„Możesz mieć same dobre wspomnienia”, mówi Meik Wiking, twórca hygge
Getty Images

„Możesz mieć same dobre wspomnienia”, mówi Meik Wiking, twórca hygge

Zapamiętywanie dobrych chwil to sztuka, której możemy – a nawet powinnyśmy – się nauczyć, mówi specjalista od szczęścia w życiu.
Bartosz Janiszewski
17.02.2020

Czy to, co pamiętamy, jest zupełnie przypadkowe? Które wspomnienia zostają z nami na dłużej i kiedy po nie sięgamy? Meik Wiking założyciel Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze wyjaśnia, dlaczego mózg najchętniej zapamiętuje nowości, skąd w nas taka skłonność do nostalgii i jak się mierzy szczęście. 

Bartosz Janiszewski: Pewnie odpowiadał pan na to pytanie tysiące razy, ale i tak muszę je zadać. Co to jest szczęście? 

Meik Wiking: To bardzo ogólne pojęcie, prawda? Dla mnie szczęście jest jak danie, które ma wiele składników. To doświadczanie sensu i celu w życiu, poczucie połączenia z  ludźmi i zadowolenia ze swojego życia oraz to, jak czujemy się w danej chwili. 

Jak się to bada? 

Pytając ludzi o to, czy są szczęśliwi. Naprawdę. Oczywiście są różne, bardziej szczegółowe kwestionariusze, ale u  nas, w Instytucie, podobnie zresztą jak przy tworzeniu Raportu Szczęścia ONZ najważniejsze jest pytanie: „Jak bardzo, w  skali od 1 do 10, jesteś zadowolony/a ze swojego życia?”. Bardzo istotne są też poczucie celu i sensu życia, bo ono łączy się z poczuciem szczęścia. 

Spodziewałam się czegoś bardzie konkretnego od dyrektora Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze. 

Wielu ludzi reaguje sceptycznie, kiedy mówię, czym się zajmuję. Najczęściej słyszę, że szczęścia nie można badać, bo to pojęcie subiektywne – przecież każdy rozumie przez to co innego. 

Nie jest tak?

Jest. Ale to nie żadna przeszkoda, raczej zaleta. Jako badacz mam dowiedzieć się, jak TY doświadczasz swojego życia. Jakie jest TWOJE poczucie szczęścia. Jesteś w tej sprawie jedynym ekspertem, który może mi to powiedzieć. Nie dostanę wiarygodnej odpowiedzi od twojej matki, żony czy przyjaciela. Nauka od lat bada bardzo wiele zjawisk, które są równie niemierzalne jak szczęście. Stres, lęk, depresje – one wszystkie odczuwane są na tak samo subiektywnym poziomie. Powinniśmy patrzeć na szczęście w taki sam sposób, jak patrzymy na ekonomię. Rozkładamy ją na różne wskaźniki: PKB, wzrost gospodarczy, eksport, inflację, bezrobocie, dostęp do służby medycznej i tak dalej. Dzięki temu możemy o tym dyskutować, oceniać, czy gospodarka jakiegoś  państwa ma się lepiej lub gorzej. Na szczęście powinniśmy patrzeć w podobny, kompleksowy sposób. 

Meik Wiking
mat.pras.

Nowa książka autora pojęcia hygge, „Sztuka tworzenia wspomnień”, to efekt badań Meika Wikinga nad naszym poczuciem szczęścia.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Bycie „tu i teraz”

To dlatego w najnowszej książce „Sztuka tworzenia wspomnień” proponuje pan, by do szczęścia dodać kolejny dotąd pomijany element: pamięć. Dominująca we współczesnej psychologii narracja przekonuje raczej, że szczęście jest tu i teraz. Ewentualnie w przyszłości. 

Ale to, kim jesteśmy, to nasze „tu i  teraz” w ogromnej mierze zależy od pamięci. To  z niej czerpiemy poczucie sensu istnienia. To ona kształtuje naszą osobowość. To ona odpowiada za nasze relacje z  ludźmi: jeśli dzielimy te same wspomnienia, to poprzez nie jesteśmy sobie bliscy.

Albo dalecy. W pamięci mamy też przecież wszystkie nasze krzywdy. 

Złe i smutne wspomnienia są częścią ludzkiego życia. Wszyscy doświadczamy trudności, smutku, samotności i tak dalej. Nie zmienimy tego. Ale zawsze mamy też dobre wspomnienia i to one są kluczowe dla naszego zdrowia psychicznego i szczęścia. Pracuję z wieloma osobami z depresją. Łączy je to, że w najgorszych chwilach nie są w stanie nie tylko poczuć radości, ale też nawet przypomnieć sobie czasu, w  którym czuli się dobrze. Choćby krótkiego. Co więcej, rozmyślają raczej o złych rzeczach. 

I jest im od tego jeszcze gorzej. 

Badanie na Uniwersytecie Cambridge potwierdziło, że przywoływanie szczęśliwych wspomnień redukuje lęk i poczucie samotności. Trzeba się tylko tego nauczyć. Jest jak zapasowy zbiornik ze szczęściem, do którego możemy sięgnąć, kiedy jest nam źle. Zresztą już to robimy – na tym polega przecież nostalgia. Badania potwierdzają, że do wspomnień sięgamy znacznie częściej, gdy czujemy się źle, a nie dobrze. To dlatego wracamy do nich, kiedy czujemy się samotni –  chcemy się ukoić czymś z naszej pamięci. Dlatego warto mieć coś dobrego, czego możemy się złapać. 

 

Mam wątpliwości. Polacy wyjątkowo chętnie przypominają sobie wszystkie przykre chwile. Wręcz dobrze się z tym czują i lubią je celebrować. To rodzaj masochizmu? 

Nie i nie sądzę, żeby to była wyjątkowo polska przypadłość. To raczej ludzka cecha. Wielu z nas doświadcza przyjemności z melancholii i gorzko-słodkich wspomnień. Tak już jesteśmy skonstruowani. Nie kształtują nas tylko dobre wspomnienia, te złe także są dla nas ważne. W swojej pracy nie skupiam się na tym, by zapomnieć to, co złe, ale żeby upewnić się, że potrafimy tworzyć dobre wspomnienia, które wprowadzą w  naszym życiu równowagę. 

Naprawdę możemy na to jakoś wpływać? 

Istnieje przekonanie, że wspomnienia, które podsuwa nam pamięć, są przypadkowe. Jak gdyby pamięć kręciła kołem fortuny i losowała nam pocztówkę na dziś. Przy pracy nad tą książką zyskałem poczucie, że jest inaczej. Mamy sprawczość. To od nas zależy, co i jak będziemy zapamiętywać w przyszłości. Możemy być architektami własnej pamięci. 

Skąd pan to wie? 

W 2018 roku zrobiliśmy w naszym Instytucie największe chyba na świecie badanie szczęśliwych wspomnień. Zebraliśmy dane od ponad tysiąca respondentów z  75 państw, prosząc ich o opisanie szczęśliwego wspomnienia. Chociaż ankietowani pochodzili z  różnych stron świata, często skrajnie od siebie odmiennych kulturowo – m.in. z  Danii, Korei, Botswany, Nepalu, Nowej Zelandii – byłem w stanie bez problemu poczuć i  zrozumieć te wspomnienia. Pytaliśmy też badanych, dlaczego wybrali właśnie to wspomnienie. Chcieliśmy zobaczyć, co i  dlaczego zapamiętujemy, żeby nauczyć się zapisywać w pamięci silniej i  bardziej trwale dobre rzeczy. 

Mózg lubi nowości

I co odpowiadali? Jak zapamiętujemy? 

Zaobserwowaliśmy kilka wzorców: dużo silniej zapamiętujemy to, co nowe i  wyjątkowe. Pierwszą wizytę w Azji, pierwszy pocałunek, pierwszy własny tekst opublikowany w gazecie, pierwszy występ na scenie, pierwszą pracę, pierwszy egzamin. 

Mózg zapamiętuje nowości. 

I dlatego, jeśli zapytamy kogoś po czterdziestce o wspomnienia, to najprawdopodobniej opowie nam historię z okresu, kiedy miał 15–20 lat. Bo wtedy przeżywamy najwięcej „pierwszych razów”. Chociaż minęło od tej pory znacznie więcej czasu, pamiętamy to lepiej niż zdarzenia sprzed dwóch, trzech lat.

Ale gdy przestajemy być nastolatkami, tych pierwszych rzeczy jest w naszym życiu coraz mniej. 

Nadal możemy je sami kreować. Nie musimy od razu jechać na nieznane wyspy na drugim końcu świata, wystarczy, że odwiedzimy część naszego miasta, do której rzadko zaglądamy. Moją ulubioną techniką kreowania wspomnień jest „nowe danie” dla uczczenia ważnych momentów. Jeśli w  moim życiu wydarzyło się coś dobrego, co chciałbym zachować w pamięci na lata, staram się podkreślić to specjalnym posiłkiem. To mogą być wielkie sukcesy, ale może być pozornie zwykły dzień. Mam takie wspomnienie, kiedy ze swoją dziewczyną spędzałem piękne popołudnie na Bornholmie i czułem się bardzo szczęśliwy. Pamiętam, że patrzyliśmy, jak na niebie pojawia się księżyc i  jedliśmy tosty z jajkiem i krewetkami. Ta dziewczyna jest dziś moją żoną i do dziś, kiedy przygotowujemy tosty z jajkiem i krewetkami, wracamy do tamtego popołudnia na Bornholmie. To danie przywołuje w nas to wspomnienie. Kolejną ważną rzeczą pomocną przy tworzeniu wspomnień są zmysły. W  naszych badaniach okazało się, że dużo mocniej zapamiętujemy wspomnienia, z  którymi wiąże się kilka zmysłów: węch, słuch. 

Dlatego piosenki potrafią wywoływać wspomnienia. 

Piosenki robią to w niebywały sposób! Każdy z nas mógłby wymienić przynajmniej 10 piosenek, które bardzo silnie kojarzą mu się  z jakimś okresem. Na podstawie analizy danych z serwisu Spotify, którą przeprowadził Seth Stephens-Davidowitz, możemy nawet wskazać dokładnie lata w naszym życiu, w  których muzyka na stałe zapisuje się na naszych prywatnych „twardych dyskach”. I co ciekawe, mężczyźni najlepiej pamiętają piosenki, które usłyszeli po raz pierwszy, gdy mieli 15–16 lat, z kolei u  kobiet ten okres jest dużo dłuższy: 11–15 lat. Ale taką samą wspomnieniotwórczą moc jak dźwięki mogą mieć też widoki, smaki czy zapachy. Andy Warhol zmieniał perfumy co kilka miesięcy po to, żeby konkretne zapachy kojarzyły mu się z  konkretnymi okresami życia.

Co jeszcze jest ważne? 

Uważność. Lepiej zapamiętujemy, kiedy jesteśmy obecni i świadomi. To coś, co metaforycznie Sherlock Holmes nazywał różnicą między patrzeniem a obserwowaniem. Widzimy mnóstwo rzeczy i nie rejestrujemy wszystkiego w umyśle, bo nie bylibyśmy nawet w stanie. Obserwacja wymaga uwagi, ale dzięki niej zapamiętujemy coś znacznie mocniej.

Jak wydobywamy wspomnienia z głowy?

Są dwa rodzaje pamięci: epizodyczna i  semantyczna. Kiedy zapytam cię, co jest stolicą Francji, sięgniesz do pamięci semantycznej. Nie pamiętasz, gdzie i  kiedy się dowiedziałeś o tym, że istnieje Paryż, po prostu wydobywasz informację. Pamięć epizodyczna sprawia natomiast, że podczas rozmowy o stolicy Francji przypominasz sobie wizytę w  Paryżu. Trochę jakbyś podróżował w czasie. To daje poczucie, że przeżywamy coś ponownie. 

Media społecznościowe a wspomnienia

Kiedy opowiadamy sobie wspomnienia z dzieciństwa, wracamy do niego, nawet jeśli już dawno jesteśmy dorośli? 

Słowa są niezwykle ważne, to one formują pamięć. Moja mama zmarła, kiedy miałem niewiele ponad 20 lat. To ona była „opowiadaczem” w rodzinie, opowiadała historie z naszego dzieciństwa. Nie zdążyłem tych historii od niej przejąć, nie „zapisałem ich sobie na dysku”. I  one zniknęły. Uważam, że warto, nie tylko dla siebie, ale także dla przyszłych pokoleń, opowiadać sobie o tym, co wspólnie przeżyliśmy. To zapewnia poczucie więzi. 

Dziś zamiast opowiadać, wrzucamy zdjęcia na Instagrama. 

Media społecznościowe można fantastycznie wykorzystać do tworzenia wspomnień, ale wiemy już na pewno, że bywają też destrukcyjne dla naszego poczucia szczęścia. W naszym Instytucie przeprowadziliśmy badanie – zapytaliśmy ponad tysiąc ochotników o ich poczucie zadowolenia z życia, a  potem podzieliliśmy ich na dwie grupy i pierwszą z nich poprosiliśmy o to, żeby przez tydzień nie używała Facebooka. Druga grupa korzystała z niego z taką samą częstotliwością jak wcześniej. Kiedy zbadaliśmy ich po tygodniu, ci, którzy zrobili sobie wolne od mediów społecznościowych, deklarowali wyraźnie wyższe poczucie zadowolenia z życia. 

Dlaczego? 

Wszyscy wiemy, że media społecznościowe to 24-godzinny kanał informacyjny z  samymi fantastycznymi informacjami, strumień wyedytowanych biografii, które zaburzają nasze poczucie rzeczywistości. Większość z nas zdaje sobie sprawę z  tego, że Instagram to nie jest pełny obraz rzeczywistości – ale i tak na nas działa. 

Przeglądamy przy śniadaniu kolejne posty i widzimy, że jedni znajomi w Alpach, inni w Azji, a ci, którzy nigdzie nie wyjechali, na śniadanie wypiją dziś cudownie zielony koktajl i zjedzą fantazyjnie udekorowane tosty…

A potem patrzymy na naszą kanapkę z  żółtym serem, którą jemy przy domowym stole, i trudniej nam jest być zadowolonym z życia. Co nie znaczy, że powinniśmy tę współczesną technologię odrzucić. Tak jak mówiłem, Instagram czy Facebook mogą być też wspaniałym magazynem naszych wspomnień. Większość ludzi starannie wybiera to, co pokaże światu. Kiedyś mieliśmy 36  zdjęć z jednego filmu w aparacie i dopóki nie odebraliśmy odbitek z punktu foto, nie wiedzieliśmy, co właściwie będzie na tych zdjęciach. Owszem, mieliśmy więcej uwagi na przeżywanie chwil, w których te zdjęcia powstawały, ale też mieliśmy albumy, które potem można było godzinami oglądać. Polecam wybieranie najlepszych zdjęć, np. z  wyjazdów, i drukowanie ich w fizycznej formie.

To jedno z tych pięknych i mądrych postanowień, których w kolejnym roku nie udaje nam się zrealizować. 

Spodziewałem się, że to usłyszę, dlatego polecam od razu drugi, tak samo dobry sposób: prywatne konto na Instagramie czy Facebooku. Każdy z nas ma w sobie silniejszą lub słabszą potrzebę autokreacji. Jeśli stworzymy profil tylko dla siebie i  najbliższych, będziemy mogli tam wrzucać coś, co naprawdę jest dla nas ważne – bez martwienia się o filtr, podpis, nie przejmując się tym, że kadr z plaży jest nieidealny, a panorama miasta na zdjęciu nie wygląda tak imponująco jak na plakatach. Zamiast skupiać się na tym, jak będzie wyglądał twój wizerunek w  oczach innych, pomyśl o sobie samym za kilka lat i tym, co chciałbyś wtedy zobaczyć, jeśli najdzie cię nostalgia. I jeśli dzisiaj miałeś naprawdę szczęśliwy poranek, dlaczego nie może to być kanapka z żółtym serem?

Rozmowa z Meikiem Wikingiem ukazała się w „Urodzie Życia” 3/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Nostalgia za dzieciństwem
Unsplash

Tęsknisz za dzieciństwem? Mózg ma powody, by podsuwać nam miłe wspomnienia

Lepiej pamiętamy rozpakowywanie świątecznych prezentów czy przytulanie się do mamy, niż awantury i ciche dni rodziców. Mózg ma ważny powód, żeby tak decydować.
Aleksandra Nowakowska
18.05.2020

Kiedyś myśleliśmy, że ludzka pamięć przypomina nagranie wideo lub twardy dysk komputera. Dzisiaj, dzięki coraz bardziej zaawansowanym technologicznie badaniom mózgu, wiemy, że tak nie jest – nasza pamięć jest wybiórcza i bardziej przypomina półkę z domowymi przetworami, na której ustawiamy tylko najlepsze smakołyki – po to, aby sięgnąć po nie, gdy będziemy w potrzebie. Większość naszych wspomnień – zwłaszcza tych z dzieciństwa – tracimy. A te, które jesteśmy w stanie przywołać, nie są dokładną powtórką dawnych wydarzeń. Jeśli ze wspomnieniami nie wiążą się pozytywne emocje, mózg… przestaje je przechowywać. Mechanizm przechowywania wspomnień z dzieciństwa wyjaśniała w wywiadzie dla „Urody Życia” 6/2020 dr psychologii Aleksandra Piotrowska:  – Każdy z nas chce postrzegać samego siebie jako istotę cenną i swoje życie jako mające znaczenie. Dlatego zapominamy, co czuliśmy w dzieciństwie, kiedy nasz ojciec nas bił pasem, a zapamiętujemy przede wszystkim to, że kiedyś, pewnego dnia, zabrał nas na ryby czy na grzyby. Bo taka selekcja wspomnień podnosi wartość naszego dzieciństwa w naszych własnych oczach. To jest mechanizm obronny naszego ego, jeden z tych, które uruchamiają się niezależnie od naszej woli po to, żeby podtrzymać nasze dobre mniemanie o sobie. Oczywiście są też przypadki tak silnie traumatycznych wspomnień, że nie jesteśmy w stanie zsunąć ich do naszej nieświadomości, one raczej otorbiają się i pozostają w naszej pamięci. Ale to wyjątki: w większości pamiętamy pozytywne rzeczy. Miłe wspomnienia uruchamiają wyrzut dopaminy W czasopiśmie „Neuron” opublikowano wyniki badań naukowców z University of California w Davis, którzy odkryli, dlaczego naszego mózgi nadają pewnym...

Czytaj dalej
Jak osiągnąć szczęście
eastnews

Prof. Ruut Veenhoven, ekspert od szczęścia, wyjaśnia, czemu niektórzy z nas je mają, a inni nie

„To zawsze jest kombinacja tysięcy czynników”.
Sylwia Niemczyk
24.02.2019

Żyjemy dzisiaj w społeczeństwie wielokrotnego wyboru. Możemy decydować, o tym, gdzie zamieszkamy, o pracy, związkach, stylu życia, sposobie spędzania wolnego czasu. Ale czy możemy zapewnić sobie szczęśliwe życie, na ile nasze szczęście zależy od nas, co zrobić, by mu sprzyjać” – mówi w „Urodzie Życia” profesor Ruut Veenhoven, ojciec chrzestny badań nad szczęściem, socjolog z Uniwersytetu Erazma w Rotterdamie. Szczęścia można się  nauczyć Bartosz Janiszewski, URODA ŻYCIA: Filozofowie pytają o nie od tysięcy lat, poeci próbują je opisać, religie je obiecują, a psychoterapeuci pomagają nam znaleźć do niego drogę. Tymczasem pan po prostu sprowadza szczęście do liczb. W skali od 1 do 10. Za grosz romantyzmu. Prof. Ruut Veenhoven:  Prywatnie mogę zachwycać się koncepcjami filozoficznymi i pięknymi wierszami o szczęściu, ale jestem naukowcem. Od 40 lat zajmuję się zawodowo szczęściem i potrzebuję do tego naukowych narzędzi. Naukowe jest to, co da się zmierzyć. Żeby badać szczęście, trzeba je więc zmierzyć. Tylko co pan właściwie mierzy? Jak nauka definiuje szczęście? W psychologii to nieco romantyczne pojęcie rozumiemy jako zadowolenie z całego swojego dotychczasowego życia. Badań, w których pojawia się pytanie o tę satysfakcję, każdego roku jest ponad tysiąc. Przeprowadzają je poważne instytucje, od Unii Europejskiej przez szacowne uniwersytety, instytuty badawcze po rządy państw. W Światowej Bazie Szczęścia na Uniwersytecie Erazma w Rotterdamie gromadzimy je od ponad 30 lat. W tej chwili mamy ponad trzy miliony odpowiedzi na to pytanie. Najciekawsze jest jednak to, że te odpowiedzi przychodzą do nas w pakiecie z innymi informacjami społecznymi, psychologicznymi, finansowymi etc. To pozwala nam na wyciąganie ogromnej liczby wniosków. W tej chwili mamy opisanych ponad 50 tysięcy...

Czytaj dalej
poczucie szczęścia u kobiet
Adobe Stock

„Szczęścia się nie znajduje, ale buduje samemu” – mówi Dan Gilbert, psycholog. Sprawdź, jak to robić

Prof. Dan Gilbert z uniwersytetu Harvarda przekonuje, że nasze poczucie szczęścia nie zależy od wygranej w totka czy sukcesu w pracy, ale wyłącznie od nas samych.
Sylwia Niemczyk
29.10.2018

W dużej mierze to od nas samych zależy, czy czujemy się szczęśliwe, bo szczęścia można się nauczyć dokładnie tak samo, jak jazdy na rowerze – mówi Dan Gilbert, profesor z Harvardu, specjalista psychologii pozytywnej i autor bestsellerowej książki „Na tropie szczęścia” Poczucie szczęścia naturalnego i syntetycznego Kiedy marzymy o czymś ważnym, to jednocześnie jesteśmy przekonane, że kiedy to nasze wielkie marzenie się już spełni, osiągniemy szczęście. Rzeczywiście tak jest, ale taki pik euforii trwa krótko i nasze samopoczucie szybko wraca do wcześniejszego poziomu. Takie krótkotrwałe szczęście, które przychodzi i odchodzi bez udziału naszej woli, prof. Dan Gilbert nazywa szczęściem naturalnym albo organicznym. Czujemy je, kiedy wygramy w totka, kiedy urodzi się nam dziecko, kiedy kupimy sukienkę, o jakiej marzyłyśmy, albo gdy nasz wyśniony kandydat na męża uklęknie przed nami z pierścionkiem w ręku. Według prof. Gilberta istnieje jednak jeszcze drugi rodzaj szczęścia: bardziej stałego, chociaż znacznie mniej spektakularnego. Tego rodzaju szczęście (prof. Gilbert nazywa je szczęściem syntetycznym), wytwarzamy sami, poprzez pielęgnowanie w sobie poczucia wdzięczności i budowanie w sobie przekonania o tym, że w każdej sytuacji jest nam wystarczająco dobrze. Różnicę między szczęściem organicznym a syntetycznym prof. Gilbert obrazuje stwierdzeniem: „Organiczne spływa na nas wtedy, kiedy dostaniemy to, co chcemy. Syntetyczne szczęście natomiast wytwarzamy sami wtedy, kiedy nie dostaniemy tego, czego chcemy”.  W jaki sposób budować swoje szczęście syntetyczne? Prof. Gilbert porównuje szczęście syntetyczne do naszego układu odpornościowego, który utrzymuje nas w zdrowiu i chroni przed wirusami czy bakteriami. Żeby...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Rosół pociesza i leczy samotność? Cała prawda o „comfort food”

„Comfort food” przywołuje ulubione smaki z dzieciństwa i inne miłe wspomnienia. Ale to nie wszystko, bo pomaga nam załagodzić negatywne emocje i zwalczyć stres. Jak to możliwe?
Sylwia Arlak
24.06.2020

Na smutki najlepsze są lody, na samotność pomidorówka, a na złamane serce placki z jabłkami takie jak z dzieciństwa? Zamiast zmierzyć się z problemami, często próbujemy leczyć je jedzeniem. Zaglądamy do lodówki, „zajadamy” stres. I to naprawdę działa. Terapeutyczną moc „comfort food” udowodnił Jordan D. Trosi, psycholog z amerykańskiego Uniwersytetu w Buffalo.  Comfort food jedzone oczami Korzystnie na nasze samopoczucie wpływa już samo myślenie o „kojących” posiłkach. Troisi wraz z psycholog Shirą Gabriel przeprowadzili eksperyment, w którym podzielili grupę ochotników na dwa zespoły. Pierwszy z nich miał za zadanie przywołać w pamięci i następnie opisać kłótnię z bliską osobą. Takie wspomnienie miało w nich wywołać poczucie osamotnienia. Drugi zespół miał za zadanie opisać dowolne wydarzenie uznane za emocjonalne neutralne. Następnie część badanych z obu grup miała napisać o jedzeniu swojej ulubionej potrawy, a inni o próbowaniu nowych dań. Na koniec wszyscy uczestnicy dostali do wypełnienia specjalne kwestionariusze, które pozwalały ocenić skalę osamotnienia. Okazało się, że osoby piszące o ulubionym jedzeniu pod koniec eksperymentu rzadziej czuły się samotne. Comfort food to nie muszą być fast-foody Pozostaje pytanie, jakie potrawy uznajemy za „comfort food”. Czy wszyscy „pocieszamy się” w ten sam sposób? Nie. I wbrew stereotypom, wcale nie muszą być to fast-foody. „Comfort food” to potrawy, które przywołują miłe wspomnienia. Już w 1977 r. w słownikach zdefiniowano pojęcie, jako „tradycyjnie przygotowywane potrawy, które odwołują się do nostalgicznych i sentymentalnych wspomnień”. Zależą też od kultury. Dla Brytyjczyka czy Niemca nasze „jedzenie na pocieszenie” mogłoby...

Czytaj dalej