Sentencje o życiu, dzięki którym docenisz to, co masz 

Christian Bowen/Unsplash.com

Sentencje o życiu, dzięki którym docenisz to, co masz 


Czujesz, że wciąż masz za mało lub nie jesteś taka, jaka powinnaś? Dzięki tym sentencjom nauczysz się doceniać to, co już masz.
Karolina Morelowska-Siluk
01.12.2020

Większość z nas dąży do tego samego: spełnienia, szczęścia. Często wydaje nam się, że już niewiele nam brakuje: jeszcze tylko awans w pracy, nowy samochód i gdyby nasz partner w końcu zaczął nas słuchać... Tymczasem zwykle jest tak, że to, co najważniejsze, mamy już w zasięgu rąk. Tylko tego nie widzimy.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

4 sentencje o życiu i szczęściu

„Doceń to, co masz, zanim coś sprawi, że docenisz to, co miałeś”.

To chyba zdarzyło się chociaż raz większości z nas – zdaliśmy sobie sprawę z tego, jaką wartością był ktoś, czy było coś, dopiero wtedy, kiedy tego kogoś, czy to coś straciliśmy. Na przykład wciąż krytykowaliśmy naszego partnera, skupialiśmy się na tym, co nam w nim nie pasuje, co robi źle, w czym jest nieporadny i wyłącznie na bazie tych „braków” budowaliśmy jego obraz. I dopiero wtedy, kiedy odszedł, bo nie był już dłużej w stanie znosić ciągłych pretensji, po jakimś czasie dostrzegliśmy całą masę jego zalet, które wcześniej nie miały dla nas żadnej wartości…

Czytaj także: 12 najpiękniejszych cytatów o przyjaźni

„Ze szczęściem bywa tak, jak z okularami... szuka się ich, a one siedzą na nosie”.

Szukamy fajerwerków, chcemy wielkich przeżyć, wielkich prezentów od losu i innych ludzi, chcemy gór nie do zdobycia, gwiazdki z nieba… „Jak już zdobędę”, „Jak już będę mieć”, „Jak już znajdę tego idealnego/idealną”, to „będę szczęśliwa/y”. Zawsze jest jakiś warunek, szukamy daleko. Tymczasem szczęście bardzo często jest w zasięgu ręki, blisko, pod nosem. To sieć, masa drobiazgów, które zauważone i docenione, zebrane w całość, przyniosą upragnione spełnienie i szczęście. Tylko trzeba dać sobie szansę…

„Krytykujesz siebie od lat, ale to nie działa. Spróbuj więc schlebiać sobie i zobacz, co się stanie”.

Jest cała masa ludzi, którzy spędzają życie na deprecjonowaniu siebie. Zawsze doszukują się w swoich działaniach błędów, potknięć. Mają siebie za nieudaczników w każdym obszarze. Większość z nas ma w sobie wewnętrznego krytyka, to głos – zazwyczaj zasłyszany, wypowiadany do nas w przeszłości przez kogoś innego – który podcina nam skrzydła. Jeśli nie zastąpimy go czułym, akceptującym podpowiadaczem, będziemy na dobrej drodze, by siebie zniszczyć. Zacznij siebie doceniać, czasem siebie pochwal, bo każdy z nas ma w sobie coś, co zasługuje na uwagę i uznanie.

Czytaj także: Nie walcz z wewnętrznym krytykiem. Zaprzyjaźnij się z nim

„Chęć stania się kimś innym jest marnotrawstwem osoby, którą jesteś”.

Dlaczego zawsze chcemy tego, czego nie mamy? Dlaczego to, co niedostępne, z założenia jest oceniane przez nas jako znacznie bardziej atrakcyjne niż to, czym dysponujemy? Wydaje nam się, że: „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma”. Takie podejście do życia i siebie samego wywołuje w nas frustrację, ciągłe poczucie niespełnienia. Tkwimy w poczekalni do lepszego świata i na to czekanie zużywamy całą energię. Nie dostrzegając i nie używając tego, co mamy, nasz potencjał jest uśpiony i nie możemy zrobić z niego pożytku.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Katarzyna Miller o miłości
iStock

„Nie bój się kochać, ale rób to nie sercem, tylko głową” – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka

„Chciałabym, żebyśmy od dziecka uczyli się o psyche, o traktowaniu siebie nawzajem i mówili, co to są myśli, a co uczucia i jak z nimi postępować. I z tego zdawali maturę” – mówi Katarzyna Miller.
Anna Bimer
01.11.2020

Według znanej psychoterapeutki, Katarzyny Miller, żyjemy iluzją miłości, która nas uleczy, uskrzydli, wszystko nam zrekompensuje i załatwi. Szukamy ideału, który naprawi nas samych, bo jesteśmy niedokochani. „Zastanawiamy się, co nam ktoś da, zamiast dawać z siebie i pracować nad tym jednym z najważniejszych uczuć w życiu” – mówią: psycholożka i psychoterapeutka Katarzyna Miller. Co z tą miłością? Anna Bimer: Czy można sobie wyobrazić wprowadzenie pigułki antymiłosnej? Katarzyna Miller: Takiej dzień po... na wypadek zakochania? Raczej jako lek na złamane serce. Nie, no skąd! Miłość to najważniejszy poza zdrowiem dar w życiu człowieka, prawda? Nie. Raczej największe marzenie i jednocześnie iluzja, że to najważniejsza rzecz w życiu. Słucham? „Kochać, jak to łatwo powiedzieć”... Powiedzieć! Ludzie ciągle się na miłość powołują albo się nią tłumaczą, usprawiedliwiają i marzą o niej. A zwykle mylą z innymi emocjami. Ale dążą do niej i  traktują jako najważniejszą zdobycz we wszechświecie. Niesłusznie. Przecież najważniejsze jest samo życie i zaspokojenie wszystkich bazowych potrzeb, żeby człowiek miał gdzie mieszkać, żeby nie marzł, żeby nie był głodny, żeby do kogoś przynależał Otóż właśnie. Miałam na myśli kogoś, kto się zaopiekuje, jak matka. W tym znaczeniu miłość należy do potrzeb bazowych. Natomiast ta, która się kojarzy najczęściej jako męsko-damska albo homoseksualna – ona jest luksusem. Trudno osiągalnym. Wielu ludzi jej nie doświadczy np. na skutek złych wcześniejszych doświadczeń, mam na myśli dzieci z  trudnych rodzin. One się zakochują, ale na zasadzie wpadania w ciemną dziurę, głównie dlatego, że ktoś w ogóle je zauważył i zechciał podać rękę. Mamy bardzo dużo...

Czytaj dalej
terapia raka
iStock

Rak często wyzwala w nas siłę, o której nie miałyśmy pojęcia

„Rak zawsze zaskakuje. Myślimy, że przytrafia się komuś, gdzieś. Historia sąsiadki. Ale nie moja. Kiedy staje się „moja”, najpierw jest szok, niedowierzanie, potem, paradoksalnie, nabiera się siły. Nie tylko do walki, ale też do przewartościowania życia”, mówi Adrianna Sobol, psychoonkolog.
Joanna Derda
21.06.2020

Rak jajnika, rak piersi albo nowotwór trzustki pojawiają się u kobiet 40-, 50-letnich. Czasem młodszych. Zawsze diagnoza: nowotwór – ścina z nóg, tymczasem psychoonkolog, Adrianna Sobol przekonuje, że nasze nastawienie do terapii ma ogromne znaczenie. Rak może być przystankiem, którego nieraz bardzo potrzebujemy. Nie traktujmy go jako wyroku. Wykorzystajmy go jako okazję, aby przyjrzeć się sobie i swojemu życiu. Rak to lekcja, nie wyrok Joanna Derda: Coraz częściej słyszymy, że rak to choroba psychosomatyczna. Że wydarzyła się pod wpływem stresu, problemów. Co, mówiąc inaczej, oznacza, że sami ją na siebie sprowadziliśmy. Jak sobie radzić z poczuciem winy? Adrianna Sobol: Zawsze kiedy pojawia się rak, zadajemy sobie pytanie: dlaczego. Szukamy i nie potrafimy znaleźć odpowiedzi. Oczywiście bywają i tacy, którzy traktują chorobę jako rodzaj kary. Kłócę się z tym! Rzeczywiście etiologia chorób nowotworowych ciągle nie do końca jest wyjaśniona. Naukowcy się sprzeczają, a pewnie przyczyn jest wiele. Geny, kwestie środowiskowe, styl życia. Ale faktycznie coraz więcej mówi się o czynnikach psychologicznych, emocjonalnych. Nie wolno się winić za chorobę, ale na pewno warto zwracać uwagę na to, jak żyjemy. No tak, ale z tym łatwo nie jest. Jesteśmy w coraz większym pędzie, zestresowani, nasz układ odpornościowy nie ma siły. A tu psycholog mówi, że mamy żyć bez stresu. Wiemy, że to niemożliwe, więc stres narasta. Zaklęte koło… To prawda. Biegniemy, pracujemy na okrągło, bierzemy kredyty, co obciąża nas też psychicznie, wszystko chcemy mieć – a zapominamy o odpoczynku. Gdybym miała się odnieść do mojego doświadczenia, widzę, że właściwie każdy pacjent przeszedł coś trudnego, chorobę czy śmierć kogoś bliskiego, rozwód, problemy w...

Czytaj dalej
Duchowość w XXI wieku
Getty Images

Jaka jest nasza duchowość w XXI wieku? Pomyśl o tym podczas tej Wielkanocy

Tegoroczna Wielkanoc na pewno zostanie w naszej pamięci. W tym roku wielu z nas spędza ją bez najbliższych, katolicy nie mogli uczestniczyć w mszy rezurekcyjnej w kościele. Ale paradoksalnie, w tym roku więcej czasu spędzamy na refleksji.
Karolina Morelowska-Siluk
12.04.2020

Niezależnie od tego, czy jesteśmy wierzącymi ludźmi, czyli zakładamy, że wyszliśmy spod rąk wielkiego garncarza, czy jesteśmy ateistami i wiemy, że nasza istota wyłoniła się z shakera ewolucji, wszyscy potrzebujemy duchowości. Bo wszyscy potrzebujemy wiedzieć, kim jesteśmy – tłumaczy dr hab. Bartłomiej Dobroczyński. Co z tą duszą? Karolina Morelowska-Siluk: Po co nam dusza? Dr hab. Bartłomiej Dobroczyński: Człowiek sobie ją kiedyś, tysiące lat temu, wyśnił. Bo to właśnie marzenia senne skłoniły prehistorycznych ludzi do przekonania, że mają duszę, która może podróżować i przeżywać przygody także wtedy, gdy ich ciało pozostaje uśpione i nieruchome. Kiedy inni widzą, że leżymy i nie zmieniamy położenia, a nam się jednak wydaje, że polujemy na mamuty albo latamy nad lasami i wodami. I człowiek pierwotny uznał, że właśnie dzięki duszy żyjemy – a więc oddychamy i poruszamy się. Dlatego w wielu językach słowo dusza powiązane jest z oddechem – tak jest np. w języku polskim. A angielskie słowo „animated”, czyli ożywiony, pochodzi od łacińskiej „animy” oznaczającej właśnie duszę. Wraz ze wzrostem refleksji człowieka nad sobą dusza otrzymywała coraz to nowe atrybuty: nie tylko ożywiała, ale też myślała, czuła, a nawet zaczęto przypisywać jej boskie pochodzenie, jak to zrobił Platon. I wtedy stała się naszą prawdziwą tożsamością, tym, czym jesteśmy w istocie – w odróżnieniu od śmiertelnego i przemijającego ciała. Ale w czasach Platona uważano też, że wszystko, co się rusza, musi mieć duszę.  Bo ciało bez duszy jest martwe.  Więc duszę mieli nie tylko ludzie, ale i zwierzęta, a także planety, bo się poruszały po niebie w sposób harmonijny i rozumny. Astrologowie zaczęli nawet przypisywać planetom coś na kształt cech osobowości....

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Tego nie rób po rozstaniu. Oto błędy, które popełnia wiele z nas

Kiedy rozpada się nasz związek, często obwiniamy się za wszystko, co poszło nie tak. Rozpamiętujemy, rozpaczamy. Ale w ten sposób nie ruszymy dalej ze swoim życiem.
Sylwia Arlak
19.06.2020

Rozstania nigdy nie są łatwe, niezależnie od tego, czy związek trwał dwa miesiące, czy dwa lata. Jak podkreśla coacherka Ericka Ettin w magazynie „Business Insider”, w czasie tuż po rozstaniu rodzi się w nas mnóstwo sprzecznych uczuć: jednych się spodziewamy, innych zupełnie nie. „Musimy poradzić sobie z negatywnymi emocjami i ze zwątpieniem. Wydaje nam się np. że już zawsze będziemy sami, albo że już nigdy nie spotkamy kogoś takiego, jak nasz ekspartner. Te uczucia nie znikną ot, tak. Trzeba dać sobie czas” — podkreśla ekspertka. 1. Nie sprawdzaj, co u niego słychać. Typowym błędem, jaki popełniamy po rozstaniu z partnerem albo po rozwodzie, jest próba utrzymywania kontaktów. Często – jednostronnych. Chcemy zachować się „dorośle” i z miłości przejść w przyjaźń: to oczywiście jest możliwe, ale rzadko tuż po zakończeniu związku, kiedy pełno w nas jeszcze złości i żalu. Zamiast odciąć się od dawnego życia, śledzimy byłego partnera w mediach społecznościowych, wypytujemy wspólnych znajomych. Chcemy wiedzieć, co dzieje się w jego życiu: co robi? Z kim się spotyka? Czy jest szczęśliwy? Czy już znalazł sobie kogoś nowego? Nawet jeśli rozstanie było naszą inicjatywą, często nie umiemy emocjonalnie pożegnać myśli, że już z tym człowiekiem nie łączy nas żadna relacja. Rozdrapujemy rany i żyjemy przeszłością. Taka „niewinna” ciekawość to już tylko krok od prześladowania i stalkingu – świetnie opisuje to australijska pisarka Liane Moriarty, autorka „Wielkich kłamstewek” w świeżo wydanej w Polsce książce: „Miłość i inne obsesje”. 2. Nie obwiniaj się i nie katuj tym, co by było, gdyby... Doskonale znasz wady swojego eks, ale od kiedy nie jesteście razem, wydaje ci się, że...

Czytaj dalej