Co robimy na Tinderze i co Tinder robi z nami? 
magnum photo/photo power, materiały prasowe

Co robimy na Tinderze i co Tinder robi z nami? 

O fenomenie Tindera mówi dr Julita Czernecka, współautorka badań „Pokolenie singli”.
Aleksandra Pezda
04.01.2019

Tinder zdominował rynek aplikacji randkowych – przesunięcie palcem w lewo albo w prawo jest łatwe, niezobowiązujące i nie wymaga wielkiego namysłu. Na Facebooku powstają grupy kobiet, które nawzajem ostrzegają się przed tinderowymi łowcami albo opowiadają wrażenia z tinderowych randek. Czy Tinder jest tylko niewinną aplikacją, czy może czymś więcej? Mówi dr Julita Czernecka, socjolożka miłości, współautorka badań „Pokolenie singli”.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Magia Tindera

Aleksandra Pezda: Kobiety wchodzą na Tindera w poszukiwaniu partnera, mężczyźni – seksu. Tak wynika z wielu badań. Dlaczego?

dr Julita Czarnecka: Aplikacja została stworzona z myślą o erotycznych randkach, nic więc dziwnego, że sprawdza się w takim charakterze. Część użytkowników korzysta z Tindera, by umawiać się na seks, i faktycznie najczęściej są to mężczyźni. Dla wielu użytkowników, zwłaszcza dla kobiet, Tinder jest kolejną aplikacją, która ma pomóc w szukaniu partnera, związku czy miłości. Coraz więcej ludzi mówi też, że Tinder jest zwykłym portalem społecznościowym, który pomaga np. odnaleźć się w obcym mieście. Tam możemy poznać „lokalsa”, który nas oprowadzi, poleci dobre jedzenie, miejsca warte zobaczenia i tak dalej. Zyskamy towarzystwo, niekoniecznie wcale na seksrandkę.

Czy Tinder popularyzuje prostytucję i seksturystykę?

Bywa, że portale randkowe są wykorzystywane przez prostytutki – damskie czy męskie. Bo to oczywiście dobre miejsce do znalezienia klientów. Ale nie to jest celem działalności tych portali, również Tindera, i jest to zabronione regulaminem. Dlatego portale, które dbają o swoją renomę, usuwają tego typu konta. A seksturystyka, hm… Czy jeśli jadę z Łodzi do Gdańska i mam ochotę spotkać się tam z kimś „na jedną noc”, to już seksturystyka?

Kobiety coraz częściej przyznają, że przez internet umawiają się na seks bez zobowiązań. To spłycenie relacji?

Niekoniecznie. To zależy, na jakim są etapie życia, jakie mają w danym momencie oczekiwania i potrzeby. Bo na przykład kobiety po czterdziestce – ciągle atrakcyjne, właściwie w apogeum kobiecości – często są już po rozwodzie. Zdarza się też, że w długoletnich związkach seks nie był dla nich satysfakcjonujący, są więc rozczarowane i zmęczone. A nadal mają potrzebę bycia adorowanymi, do tego dobrze wiedzą, co lubią i co im sprawia przyjemność. Randkowe aplikacje są stworzone po to, żeby szybko zaspokajać takie potrzeby, w internecie najszybciej szuka się partnerów. Kłopot polega „tylko” na tym, żeby znaleźć odpowiedniego kandydata. Bo – aplikacja czy tradycyjne swaty – to zawsze jest loteria i ryzyko. Możemy trafić świetnie, ale też pechowy traf może nas zniechęcić do dalszego szukania.

A co z facetami, którzy uwodzą tylko wirtualnie, a nie chcą się spotykać?

Po pierwsze, niektórzy są żonaci albo w stałych związkach i wystarczy im taki kontakt, czyli – jak to określają – „odskocznia” czy ucieczka od monotonii codzienności. Ale jest też taka kategoria ludzi, którzy nie wychodzą poza sferę wirtualną z założenia. Nazywam ich oswojonymi singlami. Są sami, przyzwyczaili się do życia solo i nie chcą tego zmieniać, tak im jest wygodniej.

Kobiety podkreślają, że polskie randki z Tindera są gorsze niż te za granicą. To uprzedzenia?

Trudno powiedzieć, bo co oznacza „gorsze”? Nasze społeczeństwo jest z pewnością bardziej konserwatywne, mniej otwarte niż to zachodnie. Jesteśmy bardziej pruderyjni, mniej doświadczeni w przelotnych związkach, raczej uczeni do życia w monogamii. I zależy, kto czego szuka: czy tylko seksu, przelotnego flirtu, czy stałego związku? Szukamy na ogół raczej kogoś do wspólnego spędzania czasu niż do łóżka.

Z badań o polskim Tinderze wynika, że prawie połowa użytkowników to ludzie w związkach partnerskich lub małżeńskich (luty 2017, IRCenter.com). Czyli oszukują raczej, niż szukają partnera.

Niektórzy z pewnością tak. Zdrady na ogół wynikają z problemów w związku, niektórzy mówią, że są metodą na nudę, rutynę, inni, że chodzi o adorację, której nie otrzymują od stałego partnera. Są i tacy, którzy po prostu „polują”, tłumaczą się, że mają to we krwi. Każdy sobie jakoś racjonalizuje. Kobiety też coraz częściej się do tego przyznają. Są także badania, z których wynika, że co piąta kobieta w Polsce przynajmniej raz zdradziła męża czy partnera. Mówią, że one też dają sobie prawo do przyjemności i spełniania swoich potrzeb.

Od moich rozmówczyń usłyszałam: „Jestem wreszcie jak facet, jak marynarz z dziewczyną w każdym porcie”.

Oj, ale czy naprawdę są w tym szczęśliwe? Bardzo często szukając swojej drogi, kobiety naśladują mężczyzn w zachowaniach. A lepiej szukać własnej drogi, niezależnie od męskiej tradycji „zdobywcy”. Jeśli spełnienie przyniesie wielu partnerów i każdy na krótko – okej, czemu nie? Tylko żeby tym nie zagłuszały prawdziwych potrzeb, na przykład tęsknoty za stabilizacją, stałym związkiem.

Z kolei młodsze dziewczyny narzekają, że dostają wyłącznie propozycje spotkania na jedną noc. A szukają poważnego partnera.

Wiele zależy od tego, jaki profil założyły na Tinderze. Kiedyś zalogowałam się, z ciekawości zawodowej. Dołączyłam selfie z flirciarskim uśmiechem, ale opis już inny: „Szukam partnera do tańca i badmintona”. W ciągu dwóch tygodni miałam propozycje głównie spotkań na kawę, a z jednym mężczyzną umówiłam się na badmintona i zostaliśmy znajomymi. Na palcach jednej ręki policzyłabym propozycje seksu wprost.

To pachnie manipulacją.

Można powiedzieć, że również każda randka w realu jest manipulacją, bo przecież chcemy się zaprezentować z jak najlepszej strony, a nie tej przeciętnej czy negatywnej. W rzeczywistości też „kupujemy” wzrokiem, liczy się „opakowanie”. Przecież to fizyczność na ogół decyduje o tym, czy na kogoś zwrócimy uwagę. Na Tinderze dostajemy w bonusie jeszcze miejsce na krótki opis, a po ulicy nie chodzimy przecież z napisem na czole, co lubimy robić. W internecie możemy stworzyć o sobie dowolny komunikat. Wybierając partnera, trzeba oczywiście zwracać uwagę na szczegóły, czytać między wierszami, weryfikować informacje. To duża umiejętność. Ale znam kilka trwałych studenckich par, które poznały się na Tinderze.

Pani studenci rozumieją miłość i seks podobnie jak pani?

Obserwuję, że są w tym bardziej egalitarni, opierają kontakty na większej równości. Nie rozróżniają, co tradycyjnie wypada kobiecie, a co mężczyźnie. Są bardziej otwarci. Szybciej budują trwałe związki niż pokolenie X, dzisiejszych 40-latków. Być może wynieśli z domu większą stabilizację. To jest pokolenie lat 90., już nie pamiętają PRL-u. Pamiętają stabilność życiową i finansową rodziców. Moi studenci cenią czas wolny i relacje z ludźmi bardziej niż pracę zawodową i gonienie za pieniędzmi. Podobnie jak na kwestie majątkowe i swoją przyszłość patrzą na kwestie miłości, seksu i związków. Ale jak sobie poradzą z budowaniem stabilnych, trwałych związków? Będziemy to mogli ocenić dopiero za kilkanaście lat.

***

Tekst ukazał się w Urodzie Życia 2/2018.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Psychika i seksualność w tantrze
Unsplash.com

Tantra, czyli psychologia slow sex. Na czym polega seks tantryczny?

Tantra jest drogą rozwoju, proponuje pewne techniki i pojęcia, które redefiniują seksualność. Podróż staje się przygodą, w której chodzi nie tylko o jak najszybsze dotarcie do celu.
Magdalena Kitłowska
23.12.2020

W filozofii tantry partnerzy skupiają się na drodze, która buduje między nimi bliskość, odrzucając własne seksualne zaspokojenie, które w tradycyjnym, europejskim ujęciu jest pierwszoplanowe. Jak rozumiemy seksualność? Współczesna kultura zachodnia w odniesieniu do seksualności bazuje przede wszystkim na judeochrześcijańskim rozumieniu natury i funkcji seksu. Nadal istnieje jasny podział na święte i zakazane  – sacrum i profanum. Seksualność przez wieki w Europie była oznaczona negatywnie, podporządkowana przede wszystkim prokreacji, oznaczona wstydem, poczuciem winy, pogardą. Duchowość i asceza były stanem aktywnego wyrzeczenia się seksualności jako aktu odcięcia od cielesnych pokus i oddalenia od Boga. Pomimo rewolucji seksualnej lat 60. własna seksualność jest nadal dla wielu obszarem tabu i terra incognita.  Czytaj też: Seks po polsku: nie mamy czasu, ochoty ani pomysłu. Czemu nie chce nam się kochać? Kultury Orientu w zupełnie inny sposób pojmują konstrukcję rzeczywistości duchowej i materialnej. Tradycje związane z bóstwami hinduistycznymi czy też praktyki szamańskie często pokazują, że drogą rozwoju duchowego i utrzymania zdrowia są różnorodne czynności związane z ciałem, jego dobrostanem, zmysłami, energetyką, dietą itd. Ciało nie stanowi odrębnego bytu od ducha, zatem często praktyki duchowe mogą obejmować zarówno taniec, śpiew, spożywanie pokarmów, jak i doznania seksualne. Tantra kontra pornografia W tantrze wszystkie modalności mogą być zaangażowane w doświadczanie: dotyk, smak, ruch, obrazy, dźwięki, odczucia z ciała (takie jak np. oddech, emocje, myśli) – wszystkie są tak samo ważne, wszystkie tak samo mogą nas uczyć i rozwijać. Nie ma elementów lepszych i gorszych, nie ma wstępnego założenia, co jest właściwe w doświadczaniu, a co nie, czego...

Czytaj dalej
relacje w związku
iStock

Seks po polsku: nie mamy czasu, ochoty ani pomysłu. Czemu nie chce nam się kochać?

„Mężczyźni nieraz opowiadają na sesjach terapeutycznych, że prosząc o seks, czują się jak pies, który siedzi pod stołem i czeka, aż pan mu rzuci kość” – mówi psychoterapeutka, seksuolożka dr Agata Loewe.
Sylwia Niemczyk
30.11.2020

Kiedyś Maria Peszek śpiewała: „Nie mam czasu na seks” i zdaniem seksuologów, to samo mogłaby zaśpiewać prawie każda inna Polka. Dopadła nas epidemia braku pożądania. Seks w stałych związkach praktycznie po kilku latach przestaje istnieć. Wystarczy, że jedno z partnerów przestanie odczuwać chęć – brak pożądania w związku może być zaraźliwy, jak mówi dr Agata Loewe, seksuolożka i psycholożka. Brak pożądania może być zaraźliwy Sylwia Niemczyk: Na dziesięć moich koleżanek trzy regularnie i chętnie uprawiają seks. Reszta nie ma ochoty.  Agata Loewe: Wszystkie moje obserwacje mówią to samo: mamy epidemię braku pożądania, coraz mniej chce się nam kochać, coraz częściej przychodzą do mnie na terapię pary, które nawet już nie pamiętają, kiedy był ten ich ostatni raz. Ale jednocześnie chcą być razem, bo się kochają, są do siebie przywiązani albo np. łączą ich dzieci. Często to ludzie, którzy są ze sobą bardzo długo, od wczesnej młodości. Pamiętają, jak na początku było wspaniale, ale potem w zupełnie inny sposób dojrzewali, inaczej kształtowała się ich seksualność. Po latach okazało się, że jedno z nich po prostu nie nadążyło za tym drugim. Bywa, że ciało kobiety z wiekiem staje się bardziej responsywne, rozwija się jej samoświadomość, a partner zostaje w tyle.  Bywa, że to nie on, ale ona zostaje daleko z tyłu.  Oczywiście, np. gdy w związku rodzi się dziecko – pamiętajmy, że zupełnie inną cenę za to płaci kobieta, a inną mężczyzna. Typowa sytuacja: kobieta zostaje matką, jej ciało jest w szoku, hormony szaleją i pożądanie spada do zera. Mija kilka miesięcy, rok, ona wciąż powtarza argument: „Karmię”, „Padam na twarz” albo: „Boli mnie”. Partner przez jakiś czas podejmuje różne działania, żeby...

Czytaj dalej
para na rowerze
magnum photo/photo power

I żyli razem długo i szczęśliwie. Czy istnieje przepis na udany związek?

Skoro namiętność wygasa po 4 latach, jak przeżyć razem 60?
Karolina Rogalska
28.01.2020

Aby związek był udany nie musimy być idealnie dobrani. Teoria o dwóch połówkach jabłka odchodzi do lamusu. Szczęsliwy związek to patrzenie w tym samym kierunku i decyzja, że pomimo dzielących nas różnic chemy iść tą samą drogą. Razem.  Karolina Rogalska: W książce „Psychologia miłości” pisze pan, że namiętność wygasa po czterech latach. Czy to nieunikniony etap romantycznej relacji, czy średnia statystyczna? prof. Bogdan Wojciszke:  Arthur Aron, badacz, który od 40 lat zajmuje się bliskimi związkami, twierdzi, że nie musi tak być. Uważa, że namiętność może trwać w nieskończoność, a mija tylko komponent omamienia, czyli stan, w którym siada ci obszar mózgu odpowiedzialny za krytyczne myślenie, gdy patrzysz na zdjęcie ukochanej osoby. Ale ta idealizacja jest niezbędna, żeby stworzyć parę. Bo gdybyśmy od początku wiedzieli, jacy naprawdę jesteśmy, to może w ogóle nie decydowalibyśmy się na wchodzenie w związki. Na szczęście człowiek jest istotą obdarzoną nadzieją, która z definicji jest głupia, ale też piękna. Mam córkę, która jest wypisz wymaluj podobna do mnie. Ma taki sam sposób odczuwania świata, jest bardzo racjonalna. Właśnie się zakochała. Obserwuję z boku, jak nadzieja w niej przygasa, a za chwilę wybucha z wielką siłą. I ja mimo całego mojego racjonalizmu życzę jej z całego serca, żeby poszła za głosem nadziei i wybrała miłość. Cóż lepszego może nas w życiu spotkać? A jednak w ostatnich latach lawinowo rośnie liczba rozwodów. Co trzecie małżeństwo się rozpada. Przestaliśmy dbać o związki? Reguła jest taka, że przeciętne małżeństwo pogarsza się w miarę czasu jego trwania. Gołym okiem tak bardzo tego nie widać, bo najgorsze związki się rozpadają i zostają tylko te bardziej udane. Ale zmiana...

Czytaj dalej
seks w związku
Adobe Stock

„Seks sam się nie ułoży” – dr Alicja Długołęcka mówi, jak zawalczyć o intymność 

„Kobiety, wchodząc w związek, podświadomie oddają się w ręce drugiej osoby. Oczekują, że to mężczyzna sprawi, że seks będzie super. A potem mają żal, bo coś je w życiu omija" – mówi seksuolożka dr Alicja Długołęcka.
Joanna Mielewczyk
07.07.2020

Kobiety wchodząc w związek czasem czują się tak, jakby były zwolnione z odpowiedzialności za własne życie. Dotyczy to również seksu, uważa seksuolożka dr Alicja Długołęcka. Za bardzo zdajemy się na partnerów. Za bardzo to oni wpływają na to, czy seks stanie się ważnym obszarem w naszym życiu. J oanna Mielewczyk: Przyzwyczajenie, rutyna, zmęczenie, brak uważności – pani doktor, czy dobrze szukam winnych powolnego odpuszczania i w końcu rezygnacji z seksu w związkach? Dr Alicja Długołęcka: Seks, jak i inne dziedziny życia, porównałabym do dobrych książek. Można je czytać we wczesnej młodości, ale niewiele się z nich rozumie. Podobnie jest z seksem. Wymieniła pani różne powody, a ja myślę, że pierwszym, podstawowym jest to, że wchodzimy w życie seksualne z jakimś o nim wyobrażeniem – z filmów, mediów, literatury, trochę z potocznej wiedzy opartej na stereotypach. Natomiast brakuje nam edukacji seksualnej, szczególnie skoncentrowanej na pozytywnych aspektach seksualności, związanych z jednej strony ze zmysłową radością, z drugiej z odpowiedzialnością. To wszystko sprawia, że podchodzimy do seksu życzeniowo. Zaczynamy eksperymentować i okazuje się, że jest jakoś tak inaczej. A tak w ogóle to rozmawiamy o kobietach czy o mężczyznach? O związkach. Ale skoro rozmawiają dwie kobiety, przyjmijmy kobiecą perspektywę. Rzeczywiście tak jest, że kobiety młode i te we wczesnym średnim wieku, kiedy pojawiają się dzieci, często zgłaszają niższy niż mężczyźni poziom potrzeb seksualnych. A to dlatego, że częściej są niezrealizowane seksualnie. Są aktywne, ale nie są spełnione. Nic więc dziwnego, że ich motywacja jest niska. Kiedy ideał zderza się z rzeczywistością, to rozbieżność jest tak podejrzanie duża, że traci się ochotę na seks. U kobiet rozbieżność jest większa...

Czytaj dalej