Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach. Dla kogo jest najlepsza?
Adobe Stock

Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach. Dla kogo jest najlepsza?

Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach z pewnością nie jest terapią odpowiednią dla osoby, która ma sentyment do pożółkłych rodzinnych fotografii i lubi roztrząsać przeszłość. Raczej dla takiej, która ma ochotę zakrzyknąć „Cała naprzód!”.
Aleksandra Nowakowska
30.04.2020

Można powiedzieć, że podczas Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach to terapeuta uczy się od klienta. W nim szuka pomocy w poszukiwaniu właściwych rozwiązań problemu, z którym ten do niego przyszedł. To klient wie, co w jego życiu się sprawdza, chociaż w chwili, gdy przekracza próg gabinetu, jakby o tym zapomniał. Ma przecież jakiś poważny kłopot, który przesłania mu jasne widzenie sytuacji oraz oddziela od własnych możliwości. Wystarczy sobie o tym przypomnieć i na nowo doświadczać w życiu.

Filozofia tej metody terapeutycznej o amerykańskich korzeniach mieści się w trzech zdaniach. Pierwsze z nich brzmi: „Jeśli coś działa, rób tego więcej”. Z pewnością każdy z nas wie, co w jego życiu się sprawdza. Jakie nasze zachowania są skuteczne, bo dzięki nim osiągamy to, czego chcemy. Może doskonale się mobilizujemy w warunkach stresu i bez problemu chodzimy po krawędziach, a dużo bardziej niż wyzwania męczy nas rutyna. Albo dobrze funkcjonujemy, działając w pojedynkę. A może właśnie naszą mocną stroną jest pozyskiwanie kompanów do wspólnej sprawy? Możemy być mistrzami w rozkoszowaniu się małymi codziennymi przyjemnościami, co zawsze poprawia nam nastrój, albo nową perspektywę zyskujemy, jak przebiegniemy przynajmniej dwa kilometry? Bywa tak, że doskonale wiemy, że nasz urok osobisty i uśmiech mogą zdziałać cuda, tylko jakoś wypadło nam to z głowy, ponieważ jesteśmy w rozsypce.

Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie”

Na czym polega Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach

Podczas sesji Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach razem z terapeutą robimy przegląd naszych zasobów – umiejętności, cech, atutów – dzięki którym bez większego wysiłku poradzimy sobie z aktualnym problemem. Skoro mamy je w sobie, sięgnijmy po nie. Wystarczy opracować plan działań, który wdrożymy, żeby jak najlepiej sobie pomóc.

Drugie hasło Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach brzmi: „Jeśli coś nie działa, nie rób tego więcej. Rób coś innego”. Określenie tego, co nie sprawdza się w naszym życiu, jest równie ważne, bo często brniemy w to, co nam nie służy i nie wychodzi na dobre. Co więcej – rani nas i sprawia, że nasze życie tkwi w nieciekawym miejscu. Jeśli jesteś typem wolnościowym i znowu cierpisz na etacie w korporacji niż monitorowanym czasem pracy, poważnie rozważ własną działalność lub rozejrzyj się za pracą projektową. Jeśli właśnie przeżywasz żałobę i czujesz nadciągającą depresję, a wiesz, że samotność zawsze cię przygnębia, wyjdź z domu, zainicjuj kontakt z ludźmi.

Jeśli jako introwertyczka nie rozumiesz się z ekstrawertycznymi mężczyznami, których pasją są sporty ekstremalne i promocja siebie, odejdź od kogoś takiego. Warto powiedzieć sobie, co dokładnie w naszym życiu nie działa. Często rozwiązaniem problemu jest zrobienie czegoś dokładnie odwrotnego do tego, jak zwykle postępujemy w podobnej sytuacji. Zawsze ustępujesz, bo boisz się konfliktów, a potem jest ci źle, bo czujesz się wykorzystana, pominięta, niezrozumiana. Może nadszedł czas na to, żebyś stanęła za sobą, a jak trzeba, urządziła awanturę. Zwykle szastasz pieniędzmi, czego konsekwencją są problemy finansowe i twój lęk o byt? Zaoszczędź, planuj wydatki. Zrób inaczej niż dotąd i zapomnij o nieskutecznych sposobach, które nie sprawdzają się w twoim życiu.

Po trzecie terapeutyczne podejście Skoncentrowane na Rozwiązaniach zaleca: „Jeśli coś się nie zepsuło, nie naprawiaj tego”. TRS charakteryzuje się pewnym minimalizmem w pracy nad celami, po to, żebyśmy uniknęli niepotrzebnych frustracji. Chodzi tu o zmianę perspektywy. Większość z nas bowiem ma mylne przekonanie o wadze swoich problemów. Zwykle je przeceniamy, co więcej – jeśli widzimy je jako poważne i skomplikowane, wydaje nam się, że rozwiązanie też będzie niezwykle trudne do wprowadzenia w życie. Wygląda to logicznie, ale tak nie jest. TSR podpowiada, aby nie komplikować sytuacji i zaczynać od najprostszych rozwiązań. Może wystarczy zadzwonić do kogoś i wyjaśnić sprawę, zacząć wysyłać CV, odpocząć i na chwilę zatrzymać się, żeby sprawy potoczyły się same.

Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach koncentruje się na pozytywach i rozwiązaniach. Według jej założeń należy wdrażać je w teraźniejszości, żeby zmienić przyszłość. Kierunek terapii wyznacza nie problem, ale potrzeby klienta. Wcale nie trzeba znać szczegółów problemu, żeby znaleźć jego rozwiązanie. Ono tkwi w ludzkich zasobach, nigdzie indziej. Nie trzeba od razu robić życiowej rewolucji, warto pamiętać, że małe zmiany wywołują duże zmiany. Poza tym zawsze istnieje wiele sposobów spojrzenia na daną sytuację, żaden nie jest bardziej właściwy niż inne.

Dla kogo Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniach?

Terapię Skoncentrowaną na Rozwiązaniu polubią ci, którzy:

  • nie przepadają za komplikowaniem sobie życia,
  • ich mocną stroną jest działanie,
  • chcą osiągnąć szybki efekt,
  • lubią zmiany i eksperymenty życiowe,
  • łatwo odpuszczają,
  • nie mają zbyt analitycznego umysłu,
  • nie szukają dziury w całym,
  • nie przeraża ich powierzchowność,
  • są zmęczeni dotychczasowym brakiem efektów,
  • preferują proste rozwiązania,
  • nie przepadają na patrzeniem wstecz,
  • łatwo zmieniają perspektywę.
 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Adobe Stock

Terapia systemowa, Gestalt czy CTB – czym różnią się najpopularniejsze nurty psychoterapii?

Różne nurty psychoterapii: systemowa, behawioralno-poznawcza, Gestalt, skoncentrowana na rozwiązaniu proponują inny system pracy z pacjentem. Jaką psychoterapię wybrać dla siebie? Zobacz podobieństwa i różnice.
Aleksandra Nowakowska
30.04.2020

Celem każdej terapii jest wyjście z cierpienia czy dyskomfortu, rozwiązanie problemu, z którym przychodzimy do gabinetu oraz rozwój osobisty. W efekcie mamy wieść lepsze życie, zgodne z własnym potencjałem. Droga do tego miejsca może być różna. Terapie Gestalt i systemowa sięgają do przeszłości. To nurty, które zakładają, że nieuświadomione przeżycia z dzieciństwa oraz powiązania rodzinne uniemożliwiają nam kontakt ze sobą i hamują życiową sprawczość. Przeszłość jest źródłem obecnych problemów, więc trzeba rzucić na nią światło świadomości.  Natomiast terapia skoncentrowana na rozwiązaniach  oraz terapia behawioralno-poznawcza koncentrują się na przyszłości i szybkich skutecznych sposobach, żeby znaleźć się w okolicznościach, których pragniemy. Służą temu wszelkie zasoby (zarówno wewnętrzne, jaki i zewnętrzne), które już posiadamy, a także dość prosta zmiana myślenia. Terapia Gestalt – teraźniejszość to echo przeszłości Jest nurtem terapii humanistycznej, egzystencjalnej. Twórcą tej metody był Frederick Perls, niemiecki lekarz, psychiatra i psychoanalityk, który twierdził, że w teraźniejszości odczuwamy zarówno przeszłość, jak i przyszłość, a w pracy terapeutycznej najważniejsze jest poszerzanie świadomości poprzez odkrywanie, co leży u źródła kryzysów. Przyczyn kryzysu terapeuta Gestalt często szuka w dzieciństwie, ponieważ według Perlsa niezaspokojenie  w pierwszych latach naszego życia takich potrzeb jak miłość, akceptacja czy autonomia, hamuje pełne doświadczenie siebie – kontakt z własnymi uczuciami i samopoznanie. W efekcie doświadczeń z dzieciństwa wykształcają się w nas nawykowe reakcje. A to prowadzi do dezintegracji osobowości. Terapeuci Gestalt uważają, że to, co sobie uświadamiamy,...

Czytaj dalej
Współpraca, Miłosz Brzeziński
Adobe Stock

„W naszym społeczeństwie panuje kult jednostki, ale to w grupie mamy siłę!” mówi Miłosz Brzeziński

Praca w zespole nie musi oznaczać wyścigu szczurów. „Badania nie pozostawiają żadnych wątpliwości: jesteśmy gatunkiem, który zdecydowanie lepiej funkcjonuje w grupie niż w pojedynkę” – mówi coach Miłosz Brzeziński.
Karolina Morelowska-Siluk
03.08.2020

Zgubnym mitem kultury Zachodu jest przekonanie, że za przełomowymi sukcesami stoi jeden człowiek. A tak nigdy nie było. Bieg świata zawsze zmieniały zespoły. O sile, jaką daje współpraca, rozmawiamy Miłoszem Brzezińskim, psychologiem, trenerem osobistym, specjalistą w zakresie motywacji, autorem książek m.in. „Biznes, czyli sztuka budowania relacji”. Karolina Siluk-Morelowska:   Przygotowując się do naszej rozmowy, przeprowadziłam na swoich najbliższych eksperyment. Zadałam dwa pytania: „Kto wymyślił żarówkę?” oraz „Kto pomalował Kaplicę Sykstyńską?”. Odpowiedzi brzmiały: kaplicę ozdobił Michał Anioł, żarówkę wymyślił Thomas Edison. Tymczasem Edison miał 20-osobowy zespół, Michał Anioł sztab kreatywnych artystów. Skąd więc takie odpowiedzi? Nie wiemy, jaka jest prawda? Miłosz Brzeziński:  Raczej uprawiamy kult jednostki. I jest to ewidentnie skrzywienie obrazu charakterystycznego dla naszego kręgu kulturowego. Uważamy, że jedna osoba bardzo dużo może. Jedna osoba bardzo wiele znaczy. Mam rozumieć, że taki sposób myślenia cechuje Europejczyków?  Powiedziałbym, że ludzi kultury Zachodu. Klasyczna kultura Wschodu traktuje pojedynczą osobę jako część całości. Supełek w ogromnej sieci. Dla Zachodu całością jest jednostka. We wschodnim poczuciu bycia elementem wielkiej układanki widzę w zasadzie tylko jedną niedoskonałość. W kulturach, nazwijmy je na potrzeby tej rozmowy zespołowymi, ludzie nigdy się nie wychylają. Nawet jeśli wiedzą lepiej, więcej. Wychodzą z założenia, że wystający gwóźdź dostaje pierwszy. Ponadto czują się skrępowani, kiedy oni coś wiedzą, a inni nie.  To nie jest dobre. Choć, na marginesie, u nas bywa odwrotnie. Nierzadko zabieramy głos w dyskusji, nie mając pojęcia, o czym mowa. Ale zasadniczą wadą...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

„Samotna, czyli smutna?” Bzdura – nie potrzebujemy być w związku, żeby być szczęśliwe

Od dzieciństwa mówiono nam, że nie będziemy szczęśliwe bez kogoś u naszego boku, z badań wynika jednak coś zupełnie innego! Okazuje się jednak, że bez miłości może być nam w życiu równie dobrze – albo nawet lepiej.
Sylwia Arlak
31.07.2020

Kiedy ty w końcu sobie kogoś znajdziesz?”, „Obyś tylko dobrze wyszła za mąż”, „Jak ty sobie teraz poradzisz bez wsparcia?” — takie pytania i rady, często nawet zadawane z życzliwością i autentyczną troską słyszy prawie każda singielka. Nasi bliscy, chcąc dla nas jak najlepiej, karmią nas fałszywymi przekonaniami. Nic dziwnego, że wielu z nas wydaje się, że potrzebuje w życiu „drugiej połówki”, żeby w końcu osiągnąć pełnię szczęścia i życiowego spełnienia. Druga połówka nie dla każdego? Presja zamążpójścia albo przynajmniej bycia w związku jest wszechobecna. Skarżyła się na to autorka bestsellerowych książek o Bridget Jones, Helen Fielding. W jednym z wywiadów podkreślała, jak wiele samotnych kobiet po trzydziestce musi znosić kolejne wścibskie pytania na temat ich życia miłosnego. Z kolei znana brytyjska prezenterka telewizyjna, Maya Jama, mówiła tuż po zerwaniu z partnerem: „Ludzie muszą zobaczyć, jak płaczę na Instagramie przy lampce wina, żeby poczuli się usatysfakcjonowani”. O tym samym problemie pisała niedawno aktorka Emily Atack: „Bycie singlem nie powinno być postrzegane jako coś negatywnego. Zostałam sama z wyboru. Przestańmy zachowywać się tak, że kobiety czują się jak przegrane, jeśli nie są w związku!” Nie ma nic złego w byciu singielką, ba – samotne życie może wyjść nam na dobre. Pozwala nam skupić się na sobie i swoich potrzebach. A w przyszłości (jeśli będziemy mieć na to ochotę) dojrzalszej patrzeć na relacje, a tym samym budować je na solidnych fundamentach. Potwierdzają to najnowsze badania. Psycholodzy udowodnili, że znalezienie miłości nie wpływa na ogólny poziom szczęścia. Badacze z Michigan State University przeprowadzili badanie, w którym zmierzyli poziom szczęścia osób...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Najlepszy sposób na rozwój osobisty? Nie traktuj życia – i siebie! – aż tak serio

Wiesz, co najbardziej utrudnia ci rozwój osobisty? Strach przed porażką albo ośmieszeniem. Boisz się, jak wypadniesz przed innymi, dlatego nie próbujesz nowych rzeczy. Sprawia, że nasze życie staje się nudne i powtarzalne.
Sylwia Arlak
31.07.2020

Wiesz, co się stanie, gdy poprosisz dziecko o narysowanie czegoś pięknego? Pobiegnie po kredki i zacznie rysować. A jeśli poprosisz je do tańca? Zacznie tańczyć. Jeśli jednak na miejscu dziecka będzie dorosły, zazwyczaj odpowie: „Nie umiem” albo „Nie wiem jak”. Zamiast wkroczyć do akcji, zacznie się zastanawiać, czy się nadaje, czy się nie ośmieszy, czy ktoś nie pomyśli o nim w krytyczny sposób. I nie zrobi nic, przez co nie dowie się nawet, że w rysowaniu, tańcu czy innych naszych życiowych działaniach chodzi po prostu o samo działanie – o to, żeby próbować, starać się i rozwijać. A nie o to – jak wyglądamy z boku.  Strach kradnie całą naszą zabawę  Dorośli desperacko szukają aprobaty. Strach przed zawstydzeniem czy ośmieszeniem uniemożliwia nam robienie tego, na co mamy ochotę. Dzieci rysują i tańczą (zostańmy przy tych przykładach) nie dlatego, że są w tym dobre. Bawią się, przyjmują nowe wyzwania i robią to, na co mają ochotę, a przez to uczą się nowych rzeczy.  Kiedy boimy się, że ktoś na wyśmieje, przestajemy: Robić to, co chcemy Bawić się Uczyć  Na tym polega problem z traktowaniem siebie zbyt poważnie. Wolimy nie wychylać się, nie próbować, zamiast uczyć się nowych rzeczy. Strach sprawia, że nasze życie jest nudne i powtarzalne.  Skąd bierze się strach przed ośmieszeniem? Strach jest emocjonalną odpowiedzią na zagrożenie. To naturalna reakcja na atak (faktyczny lub domniemany). Bojąc się ośmieszenia, martwimy się czymś, co może się wydarzyć.  Wszystko zaczyna się, gdy pozwalamy, by cudze oczekiwania określały to, jak żyjemy. Zaczynamy traktować siebie zbyt poważnie, a potem szukamy aprobaty. W ten sposób inni ludzie stają się naszymi sędziami. Musimy jednak pamiętać, że próbując zadowolić...

Czytaj dalej