Umiesz powiedzieć: „Mamo, to moje życie…”? Asertywność najczęściej zawodzi nas w relacjach z bliskimi
getty images
#lepszeżycie

Umiesz powiedzieć: „Mamo, to moje życie…”? Asertywność najczęściej zawodzi nas w relacjach z bliskimi

Na czym polega asertywność? To sztuka stawiania granic, szczerego wyrażania uczuć i grzecznego odmawiania.
Anna Bimer
02.02.2020

Gdybyśmy wszyscy odpowiadali na każdą prośbę, zaczynając od »nie«, umarłyby uczynność i przyjaźń. Asertywność nie oznacza odmowy. Jest umiejętnością wyrażania uczuć bez intencji ranienia innych” – mówi Kamila Rowińska, coachyni i autorka „Kobiety Asertywnej”.

Anna Bimer „Uroda Życia”: Spotyka się ludzi, którzy wraz z pojawieniem się pojęcia asertywność zdobyli stosowne szlify. Ale chyba coś źle zrozumieli, skoro reagują schematycznie: najczęściej najpierw surowo odmawiają, a dopiero potem myślą.

Kamila Rowińska: W asertywności zdolność odmowy czy też nieprzystawania na wszystko, co nam proponuje ktoś inny, jest czubkiem góry lodowej. To wierzchołek wiedzy, której wielu jeszcze nie zgłębiło, niektórzy zatrzymali się na programowym byciu na „nie” i nazwali to asertywnością albo pobrali z kursu to, czego najpilniej potrzebowali. Trudno się dziwić, że w  społeczeństwie długo zniewolonym tak bujnie wyrosła potrzeba stawiania na swoim. Na szczęście nie grozi nam zanik uczynności czy innych pozytywnych cech, bo człowiek z natury jest chętny, żeby okazywać życzliwość, udzielić pomocy, spełniać prośby.

Człowiek jest dobry.

Bywa też pełen pychy, kiedy uważa, że  wszystko zrobi najlepiej, z jego rad muszą skorzystać wszyscy i nawet nieproszony o opinię wygłasza ją, nie pozwalając żyć innym tak, jak tego pragną. Czasami to inwazyjne poradnictwo nazywa troską. Milej myśleć, że troska płynie z serca. Po wstępnym „nie” ludzie kontaktują się ze swoimi emocjami i rusza ich sumienie. I czasami „nie” zmienia się na „tak”.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Cztery typy postaw: agresywna, uległa, asertywna i manipulacyjna

Tylko u proszącego często niesmak pozostaje.

Jeśli nasze zachowanie celowo miało wprawić kogoś w zakłopotanie, to znaczy, że nie było asertywnością. Nie ma ona bowiem w sobie – z założenia – niczego z napastliwości, arogancji czy agresji. Wyróżniamy wśród ludzkich postaw: agresywną, uległą, asertywną i jest jeszcze manipulacyjna. W asertywności, która znajduje się między agresją a uległością, chodzi o ośmielenie i wyposażenie w odwagę osoby nadmiernie uległe; w żadnym razie nie o to, by stały się przodownikami agresji.

 Czyli wiemy już, czym asertywność nie jest.

Syndrom neofity mógł sprawić, że pierwsze pokolenie uczących się potraktowało nabyte umiejętności nadmiarowo. Trzeba czasu, by się to wyrównało i zbalansowało. Moje pokolenie, a mam 40 lat, na zasadzie kontry do pokolenia rodziców chce być mocno samostanowiące o sobie. Może za bardzo, może zbyt apodyktycznie. Nasze dzieci powinny wyciągnąć już wnioski z naszych lekcji.

Będzie wtedy jeszcze racja bytu dla asertywności?

Tak długo, jak długo będą wśród nas ludzie, którzy swoją ofiarnością i ustępliwością depczą swoje wartości i potrzeby, nauka asertywności będzie potrzebna. Abyśmy wypośrodkowali to, co korzystne i przydatne dla nas, i odróżnili od tego, co jest nadmiarowym zaspokajaniem potrzeb innych ludzi. Asertywność polega na znajdowaniu tej granicy, jeśli jest przekraczana ze szkodą dla nas, musimy umieć zaoponować. Proszę mi wierzyć, dla bardzo wielu ludzi postawienie granicy pomiędzy swoimi potrzebami a potrzebami innych stanowi ogromny problem. Jesteśmy bowiem wychowywani do posłuszeństwa i uległości. Znamy te złote myśli: pokorne cielę dwie matki ssie, dzieci i ryby głosu nie mają, samochwała w kącie stała itp. Ukształtowani według tych reguł mogą mieć problem z  wyrażaniem potrzeb i opinii. Stąd idea mozolnego ćwiczenia sprzeciwu, czyli mówienia w pewnych sytuacjach „nie”, które ma na celu nas chronić, a nie być postawą nieżyczliwą czy obojętną wobec innych.

Kategoryczne „nie” na początku zdania nie buduje relacji. Może bardziej dyplomatycznie mówić: „Tak, ale...”?

W relacji zawodowej czasem jest to wybieg taktyczny, natomiast w przypadku więzi osobistych wolałabym zacząć od przedstawienia emocji, jakie wzbudza we mnie czyjaś prośba. Czyli mówię: „Zaskoczyła mnie ta sytuacja” albo „Czuję się zakłopotana”, a następnie wyjaśniam czym, czyli np. tym, że ktoś chce pożyczyć ode mnie samochód. Dopiero po takim wstępie osobistym odmawiam z  rozwinięciem i mówię, czego oczekuję. 

Czyli tłumaczę się?

Przeciwnie, w drugiej części wypowiedzi nie uzasadniamy odmowy naszymi względami, lecz sugerujemy, żeby druga strona inaczej rozwiązała swój kłopot, z  jakim przyszła do nas. Mówimy np.: „Wolałabym, żebyś skorzystał z wypożyczalni”. Albo zapowiadamy: „Pożyczę ci samochód jeszcze tym razem, natomiast w przyszłości wolałabym, abyś skorzystał z wypożyczalni”. Oczywiście ten raz naprawdę ma być tym ostatnim. 

Asertywność jest zatem wskazana, gdy ktoś chce łatwo się nami wysłużyć?

Zawsze jest wskazana, abyśmy mogli szczerze komunikować się z bliskimi, ponieważ asertywność może dotyczyć również sytuacji dla nas przyjemnych. Kiedy dostajemy prezent, kwiaty czy też komplement i potrafimy podziękować, docenić gest, mówiąc, że ktoś sprawił nam tym dużą radość i niespodziankę, sygnalizujemy lub też wprost konkludujemy, że powtórka tej sytuacji jest mile przez nas widziana. Asertywność to szczere wyrażanie uczuć i poglądów bez świadomej intencji ranienia innych.

Czysta zaleta?

Pod warunkiem, że będą temu towarzyszyły dobre intencje. Nie chodzi nam bowiem o bezrozumną szczerość, która każe podejść np. do chorej, otyłej osoby i bez zahamowań wyjawić, co widzimy, z sugestią: „Zacznij jeść warzywa”. Wspominam o tym, bo – wbrew pozorom – wcale nie jest takie oczywiste. Proszę popatrzeć, jak wygląda hejt w internecie albo jak dotkliwie potrafią lżyć się kierowcy. Nomen omen – bez hamulców.

Na pani stronie internetowej znalazłam myśl Abrahama Lincolna: „Wyręczając ludzi, wcale im nie pomagamy”. Są chyba jednak różne sytuacje w życiu.

Trzeba odróżnić pomaganie od wyręczania w tym, co ktoś z powodzeniem mógłby sam zrobić. Robiąc zakupy starszym rodzicom czy też idąc z nimi do banku, pomagamy. Kiedy robimy to samo z  25-latkiem, który twierdzi, że nie miał czasu – wyręczamy go. Na dłuższą metę on nie doświadcza poczucia swojej sprawczości.  

W jakich sytuacjach asertywność jest najbardziej deficytowa i potrzebna?

U osób, które przeszkoliłam w  ciągu ostatnich 10 lat, najczęściej pojawiały się uległość i agresja w relacjach prywatnych. Na moje szkolenia często przychodzą dorośli, dla których dużym wyzwaniem jest wyrażanie stanowiska odmiennego od woli rodziców. Wciąż chcą przeglądać się w ich oczach, mieć od nich akceptację, słyszeć pochwały na  swój temat. Boją się przestać spełniać ich oczekiwania. Tymczasem żeby stać się dorosłym, a zarazem dojrzałym, w pewnym wieku należy zacząć myśleć i decydować niezależnie. To naturalny proces, w którym następuje „przecięcie pępowiny” i zmiana w relacji. Nie ma w tym nic złego, chociaż nie jest to dla wielu osób proste. Zwłaszcza że to często po stronie dorosłego dziecka stoi jej przecięcie, nie po stronie rodzica. Często ludziom nawet po 30. urodzinach brakuje dojrzałości, decyzyjności i świadomości ich dorosłego ja. Przykłady sytuacji, kiedy staje się to pułapką, można mnożyć. Niektórzy wybierając pracę lub biznes, czekają, aż rodzice zaakceptują ich wybór. Inni urządzają mieszkania tak, aby rodzice byli zadowoleni i  pochwalili, że ładnie się urządzili. 

A rodzice nie powinni być autorytetami?

To nie musi się wykluczać. Mogą być mentorami na specjalne okazje i rozterki życiowe. Na co dzień jednak nie musimy uznawać, że są najlepszymi pedagogami, dekoratorami wnętrz i doradcami zawodowymi w jednym. Dorosły człowiek nie może bez końca oczekiwać od rodziców aplauzu. Rodzice to nie klakierzy. 

Często to rodzice właśnie nie chcą przeciąć pępowiny. Czują się potrzebni.

To prawda, rodzice chcą czuć się potrzebni, niektórzy nawet za bardzo. I wtedy jakże pomocne jest to ustalenie granic. Proszę przypomnieć sobie, ilu znajomych wzięło ślub ze względu na rodziców, ilu dało sobą pokierować w  wyborze studiów i profesji pomimo sprzecznych marzeń! Ludzie piszą do mnie o tym, jak często ukrywają przed rodzicami różne fakty z życia. Na przykład to, że raz w tygodniu przychodzi do nich pani do sprzątania. Piszą do mnie osoby, które są niewierzące, ale zapisały na religię dzieci i poprowadziły je do pierwszej komunii z obawy przed dezaprobatą swoich rodziców. Jeśli robią to wbrew własnym przekonaniom, to jaki stanowią wzór dla swoich dzieci? Powstaje wielopokoleniowe kłamstwo. Czasem wyrażenie uczuć będzie procesem burzliwym, akceptacja naszych decyzji może wymagać czasu, jednak szczerość i  prawda przynoszą ulgę. 

Często coś przemilczamy, żeby nie ranić uczuć starszych już w końcu ludzi.

Przez grzeczność możemy zjeść sernik z rodzynkami, nawet jeśli go nie lubimy, żeby 90-letniej babci nie było przykro. Możemy też posłuchać po raz kolejny tej samej historii z czasów młodości dziadka, zamiast informować go, że znamy ją na pamięć. Natomiast nie warto tak ustawiać całego życia, aby innym było miło, a nam fatalnie. Nie chodzi o to, by rodzice czuli się odtrąceni, nie chodzi o  zerwanie więzi, lecz o nawiązanie jej na bazie partnerskiej. I nie trzeba bać się, że mama się zdenerwuje, a tata zezłości, bo im to nie odpowiada. Rodzicie będą musieli jakoś to przeżyć i zaakceptować. Czasem podczas rozmów w gabinecie używam takiego argumentu: skoro mogłeś się buntować i tupać nogami jako dwulatek, a potem jako 17-latek, kiedy podczas dojrzewania szuka się tożsamości, to w czym problem, żeby zaznaczyć odrębność, gdy żyje się już oddzielnie, a  często ma się swoją rodzinę. Zresztą są i tacy rodzice, którzy na koniec powiedzą uległemu dziecku, że jest sierotą i nie potrafi żadnej decyzji podjąć samodzielnie.

Albo będą powtarzać: „Stać cię na więcej”.

I wtedy można powiedzieć: „Mamo, czuję się zraniona, kiedy mówisz, że stać mnie na więcej, bo dałam z siebie już wszystko. Chciałabym, abyś przestała”. 

Łatwo powiedzieć.

Wcale niełatwo. Dlatego się tego uczymy.

Chodzi mi o to, jak rozpoznać w sobie słuszność przekonania, że ktoś chce nami sterować? Jak nie przeszarżować i nie obciążyć nadmiernym posądzeniem?

Czujemy, kiedy coś nas w relacji z drugą osobą uwiera. Dla każdego w innym momencie przebiera się miarka. Ale tu nie ma mowy o pomyłce.

Asertywność nie jest adresowana specjalnie do relacji rodzice – dorosłe dzieci.

Oczywiście, ale to przykład bardzo obrazowy. Asertywność jest potrzebna we wszystkich bliskich relacjach, również między partnerami. W związkach problem tkwi w tym, że często nie wyrażamy swoich oczekiwań, ale jednocześnie oczekujemy, że w magiczny sposób zostaną spełnione. Gdy się tak nie dzieje, stajemy się uszczypliwi. W związkach mamy też do czynienia z agresją słowną. Mówimy: „Bo ty zawsze”, „Bo ty nigdy”, oceniamy, a priori wyciągamy wnioski, często w ogóle nie pytając, jak jest. Ostatecznie i tak w związku chodzi o to, aby wychodzić sobie naprzeciw i iść na ustępstwa. Ale musi być w tym symetria. 

Asertywność uczy wyrażania potrzeb według schematu. Łatwo chyba o nadużycia. Bo gdy mówimy: „Kochanie, jest mi przykro, że nie mogę sprostać twoim oczekiwaniom”, to w zasadzie przenosimy poczucie winy na partnera. To manipulacja.

O manipulacji możemy mówić w  zależności od intencji. Zakładam, że te są szczere – gdy mowa o asertywności –  i chodzi o porozumienie, a nie zagrywkę taktyczną wobec drugiej osoby. Wierzę, że tak jest, ponieważ wiem po moich klientach, jak trudno im przełamać się, żeby coś szczerze wyrazić. Proszę pamiętać, że nie mówimy tu o cynicznych strategach, lecz o ludziach, którzy uczą się wybrnąć z uległości bądź agresji. 

Nawet najbardziej bezpośrednie osoby, mają swojego wilka, kogoś, z kim nie potrafią rozmawiać, i plotą.

To często prawda. Są ludzie, którzy na tej zasadzie mają słabość do autorytetów albo do znanych osób. W takiej relacji z  reguły mówimy nie to, co chcemy, nie to, co czujemy i co leży w naszym interesie. Minutę przed rozmową i minutę po niej doskonale  wiemy, co by należało odpowiedzieć, a w trakcie – jakby usta i język rządziły się same. Wtedy trenujemy stawianie granic, zaczynając np. od odmowy wyprzedzającej. Sięgnę po przykład z pożyczaniem samochodu. Jeśli ktoś wielokrotnie prosi o udostępnienie mu naszego auta, a my wbrew sobie zgadzamy się raz po raz, wtedy w pierwszej kolejności staramy się wyeliminować z  tej sytuacji element zaskoczenia. W dogodnej dla nas chwili kierujemy rozmowę w taki sposób, by uprzedzić tę osobę na przyszłość, że już nie będziemy mogli pożyczać samochodu. Zawsze też można dać sobie „czas dla drużyny”, czyli wstrzymać się z odruchową odpowiedzią, mówiąc, że musimy się zastanowić. A potem – zebrać się w sobie i odmówić. I trwać przy tym pomimo nacisków z  drugiej strony.

Stawianie granic a elastyczność w pracy

W pracy obowiązują inne reguły gry?

Zawsze mamy prawo do obrony swojego terytorium, nie musimy godzić się na to, by ktoś nas sobie całkiem podporządkowywał. Mamy prawo do własnego zdania oraz głośnego go wyrażenia. Może warto tylko odwoływać się tym razem nie do emocji i nie mówić, że coś w  wydaniu kolegi czy szefa sprawiło nam przykrość, ale odnosić się do ustaleń i powiedzieć, że nie na to się umawialiśmy. Oczywiście nie mówimy o sytuacji, gdy ktoś nas incydentalnie prosi o  zastępstwo, lecz gdy robi to nagminnie i zaczyna się nami wysługiwać. Nawet szef.

Ale zachowując swoje zdanie, można usłyszeć, że nie jest się elastycznym.

To jest właśnie manipulacja i krótkowzroczność. Już nie te czasy, że można przyjść i powiedzieć: „Panie Kasia, Ala i  Wiesia – do roboty!”. Dzisiaj, kiedy doczekaliśmy się rynku pracy pracownika, pracodawcy i szefowie nie mogą posługiwać się takimi zagrywkami. Stanowisko kierownicze nie zwalnia z  szacunku wobec współpracowników. Zresztą eksperci w swoich dziedzinach coraz śmielej już oczekują wobec siebie szacunku. Czasy feudalne za nami, stosunki w pracy powinny być możliwie partnerskie, zwłaszcza że coraz bardziej liczy się praca zespołowa. Dlatego ktoś, kto agresywnie gra tylko na siebie, w  końcu strzeli sobie w stopę. I mówię to jako szef solidnego zespołu: nie widzę siebie w roli egzekutora.

A dostrzegłaby pani pracownika, któremu przydałaby się lekcja asertywności?

Dostrzegłabym jego ekspertyzę, obawiam się jednak, że bez solidnego treningu asertywności nie byłby możliwy awans tej osoby na stanowisko kierownicze.

Rozmowa z Kamilą Rowińską ukazała się w „Urodzie Życia” 9/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Jak ćwiczyć asertywność
Unsplash

Asertywność to nie agresja! Zobacz, jak ćwiczyć mówienie „nie”

„Musisz być bardziej asertywna” – to zdanie, które prawdopodobnie chociaż raz usłyszała większość z nas. Zwykle zgadzamy się z tą radą, bo czujemy, że rzeczywiście jesteśmy zbyt uległe, dajemy się wykorzystywać, nie potrafimy stawiać granic. Jest jednak pewne niebezpieczeństwo – kiedy żyjemy w taki sposób dłuższy czas, narasta w nas frustracja, a wtedy już tylko krok, aby asertywność zrozumieć w niewłaściwy sposób.
Karolina Morelowska-Siluk
12.11.2020

Po latach niedbania o swoje granice mówimy sobie „dość” i z uległych, stajemy się agresywne. Bo tak rozumiemy asertywność, że być asertywnym oznacza stanowczo wykrzyczeć „nie”. Tymczasem właściwie rozumiana asertywność nie jest ani uległością, ani agresją, to ta przestrzeń „pomiędzy” jedną a drugą postawą. Co to jest asertywność? Asertywność to zdolność do otwartego wyrażania własnego zdania i swoich uczuć w granicach nienaruszających ani praw, ani psychicznego terytorium innych osób oraz swoich własnych. To umiejętność zachowania szacunku jednocześnie wobec innych ludzi i wobec samego siebie. Na agresję absolutnie nie ma tu więc miejsca. Kiedy wiemy już, czym tak naprawdę jest asertywność, warto nauczyć się jak jej używać, a raczej jak stać się osobą asertywną, tu także – jak w każdym innym przypadku – trening czyni mistrza. Jak ćwiczyć asertywność? Asertywność wymaga pewności, że to, co myślimy i czujemy, jest ważne. To umiejętność odrzucenia nieprawdziwych przekonań na własny temat i uwierzenia w swoje możliwości. To również zdolność stanowczego, lecz łagodnego wyznaczania własnego terytorium z poszanowaniem terytorium innych. Zachowanie się w sposób asertywny daje poczucie siły i wiary w siebie, dlatego nad asertywnością warto pracować. Oto kilka przydatnych wskazówek: 1. Często zdarza się, że odmawiamy komuś, a on ponownie o to samo nas prosi. Mamy wtedy skłonność do szukania kolejnych, nowych argumentów, coraz bardziej się tłumaczymy. Nie należy tego robić. Powtórzmy po prostu kolejny raz, grzecznie, ale stanowczo, treść pierwszej odmowy. 2. W ćwiczeniu asertywności bardzo przydatna jest technika nazywana „jujitsu”. Polega na nieprzeciwstawianiu się argumentom osoby, która nas o coś prosi. Nie dyskutujmy,...

Czytaj dalej
Jak być bardziej asertywnym?
Unsplash

Asertywność: 10 zdań, które pomogą ci stać się osobą asertywną

Asertywność nie odnosi się wyłącznie do mówienia „nie” w sytuacjach, które nam nie odpowiadają. Jak wyznaczyć własne granice i zacząć dawać sobie prawo do wypowiadania na głos tego, co naprawdę w danym momencie czujemy i myślimy? Poznaj 10 zdań, które rozwiną twoją asertywność.
Karolina Morelowska-Siluk
05.11.2020

Czy zdarza ci się mówić „tak”, kiedy naprawdę czujesz i myślisz „nie”? Pewnie odpowiesz twierdząco, bo ten problem dotyczy wielu z nas. A to oznacza, że mamy do odrobienia pewną lekcję. To lekcja dotycząca asertywności. Choć powszechnie krążącym mitem jest przekonanie, że asertywność dotyczy wyłącznie umiejętności mówienia „nie”, to zdecydowanie szersze pojęcie. To także zdolność do przyjmowania komplementów, pochwał, ale i krytyki. Asertywni jesteśmy także wtedy, gdy potrafimy poprosić o pomoc, której potrzebujemy. W czym objawia się asertywność? W psychologii asertywność oznacza umiejętność wyrażania swoich myśli, uczuć i poglądów z zachowaniem własnych granic, ale jednocześnie z szacunkiem wobec granic drugiego człowieka. Ludzie zwykle mają skłonność do jednej z dwóch skrajnych postaw – jesteśmy albo ulegli, albo agresywni. Asertywność to ten mityczny „złoty środek”. Psycholog Bogdan Wojciszke pisał, że asertywność to „umiejętność obrony własnych praw, interesów i poglądów bez uciekania się do agresji”. Być asertywnym to komunikować się z innymi, zachowując własną odrębność, ale nie narzucając im swojego zdania. Istota asertywności opiera się bowiem na przekonaniu, że każdy człowiek ma prawo do bycia sobą, do wyrażania swoich uczuć i poglądów, do zarządzania własnym czasem i do osobistych, autorskich decyzji. Wbrew pozorom asertywność nie objawia się tylko w naszych słowach. Przejawia się w całej postawie – gestach, mimice twarzy, postawie ciała – bo przecież komunikujemy się ze światem całym sobą! Asertywność to trudna sztuka, często mamy problem, by ocenić czy nasza postawa jest, czy nie jest asertywna. Herbert Fensterheim, amerykański psycholog, współtwórca teorii asertywności,...

Czytaj dalej
kobieta i mężczyzna
Adobe Stock

Czy umiesz stawiać granice? Poznaj 4 proste kroki do większej asertywności

Asertywność to bycie w kontakcie ze sobą i z innymi, kiedy jesteśmy w stanie wyrazić swoje potrzeby, a jednocześnie przyjąć czyjeś pragnienia. Jak się tego nauczyć?
Aleksandra Nowakowska
30.04.2020

Asertywność z pewnością nie jest ani biernością, ani agresją. Asertywność polega na promowaniu siebie w aktywny i pozytywny sposób. To też umiejętność jasnej, bezpośredniej i uczciwej komunikacji. Mniej asertywne z reguły są osoby z wysokim poziomem lęku. Zamiast asertywności często wybierają bierną agresję  albo postawę unikową. Dlaczego tak trudno nam przychodzi asertywność? Często problemem jest system przekonań wpojony nam w dzieciństwie. Jeśli uważasz na przykład, że tylko bycie zawsze miłą umożliwi ci współdziałanie z innymi, trudno ci będzie zachować się asertywnie, nawet jeśli ktoś poważnie naruszy twoje granice. Z drugiej strony – także myślenie, że jedynie atakując ludzi i naciskając na nich, możemy coś w życiu osiągnąć, nie pozwala na zdrowe budowanie granic. Większe trudności z asertywnością mają ludzie o niskiej samoocenie, ponieważ boją się konfliktu, krytyki i odrzucenia. Z tego powodu nie biorą pod uwagą swoich potrzeb i nie wyrażają swoich opinii.  Asertywność jest umiejętnością, którą możemy się nauczyć. Jest strategią lepszą niż wycofywanie się lub ciągłe ataki. Czasem wydaje nam się, że lepiej przemilczeć swoje zdanie albo wymusić coś na kimś, ale na dłuższą metę to nie działa, ponieważ przestajemy być w kontakcie z innymi i zdradzamy siebie. Poprzez asertywność rozwijamy kontakt ze sobą i z otoczeniem. To wyraz szacunku dla siebie i innych. Dzięki praktykowaniu asertywności stajemy się autentyczni – ze swoimi prawdziwymi pomysłami, prawdziwymi wadami, prawdziwymi różnicami. Nie próbujemy stać się czyimś lustrem. Nie próbujemy tłumić czyjejś wyjątkowości. Nie próbujemy udawać, że jesteśmy idealni. Stajemy się sobą i pozwalamy na to innych. Jak się nauczyć asertywności? 1. Na bieżąco wyrażaj swoje potrzeby i...

Czytaj dalej
Seks a nastolatki
getty images

Agnieszka Stein o współczesnym wychowaniu seksualnym dzieci: „Nie demonizujmy tematu”

Znana psycholog dziecięca rozwiewa mity
Aleksandra Pezda
25.03.2019

Nie mamy żadnych przesłanek, żeby sądzić, że dotykanie własnych narządów płciowych może mieć dla dzieci jakieś negatywne skutki. Nie stają się od tego rozerotyzowane, rozwijają się prawidłowo i nie ma to związku z nadmiernym skupieniem się na seksie w dorosłości” – rozmowa z Agnieszką Stein.   Agnieszka Stein – psycholog,   prowadzi warsztaty dla  rodziców, doradza nauczycielom. Autorka książek m.in. „Dziecko z bliska” i wydanego ostatnio poradnika dla rodziców:  „Nowe wychowanie seksualne” (wyd. Mamania 2018).   Matka przyłapuje nastoletniego syna na masturbacji – powinna mu przerwać? Nic podobnego. Zastała syna w intymnej sytuacji i warto, żeby nie naruszała jego granic osobistych. To tak, jakby przeszkodziła komuś w uprawianiu seksu. Ja bym przeprosiła i wyszła. To jest pełnoprawny seks? A według pani pełnoprawny seks to tylko ten, który angażuje dwoje ludzi i prowadzi do związku? Seks przede wszystkim zaczynamy od relacji z  samym sobą. Książkę „Nowe wychowanie seksualne” napisałam między innymi po to, aby pokazać, że bez dobrego kontaktu ze sobą nie będziemy w stanie budować zdrowych relacji z  innymi. A masturbacja jest jak każda inna czynność właściwa ludziom: jemy, pijemy, uprawiamy sport, myjemy się, masturbujemy – to wszystko poznawanie siebie. Może dzieciom lepiej dawać za wzór historie romantyczne? I oszukiwać je? Seks nie zawsze idzie w  parze z miłością. Jeśli będziemy dzieciom opowiadać o tym, jak chcielibyśmy, żeby było, a ukrywać przed nimi prawdę, pozostaną bezradne wobec rzeczywistości i zapewne trudniej będą sobie radzić w życiu. Wie pani, że zakochanie jako główny powód małżeństwa ma bardzo krótką historię? Jakieś sto lat, mniej więcej. Warto o...

Czytaj dalej