Umiesz powiedzieć: „Mamo, to moje życie…”? Asertywność najczęściej zawodzi nas w relacjach z bliskimi
getty images
#lepszeżycie

Umiesz powiedzieć: „Mamo, to moje życie…”? Asertywność najczęściej zawodzi nas w relacjach z bliskimi

Na czym polega asertywność? To sztuka stawiania granic, szczerego wyrażania uczuć i grzecznego odmawiania.
Anna Bimer
02.02.2020

Gdybyśmy wszyscy odpowiadali na każdą prośbę, zaczynając od »nie«, umarłyby uczynność i przyjaźń. Asertywność nie oznacza odmowy. Jest umiejętnością wyrażania uczuć bez intencji ranienia innych” – mówi Kamila Rowińska, coachyni i autorka „Kobiety Asertywnej”.

Anna Bimer „Uroda Życia”: Spotyka się ludzi, którzy wraz z pojawieniem się pojęcia asertywność zdobyli stosowne szlify. Ale chyba coś źle zrozumieli, skoro reagują schematycznie: najczęściej najpierw surowo odmawiają, a dopiero potem myślą.

Kamila Rowińska: W asertywności zdolność odmowy czy też nieprzystawania na wszystko, co nam proponuje ktoś inny, jest czubkiem góry lodowej. To wierzchołek wiedzy, której wielu jeszcze nie zgłębiło, niektórzy zatrzymali się na programowym byciu na „nie” i nazwali to asertywnością albo pobrali z kursu to, czego najpilniej potrzebowali. Trudno się dziwić, że w  społeczeństwie długo zniewolonym tak bujnie wyrosła potrzeba stawiania na swoim. Na szczęście nie grozi nam zanik uczynności czy innych pozytywnych cech, bo człowiek z natury jest chętny, żeby okazywać życzliwość, udzielić pomocy, spełniać prośby.

Człowiek jest dobry.

Bywa też pełen pychy, kiedy uważa, że  wszystko zrobi najlepiej, z jego rad muszą skorzystać wszyscy i nawet nieproszony o opinię wygłasza ją, nie pozwalając żyć innym tak, jak tego pragną. Czasami to inwazyjne poradnictwo nazywa troską. Milej myśleć, że troska płynie z serca. Po wstępnym „nie” ludzie kontaktują się ze swoimi emocjami i rusza ich sumienie. I czasami „nie” zmienia się na „tak”.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Cztery typy postaw: agresywna, uległa, asertywna i manipulacyjna

Tylko u proszącego często niesmak pozostaje.

Jeśli nasze zachowanie celowo miało wprawić kogoś w zakłopotanie, to znaczy, że nie było asertywnością. Nie ma ona bowiem w sobie – z założenia – niczego z napastliwości, arogancji czy agresji. Wyróżniamy wśród ludzkich postaw: agresywną, uległą, asertywną i jest jeszcze manipulacyjna. W asertywności, która znajduje się między agresją a uległością, chodzi o ośmielenie i wyposażenie w odwagę osoby nadmiernie uległe; w żadnym razie nie o to, by stały się przodownikami agresji.

 Czyli wiemy już, czym asertywność nie jest.

Syndrom neofity mógł sprawić, że pierwsze pokolenie uczących się potraktowało nabyte umiejętności nadmiarowo. Trzeba czasu, by się to wyrównało i zbalansowało. Moje pokolenie, a mam 40 lat, na zasadzie kontry do pokolenia rodziców chce być mocno samostanowiące o sobie. Może za bardzo, może zbyt apodyktycznie. Nasze dzieci powinny wyciągnąć już wnioski z naszych lekcji.

Będzie wtedy jeszcze racja bytu dla asertywności?

Tak długo, jak długo będą wśród nas ludzie, którzy swoją ofiarnością i ustępliwością depczą swoje wartości i potrzeby, nauka asertywności będzie potrzebna. Abyśmy wypośrodkowali to, co korzystne i przydatne dla nas, i odróżnili od tego, co jest nadmiarowym zaspokajaniem potrzeb innych ludzi. Asertywność polega na znajdowaniu tej granicy, jeśli jest przekraczana ze szkodą dla nas, musimy umieć zaoponować. Proszę mi wierzyć, dla bardzo wielu ludzi postawienie granicy pomiędzy swoimi potrzebami a potrzebami innych stanowi ogromny problem. Jesteśmy bowiem wychowywani do posłuszeństwa i uległości. Znamy te złote myśli: pokorne cielę dwie matki ssie, dzieci i ryby głosu nie mają, samochwała w kącie stała itp. Ukształtowani według tych reguł mogą mieć problem z  wyrażaniem potrzeb i opinii. Stąd idea mozolnego ćwiczenia sprzeciwu, czyli mówienia w pewnych sytuacjach „nie”, które ma na celu nas chronić, a nie być postawą nieżyczliwą czy obojętną wobec innych.

Kategoryczne „nie” na początku zdania nie buduje relacji. Może bardziej dyplomatycznie mówić: „Tak, ale...”?

W relacji zawodowej czasem jest to wybieg taktyczny, natomiast w przypadku więzi osobistych wolałabym zacząć od przedstawienia emocji, jakie wzbudza we mnie czyjaś prośba. Czyli mówię: „Zaskoczyła mnie ta sytuacja” albo „Czuję się zakłopotana”, a następnie wyjaśniam czym, czyli np. tym, że ktoś chce pożyczyć ode mnie samochód. Dopiero po takim wstępie osobistym odmawiam z  rozwinięciem i mówię, czego oczekuję. 

Czyli tłumaczę się?

Przeciwnie, w drugiej części wypowiedzi nie uzasadniamy odmowy naszymi względami, lecz sugerujemy, żeby druga strona inaczej rozwiązała swój kłopot, z  jakim przyszła do nas. Mówimy np.: „Wolałabym, żebyś skorzystał z wypożyczalni”. Albo zapowiadamy: „Pożyczę ci samochód jeszcze tym razem, natomiast w przyszłości wolałabym, abyś skorzystał z wypożyczalni”. Oczywiście ten raz naprawdę ma być tym ostatnim. 

Asertywność jest zatem wskazana, gdy ktoś chce łatwo się nami wysłużyć?

Zawsze jest wskazana, abyśmy mogli szczerze komunikować się z bliskimi, ponieważ asertywność może dotyczyć również sytuacji dla nas przyjemnych. Kiedy dostajemy prezent, kwiaty czy też komplement i potrafimy podziękować, docenić gest, mówiąc, że ktoś sprawił nam tym dużą radość i niespodziankę, sygnalizujemy lub też wprost konkludujemy, że powtórka tej sytuacji jest mile przez nas widziana. Asertywność to szczere wyrażanie uczuć i poglądów bez świadomej intencji ranienia innych.

Czysta zaleta?

Pod warunkiem, że będą temu towarzyszyły dobre intencje. Nie chodzi nam bowiem o bezrozumną szczerość, która każe podejść np. do chorej, otyłej osoby i bez zahamowań wyjawić, co widzimy, z sugestią: „Zacznij jeść warzywa”. Wspominam o tym, bo – wbrew pozorom – wcale nie jest takie oczywiste. Proszę popatrzeć, jak wygląda hejt w internecie albo jak dotkliwie potrafią lżyć się kierowcy. Nomen omen – bez hamulców.

Na pani stronie internetowej znalazłam myśl Abrahama Lincolna: „Wyręczając ludzi, wcale im nie pomagamy”. Są chyba jednak różne sytuacje w życiu.

Trzeba odróżnić pomaganie od wyręczania w tym, co ktoś z powodzeniem mógłby sam zrobić. Robiąc zakupy starszym rodzicom czy też idąc z nimi do banku, pomagamy. Kiedy robimy to samo z  25-latkiem, który twierdzi, że nie miał czasu – wyręczamy go. Na dłuższą metę on nie doświadcza poczucia swojej sprawczości.  

W jakich sytuacjach asertywność jest najbardziej deficytowa i potrzebna?

U osób, które przeszkoliłam w  ciągu ostatnich 10 lat, najczęściej pojawiały się uległość i agresja w relacjach prywatnych. Na moje szkolenia często przychodzą dorośli, dla których dużym wyzwaniem jest wyrażanie stanowiska odmiennego od woli rodziców. Wciąż chcą przeglądać się w ich oczach, mieć od nich akceptację, słyszeć pochwały na  swój temat. Boją się przestać spełniać ich oczekiwania. Tymczasem żeby stać się dorosłym, a zarazem dojrzałym, w pewnym wieku należy zacząć myśleć i decydować niezależnie. To naturalny proces, w którym następuje „przecięcie pępowiny” i zmiana w relacji. Nie ma w tym nic złego, chociaż nie jest to dla wielu osób proste. Zwłaszcza że to często po stronie dorosłego dziecka stoi jej przecięcie, nie po stronie rodzica. Często ludziom nawet po 30. urodzinach brakuje dojrzałości, decyzyjności i świadomości ich dorosłego ja. Przykłady sytuacji, kiedy staje się to pułapką, można mnożyć. Niektórzy wybierając pracę lub biznes, czekają, aż rodzice zaakceptują ich wybór. Inni urządzają mieszkania tak, aby rodzice byli zadowoleni i  pochwalili, że ładnie się urządzili. 

A rodzice nie powinni być autorytetami?

To nie musi się wykluczać. Mogą być mentorami na specjalne okazje i rozterki życiowe. Na co dzień jednak nie musimy uznawać, że są najlepszymi pedagogami, dekoratorami wnętrz i doradcami zawodowymi w jednym. Dorosły człowiek nie może bez końca oczekiwać od rodziców aplauzu. Rodzice to nie klakierzy. 

Często to rodzice właśnie nie chcą przeciąć pępowiny. Czują się potrzebni.

To prawda, rodzice chcą czuć się potrzebni, niektórzy nawet za bardzo. I wtedy jakże pomocne jest to ustalenie granic. Proszę przypomnieć sobie, ilu znajomych wzięło ślub ze względu na rodziców, ilu dało sobą pokierować w  wyborze studiów i profesji pomimo sprzecznych marzeń! Ludzie piszą do mnie o tym, jak często ukrywają przed rodzicami różne fakty z życia. Na przykład to, że raz w tygodniu przychodzi do nich pani do sprzątania. Piszą do mnie osoby, które są niewierzące, ale zapisały na religię dzieci i poprowadziły je do pierwszej komunii z obawy przed dezaprobatą swoich rodziców. Jeśli robią to wbrew własnym przekonaniom, to jaki stanowią wzór dla swoich dzieci? Powstaje wielopokoleniowe kłamstwo. Czasem wyrażenie uczuć będzie procesem burzliwym, akceptacja naszych decyzji może wymagać czasu, jednak szczerość i  prawda przynoszą ulgę. 

Często coś przemilczamy, żeby nie ranić uczuć starszych już w końcu ludzi.

Przez grzeczność możemy zjeść sernik z rodzynkami, nawet jeśli go nie lubimy, żeby 90-letniej babci nie było przykro. Możemy też posłuchać po raz kolejny tej samej historii z czasów młodości dziadka, zamiast informować go, że znamy ją na pamięć. Natomiast nie warto tak ustawiać całego życia, aby innym było miło, a nam fatalnie. Nie chodzi o to, by rodzice czuli się odtrąceni, nie chodzi o  zerwanie więzi, lecz o nawiązanie jej na bazie partnerskiej. I nie trzeba bać się, że mama się zdenerwuje, a tata zezłości, bo im to nie odpowiada. Rodzicie będą musieli jakoś to przeżyć i zaakceptować. Czasem podczas rozmów w gabinecie używam takiego argumentu: skoro mogłeś się buntować i tupać nogami jako dwulatek, a potem jako 17-latek, kiedy podczas dojrzewania szuka się tożsamości, to w czym problem, żeby zaznaczyć odrębność, gdy żyje się już oddzielnie, a  często ma się swoją rodzinę. Zresztą są i tacy rodzice, którzy na koniec powiedzą uległemu dziecku, że jest sierotą i nie potrafi żadnej decyzji podjąć samodzielnie.

Albo będą powtarzać: „Stać cię na więcej”.

I wtedy można powiedzieć: „Mamo, czuję się zraniona, kiedy mówisz, że stać mnie na więcej, bo dałam z siebie już wszystko. Chciałabym, abyś przestała”. 

Łatwo powiedzieć.

Wcale niełatwo. Dlatego się tego uczymy.

Chodzi mi o to, jak rozpoznać w sobie słuszność przekonania, że ktoś chce nami sterować? Jak nie przeszarżować i nie obciążyć nadmiernym posądzeniem?

Czujemy, kiedy coś nas w relacji z drugą osobą uwiera. Dla każdego w innym momencie przebiera się miarka. Ale tu nie ma mowy o pomyłce.

Asertywność nie jest adresowana specjalnie do relacji rodzice – dorosłe dzieci.

Oczywiście, ale to przykład bardzo obrazowy. Asertywność jest potrzebna we wszystkich bliskich relacjach, również między partnerami. W związkach problem tkwi w tym, że często nie wyrażamy swoich oczekiwań, ale jednocześnie oczekujemy, że w magiczny sposób zostaną spełnione. Gdy się tak nie dzieje, stajemy się uszczypliwi. W związkach mamy też do czynienia z agresją słowną. Mówimy: „Bo ty zawsze”, „Bo ty nigdy”, oceniamy, a priori wyciągamy wnioski, często w ogóle nie pytając, jak jest. Ostatecznie i tak w związku chodzi o to, aby wychodzić sobie naprzeciw i iść na ustępstwa. Ale musi być w tym symetria. 

Asertywność uczy wyrażania potrzeb według schematu. Łatwo chyba o nadużycia. Bo gdy mówimy: „Kochanie, jest mi przykro, że nie mogę sprostać twoim oczekiwaniom”, to w zasadzie przenosimy poczucie winy na partnera. To manipulacja.

O manipulacji możemy mówić w  zależności od intencji. Zakładam, że te są szczere – gdy mowa o asertywności –  i chodzi o porozumienie, a nie zagrywkę taktyczną wobec drugiej osoby. Wierzę, że tak jest, ponieważ wiem po moich klientach, jak trudno im przełamać się, żeby coś szczerze wyrazić. Proszę pamiętać, że nie mówimy tu o cynicznych strategach, lecz o ludziach, którzy uczą się wybrnąć z uległości bądź agresji. 

Nawet najbardziej bezpośrednie osoby, mają swojego wilka, kogoś, z kim nie potrafią rozmawiać, i plotą.

To często prawda. Są ludzie, którzy na tej zasadzie mają słabość do autorytetów albo do znanych osób. W takiej relacji z  reguły mówimy nie to, co chcemy, nie to, co czujemy i co leży w naszym interesie. Minutę przed rozmową i minutę po niej doskonale  wiemy, co by należało odpowiedzieć, a w trakcie – jakby usta i język rządziły się same. Wtedy trenujemy stawianie granic, zaczynając np. od odmowy wyprzedzającej. Sięgnę po przykład z pożyczaniem samochodu. Jeśli ktoś wielokrotnie prosi o udostępnienie mu naszego auta, a my wbrew sobie zgadzamy się raz po raz, wtedy w pierwszej kolejności staramy się wyeliminować z  tej sytuacji element zaskoczenia. W dogodnej dla nas chwili kierujemy rozmowę w taki sposób, by uprzedzić tę osobę na przyszłość, że już nie będziemy mogli pożyczać samochodu. Zawsze też można dać sobie „czas dla drużyny”, czyli wstrzymać się z odruchową odpowiedzią, mówiąc, że musimy się zastanowić. A potem – zebrać się w sobie i odmówić. I trwać przy tym pomimo nacisków z  drugiej strony.

Stawianie granic a elastyczność w pracy

W pracy obowiązują inne reguły gry?

Zawsze mamy prawo do obrony swojego terytorium, nie musimy godzić się na to, by ktoś nas sobie całkiem podporządkowywał. Mamy prawo do własnego zdania oraz głośnego go wyrażenia. Może warto tylko odwoływać się tym razem nie do emocji i nie mówić, że coś w  wydaniu kolegi czy szefa sprawiło nam przykrość, ale odnosić się do ustaleń i powiedzieć, że nie na to się umawialiśmy. Oczywiście nie mówimy o sytuacji, gdy ktoś nas incydentalnie prosi o  zastępstwo, lecz gdy robi to nagminnie i zaczyna się nami wysługiwać. Nawet szef.

Ale zachowując swoje zdanie, można usłyszeć, że nie jest się elastycznym.

To jest właśnie manipulacja i krótkowzroczność. Już nie te czasy, że można przyjść i powiedzieć: „Panie Kasia, Ala i  Wiesia – do roboty!”. Dzisiaj, kiedy doczekaliśmy się rynku pracy pracownika, pracodawcy i szefowie nie mogą posługiwać się takimi zagrywkami. Stanowisko kierownicze nie zwalnia z  szacunku wobec współpracowników. Zresztą eksperci w swoich dziedzinach coraz śmielej już oczekują wobec siebie szacunku. Czasy feudalne za nami, stosunki w pracy powinny być możliwie partnerskie, zwłaszcza że coraz bardziej liczy się praca zespołowa. Dlatego ktoś, kto agresywnie gra tylko na siebie, w  końcu strzeli sobie w stopę. I mówię to jako szef solidnego zespołu: nie widzę siebie w roli egzekutora.

A dostrzegłaby pani pracownika, któremu przydałaby się lekcja asertywności?

Dostrzegłabym jego ekspertyzę, obawiam się jednak, że bez solidnego treningu asertywności nie byłby możliwy awans tej osoby na stanowisko kierownicze.

Rozmowa z Kamilą Rowińską ukazała się w „Urodzie Życia” 9/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Zadbaj o najważniejszą osobę w twoim życiu. 5 sposobów na poprawę relacji z samą sobą 

Często słyszymy, że relacje wymagają pracy, ale myślimy wówczas o związkach romantycznych. A co z naszą relacją z samą sobą? Im jest silniejsza, tym łatwiej komunikujemy swoje potrzeby i przyciągamy odpowiednich ludzi.
Sylwia Arlak
02.07.2020

Nieudana relacja z samą sobą oznacza niskie poczucie własnej wartości, obniżony nastrój i mnóstwo innych problemów. Możemy uciszyć naszego krytyka wewnętrznego, ale będzie to wymagało sporo wysiłku i czasu. Od czego zacząć? Spróbuj wprowadzić w życie jeden, dwa zdrowe nawyki. Dobry początek zmotywuje cię do dalszej pracy. Oto pięć sposobów na poprawę relacji z samą sobą: 1. Bądź ze sobą uczciwa Jeśli chcesz poprawić relację z samą sobą, musisz uczciwie odpowiedzieć sobie na kilka pytań. Jakich potrzeb nie zaspokajasz, które z nich możesz wprowadzić w życie? Czy i jakie granice musisz w związku z tym postawić? Zastanów się też, co sprawia, że czujesz się wyczerpana. Być może odbierasz telefony na długo po wyjściu z pracy, albo utrzymujesz kontakt z kimś, kto wciąż cię krytykuje. Sama najlepiej wiesz, czego ci potrzeba. Idź za tym, bądź dla siebie współczująca. Tak buduje się zaufanie do samej siebie. 2. Ćwicz współczucie Współczucie może pomóc w walce z twoim wewnętrznym krytykiem i poprawić relacje z samym sobą. Istnieje wiele ćwiczeń, które mogą ci w tym pomóc. Następnym razem, gdy skrytykujesz samą siebie, zatrzymaj się. Zamiast uciekać od tych myśli, zadaj sobie pytanie, czego ci potrzeba w tym momencie. Jeśli masz wyjątkowo głośnego krytyka wewnętrznego, możesz wyobrazić sobie, co powiedziałabyś przyjaciółce w podobnej sytuacji. Teraz wystarczy, że zastosujesz te rady do siebie. 3. Opiekuj się sobą W chwilach zwątpienia, postaw na zajęcia relaksacyjne. Idź na kawę z przyjaciółką albo poczytaj kilka rozdziałów dobrej książki. Zregeneruj się. Nie pomoże ci odpowiadanie na służbowe e-maile po godzinach pracy, ani przyjmowanie dodatkowych zleceń, jeśli i tak jesteś już zawalona robotą. Naucz się odmawiać, kiedy...

Czytaj dalej
wydanie specjalne Uroda Życia
Adobe Stock

Już jest wydanie specjalne „Uroda Życia. Psychologia” – pobierz za darmo!

Jak budować relacje? Jak czerpać radość z seksu? W jaki sposób radzić sobie z trudnymi emocjami? Jak być szczęśliwą mamą i zrozumieć swoje dziecko? Odpowiedzi na te pytania znajdziesz w bezpłatnym e-wydaniu „Uroda Życia. Psychologia” – pobierz już dziś!
Sylwia Niemczyk
01.07.2020

Zastanawiałaś się kiedyś, skąd się bierze nasze poczucie bezpieczeństwa?  Wbrew temu, co mówią niektórzy –  jego źródłem wcale nie jest dobra praca i oszczędności. Jasne, dobrze je mieć, ale nawet jeśli mamy cały worek pieniędzy, to nadal możemy drżeć ze strachu, że utracimy wszystko, co mamy i nie będziemy umiały sobie z tym poradzić.  Więc nie: ani praca, ani pieniądze, ani nawet nie rodzina i przyjaciele dają nam poczucie bezpieczeństwa. Musimy zbudować je sami – i możemy to zrobić tylko w jeden sposób: poprzez przyglądanie się sobie.  Jaka jestem? Co umiem? Co czuję? Co mnie w życiu karmi, a co spala? Znajomość siebie to nasz największy kapitał. Jeżeli dobrze znasz siebie, to masz kontrolę nad swoim życiem – a w poczuciu bezpieczeństwa chodzi właśnie o nią. Dlatego zapraszam Was do pierwszego wydania specjalnego „Uroda Życia. Psychologia” poświęconego naszym emocjom i relacjom z innymi. Znajdziecie w nim wywiady ze znakomitymi psychologami i psychoterapeutami, opublikowane w „Urodzie Życia” w ostatnich latach, inspirujące cytaty, a także – mam wielką nadzieję – odpowiedzi na wasze własne pytania: o szczęście, harmonię i życiowy spokój.

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Tego nie robią silne psychicznie kobiety! 13 nawyków, które nas osłabiają

Pozbycie się złych nawyków myślowych i zbudowanie zdrowych wymaga wiele czasu i pracy. Ale to jedyne wyjście, jeśli chcesz być kobietą silną psychicznie.
Sylwia Arlak
30.06.2020

Psychoterapeutka Amy Morin, autorka książki „13 rzeczy, których nie robią silne psychicznie kobiety” na własnej skórze poznała, czym jest kryzys i załamanie. Tuż po studiach, niedługo po rozpoczęciu praktyki psychoterapeutycznej nieoczekiwanie straciła matkę. Trzy lata później na zawał serca zmarł jej 26-letni mąż. Amy pisała: „Moje dążenie, żeby dowiedzieć się jak najwięcej na temat siły psychicznej, zyskało osobisty wymiar”. Zaczęła jeszcze uważniej przyglądać się swoim pacjentom, analizować, czemu niektórzy z nich łatwiej wychodzą z psychicznych dołków i depresji. „Zaczęłam dostrzegać pewne wzory zachowań u ludzi, z którymi pracowałam. (…) Kluczoem do ich rozwoju nie było coś, co robili, ale bardziej to, czego nie robili”. Psychoterapeutka zaczęła budować listę rzeczy, które zapędzały ją w ślepą uliczkę i osłabiały. Powstał spis 13 szkodliwych nawyków. „Czytałam tę listę wielokrotnie, a napomnienia, czego mam nie robić, dawały mi jakies pocieszenie. Pomyślałam, że skoro mnie taki spis pomógł, może i innym na coś się przyda. Opublikowałam go więc online, w nadziei, że znajdzie jakiś oddźwięk”. W ciągu kilku dni spis stał się internetowym viralem o ponad 50-milionowym zasięgu! Spis Amy Morin był cytowany przez światowe media, np. stację telewizyjną CNN czy magazyn „Forbes”. Na jego podstawie psychoterapeutka napisała książkę (dostępną także w Polsce, pt. „13 rzeczy, których nie robią silne psychicznie kobiety” wyd. Galaktyka), a także stworzyła warsztaty psychoterapeutyczne, na których uczy kobiety na całym świecie, jak stać się najlepszą wersję samej siebie. Jak przekonuje, to łatwiejsze niż nam się wydaje. Spis Amy Morin: 13 rzeczy, których nie robi silna psychicznie...

Czytaj dalej