Wszystkie Rosjanki kochają Putina? Opowiada znawczyni Rosji, Anna Wojtacha
fot. East News

Wszystkie Rosjanki kochają Putina? Opowiada znawczyni Rosji, Anna Wojtacha

Te na wsi pracują ponad siły i znoszą niewyobrażalną biedę. Te w Moskwie kupują brylanty i ubrania od Chanel. Co je łączy?  Opowiada Anna Wojtacha, dziennikarka, która przejechała Rosję wzdłuż i wszerz.
Bartosz Janiszewski
10.08.2020

Między Warszawą a Moskwą są dwie godziny różnicy. Między Moskwą a Władywostokiem ponad siedem, a ludzie żyją tam kompletnie inaczej. To całkiem odmienne światy. A kobiety z tych światów łączą wyłącznie religia, język i prezydent Putin, którego kochają niemal wszystkie. Dla Rosjanek Putin to ulepszona wersja samca alfa. Nie pije, za to ma władzę. O tym jak wygląda życie kobiet w Rosji, dlaczego wiele z nich wybiera na męża Chińczyka i czym jest słynna rosyjska dusza, rozmawiamy z Anną Wojtachą,  dziennikarką i korespondentką wojenną. Od lat zafascynowana Rosją, po której samotnie podróżowała. Jej książka „Zabijemy albo pokochamy” (wyd. Znak Literanowa) to zbiór opowieści o spotkanych tam ludziach.

Bartosz Janiszewski: Ze wszystkich Rosjanek, które pojawiają się w pani książce, najmocniej zapamiętałem Ninoczkę. 

Anna Wojtacha: Ja też. Długo nie mogłam się uporać z jej śmiercią. 

Myślałem, że jako reporter wojenny nauczyła się pani na to znieczulać.  

Bohaterów do tej książki poznawałam przypadkiem. Nie chciałam szukać konkretnych postaci do konkretnych tematów. Brałam kilka miesięcy urlopu w redakcji, plecak i podróżowałam po Rosji. Ninę zapytałam o drogę na ulicy.  Godzinę później siedziałyśmy przy herbacie, a ona mówiła mi prosto w oczy, że jest dziwką. Było coś, co sprawiło, że się zaprzyjaźniliśmy. Nina łączyła w sobie dwie dusze, które teoretycznie nie powinny się spotkać w jednej osobie. Dziecko i kurwę. Dostawała amoku w sklepie z zabawkami na widok pluszowego misia, a kilka godzin później z zimnym wyrafinowaniem prostytutki negocjowała z klientem cenę i zakres usług.

Dualizm słabości i siły u kobiety jak w rosyjskiej literaturze. 

Momentami zagubiona jak małe dziecko, a momentami twarda sucz. Po chwili znajomości potrafiła położyć mi głowę na kolanach albo po prostu się przytulać. Miała dwadzieścia kilka lat i przez całe życie nikt jej nie przytulał. Była nieszczęśliwa, nie chciała żyć w ten sposób, ale też nie miała odwagi na to, żeby rzucić takie życie.  Czułam się za nią odpowiedzialna, przez jakiś czas nie potrafiłam opędzić się od myśli, że mogłam zrobić dla niej więcej. Próbowałam ściągnąć ją do Polski, ale ona ciągle odkładała wyjazd na później. A po kilku miesiącach dowiedziałam się, że nie wytrzymała, podcięła sobie żyły. 

Przed naszą rozmową przejrzałem kilkadziesiąt artykułów o Rosji w internecie. Przy żadnym nie było zdjęcia kobiety. Albo Putin, albo generałowie, albo czołgi. Dziwi to panią?

Dziś w Polsce o Rosji mówi się głównie w kontekście wojny, a do niej faceci pasują znacznie lepiej. Ale rzeczywiście w rosyjskiej polityce wśród najważniejszych ludzi w kraju kobiet jest niewiele, a ich pozycja jest nieporównywalna z tym, co ma miejsce w Polsce. Tam polityka zdominowana jest przez mężczyzn od lat. W czasach ZSRR wśród rządzących praktycznie nie było kobiet.

Nie przeszkadzało to samej partii prowadzić kampanii na rzecz namawiania kobiet do pracy na traktorach albo z sierpem i młotem. 

Socjalizm wyciągnął kobiety z domu i w Rosji do dziś jest normalne, że wykonują ciężką pracę fizyczną. Pamiętam, że kilkanaście lat temu w Polsce kobieta prowadząca autobus to była sensacja. Wtedy zaczynałam jeździć do Rosji – tam to była normalka. Podobnie jest w fabrykach czy na wsi. Rosyjska kobieta musi mieć dużo siły. 

Czyli: zapraszamy na traktor, ale do rządzenia się nie nadajesz…

…masz ładnie wyglądać i nie sprawiać kłopotu. To w Rosji powszechne myślenie. Władimir Putin jest rozwodnikiem, ale nawet kiedy żył z żoną Ludmiłą, jej obecność nie miała właściwie żadnego znaczenia. To nie była pierwsza dama w stylu Michelle Obamy czy choćby Jolanty Kwaśniewskiej. Nie zapraszała dzieci czy kobiet do domu, nie organizowała akcji społecznych, nie prowadziła fundacji. Miała stać z boku i nie przeszkadzać. Obecną kobietę Putina jeszcze trzy lata temu na Kreml przywożono w tajemnicy. Ludmiłę pakowano wtedy w samochód i wywożono poza Moskwę. 

Może po rozwodzie zafunduje mężowi kilka szczerych wyznań jak Danuta Wałęsa?

Nie sądzę, żeby powiedziała choć słowo. Została zabezpieczona na całe życie w zamian za to, że nie będzie sprawiać kłopotów. Zresztą nawet gdyby nie chciała milczeć, wątpię, by ktokolwiek mógł bez kontroli spędzić z nią więcej niż parę minut. Pewnie trudno by ją w ogóle znaleźć. Gdzie jest teraz – nie wiadomo. 

Rosjanki łatwiej akceptują niewierność?

Proszę nie zadawać mi takich pytań. Bardzo ich nie lubię. Dla żadnej normalnej kobiety, w Polsce, w Rosji czy w Chinach, jest nie do zaakceptowania, że mąż robi skok w bok. Różnice pojawiają się, gdy  mówimy o islamie, bo tutaj kobieta ma inną rolę, często to mężczyźni decydują o jej życiu. Ale trzeba pamiętać, że Rosja nie jest jednorodna. Między Warszawą a Moskwą są dwie godziny różnicy. Między Moskwą a Władywostokiem ponad siedem, a ludzie żyją tam kompletnie inaczej. To całkiem odmienne światy. 

Coś łączy kobiety z tych światów?

Religia, język i prezydent Putin, którego kochają niemal wszystkie. Kobiety na prowincji łączy też to, że bardzo dużo pracują, także fizycznie, bo to często jedyny sposób na przetrwanie. Nie chcę nikomu w Polsce odejmować cierpień, ale są takie regiony w Rosji, gdzie poziom biedy jest dla nas niewyobrażalny. U nas mało jest miejsc bez prądu czy dostępu do wody. Tam codzienne spacery kobiet do studni to norma. I nikomu nie przychodzi do głowy, że mogłoby być inaczej, oni są z tym pogodzeni. 

To buddyjski spokój czy raczej przekonanie, że i tak nic nie uda się zmienić? 

Zdecydowanie to drugie. Parę razy nie wytrzymałam i mówiłam ludziom w wiosce, żeby gdzieś poszli, napisali, poprosili o dostęp do wody. W odpowiedzi słyszałam: „Ale tu nigdy nie było wody”. Więc dalej chodzą do tej studni. Stracili wiarę, że cokolwiek można zmienić. Jest w nich pogodzenie połączone z otępieniem, marazmem. Chcą zarobić na te kartoszki [ziemniaki – red.] i tyle, żeby wystarczyło na wódę. Znowu nie chcę generalizować, ale jednak motyw alkoholowy jest prawie wszędzie obecny. Ta beznadzieja jest tak daleko posunięta, że możesz tylko się nachlać, bo wiesz, że lepiej i tak już nie będzie. 

Przerażająco smutne. 

Niestety. Kobiety na prowincji pracują bardzo ciężko, szybko się starzeją. Nie mówię, że każdy facet na prowincji pije i bije, ale to dość powszechne. 

Kobiety też piją? 

Piją bardzo dużo. Niektóre na równi z facetami. I trzeba pamiętać, że to jest inny alkohol. Nie ma chardonnay i margarity, tylko samogon albo piwo za grosze w plastikowych butelkach. Byle kopało. 

Czyli równouprawnienie na rosyjskiej prowincji to mit? 

To zależy od szerokości geograficznej. Na Syberii czy dalekim wschodzie Rosji wyraźny jest podział obowiązków na męskie i kobiece, kiedy przychodzi zima. Mężczyzna jedzie wtedy do tajgi, poluje, spędza tam kilka miesięcy, a kobieta czeka na niego, opiekuje się dziećmi i domem. Spędziłam trochę czasu z takim małżeństwem. W ciągu roku to była świetna, partnerska relacja. Ten facet też sprzątał i gotował, dzielili się obowiązkami. Ale kiedy przychodziła zima, wiadomo było, że ona zostanie z dziećmi, a on weźmie strzelbę i z innymi mężczyznami pójdzie do lasu polować. 

Naturalny porządek? 

Właśnie, powrót do korzeni. Pamiętam, że w tej kobiecie była na to zadziwiająca zgoda. On wyjeżdżał na dwa, trzy miesiące. „Kiedy będzie z powrotem?”, pytałam. Odpowiadała: „Jak wróci”. Podobała mi się ta jej wyrozumiałość na to, że „męska rzecz być daleko, a kobieca wiernie czekać”. Nie wydaje mi się, żeby czuła się ciemiężona. Zima tam to jest czas, w którym dosłownie walczy się o przetrwanie. Oczywiście zapytałam tego faceta od razu, czy on i jego kompani mogliby mnie zabrać na miesiąc do lasu, żebym zobaczyła, jak to wygląda. 

I co? 

Nic. Popatrzył chwilę na mnie, a potem zaczął się śmiać. Tłumaczyłam, że jestem wytrzymała, byłam na wojnach, nie boję się wyzwań. Stwierdził, że może i jestem wytrzymała, ale on i jego koledzy ciągle musieliby się martwić o to, czy nic mi się nie stanie. Mężczyznom jest łatwiej, kiedy każdy martwi się tylko o siebie. 

W miastach kobiety są inne? 

Moskwa to zupełnie inny kraj niż reszta Rosji. To jest jedno z najdroższych miast na świecie, ceny wynajmu mieszkań porównywalne są z Nowym Jorkiem. Moskwa jest bardzo przerysowana. Są bezdomni, ale są też ludzie bogaci w sposób niewyobrażalny. Słynna Rublowka, gdzie pomysły na wydawanie pieniędzy przechodzą ludzkie pojęcie. Ludzie dalej kupują tam sobie złote kible. Ale jest też sporo świetnie wykształconych kobiet, robiących karierę, zamożnych. Tylko one mają zupełnie inne wymagania, obracają się w zamkniętym świecie. Poznawczo, dziennikarsko, chciałabym kiedyś dostać się do takiego towarzystwa. Ale to strasznie trudne. Jedyna możliwość to znaleźć faceta, który ma pieniądze, i funkcjonować jako lalka. 

Wśród wykształconych Rosjan kobiety traktowanie są lepiej? 

Tak, bo przecież Rosja nie jest tak bardzo od nas różna. W świecie kultury czy sztuki nie brakuje kobiet. Spójrzmy na branżę dziennikarską, gdzie wiele kobiet ma silną pozycję. Oczywiście, są traktowane lepiej, mężczyźni odnoszą się do nich z większą kulturą. Pani profesor na uczelni ma taki sam status jak pan profesor. Kobiety studiują, tak samo jak w Polsce, równie często albo nawet częściej niż mężczyźni. A potem znajdują sobie partnerów, którzy kulturalnie i intelektualnie są dla nich odpowiedni. Chociaż niekoniecznie ciepli.

Rozmawiałem kiedyś z Rosjankami, które wyszły za mąż za Polaków. Mówiły, że kiedy mąż zwracał się do nich per „kwiatuszku” albo „kotku”, głupiały, bo w Rosji to niespotykane. Rzeczywiście rosyjscy mężczyźni są tak szorstcy? 

Kiedy starają się o kobietę, potrafią być niezwykle szarmanccy, wyskoczyć z kwiatami i całować po rękach.  Ale szybko im przechodzi. Ich obyczaje są fatalne. W Rosji przemoc wobec kobiet jest bardzo dużym problemem. 

I nikt się nie buntuje? 

Rzadko, bo to niewiele daje. Kobiety biorą ślub w bardzo młodym wieku. Kiedy jeździłam intensywnie po Rosji i mówiłam, że mam 27 lat i nie mam męża, widziałam, że ludzie myślą: „Co z nią jest nie tak? W tym wieku, bez chłopa, dzieci?”. Jakby widzieli mnie dzisiaj, w wieku 35 lat, bez męża, to już w ogóle uznaliby, że jestem poważnie wybrakowana. Na prowincji prawie nie ma rozwodów. Kobiety nie chcą się rozwodzić, bo we dwójkę, szczególnie jak jest dziecko, łatwiej wszystko poskładać. Więcej w tym konieczności przeżycia niż miłości. Widziałam kiedyś badania, według których na prowincji większość mężczyzn koło 45. roku życia zostaje impotentami, głównie z powodu alkoholu. Rosjanie lekceważą Chińczyków, ale na wschodzie Federacji Rosjanki coraz częściej wychodzą za nich za mąż. Bo Chińczycy są pracowici, przynoszą pieniądze, nie piją, nie biją, są zdrowi, rodzinni. Niech ten Jurij czy Igor będzie przystojny i porywczy w miłości, ale tak się nie da żyć. Jeśli ma do wyboru Chińczyka, który będzie ją szanował, coraz częściej wybierze jego. Chociaż międzykulturowe małżeństwa nie zawsze się sprawdzają. 

Dlaczego?

Bo nie każdy chce i potrafi poczuć rosyjską duszę. Nad Bajkałem poznałam Swietłanę, Rosjankę, która wyszła za Niemca i przeprowadziła się na zachód Europy. Z mężem i jego znajomymi przyjechali zwiedzać Rosję, ale widać było, że różnice kulturowe stanowiły dla nich problem. Ona była romantyczką, on pragmatykiem, powolnym i uporządkowanym. Ona skakała z radości albo zalewała się łzami, a on gasił ją brakiem emocji. Swietłanę drażniło, że Niemcy nie rozumieli kobiecej duszy, nostalgii, tragizmu. W Rosji wiele rzeczy nie działa, ale jest też coś, za czym wielu Rosjan na emigracji tęskni: rosyjska dusza. Rwąca od uczuć, smutku, ale i radości. 

Męża pani dalej nie ma, ale w Rosji przez trzy lata miała pani mężczyznę. Historię związku z Ogim, snajperem specnazu, opisała pani dość szczegółowo. Łącznie z seksem w pociągu transsyberyjskim chwilę po tym, jak  się poznaliście. Nie bała się pani reakcji ludzi?

Nie, bo nie mam się czego wstydzić. Chociaż oczywiście zdarzyło mi się przeczytać w internecie, że sypiam z wrogiem, jestem „ruską suką”, a nawet, czego nie rozumiem już zupełnie, „wnuczką enkawudzisty”. Ogi nie jest dobrym przykładem typowego Rosjanina, to jednak żołnierz z jednostki specjalnej. Ale pewnie doświadczyłam kilku rzeczy, których doświadczają rosyjskie kobiety. 

Na przykład?

Potrafił zakomunikować, że wychodzi. Gdzie, po co, o której wróci? „Późno”, słyszałam. Szedł z kolegami z oddziału na wódkę. Znałam ich, bywali u nas, ale kiedy pytałam, czy mogę z nimi iść, zawsze słyszałam „nie”. Bez żadnych tłumaczeń. Za to kiedy ja wychodziłam, musiałam podawać mu cały plan: gdzie idę, którędy będę jechała, jak wrócę. 

Zazdrość?

Nie, raczej żołnierska potrzeba kontroli. Zawsze jednak czułam się przy nim bezpieczna, miałam pewność, że wszystko będzie ogarnięte. Łącznie z jedzeniem. Mówiliśmy wcześniej o podziale obowiązków w domu. W miastach rosyjskich to normalne, że faceci zajmują się dziećmi, piorą, sprzątają czy gotują. Ogi nie miał problemu z tym, że przez kilka tygodni biegał gdzieś daleko z karabinem, a potem wracał i robił rosół.  

Ale też sporo się kłóciliście. Na przykład o Czeczenię, rosyjskie wojny i Putina. 

On uważał, że nie rozumiem sytuacji, ile razy brałam w obronę Czeczenów, tyle razy słyszałam, że jestem naiwną idealistką. Putin dla Ogiego to był dobry wódz. Ja mówiłam, że jest tyranem. 

Rzeczywiście jest tak, że wszystkie kobiety w Rosji kochają Putina? 

Absolutnie. Putin nie pije, jest wysportowany, świetnie wygląda. Ma pełną świadomość, jak ważny jest kobiecy elektorat i bardzo o niego dba. Dla kobiet po pięćdziesiątce to ideał zięcia. Odpowiedzialny, silny. Uważam, że to tyran i autokrata, ale muszę mu oddać, że jest w nim coś fascynującego. Koledzy czasami się ze mnie nabijają i twierdzą, że się w nim kocham, bo kiedy ma jakieś wystąpienie publiczne, patrzę w telewizor jak zahipnotyzowana. Jest genialnie przygotowany do swojej roli. Gesty, słowa, wszystko znakomicie dobrane. Gdyby nasi politycy mieli takich doradców jak on, byliby bardziej przekonujący. 

U nas chyba jednak trudno byłoby zdobyć popularność, robiąc sobie zdjęcia z nagim torsem na koniu. 

Fakt, pewnie wzbudziłoby to raczej wesołość. W Rosji też z wizerunku nieustraszonego wojownika pędzącego przez stepy wielu się śmieje. Ale dla większości to dowód na jego męskość. A dla rosyjskich kobiet to ogromnie ważne. Putin pływający, Putin z nagim torsem, Putin siłacz. To konsekwentne budowanie obrazu samca alfa, silnego faceta, którego lubią Rosjanki. Putin to jego ulepszona wersja: niepijący, za to posiadający władzę.

A kochanki? Porzucona żona?  

To sztuka rosyjskiej propagandy, która każdą informację przekuwa na pozytywny komunikat. Jeśli chodzi o rozwód prezydenta, był taki, że zdrowy chłop potrzebuje młodszej kobiety. O Putinie powstają nawet piosenki. Mnóstwo Rosjanek śpiewa: „Sztob był kak Putin,  sztoby nie pił, sztob był kak Putin,  sztoby nie bił” (Takiego jak Putin pełnego sił. Takiego jak Putin, żeby nie pił. Takiego jak Putin, by nie krzywdził mnie).

A co z tłamszeniem opozycji, politycznymi zabójstwami, tyranią?

Proszę pamiętać, że w Rosji, szczególnie na prowincji, o wielu rzeczach się nie mówi. Jest tylko oficjalna propaganda, zresztą ludzi nie obchodzą wydarzenia polityczne w Moskwie. Swietłana, ta, która mieszka w Niemczech, też kocha Putina. Twierdzi, że Rosjanie to taki naród, który może funkcjonować tylko trzymany mocno za mordę. Widocznie niektórym nie przeszkadza to w miłości. 

 

Rozmawiał Bartosz Janiszewski


 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
corbis/profimedia
corbis/profimedia

„Kogo obchodzi bułgarska prostytutka?” Współczesne niewolnictwo wciąż kwitnie: tu i teraz

„Mężowie sprzedają żony. Matki sprzedają córki. Człowiek to nie jest szlachetny gatunek”. Kiedy 20 lat temu pionierki z Fundacji La Strada zaczynały, nikt nie wierzył, że w XXI w., w Polsce możliwe jest niewolnictwo. Dzisiaj coraz skuteczniej walczą o wolność i godność porywanych i wykorzystywanych ludzi.
Jakub Janiszewski
07.08.2020

Warszawa, 1998 rok, późny wieczór. Irena Dawid-Olczyk jedzie taksówką na ulicę Agrykola – stromą uliczkę, schodzącą w dół skarpy wiślanej. Za dnia urokliwą, bo rozdzielającą Łazienki Królewskie od parku wokół Zamku Ujazdowskiego, ale wieczorem ponurą, niedoświetloną, a w latach 90., gdy stołeczne statystyki przestępczości prezentowały się dużo gorzej od dzisiejszych, zwyczajnie niebezpieczną. Taksówka zatrzymuje się obok furgonetki z napisem „Lasy Państwowe”. W środku dwie młode kobiety i kierowca, który dopytuje: „Dokąd je pani teraz zabierze ”. „To już nie pańska sprawa” – rzuca obcesowo Irena Dawid-Olczyk, przekonana, że właśnie wydarza się jeden z częstych scenariuszy: oto klient, którego ruszyło sumienie, pomaga w ucieczce kobietom zmuszanym do prostytucji. Dopiero później dowie się, że jej domysły były błędne. „On nie był naszym klientem, on nam tylko dawał kanapki, jak stałyśmy na drodze” – powie starsza z dziewczyn. Na razie jednak Irena o nic nie pyta, siada obok taksówkarza i jadą do hotelu. Ilekroć się w czasie jazdy odwraca, na pryszczatej buzi tej młodszej pojawia się szeroki, głupawy uśmiech. Co jej tak wesoło i co się dzieje z jej cerą – zastanawia się Dawid-Olczyk. Handel ludźmi zaczyna się od pytania o drogę  Niebawem, wspólnie z koleżankami z Fundacji La Strada, rozwikłają obie zagadki. Problemy z cerą to zwykły trądzik młodzieńczy, bo dziewczyna ma tylko 14 lat. A uśmiecha się, bo tak ją wytresowano: za pomocą sztachety, którą dostawała po głowie od sprawców. Parę miesięcy temu w rodzinnym mieście w Bułgarii wsiadła do nieznanego auta. Jacyś panowie prosili, by im pokazała drogę do rynku. Ale zamiast na rynku, wysiadła dopiero w Polsce, już jako ofiara i...

Czytaj dalej
Paweł Kapusta
Rafał Masłow

„Sam sobie zrobiłem krzywdę”, mówi Paweł Kapusta, autor „Gada”, reportażu o więzieniach w Polsce 

Dziennikarz sportowy pisze o szpitalach i więzieniach.
Sylwia Niemczyk
28.11.2019

Z pisania o kolejnych golach Roberta Lewandowskiego potrafi płynnie przejść do opisu warunków pracy funkcjonariuszy służby więziennej.  Paweł Kapusta, dziennikarz sportowy oraz jeden z najciekawszych reportażystów młodego pokolenia, właśnie wydał książkę „Gad” (wyd. Wielka Litera), wstrząsający reportaż o więziennym życiu z perspektywy strażników Adam Jastrzębowski*: Pisanie o sporcie to pisanie o rzeczach przyjemnych. Piłkarze dobrze zarabiają, kibice są szczęśliwi, że idą na mecz, a ich drużyna strzela bramki i wygrywa. Za to w twoich książkach na próżno szukać radości. Paweł Kapusta: „Agonia” jest z pogranicza życia i śmierci, „Gad” też do łatwych książek nie należy. Pracując nad tymi książkami, złapałem dużo dystansu. Mogę się przyznać, że w pewnym momencie odniosłem wrażenie, że sam sobie krzywdę zrobiłem – zawodowo – zajmując się sportem całe życie i nagle przechodząc do pisania o innych tematach. Jednego dnia rozmawiasz z kobietą, która opowiada ci o śmierci własnego dziecka i płacze, a potem wracasz do bieżącego pisania sportowego. O tym, że ktoś kopnął w lewo, a nie w prawo, o tym, że zwolniono tego, a nie tamtego trenera. Teraz oczywiście celowo trywializuję, ale w pewnym momencie miałem kłopoty ze zmobilizowaniem się. To są jednak dwa inne rodzaje tej pracy. I oczywiście wiem, że choć bardziej potrzebne społecznie jest zajmowanie się tematyką problemów w ochronie zdrowia, to są również odbiorcy, którzy szukają informacji o Robercie Lewandowskim. Sport to dla ludzi ważny element życia, a ja dostarczam na ten temat odpowiednie treści. Na szczęście udało mi się to sobie poukładać w głowie i nie mam problemu, by funkcjonować dziś w jednym i drugim świecie.   W ilu zakładach byłeś podczas tworzenia...

Czytaj dalej
Amaryllis Fox
Amaryllis Fox w kwietniu 2020 roku. Fot. Jesse Stone

Amaryllis Fox, była agentka CIA, przebija szklany sufit: „Kobiety są lepszymi szpiegami!”

Amaryllis Fox przez blisko 10 lat pracowała jako agentka CIA w 16 różnych krajach. Swoje przeżycia opisała w książce „Tajne życie”, a platforma Apple TV właśnie kręci serial na jej podstawie. Amaryllis zagra Brie Larson!
Magdalena Żakowska
08.06.2020

Amaryllis Fox miała w CIA status tajnej agentki bez osłony dyplomatycznej. To jeden z najbardziej niebezpiecznych zawodów na świecie. W razie wpadki nikt by się za nią nie ujął, a CIA zaprzeczyłoby wszelkim powiązaniom z nią i jej misjami. Zajmowała się terroryzmem na Bliskim Wschodzie. Śledziła czarny rynek broni, przechwytywała substancje, który mogłyby posłużyć terrorystom do budowy broni nuklearnej. Udając handlarkę dziełami sztuki, werbowała współpracowników wśród handlarzy bronią. Mimo że pracę w Agencji zaczęła świeżo po atakach z 11 września 2002 roku, w atmosferze nienawiści do terrorystów i całego świata arabskiego, za swoją prywatną misję postrzegała doprowadzenie do pokojowego zakończenia wojny z terrorystami, a w każdym wrogu starała się przede wszystkim dojrzeć człowieka. W końcu, po blisko 10 latach służby, zdecydowała się odejść z CIA. Czuła się wypalona, miała problemy z odbudowaniem swojej własnej, prawdziwej tożsamości.  Dziś Amaryllis Fox pomaga uchodźcom, resocjalizuje więźniów i prowadzi zwykłe życie rodzinne. W 2018 roku poślubiła Roberta Kennedy'ego III , potomka legendarnej rodziny prezydenckiej, z którym wychowuje dwójkę dzieci. Napisała wspomnienia, „Tajne życie”, które właśnie ukazały się w Polsce nakładem wydawnictwa Czarna Owca, a platforma Apple TV+ przygotowuje już serial na ich podstawie. W rolę Amaryllis Fox wcieli się niezwyciężona Kapitan Marvel z serii o komiksowych superbohaterach, czyli Brie Larson.   Magdalena Żakowska: Zagra cię Brie Larson. Jak oceniasz ten wybór? Amaryllis Fox: Jestem zachwycona! Poznałyśmy się, Brie jest błyskotliwa, inteligentna, ma niezwykle silną osobowość. Nie wyobrażam sobie aktorki, która pasowałaby lepiej. Serial, który Apple TV+ kręci na...

Czytaj dalej