I żyli razem długo i szczęśliwie. Czy istnieje przepis na udany związek?
magnum photo/photo power

I żyli razem długo i szczęśliwie. Czy istnieje przepis na udany związek?

Skoro namiętność wygasa po 4 latach, jak przeżyć razem 60?
Karolina Rogalska
28.01.2020

Aby związek był udany nie musimy być idealnie dobrani. Teoria o dwóch połówkach jabłka odchodzi do lamusu. Szczęsliwy związek to patrzenie w tym samym kierunku i decyzja, że pomimo dzielących nas różnic chemy iść tą samą drogą. Razem. 

Karolina Rogalska: W książce „Psychologia miłości” pisze pan, że namiętność wygasa po czterech latach. Czy to nieunikniony etap romantycznej relacji, czy średnia statystyczna?

prof. Bogdan Wojciszke: Arthur Aron, badacz, który od 40 lat zajmuje się bliskimi związkami, twierdzi, że nie musi tak być. Uważa, że namiętność może trwać w nieskończoność, a mija tylko komponent omamienia, czyli stan, w którym siada ci obszar mózgu odpowiedzialny za krytyczne myślenie, gdy patrzysz na zdjęcie ukochanej osoby. Ale ta idealizacja jest niezbędna, żeby stworzyć parę. Bo gdybyśmy od początku wiedzieli, jacy naprawdę jesteśmy, to może w ogóle nie decydowalibyśmy się na wchodzenie w związki.

Na szczęście człowiek jest istotą obdarzoną nadzieją, która z definicji jest głupia, ale też piękna. Mam córkę, która jest wypisz wymaluj podobna do mnie. Ma taki sam sposób odczuwania świata, jest bardzo racjonalna. Właśnie się zakochała. Obserwuję z boku, jak nadzieja w niej przygasa, a za chwilę wybucha z wielką siłą. I ja mimo całego mojego racjonalizmu życzę jej z całego serca, żeby poszła za głosem nadziei i wybrała miłość. Cóż lepszego może nas w życiu spotkać?

A jednak w ostatnich latach lawinowo rośnie liczba rozwodów. Co trzecie małżeństwo się rozpada. Przestaliśmy dbać o związki?

Reguła jest taka, że przeciętne małżeństwo pogarsza się w miarę czasu jego trwania. Gołym okiem tak bardzo tego nie widać, bo najgorsze związki się rozpadają i zostają tylko te bardziej udane. Ale zmiana partnerów życiowych, wbrew obiegowej opinii, nie jest zjawiskiem nowym. W ciągu ostatnich trzech pokoleń życie ludzkie niezwykle się wydłużyło. Dziś w wieku 20 lat wybieramy sobie partnera i w perspektywie mamy z nim spędzić kolejne 60 lat. Kto by to wytrzymał? Dlatego tak powszechne stały się rozwody. Jest to rozwiązanie, które zastąpiło naturalną śmiertelność. Dla naszego gatunku zawsze charakterystyczna była monogamia seryjna. Niemniej wciąż liczba zawieranych małżeństw jest bardzo duża. I wszędzie na świecie małżonkowie czy ci pozostający w stałych związkach są bardziej zadowoleni z życia niż osoby samotne. I dłużej żyją. 

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Od fascynacji do tolerancji

Czy w takim razie jest jakiś sposób na to, żeby jednak wytrzymać razem do końca, a przynajmniej jak najdłużej?

Jest program maksimum i minimum. Maksimum to fascynacja odmiennością, a minimum to tolerancja dla niej. Gdzieś tam między tymi dwoma krańcami najczęściej jesteśmy jako para. To, że partner się od nas różni, może nas denerwować i drażnić, ale może też wzbudzać fascynację, wzbogacać. Mój kolega Norbert Schwarz niedawno opublikował badania na temat bliskich związków. Starał się rozstrzygnąć, która metafora relacji jest lepsza: ta mówiąca o dwóch połówkach jabłka czy metafora wspólnej drogi. Pokazał, że ta pierwsza jest w istocie zabójcza. Bo jeśli dostrzegasz, że coś jest nie w porządku, myślisz sobie: „To nie to jabłko”.

A metafora wspólnej drogi mówi o tym, że nie wszystko musi być idealnie dopasowane i spójne, tylko o tym, że zmierzacie razem do jakiegoś celu. To bardzo podwyższa ludziom satysfakcję ze związku, pozwala docenić to, co mają, napawa nadzieją. Uważam to za duże odkrycie, bo człowiek myśli metaforami. I kiedy wybierasz tę o połówkach jabłka, a jest to mit wtłaczany nachalnie przez popkulturę, to z góry jesteś skazana na katastrofę. Ten mit jest prawdą, ale tylko przez pierwsze dwa – góra cztery – lata związku. Potem relacja wchodzi w zupełnie inną fazę. Niektórzy nie potrafią się z tym pogodzić.

I zaczyna się powolny rozpad?

Często tak się zdarza. Jeśli w długim, stałym związku nie wykażemy się pomysłowością, to po kilku latach zaczynamy się ze sobą nudzić. A nuda to jedno z największych zagrożeń dla związku. Ważne jest pobudzenie fizjologiczne. Emocje nie są możliwe, kiedy nie ma ekscytacji. Ale to, czy po pewnym czasie w związku zostaje już tylko zobowiązanie, czy jednak coś więcej, zależy na szczęście od samych zainteresowanych. Dlatego warto wykazać się kreatywnością: wspólne lekcje tanga argentyńskiego, podróżowanie, wspinaczka górska itd. Niestety, w miarę trwania związku spada nasza zdolność do sprawienia partnerowi przyjemności, natomiast rośnie nasza potencjalna zdolność do wyrządzania mu przykrości. 

Jak to?

Stałe otrzymywanie nagród od partnera, np. w postaci komplementów czy codziennego trzydaniowego obiadu z deserem, prowadzi do spadku ich subiektywnie odczuwanej wartości. Innymi słowy do regularnie serwowanych nam dobrych rzeczy po prostu się przyzwyczajamy. I po jakimś czasie nie robią już na nas wrażenia. Do tego zło jest silniejsze od dobra. Każdy zły postępek wyrządza znacznie więcej szkody, niż dobry postępek przynosi korzyści. Asymetria zła i dobra w relacji jest ogromna.

Do zrekompensowania jednego aktu wrogości trzeba co najmniej pięciu aktów życzliwości. A biorąc jeszcze pod uwagę to, że zło zapamiętujemy lepiej niż dobro, często dochodzimy do wniosku, że spotkało nas ze strony partnera więcej złego niż dobrego. Choć rachunkowo jest zwykle na odwrót. Np. wydaje nam się, że małżonek nigdy nie wynosi śmieci, a tymczasem robi to niemal codziennie. Tyle że kilka razy zdarzyło się, że potknęliśmy się o butelkę piwa, która wyleciała z przepełnionego kosza.

Czy słowo „miłość” dla mężczyzn i kobiet oznacza to samo?

Miłość jest mocno subiektywną sprawą, a jeden człowiek może przeżywać to uczucie na wiele sposobów w odniesieniu do różnych osób. Co więcej, ci sami ludzie kochają się inaczej w zależności od stadium ich relacji. W związku z tym nauka ma tu niewiele do powiedzenia. Miłość to systemem biologiczny, który jest wspólny dla wszystkich ludzi, natomiast to, w jaki sposób ją wartościujemy, czy dajemy jej dojść do głosu i pozwalamy wpłynąć na kształtowanie naszego życia, bardzo się różni kulturowo. Na przykład w Chinach jest ona traktowana, jako przypadłość psychiczna. Stan psychotyczny. Ale tam małżeństwo służy zupełnie czemu innemu niż u nas. Nasza indywidualistyczna kultura Zachodu zakłada, że małżeństwo to decyzja dwóch osób, które chcą być razem. Z punktu widzenia całej Azji jest to coś zupełnie nienormalnego. 

Kobiety rządzą w związkach

W książce „Serotonina” Michel Houellebecq pisze, że to uczucia kobiet są bazą związków: „U kobiet miłość to twórcza, tektoniczna potęga (…). Swoją miłością kobieta stwarza całkiem nowy świat: jakieś wegetujące w samotności stworzenia taplały się w swojej niepewnej egzystencji, aż pojawiła się kobieta i stworzyła warunki do powstania pary”.

Rzeczywiście, to kobiety rządzą bliskimi związkami. Statystycznie to one częściej decydują nie tylko o tym, czy relacja w ogóle się wydarzy, ale także kiedy się zakończy. Np. większość spraw rozwodowych na całym świecie jest zakładana przez kobiety. Prawdą jest też, że kobiety bardziej dążą do utrzymywania bliskich związków i bardziej niż mężczyźni się z nimi utożsamiają. Nie zależy im na tym, żeby mieć wielu partnerów seksualnych czy społecznych. Chcą niezbyt licznych, ale trwałych i głębokich relacji. Dlatego np. polityka, jaką znamy, raczej nie stanie się domeną kobiet. Jej istotą jest ciągłe kręcenie: nawiązywanie sojuszy, a potem ich zdradzanie, kombinowanie. Poruszanie się dosyć szeroko, ale płytko. A kobiety mierzi takie podejście do sprawy. Mocno angażują się w budowanie trwałych więzi. I dla ich utrzymania są w stanie wiele poświęcić. Wskazują na to różne dane. Np. w jednym z badań z wielu tysięcy amerykańskich studentów wyselekcjonowano 1 proc. najbardziej utalentowanych matematycznie osób. Absolutny top. Obserwowano tych ludzi przez kolejne 30 lat. Okazało się, że dzieje życiowe kobiet i mężczyzn z tej grupy bardzo wyraźnie się różniły. Ci ostatni zrobili znacznie bardziej spektakularne kariery. Różnica pojawiała się w momencie nawiązywania bliskich związków, rodzenia dzieci itd. Dla kobiet relacje społeczne stawały się ważniejsze niż wszystkie inne sprawy, także rozwój osobisty i kariera. Mężczyźni w tym czasie rozwijali swoje talenty.

Smutne.

Nie znamy genezy takich zachowań. Nie wiemy, czy te kobiety tego chciały, czy spełniały oczekiwania społeczne. Ale wyniki badań są, jakie są. Wśród psychologów ewolucjonistycznych krąży dowcip, że gdyby wszyscy ludzie byli tacy jak kobiety, to do dziś każda rodzina siedziałaby w swojej pieczarze odgrodzona od reszty świata. A gdyby wszyscy byli tacy jak mężczyźni, pieczary byłyby puste. Nie byłoby dokąd wracać. Myślę, że coś jest na rzeczy. Houellebecq pisze – i jest to teza, której trudno zaprzeczyć, ale którą trudno udowodnić – że mężczyzna odkrywa miłość dopiero wtedy, gdy jest porażony eksplozją uczuć kobiety. I pod ich wpływem stopniowo zmienia się i „daje zassać kłębowisku namiętności i rozkoszy” przez nią stworzonemu. To wyraźnie zgadza się z wynikami badań, które mówią, że kobiety sterują przebiegiem związków, a mężczyźni w zasadzie dostosowują się do pragnień swoich partnerek. I mają z tego mnóstwo radości. Przynajmniej przez jakiś czas. 

Seks zaangażowany emocjonalnie

Chodzi o pragnienia seksualne?

Także. Kobiety znacznie częściej uprawiają seks, który łączy się z miłością, a mężczyznom zaangażowanie emocjonalne nie jest do tego aż tak bardzo potrzebne. Niemniej jednak seks z uczuciami ma znacznie więcej sensu. Dopiero miłość czyni go ludzkim doświadczeniem, którego prawdopodobnie żaden pies czy kot nie zna. To różnica jak między jedzeniem kebabu w samochodzie a smakowaniem wykwintnych potraw kuchni francuskiej przy pięknie nakrytym stole. Z punktu widzenia biologii to jest to samo: uzupełnianie białek i węglowodanów. Ale to drugie jest znacznie bardziej stresotwórcze.

Kobiety, domagając się miłości w seksie, uwznioślają go. Inne dziedziny życia zresztą też. Np. zarabianie pieniędzy. Mężczyźni bardzo chętnie się w takie cele angażują, bo im przysparzają zasobów, nadają znaczenia, kompensują niskie poczucie własnej wartości itd. Ale dopiero w momencie posiadania dzieci proces gromadzenia dóbr nabiera głębszego sensu. A to możliwe jest tylko wtedy, gdy w życiu mężczyzny pojawi się kobieta.

W podejściu do seksu aż tak bardzo się różnimy?

Generalnie różnice dotyczące seksu między kobietami a mężczyznami nie są tak wielkie w zachowaniach jak w pragnieniach. Bo pragnienia nie są okiełznywane zdrowym rozsądkiem, normami społecznymi i wymogami drugiej strony. Okazuje się, że seksem też rządzą kobiety. To one dają ostateczny sygnał. Np. w pewnych badaniach pytano ludzi o to, jak szybko chcieliby mieć seks i jak szybko go mieli. U kobiet było to prawie to samo. Miały go dokładnie tak szybko, jak chciały. A u mężczyzn ta relacja wynosiła 0,19, nie różniła się istotnie od zera. Czyli mieli seks wtedy, gdy chciały tego partnerki.

Czyli jednak jest coś w tym, że płeć ma związek z zachowaniem?

Wbrew obiegowej opinii różnice między płciami są niewielkie. Objawiają się jedynie w czterech dziedzinach. Największe oprócz seksu dotyczą motoryki, agresji i zdolności przestrzennych. Te obserwacje w ogóle nie przystają do doświadczenia, które mówi, że zupełnie inaczej jest być z kobietą, a inaczej z mężczyzną. Myślę sobie, że główne różnice leżą w sposobie doświadczania świata. Czyli czymś bardzo ulotnym, co niekoniecznie daje o sobie znać w zachowaniach obiektywnie mierzalnych. Ale faktem jest, że kobiety i mężczyźni inaczej przeżywają świat. I nawet mężczyźni twierdzą, że kobiety przeżywają go w bardziej interesujący sposób. Być może dlatego, że jest w tym mniej przewidywalności. 

Co jest tak wartościowego w relacji z drugim człowiekiem, że wciąż się na nią decydujemy?

Nieskończona ilość rzeczy. Jedną z nich, powiedziałbym kluczową, jest wsparcie, jakiego sobie ludzie udzielają. I tu pojawia się pytanie: które wsparcie się tak naprawdę liczy – to dawane czy to otrzymywane? Okazuje się, że dobroczynne jest to pierwsze, bo ma niesłychanie rozległe konsekwencje. W przeciwieństwie do otrzymywanego, które jedynie czyni życie przyjemnym. A przyjemność to nie jest sposób na sens. To, że wspieranie innego człowieka jest sensotwórcze, najlepiej widać na przykładzie osób, które mają dzieci. Aktywności, jakie się wykonuje ze swoimi dziećmi, są przeważnie potwornie nudne, a właściwie awersyjne. Ale w opiece nad potomstwem, podobnie jak we wspólnym życiu, nie chodzi przecież jedynie o to, żeby było nam przyjemnie, tylko o to, żeby mieć kogoś, dla kogo warto się starać.

Rozmowa z psychologiem prof. Bogdanem Wojciszke ukazała się w „Urodzie Życia” 1/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
miłość w związku
iStock

Jak kochać długo i szczęśliwie? Prof. Bogdan Wojciszke: „Miłość to nie połówki jabłka, ale wspólna wyboista droga”

Sylwia Niemczyk
09.10.2020

Gonimy w życiu za miłością, a jednocześnie niewiele o niej wiemy i rzadko się nad nią tak naprawdę zastanawiamy. Tymczasem tak jak rozwijamy swoje umiejętności w pracy, tak samo możemy uczyć się, jak lepiej kochać i dbać o miłość – przekonuje prof. Bogdan Wojciszke, psycholog, autor „Psychologii miłości”. Sylwia Niemczyk: Panie profesorze, zawsze chciałam o to zapytać: skąd właściwie u pana wzięło się zainteresowanie miłością? Wrodzony romantyzm? Prof. Bogdan Wojciszke: To było tak strasznie dawno temu, już prawie 30 lat temu, że sam dobrze nie pamiętam. Ale na pewno więcej niż mojego romantyzmu było w tym mojej przekory. W latach 90., kiedy zaczynałem swoje badania, w polskiej psychologii kompletnie nikt się miłością nie zajmował, co bardzo mnie dziwiło, bo przecież to jedna z najważniejszych spraw w życiu człowieka. Więc pomyślałem, że może ja spróbuję. Dzisiaj sytuacja jest już zupełnie inna, współcześnie miłość jest intensywnie uprawianym polem badawczym.  I co już o niej wiemy? Że jest nieuchwytna, różnorodna i wyjątkowo trudna do zbadania. Okazuje się, że badać ją to trochę tak, jakby badać naturę wiatru na postawie tego, co się nam udało zamknąć w słoiku. Ale dla mnie właśnie ta nieuchwytność i różnorodność miłości jest najciekawsza.  Naprawdę nie możemy o niej powiedzieć trochę więcej? Gdyby na przykład jutro na Ziemi wylądował kosmita i zapytał: „Czym jest ta wasza miłość?”, to co by pan mu odpowiedział? Pewnie zacząłbym od tego, że miłość to pewna nasza emocja, czyli bardzo zmienna rzecz, ale też pewien stosunek do drugiego człowieka. Który też jest zmienny: inny będzie na początku związku, inny po 20 latach bycia razem – ale już w jaki sposób będzie się zmieniał, nie umiemy powiedzieć. Jeszcze do niedawna...

Czytaj dalej
zdrady
Fot. Getty Images

Zdrada w związku ma więcej przyczyn, niż myślimy. Dlaczego szczęśliwe kobiety zdradzają?

Mamy poukładane życie i nawet do głowy nam nie przyjdzie, że mogłybyśmy porzucić męża, dzieci, dom. Dlaczego więc zdradzamy? Czego szukamy poza związkiem?
Karolina Rogalska
03.07.2020

Udana rodzina, wspaniałe dzieci, dobra praca i mąż, który jest partnerem i przyjacielem. Kochamy się, rozumiemy i chcemy się razem zestarzeć. Pozornie jest świetnie, ale czasem dopada nas poczucie, że prawdziwe życie jest gdzie indziej. A seks stał się kolejną pozycją na liście domowych obowiązków Do tego zdarzyło nam się fantazjować o koledze z pracy albo seksownym sąsiedzie z trzeciego piętra.  Zanim dopadną nas  wyrzuty sumienia i poczucie winy albo – przeciwnie – postanowimy zaryzykować życiową stabilizację, poświęćmy kwadrans na przeanalizowanie, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi. Zdrady dopuszcza się nawet co piąta kobieta! Na początek trochę statystyk. Badania pokazują, że zdrady dopuszcza się ok. 20 proc. kobiet, a prawie każda przyznaje, że zdarzyło jej się fantazjować na temat seksu z kimś innym niż stały partner. Odsetek zdrad rośnie wraz z wiekiem, by znowu opaść do poziomu 4 proc. u kobiet przed sześćdziesiątką. Naukowcy uważają, że te dane są mocno niedoszacowane, bo zdrada kobiet to wciąż w naszej kulturze temat tabu. „Relacjonując liczbę kontaktów seksualnych, kobiety i mężczyźni kłamią, tylko w przeciwnych kierunkach – pisze prof. Bogdan Wojciszke, autor książki „Psychologia miłości”. – „Stereotyp kobiecości zawiera na ogół oczekiwanie powściągliwości seksualnej, a reputacja osoby powściągliwej jest dla kobiety społecznie korzystna”. Jeżeli do każdego aktu seksualnego potrzeba jednego mężczyzny i jednej kobiety, to liczba aktów męskich i żeńskich powinna być zbliżona. To prosta arytmetyka”. Skalę zjawiska pokazuje choćby rosnąca popularność portali randkowych przeznaczonych dla osób będących w stałych związkach. „Życie jest krótkie, pozwól sobie na romans” brzmi hasło reklamowe jednego z...

Czytaj dalej
Związek starsza-młodszy
Getty Images

On młodszy, ona starsza: kobiety-kuguarzyce burzą stereotyp „normalnego związku”

„Mamy dość poukładanego związku, w którym czasem nie możemy już na siebie patrzeć. Bo tak, niestety, czasami wyglądają związki, gdy jesteśmy w średnim wieku. Wtedy może pojawić się pragnienie, żeby spotkać kogoś młodszego, otwartego na nasze potrzeby”, mówi dr Alicja Długołęcka, seksuolożka.
Karolina Rogalska
14.06.2020

Związek premiera Francji Emmanuela Macrona z jego byłą nauczycielką od lat budzi sensację. O wiele większą niż małżeństwo Donalda Trumpa z młodszą o 24 lata Melanią. Relacja: starszy-młodsza jest w naszych oczach „normalna”, na miłość starszej kobiety i młodszego mężczyzny patrzymy podejrzliwie albo z politowaniem. Tymczasem dr Alicja Długołęcka, seksuolożka, przekonuje, że takie związki często są bardzo szczęśliwe i mimo różnicy wieku świetnie dobrane, zarówno pod względem psychicznym, jak i fizycznym. Różnica wieku to nie wszystko Karolina Rogalska: Starsza kobieta plus młodszy partner to konfiguracja, która nie ma w naszej kulturze dobrej prasy. Takie związki, choć coraz częstsze, obarczone są masą negatywnych stereotypów. Dr Alicja Długołęcka: Na szczęście powoli to się zmienia. Od kilku lat w naszym języku funkcjonuje termin „kuguarzyca”, określający dojrzałą, atrakcyjną kobietę, która dobrze radzi sobie zawodowo, jest niezależna i prowadzi satysfakcjonujące życie seksualne, często z młodszym partnerem. Są to przeważnie osoby dobrze wykształcone, znające swoją wartość i układające sobie życie na własnych zasadach. Dzięki temu mogą mieć w nosie to, co inni mówią na ich temat. Zresztą kobiety niezależne od zawsze robiły to, co chciały. Żyjące we wcześniejszych epokach arystokratki, artystki, kobiety wyzwolone też często miały znacznie młodszych kochanków, czasami wielu. Moim zdaniem w tym kontekście mamy problemem już na poziomie rozumienia pojęcia „związek”. Bo zwykle, jak myślimy o miłości, to takiej do końca życia, a jak o relacji, to „na zawsze”. I rzeczywiście, kiedy zaczynamy dorosłe życie i zakładamy rodzinę, planujemy dzieci, wspólny dom, kredyt itd. to ta kategoria jest dla nas bardzo ważna. Czasami bywa tak,...

Czytaj dalej
para na schodach
getty images

Dobry seks ma niewiele wspólnego z orgazmem. Ważniejsza jest bliskość i przyjemność

Kobiety często przychodzą do gabinetów seksuologicznych z problemem, którego źródło jest poza seksem. Czują się nieważne, niekochane, nieatrakcyjne, zabiegane, zestresowane. Ich ciało mówi seksowi „nie” – mówi dr Alicja Długołęcka.
Anna Zych
02.02.2020

Dla kobiety seks to nie tylko akt fizyczny. To przede wszystkim potwierdzenie miłości, akceptacji, adoracji, bezpieczeństwa. Nie oznacza to jednak, że w kontaktach intymnych nie zależy nam na przyjemności. Wręcz przeciwnie. Chcemy przeżywać rozkosz i nie wstydzić się o tym mówić głośno. Anna Zych: Na co skarżą się kobiety, które przychodzą do pani, niezadowolone ze swojego życia seksualnego. Czego chcą? Jak według nich powinien wyglądać seks, by miały z niego satysfakcję?  dr Alicja Długołęcka: Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Przede wszystkim seks nie jest czymś wyizolowanym. W życiu łączymy go z różnymi potrzebami. Angażując się w relację seksualną, my, kobiety, bardzo często oczekujemy „czegoś jeszcze”. Np. tego, czego nam bardzo często brakuje: adoracji, zainteresowania, miłości, rozładowania napięcia. Liczymy na to, że poprzez seks w jakiś sposób to dostaniemy, poczujemy się pożądane i piękne. W zależności od tego, do jakiego stopnia ta potrzeba jest niezaspokojona w naszym życiu, czyli jak same siebie postrzegamy, jaki mamy poziom kompleksów, to będzie generowało nasze oczekiwania wobec relacji seksualnej.  Czyli jeśli mam kompleksy, źle się czuję w swojej skórze, to tak naprawdę mam mniejsze oczekiwania wobec partnera? Mniej oczekuję od seksu?  Chodzi mi o coś innego: jeśli będę nienawidziła cellulitu, swojego brzucha, ciała, to będę oczekiwała, że w relacji intymnej partner będzie mnie tak adorował, że te odczucia znikną. Po pierwsze jest to złudne, bo żaden partner tego nie zmieni. Co więcej, te oczekiwania będą generowały problemy seksualne, bo bardziej skupimy się na tym, żeby dostać adorację, uważność – coś, co określamy raczej jako miłość, niż przyjemność seksualną wynikającą z otwartości i zaufania. A...

Czytaj dalej