Skąd się bierze twój lęk przed bliskością? Zastanów się, jaki styl przywiązania wyniosłaś z domu
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Skąd się bierze twój lęk przed bliskością? Zastanów się, jaki styl przywiązania wyniosłaś z domu

„Dorośli, u których wykształcił się bezpieczny styl przywiązania, mają największą szansę na stworzenie długotrwałych, zdrowych relacji. Swoich rodziców wspominają jako troskliwych i czułych” — piszą psychologowie Sylwia Sitkowska i Andrzej Gryżewski w swojej najnowszej książce „Niekochalni. Lęk przed bliskością”. A co z resztą z nas?
Sylwia Arlak
16.07.2020

Chciałabyś stworzyć zdrową relację, ale od lat ci nie wychodzi. Pociągają cię emocjonalnie niedostępni mężczyźni – ci „normalni” są dla ciebie nudni, zwyczajni. Potrzebujesz silnych wrażeń. Rozpoznajesz się w tym opisie? Jeśli tak – to najpewniej twoim problemem nie jest zły gust, jeśli chodzi o mężczyzn, ale dużo poważniejsza rzecz: lęk przed bliskością.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Cztery style przywiązania

Skąd on się bierze? Psychologowie Sylwia Sitkowska i Andrzej Gryżewski w swojej książce „Niekochalni. Lęk przed bliskością” powołują się na teorię Johna Bowlby’ego. Brytyjski psychiatra wyróżnił trzy style przywiązania, które wytwarzają się w dzieciństwie i wpływają na całe późniejsze życie.

„W zależności od tego, jak rodzic zachowuje się w stosunku do dziecka, taki styl przywiązania ono przyjmuje i stosuje w późniejszym życiu. Jeżeli rodzic reaguje na potrzeby dziecka, przychodzi, kiedy dziecko płacze, jest czuły, rozmawia z dzieckiem już na etapie niemowlęctwa, w dziecku tworzy się poczucie bezpieczeństwa. Rodzi się świadomość, że na tym polega relacja z innymi ludźmi” — pisze Andrzej Gryżewski.

  • Styl lękowo-ambiwalentny reprezentuje około 20 procent ludzi. „Tworzy się on wówczas, gdy dziecko nie wie, czy matka przybędzie z pomocą, kiedy ono płacze, czy może pozostawi je w tej sytuacji. Takie dzieci mają silną potrzebę nieustannego przebywania z opiekunem. Gwałtownie protestują w momencie rozstania, już sama perspektywa rozłąki budzi w nich niezwykle silny lęk. Gdy opiekun wraca, okazują olbrzymią potrzebę kontaktu, ale równocześnie gniew i złości” — dodaje  Sylwia Sitkowska. Jako dorośli czują się niewarci miłości i mają skłonność do chwiejnych nastrojów. Często zakochują się „od pierwszego wejrzenia” i zatracają się w swoich uczuciach.  Z tej grupy wywodzi się bardzo dużo osób z osobowością borderline.
     
  • Styl unikający, który dotyczy około 20 procent ludzi. Mówimy o nim, gdy  nadmiernie krytyczny i wymagający rodzic nie poświęca dziecku wystarczającej uwagi. Czuje się przez niego ignorowane, więc zaczyna go unikać. A to ma bezpośrednie przełożenie na jego relacje w przyszłości. Jako dorosły człowiek czuje się skrępowany bliskością, jest nieufny wobec innych. Unika intymności. Dotyczy to seksoholików, którzy zmieniają partnerki, jak rękawiczki. Przykładem są też część współczesnych singli, którzy chcą spotykać się na sam seks.
     
  • Z badań, przytoczonych w książce, wynika, że większość z nas ma bezpieczny styl przywiązania (ponad 60 procent). Dziecko czuje się bezpiecznie i ufa rodzicom. Wie i czuje, że jest warte ich troski i miłości. Nie obawia się opuszczenia. Takie osoby w dorosłym życiu potrafią w naturalny sposób nawiązywać, satysfakcjonujące bliskie relacje.

Do trzech stylów przywiązania Bowlby'ego, naukowcy dodali po czasie jeszcze jeden.  Styl pozabezpieczany – zdezorganizowany dotyczy osób, które w dzieciństwie doświadczyły nadużyć, przemocy psychicznej bądź fizycznej. Rodzice raz okazują wsparcie, a raz wrogość. Dziecko czuje się przez to raz bezpiecznie, innym razem zagrożone. Jednocześnie chce zbliżyć się do opiekuna i go unikać. W dorosłym życiu takie osoby mają silną potrzebę kontroli.

Styl przywiązania nie jest dany raz na zawsze

W książce „Niekochalni. Lęk przed bliskością” para psychologów, Sitkowska i Gryżewski, przekonują, że ponad 70 procent młodych dorosłych nawiązuje takie same relacje z innymi ludźmi, jakie mieli z matką we wczesnym dzieciństwie. Zazwyczaj też dobieramy się w pary podobnymi stylami przywiązania. „Osoba z bezpiecznym stylem przywiązania najprawdopodobniej wybierze na partnera również kogoś ze stylem bezpiecznym. Zachowania wiążące się z pozabezpieczanymi stylami przywiązania się dla nich po prostu dziwne. Nie odnajdują się w tym” — dodaje psycholożka.

Ale zdarza się również, że „ofiara” wiąże się z „katem”. Wówczas łączymy się z naszymi brakami.

Dobra wiadomość jest taka, że wykształcony w dzieciństwie styl można zmienić. „Dotychczas panowała opinia, że raz wykształcony styl przywiązania pozostaje niezmienny do końca życia. Najnowsze badania mówią jednak o tym, że styl przywiązania może się zmieniać. Okazuje się, że zmieniają nas silne doświadczenia oraz że łącząc się w pary, mamy na siebie silny wpływ. Styl przywiązania zmienia się więc na skutek różnych życiowych wydarzeń” — tłumaczy Sitkowska.

Ci z bezpiecznym stylem przywiązania mają największe szanse na zbudowanie stabilnej relacji. Mając w głowie przykład zgranych, darzących się szacunkiem rodziców jest nam łatwiej. Ale czy to gwarantuje szczęście w związku? „Niestety nie znamy takich badań” — pisze Sitkowska, a Gryżewski dodaje: „A ja — pół żartem, pół serio — nie znam takich związków. (śmiech)”.

Jeśli rozpada nam się kolejny związek, prawdopodobnie coś robimy nie tak. Spróbujmy zadziałać inaczej niż dotychczas. Eksperymentujmy, szukajmy nowych rozwiązań.  Większość problemów w relacji możemy wypracować. Bycia razem trzeba się nauczyć

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pixabay.com/zdjecie ilustracyjne

Jeśli jesteś w związku, a idealizujesz inną osobę, tak naprawdę nie jesteś z nikim. Przestań żyć przeszłością

„Lubimy się »zawiesić« na kimś z przeszłości [...] Ale musimy pamiętać, że może to zniszczyć nasz aktualny związek, nie pozwolić zbudować innej relacji, a nawet zrujnować życie”  — piszą psychologowie Sylwia Sitkowska i Andrzej Gryżewski w najnowszej książce „Niekochalni. Lęk przed bliskością ”.
Sylwia Arlak
15.07.2020

Możemy być w stałej relacji, ale wciąż idealizować (zaprzeczać wadom i wyolbrzymiać zalety) poprzedniego partnera. Jak czytamy w najnowszej książce pary psychologów Sylwii Sitkowskiej i Andrzeja Gryżewskiego „Niekochalni. Lęk przed bliskością ”, w ten sposób blokujemy bliskość. Kto dorówna ideałowi? „Kto dorówna ideałowi? Raczej nie żona z wałkami na głowie i w pomiętym szlafroku ani mąż, który po pracy leży na kanapie, drapie się po brzuchu i gapi w telewizor. Normalne życie, codzienność, nawet jeśli jest dobra, przegrywa w starciu z ideałami”  — podkreśla Sitkowska. Dlaczego idealizujemy? Bo — jak tłumaczą autorzy książki — lubimy marzyć. Dzięki temu mamy poczucie, że gdybyśmy tylko mieli tego idealnego partnera, nasze życie byłoby lepsze. „Myślimy: „Ten z przeszłości to taki cudowny i wspaniały. Gdybym z nim była, miałabym lepsze życie, większy dom, pełniejszą miłość” — dodaje Gryżewski. Niestety, jeśli jesteśmy w związku, a mimo to idealizujemy inną osobę, nie angażujemy się w pełni w obecną relację. Często robimy to, bo mamy wówczas wrażenie, że kontrolujemy swój poziom zaangażowania w aktualny związek. Wydaje nam się, że jeśli się rozpadnie, będziemy mniej cierpieli i szybciej znajdziemy ewentualne „zastępstwo”. Możemy idealizować partnera, gdy ten zostawił nas w fazie naszego silnego zakochania. Już go nie przy nas nie ma, więc nie patrzymy na niego realnie. Pamiętamy tylko to, co dobre. Dopowiadamy sobie jego zalety. Idealizacja pojawia się też w momencie, gdy kończymy „letni” związek (taki, który nie był zły, ale też nas w pełni nie satysfakcjonował). Kiedy po jakimś czasie wchodzimy w nową relację, na początku odczuwamy euforię, ale później zaczynamy dostrzegać wady partnera....

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Od zakochania do fazy pustego związku. Co zrobić, żeby miłość się nie wypaliła?

W pustym związku nie ma już namiętności i intymności. Pozostały same zobowiązania. Sylwia Sitkowska i Andrzej Gryżewski w swojej najnowszej książce „Niekochalni. Lęk przed bliskością ”, radzą, jak do tego nie dopuścić.
Sylwia Arlak
15.07.2020

Wspólne dzieci, mieszkanie, kredyt, ale bez czułości, intymności i chęci spędzania razem czasu. Tak opisują fazę pustego związku psychologowie Sylwia Sitkowska i Andrzej Gryżewski. W swojej najnowszej książce „Niekochalni. Lęk przed bliskością” (wyd. Rebis) przytaczają klasyczną  teorię miłości Roberta Stenberga. Według znanego amerykańskiego psychologa każdy związek przechodzi podobne fazy, a jeśli nie będziemy uważni, ostatecznie może znaleźć się w punkcie związku pustego. Pierwsza faza to faza zakochania, podczas której najsilniej działa namiętność. Druga to faza, kiedy gorączka pożądania już nieco opada, ale za to wzrasta intymność. Partnerzy budują bliskość między sobą, chcą spędzać ze sobą każdą wolną chwilę i lepiej się poznać. Wtedy pojawia się decyzja o utrzymaniu związku bądź o zakończeniu relacji. Trzecia faza to związek kompletny, w której występują już wszystkie trzy składniki relacji: namiętność, intymność i zaangażowanie. Wtedy najczęściej pojawia się propozycja ślubu, wspólnego mieszkania, często też dzieci. „Zobowiązanie rośnie przy jednoczesnym istnieniu intymności oraz zaangażowania. Koniec tej fazy wyznacza ustanie namiętności” — pisze Sylwia Sitkowska. Czwarta faza to związek przyjacielski. „Dla osób, które utożsamiają miłość z namiętnością, jest to moment określany jako koniec miłości. Jednak badania pokazują, że dla wielu ludzi faza związku przyjacielskiego jest najbardziej satysfakcjonującym okresem wspólnego życia. Dominujące są tu zobowiązanie oraz intymność. Zobowiązanie jest w dużym stopniu zależne od nas, intymność —  w stopniu nieco mniejszym, dlatego zachęca się partnerów, aby właśnie o te elementy, czyli o zaufanie, wzajemną pomoc, okazywanie sobie sympatii dbali przez cały...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Kłótnia w związku – lepsza niż małe,codzienne sprzeczki

Kłótnia czasem pomaga lepiej się poznać. Zaakceptować nie tylko zalety, ale i wady partnera. Lepiej się nawykłócać, nagadać, niż tonąć w codziennym rozdrażnieniu.
redakcja „Uroda Życia”
13.07.2020

Kiedy się poznajemy wszystko jest cudowne. Ale po jakimś czasie bycia razem zaczynamy dostrzegać słabości i wady partnera, to co kiedyś wzruszało, drażni. Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz w swojej nowej książce „Pięknie podzieleni. Jak uwolnić związek od codziennych sprzeczek i nieporozumień” piszą, że kobiety, kiedy przychodzą po poradę często wyznają, że marzy im się, by partner był taki „jak na początku”. A to przecież niemożliwe, bo pierwszy etap miłości ma swoje prawa i już do takiego stanu zauroczenia sobą nie wrócimy. Musimy w pewnym momencie zobaczyć naszego realnego partnera, a nie nasze wyobrażenie o nim. Poza tym wszyscy się zmieniamy. W pewnym sensie trzeba nauczyć się siebie od nowa czy też nauczyć się bycia ze sobą. Zaakceptować, że nasz partner to nie jest rycerz na koniu ani jakiś święty mikołaj, któremu podstawimy pod nos listę życzeń. Tylko nasz (nie)zwykły Wojtek, Grzesiek czy Błażej. Ze wszystkimi swoimi zaletami, ale i słabostkami - tłumaczą Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz. Kłótnia w związku: nauczyć się bycia ze sobą Tracimy immunitet wyjątkowości. W głowie pojawiają się myśli: co się z nim dzieje?, co z nami jest nie tak? Partner już się nie stara. A po co? Wszak odbył już taniec godowy. Już ją zdobył. Zaklepał. Już jest jego na zawsze. Co się będzie dalej wydurniał i piórka stroszył. Ona z kolei staje się coraz bardziej roszczeniowa i zrzędliwa, bo to, na co zupełnie nie zwracała uwagi na etapie zauroczenia, najwyraźniej zaczyna ją mierzić - tłumaczą Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz. Teraz trzeba usiąść, nagadać się, czasem nawykłócać, czasem pomilczeć. Spraw do przegadania będzie mnóstwo. Kto robi zakupy? Kto zajmuje się domowymi zwierzakami? Kto jest od sprawdzania szkolnych zeszytów, a kto zawozi dzieci na...

Czytaj dalej