnie z zasadą „życia pełnym sercem”, zaczęła otwarcie mówić też o innych swoich „zbrojach”, wspominała o zajadaniu emocji, pracoholizmie i napadach paniki, a w maju 2019 roku na blogu świętowała 23 lata trzeźwości. W książkach nieraz powraca do tego, jak trudno było jej zbudować poczucie własnej wartości i jak dużo wspólnego miało z tym jej wychowanie w rodzinie, w której okazywanie uczuć było równoznaczne z okazywaniem słabości. Rodzina, rodzicielstwo, dzieciństwo to tematy, które porusza, mówiąc też o polskim społeczeństwie: 

– Kiedy pół roku temu rozmawiałam z Brené o nas i naszym polskim wstydzie i lęku przed wrażliwością, mówiłyśmy, że nie jesteśmy w stanie uciec od naszej historii. Ludzie z pokolenia 30- i 40-latków to DDA, którzy żyli w dzieciństwie w biedzie i niepewności. To zrozumiałe, że okazywanie wrażliwości i budowanie więzi nie przychodzi nam łatwo. Tym, co może nam pomóc w budowaniu samoświadomości i czułości dla samych siebie, to przebaczenie naszym rodzicom, że nam nie dali tego, czego dziś nam tak bardzo brakuje. Nie rozmawiali z nami o emocjach i nie wzmacniali naszego poczucia własnej wartości, ale najczęściej nie robili tego ze złej woli, po prostu sami nie mieli takich umiejętności – mówi Joanna Chmura. 

Kiedy dzisiaj, po 10 latach od pierwszego wykładu na TEDx-ie, prof. Brené Brown wchodzi na scenę, jest witana owacjami, nieraz na stojąco. Przyjaźni się z Oprah Winfrey, do jej wyznawczyń należy Reese Witherspoon, każda z jej pięciu książek była numerem jeden na liście bestsellerów „New York Timesa”. Kobiety nazywają ją mentorką i guru. Ona sama broni się przed takimi etykietkami i powtarza, że znać naukową teorię to jedno, a praktykować „życie pełnym sercem” – to drugie, trudniejsze. Ale stara się. 

Od ponad 25 lat żyje z tym samym mężem i mając 53 lata, zdecydowanie lepiej radzi sobie ze swoim wstydem i innymi emocjami niż wtedy, gdy była przed trzydziestką. A tamto załamanie nerwowe zaczęła, za namową swojej terapeutki, nazywać duchowym przebudzeniem.

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 1/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
relacje w związku
getty images

Czego najbardziej wstydzą się mężczyźni? (Nie, nie jest to ciało!)

Emocje, pieniądze, brak wiedzy. Tego nasi partnerzy wstydzą się przed nami.
Sylwia Niemczyk
04.01.2019

„U mężczyzn obszary najbardziej narażone na wstyd to: brak sukcesu finansowego, okazywanie emocji i wykazanie niewiedzy. Mężczyznom trudno jest pokazać, co ich boli, bo ciężko im przyznać, że coś w ogóle ich rusza. Wydaje im się, że powinni być cool, tacy »bez nadmiernej ekscytacji«” – mówi Joanna Chmura, psycholożka, trenerka, terapeutka. Męski wstyd Krystyna Romanowska: Dlaczego męska wrażliwość jest takim ważnym tematem? Joanna Chmura: Kiedy kilka lat temu zaczęłam robić warsztaty o wstydzie, czyli o lęku przed tym, jak odbiorą nas inni, i okazało się, że zapisują się na nie głównie kobiety. Pomyślałam więc, że muszę prowadzić podobne spotkania dla mężczyzn, bo wstyd wcale ich nie omija i też zbiera spore żniwo. Po pół roku udało się i zebrałam pierwszą grupę na edycję męską i tym samym rozpoczęłam pracę z mężczyznami, z ich wstydem i wrażliwością. No i? Z perspektywy czasu myślę, że to był znakomity pomysł i bardzo pouczające doświadczenie. Jeden z momentów takiego męskiego warsztatu szczególnie zapadł mi w pamięć. Wraz z uczestnikami oglądaliśmy film, w którym Brené Brown opowiada swoją historię. Musiała zostawić sześciomiesięczne dziecko, bo chciała pojechać do Los Angeles na spotkanie noblistek. I miała klasyczny dylemat: praca czy rodzina. A potem ktoś ją ocenił, że ponieważ wybrała podróż, to jest fatalną matką. „I co panowie na taki dylemat?” – zapytałam. „Ale w czym problem?” – zdziwili się. Zdębiałam. Zostawienie kilkumiesięcznego dziecka pod opieką innej osoby w ogóle nie kojarzyło im się z uczuciem wstydu. Dla nich było to zadanie do wykonania, którego realizacja wymagała wynajęcia opiekunki. Wtedy mocno poczułam, że męski wstyd i wrażliwość dotyczą zupełnie innych...

Czytaj dalej
kobieta na Skype
Adobe Stock

Bądźmy w kontakcie. Dlaczego poczucie wspólnoty jest ważne?

Izolacja społeczna oddziela nas od siebie. Tymczasem neurobiologia udowadnia, że samotność może być takim samym zagrożeniem dla życia jak brak pożywienia.
Aleksandra Nowakowska
22.04.2020

Przez pandemię znaleźliśmy się w sytuacji traumy. Teraz jest moment, w którym większość z nas zapada się w siebie. Psycholodzy, którzy pomagają w przejściu przez doświadczenia katastrof czy wypadków, na początkowym etapie pomocy nie nakłaniają do analizy uczuć. Są po prostu obok, wspierają obecnością. Mózg w tym czasie sam radzi sobie z traumatycznymi doświadczeniami. Na psychoterapię przyjdzie czas, gdy poczujemy się bezpieczniej. Obecnie możemy oddalać się od siebie, ale właśnie teraz najbardziej potrzebny jest nam kontakt z drugim człowiekiem – zwyczajna rozmowa. To ważne, żebyśmy w niedalekiej przyszłości nie odczuli groźnych skutków samotności. Samotność jak głód Uznawana jest za współczesną chorobę społeczną. Amerykańskie Towarzystwo Psychologicznej ogłosiło, że samotność bardziej zwiększa prawdopodobieństwo śmierci niż otyłość. Brak powiązań społecznych działa szkodliwie na zdrowie tak jak wypalenie 15 papierosów dziennie lub picie alkoholu każdego dnia. Brak kontaktu z ludźmi – jak udowodniono naukowo – przekłada się na zaburzenia nastrojów, stany depresyjne i lękowe. Po epidemii SARS w 2003 roku od 10 do 29 proc. osób po kwarantannie cierpiało na zespół stresu pourazowego (PTSD). Badania nad samotnością od 20 lat prowadzi neurobiolog John Cacioppo z University of Chicago, który definiuje ją jako „wrażenie izolacji społecznej”. Naukowiec sprawdził, że samotność jest takim samym zagrożeniem dla życia jak głód. Więzi z ludźmi potrzeba nam w równym stopniu co jedzenia i wody . Życie w warunkach zanieczyszczenia powietrza zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci o 5 procent, otyłość – o 20 proc., nadmierne spożywanie alkoholu – o 30 proc. A życie w samotności podnosi to ryzyko aż o 45 proc.! Ryzykujemy...

Czytaj dalej
East News

Wojciech Malajkat: „Wzmożona nienawiść wywołuje wojny” – ważne słowa aktora dla studentów

„Miłość czy nienawiść” — zastanawia się znany aktor, a także prof. dr hab. Wojciech Malajkat. Wydaje się, że wybór jest oczywisty.
Sylwia Arlak
09.10.2020

„Opowiem państwu bajkę…” — tymi słowami prof. dr hab. Wojciech Malajkat, JM Rektor Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie, reżyser, aktor teatralny i filmowy,  zaczął wykład inauguracyjny nowy rok akademicki.   „Dawno, dawno temu, w czasach, kiedy jeszcze na Białorusi nie odbyły się wybory, kiedy w Rosji nie zaczęto jeszcze na dobre truć przeciwników politycznych. Kiedy w Polsce nie wybuchła jeszcze epidemia, kiedy jeszcze nie odbyły się u nas wybory, które się nie odbyły, kiedy nie odbyły się wybory, które w końcu się odbyły. Kiedy nie doszło jeszcze do kolejnej awarii Czajki, rurociągu w Warszawie. Kiedy jeszcze nie byliśmy tak podzieleni, jak jesteśmy teraz, a wydawało się, że bardziej podzielić nas nie można na zwolenników i przeciwników ideologii gender, na zwolenników i przeciwników przemocy domowej i pedofilii w kościele, na kochających i kochających inaczej ludzi kochających inaczej. Kiedy można było jeszcze bez przeszkód polecieć na drugą stronę globu. Jednym słowem bardzo, bardzo dawno temu, czyli gdzieś w styczniu tego roku, zostałem poproszony o wygłoszenie wykładu w Wyższej Szkole Humanitas w Sosnowcu. Poczułem się zaszczycony, przyjąłem zaproszenie i gorączko zacząłem poszukiwać tematu do wykładu. I wtedy niestety wydarzyło się to wszystko, o czym mówiłem” — mówił Wojciech Malajkat podczas tegorocznej Inauguracji Roku Akademickiego w WSH. Czytaj też:   Maria Sadowska śpiewa o miłości i kręci film o kobietach, które miłość sprzedają „Świat szalał i szaleje i coraz bardziej popada w spiralę obłędu (…) ludzie biją innych ludzi za kolor skóry i włosów, za to, że mówią w obcym języku albo, że patrzą nie tak w ich stronę. O jeździe po pijanemu i zabijaniu...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Odpoczynek należy się każdej z nas. Dawajmy go sobie, nie tylko w wakacje

Jesteśmy nauczone, jak dbać o potrzeby innych, ale często zapominamy o sobie. Tymczasem — jak przekonuje psycholog Joanna Chmura w wywiadzie dla Tok Fm — nuda i odpoczynek są nam potrzebne, jak powietrze.
Sylwia Arlak
28.08.2020

Pracujemy po godzinach. Wracamy do domu i szybko bierzemy się za przygotowywanie kolacji. Sprzątamy, pierzemy, prasujemy. Dbamy o potrzeby partnera, teściowej, dzieci, a w międzyczasie doradzamy przez telefon przyjaciółce. A co z nami i naszymi potrzebami? Odpoczynek na co dzień, nie od święta Psycholożka i coach Joanna Chmura podkreśla, że większość z nas nie umie dbać o siebie. „Wynosimy z domu wiele szkodliwych przekonań na temat odpoczynku. Nie byliśmy uczeni, jak dbać o siebie. Wiedzieliśmy, jak myć zęby czy pakować tornister, ale nikt nie mówił w otwarty sposób, że należy dbać o sobie potrzeby. Uczono nas dbać o innych, a teraz w dorosłym życiu wstydzimy się dbać o siebie” — mówi Chmura w rozmowie z Zuzanną Piechowicz w radio Tok FM. Czytaj też:   „Wciąż przeżywasz rozstanie? Patrz na kalendarz!” Psycholożka o długoterminowych singielkach Warto odpoczywać i to nie tylko w wakacje. „Niektórzy ludzie mówią, że mogą spać trzy godziny i im to wystarcza. Może przez pewien czas rzeczywiście tak jest, ale w dłużej perspektywie to bardzo niebezpieczne” — podkreśla coach. Jak mówi Chmura, wiele osób przechwala się, że są na tyle pracowici, że nie potrzebują odpoczynku. Myślą, że są niezniszczalni. Dlatego wstydzimy się nałogów od używek, ale o pracoholizmie mówimy z dumą. A przecież nie jesteśmy w stanie działać i myśleć na pełnych obrotach przez osiem godzin dziennie. „To tylko zbroja. Mechanizm obronny, który ma przykryć nasze niepokoje, lęki i poczucie niskiej wartości” — dodaje. Jak już wybierzemy się na urlop, zamiast ładować baterie, sprzątamy mieszkanie, albo planujemy remont. „Często nam się wydaje, że jak nie idziemy do pracy, to musimy wypełnić czas jakąś pracą w domu. Nie...

Czytaj dalej