I żyli razem długo i szczęśliwie. Czy istnieje przepis na udany związek?
magnum photo/photo power

I żyli razem długo i szczęśliwie. Czy istnieje przepis na udany związek?

Skoro namiętność wygasa po 4 latach, jak przeżyć razem 60?
Karolina Rogalska
28.01.2020

Aby związek był udany nie musimy być idealnie dobrani. Teoria o dwóch połówkach jabłka odchodzi do lamusu. Szczęsliwy związek to patrzenie w tym samym kierunku i decyzja, że pomimo dzielących nas różnic chemy iść tą samą drogą. Razem. 

Karolina Rogalska: W książce „Psychologia miłości” pisze pan, że namiętność wygasa po czterech latach. Czy to nieunikniony etap romantycznej relacji, czy średnia statystyczna?

prof. Bogdan Wojciszke: Arthur Aron, badacz, który od 40 lat zajmuje się bliskimi związkami, twierdzi, że nie musi tak być. Uważa, że namiętność może trwać w nieskończoność, a mija tylko komponent omamienia, czyli stan, w którym siada ci obszar mózgu odpowiedzialny za krytyczne myślenie, gdy patrzysz na zdjęcie ukochanej osoby. Ale ta idealizacja jest niezbędna, żeby stworzyć parę. Bo gdybyśmy od początku wiedzieli, jacy naprawdę jesteśmy, to może w ogóle nie decydowalibyśmy się na wchodzenie w związki.

Na szczęście człowiek jest istotą obdarzoną nadzieją, która z definicji jest głupia, ale też piękna. Mam córkę, która jest wypisz wymaluj podobna do mnie. Ma taki sam sposób odczuwania świata, jest bardzo racjonalna. Właśnie się zakochała. Obserwuję z boku, jak nadzieja w niej przygasa, a za chwilę wybucha z wielką siłą. I ja mimo całego mojego racjonalizmu życzę jej z całego serca, żeby poszła za głosem nadziei i wybrała miłość. Cóż lepszego może nas w życiu spotkać?

A jednak w ostatnich latach lawinowo rośnie liczba rozwodów. Co trzecie małżeństwo się rozpada. Przestaliśmy dbać o związki?

Reguła jest taka, że przeciętne małżeństwo pogarsza się w miarę czasu jego trwania. Gołym okiem tak bardzo tego nie widać, bo najgorsze związki się rozpadają i zostają tylko te bardziej udane. Ale zmiana partnerów życiowych, wbrew obiegowej opinii, nie jest zjawiskiem nowym. W ciągu ostatnich trzech pokoleń życie ludzkie niezwykle się wydłużyło. Dziś w wieku 20 lat wybieramy sobie partnera i w perspektywie mamy z nim spędzić kolejne 60 lat. Kto by to wytrzymał? Dlatego tak powszechne stały się rozwody. Jest to rozwiązanie, które zastąpiło naturalną śmiertelność. Dla naszego gatunku zawsze charakterystyczna była monogamia seryjna. Niemniej wciąż liczba zawieranych małżeństw jest bardzo duża. I wszędzie na świecie małżonkowie czy ci pozostający w stałych związkach są bardziej zadowoleni z życia niż osoby samotne. I dłużej żyją. 

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Od fascynacji do tolerancji

Czy w takim razie jest jakiś sposób na to, żeby jednak wytrzymać razem do końca, a przynajmniej jak najdłużej?

Jest program maksimum i minimum. Maksimum to fascynacja odmiennością, a minimum to tolerancja dla niej. Gdzieś tam między tymi dwoma krańcami najczęściej jesteśmy jako para. To, że partner się od nas różni, może nas denerwować i drażnić, ale może też wzbudzać fascynację, wzbogacać. Mój kolega Norbert Schwarz niedawno opublikował badania na temat bliskich związków. Starał się rozstrzygnąć, która metafora relacji jest lepsza: ta mówiąca o dwóch połówkach jabłka czy metafora wspólnej drogi. Pokazał, że ta pierwsza jest w istocie zabójcza. Bo jeśli dostrzegasz, że coś jest nie w porządku, myślisz sobie: „To nie to jabłko”.

A metafora wspólnej drogi mówi o tym, że nie wszystko musi być idealnie dopasowane i spójne, tylko o tym, że zmierzacie razem do jakiegoś celu. To bardzo podwyższa ludziom satysfakcję ze związku, pozwala docenić to, co mają, napawa nadzieją. Uważam to za duże odkrycie, bo człowiek myśli metaforami. I kiedy wybierasz tę o połówkach jabłka, a jest to mit wtłaczany nachalnie przez popkulturę, to z góry jesteś skazana na katastrofę. Ten mit jest prawdą, ale tylko przez pierwsze dwa – góra cztery – lata związku. Potem relacja wchodzi w zupełnie inną fazę. Niektórzy nie potrafią się z tym pogodzić.

I zaczyna się powolny rozpad?

Często tak się zdarza. Jeśli w długim, stałym związku nie wykażemy się pomysłowością, to po kilku latach zaczynamy się ze sobą nudzić. A nuda to jedno z największych zagrożeń dla związku. Ważne jest pobudzenie fizjologiczne. Emocje nie są możliwe, kiedy nie ma ekscytacji. Ale to, czy po pewnym czasie w związku zostaje już tylko zobowiązanie, czy jednak coś więcej, zależy na szczęście od samych zainteresowanych. Dlatego warto wykazać się kreatywnością: wspólne lekcje tanga argentyńskiego, podróżowanie, wspinaczka górska itd. Niestety, w miarę trwania związku spada nasza zdolność do sprawienia partnerowi przyjemności, natomiast rośnie nasza potencjalna zdolność do wyrządzania mu przykrości. 

Jak to?

Stałe otrzymywanie nagród od partnera, np. w postaci komplementów czy codziennego trzydaniowego obiadu z deserem, prowadzi do spadku ich subiektywnie odczuwanej wartości. Innymi słowy do regularnie serwowanych nam dobrych rzeczy po prostu się przyzwyczajamy. I po jakimś czasie nie robią już na nas wrażenia. Do tego zło jest silniejsze od dobra. Każdy zły postępek wyrządza znacznie więcej szkody, niż dobry postępek przynosi korzyści. Asymetria zła i dobra w relacji jest ogromna.

Do zrekompensowania jednego aktu wrogości trzeba co najmniej pięciu aktów życzliwości. A biorąc jeszcze pod uwagę to, że zło zapamiętujemy lepiej niż dobro, często dochodzimy do wniosku, że spotkało nas ze strony partnera więcej złego niż dobrego. Choć rachunkowo jest zwykle na odwrót. Np. wydaje nam się, że małżonek nigdy nie wynosi śmieci, a tymczasem robi to niemal codziennie. Tyle że kilka razy zdarzyło się, że potknęliśmy się o butelkę piwa, która wyleciała z przepełnionego kosza.

Czy słowo „miłość” dla mężczyzn i kobiet oznacza to samo?

Miłość jest mocno subiektywną sprawą, a jeden człowiek może przeżywać to uczucie na wiele sposobów w odniesieniu do różnych osób. Co więcej, ci sami ludzie kochają się inaczej w zależności od stadium ich relacji. W związku z tym nauka ma tu niewiele do powiedzenia. Miłość to systemem biologiczny, który jest wspólny dla wszystkich ludzi, natomiast to, w jaki sposób ją wartościujemy, czy dajemy jej dojść do głosu i pozwalamy wpłynąć na kształtowanie naszego życia, bardzo się różni kulturowo. Na przykład w Chinach jest ona traktowana, jako przypadłość psychiczna. Stan psychotyczny. Ale tam małżeństwo służy zupełnie czemu innemu niż u nas. Nasza indywidualistyczna kultura Zachodu zakłada, że małżeństwo to decyzja dwóch osób, które chcą być razem. Z punktu widzenia całej Azji jest to coś zupełnie nienormalnego. 

Kobiety rządzą w związkach

W książce „Serotonina” Michel Houellebecq pisze, że to uczucia kobiet są bazą związków: „U kobiet miłość to twórcza, tektoniczna potęga (…). Swoją miłością kobieta stwarza całkiem nowy świat: jakieś wegetujące w samotności stworzenia taplały się w swojej niepewnej egzystencji, aż pojawiła się kobieta i stworzyła warunki do powstania pary”.

Rzeczywiście, to kobiety rządzą bliskimi związkami. Statystycznie to one częściej decydują nie tylko o tym, czy relacja w ogóle się wydarzy, ale także kiedy się zakończy. Np. większość spraw rozwodowych na całym świecie jest zakładana przez kobiety. Prawdą jest też, że kobiety bardziej dążą do utrzymywania bliskich związków i bardziej niż mężczyźni się z nimi utożsamiają. Nie zależy im na tym, żeby mieć wielu partnerów seksualnych czy społecznych. Chcą niezbyt licznych, ale trwałych i głębokich relacji. Dlatego np. polityka, jaką znamy, raczej nie stanie się domeną kobiet. Jej istotą jest ciągłe kręcenie: nawiązywanie sojuszy, a potem ich zdradzanie, kombinowanie. Poruszanie się dosyć szeroko, ale płytko. A kobiety mierzi takie podejście do sprawy. Mocno angażują się w budowanie trwałych więzi. I dla ich utrzymania są w stanie wiele poświęcić. Wskazują na to różne dane. Np. w jednym z badań z wielu tysięcy amerykańskich studentów wyselekcjonowano 1 proc. najbardziej utalentowanych matematycznie osób. Absolutny top. Obserwowano tych ludzi przez kolejne 30 lat. Okazało się, że dzieje życiowe kobiet i mężczyzn z tej grupy bardzo wyraźnie się różniły. Ci ostatni zrobili znacznie bardziej spektakularne kariery. Różnica pojawiała się w momencie nawiązywania bliskich związków, rodzenia dzieci itd. Dla kobiet relacje społeczne stawały się ważniejsze niż wszystkie inne sprawy, także rozwój osobisty i kariera. Mężczyźni w tym czasie rozwijali swoje talenty.

Smutne.

Nie znamy genezy takich zachowań. Nie wiemy, czy te kobiety tego chciały, czy spełniały oczekiwania społeczne. Ale wyniki badań są, jakie są. Wśród psychologów ewolucjonistycznych krąży dowcip, że gdyby wszyscy ludzie byli tacy jak kobiety, to do dziś każda rodzina siedziałaby w swojej pieczarze odgrodzona od reszty świata. A gdyby wszyscy byli tacy jak mężczyźni, pieczary byłyby puste. Nie byłoby dokąd wracać. Myślę, że coś jest na rzeczy. Houellebecq pisze – i jest to teza, której trudno zaprzeczyć, ale którą trudno udowodnić – że mężczyzna odkrywa miłość dopiero wtedy, gdy jest porażony eksplozją uczuć kobiety. I pod ich wpływem stopniowo zmienia się i „daje zassać kłębowisku namiętności i rozkoszy” przez nią stworzonemu. To wyraźnie zgadza się z wynikami badań, które mówią, że kobiety sterują przebiegiem związków, a mężczyźni w zasadzie dostosowują się do pragnień swoich partnerek. I mają z tego mnóstwo radości. Przynajmniej przez jakiś czas. 

Seks zaangażowany emocjonalnie

Chodzi o pragnienia seksualne?

Także. Kobiety znacznie częściej uprawiają seks, który łączy się z miłością, a mężczyznom zaangażowanie emocjonalne nie jest do tego aż tak bardzo potrzebne. Niemniej jednak seks z uczuciami ma znacznie więcej sensu. Dopiero miłość czyni go ludzkim doświadczeniem, którego prawdopodobnie żaden pies czy kot nie zna. To różnica jak między jedzeniem kebabu w samochodzie a smakowaniem wykwintnych potraw kuchni francuskiej przy pięknie nakrytym stole. Z punktu widzenia biologii to jest to samo: uzupełnianie białek i węglowodanów. Ale to drugie jest znacznie bardziej stresotwórcze.

Kobiety, domagając się miłości w seksie, uwznioślają go. Inne dziedziny życia zresztą też. Np. zarabianie pieniędzy. Mężczyźni bardzo chętnie się w takie cele angażują, bo im przysparzają zasobów, nadają znaczenia, kompensują niskie poczucie własnej wartości itd. Ale dopiero w momencie posiadania dzieci proces gromadzenia dóbr nabiera głębszego sensu. A to możliwe jest tylko wtedy, gdy w życiu mężczyzny pojawi się kobieta.

W podejściu do seksu aż tak bardzo się różnimy?

Generalnie różnice dotyczące seksu między kobietami a mężczyznami nie są tak wielkie w zachowaniach jak w pragnieniach. Bo pragnienia nie są okiełznywane zdrowym rozsądkiem, normami społecznymi i wymogami drugiej strony. Okazuje się, że seksem też rządzą kobiety. To one dają ostateczny sygnał. Np. w pewnych badaniach pytano ludzi o to, jak szybko chcieliby mieć seks i jak szybko go mieli. U kobiet było to prawie to samo. Miały go dokładnie tak szybko, jak chciały. A u mężczyzn ta relacja wynosiła 0,19, nie różniła się istotnie od zera. Czyli mieli seks wtedy, gdy chciały tego partnerki.

Czyli jednak jest coś w tym, że płeć ma związek z zachowaniem?

Wbrew obiegowej opinii różnice między płciami są niewielkie. Objawiają się jedynie w czterech dziedzinach. Największe oprócz seksu dotyczą motoryki, agresji i zdolności przestrzennych. Te obserwacje w ogóle nie przystają do doświadczenia, które mówi, że zupełnie inaczej jest być z kobietą, a inaczej z mężczyzną. Myślę sobie, że główne różnice leżą w sposobie doświadczania świata. Czyli czymś bardzo ulotnym, co niekoniecznie daje o sobie znać w zachowaniach obiektywnie mierzalnych. Ale faktem jest, że kobiety i mężczyźni inaczej przeżywają świat. I nawet mężczyźni twierdzą, że kobiety przeżywają go w bardziej interesujący sposób. Być może dlatego, że jest w tym mniej przewidywalności. 

Co jest tak wartościowego w relacji z drugim człowiekiem, że wciąż się na nią decydujemy?

Nieskończona ilość rzeczy. Jedną z nich, powiedziałbym kluczową, jest wsparcie, jakiego sobie ludzie udzielają. I tu pojawia się pytanie: które wsparcie się tak naprawdę liczy – to dawane czy to otrzymywane? Okazuje się, że dobroczynne jest to pierwsze, bo ma niesłychanie rozległe konsekwencje. W przeciwieństwie do otrzymywanego, które jedynie czyni życie przyjemnym. A przyjemność to nie jest sposób na sens. To, że wspieranie innego człowieka jest sensotwórcze, najlepiej widać na przykładzie osób, które mają dzieci. Aktywności, jakie się wykonuje ze swoimi dziećmi, są przeważnie potwornie nudne, a właściwie awersyjne. Ale w opiece nad potomstwem, podobnie jak we wspólnym życiu, nie chodzi przecież jedynie o to, żeby było nam przyjemnie, tylko o to, żeby mieć kogoś, dla kogo warto się starać.

Rozmowa z psychologiem prof. Bogdanem Wojciszke ukazała się w „Urodzie Życia” 1/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
kobieta w lustrze
getty images

Dzieci, mąż, praca. Czy masz w życiu miejsce na trochę zdrowego egoizmu? 

Każda z nas powinna mieć przestrzeń i czas tylko dla siebie.
Karolina Rogalska
27.01.2020

Jesteśmy najlepszymi matkami, partnerkami, pracowniczkami. Często też zajmujemy się starszymi już rodzicami. Opiekujemy się i doradzamy innym. A kim jesteśmy dla siebie? Czy zostawiamy sobie przestrzeń na bycie tu i teraz, dla siebie. O tym, że na szczęście musimy sobie pozwolić, rozmawiamy z  psycholożką Karoliną Zalewską-Łunkiewicz. Karolina Rogalska:   Virginia Woolf już 90 lat temu pisała, że każda kobieta powinna mieć własny pokój. Dlaczego kawałek autonomicznej przestrzeni jest tak ważny? Karolina Zalewska-Łunkiewicz:  Bo jest tylko nasz. I przypomina nam, kim jesteśmy. Nie musimy tego określenia „własny” pokój rozumieć w sposób dosłowny – jako odrębnego pomieszczenia w domu, bo przecież nie każdy może je mieć. Chodzi o symboliczną czasoprzestrzeń, która wyznacza naszą tożsamość. Bywa, że tracimy to swoje własne miejsce, gdy wchodzimy w dorosłe życie, małżeństwo, zaczynamy budować rodzinę. To prawda. Rozumiemy i szanujemy to, że dziecko czy nastolatek potrzebuje własnej przestrzeni, ale w dorosłości przestajemy  nią walczyć. Tymczasem ona jest ważna w każdym wieku. Myślę, że warto w niej pielęgnować to, co nagromadziliśmy przez całe życie: wspomnienia, sekrety, do których przecież wszyscy mamy prawo. Zamknięte w szufladzie osobiste pamiątki czy inne elementy materialnej rzeczywistości, które świadczą o nas, na przykład albumy ze zdjęciami z dzieciństwa, przedmioty przywiezione z podróży, książki czy pamiątki od ważnych dla nas osób. Rzeczy, które kojarzą nam się z pięknymi chwilami albo przoeciwnie: z momentami, gdy było trudno, ale nam się udało przetrwać.  Co nam dają takie rzeczy i wspomnienia? Mogą dać choć trochę pozytywnej energii i siły, pomagają iść dalej w życie z ugruntowanym i scalonym...

Czytaj dalej
Wieża Eiffla
getty images

Miłość po zdradzie – czy każdy związek można posklejać?

Pokonując kryzys, dajemy sobie szansę na lepsze życie
Karolina Rogalska
19.02.2020

Warto walczyć o każdy związek, nawet ten, w którym doszło do zdrady. Zanim jednak zdecydujemy się na powrót do siebie, oboje musimy odpowiedzieć sobie na pytanie: „Czy moja miłość jest większa niż twoja wina?”. Od tego zacznijmy – mówi psychoterapeutka Krystyna Mierzejewska-Orzechowska. Karolina Rogalska, „Uroda Życia”: Czy można naprawić związek, w którym wydarzyło się wiele zła, krzywd i cierpienia? Czy taką relację da się w ogóle posklejać? Krystyna Mierzejewska-Orzechowska:  Nie tylko można ją posklejać, ale wprowadzić na zupełnie nowe tory, na głębsze rozumienie zawiłych ścieżek miłości. Kryzys daje szansę na rozwój dojrzałej tożsamości, ludzie odkrywają prawdę o sobie – często trudną. Trzeba dużo wysiłku, aby lepiej siebie zrozumieć. Mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że pokonując kryzys, para może doświadczyć wspólnego, innego i lepszego życia. Oczywiście pod pewnymi warunkami: oboje muszą chcieć być nadal razem, a krzywdy, które sobie nawzajem wyrządzili, muszą zostać rozliczone. A nie zamiecione pod dywan. Zazwyczaj jest to bardzo długi i bolesny proces. Dlatego zanim zdecydujemy się na powrót, warto sobie odpowiedzieć na pytanie: „Czy moja miłość jest większa niż twoja wina?”. I dopiero wtedy, gdy moja miłość jest większa niż twoja wina i ufam, że to, co mówisz, jest szczere oraz naprawdę chcesz zrobić wszystko, żeby nie powtórzyć tamtych błędów, możemy zacząć budować siebie i związek na nowo. „Do tanga trzeba dwojga” Na początku terapii par zazwyczaj pada pytanie: „Czy państwo się kochacie?”. To pytanie wydaje się banalne, ale praktyka pokazuje, że jest bardzo dobrym wskaźnikiem powodzenia bądź niepowodzenia w terapii. Ludzie mogą mieć w sobie...

Czytaj dalej
Quentin Tarantino i Daniella Pick
East News

Quentina Tarantino i Daniellę Pick połączyła miłość na przekór wszystkiemu! 

Kim jest żona reżysera „Pewnego razu… w Hollywood”?
Sylwia Niemczyk
15.08.2019

Jeszcze kilka lat reżyser „Pewnego razu… w Hollywood” twierdził, że nigdy się nie ożeni, że kobieta to dla artysty za duże obciążenie, a dziś nie mówi o niczym innym, tylko o miłości. Quentin Tarantino i Daniella Pick znają się ponad 10 lat, pobrali się pół roku temu i wyglądają jak para zakochanych nastolatków. „Czekałem na ten moment długo i stało się: znalazłem kobietę idealną” – tak Quentin Tarantino powiedział o  Danielli Pick, świeżo poślubionej żonie, po canneńskiej premierze „Pewnego razu… w Hollywood”. Podczas festiwalu byli nierozłączni – na czerwonym dywanie, przyjęciach, a nawet na konferencji prasowej, gdzie Daniella usiadła na widowni w miejscu przeznaczonym dla dziennikarzy. Reżyser co chwila wysyłał w jej stronę pocałunki, a o małżeństwie mówił z większym zapałem niż o swoim nowym filmie. Zachowywał się jak zakochany dzieciak, który właśnie odkrył, czym jest miłość i nie potrafi już myśleć o niczym innym. Ale kim jest Daniella Pick? Chociaż poznali się 10 lat temu, o jej istnieniu świat dowiedział się zaledwie pół roku temu, kiedy para ogłosiła małżeństwo. Daniella jest izraelską celebrytką, córką Sviki Picka, urodzonego w Polsce kompozytora, który w Izraelu ma status gwiazdy –  zupełnie jak nasz Zbigniew Wodecki. Czytając izraelską prasę, trudno nie odnieść wrażenia, że kariera Danielli opiera się na nazwisku. Pick próbowała już sił jako piosenkarka i jako modelka. Dotychczas jej największym sukcesem jest kampania reklamowa bielizny Triumph. Płyta, którą nagrała, przeszła bez większego echa. Quentina Tarantino poznała na bankiecie w Tel Awiwie, gdzie reżyser promował swój głośny film „Bękarty wojny”. Spędzili ze sobą kilka miesięcy, Daniella zamieszkała nawet z...

Czytaj dalej
Judy Garland i Sid Luft
Getty Image

Ta miłość wyniosła Judy Garland na sam szczyt i ściągnęła na dno

Skandale, aborcje, pigułki, przemoc i krótkie chwile szczęścia.
Magdalena Żakowska
03.01.2020

To jedna z najsmutniejszych historii miłosnych Hollywood. Zaczyna się aborcją, a kończy skandalem. Dużo w  niej przemocy, promili i pigułek. Trudno uwierzyć, że małżeństwo z Sidem Luftem przyniosło Judy Garland kilka najszczęśliwszych lat życia i zrobiło z niej artystkę. Nie połączyła ich miłość od pierwszego wejrzenia ani do grobowej deski. W ciągu 13 lat małżeństwa Judy Garland i Sid Luft zdradzali się, odchodzili od siebie i wracali. On, hazardzista i pijak, roztrwonił cały jej majątek. Ona, uzależniona od leków i  narkotyków, kilkanaście razy próbowała odebrać sobie życie, z czego dwukrotnie poderżnęła sobie gardło, a raz zapadła w śpiączkę z powodu przedawkowania leków nasennych. Podczas procesu rozwodowego ona zeznała, że ją bił, a on, że większość ich małżeństwa przespała na prochach. Ale już następnego dnia po rozwodzie wybaczyli sobie wszystko. Do końca życia pozostali najbliższymi przyjaciółmi, a  wspólnie spędzone lata zgodnie zaliczali do najszczęśliwszych. Jeśli spojrzeć na życie Judy Garland z perspektywy czasu, trudno nie przyznać im racji. Jej największe sukcesy – broadwayowskie koncerty, za które otrzymała nagrodę Tony, film „Narodziny gwiazdy”, za który zdobyła nominację do Oscara, legendarny występ w Carnegie Hall – nie udałyby się bez udziału Sida Lufta. To dzięki niemu stała się gwiazdą porównywaną z Frankiem Sinatrą. Ale żeby zrozumieć, dlaczego tak trudny związek był jednocześnie najbardziej udanym w życiu Judy Garland, trzeba wiedzieć, przez co przeszła wcześniej. O całym życiu Judy Garland zdecydowała jej matka Chociaż była jedną z najjaśniejszych gwiazd swoich czasów, jej życie bardziej przypominało koszmar niż spełnienie hollywoodzkiego snu. Karierę zaczynała w czasach, kiedy amerykańską...

Czytaj dalej