„Rozum swoje, a serce swoje” – mówią kobiety uzależnione od miłości
iStock

„Rozum swoje, a serce swoje” – mówią kobiety uzależnione od miłości

Eugenia Herzyk, psychoterapeutka z Fundacji Kobiece Serca mówi o nałogowej miłości: „To uzależnienie takie samo, jak hazard czy alkohol”.
Sylwia Niemczyk
22.01.2019

Miłość może stać się toksycznym nałogiem, który może tak samo zniszczyć nam życie, jak alkohol czy narkotyki – mówi krakowska psychoterapeutka Eugenia Herzyk, założycielka Fundacji Kobiece Serca, specjalizującej się w problematyce uzależnienia od miłości, i autorka książek „Nałogowa miłość” i „DDD – Dorosłe Dziewczynki z rodzin Dysfunkcyjnych”. Wyjaśnia, że uzależnienie od miłości jest jednym z tzw. uzależnień behawioralnych, które można – i warto – leczyć. 

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Uzależnienie od miłości

Sylwia Niemczyk: Określenie: „uzależnienie od miłości” nie  kojarzy się poważnie.

Eugenia Herzyk: To prawda, podobnie jak seksoholizm. Niewtajemniczeni w problematykę mężczyźni żartują, że jeśli już od czegoś się w życiu uzależniać, to właśnie od seksu, tymczasem osoby, które zmagają się z  tym zaburzeniem, cierpią katusze. Uzależnienie od miłości, tak jak każdy inny nałóg, może być groźne dla życia i zdrowia. Wszyscy znamy tragiczne historie Whitney Houston czy Amy Winehouse – to są przypadki kobiet, które kochały za bardzo. Wiele z nas zna z własnego otoczenia czy nawet osobistego doświadczenia sytuacje, kiedy miłość nie karmi nas i nie wzmacnia, ale jest toksyną.

W polskim piśmiennictwie psychologicznym rzadko pojawia się nawet nazwa tego zaburzenia, choć na Zachodzie psychiatrzy, psychologowie i  psychoterapeuci traktują uzależnienie od miłości poważnie. Nałogowej miłości poświęconych jest wiele prac naukowych, choćby w wydanej w 2014  roku, cenionej przez specjalistów książce „Behavioral Addictions” („Uzależnienia behawioralne”), jest rozdział dotyczący uzależnienia od miłości. Jestem typem naukowca, zrobiłam doktorat z  chemii, więc praca badawcza nie jest mi obca. W taki sam naukowy sposób podchodzę teraz do tematu miłości.

W nazwie pani Fundacji jest mowa wyłącznie o kobiecych sercach. Czy to znaczy, że tylko my, kobiety, wpadamy w nałóg miłości?

Zdecydowanie nie, uzależnienie od miłości zupełnie nie zależy od płci czy orientacji seksualnej, choć rzeczywiście kobiety cierpią na nie częściej. Zresztą w  szerszym kontekście nałóg miłości nie dotyczy wyłącznie relacji intymnych, ale dowolnych bliskich relacji. I choć w psychoterapii indywidualnej zdarzają mi się też klienci mężczyźni, to  założyłam Fundację dla kobiet i sama też specjalizuję się w pomocy kobietom. Od psychoterapeuty wymaga się empatii, a jeśli rozumiemy ją jako umiejętność wejścia choć na chwilę w ciało drugiej osoby i  popatrzenia na świat jej oczami, to nigdy nie obdarzę mężczyzny tak dużą empatią, jaką czuję do kobiet. Mamy inne ciała, różny zestaw hormonów, a przez to odmienną psychikę.

Na czym dokładnie polega uzależnienie od miłości?

Wszystkie nasze nałogi biorą się stąd, że  sami nie jesteśmy w stanie regulować swoich emocji i potrzebujemy do tego „czegoś z zewnątrz”. Tym zewnętrznym regulatorem mogą być substancje psychoaktywne, np. alkohol czy narkotyki, ale równie dobrze mogą to być jakieś nasze zachowania. Uzależnieniami od zachowań będą pracoholizm, seksoholizm, uzależnienie od internetu i to, o  którym mówimy, od miłości, gdzie regulatorem naszych emocji jest druga osoba. Tutaj, dokładnie tak samo jak w każdym innym uzależnieniu, odczuwamy przymus kontynuowania jakichś zachowań, chociaż działają na nas niszcząco. Uzależnione kobiety nieraz zdają sobie sprawę, że nie powinny postępować w jakiś sposób w relacji z mężczyzną, ale tłumaczą sobie: „Rozum swoje, a serce swoje” albo: „Serce nie sługa” czy jeszcze inaczej: „To  jest silniejsze ode mnie”.

I wcale nie mówimy tu tylko o kobietach, które tkwią w związkach przemocowych.

Nie, oczywiście, że nie. Mówimy tutaj o  wszystkich sytuacjach, kiedy kobieta reguluje swoje emocje poprzez relację z  mężczyzną. Realną, wirtualną, aktualną, przeszłą lub przyszłą, małżeństwo, konkubinat, romans czy znajomość na jedną noc. Zachowania w relacji z mężczyzną mają jej dać podniecenie, czyli ucieczkę od marazmu, smutku, pustki, albo przeciwnie: uspokojenie. Mogą też obniżać poziomu lęku lub też przenieść ją w  bezproblemowy świat fantazji.

Tak samo, jak istnieją różne typy nałogu alkoholowego – są alkoholicy, którzy codziennie się upijają, są tacy, którzy piją ostro tylko w weekendy, jeszcze inni popijają tylko parę drinków co wieczór – tak samo mamy wiele różnych wzorców uzależnienia od miłości. Jednym z najbardziej popularnych jest właśnie „kochanie za bardzo”. Zawiera się w nim zarówno wzorzec miłości obsesyjnej, kiedy uzależniona kobieta  ma poczucie, że bez „tego jedynego” nie jest w stanie żyć, jak i wzorzec współuzależnienia, kiedy zajmuje się przede wszystkim zaspokajaniem potrzeb mężczyzny. Jedna i druga opcja pasuje do popularnej wizji miłości jako zespolenia dwóch połówek, łączności dusz, czegoś wyjątkowego.

toksyczna miłość
Unsplash

Ale przecież wiele kobiet postrzega miłosny związek jako połączenie „dwóch połówek pomarańczy”. Czy w takim razie o nich wszystkich powiemy, że są uzależnione od miłości?

W zasadzie tak. Romantyczna i namiętna wizja miłości, z którą dziewczynki stykają się już w klasycznych bajkach, tych kończących się zdaniem: „…i żyli długo i  szczęśliwie”, może prowadzić do uzależnienia. Mit dwóch połówek uczy, że do własnego szczęścia zawsze potrzebujemy kogoś jeszcze. Tymczasem ludzie od dawien dawna wybierali różne sposoby na życie. Byli tacy, którzy łączyli się w pary i  zakładali rodziny, ale też byli inni, którzy wstępowali do zakonu i tam czuli się szczęśliwi, albo zostawali podróżnikami. To nie jest tak, że małżeństwo od zawsze było jedną jedyną ścieżką naszego rozwoju osobistego.

Statystycznie jednak było najczęstszą i najbardziej atrakcyjną wizją.

Statystyki to tylko statystyki. Nie chciałabym, żeby nasza rozmowa zeszła na tory, że to, co przoduje w statystyce, to norma, a reszta to odstępstwa od niej. Zresztą psychoterapia humanistyczna w  ogóle rezygnuje z terminu: „norma”. W tym nurcie mówi się raczej: „Są różne sposoby na życie, z których każdy niesie jakieś konsekwencje. I to od nas zależy, co wybierzemy dla siebie, ważne jedynie, by za te konsekwencje wziąć odpowiedzialność”.

Wracając jednak do naszych połówek pomarańczy – nawet jeśli wybierzemy w życiu akurat ścieżkę małżeńską, to możemy wstępować na nią z  różnym nastawieniem. Kobieta, która jest szczęśliwa sama ze sobą, taka, która nie wyniosła z dzieciństwa żadnych deficytów rozwojowych albo przepracowała je już w dorosłości, będzie wchodziła w relację z pozycji bogactwa.

Natomiast przekonanie, że jest się tylko połówką, która do szczęścia potrzebuje drugiej połówki, to tworzenie relacji z pozycji ubóstwa. Mężczyzna staje się dla kobiety regulatorem emocji, a kobieta stosuje różne strategie, aby dostać od niego to, czego oczekuje. Przyjmuje pozycję albo podporządkowaną, albo dominującą. Nigdy partnerską.

Partnerską, czyli jaką?

Mówiąc w dużym skrócie, w partnerskim związku jest miejsce na strefę wspólną, ale też na prywatność, odrębność każdego z partnerów.

A w przypadku nałogowej miłości prywatności już nie ma?

Kobiety uzależnione od miłości albo dają się wchłonąć mężczyźnie, albo same mężczyznę wchłaniają, albo sklejają się z nim, by stworzyć tak zwany związek symbiotyczny. Jak słyszę od kobiety: „My z mężem…”, to nie mam wątpliwości, że jest właśnie w takim związku. Korzyści ze związku symbiotycznego, w którym małżonkowie niemal wszystko robią razem, są oczywiście ogromne – zanika poczucie osamotnienia. Stratą jest jednak zanik tożsamości, zatrzymanie rozwoju każdego z partnerów. Przed wyborem takiego modelu związku warto się zapytać: „Co jest dla mnie ważniejsze? Uwolnienie się od lęku przed samotnością czy rozwój osobisty?”.

Powiedziała pani też, że Fundacja prowadzi grupy nie tylko dla kobiet uzależnionych od miłości, lecz także dla DDD i DDA. Czy te tematy się zazębiają?

Skrót DDD w nazwach naszych fundacyjnych grup terapeutycznych oznacza Dorosłe Dziewczynki z domów Dysfunkcyjnych. Dysfunkcje te są naprawdę różne i wynikają z bardzo wielu powodów, zawsze jednak prowadzą do powstania deficytów rozwojowych.

Z  kolei skutkiem tych deficytów będą trudności w radzeniu sobie z emocjami, np. lękiem, złością, smutkiem czy seksualnym wstydem. Szukając sposobów na szczęście na zewnątrz, a nie w sobie, osoba z deficytami sięga po ryzykowne sposoby zarządzania emocjami, co może doprowadzić do uzależnienia – także od  miłości.

Czy uzależnione od miłości kobiety mają jakieś wspólne cechy? Może łączy je np. brak pewności siebie albo kompleks niższości?

Jednej wspólnej cechy nie ma, tak jak nie mają jej np. alkoholicy. Możemy za to mówić o czterech najczęstszych deficytach rozwojowych, które zauważam u kobiet w jakiś sposób uzależnionych od miłości. Będą to deficyty w obszarze: poczucia bezpieczeństwa, kobiecości, własnej wartości i  bezwarunkowej miłości. W prowadzonej w naszych ośrodkach terapii uzależnienia od miłości nie skupiamy się jednak na analizie tych deficytów, bo na to jest miejsce na terapii pogłębionej, właśnie terapii DDD. Głównym celem terapii uzależnienia od miłości jest pomoc kobiecie w rezygnacji z nałogowych zachowań w relacjach z  mężczyznami.

W jaki sposób kobieta może wyjść ze swojego nałogu? Bo chyba nie chodzi o to – albo przynajmniej w niektórych przypadkach nie tylko o to – żeby doszło do rozwodu czy zerwania, prawda?

Na pewno nie, bo rozwód czy zerwanie nie rozwiązują problemu uzależnienia. Uzależniona od miłości kobieta w każdym kolejnym związku będzie powielać nałogowe zachowania. Poza tym jednym z wzorców uzależnienia od miłości jest ciągłe romansowanie, a nie stały związek. Bywa, że kobiety, które mają deficyt poczucia kobiecości, są „głodne” miłości i non stop szukają u mężczyzn potwierdzenia, że są dla nich atrakcyjne.

Terapia uzależnienia od miłości opiera się na podobnych zasadach, co terapia alkoholizmu. Nasze psychoterapeutki korzystają z wypracowanych już narzędzi i  krok po kroku pomagają klientce w autodiagnozie, określeniu nałogowych zachowań, nazwaniu strat, jakie ponosi, potem w podjęciu decyzji o rezygnacji z dotychczasowych sposobów regulacji emocji, które przekształciły się w nałóg. Powiedzmy jednak otwarcie, że psychoterapeuta nie leczy z  uzależnienia, bo nie jest uzdrowicielem z cudowną różdżką. Jeśli kobieta sama nie podejmie wysiłku związanego ze zmianą i nie będzie miała wystarczającej motywacji, to psychoterapeuta jej nie pomoże.

Zanim podejmie wysiłek wychodzenia z nałogu, najpierw musi u siebie zauważyć problem. Pani w swojej książce „Nałogowa miłość” radzi w tym celu zrobienie sobie tak zwanego testu rybnego.

W jego ramach wyobrażamy sobie, że  usmażyłyśmy na kolację dla siebie i męża dwa kawałki ryby, ale jeden z  nich rozpadł się nam na patelni. Proszę kobiety, żeby zastanowiły się, co w takiej sytuacji by zrobiły.

Ja najpewniej wzięłabym ten gorszy kawałek dla siebie…

I pewnie z tego powodu ma pani dylemat, czy nie jest pani uzależniona od miłości. To od razu chciałabym uspokoić, że pojedyncze zachowanie nie świadczy jeszcze o uzależnieniu. Warto jednak zastanowić się, czy tych niepokojących objawów nie jest więcej.

Każde uzależnienie rozwija się etapami. To tak jak z alkoholem: najpierw pojawia się problematyczne picie, potem jest faza ostrzegawcza, krytyczna, wreszcie chroniczna, kiedy tracimy kontrolę nad swoim życiem lub jego częścią. Jeśli więc w każdej sytuacji zachowujemy się tak, jak z tymi rybami, to powinna się nam zapalić czerwona lampka. Bo to świadczy, że potrzeby naszego partnera stają się ważniejsze niż nasze. Mówimy sobie: „Mnie jest wszystko jedno, a on będzie zadowolony” albo: „Ja się obejdę, a on o tym tak marzy”, a  to już jest źle. Stawianie siebie na drugim miejscu to jeden z objawów kochania za bardzo. Zresztą mężczyzna zainteresowany partnerskim związkiem źle się czuje, gdy kobieta się dla niego poświęca.

Ale jeśli mi naprawdę zupełnie nie szkodzi, że zjem ten gorzej usmażony kawałek ryby? Oddam mu ten ładny, ale za to on np. ustąpi mi lepszą połowę łóżka.

Oczywiście nieraz mamy w związkach sytuacje, kiedy ktoś komuś ustępuje albo idzie na kompromis. Nie jest to ani dobre, ani złe – na pewno stanowi szybkie rozwiązanie. Nie ma sensu kruszyć kopii o każdą kwestię i tygodniami przegadywać, kto śpi od brzegu, a kto od ściany. Zawsze jednak jest ryzyko, że jedna z osób będzie podporządkowywać się częściej niż druga. Dlatego bezpieczniejszą opcją niż kompromis jest rozwiązanie typu win-win, w której obie osoby czują się wygrane.

Trzymając się więc naszego przykładu z rybą: możemy przecież posiekać oba kawałki i zrobić rybne risotto, a  odnosząc się do przykładu z łóżkiem: możemy przestawić łóżko w inne miejsce, żeby obojgu z nas było tak samo dobrze. O  tym, czy jesteśmy w partnerskim związku, najlepiej świadczy to, co się dzieje w przypadku konfliktu potrzeb. Im częściej parze udaje się wypracować rozwiązanie win-win, tym lepiej. A już na pewno trzeba je wypracowywać w tak poważnych kwestiach jak np. zakres tego, co jest „wspólne”, a  co „prywatne”. Tu nie powinno być kompromisu albo ustępowania sobie nawzajem.

Jak do takiego rozwiązania win-win dochodzić?

Zawsze zalecam kobietom bardzo głębokie przegadywanie każdego niemal aspektu jeszcze przed zawarciem ślubu albo zajściem w ciążę. I przyglądanie się dokładnie, co się dzieje, kiedy pojawiają się różne zdania. Czy nie jest tak, że to ja za każdym razem ustępuję? Albo odkładam poważną rozmowę na potem, czyli na święty nigdy? A może mam nadzieję, że miłość sama rozwiąże wszystkie problemy?

Uzależnione od miłości kobiety mogą czuć się pokrzywdzone z powodu deficytów, jakie wyniosły z dzieciństwa i obwiniać rodziców za to, że nie układa im się w dorosłym życiu…

Jest taka znana trawestacja Sartre’a, pod którą się podpisuję obiema rękami: „Nieważne, co z nami zrobiono, ważne jest to, co ja zrobię z tym, co ze mną zrobiono”. I tak, bywa, że kobiety zatrzymują się w rozwoju na etapie obwiniania rodziców za wszystkie swoje nieszczęścia. Na pewno w  psychoterapii pogłębionej jest czas, aby odczarować nasze dzieciństwo, aby pozwolić sobie na gniew na rodziców, ale to tylko etap rozwojowy. Nie mamy wpływu na nasze dzieciństwo, z którego wynikają różne nasze problemy, ale to nikt inny, tylko my jesteśmy odpowiedzialne za to, czy te problemy będziemy rozwiązywać, czy nie.

Rozmowa z Eugenią Herzyk ukazała się w „Urodzie Życia” 2/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Uzależnienie od pornografii
Adobe Stock

Uzależnienie od pornografii to pandemia naszych czasów

Psycholog Mateusz Gola o uzależnieniu od pornografii: „Uzależnieni traktują seks instrumentalnie, może być im obojętne, czy to jest ta konkretna partnerka czy ktokolwiek inny”.
Krystyna Romanowska
04.01.2019

Uzależnienie od pornografii to coraz częstszy problem, który obserwują psycholodzy i seksuolodzy. I wbrew obiegowym opiniom ofiarami pornograficznego nałogu nie padają wyłącznie mężczyźni – choć oni stanowią przeważającą większość, ale także kobiety i nastolatki obojga płci. Nałogowe oglądanie filmów pornograficznych zaburza relacje w związku i tworzy spaczony obraz seksu (często seks zaczyna być utożsamiany z przemocą seksualną).  Krsytyna Romanowska: Uzależnienie od pornografii, podobnie jak alkoholizm i narkomania, trafiło na listę propozycji chorób WHO. Problem może dotyczyć 3 proc. dorosłych mężczyzn. Psycholog Mateusz Gola: Badania dotyczące popularności pornografii prowadzono na reprezentatywnych próbach tylko w krajach skandynawskich. Statystyki pokazują, że w Danii, Szwecji i Norwegii w grupie wiekowej od 18 do 30 lat przynajmniej raz w tygodniu korzysta z pornografii 70 do 80 proc. mężczyzn. W Polsce dopiero zaczynamy się przyglądać temu zjawisku. Zgodnie z danymi, które mamy, w naszym kraju z porno w necie w każdym miesiącu korzysta około 8,5 mln ludzi. Szacujemy, że dla 3 proc. z tej populacji może być to problematyczne zachowanie. To ponad 250 tys. osób. Czyli np. wszyscy mieszkańcy Gdyni albo Tarnowa i Opola razem wzięci. Z jednej strony mało (bo liczba uzależnionych od alkoholu to około 700 tys. osób), z drugiej – przerażająco dużo. Wśród uzależnionych spotykałem ludzi, którzy mimo że mieli czwórkę lub piątkę dzieci, wciąż znajdowali czas na nałóg. Ci, którzy mają wolne zawody i gospodarują czasem w pracy, oglądają porno poza domem. Inni – wieczorem, kiedy wszyscy śpią. Albo zamykają się w łazience z komórką. Nie są to wielogodzinne ciągi, tylko wypady do toalety kilka albo kilkanaście razy w ciągu dnia na kilkunastominutowe sesje....

Czytaj dalej
Uzależnienie od seksu
iStock

Portale randkowe, seksczaty, Tinder – coraz częściej „używamy” seksu, zamiast szukać prawdziwej bliskości

Seks jest wszędzie. Nie trzeba już nawet wychodzić z domu. W internecie znajdziemy sto możliwości, żeby zaspokajać fantazje i pragnienia. Istnieje jedno ryzyko: że się uzależnimy i przegapimy miłość, związek, życie.
Magdalena Felis
31.07.2020

Uzależnienie od seksu to coraz powszechniejszy problem, ale wciąż mówienie o nim budzi złośliwe uśmieszki. Myślimy, że to tylko wymówka, usprawiedliwienie zdrady, oznaka słabości. Czasem nawet zazdrościmy – „ten to prowadzi ciekawe życie!”, ale prawda jest taka, że seks jako budząca silne emocje przyjemność, może stać się używką. I jak każda używka powoli, krok po kroku będzie nam odbierał radość życia, ograniczał wolność, zamiast tworzyć więzi – odsuwał od bliskich. O uzależnieniu od seksu rozmawiamy z Dorotą Biały, psychoterapeutką i coachem, która przez lata pracowała w korporacjach, zajmowała się też ofiarami przemocy wobec kobiet oraz z Mikołajem Czyżem, psychoterapeutą pracującym z parami i rodzinami.  Ach, ten Tinder Magdalena Felis „Uroda Życia”: Czy istnieje uzależnienie od seksu? I jak je odróżnić od rozrywkowego stylu życia, w którym zdarzają się erotyczne przygody? Dorota Biały: Seks i stan upojenia z nim związany, podobnie jak hazard, narkotyki czy alkohol, w pewnych warunkach staje się „używką”. Psycholodzy mówią o uzależnieniu od seksu, kiedy komuś potrzebna jest pomoc w odzyskaniu kontroli nad własnym życiem. W takiej sytuacji seks bywa wyłącznie obietnicą czegoś. Bliskości? Ekstazy? Może władzy? Na pewno czegoś, do czego ten człowiek na co dzień nie ma dostępu.  Kiedy tak się dzieje? DB: Taki człowiek tęskni do jakiegoś stanu, czegoś pragnie, ma jakieś potrzeby, np. bliskości, ale ze względu na wychowanie, konflikt wewnętrzny, obowiązujące reguły czy własne ograniczenia nie może sobie tego zapewnić. Jednocześnie bardzo pragnie być w bliskiej relacji z drugą osobą, ale tego nie potrafi. Wówczas zaczyna używać do tego seksu, coraz częściej i intensywniej. Paradoks polega na tym, że właśnie...

Czytaj dalej
Czym jest uzależnienie behawioralne?
Unsplash.com

Uzależnienie behawioralne – czym jest i skąd się bierze?

Kiedy słyszymy „uzależnienie”, pierwsze, co przychodzi nam do głowy, to rozmaite używki: alkohol, narkotyki czy papierosy.  Jednak to dość „staroświeckie” podejście do tematu uzależnień. Znacznie częściej dotykają nas tzw. uzależnienia behawioralne. Czym są i jak sobie z nimi poradzić?
Karolina Morelowska-Siluk
18.11.2020

Współczesnego człowieka bardzo często dotyka coś, co psychologia określa uzależnieniem behawioralnym. To uzależnienie od wykonywania konkretnej czynności (z języka angielskiego „action addiction”). Uzależniamy się od seksu, jedzenia, pracy, robienia zakupów, opalania się w solarium, robienia sobie zabiegów medycyny estetycznej, od dbania o sylwetkę czy od zdrowego trybu życia. Dziś już wiadomo, że człowiek jest w stanie uzależnić się niemal od wszystkiego. Uzależnienie behawioralne. Przymus zamiast przyjemności Tego typu zachowania traktowane są jako zachowania kompulsywne, czyli takie, nad którymi człowiek nie jest w stanie zapanować, i które w sposób negatywny wpływają na wiele obszarów jego życia. Wykonujemy jakąś czynność nie po to, by czerpać przyjemność, ale po to, aby zredukować napięcie, pozbyć się stresu, poprawić samopoczucie. Psychoterapeuta Robert Rutkowski przekonuje, że za każdą czynnością, która potencjalnie jest przyjemnością, może kryć się pułapka: „Weźmy pod lupę na przykład bieganie. Jest traktowane jako element zdrowego trybu życia. Bieganiem dodajemy sobie także odrobinę prestiżu. Jest ono tak modne, że zbudowany został na nim ogromny przemysł: czapki, koszulki, buty, itd. Spotykam w swoim gabinecie ludzi, którzy swoją pasję – bieganie właśnie – uczynili obsesją”, tłumaczy terapeuta. Czytaj także: „Rozum swoje, a serce swoje” – mówią kobiety uzależnione od miłości I dodaje, że to, czy hobby stanie się naszą obsesją, warunkuje kontekst. Bo jeżeli ktoś biega „na wynik”, czyli jest obwiązany taśmami, które monitorują rozmaite parametry, następnie przesyłają je do urządzenia zainstalowanego na naszym nadgarstku, które to zrzuca liczby do rozmaitych aplikacji, a te połączone są z...

Czytaj dalej
miłość w związku
iStock

Jak kochać długo i szczęśliwie? Prof. Bogdan Wojciszke: „Miłość to nie połówki jabłka, ale wspólna wyboista droga”

Sylwia Niemczyk
09.10.2020

Gonimy w życiu za miłością, a jednocześnie niewiele o niej wiemy i rzadko się nad nią tak naprawdę zastanawiamy. Tymczasem tak jak rozwijamy swoje umiejętności w pracy, tak samo możemy uczyć się, jak lepiej kochać i dbać o miłość – przekonuje prof. Bogdan Wojciszke, psycholog, autor „Psychologii miłości”. Sylwia Niemczyk: Panie profesorze, zawsze chciałam o to zapytać: skąd właściwie u pana wzięło się zainteresowanie miłością? Wrodzony romantyzm? Prof. Bogdan Wojciszke: To było tak strasznie dawno temu, już prawie 30 lat temu, że sam dobrze nie pamiętam. Ale na pewno więcej niż mojego romantyzmu było w tym mojej przekory. W latach 90., kiedy zaczynałem swoje badania, w polskiej psychologii kompletnie nikt się miłością nie zajmował, co bardzo mnie dziwiło, bo przecież to jedna z najważniejszych spraw w życiu człowieka. Więc pomyślałem, że może ja spróbuję. Dzisiaj sytuacja jest już zupełnie inna, współcześnie miłość jest intensywnie uprawianym polem badawczym.  I co już o niej wiemy? Że jest nieuchwytna, różnorodna i wyjątkowo trudna do zbadania. Okazuje się, że badać ją to trochę tak, jakby badać naturę wiatru na postawie tego, co się nam udało zamknąć w słoiku. Ale dla mnie właśnie ta nieuchwytność i różnorodność miłości jest najciekawsza.  Naprawdę nie możemy o niej powiedzieć trochę więcej? Gdyby na przykład jutro na Ziemi wylądował kosmita i zapytał: „Czym jest ta wasza miłość?”, to co by pan mu odpowiedział? Pewnie zacząłbym od tego, że miłość to pewna nasza emocja, czyli bardzo zmienna rzecz, ale też pewien stosunek do drugiego człowieka. Który też jest zmienny: inny będzie na początku związku, inny po 20 latach bycia razem – ale już w jaki sposób będzie się zmieniał, nie umiemy powiedzieć. Jeszcze do niedawna...

Czytaj dalej