Związek z narcyzem jest jak tango: namiętny, ale wyczerpuje siły
Getty Imagse

Związek z narcyzem jest jak tango: namiętny, ale wyczerpuje siły

Narcyz jest skupiony na sobie, nie umie inaczej. Jego miłość do siebie samego, troska o siebie samego w sposób trwały przysłania, wypiera miłość do drugiej osoby, możliwość troszczenia się o nią. Dlatego związek z nim zawsze będzie toksyczny. 
Karolina Morelowska-Siluk
07.06.2020

Narcyza jako partnera nie wygrywamy na loterii, ale z jakichś powodów same go wybieramy. A potem nagle budzimy się, że zamiast oparcia w mężczyźnie mamy roszczenia królewicza. Aby próbować uratować taki związek, trzeba przede wszystkim dostrzec swój wkład w niego, współudział – mówi Danuta Golec, psychoterapeutka.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Związek z narcyzem

Karolina Morelowska-Siluk: Czy związek z narcyzem zawsze musi być toksyczny?

Danuta Golec: Żeby odpowiedzieć na to pytanie, muszę najpierw wyjaśnić kilka pojęć. Związek, aby był prawdziwą relacją, musi prowadzić do rozwoju. To, co mówię, może wydawać się oczywiste, ale wcale takie nie jest. Bo bywa, i to nierzadko, że dla ludzi największą zaletą związku jest to, że on po prostu trwa! 

Zachwycamy się, przypisujemy temu wartość: jakie to piękne, że oni są ze sobą już 20 lat, zazdroszczę!

A czasem nie ma czego. Mam taką roboczą definicję, i nie dotyczy ona wcale jedynie relacji damsko-męskiej, ale „dorosłych” relacji między ludźmi w ogóle, mianowicie realny związek jest wtedy, gdy ludzie siebie wzajemnie motywują do rozwoju. Czyli, związek będzie toksyczny wtedy, gdy ludzie ciągną siebie w dół albo wstrzymują przed zrobieniem kroku naprzód. I to z boku może wyglądać jak bardzo przyzwoita relacja – nie piją, nie biją, nie zdradzają – tylko „siedzą w kapciach przed telewizorem”, stoją w miejscu.

I tak właśnie lubi narcyz?

Narcyz nie do końca wie, co lubi, bo nie za bardzo zna siebie. Przecież jest skupiony wyłącznie na sobie. Jest skupiony na sobie, ale nie na sobie realnym, tylko zwykle na wyobrażeniu o sobie. Więc o tym, kim jest naprawdę, niewiele wie. Jego główna cecha to rzeczywiście zwrócenie miłości i zaangażowania we własnym kierunku. Ważne jest, aby wiedzieć, że taki rys mamy w sobie wszyscy. Każdy z nas przejściowo bywa narcyzem.

Co to znaczy?

To znaczy, że przeżywamy takie chwile, kiedy jesteśmy bardzo skupieni na sobie – intensywnie tkwimy w jakimś ważnym projekcie albo próbujemy podnieść się po jakimś wielkim zranieniu, cierpimy – i wtedy nasza cała uwaga zwrócona jest na nas samych. 

I to nic złego, jeśli jest to tylko etap?

Powiem więcej, taki „zdrowy narcyzm” jest nam potrzebny. Jednak nie on jest obiektem naszego zainteresowania w tej rozmowie, jest nim narcyzm patologiczny. I teraz mogę odpowiedzieć na pierwsze pytanie, czy związek z narcyzem patologicznym zawsze musi być toksyczny? Tak. Bo to jest związek z człowiekiem, któremu miłość do siebie samego, troska o siebie samego w sposób trwały przysłania, wypiera miłość do drugiej osoby, możliwość troszczenia się o nią.

Czyli on po prostu nie jest w stanie mnie dostrzec?

Nie widzi pani jako osoby odrębnej i ważnej jednocześnie. Bo jeśli jest pani ważna, traktuje panią jako część siebie. Zlejecie mu się w jedno. I to jest absolutnie toksyczna sytuacja. Natomiast jeśli będzie traktował panią jak odrębną jednostkę, automatycznie przestanie pani być dla niego istotna. Tak to działa. 

W zdrowej relacji partnerzy przybliżają się i oddalają od siebie, pozostając dla siebie cały czas ważnymi – ten proces pozwala na rozwój. Narcyz nie zniesie oddalenia. Ono równa się końcowi jego emocjonalnego zaangażowania.

Czyli nie ma siły, trzeba uciekać?

No właśnie wcale niekoniecznie. Tu dotykamy bardzo istotnego wątku – bo pani tego narcyza nie wygrała na loterii, pani go sobie wybrała. Można po prostu spakować się i uciec, niosąc w ręku sztandar: „Zraniona przez narcyza”, ale wtedy droga do kolejnego narcyza prawdopodobnie będzie bardzo krótka... Zawsze powtarzam: kiedy dowiadujemy się, że wpakowaliśmy się w kłopoty, ważniejsza od ucieczki jest próba przeanalizowania, jak się w te kłopoty wdepnęło. 

Mam rozumieć, że nie każdy wybierze sobie, czy to świadomie, czy intuicyjnie, na partnera narcyza?

Tak, do tego narcystycznego tanga zdecydowanie trzeba dwojga. Ludzie nie wybierają siebie przypadkowo. 

Kto w takim razie wybiera narcyza?

Czasami narcyz, to się zdarza, i wtedy mamy najmniej toksyczne połączenie. To chęć stworzenia takiego „fantastycznego” duetu, w którym będziemy nawzajem odbijali się w swoich lustrach, będziemy się sobą nawzajem zachwycać i porównywać swoje wyobrażenia o sobie. 

W świecie celebryckim widzimy takie pary, „miłość” rozkwita z hukiem i z hukiem się kończy. Fantastycznie, barwnie i krótko! Spotykają się najpiękniejsi z klubu i niewiele z tego wynika. 

Inna sytuacja, bardziej z realnego świata, to taka, w której do narcyza ciągnie kogoś, kto ma w sobie rys masochistyczny.

Męczennik?

Tak, kobieta (czy mężczyzna), która ma taką, oczywiście podświadomą, definicję siebie: jestem po to, żeby przyłączyć się do drugiej osoby i być dla niej podnóżkiem. Narcyz bardzo chętnie wchodzi w relację z kimś takim. I taki związek może trwać latami. Bo tu wszystko gra. To jest układ, który my, terapeuci, roboczo nazywamy koluzją, czyli każdy pod stołem załatwia swoje interesy. Każdy coś z tego ma. Narcyz cudownie odbija się w takiej osobie, a ta „gąska” może się wpatrywać w tę drugą, „śliczną” stronę. Może jej usługiwać. Tylko to nie jest żaden związek w jego prawdziwym znaczeniu. Tu nie ma żadnej konfrontacji, tu się nie stawia granic. 

Ale przychodzi moment, kiedy podnóżek czuje się zraniony, wykorzystany?

Jeśli ma rzeczywiście masochistyczną konstrukcję to bycie ranionym, wykorzystywanym jest mu potrzebne do życia. Bo masochista czerpie korzyść z tego, że cierpi – czuje wtedy wyższość. Dlatego mówię, że tu każdy załatwia pod stołem swoje interesy. Tylko to dzieje się bezrefleksyjnie, bo oczywiście potrzeba bycia ranionym nie jest potrzebą zdrową. 

Kto jeszcze chętnie wejdzie w związek z narcyzem?

Ktoś, kto – mówiąc skrótowo – nie dojrzał. Ktoś, kto nie ma do końca wykształconej osobowości. Szuka partnera, do którego może się przykleić. A ten partner ma być na tyle wyrazisty, że zdefiniuje także mnie. Nie muszę mieć swoich potrzeb, swoich przemyśleń – ich poszukiwanie jest trudne – więc przyłączam się do czyjegoś świata.

Ale jak to wygląda w praktyce? Nie mam swoich przyjaciół, więc „pokocham” tych jego, nie wiem, jakie lubię czytać książki, więc będę czytać to, co on...

Tak, to może dotyczyć wszystkich obszarów życia. To jest takie pozorne zachłyśnięcie się czyimś światem, życiem. I robienie tego, co robi ten drugi człowiek. Ale tu już mówimy o przejawach tej „choroby”, a tak psychologicznie chodzi o to, że ta osoba nie rozpoznaje swoich uczuć, potrzeb, bo nigdy nie przeszła przez ten ważny etap rozwoju, jakim jest uczenia się siebie. A w ten sposób kształtujemy siebie – czegoś się wyrzekamy, po coś innego sięgamy, walczymy ze sobą, konfrontujemy się. Jeśli ktoś nie podejmuje tego wyzwania, mówi sobie (nieświadomie oczywiście): „Nie wchodzę w to”, jednocześnie mówi: „Niech ktoś mi powie, co mam robić”. Narcyz jest bardzo chętny. On wie wszystko: chcesz tego, lubisz to, potrzebujesz tego, ponieważ... ja tego chcę, ja to lubię i ja tego potrzebuję. 

Tylko co w takim razie robić, bo rozumiem, że osoba, która jest w związku z narcyzem, ma małe szanse, aby dostrzec, jaki jest realny problem. 

Ale na szczęście nie żyjemy w próżni, zwykle otaczają nas inni ludzie, którzy mogą nam dać jakiś sygnał. Chodzimy do pracy, mamy dostęp do kultury, w szerokim znaczeniu, widzimy poza domem różne wzorce. Często rewolucją, punktem zwrotnym w takim związku jest pojawienie się dziecka. Bo wtedy kobieta –  tak jesteśmy biologicznie uwarunkowane – przestawia w życiu akcenty. Uwagę kieruje na małego człowieka i siłą rzeczy narcyz zaczyna dostawać mniej niż wcześniej. Ta relacja się destabilizuje.

Narcyz raczej nie jest zadowolony...

Zdecydowanie nie. Buntuje się, zaczyna krzyczeć: „Zaraz, chwileczkę, gdzie ja?! Nie tak miało być”. A kobieta nagle dostrzega siebie, uświadamia sobie, że jednak czegoś potrzebuje. Jest zmęczona, chce odpocząć, oczekuje wsparcia w  opiece nad dzieckiem, a zamiast pomocnego partnera ma obrażonego królewicza, roszczeniowego bachora.

Budzi się?

I ważne jest, co zrobi z tym przebudzeniem. Czy zobaczy swój udział w tym, że ta relacja nie działa dobrze. Czyli, jak wcześniej wspomniałam, zrozumie, że z jakiegoś powodu wdepnęła w ten kłopot. Bo nigdy nie jest tak, że związek tworzą zły narcyz i jego niewinna ofiara. Powiem z pełną odpowiedzialnością, że partner narcyza jest pełnoprawnym współautorem toksycznej relacji. Nie istnieje coś takiego jak instrukcja obsługi narcyza czy wytyczne, jak żyć z  nim w związku, bo nie tylko on jest tu problemem. Trzeba dostrzec swój wkład w to wszystko.

Czyli to przebudzenie ma w sobie jakiś potencjał?

Tak, nie trzeba od razu uciekać, bo może nastąpić przeformułowanie tego związku. To jest możliwe. To może się udać. Ale to będzie bolało. Będzie trudne i bolesne dla obu stron. Partner narcyza musi zacząć stawiać granice – dostrzegać swoje potrzeby i egzekwować ich respektowanie. Realizować się, oddalać się od narcystycznego partnera, jak to się dzieje w zdrowym związku. Konsekwentnie, niezależnie od stopnia buntu drugiej strony. Będą wściekłość i rozżalenie –  tak toczy się walka o nowe standardy, o  wyzdrowienie dla obu stron. I choć nigdy nie wiemy, czy się uda, nie ma gwarancji, warto chociaż spróbować. Bo najgorsze, co możemy zrobić, to trzasnąć drzwiami, wyjść i zrzucić całą odpowiedzialność na „złego narcyza”. Takie rozwiązanie z  całą pewnością gwarantuje nam kolejne kłopoty. 

Danuta Golec – psychoterapeutka z Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychoanalitycznej. Tłumaczka, założycielka Oficyny Ingenium, która wydaje książki z dziedziny psychoanalizy i psychoterapii psychoanalitycznej.

***

Rozmowa z Danutą Golec ukazała się w „Urodzie Życia” 3/2018

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG

Narcyz jest mistrzem uwodzenia, ale związek z nim to emocjonalna pułapka

Narcyz nie potrafi okazywać empatii i nie jest w stanie tworzyć bliskich relacji. Co zatem sprawia, że osoby narcystyczne są tak atrakcyjne?
Aleksandra Nowakowska
27.03.2020

Zła wiadomość jest taka, że większość z nas postrzega narcyzów jako zdecydowanie atrakcyjniejszych od reszty ludzi. Tak przynajmniej wynika z badań przeprowadzonych przez austriackiego psychologa klinicznego Emanuela Jauka: w jego eksperymencie wzięło udział 90 osób, które były na 700 randkach. Uczestnicy po tych spotkaniach deklarowali, z kim chcieliby stworzyć relacje krótkoterminowe, a także z kim chcieliby budować trwałe związki. Narcyzi wygrywali w obu przypadkach . Narcyz potrafi w sobie rozkochać Wyniki tego badania zadziwiają, bo przecież narcyzi w tworzeniu relacji akurat najlepsi nie są. Dlaczego zatem biją na głowę innych, mniej narcystycznych konkurentów? Wyjaśnienie jest bardzo proste: po prostu robią świetne pierwsze wrażenie . Silna koncentracja na sobie oznacza, że doskonale znają swoje atuty i potrafią się lukratywnie „sprzedać”. Poza tym są świetnymi uwodzicielami. Wiedzą, jak mają zadziałać, żeby ktoś się w nich zakochał. Przewagę daje im pewność siebie, która nawet jeśli nie idzie w parze z atrakcyjnością fizyczną, szybko czyni ich obiektami pożądania. I jeszcze jedna rzecz – na randkach, podczas których nawiązujemy pierwszy kontakt, narcyzom pomaga ich ekstrawertyczna osobowość . Tych kilka cech naprawdę wystarczy, żebyśmy z miejsca były w stanie zakochać się w narcyzie i wejść w relację, która w perspektywie czasu nie przyniesie nam niczego dobrego. Z biegiem czasu u boku narcyza czujemy się w najlepszym wypadku niezauważane i nieważne, w gorszym stajemy się ofiarami emocjonalnej, a nawet fizycznej przemocy. Skąd się biorą toksyczni narcyzi? Tworzymy więzi z ludźmi dzięki empatii. Pielęgnowana empatia umożliwia nam wgląd w myśli i nastroje innych i daje moc przewidywania ludzkich...

Czytaj dalej
Pexels

Jak rozpoznać toksycznych ludzi? 3 typy, przed którymi trzeba umieć się bronić

Do najpopularniejszych typów toksycznych ludzi należą narcyz, psychopata i makiawelista. Uważaj na tę złowrogą mroczną triadę.
Sylwia Arlak
28.12.2020

Pomyśl o mrocznej triadzie: narcyzmie, psychopatii i makiawelizmie, jak o Trójkącie Bermudzkim. Zbliżanie się do niego jest niebezpieczne! Cechy wszystkich trzech typów osobowości często nakładają się na siebie i tworzą profile, które są szkodliwe i toksyczne, szczególnie dla tych, którzy znajdują się najbliżej. Zwłaszcza jeśli chodzi o relacje intymne, w których tracimy czujność. Czytaj także: 7 różnic pomiędzy zdrowym a toksycznym związkiem. Jaki jest twój? Typy toksycznych ludzi Narcyzm charakteryzuje się dążeniem do zaspokojenia ego, próżności, poczucia wyższości, wielkości i dominacji. Makiawelizm cechuje manipulacja. To wyrachowana, dwulicowa i amoralna osobowość skupiona na własnym interesie i osobistych korzyściach. Psychopatię wyróżnia bezduszność, impulsywność oraz trwałe aspołeczne, brawurowe zachowania. Jak podaje serwis Psychology Today, kilka lat temu badacze przeanalizowali różnice pomiędzy tymi trzema osobowościami. W różnym stopniu wszystkie zachowują się agresywnie, kierując się własnym interesem, brak im empatii i nie miewają wyrzutów sumienia. Potrafią manipulować, wykorzystywać i oszukiwać innych, chociaż ich motywacje i taktyki są różne. Łamią normy społeczne i wartości moralne, Kłamią i zwodzą. Brakuje im pokory. Działają na własną korzyść i nigdy nie liczą się z kosztami. Emanują pewnością siebie. I są… niezwykle urokliwi. Uważa się, że u podstaw ich osobowości, w pewnym stopniu leżą czynniki genetyczne. Toksyczny narcyz Narcyzi uważają, że wszystko robią najlepiej. Źle znoszą krytykę  i przesadnie reagują na niepowodzenia, nigdy też nie przyznają się do błędu. Fantazjują na temat własnego piękna, marzą  o sukcesie. Brak im empatii. Wymagają komplementów, przechwalają się, a...

Czytaj dalej
Pexels.com

Związek z narcyzem zostawia rany – zobacz, co to zespół stresu ponarcystycznego

Broń się albo uciekaj. Szkodliwe działania narcyza mogą odbijać się na naszym zdrowiu jeszcze długo po zakończonej relacji.
Sylwia Arlak
01.10.2020

Życie z narcyzem łatwo może przerodzić się w codzienny koszmar. Kontroluje ofiarę, wmawia jej, że to ona jest winna, że do niczego się nie nadaje i że ma tylko jego. Zrobi wszystko, żeby osiągnąć swój cel. Nic dziwnego, że tak często znajomość z nim kończy się PNSD (Post Narcissist Stress Disorder), czyli zespołem stresu ponarcystycznego. Co to jest zespół stresu narcystycznego? Związek z osobą narcystyczną nie jest obojętny dla psychiki drugiej osoby. O PNSD mówimy, gdy już po rozstaniu, czujesz się bezradna, masz napady złości, lęku, a nawet możesz cierpieć na depresję. Obolała po związku z narcyzem kobieta ma duże problemy z poczuciem własnej wartości, przez co może unikać innych ludzi, może mieć problemy z zasypianiem. Staje się nieufna i może mieć duże problemy ze znalezieniem nowego partnera. Po zakończeniu związku może być jej bardzo trudno wrócić do normalnego życia. Kiedy poczuje na ulicy zapach perfum byłego partnera, albo usłyszy w radio jego ulubioną piosenkę, może natychmiast wrócić do trudnych wspomnień. Przez długi czas może nie być w stanie myśleć o niczym innym. Może też podświadomie unikać miejsc, ludzi i rzeczy związanych z narcyzem, a nawet emocji. I wreszcie — może czuć się winny, że jego związek się skończył. Podobny stres odczuwają np. ofiary wypadków bądź innych traumatycznych wydarzeń. Czytaj też:  Związek z narcyzem jest jak tango: namiętny, ale wyczerpuje siły Czy da się żyć z narcyzem? Jeśli nie potrafisz opuścić narcyza, naucz się z nim żyć. Przede wszystkim poczytaj o jego zachowaniach i mechanizmach działania. Dowiedz się więcej o cyklu przemocy narcystycznej, który obejmuje cztery fazy: poczucie zagrożenia, znęcanie się nad innymi, stawanie się ofiarą i poczucie wzmocnienia. Tylko w ten sposób zyskasz spokój. Będziesz...

Czytaj dalej
smutna dziewczyna
Adobe Stock

6 cech DDA, które cię niszczą! Rozpoznaj je i nazwij, żeby je móc przepracować

Przemocowy partner, lęk przed konfliktami i własnym gniewem, seksualna blokada. Sprawdź, jakie są skutki wzrastania w rodzinie alkoholowej.
Aleksandra Nowakowska
29.05.2020

Twój mózg kształtuje się w dzieciństwie i w dorosłym życiu podsuwa historie sprzed lat. Nie zawsze są to szczęśliwe opowieści. Wyrastanie w domu, w którym rządził alkohol, rzuca mroczny cień. Bycie DDA – Dorosłym dzieckiem alkoholika jest ogromnym obciążeniem. Na szczęście możesz je przepracować, ale tylko wtedy, kiedy sama zobaczysz w sobie niszczące cię schematy. Pomoże psychoterapia – im wcześniej ta praca zostanie podjęta, tym szybciej nastąpi pożegnanie z demonami przeszłości.  DDA często mają mentalność ofiary Osoby wychowane przez rodziców zmagających się z alkoholizmem podświadomie dążą do bycia w związku z kimś też uzależnionym lub w jakiś sposób dysfunkcyjnym – narcyzem, biernym tyranem, partnerem agresywnie dominującym. Dorosłe dziecko alkoholika często wiążą się z partnerami, którzy stosują wobec nich przemoc zarówno psychiczną, jak i fizyczną. Nieraz DDA zdaje sobie sprawę z tego, kim tak naprawdę jest jej partner, ale jednocześnie głęboko wierzy, że uda jej się  go „uratować” – uwolnić od nałogu lub zmienić toksyczne zachowania. Dorosłe dziecko alkoholika wchodzi w toksyczny związek i naraża się na cierpienie, odtwarzając scenariusz trudnej przeszłości. Typowa cecha DDA to lęk przed emocjami  Trauma przeżyta w dzieciństwie sprawia, że Dorosłe dzieci alkoholika tłumią swoje uczucia. Ich wewnętrzny uczuciowy świat jest zamrożony. Tak naprawdę jedyne, co odczuwają, to głęboka obojętność. Boją się zwłaszcza gniewu i smutku. Siła tych uczuć jest tak wielka, że osoba z syndromem DDA podświadomie wie, że nie byłaby w stanie ich udźwignąć. Mechanizm tłumienia emocji działa jednak całościowo, więc DDA nie czują też pozytywnych uczuć – radości, miłości, nadziei, szczęścia....

Czytaj dalej