„Seks sam się nie ułoży” – dr Alicja Długołęcka mówi, jak zawalczyć o intymność 
Adobe Stock

„Seks sam się nie ułoży” – dr Alicja Długołęcka mówi, jak zawalczyć o intymność 

„Kobiety, wchodząc w związek, podświadomie oddają się w ręce drugiej osoby. Oczekują, że to mężczyzna sprawi, że seks będzie super. A potem mają żal, bo coś je w życiu omija" – mówi seksuolożka dr Alicja Długołęcka.
Joanna Mielewczyk
07.07.2020

Kobiety wchodząc w związek czasem czują się tak, jakby były zwolnione z odpowiedzialności za własne życie. Dotyczy to również seksu, uważa seksuolożka dr Alicja Długołęcka. Za bardzo zdajemy się na partnerów. Za bardzo to oni wpływają na to, czy seks stanie się ważnym obszarem w naszym życiu.

Joanna Mielewczyk: Przyzwyczajenie, rutyna, zmęczenie, brak uważności – pani doktor, czy dobrze szukam winnych powolnego odpuszczania i w końcu rezygnacji z seksu w związkach?

Dr Alicja Długołęcka: Seks, jak i inne dziedziny życia, porównałabym do dobrych książek. Można je czytać we wczesnej młodości, ale niewiele się z nich rozumie. Podobnie jest z seksem. Wymieniła pani różne powody, a ja myślę, że pierwszym, podstawowym jest to, że wchodzimy w życie seksualne z jakimś o nim wyobrażeniem – z filmów, mediów, literatury, trochę z potocznej wiedzy opartej na stereotypach. Natomiast brakuje nam edukacji seksualnej, szczególnie skoncentrowanej na pozytywnych aspektach seksualności, związanych z jednej strony ze zmysłową radością, z drugiej z odpowiedzialnością. To wszystko sprawia, że podchodzimy do seksu życzeniowo. Zaczynamy eksperymentować i okazuje się, że jest jakoś tak inaczej. A tak w ogóle to rozmawiamy o kobietach czy o mężczyznach?

O związkach. Ale skoro rozmawiają dwie kobiety, przyjmijmy kobiecą perspektywę.

Rzeczywiście tak jest, że kobiety młode i te we wczesnym średnim wieku, kiedy pojawiają się dzieci, często zgłaszają niższy niż mężczyźni poziom potrzeb seksualnych. A to dlatego, że częściej są niezrealizowane seksualnie. Są aktywne, ale nie są spełnione. Nic więc dziwnego, że ich motywacja jest niska. Kiedy ideał zderza się z rzeczywistością, to rozbieżność jest tak podejrzanie duża, że traci się ochotę na seks.

U kobiet rozbieżność jest większa niż u mężczyzn?

Oczywiście. I to zarówno na poziomie biologicznym, jak i psychologicznym. Na poziomie biologicznym, ponieważ kobieta inaczej seksualnie dojrzewa. Mniej więcej co czwarta w młodości się masturbuje, czyli jest to mniejszość. Dla pozostałych więc seks nie musi być automatycznie sprzężony z przyjemnością fizyczną. Panuje przekonanie, że kobieta musi się tego nauczyć. W dodatku w naszej kulturze przyjęło się, że ona nie uczy się tego sama, tylko to mężczyzna ma sprawić, że seks będzie super.

Z chłopcami jest inaczej. U nastolatka pojawiają się wytryski nasienia spontaniczne i w wyniku masturbacji, prawie zawsze zakończone orgazmem. Ma więc motywację. Poza tym ma to związek z samooceną, ze stawaniem się mężczyzną. Stereotypowo mężczyźnie wypada być aktywnym seksualnie, kobiecie wypada mniej i też mniej z tego ma.

I te doświadczenia wpływają na seksualność kobiet?

Tak, i to bardzo. Właśnie dlatego uważam, że pierwszym powodem zanikania seksu w związku jest nierozbudzenie. Kobieta o seksualności myśli bardziej relacyjnie. I jeżeli nie zdarzy się, że poczuje wielką namiętność do mężczyzny, który sprawi, że seks będzie bardzo przyjemny, to nie będzie miała powodów, by był to ważny obszar w jej życiu.

Dr Alicja Długołęcka: kobiety czują, że coś je omija

Trochę trudno godzić się z tym, że kobieta ma czekać na mężczyznę, który ją seksualnie obudzi.

Absolutnie nie powinna czekać. To zresztą wyraźnie pojawia się w rozmowach z kobietami dojrzałymi – czują, że coś je w życiu omija. Te po 30. roku życia zaczynają rozumieć, że to nie zależy od mężczyzny, który odgadnie i zrealizuje wszystkie potrzeby. Odkrywają, że przyczyna tkwi w nich samych, i są gotowe, by podjąć pracę ze sobą, z emocjami i ciałem. Poziom samoakceptacji cielesnej jest – paradoksalnie – najniższy u młodych kobiet. W okolicach czterdziestki zaczynają sobie odpuszczać. Patrzą na zdjęcia sprzed lat i zastanawiają się, dlaczego były dla siebie tak krytyczne. A były, i to bardzo! Jako 20-latki mamy duże oczekiwania, mając lat 30, często jesteśmy sfrustrowane, że to nie tak miało wyglądać, ale nie bardzo jeszcze wiemy, co z tym możemy zrobić.

A w okolicach czterdziestki mamy poczucie, że coś nas omija. Kobiety dojrzałe otwierają się na indywidualne doznania. Zaczynają słuchać siebie. Po 35. roku życia, czyli w czasie, gdy już jesteśmy matkami, zaczynamy odkrywać swoją tożsamość.

Mężczyźni też się zmieniają?

U mężczyzn jest trochę inaczej. 40-latkowie często mówią, że seks jest przereklamowany. Dochodzą do wniosku, że w łóżku chodzi nie tylko o sprawdzanie się i gimnastykę – dotyczy to zwłaszcza tych mężczyzn, którzy nie mają problemów z nawiązywaniem relacji seksualnych. Chcą czegoś więcej i są też zmęczeni odpowiedzialnością za jakość życia seksualnego, która spada na nich. Często powtarzam, że jeśli chodzi o nasze potrzeby, to właśnie wtedy się do siebie zbliżamy. Kobiety są otwarte na zmysłową przyjemność, mężczyźni są bardziej emocjonalni. Chcą pobyć blisko, w łóżku pożartować, poprzytulać.

Ale właśnie wtedy zwykle mamy dzieci…

Najłatwiej jest zrzucić winę na dzieci. To nie dzieci są przyczyną braku seksu w związku, tylko wchodzenie w rolę rodzica. I zagnieżdżenie się w niej. A ta rola jest w naszej kulturze średnio kojarzona z seksualnością. Badania wykazują, że wśród kobiet funkcjonuje stereotyp o atrakcyjnym seksualnie zimnym draniu. Ojciec dziecka natomiast powinien być ciepły i przyjacielski, taki „misiek”. Jedno z drugim też stoi w sprzeczności.

Poza tym wchodząc w rolę rodzica, często się zmieniamy. Już nie mówię o tym, że odsuwamy się od siebie emocjonalnie.

Często zmienia się też sytuacja kobiet, także finansowa, jeśli zostają w domu z dziećmi.

Właśnie. Pojawia się ważny obszar, który będzie wpływał na seks, a związany jest z ograniczeniem wolnego czasu i pieniędzy. To ma bezpośredni związek z pracą. W układzie, który był partnerski, w którym była przestrzeń na wspólne wieczory, oglądanie filmów, spacery, nagle tego wszystkiego nie ma. Jedna strona pracuje o wiele więcej niż wcześniej, druga zostaje w domu i obie – podkreślam – nie muszą być z tego zadowolone. W systemie szwedzkim coraz więcej ojców idzie na urlop rodzicielski. A o tym, kto zarabia na rodzinę, decyduje to, kto ma większą pensję, albo kto bardziej chce pracować.

Tyle że w polskich warunkach jest to związane z płcią. Pracują mężczyźni, ponieważ więcej – statystycznie – zarabiają. Tak. I może się okazać, że mężczyzna po paru latach pracy czuje się jak maszyna do zarabiania pieniędzy. I tutaj będzie tkwiła przyczyna zmniejszenia jego potrzeb seksualnych. A kobieta wpadająca w rolę kury domowej nie będzie się czuła atrakcyjnie. I chodzi o atrakcyjność seksualną. To niebezpieczny mechanizm, który kształtuje się przez lata i w końcu się może utrwalić.

Obie strony są rozczarowane…

Kobiety mówią na przykład, że czują się zawiedzione, bo partner chce się podzielić tym, że w pracy jest mu ciężko, że coś mu się nie udaje. Z męskiego mężczyzny wychodzi słabość, która jest mało atrakcyjna, a oczekiwanie kobiety jest takie, że on sobie ze wszystkim poradzi. Widać to wyraźnie w „fenomenie Greya”. To stereotyp, który mocno w nas tkwi, że superatrakcyjny jest dobrze radzący sobie biznesmen, który dominuje w łóżku. To przekłada się na seks: kobiety często nie zdają sobie sprawy, że wchodząc w związek, przestają być odpowiedzialne za swoje życie. Oddajemy je w ręce drugiej osoby. I jeśli nie spełni ona naszych oczekiwań, jesteśmy zawiedzione, nie postrzegamy partnera jako atrakcyjnego seksualnie.

Łatwo się godzimy z tym, że życie seksualne powoli umiera?

Taka frustracja może trwać wiele lat. Oczywiście możemy liczyć na to, że się jakoś ułoży, ale z reguły się nie doczekujemy. Któraś ze stron angażuje się w relację, najczęściej z koleżanką, kolegą z pracy, przyjacielem z dawnych lat. Czasami dochodzi do zdrady fizycznej, a czasami oddalamy się wyłącznie psychicznie, marzymy o kimś innym. Ta energia idzie poza związek, ponieważ została przerwana intymność w relacji, ludzie zaczynają żyć obok siebie. A seks w stałym związku jest oparty na intymności. Nie na namiętności, która naprzemiennie może się pojawiać i odpływać. Podstawą jest intymność, czyli bliskość psychiczna i fizyczna. Przejmujemy się kredytami, a nie starcza nam czasu na pielęgnowanie seksualnych aspektów związku. Właściwie to nie wiemy, jak seks powinien wyglądać. Mamy oczekiwania, brakuje nam edukacji seksualnej i w dodatku gubi nas poczucie, że namiętność powinna towarzyszyć nam na każdym etapie związku. I zapominamy o intymności.

Hołdujemy przekonaniu, że prawdziwy seks to ten, który pojawia się w początkowej fazie związku, w fazie zakochania, szaleństwa. A życie płynie dalej. Oprócz namiętności jest mnóstwo innych rzeczy, które stanowią wartość w byciu z drugim człowiekiem: przyjaźń, zaangażowanie. Inwestujemy w związek, wprowadzając drugiego człowieka w świat swoich przyjaciół, zainteresowań, spraw zawodowych, planów życiowych. Jeżeli to wybieramy jako wartość w życiu, to jest oczywiste, że jedynie na namiętności się tego nie da zbudować. A seks jest bardzo ważny, więc będzie wypływał z tego, co się wiąże z bliskością, także intymnością.

Obcy czterdziestoletni

To wróćmy do przyzwyczajenia i rutyny. Rezygnujemy z seksu wtedy, gdy już od dawna jest tak samo, kiedy już wiemy, jakie będą kolejne ruchy partnera?

Idealistycznym założeniem jest, i nie dotyczy to tylko seksu, ale generalnie bycia razem, że w danym momencie życia będzie nam się chciało tak samo pracować nad tym samym. Ale każdy człowiek jest indywidualnością, więc to bardziej kwestia dogadania się, słuchania nawzajem, akceptowania różnic. I w dodatku chodzi o to, by rozwijać się wspólnie, a nie kosztem drugiej osoby, żeby się wspierać, a nie poświęcać w związku. Jeśli tak się jednak stanie, to przełoży się to na seks. A jeśli to będzie trwać długo, ludzie się będą od siebie oddalać. Także seksualnie.

Rutyna nas gubi?

Rutyna jest brakiem uwagi dla drugiej osoby i najczęściej przepływa z życia codziennego. Zaczynamy traktować jak oczywistość to, że nasz partner z nami jest. Zapominamy, że to się może zmienić, bo partner może odejść, może zachorować, i przestajemy się starać. Czasami jest to obustronne, czasami jedna osoba się nie stara, a druga czuje się zawiedziona. I to się przekłada na łóżko. Ludzie poznają się, gdy mają po dwadzieścia kilka lat, a gdy mają 40, uważają, że doskonale znają drugą osobę, jej potrzeby, pragnienia. Tymczasem 40-latkowie są już innymi ludźmi. Seksualnie też mogą mieć inne potrzeby.

Na czym polegają te zmiany?

Kobiety w okolicach czterdziestki częściej zaczynają dbać o siebie. Ale przede wszystkim w sensie duchowym. Do swojej fizyczności nabierają dystansu, nie frustruje ich już duża pupa, nie rywalizują z innymi kobietami, tylko szukają w nich wsparcia. Nawiązują relacje, zwracając uwagę na ich jakość.

To przekłada się na seks?

O, tak. Kobiety w tym wieku odkrywają, jakie są ich prawdziwe potrzeby w łóżku. Są gotowe poznawać swoją seksualność i szukać tego, co sprawia im przyjemność. Po czasie matkowania dzieciom wchodzą w okres matkowania sobie. Młodsze kobiety poświęcają się w seksie, bo nie wiedzą, co im sprawia przyjemność. Miotają się, poszukują. Kiedy mają 40 lat, to się zmienia. Nie wartościują orgazmu, nie oceniają, chcą korzystać z przyjemności. Ale też to moment, kiedy zauważają, jak bardzo straciły kontakt ze sobą. Są więc gotowe na zmiany dotyczące pracy, związku, realizacji marzeń, także tych związanych z seksem.

A 40-letni mężczyźni?

Dla mężczyzn to również czas większej refleksji nad życiem seksualnym. Nie chcą traktować seksu jak kolejnego zadania, które muszą wykonać i za które biorą odpowiedzialność.

Dlaczego te zmiany dokonują się właśnie wtedy? Czy 40-latkowie mają jakieś wyjątkowe potrzeby?

Zmieniają się wtedy priorytety życiowe, nie chcemy już tak się spieszyć, często odczuwamy zmęczenie próbami połączenia domu, pracy, przyjaźni, miłości. Zaczynamy bardziej doceniać jakość niż ilość w wielu wymiarach życia: spędzanego czasu, przyjaciół, jedzenia, ubrań i seksu oczywiście. Widzimy, że nasze ciało się zmienia i zaczynamy je bardziej szanować. Znamy siebie lepiej, zarówno mocne, jak i słabe strony, z pewnymi rzeczami się godzimy i już nie chcemy od życia „wszystkiego”. Bardziej realistycznie patrzymy na związki. Chcemy sensowniej wykorzystać czas, który nam pozostał.

I to się udaje?

Często dojrzali ludzie, zwłaszcza po zdradach, ale takich, które nie spowodowały rozpadu związku, dochodzą do wniosku, że się sobie nawet nie przyjrzeli, nie poprosili, nie dali znaku, że jakieś ich potrzeby emocjonalne i zmysłowe są niezaspokojone. Szukali tego na zewnątrz, a bogactwo mieli w domu. To oczywiście nie oznacza, że musi się pojawić zdrada, byśmy to dostrzegli. Bywa jednak tak, że w związkach, w których brakuje intymności, dbania o swoje potrzeby, nie ma miejsca na rozmowy o seksie. Wpadamy w rutynę i pragnienia realizujemy poza stałym związkiem.

Aktualizujemy przez mówienie czy pytanie?

To jest bardziej praca ze sobą, czyli poprzez mówienie.

Czyli szukanie tego, co jest moją potrzebą?

Tak, a potem informowanie o tym partnera. Ale zawsze na początku jest samoświadomość, bycie szczerym wobec siebie. Często dotyczy to świadomości ciała, eksperymentowania z nim, tego, jak siebie widzimy. Jakiego rodzaju sceny w filmach powodują nasze wzruszenie, jakie nas otwierają, rozbudzają erotycznie? Czy czujemy, że coś związanego z seksem nas ominęło, czy czegoś zazdrościmy? Jeżeli jesteśmy szczerzy wobec siebie, to w ten sposób odkrywamy swoją seksualność. Kiedy się sobie podobamy? Kiedy czujemy się seksualnie, bez poczucia winy, że to niekoniecznie jest wywołane obecnością naszego partnera? To może być związane z akceptacją pewnego stanu psychicznego. To może być kontakt z naturą, pływanie nago w jeziorze, jazda samochodem. U mężczyzn to bywa spotkanie z kolegami, śmiech, radość. Coś, co sprawia, że w chwilach prostego relaksu, oderwania od zadaniowości zaczyna się czuć seksualnie.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Seks sam się nie ułoży

A sport daje poczucie bycia osobą seksualną? Czy zamieniamy seks na maraton?

To jest udowodnione naukowo. Osoby aktywne fizycznie, bez względu na wiek, są bardziej seksualne, bo lepiej się czują ze swoim ciałem. Mają więcej energii witalnej, są bardziej zainteresowane seksem. Jak sobie pobiegamy, to z reguły mamy większą chęć do życia. I do seksu. Najgorzej, gdy wchodzimy w pewien schemat, przychodzimy zmęczeni po pracy, nawykowo oglądamy telewizję, zabieramy się do kolejnych obowiązków, których nie znosimy, niezdrowo się odżywiamy – wtedy też seks związany z realizacją marzeń nie funkcjonuje.

Wracając jeszcze do 40-latków. Ona odkrywająca swoją seksualność oraz potrzeby i on, który w seksie chce czegoś więcej – czy to nie jest fantastyczna para?

Mogłaby być. Tylko nie wykorzystujemy tej szansy, bo jesteśmy zbyt osadzeni w rolach. No i uważamy, że seks jest taką dziedziną, która się sama powinna ułożyć. Tu pokutuje mit romantycznej miłości. A jeśli nie wygospodarujemy czasu i uwagi na seks, to go nie będziemy mieć.

A o seks i intymność można zawalczyć, gdy już ich od jakiegoś czasu w związku nie ma?

Zawsze można zawalczyć. Czasami to się dzieje w fazie opuszczonego gniazda, gdy dzieci odchodzą z domu. Wtedy związek potrafi odżyć. Ale wiąże się to z tym, czy dzieci wychowujemy dla siebie, czy dla świata. Czyli czy całą uwagę, także energię seksualną, w nieświadomy sposób kierujemy na dziecko. Czy traktujemy dziecko jak partnera, bez seksu, oczywiście. Wtedy syn jest najdoskonalszą wersją mężczyzny, jaka chodzi po ziemi. A to partner ma być takim mężczyzną. To żona ma być partnerką dla męża, nie córka. I wtedy przychodzi czas na wspólne aktywności i seks wynikający z intymności. Warto zrobić miejsce w życiu na swobodne rozmowy, przytulanie i dzielenie się tym, co jest zmysłowo najprzyjemniejsze. Razem i osobno.

Jak to zrobić?

Na pewno nie polega to na tym, że zaskakujemy partnera erotycznymi prezentami, gdy od dawna w związku nie ma intymności, otwartości. Trzeba zmienić nawyki. Postawić na to, co jest ważne. To się wiąże ze zmianą w małych sprawach. Na przykład, gdy mąż pocałuje żonę w kark. Gdy żona zrobi mężowi masaż stóp albo podrapie po plecach. To nie musi się kończyć orgiastycznym seksem, ale powinno być związane z akceptacją ciała, powiedzeniem czegoś miłego, na przykład: „Patrz, nasze ciała nie są już takie gładkie, ale jesteś tak samo piękny, jak wtedy, kiedy cię poznałam”. To nie jest tak, że wszystko się zmieni jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale jeśli będziemy konsekwentni, to się uda. Najważniejsze jest, by nie spodziewać się, że to się jakoś samo ułoży. Albo że tak musi być. Bo nie musi.

***

Rozmowa z dr Alicją Długołęcką ukazała się w „Urodzie Życia” 12/2015

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Czy jesteś pewna, że wybrałaś właściwego partnera? Przyjrzyj się uważnie… sobie

Jeśli masz skrzywiony obraz miłości, z dużym prawdopodobieństwem wybierzesz niewłaściwego partnera dla siebie. Ale jest też dobra wiadomość, możesz wziąć los we własne ręce i to zmienić.
Sylwia Arlak
07.07.2020

Wszystkie szukamy szczęścia w małżeństwie – teoretycznie. Prawda jest zupełnie inna: na głębszym, nieuświadomionym poziomie szukamy tego, czego znamy. W naszych dorosłych relacjach odtwarzamy  więc uczucia, które pamiętamy z dzieciństwa. A to często była miłość pozbawiona ciepła, pełna lęku przed gniewem rodzica. Miłość bez poczucia bezpieczeństwa. Niszczycielska. Normalny nie znaczy nudny W dorosłym życiu często odrzucamy więc „normalnego partnera”. Jest dla nas zbyt zrównoważony, zbyt dojrzały, zbyt wyrozumiały i zbyt godny zaufania. Krótko mówiąc, zupełnie nieznany. Wiążemy się z niewłaściwymi osobami, bo mamy skrzywiony obraz miłości. Nie wiemy, co tak naprawdę da nam szczęście. Pobieramy się, bo nie chcemy być samotne. Jeśli bycie singlem wydaje ci się nie do zniesienia, zadowolisz się każdym mężczyzną. Wybierzesz pierwszego, który zwróci na ciebie uwagę. I za nic nie będziesz chciała go opuścić, nawet jeśli okaże się, że to najgorszy wybór. Musimy czuć się dobrze same ze sobą. Zaakceptować, że nawet przez wiele lat możemy być same. Tylko w ten sposób będziemy odpowiednio wybredne i zwiążemy się tylko z kimś, kto na to naprawdę zasługuje. Porzuć romantyczne idee Nie istnieje idealny mężczyzna, który zaspokoi wszystkie nasze potrzeby i tęsknoty. Każdy prędzej czy później zacznie nas frustrować, złościć i rozczarowywać (podobnie, jak my jego). To jednak nie stanowi podstaw do rozwodu. To zwykłe życie. Im szybciej to zaakceptujemy, tym lepiej dla nas. Pamiętaj też, że osobą, która najlepiej do nas pasuje, nie jest ktoś, kto dzieli nasz gust czy zainteresowania. To ktoś, kto jest z nami mimo różnic. Ktoś, kto jest zdolny do kompromisów i negocjacji.  I jeszcze jedno. Zanim staniesz na ślubnym kobiercu,...

Czytaj dalej