Wszystkie Rosjanki kochają Putina? Opowiada znawczyni Rosji, Anna Wojtacha
fot. East News

Wszystkie Rosjanki kochają Putina? Opowiada znawczyni Rosji, Anna Wojtacha

Te na wsi pracują ponad siły i znoszą niewyobrażalną biedę. Te w Moskwie kupują brylanty i ubrania od Chanel. Co je łączy?  Opowiada Anna Wojtacha, dziennikarka, która przejechała Rosję wzdłuż i wszerz.
Bartosz Janiszewski
10.08.2020

Między Warszawą a Moskwą są dwie godziny różnicy. Między Moskwą a Władywostokiem ponad siedem, a ludzie żyją tam kompletnie inaczej. To całkiem odmienne światy. A kobiety z tych światów łączą wyłącznie religia, język i prezydent Putin, którego kochają niemal wszystkie. Dla Rosjanek Putin to ulepszona wersja samca alfa. Nie pije, za to ma władzę. O tym jak wygląda życie kobiet w Rosji, dlaczego wiele z nich wybiera na męża Chińczyka i czym jest słynna rosyjska dusza, rozmawiamy z Anną Wojtachą,  dziennikarką i korespondentką wojenną. Od lat zafascynowana Rosją, po której samotnie podróżowała. Jej książka „Zabijemy albo pokochamy” (wyd. Znak Literanowa) to zbiór opowieści o spotkanych tam ludziach.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Putin i kobiety

Bartosz Janiszewski: Ze wszystkich Rosjanek, które pojawiają się w pani książce, najmocniej zapamiętałem Ninoczkę. 

Anna Wojtacha: Ja też. Długo nie mogłam się uporać z jej śmiercią. 

Myślałem, że jako reporter wojenny nauczyła się pani na to znieczulać.  

Bohaterów do tej książki poznawałam przypadkiem. Nie chciałam szukać konkretnych postaci do konkretnych tematów. Brałam kilka miesięcy urlopu w redakcji, plecak i podróżowałam po Rosji. Ninę zapytałam o drogę na ulicy.  Godzinę później siedziałyśmy przy herbacie, a ona mówiła mi prosto w oczy, że jest dziwką. Było coś, co sprawiło, że się zaprzyjaźniliśmy. Nina łączyła w sobie dwie dusze, które teoretycznie nie powinny się spotkać w jednej osobie. Dziecko i kurwę. Dostawała amoku w sklepie z zabawkami na widok pluszowego misia, a kilka godzin później z zimnym wyrafinowaniem prostytutki negocjowała z klientem cenę i zakres usług.

Dualizm słabości i siły u kobiety jak w rosyjskiej literaturze. 

Momentami zagubiona jak małe dziecko, a momentami twarda sucz. Po chwili znajomości potrafiła położyć mi głowę na kolanach albo po prostu się przytulać. Miała dwadzieścia kilka lat i przez całe życie nikt jej nie przytulał. Była nieszczęśliwa, nie chciała żyć w ten sposób, ale też nie miała odwagi na to, żeby rzucić takie życie.  Czułam się za nią odpowiedzialna, przez jakiś czas nie potrafiłam opędzić się od myśli, że mogłam zrobić dla niej więcej. Próbowałam ściągnąć ją do Polski, ale ona ciągle odkładała wyjazd na później. A po kilku miesiącach dowiedziałam się, że nie wytrzymała, podcięła sobie żyły. 

Przed naszą rozmową przejrzałem kilkadziesiąt artykułów o Rosji w internecie. Przy żadnym nie było zdjęcia kobiety. Albo Putin, albo generałowie, albo czołgi. Dziwi to panią?

Dziś w Polsce o Rosji mówi się głównie w kontekście wojny, a do niej faceci pasują znacznie lepiej. Ale rzeczywiście w rosyjskiej polityce wśród najważniejszych ludzi w kraju kobiet jest niewiele, a ich pozycja jest nieporównywalna z tym, co ma miejsce w Polsce. Tam polityka zdominowana jest przez mężczyzn od lat. W czasach ZSRR wśród rządzących praktycznie nie było kobiet.

Nie przeszkadzało to samej partii prowadzić kampanii na rzecz namawiania kobiet do pracy na traktorach albo z sierpem i młotem. 

Socjalizm wyciągnął kobiety z domu i w Rosji do dziś jest normalne, że wykonują ciężką pracę fizyczną. Pamiętam, że kilkanaście lat temu w Polsce kobieta prowadząca autobus to była sensacja. Wtedy zaczynałam jeździć do Rosji – tam to była normalka. Podobnie jest w fabrykach czy na wsi. Rosyjska kobieta musi mieć dużo siły. 

Czyli: zapraszamy na traktor, ale do rządzenia się nie nadajesz…

…masz ładnie wyglądać i nie sprawiać kłopotu. To w Rosji powszechne myślenie. Władimir Putin jest rozwodnikiem, ale nawet kiedy żył z żoną Ludmiłą, jej obecność nie miała właściwie żadnego znaczenia. To nie była pierwsza dama w stylu Michelle Obamy czy choćby Jolanty Kwaśniewskiej. Nie zapraszała dzieci czy kobiet do domu, nie organizowała akcji społecznych, nie prowadziła fundacji. Miała stać z boku i nie przeszkadzać. Obecną kobietę Putina jeszcze trzy lata temu na Kreml przywożono w tajemnicy. Ludmiłę pakowano wtedy w samochód i wywożono poza Moskwę. 

Może po rozwodzie zafunduje mężowi kilka szczerych wyznań jak Danuta Wałęsa?

Nie sądzę, żeby powiedziała choć słowo. Została zabezpieczona na całe życie w zamian za to, że nie będzie sprawiać kłopotów. Zresztą nawet gdyby nie chciała milczeć, wątpię, by ktokolwiek mógł bez kontroli spędzić z nią więcej niż parę minut. Pewnie trudno by ją w ogóle znaleźć. Gdzie jest teraz – nie wiadomo. 

Rosjanki łatwiej akceptują niewierność?

Proszę nie zadawać mi takich pytań. Bardzo ich nie lubię. Dla żadnej normalnej kobiety, w Polsce, w Rosji czy w Chinach, jest nie do zaakceptowania, że mąż robi skok w bok. Różnice pojawiają się, gdy  mówimy o islamie, bo tutaj kobieta ma inną rolę, często to mężczyźni decydują o jej życiu. Ale trzeba pamiętać, że Rosja nie jest jednorodna. Między Warszawą a Moskwą są dwie godziny różnicy. Między Moskwą a Władywostokiem ponad siedem, a ludzie żyją tam kompletnie inaczej. To całkiem odmienne światy. 

Coś łączy kobiety z tych światów?

Religia, język i prezydent Putin, którego kochają niemal wszystkie. Kobiety na prowincji łączy też to, że bardzo dużo pracują, także fizycznie, bo to często jedyny sposób na przetrwanie. Nie chcę nikomu w Polsce odejmować cierpień, ale są takie regiony w Rosji, gdzie poziom biedy jest dla nas niewyobrażalny. U nas mało jest miejsc bez prądu czy dostępu do wody. Tam codzienne spacery kobiet do studni to norma. I nikomu nie przychodzi do głowy, że mogłoby być inaczej, oni są z tym pogodzeni. 

To buddyjski spokój czy raczej przekonanie, że i tak nic nie uda się zmienić? 

Zdecydowanie to drugie. Parę razy nie wytrzymałam i mówiłam ludziom w wiosce, żeby gdzieś poszli, napisali, poprosili o dostęp do wody. W odpowiedzi słyszałam: „Ale tu nigdy nie było wody”. Więc dalej chodzą do tej studni. Stracili wiarę, że cokolwiek można zmienić. Jest w nich pogodzenie połączone z otępieniem, marazmem. Chcą zarobić na te kartoszki [ziemniaki – red.] i tyle, żeby wystarczyło na wódę. Znowu nie chcę generalizować, ale jednak motyw alkoholowy jest prawie wszędzie obecny. Ta beznadzieja jest tak daleko posunięta, że możesz tylko się nachlać, bo wiesz, że lepiej i tak już nie będzie. 

Przerażająco smutne. 

Niestety. Kobiety na prowincji pracują bardzo ciężko, szybko się starzeją. Nie mówię, że każdy facet na prowincji pije i bije, ale to dość powszechne. 

Kobiety też piją? 

Piją bardzo dużo. Niektóre na równi z facetami. I trzeba pamiętać, że to jest inny alkohol. Nie ma chardonnay i margarity, tylko samogon albo piwo za grosze w plastikowych butelkach. Byle kopało. 

Czyli równouprawnienie na rosyjskiej prowincji to mit? 

To zależy od szerokości geograficznej. Na Syberii czy dalekim wschodzie Rosji wyraźny jest podział obowiązków na męskie i kobiece, kiedy przychodzi zima. Mężczyzna jedzie wtedy do tajgi, poluje, spędza tam kilka miesięcy, a kobieta czeka na niego, opiekuje się dziećmi i domem. Spędziłam trochę czasu z takim małżeństwem. W ciągu roku to była świetna, partnerska relacja. Ten facet też sprzątał i gotował, dzielili się obowiązkami. Ale kiedy przychodziła zima, wiadomo było, że ona zostanie z dziećmi, a on weźmie strzelbę i z innymi mężczyznami pójdzie do lasu polować. 

Naturalny porządek? 

Właśnie, powrót do korzeni. Pamiętam, że w tej kobiecie była na to zadziwiająca zgoda. On wyjeżdżał na dwa, trzy miesiące. „Kiedy będzie z powrotem?”, pytałam. Odpowiadała: „Jak wróci”. Podobała mi się ta jej wyrozumiałość na to, że „męska rzecz być daleko, a kobieca wiernie czekać”. Nie wydaje mi się, żeby czuła się ciemiężona. Zima tam to jest czas, w którym dosłownie walczy się o przetrwanie. Oczywiście zapytałam tego faceta od razu, czy on i jego kompani mogliby mnie zabrać na miesiąc do lasu, żebym zobaczyła, jak to wygląda. 

I co? 

Nic. Popatrzył chwilę na mnie, a potem zaczął się śmiać. Tłumaczyłam, że jestem wytrzymała, byłam na wojnach, nie boję się wyzwań. Stwierdził, że może i jestem wytrzymała, ale on i jego koledzy ciągle musieliby się martwić o to, czy nic mi się nie stanie. Mężczyznom jest łatwiej, kiedy każdy martwi się tylko o siebie. 

W miastach kobiety są inne? 

Moskwa to zupełnie inny kraj niż reszta Rosji. To jest jedno z najdroższych miast na świecie, ceny wynajmu mieszkań porównywalne są z Nowym Jorkiem. Moskwa jest bardzo przerysowana. Są bezdomni, ale są też ludzie bogaci w sposób niewyobrażalny. Słynna Rublowka, gdzie pomysły na wydawanie pieniędzy przechodzą ludzkie pojęcie. Ludzie dalej kupują tam sobie złote kible. Ale jest też sporo świetnie wykształconych kobiet, robiących karierę, zamożnych. Tylko one mają zupełnie inne wymagania, obracają się w zamkniętym świecie. Poznawczo, dziennikarsko, chciałabym kiedyś dostać się do takiego towarzystwa. Ale to strasznie trudne. Jedyna możliwość to znaleźć faceta, który ma pieniądze, i funkcjonować jako lalka. 

Wśród wykształconych Rosjan kobiety traktowanie są lepiej? 

Tak, bo przecież Rosja nie jest tak bardzo od nas różna. W świecie kultury czy sztuki nie brakuje kobiet. Spójrzmy na branżę dziennikarską, gdzie wiele kobiet ma silną pozycję. Oczywiście, są traktowane lepiej, mężczyźni odnoszą się do nich z większą kulturą. Pani profesor na uczelni ma taki sam status jak pan profesor. Kobiety studiują, tak samo jak w Polsce, równie często albo nawet częściej niż mężczyźni. A potem znajdują sobie partnerów, którzy kulturalnie i intelektualnie są dla nich odpowiedni. Chociaż niekoniecznie ciepli.

Rozmawiałem kiedyś z Rosjankami, które wyszły za mąż za Polaków. Mówiły, że kiedy mąż zwracał się do nich per „kwiatuszku” albo „kotku”, głupiały, bo w Rosji to niespotykane. Rzeczywiście rosyjscy mężczyźni są tak szorstcy? 

Kiedy starają się o kobietę, potrafią być niezwykle szarmanccy, wyskoczyć z kwiatami i całować po rękach.  Ale szybko im przechodzi. Ich obyczaje są fatalne. W Rosji przemoc wobec kobiet jest bardzo dużym problemem. 

I nikt się nie buntuje? 

Rzadko, bo to niewiele daje. Kobiety biorą ślub w bardzo młodym wieku. Kiedy jeździłam intensywnie po Rosji i mówiłam, że mam 27 lat i nie mam męża, widziałam, że ludzie myślą: „Co z nią jest nie tak? W tym wieku, bez chłopa, dzieci?”. Jakby widzieli mnie dzisiaj, w wieku 35 lat, bez męża, to już w ogóle uznaliby, że jestem poważnie wybrakowana. Na prowincji prawie nie ma rozwodów. Kobiety nie chcą się rozwodzić, bo we dwójkę, szczególnie jak jest dziecko, łatwiej wszystko poskładać. Więcej w tym konieczności przeżycia niż miłości. Widziałam kiedyś badania, według których na prowincji większość mężczyzn koło 45. roku życia zostaje impotentami, głównie z powodu alkoholu. Rosjanie lekceważą Chińczyków, ale na wschodzie Federacji Rosjanki coraz częściej wychodzą za nich za mąż. Bo Chińczycy są pracowici, przynoszą pieniądze, nie piją, nie biją, są zdrowi, rodzinni. Niech ten Jurij czy Igor będzie przystojny i porywczy w miłości, ale tak się nie da żyć. Jeśli ma do wyboru Chińczyka, który będzie ją szanował, coraz częściej wybierze jego. Chociaż międzykulturowe małżeństwa nie zawsze się sprawdzają. 

Dlaczego?

Bo nie każdy chce i potrafi poczuć rosyjską duszę. Nad Bajkałem poznałam Swietłanę, Rosjankę, która wyszła za Niemca i przeprowadziła się na zachód Europy. Z mężem i jego znajomymi przyjechali zwiedzać Rosję, ale widać było, że różnice kulturowe stanowiły dla nich problem. Ona była romantyczką, on pragmatykiem, powolnym i uporządkowanym. Ona skakała z radości albo zalewała się łzami, a on gasił ją brakiem emocji. Swietłanę drażniło, że Niemcy nie rozumieli kobiecej duszy, nostalgii, tragizmu. W Rosji wiele rzeczy nie działa, ale jest też coś, za czym wielu Rosjan na emigracji tęskni: rosyjska dusza. Rwąca od uczuć, smutku, ale i radości. 

Męża pani dalej nie ma, ale w Rosji przez trzy lata miała pani mężczyznę. Historię związku z Ogim, snajperem specnazu, opisała pani dość szczegółowo. Łącznie z seksem w pociągu transsyberyjskim chwilę po tym, jak  się poznaliście. Nie bała się pani reakcji ludzi?

Nie, bo nie mam się czego wstydzić. Chociaż oczywiście zdarzyło mi się przeczytać w internecie, że sypiam z wrogiem, jestem „ruską suką”, a nawet, czego nie rozumiem już zupełnie, „wnuczką enkawudzisty”. Ogi nie jest dobrym przykładem typowego Rosjanina, to jednak żołnierz z jednostki specjalnej. Ale pewnie doświadczyłam kilku rzeczy, których doświadczają rosyjskie kobiety. 

Na przykład?

Potrafił zakomunikować, że wychodzi. Gdzie, po co, o której wróci? „Późno”, słyszałam. Szedł z kolegami z oddziału na wódkę. Znałam ich, bywali u nas, ale kiedy pytałam, czy mogę z nimi iść, zawsze słyszałam „nie”. Bez żadnych tłumaczeń. Za to kiedy ja wychodziłam, musiałam podawać mu cały plan: gdzie idę, którędy będę jechała, jak wrócę. 

Zazdrość?

Nie, raczej żołnierska potrzeba kontroli. Zawsze jednak czułam się przy nim bezpieczna, miałam pewność, że wszystko będzie ogarnięte. Łącznie z jedzeniem. Mówiliśmy wcześniej o podziale obowiązków w domu. W miastach rosyjskich to normalne, że faceci zajmują się dziećmi, piorą, sprzątają czy gotują. Ogi nie miał problemu z tym, że przez kilka tygodni biegał gdzieś daleko z karabinem, a potem wracał i robił rosół.  

Ale też sporo się kłóciliście. Na przykład o Czeczenię, rosyjskie wojny i Putina. 

On uważał, że nie rozumiem sytuacji, ile razy brałam w obronę Czeczenów, tyle razy słyszałam, że jestem naiwną idealistką. Putin dla Ogiego to był dobry wódz. Ja mówiłam, że jest tyranem. 

Rzeczywiście jest tak, że wszystkie kobiety w Rosji kochają Putina? 

Absolutnie. Putin nie pije, jest wysportowany, świetnie wygląda. Ma pełną świadomość, jak ważny jest kobiecy elektorat i bardzo o niego dba. Dla kobiet po pięćdziesiątce to ideał zięcia. Odpowiedzialny, silny. Uważam, że to tyran i autokrata, ale muszę mu oddać, że jest w nim coś fascynującego. Koledzy czasami się ze mnie nabijają i twierdzą, że się w nim kocham, bo kiedy ma jakieś wystąpienie publiczne, patrzę w telewizor jak zahipnotyzowana. Jest genialnie przygotowany do swojej roli. Gesty, słowa, wszystko znakomicie dobrane. Gdyby nasi politycy mieli takich doradców jak on, byliby bardziej przekonujący. 

U nas chyba jednak trudno byłoby zdobyć popularność, robiąc sobie zdjęcia z nagim torsem na koniu. 

Fakt, pewnie wzbudziłoby to raczej wesołość. W Rosji też z wizerunku nieustraszonego wojownika pędzącego przez stepy wielu się śmieje. Ale dla większości to dowód na jego męskość. A dla rosyjskich kobiet to ogromnie ważne. Putin pływający, Putin z nagim torsem, Putin siłacz. To konsekwentne budowanie obrazu samca alfa, silnego faceta, którego lubią Rosjanki. Putin to jego ulepszona wersja: niepijący, za to posiadający władzę.

A kochanki? Porzucona żona?  

To sztuka rosyjskiej propagandy, która każdą informację przekuwa na pozytywny komunikat. Jeśli chodzi o rozwód prezydenta, był taki, że zdrowy chłop potrzebuje młodszej kobiety. O Putinie powstają nawet piosenki. Mnóstwo Rosjanek śpiewa: „Sztob był kak Putin,  sztoby nie pił, sztob był kak Putin,  sztoby nie bił” (Takiego jak Putin pełnego sił. Takiego jak Putin, żeby nie pił. Takiego jak Putin, by nie krzywdził mnie).

A co z tłamszeniem opozycji, politycznymi zabójstwami, tyranią?

Proszę pamiętać, że w Rosji, szczególnie na prowincji, o wielu rzeczach się nie mówi. Jest tylko oficjalna propaganda, zresztą ludzi nie obchodzą wydarzenia polityczne w Moskwie. Swietłana, ta, która mieszka w Niemczech, też kocha Putina. Twierdzi, że Rosjanie to taki naród, który może funkcjonować tylko trzymany mocno za mordę. Widocznie niektórym nie przeszkadza to w miłości. 

 

Rozmawiał Bartosz Janiszewski


 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
alkoholizm i ryzykowne picie Polaków
getty images

„Ze mną się nie napijesz?!” Polki piją coraz więcej, częściej, bardziej ryzykownie

Gdzie kończy się picie dla przyjemności, a zaczyna alkoholizm?
Karolina Morelowska-Siluk
04.01.2019

Nie chcemy słyszeć, że w wypiciu butelki dobrego wina do kolacji jest coś złego. „Można powiedzieć, że na osi przygody z alkoholem picie drogiego wina jest pierwszym etapem flirtu, a pan spod sklepu monopolowego jest końcowym efektem niemożności wyzwolenia się z toksycznego związku. Nie musimy oczywiście tak skończyć, ale prawdopodobieństwo zawsze istnieje. Lepiej go nie bagatelizować” – mówi kulturoznawca, dr hab. Jacek Wasilewski. Polki i alkohol Karolina Morelowska-Siluk: Z najnowszego raportu „Czego Polacy o alkoholu nie wiedzą”* wynika jednoznacznie, że ciągle mamy dość lekkie podejście do picia alkoholu. Nie traktujemy go zbyt poważnie. Dr hab. Jacek Wasilewski: Powiedziałbym inaczej – traktujemy go bardzo poważnie, wręcz nabożnie, ale bardzo niepoważnie traktujemy konsekwencje, jakie mogą płynąć z używania alkoholu... Nabożnie? Jest bardzo wiele sytuacji, których bez alkoholu nadal nie potrafimy uczcić. Nie mówię już o dobijaniu targu, ale o większości rytuałów społecznych, takich jak: pępkowe, ślub czy imieniny. Niby tak wiele zmieniło się w naszej kulturze, ale niepodanie wódki na weselu nie oznacza, że goście powiedzą o nim:  „nowoczesne”, nie, powiedzą zdecydowanie:  „dziwaczne”. Picie z kimś wódki oznacza wpuszczenie go do wspólnoty, wtedy ludzie są wobec siebie szczerzy, wzajemnie sobie ufają. Nie chce mi się w to wierzyć. Mam wrażenie, że przywołuje pan odległą przeszłość... Naprawdę? Nie usłyszała pani od nikogo całkiem niedawno:  „Wódki z tobą nie piłem” albo: „Ze mną się nie napijesz?”? Usłyszałam, to prawda. No właśnie. Bo z alkoholem jest podobnie jak z muzyką disco polo, nikt jej nie słucha, ale płyty sprzedają się w gigantycznych nakładach, a w sobotnią...

Czytaj dalej
Witamy w Czeczenii
Jedna z bohaterek filmu dokumentalnego „Witamy w Czeczenii”. Fot. materiały prasowe

W Czeczenii trwa eksterminacja osób LGBTQ+. Nominowany do Oscara reżyser David France nakręcił przejmujący dokument

„To, co dzieje się dziś w Czeczenii, przypomina nazistowskie ludobójstwa. A świat na ten temat wciąż milczy” – mówi w rozmowie z „Urodą Życia” reżyser filmu dokumentalnego „Witamy w Czeczenii”
Magdalena Żakowska
16.12.2020

Gdyby ten dokument był filmem fabularnym, byłby to horror, po którym długo nie można zasnąć” – napisali o „Witamy w Czeczenii” twórcy festiwalu Docs Against Gravity. Tyle że film Davida France'a pokazuje rzeczywistość.  Od 2016 roku rządzący Czeczenią Ramzan Kadyrow, z cichą akceptacją Kremla, prowadzi akcję eksterminacji czeczeńskiej społeczności LGBTQ+. Policja Kadyrowa porywa, więzi, torturuje, a często także zabija wszystkich tych, którzy zdradzą się z inną orientacją seksualną niż hetero. Ci, którym udaje się przeżyć tortury, zostają wydani w ręce rodziny, od której państwo oczekuje zabójstwa honorowego. Tym, spośród społeczności LGBTQ+, którzy zdecydują się opuścić kraj, pomaga grupa rosyjskich działaczy. Za pomocą podziemnej siatki agentów przenikają do Czeczenii, organizują wyjazdy, przekazują uchodźców do tajnych kryjówek, gdzie oczekują oni na azyl.  Zastraszani, torturowani, mordowani Kiedy David France, dziennikarz śledczy i reżyser, autor nominowanego do Oscara filmu „Jak przetrwać zarazę” (pokazującego historię amerykańskich aktywistów walczących z epidemią AIDS) dowiedział się o skali dramatu, skontaktował się z rosyjskimi działaczami i z ich udziałem nakręcił „Witamy w Czeczenii”. Jego kamera towarzyszy aktywistom na każdym kroku, także podczas niebezpiecznych akcji na terenie Czeczenii. Nie wszystkich udaje się uratować. Jeden z bohaterów filmu Davida France, który został w trakcie jego kręcenia porwany przez policję, został niedawno uznany za zmarłego. Jego ciała nie odnaleziono.   Magda Żakowska: Jak dowiedziałeś się o homofobicznych czystkach w Czeczenii? David France: Przeczytałem przedruk tekstu z niezależnej rosyjskiej „Nowej Gazety”. To był...

Czytaj dalej
Camilla Lacberg
mat. prasowe

Camilla Läckberg składa hołd kobietom, które są lojalne wobec innych kobiet

„Chcę rozsadzić klatkę, w której zamyka się kobiety” – mówi Camilla Läckberg, słynna na całym świecie autorka kryminałów, która właśnie rozpoczyna nową serię. Pierwsza część, „Złota klatka” to thriller o zemście, determinacji i sile charakteru.
Patrycja Pustkowiak
22.06.2020

Camilla Läckberg zasłynęła serią szwedzkich kryminałów o dociekliwej pisarce książek non-fiction, Erice Falck. Z wykształcenia jest ekonomistką, pisać zaczęła po tym, jak dostała od rodziny na urodziny kurs kreatywnego pisania. Każdy kolejny tom z jej serii o Erice stawał się bestsellerem – podobnie, jak pierwszy tom z nowej serii, wydany w 2019 r. „Złota klatka”. Jesienią 2020 r. ukaże się w Polsce drugi tom „Strebrne skrzydła”.  Patrycja Pustkowiak: Bohaterka pani nowej powieści, Faye, jest zamknięta w tytułowej „złotej klatce” komfortowego życia, które tak naprawdę skrywa przemoc. Faye żyje w małżeństwie, w którym nie ma równości, wciąż musi zadowalać swojego przemocowego męża.  Camilla Läckberg: Chciałam zająć się innym niż do tej pory typem bohaterki, przekonać się, jak daleko może posunąć się zdesperowana kobieta, by bronić siebie i swojego dziecka. I ile ma w sobie mroku. Faye chce wyzwolić się od czegoś, co ją stopowało, powstrzymywało jej rozwój. Opisałam ją w momencie, w którym musi na nowo odkryć siebie.  Zawsze, tak jest i tym razem, pisarsko motywowało mnie stawianie sobie nowych wyzwań. Myślę, że widać to w tej książce. „Złota klatka” jest czymś więcej niż thriller – to hołd dla kobiet, które są wobec siebie lojalne. Mamy z tym problem? Tak bywa. Łatwo wychwalać siostrzeństwo, a w praktyce wygląda to tak, że stajemy w obronie siebie, dopóki nie podważa to naszej lojalności wobec mężczyzny. Lojalność w stosunku do innych kobiet bywa postrzegana jako zagrożenie. Mówiła pani, że wcześniej nie miała odwagi napisać „Złotej klatki”. Dlaczego? Z wiekiem stawałam się silniejsza, odważniejsza. A odkąd skończyłam 40 lat, nie staram się już zadowalać...

Czytaj dalej

Monika Nowicka: „Nie wiedziałam, że poród to tyle cierpienia..."

Położna pomaga rodzić kobietom w Polsce i w Afryce.
Karolina Morelowska-Siluk
03.01.2019

Ruszyła 2. edycja plebiscytu Kobiety Kobietom miesięcznika URODA ŻYCIA, w którym wspieramy kobiety działające na rzecz innych kobiet. Nagrodą w naszym plebiscycie jest 10 tys. zł na dalszy rozwój działalności. Zgłoś kandydatkę na urodazycia.pl/kobietykobietom  – termin zgłaszania trwa do 31 marca 2019 r. Kto wygrał pierwszą edycję plebiscytu Kobiety Kobietom? Przeczytaj wywiad z Moniką Nowicką, położną: Monika Nowicka – położna ze w Szpitala Ginekologiczno-Położniczego im. Świętej Rodziny w Warszawie. Od kilku lat pracuje także jako wolontariusz na misjach w Afryce.    URODA ŻYCIA: Trzeba mieć w sobie coś z psychologa, aby być położną? Trzeba przede wszystkim wiedzieć i pamiętać, że ból zmienia człowieka. Rodząca kobieta, nawet ta z natury ekstrawertyczna, potrafi podczas porodu kompletnie się w sobie zamknąć, zatrzasnąć. Miła i ciepła na co dzień podczas porodu potrafi stać się opryskliwa i  agresywna. Tej złości nie wolno mi brać do siebie, tych wielokrotnych odrzuceń także. Muszę „kombinować” tak, aby dotrzeć i pomóc.  Zbudować jakiś rodzaj więzi z tą kobietą? Właśnie. Jestem z natury pogodną i wesołą osobą, więc często staram się rozładować napięcie, wykorzystując do tego poczucie humoru, ale to nie zawsze się sprawdza. Więc kiedy poczuję, że nie tędy droga, to nie cisnę – idę inną. Nic na siłę. Bo moim najważniejszym zadaniem jest zbudować między nami zaufanie – to podstawa.  Udaje się? Tak. Poród jest szalenie intymnym wydarzeniem. Ciężko mi wyobrazić sobie sytuację, która byłaby dla kobiety bardziej intymna. Składa się na to wiele czynników, to jest takie kompleksowe odkrycie się, fizyczne i psychiczne. Sama fizjologia porodu, fakt, że jest on związany z pokazaniem swoich intymnych miejsc, jest nie bez znaczenia. Dlatego zaufanie jest tak bardzo...

Czytaj dalej