Dobry seks ma niewiele wspólnego z orgazmem. Ważniejsza jest bliskość i przyjemność
getty images

Dobry seks ma niewiele wspólnego z orgazmem. Ważniejsza jest bliskość i przyjemność

Kobiety często przychodzą do gabinetów seksuologicznych z problemem, którego źródło jest poza seksem. Czują się nieważne, niekochane, nieatrakcyjne, zabiegane, zestresowane. Ich ciało mówi seksowi „nie” – mówi dr Alicja Długołęcka.
Anna Zych
02.02.2020

Dla kobiety seks to nie tylko akt fizyczny. To przede wszystkim potwierdzenie miłości, akceptacji, adoracji, bezpieczeństwa. Nie oznacza to jednak, że w kontaktach intymnych nie zależy nam na przyjemności. Wręcz przeciwnie. Chcemy przeżywać rozkosz i nie wstydzić się o tym mówić głośno.

Anna Zych: Na co skarżą się kobiety, które przychodzą do pani, niezadowolone ze swojego życia seksualnego. Czego chcą? Jak według nich powinien wyglądać seks, by miały z niego satysfakcję? 

dr Alicja Długołęcka: Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Przede wszystkim seks nie jest czymś wyizolowanym. W życiu łączymy go z różnymi potrzebami. Angażując się w relację seksualną, my, kobiety, bardzo często oczekujemy „czegoś jeszcze”. Np. tego, czego nam bardzo często brakuje: adoracji, zainteresowania, miłości, rozładowania napięcia. Liczymy na to, że poprzez seks w jakiś sposób to dostaniemy, poczujemy się pożądane i piękne. W zależności od tego, do jakiego stopnia ta potrzeba jest niezaspokojona w naszym życiu, czyli jak same siebie postrzegamy, jaki mamy poziom kompleksów, to będzie generowało nasze oczekiwania wobec relacji seksualnej. 

Czyli jeśli mam kompleksy, źle się czuję w swojej skórze, to tak naprawdę mam mniejsze oczekiwania wobec partnera? Mniej oczekuję od seksu? 

Chodzi mi o coś innego: jeśli będę nienawidziła cellulitu, swojego brzucha, ciała, to będę oczekiwała, że w relacji intymnej partner będzie mnie tak adorował, że te odczucia znikną. Po pierwsze jest to złudne, bo żaden partner tego nie zmieni. Co więcej, te oczekiwania będą generowały problemy seksualne, bo bardziej skupimy się na tym, żeby dostać adorację, uważność – coś, co określamy raczej jako miłość, niż przyjemność seksualną wynikającą z otwartości i zaufania.

A przecież uczucie jest albo go nie ma, seks go nie wytworzy. Kobiety często przychodzą do gabinetów seksuologicznych z problemem, którego źródło jest poza seksem. Czują się nieważne, niekochane, nieatrakcyjne, zabiegane, zestresowane. Ich ciało mówi seksowi „nie”. To problem natury psychicznej, ale wynika też z przyczyn fizycznych: napięć w ciele, zwłaszcza w obrębie miednicy bo... kobieta czuje się nieważna albo nieatrakcyjna. Koło się zamyka. 

Potrafimy powiedzieć partnerowi, jak się czujemy? Czego chcemy? Jesteśmy w stanie to komunikować? 

Fajnie, że pani pyta o komunikację, bo bez niej nie ma dobrego seksu. Jednak żeby rozmawiać o tym, czego pragniemy, by nasz seks był udany, trzeba wiedzieć… czego same chcemy, uwolnić się od schematów wychowawczych i kulturowych, zderzyć z prawdą o sobie. Musimy wiedzieć, co chcemy przekazać. Drugi problem – musimy mieć komu. Czyli być w relacji z partnerem, który ma postawę otwartą, słucha i też chce się komunikować. Często spotykam się z kobietami, które mówią, że odkryły w swoim życiu coś ważnego związanego z seksualnością, ale nie mają z kim się tym podzielić. 

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Seks w wielkim mieście dwadzieścia lat póżniej

Skojarzyło mi się to z kultowym serialem „Seks w wielkim mieście”, w jednym z odcinków przyjaciółki idą na zajęcia terapeutyczne, które polegają na oglądaniu własnej łechtaczki, waginy. Mają poznać siebie, swoje potrzeby, odkryć, jak sprawić sobie przyjemność. Wiem, że w Polsce też są takie warsztaty.

Tak, na podobnych warsztatach kobiety pracują nad własnym ciałem. Ale nie chodzi tylko o to, że na takich warsztatach ogląda się waginy. Dziś się inaczej do tego podchodzi, mniej instrumentalnie, serial „Seks w wielkim mieście” to lata 90. Ja sama czasami zalecam pacjentkom techniki masturbacyjne do pracy w domu, ale połączone z pracą z wyobraźnią, z pogłębioną refleksją: co im to robi i gdzie to się mieści w kategorii przyjemności, rozkoszy, stosunku do swojego ciała. Realizowałam z fotograficzką Tamarą Pieńko projekt, który nazywał się „Wdzięczność”. W jego ramach prowadziłam i będę prowadzić warsztaty o odkrywaniu swojej cielesności również w wymiarze seksualności. W albumie, który powstał, są intymne zdjęcia kobiet i wywiady z nimi. Sesje nie służyły robieniu ładnych zdjęć, tylko skontaktowaniu się ze swoją cielesnością, także z intymnymi częściami ciała. To było niezwykłe, graniczne doświadczenie dla kobiet. One potrzebowały bycia wśród innych kobiet, które nie będą ich oceniać, wśród których łatwiej będzie zaakceptować własną cielesność, seksualność. Kobieca intymność to nie tylko miesiączka, poród, ale również błogostan, rozkosz, przyjemność. Bardzo nam tego brakuje.

Kobieta kobiecie może pomóc czerpać większą przyjemność z seksu?

To ciekawe, że zwykle na początku zajęć kobiety mówią, że przyszły na warsztaty, bo chcą podarować własną seksualność swoim mężczyznom, porozmawiać, jak ich zmienić, ewentualnie jak siebie zmienić, żeby zadowolić partnera. Tam zamykamy takie myślenie i wracamy do siebie, do skontaktowania się ze swoim ciałem. To najważniejsze obszary. Czyli kobiety przychodzą popracować nad dobrym seksem i – jak pani widzi – z orgazmem niewiele to ma wspólnego. Orgazm nie jest celem, chociaż jest mile widziany, najważniejsze są: satysfakcja, przyjemność i bliskość.

Profesor Lew-Starowicz mówił niedawno, że obserwuje dużą zmianę wśród osób odwiedzających jego gabinet seksuologiczny. Kiedyś przychodzili głównie mężczyźni i mówili, że żona nie chce się kochać. A teraz przychodzi coraz więcej kobiet; pytają, co robić, żeby mąż chciał częściej. Czy to nie znak, że seks kobiecy przestał być obowiązkiem małżeńskim, a kobiety też potrafią z niego czerpać przyjemność? 

Widzę ogromną zmianę u dojrzałych kobiet. Częściej przychodzą do mojego gabinetu z pytaniem, co mają zrobić, żeby mieć większą świadomość seksualną, jak lepiej poznać swoje ciało. Ale jako kobieta w wieku średnim powiem, że jestem niezmiernie zasmucona tym, z czym przychodzą młode kobiety. Ich świadomość siebie jest wciąż mała, komunikacja kuleje. Młode dziewczyny często chcą uprawiać seks, bo według nich tak trzeba, albo martwią się, że nie czują tego, co powinny czuć. Ich niski poziom akceptacji własnego ciała może prowadzić do takich problemów jak vulvodynia i pochwica, czyli bolesności i zaciskania mięśni pochwy podczas stosunku. Albo nie akceptują swoich narządów płciowych, więc jak mogą mieć przyjemność z seksu?

Jeśli dodatkowo jesteśmy bombardowane informacjami, że dobry seks to orgazm, w łóżku ważna jest technika rodem z filmów porno, a z drugiej strony czytamy o seksie energetyczno-duchowym opartym na przekonaniu, że ma to być przeżycie mistyczne – to wszystko może tworzyć presję, która wywołuje takie napięcie, że nie sposób skontaktować się ze swoją seksualnością. Kiedy zewsząd słyszę, że muszę tak czy inaczej, to mogę się pogubić i nie wiedzieć, kim jestem.

Można się psychicznie przestymulować, skupiając się na tym, jaki ma być ten dobry seks? 

To wynika właśnie z braku akceptacji własnej cielesności. Przy tak wielkiej presji, jaka jest związana z tym, jak powinnyśmy wyglądać, jak komunikować się ze swoimi prawdziwymi potrzebami, nie potrafimy dać sobie prawa do zatrzymania, refleksji, błędów. Druga sprawa to relacja z partnerem, która może powodować zamknięcie na seksualność. Jeśli chcę być idealna, to czuję się ciągle niewystarczająco kobieca i atrakcyjna względem świata zewnętrznego, kładę nacisk na to, jaka jestem również seksualnie. Wyobrażam sobie, że dzięki hipotetycznemu mężczyźnie, jego obecności, działaniom, staraniom stanę się bardziej seksualna. A nasze zadowolenie nie przyjdzie z zewnątrz. To wielki dar, gdy spotkamy mężczyznę, z którym możemy się komunikować, ale to jest zadanie dla nas, a nie dla partnera. Z nim możemy się dzielić tym, co same mamy. 

Czy może pani powiedzieć kobietom: „Nie bójcie się, jak zachowa się partner, bo on czeka, żeby usłyszeć od was, co wam się w seksie podoba, co byście chciały”? 

To, co pani mówi, można by uznać za uniwersalną i bardzo pozytywną zasadę, ale przyjmując taką postawę, powinnyśmy być gotowe ponosić też konsekwencje tej szczerości, bo podejmujemy pewne ryzyko: możemy być czasem niezrozumiane, niewysłuchane, a jeśli dokonamy niewłaściwego wyboru – odrzucone. Podam przykład: jeśli partner ma niską samoocenę i wynikającą z niej obsesyjną zazdrość, a pani mu powie o jakiejś swojej potrzebie albo fantazji, może to zostać odebrane kompletnie inaczej. Mężczyzna może poczuć, że jest niewystarczający, lub obawiać się, że spróbowała pani czegoś z kimś innym. Jego problem sprawi, że nie przyjmie komunikatu. 

Czy żeby seks był dobry, musi być miłość? 

Nie. Czasami udany seks przydarza się ludziom, którzy nie tworzą związków. I odwrotnie – mam dużo pacjentek i pacjentów, którzy się przyjaźnią i są bardzo blisko ze swoimi partnerkami i partnerami, ale nie ma między nimi namiętności, bo zaniedbali bliskość seksualną. Bardzo dużo zależy od naszych doświadczeń i od fazy życia, w jakiej jesteśmy. Jest czas, gdy bardzo potrzebujemy miłości, bliskości, czułości, seksu, a czasem się z tego wyłączamy, z różnych powodów potrzebujemy bezpiecznej relacji, ale pozbawionej elementów wynikających z bycia w związku. 

Dlaczego udajemy orgazmy?

Co my, kobiety, same sobie robimy złego, by tej przyjemności w łóżku nie mieć? 

Zacznę od klasyki, czyli tego, że nie dostałyśmy fajnego, pozytywnego przekazu o seksie od naszych babć i mam. A co robimy same sobie? Zmuszamy się i udajemy, w ten sposób krzywdzimy same siebie.

Czyli to się nie zmienia od lat. 

Nie zmienia. Za często podtrzymujemy jakiś wizerunek siebie oraz nieumiejętnie stawiamy granice lub wcale ich nie stawiamy ze strachu, że będziemy ocenione czy odrzucone. Jedno i drugie ma związek z samooceną. Czyli albo chcemy sprawiać wrażenie seksownej kobiety, choć wcale tak się nie czujemy, albo jesteśmy w relacji i nie potrafimy postawić granicy, powiedzieć: „Wiesz, wolałabym coś innego”. I tutaj działa zasada błędnego koła – w ten sposób nieintencjonalnie wzmacniamy zachowania niechciane, nawet jeśli mamy kochającego partnera. Bo on nie wie, że robi coś nie tak… Pamięta pani dziewczynę z „American Beauty”? Uwodziła głównego bohatera w bardzo odważny sposób, a okazało się, że jest dziewicą. To zjawisko dosyć powszechne, że młode dziewczyny często przywdziewają taką maskę, ukrywając pod nią wrażliwość, lęk i potężne kompleksy. A seks przecież zaczyna się w głowie – tu też nic się nie zmieniło.

Rozmowa z dr Alicją Długołęcką ukazała się w „Urodzie Życia” 9/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Seks kobiecy
iStock

Agata Loewe, seksuolożka: „Odkryj swoje ciało – to klucz do dobrego seksu”

„Kobiety muszą wziąć odpowiedzialność  za swój orgazm. Wśród wielu z nas pokutuje  przekonanie, że mężczyzna jakimiś magicznymi trikami sprawi, że on nastąpi. Nie! Powinnyśmy  same się go nauczyć. Metodą prób i błędów”, mówi seksuolożka dr Agata Loewe.
Karolina Rogalska
07.06.2020

Dobry seks zależy głównie od tego, czy czujemy się komfortowo we własnym ciele i czy w ogóle je znamy. Odkrywanie własnej seksualności to droga, którą warto przejść, aby cieszyć się w łóżku bliskością. Dr Agata Loewe, psychoterapeutka i seksuolożka, wyjaśnia, co sprawia, że nie jesteśmy w stanie cieszyć się seksem. Karolina Rogalska: Według najnowszych sondaży ponad 90 proc. Polek nie lubi swojego ciała. Czy to się przekłada na nasze życie seksualne? Dr Agata Loewe: Rzeczywiście, poznałam w życiu bardzo niewiele kobiet, które mówią o swoim ciele ze stuprocentową akceptacją. A prowadzę warsztaty od wielu lat. Myślę, że nasz stosunek do ciała wynika w dużym stopniu z uwarunkowań kulturowych. Narzekanie, krytykanctwo i porównywanie się do koleżanki lub sąsiadki mamy we krwi. Większość Polek nie potrafi też przyjmować komplementów. Gdy słyszymy: „Jesteś piękna”, odpowiadamy zwykle: „No coś ty! Ostatnio przytyłam”. Albo: „Nie żartuj, mam tyłek jak szafa”. Mówienie dobrze o sobie też nie jest popularne. Kobietom z trudem przychodzi wypowiedzenie na głos zdań w stylu: „Mam cudowne piersi”, „Mam zgrabne nogi”. Jednym z najtrudniejszych ćwiczeń na naszych warsztatach pracy z ciałem jest to, w którym prosimy uczestniczki o opisanie go od głowy do stóp: co w nim lubią, czego ono doświadczyło, jaką ma historię. Taka opowieść bardzo mocno konfrontuje je z tym, jakie to ciało jest dla nich ważne. Że to coś więcej niż tylko figura i wygląd. I że to, czy ono się mieści w jakiś kulturowych kanonach piękna, czy nie, jest sprawą drugorzędną. Również w naszym życiu erotycznym. Bo dobry seks zależy głównie od tego, czy we własnym ciele czujemy się komfortowo i czy je znamy. Czy odkryłyśmy, gdzie i jak należy...

Czytaj dalej
Relacje w związku
getty images

Głaskaj, tul, dotykaj: sekret dobrego związku polega na bliskości, a nie na seksie

Kochasz? Więc tul i głaskaj – mówi seksuolożka, dr Alicja Długołęcka. Nawet jeśli już odzwyczaiłaś się od czułego dotyku, możesz wrócić do tego i na nowo doceniać bliskość.
Karolina Rogalska
04.01.2019

Dotyk daje nam wszystko, co w życiu najważniejsze – poczucie bezpieczeństwa i błogości wynikające z bliskości z drugą osobą. A do tego działa uzdrawiająco. Na poziomie fizjologicznym wzmacnia cały układ immunologiczny. To najlepsza i najtańsza terapia – mów i dr Alicja Długołęcka, seksuolożka, wykładowczyni na Podyplomowych Studiach Wychowania Seksualnego UW i AWF, autorka licznych publikacji, podręczników i książek. Przeczytaj wywiad: Karolina Rogalska: Prof. Zbigniew Izdebski w rozmowie z „Urodą Życia” powiedział, że wielu pacjentów skarży się na brak czułości, przytulania i dotyku w bliskich relacjach, bo kontakt fizyczny z partnerem sprowadza się głównie do pieszczot w seksie. Podobno wśród tych osób jest wielu mężczyzn. Dr Alicja Długołęcka: Myślę, że na tym polu psuje się wiele relacji. Jesteśmy dziś bardzo samotni. My, czyli ludzie żyjący w kulturze dualizmu, w której umysł i ciało przedstawia się jako dwa odrębne byty, a role płciowe są ściśle określone. Część kobiet kompensuje sobie potrzebę dotyku i bliskości poprzez macierzyństwo, zanurzając się w bliskich, fizycznych relacjach z dziećmi. Mężczyźni zaś, wchodząc w fazę dojrzewania, są gwałtownie odcinani od dotyku. Jego miejsce zostaje w seksie i walce. A jeśli chodzi o czułość, to obie płcie potrzebują jej tak samo całe życie. Kilkanaście lat temu były robione badania na prostytutkach. Z relacji tych kobiet wynikało, że wielu klientów przychodzi do nich nie po wyrafinowane lub ostrzejsze formy seksu, ale po przytulanie, głaskanie, możliwość wspólnego zaśnięcia. Po czysty dotyk. Ten przykład pokazuje, jak to kulturowe rozdzielenie umysłu i ciała spowodowało, że wszelkim formom dotykania nadaje się kontekst seksualny. Ze szkodą dla seksu i ze szkodą dla dotykania. Czyli? Jeżeli...

Czytaj dalej
seks w związku
Adobe Stock

„Seks sam się nie ułoży” – dr Alicja Długołęcka mówi, jak zawalczyć o intymność 

„Kobiety, wchodząc w związek, podświadomie oddają się w ręce drugiej osoby. Oczekują, że to mężczyzna sprawi, że seks będzie super. A potem mają żal, bo coś je w życiu omija" – mówi seksuolożka dr Alicja Długołęcka.
Joanna Mielewczyk
07.07.2020

Kobiety wchodząc w związek czasem czują się tak, jakby były zwolnione z odpowiedzialności za własne życie. Dotyczy to również seksu, uważa seksuolożka dr Alicja Długołęcka. Za bardzo zdajemy się na partnerów. Za bardzo to oni wpływają na to, czy seks stanie się ważnym obszarem w naszym życiu. J oanna Mielewczyk: Przyzwyczajenie, rutyna, zmęczenie, brak uważności – pani doktor, czy dobrze szukam winnych powolnego odpuszczania i w końcu rezygnacji z seksu w związkach? Dr Alicja Długołęcka: Seks, jak i inne dziedziny życia, porównałabym do dobrych książek. Można je czytać we wczesnej młodości, ale niewiele się z nich rozumie. Podobnie jest z seksem. Wymieniła pani różne powody, a ja myślę, że pierwszym, podstawowym jest to, że wchodzimy w życie seksualne z jakimś o nim wyobrażeniem – z filmów, mediów, literatury, trochę z potocznej wiedzy opartej na stereotypach. Natomiast brakuje nam edukacji seksualnej, szczególnie skoncentrowanej na pozytywnych aspektach seksualności, związanych z jednej strony ze zmysłową radością, z drugiej z odpowiedzialnością. To wszystko sprawia, że podchodzimy do seksu życzeniowo. Zaczynamy eksperymentować i okazuje się, że jest jakoś tak inaczej. A tak w ogóle to rozmawiamy o kobietach czy o mężczyznach? O związkach. Ale skoro rozmawiają dwie kobiety, przyjmijmy kobiecą perspektywę. Rzeczywiście tak jest, że kobiety młode i te we wczesnym średnim wieku, kiedy pojawiają się dzieci, często zgłaszają niższy niż mężczyźni poziom potrzeb seksualnych. A to dlatego, że częściej są niezrealizowane seksualnie. Są aktywne, ale nie są spełnione. Nic więc dziwnego, że ich motywacja jest niska. Kiedy ideał zderza się z rzeczywistością, to rozbieżność jest tak podejrzanie duża, że traci się ochotę na seks. U kobiet rozbieżność jest większa...

Czytaj dalej
relacje w związku
iStock

Seks po polsku: nie mamy czasu, ochoty ani pomysłu. Czemu nie chce nam się kochać?

„Mężczyźni nieraz opowiadają na sesjach terapeutycznych, że prosząc o seks, czują się jak pies, który siedzi pod stołem i czeka, aż pan mu rzuci kość” – mówi psychoterapeutka, seksuolożka dr Agata Loewe.
Sylwia Niemczyk
30.11.2020

Kiedyś Maria Peszek śpiewała: „Nie mam czasu na seks” i zdaniem seksuologów, to samo mogłaby zaśpiewać prawie każda inna Polka. Dopadła nas epidemia braku pożądania. Seks w stałych związkach praktycznie po kilku latach przestaje istnieć. Wystarczy, że jedno z partnerów przestanie odczuwać chęć – brak pożądania w związku może być zaraźliwy, jak mówi dr Agata Loewe, seksuolożka i psycholożka. Brak pożądania może być zaraźliwy Sylwia Niemczyk: Na dziesięć moich koleżanek trzy regularnie i chętnie uprawiają seks. Reszta nie ma ochoty.  Agata Loewe: Wszystkie moje obserwacje mówią to samo: mamy epidemię braku pożądania, coraz mniej chce się nam kochać, coraz częściej przychodzą do mnie na terapię pary, które nawet już nie pamiętają, kiedy był ten ich ostatni raz. Ale jednocześnie chcą być razem, bo się kochają, są do siebie przywiązani albo np. łączą ich dzieci. Często to ludzie, którzy są ze sobą bardzo długo, od wczesnej młodości. Pamiętają, jak na początku było wspaniale, ale potem w zupełnie inny sposób dojrzewali, inaczej kształtowała się ich seksualność. Po latach okazało się, że jedno z nich po prostu nie nadążyło za tym drugim. Bywa, że ciało kobiety z wiekiem staje się bardziej responsywne, rozwija się jej samoświadomość, a partner zostaje w tyle.  Bywa, że to nie on, ale ona zostaje daleko z tyłu.  Oczywiście, np. gdy w związku rodzi się dziecko – pamiętajmy, że zupełnie inną cenę za to płaci kobieta, a inną mężczyzna. Typowa sytuacja: kobieta zostaje matką, jej ciało jest w szoku, hormony szaleją i pożądanie spada do zera. Mija kilka miesięcy, rok, ona wciąż powtarza argument: „Karmię”, „Padam na twarz” albo: „Boli mnie”. Partner przez jakiś czas podejmuje różne działania, żeby...

Czytaj dalej