Toksyczni rodzice są obciążeniem dla dziecka. Sprawdź, czy nie jesteś toksyczną matką
Pexels.com

Toksyczni rodzice są obciążeniem dla dziecka. Sprawdź, czy nie jesteś toksyczną matką

Bycie dzieckiem toksycznej matki to bagaż na całe życie. Według specjalistów szanse na samodzielne pozbycie się tego obciążenia bliskie są zeru. Zazwyczaj to dopiero lata psychoterapii pozwalają stanąć na nogi i przerwać niszczący wpływ toksycznego rodzica na teraźniejsze, dorosłe życie.
Karolina Morelowska-Siluk
26.11.2020

Toksyczność matki przejawiać się może na wiele różnych sposobów. Toksyczna matka może być nadopiekuńcza, osaczająca, nieszanująca granic, uważająca, że dziecko – nawet to całkiem dorosłe – jest jej własnością. Czasem działa jak taran, czasem w białych rękawiczkach, więc trudno zauważyć, jaką destrukcję wprowadza w nasze życie. Trudno zorientować się, że depresja, nerwica, zaburzenia lękowe czy niemożność budowania trwałych i bliskich relacji są efektem działania toksycznej matki.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Toksyczna matka to nie zawsze matka przemocowa

Bardzo często jest tak, że taka matka nie zdaje sobie sprawy ze swojej toksyczności, przez co nie wie, jaki wpływ ma na swoje dziecko. Sprawdź, czy w twoim matczynym zachowaniu nie ma symptomów toksyczności.

Czytaj też: Jacek Masłowski, psychoterapeuta apeluje do nadopiekuńczych matek: „Puść go!”

Przyjaciółka

Toksyczna matka bywa przyjaciółką swojego dziecka. Musi wiedzieć wszystko, dziecko ma się jej zwierzać w taki sposób, w jaki opowiadamy o sobie przyjacielowi.  Na bazie tej wiedzy nieproszona „doradza”, a raczej wymusza podejmowanie konkretnych decyzji, wydaje polecenia. W ten sposób czuje się bardziej pewna siebie, okazuje wyższość, rywalizuje z dzieckiem.

O sobie samej

Toksyczna matka bywa skupiona wyłącznie na sobie. Każdą rozmowę, prędzej czy później, przekierowuje na siebie. Dla dziecka, jego przemyśleń, odczuć czy kłopotów nie ma miejsca. Matka jest centralnym punktem każdego spotkania, każdej wymiany zdań.

Zawsze źle

Toksyczna matka bywa najbardziej surowym krytykiem swojego dziecka. Wciąż wytyka błędy, narzeka, poucza, gani, nigdy nie chwali. Wynikiem jej postawy jest stopniowe obniżanie samooceny dziecka.

Czytaj też: Nie walcz z wewnętrznym krytykiem. Zaprzyjaźnij się z nim

Nie przeprasza

Bywa, że toksyczna matka w ogóle nie używa słowa „przepraszam”. Nigdy nie przyjmuje do wiadomości, że nieporozumienie między nią a jej dzieckiem jest jej winą. Swoją postawą wymusza, aby to dziecko się kajało, pierwsze wyciągało rękę do zgody, by wciąż czuło się winne i odpowiedzialne za pogorszenie relacji z matką.

Manipuluje

Toksyczna matka bywa manipulantką. Obarcza swoje dziecko własnymi problemami i oczekuje „pomocy”, a konkretnie tego, że dziecko zajmie się jej kłopotami, weźmie za nie na siebie odpowiedzialność. Toksyczna matka szantażuje swoje dziecko emocjonalnie. Kiedy ono zaczyna realizować swój, a nie jej pomysł, obraża się i nakłada karę: milczy, cierpi i mówi o nożu wbijanym w jej serce, itd.

Kontroluje

Toksyczna matka bywa szalenie kontrolująca. Musi trzymać rękę na pulsie życia swojego dziecka: musi wiedzieć wszystko, znać wszystkie osoby, z którymi dziecko ma kontakt, znać plan dnia, plany wakacyjne, weekendowe, każde. Dzwoni, nachodzi w domu, sprawdza zawartość lodówki i porządek w szafie.

Czytaj też: Czy zerwanie kontaktu z rodziną może nam wyjść na dobre?

Nie cieszy się z sukcesów dziecka

Bywa, że toksyczna matka nie potrafi dzielić ze swoim dzieckiem szczęścia. Dobrze czuje się, kiedy dziecku się nie udaje, bo wtedy czuje się potrzebna, niezastąpiona. Kiedy dziecku coś się udaje, odnosi sukces, toksyczna matka podświadomie boi się, że przestanie być „użyteczna”, ważna.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Agnieszka Stein o wychowaniu dzieci
getty images

Agnieszka Stein: Nastolatek zaufa nam wtedy, kiedy na to sobie zasłużymy

Zakazy i nakazy szkodzą wychowaniu, bo burzą zaufanie między dzieckiem a rodzicem. A bez zaufania nie można mówić o prawdziwej relacji.
Karolina Morelowska-Siluk
04.11.2020

Pragniemy, aby dzieci nam ufały, a my chcemy ufać im. To trudna sztuka, ale możliwa do opanowania. Obie strony uczą się jej od pierwszego wspólnego dnia. A nie, jak często myślimy, od momentu, kiedy dziecko wychodzi na pierwszą imprezę. Co robić, czego nie robić i jak naprawiać błędy popełniane po drodze –mówi psycholog Agnieszka Stein, psycholog, autorka m.in. książki „Dziecko z bliska idzie w świat”. Pracuje z dziećmi i rodzicami w warszawskim Ośrodku Polana. Lekcja wychowania Karolina Morelowska-Siluk: Kiedy dziecko się rodzi, ufa nam w sposób naturalny. A w wieku 16 lat nie chce powiedzieć już nam nic. Czy to jest tak, że przychodzi czas, kiedy na to zaufanie musimy zacząć pracować od nowa? Agnieszka Stein: Na zaufanie dziecka pracujemy cały czas, każdego dnia. Ale kiedy ono ma 16 lat, to powodem, dla którego nie mówi o czymś rodzicom, nie musi być to, że im już nie ufa, tylko może po prostu zaczyna traktować pewne obszary jako swoją prywatną sferę. I tyle.   Oczywiście, ale są sytuacje, w których pomoc, rada rówieśników nie wystarczą, aby rozwiązać problem. Potrzebna jest pomoc dorosłego, ale wcześniej ten dorosły musi dowiedzieć się, co się dzieje. Człowiek w pewnym wieku, kiedy czuje się już dorosły, a to właśnie ten etap, potrzebuje – i to bardzo dobrze – doświadczyć i zwyczajnie sprawdzić, z którymi sytuacjami da sobie radę sam, a z którymi nie. Rodzic musi wiedzieć, że w pewnym momencie pójście do mamy czy taty nie jest już naturalnym kierunkiem, bo kojarzy się dorastającemu człowiekowi z byciem dzieckiem. A tego nie chce. I dodam, aby otrzeć łzy zdesperowanym rodzicom, że jest to dobry znak.   Ale nadal jesteśmy w punkcie wyjścia, bo wciąż nic nie wiemy. Powiedziała pani, że na zaufanie dziecka pracujemy...

Czytaj dalej
Prawo do opieki nad dzieckiem po rozwodzie
Peggy Sirota/Trunk Archive/Bulls Press

W sądowych wojenkach przy rozwodzie przegrywają nie tylko ojcowie…

„Punktem wyjścia nie jest dobro matki ani ojców, tylko dziecka.”
Anna Maruszeczko, red. naczelna miesięcznika „Uroda Życia”
04.01.2019

Prawo do opieki nad dzieckiem po rozwodzie zwykle w Polsce przyznawane jest matce. „Mądrzy ojcowie walczą o ojcostwo nie dla siebie, tylko dla swoich dzieci. Nikt nie patrzy na coś tak oczywistego, jak to, że dziecko musi być karmione przez oboje rodziców ich energią. Nie tylko pieniędzmi” – mówi Annie Maruszeczko psychoterapeuta Jacek Masłowski, psychoterapeuta i filozof. Prowadzi warsztaty rozwoju osobistego dla mężczyzn, prezes Fundacji Masculinum. Pracuje w Warszawskim Ośrodku Psychoterapii i Psychiatrii.   Pamiętam, jak 1 września ledwo zdążyłam na program na żywo w telewizji, bo Stowarzyszenie „Dzielny Tata” demonstrowało w centrum Warszawy pod hasłami: „Nie ma praw ojca, nie ma ruchu w mieście. Ty masz dziecko i jedziesz z nim do szkoły, my nie możemy tego zrobić, niektórzy od trzech, pięciu, inni od 20 lat”. „Walczymy o prawo do wychowywania naszych dzieci”. „Stop dyskryminacji ojców przez sądy rodzinne”. Ale media komentowały głównie utrudnienia w ruchu. Tak, wyłącznie własną wygodę. Rozumiem tych demonstrantów, bo gdyby to było tak, że nigdy nic i nagle blokada miasta, to pomyślałbym, że przesadzają. Ale wcześniejsze, mniej radykalne akcje niczego nie zmieniały.   Jeden z tych aktywistów napisał na Facebooku: „Gdybyśmy teraz zablokowali miasto na pięć lat, to co by się stało? Ja od pięciu lat nie widzę syna, nie pracuję, bo walczę o prawa ojca”. I czasami to są zupełnie beznadziejne sytuacje, bo ci ludzie rzeczywiście sprzedają swoje samochody, a nawet mieszkania, czasami muszą przestać pracować w normalnym trybie, ponieważ potrzebują pieniędzy na prawników. I rozumiem ich wściekłość: „Nam zabrano dzieci, a wy się gapicie jak te lemingi”. To był mocny tekst, ale czy to nie jest histeria? Nie. To jest akt...

Czytaj dalej
choroby psychosomatyczne
Getty Images

Choroby psychosomatyczne świadczą o tym, że ciało wariuje ze stresu

Klasyczna „chicagowska siódemka” chorób psychosomatycznych to: astma, nadciśnienie samoistne, wrzód trawienny, choroba Leśniewskiego-Crohna, wrzodziejące zapalenie okrężnicy, choroba Gravesa-Basedowa i reumatoidalne zapalenie stawów. Obecnie lista jest poszerzona m.in. o migrenę, AZS i inne. Każda z tych chorób może mieć podłoże psychiczne.
Karolina Morelowska-Siluk
18.07.2020

Są ludzie, którzy zamiast przeżywać, chorują. Emocje to komunikaty. Muszą znaleźć jakąś formę wyrazu. Jeśli nie uda się na scenie psychicznej, będzie to teatr ciała. O chorobach psychosomatycznych rozmawiamy z psychoterapeutką Danutą Golec. Karolina Morelowska-Siluk: Pojęcie „psychosomatyka” większość z nas już gdzieś kiedyś zapewne słyszała. Ale niewielu z nas wie dokładnie, co to właściwie jest. Danuta Golec: Jest to sposób myślenia o tym, co łączy psychikę z somą, czyli, mówiąc bardziej poetycko: co łączy ciało z duszą. To pytanie zaprząta ludzkość od wieków. Zastanawiali się nad tym wybitni filozofowie, począwszy od Sokratesa.  Myślałam, że to stosunkowo nowy „nurt”. Dla medycyny – owszem. Przez setki lat medycyna nie brała tego wątku pod uwagę, a dziś można w zasadzie powiedzieć, że cała medycyna jest psychosomatyczna. To znaczy? To znaczy, że czynniki psychiczne są coraz częściej uwzględniane przez lekarzy. Lekarze już wiedzą, że choćby uwarunkowania osobowościowe pacjenta mają ogromny wpływ na to, jak choruje i jak wraca bądź nie wraca do zdrowia.  Chicagowska siódemka: astma, nadciśnienie i inne Jest pewna pula chorób psychosomatycznych. Tak. Po raz pierwszy opisali je psychoanalitycy w latach 50. ubiegłego wieku. Członkowie chicagowskiej szkoły psychoanalitycznej opracowali tak zwaną „chicagowską siódemkę”, czyli listę klasycznych chorób psychosomatycznych. Zaliczyli do nich: astmę oskrzelową, nadciśnienie samoistne, wrzód trawienny, choroba Leśniewskiego-Crohna (przewlekła choroba zapalna jelit), wrzodziejące zapalenie okrężnicy, choroba Gravesa-Basedowa (forma nadczynności tarczycy) i reumatoidalne zapalenie stawów. Ta lista była potem, w toku badań, modyfikowana. Dodano migrenę,...

Czytaj dalej
depresja poporodowa
iStock

„Chciałam je mieć, ale dziś bycie mamą jest dla mnie udręką”. Same sobie to robimy!

Wypalenie w macierzyństwie to coraz powszechniejsze zjawisko wśród polskich matek. Nakręcamy spiralę oczekiwań wobec samych siebie i innych matek.
Katarzyna Montgomery
29.01.2020

Zmęczonym mamom radzę zawsze, by szukały przyjaznych dusz, osób, od których nie usłyszymy wyświechtanego: »dasz radę, tylko się postaraj«” – rozmowa z dr Aleksandrą Piotrowską, psycholożką. Katarzyna Montgomery: Co sprawia, że kobieta, dochodzi do takiego skrajnego etapu, w którym macierzyństwo i związane z nim obowiązki stają się przede wszystkim udręką? Ideał funkcjonowania w roli matki i w roli kobiety jest nadmuchiwany. Mamy być sprawne zawodowo, w kuchni gotować według zasad fusion, a w międzyczasie utrzymywać szalenie partnerskie stosunki z naszymi dziećmi, angażować się we wszystkie ich sprawy i zabawy. Tymczasem powłóczymy nogami i ledwo mamy siłę podnieść głowę, żeby spojrzeć na kolejny rysunek naszej pociechy. Ale matkom chyba niezwykle trudno, a nawet wstyd się do tego przyznać? Sądzą, że wina jest w nich, że nie podołały. W kraju wielbiącym matkę Polkę każda kobieta powinna czerpać radość z zajmowania się własnym dzieckiem. Bardzo niewiele kobiet jest w stanie powiedzieć komukolwiek, że dziecko nie jest sensem ich życia, i choć wywiązują się z rodzicielskich obowiązków, to jednak nie przepadają za spędzaniem z nim całego swojego czasu. Albo że są do tego stopnia zmęczone, że w desperacji zostawiają dwójkę maluchów samych w domu i wychodzą na dwie godziny, żeby ochłonąć. Lub zamykają się przed nimi w sypialni.  Wypalenie w macierzyństwie Jak się do tego przyznać?! I czy faktycznie istnieje syndrom wypalenia macierzyńskiego, na podobieństwo wypalenia zawodowego, który tłumaczy nasze zachowania i emocje? Koncepcja Christiny Maslach o wypaleniu zawodowym mówi o trzech składowych tego syndromu. Zaczyna się od wyczerpania emocjonalnego: pojawia się ciągłe zmęczenie psychiczne i fizyczne, zanika radość, a w jej miejsce...

Czytaj dalej