Seks w stałym związku może cieszyć nawet po latach
Getty Images

Seks w stałym związku może cieszyć nawet po latach

To jest mit, że gdzieś za ścianą ktoś uprawia nieziemski seks. Każda para ma okresy, w których martwi się brakiem namiętności – rozmowa z psychoterapeutą seksuologiem Michałem Pozdałem.
Joanna Kalewicz
12.05.2020

Jesteśmy zgranym teamem, ale po latach nie mamy ochoty na wspólny seks. Czy tzw. białe małżeństwo może być szczęśliwe? A może za wszelką cenę szukać sposobu na wspólny powrót do łóżka? O braku seksu w długoletnich związkach rozmawiamy z Michałem Pozdałem, psychoterapeutą i seksuologiem, wykładowcą Uniwersytetu SWPS, autorem książki „Męskie sprawy. Życie, seks i cała reszta” oraz ekspertem akcji #sexedpl.

Joanna Kalewicz: Jak nakreśliłby pan krzywą pożądania w odniesieniu do kolejnych lat trwania związku?

Michał Pozdał: Gdyby się tak dało, to by było prosto. Pamiętajmy, że ludzie się wiążą z różnych powodów. Jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia o relacjach trochę, jak z bajek i filmów hollywoodzkich. A tak nie jest. Nie zawsze ludzie zakochują się w sobie i czują ogromną namiętność. Owszem, tak bywa, ale im dłużej pracuję jako psychoterapeuta, tym częściej znajduję potwierdzenie, że nie zawsze wzajemne pożądanie jest tym, co łączy ludzi.

Niektórzy wiążą się z lęku przed samotnością albo dlatego, że nie spotkali nikogo lepszego. Nawet ostatnio miałem taką sytuację: przyszła do mojego gabinetu para, ich problemem był brak pożądania w relacji. Zapytałem o to, jak zostali parą. Pani powiedziała wtedy o swoim małżonku: „Chodził, chodził i wychodził”. A ona się łaskawie zgodziła.

Jeśli popatrzymy na tę relację pod tym bajkowym kątem, to odbiega ona od naszych wyobrażeń. Rzeczywiście zwykle na początku jest fajnie, ludzie się poznają, jest duża namiętność, pojawia się to wszystko, co Helen Fisher [amerykańska antropolog i psycholog, badaczka ludzkich zachowań – red.] opisuje jako koktajl hormonalny, czyli działają wszystkie neuroprzekaźniki –noradrenalina, serotonina, dopamina, fenyloetyloamina – i to jest bardzo przyjemne. Nawet z chemicznego punktu widzenia bardzo pobudzające. Wystarczy, że się do siebie przytulimy ijuż mamy ochotę na seks. I jeśli rzeczywiście rysować krzywą, to ja bym wskazał na to, że im szybciej ludzie ze sobą zamieszkają i staną się stabilnym związkiem, tym szybciej ta namiętność opadnie. Pracuję z młodymi osobami w okresie studiów i widzę, że u par, które nie mają możliwości, by zamieszkać razem, ta namiętność trwa niekiedy kilka lat. Większość jednak będzie dążyła do szybkiego zamieszkania pod jednym dachem, co nieuchronnie doprowadzi do ustabilizowania siły pożądania albo będzie ona przypominała równię pochyłą.

Proza życia wygra z pożądaniem...

Głównie wydarzenia, z którymi przyjdzie nam się mierzyć, różne problemy. Narodziny dzieci, kłopoty finansowe, śmierć bliskich. Pojawi się mnóstwo elementów, które będą ważniejsze niż potrzeby seksualne. I tak stopniowo namiętność będzie schodziła na dalszy plan. Nie oszukujmy się – proza życia ją zabija.

Zatem nie wiązałbym siły pożądania wyłącznie z upływem czasu i kolejnymi latami trwania związku, ale bardziej z tym, co wydarzyło się w życiu tych dwojga ludzi. Czy zamieszkali ze sobą i jakie problemy wspólnie przeszli.

Seksu w zwiazku nie zastąpią gadżety

Od czego zaczyna pan rozmowę z parą, która chce przywrócić namiętność w związku?

Zawsze pytam o tak zwany mit stworzenia związku. Ustalam, jak się poznali i dlaczego są razem. Może to być historia, w której ona miała chłopaka, ale on ją rzucił, przez co ledwo zdała maturę. Była załamana, ale w końcu związała się z innym kolegą z liceum, bo jej mama i babcia zawsze mówiły, że to dobry chłopak i taki sympatyczny… Czyli wracamy do schematu „chodził, chodził i wychodził”. Mówią o tym otwarcie, on jest pogodzony z sytuacją. Cóż, w tym związku nigdy nie było namiętności. Kiedy tych dwoje trafia do mojego gabinetu po 10 czy 15 latach trwania związku i chcą rozpalać namiętność, byłbym hochsztaplerem, obiecując, że stworzę coś z niczego. To niemożliwe. W ogóle, jeśli jakikolwiek terapeuta obieca takiej parze, że będzie z nimi pracował tak, że pojawi się namiętność, trzeba od razu uciekać jak najdalej. Cudotwórcy nie istnieją. Patrząc na to przez pryzmat hollywoodzkich bajek o miłości i pociągu fizycznym, pomyślimy sobie, że nam bardzo szkoda tej pary, ale podam jeszcze jeden przykład. Będąc w Stanach Zjednoczonych, miałem okazję uczestniczyć jako obserwator w sesjach terapeutycznych z osobami, które pobrały się w wyniku małżeństw aranżowanych.

Częstego seksu u nich nie było, namiętności nie było. Jak chcieli mieć dzieci, to je zrobili. Urodziły się zdrowe, fajne. Przekonałem się, że wiele z tych par miało bardzo dobrą, pełną wsparcia i ciepła relację. Z naszego, bajkowego, punktu widzenia brakowało w niej namiętności, jednak patrząc przez pryzmat psychoterapii, to była dobra relacja. Ufali sobie, byli dla siebie dobrzy.

Z którą parą pracuje się łatwiej: ze zgranym teamem bez namiętności czy z tą, dwójką, która na początku prawie nie wychodziła z łóżka?

Jeśli celem terapii ma być namiętność w związku, to pierwszej parze zapewne po wstępnym spotkaniu powiedziałbym, że nie podejmę się współpracy. Nie wyczaruję namiętności. Jeśli wygaszenie seksualności nie jest spowodowane jakimś przejściowym etapem, trudną sytuacją, to nie pomogę. Jeśli partner nigdy nie wzbudzał motyli w brzuchu, nic tego nie zmieni. Ani kwiaty przynoszone po pracy, ani przebrania, kajdanki, maski czy inne akcesoria kojarzące się z seksem. Jak słyszę lub czytam o tym, że samo włożenie seksownej bielizny ma zrewolucjonizować życie erotyczne pary, to załamuję ręce.

Co w takim razie zadziała?

Powiem tak, ja szukam jakiegoś punktu zaczepienia. Nawet jeśli oni są znudzeni, skłóceni, zniechęceni, budzą wzajemną odrazę. I jeszcze wiedzą, że za dwie godziny, gdy skończymy sesję, muszą jechać z dzieckiem do lekarza, zrobić zakupy i odwiedzić schorowanego samotnego ojca – bo tak najczęściej wygląda nasza rzeczywistość, gdy jesteśmy po 10 czy 20 latach związku. Oni też prędzej czy później wspominają jakiś moment, który okazuje się kluczowy. Przywołują wydarzenia i uczucia, które towarzyszyły im na weselu znajomej, gdy się poznali. Okazuje się, że do tej pory pamiętają wiele szczegółów, spojrzenia, gesty, słowa. Jak mi to opowiadają, widzę, że mają rumieńce na twarzach, ożywiają się, śmieją. To jest to! Pomimo prozy życia wreszcie zaczynają inaczej spoglądać na siebie nawzajem. Z doświadczenia wiem, że to jest sygnał. Oznacza on duże szanse na odnowę i rozpalenie namiętności. Właśnie tego szukam.

Jakimi metodami będziecie ponownie rozpalać płomień pożądania?

Gdybym wiedział, co zadziała, już byłbym milionerem. Najpierw muszę tych dwoje bardzo dobrze poznać, oni z kolei muszą chcieć się przede mną otworzyć. Podczas terapii będą mieli okazję do tego, by mówić otwarcie o swoich potrzebach, pragnieniach, oczekiwaniach. Ja będę tylko towarzyszem w tym dialogu, będę wskazywał na niektóre rzeczy, mówiąc: „Zobaczcie, to jest fajne, warto żebyście robili to częściej”, „To wyraźnie działa na pana, może spróbujcie czegoś podobnego”. Nigdy nie powiem: „Jutro pan przebiera się za strażaka, a pani wkłada czerwoną bieliznę”. Chyba, że z ich historii będzie wynikało, że kiedyś ten strój strażaka jakoś zaistniał między nimi, albo ona miała na pierwszych randkach taką piękną czerwoną bieliznę i do dzisiaj podnieca go to wspomnienie, wtedy…

...dla tej pary przebieranki okażą się dobrym tropem.

Dla tej jednej – tak, ale podkreślam, że nie ma uniwersalnych rozwiązań. Często pytam pary o sytuacje i okoliczności, które bardziej skłaniają do zbliżeń, czy tych dwoje zachowuje się inaczej, gdy są na wakacjach. Ustalamy, cowtedy działa. Oczywiście są bardziej zrelaksowani,ale okazuje się, że dla niej co innego jest ważne niż dla niego. Kobieta mówi: „Wiem, że cokolwiek się stanie,nie będę potem sprzątać, bo dzieci bawią się z innym na dworze. W naszym mieszkaniu zamknięcie się w pokoju, by uprawiać seks, oznacza, że dzieci robią w tym czasie istną demolkę”.On z kolei mówi, że mają okazję razem zjeść śniadanie, popatrzeć na siebie, porozmawiać. Rozwiązaniem nie będzie to, żeby co chwilę wyjeżdżali na urlop. Ustalamy, wjaki sposób można odtworzyć te sytuacje w ich codziennym życiu. To jest bardzo kreatywna praca.

Fantazje seksualne to nie temat tabu

Czy zdarza się tak, że w trakcie terapii ludzie po raz pierwszy otwarcie mówią, co lubią robić w łóżku, więc pojawia się zupełnie nowy wątek erotyczny?

Tak. Bywa, że pierwszy raz rozmawiają o swoich fantazjach. Zaczynają się odsłaniać i wtedy to w ogóle samo wsobie jest bardzo pobudzające dla nich. Tylko chciałbym tu zaznaczyć, że tego rodzaju pary stanowią mniejszość izdużym prawdopodobieństwem można zakładać, że oni i tak poradziliby sobie sami. To są ci dobrze rokujący. Bo porozmawiali o tym, że mają problem, postanowili nad nim razem popracować, wspólnie zgłosili się na terapię iotwarcie mówią o swoich potrzebach seksualnych. Częściej jest tak, że brak seksu jest objawem czegoś innego, co dzieje się w związku. Mają jakieś nierozwiązane problemy, konflikty, doświadczyli czegoś trudnego, co utrudnia obudzenie namiętności. Ustalamy też, czy nie występują u nich jakieś problemy zdrowotne, które mogą obniżać poziom libido.

W Polsce świadomość zdrowotna jest nadal niewystarczająca, nie łączymy naszego stylu życia z seksem. Mamy wiele przypadków niezdiagnozowanej depresji, a ta choroba odbiera libido. Podam jeszcze inny zdrowotny przykład. Żyjemy w ciągłym stresie, stres podnosi poziom prolaktyny, która z kolei obniża reaktywność seksualną. Stąd problemy z orgazmami i kompletny brak ochoty na seks, zwłaszcza u panów. U kobiety po menopauzie spadek poziomu estrogenów może dać podobny skutek. Nie myślimy o tym, jak nasze wyniki badań krwi mogą przekładać się na libido. Zakładamy, że chęć do przytulania się, całowania, pieszczot wynika tylko z miłości. Można bardzo kochać i nie mieć ochoty lub nie mieć siły. Dlatego niektóre osoby odsyłam do lekarza, proszę o zbadanie poziomu hormonów tarczycy, testosteronu, prolaktyny, kortyzolu. Pewien pan dzięki takim badaniom dowiedział się o tym, że ma chorobę Hashimoto.

Jest mnóstwo powodów organicznych, które wpływają na pożądanie i trzeba wziąć je pod uwagę, gdy ludzie są razem wiele lat. Czasem pożądanie gaśnie przez przyjmowane leki. Miałem taki przypadek, że pan z powodu miażdżycy i cukrzycy zaczął mieć problemy zutrzymaniem wzwodu. Stresowało go to bardzo, czuł, że jest gorszym kochankiem, że nie zaspokaja żony. W końcu zaczął unikać zbliżeń, co rodziło między nimi jeszcze więcej napięć. Aż podczas spotkania usłyszałem od jego żony: „Mnie też już nawet się nie chce”.

Za długo zwlekali?

Właśnie. Najważniejsze jednak, że porozmawiali o tym i przyszli po pomoc. To już więcej niż połowa drogi do zmiany. Szczera rozmowa na temat seksu jest dla wielu osób najtrudniejsza. Na szczęście mamy coraz więcej kanałów komunikacji. Jeśli nie jesteśmy w stanie usiąść naprzeciw siebie i porozmawiać o współżyciu, można o tym napisać.

Hemorigen
Reklama

Sugeruje pan, że wysłanie do męża maila albo SMS-a o treści: „Chyba nie ma już między nami namiętności, zróbmy coś z tym”, jest OK?

Oczywiście. Przecież to są nasze codzienne i w pełni naturalne kanały komunikacji. Niektórym łatwiej przekazać pewne informacje w takiej formie i trzeba to wykorzystać dla naszego dobra. Jeśli on jest skrępowany rozmową o zaburzeniach erekcji, partnerka może napisać tak: „Wiele razy próbowałam zacząć rozmowę na temat naszego seksu. Nie jest satysfakcjonujący dla nas obojga, jednak mówienie o tym zwykle kończy się kłótnią. Może w wirtualnej rzeczywistości łatwiej nam będzie o tym porozmawiać. Wiem, że ja też czasami przesadzam i jestem złośliwa, ale unikanie tematu sprawia, że nasza sytuacja się nie zmienia. I tak już minęło pięć lat”. W tym komunikacie jest otwarcie na dialog, bezpieczny kanał komunikacji, gdzie każda ze stron ma szansę zastanowić się nad napisanymi słowami, a jednocześnie wiadomość sugeruje, że nie ma winy po jednej stronie.

Niektóre pary, by wprowadzić się w erotyczny nastrój, wspólnie oglądają filmy porno. Co pan o tym sądzi?

Najgorsze, że niekiedy doradzają im to inni specjaliści. Jestem zdecydowanie przeciwny takim metodom. Nigdy nie wiemy, jak ta para zareaguje. Mężczyzna jest wzrokowcem, obrazy, czyli bodźce, które się tam pojawiają niemal natychmiastowo powodują wyrzut dawki dopaminy, która odpowiada zaodczuwanie przyjemności. Czysta organika, nawet reklamodawcy to wiedzą i bombardują nas erotyką. Zatem dla niego taki seans na pewno będzie fajny, dla niej – niekoniecznie. Szczególnie, że kobieta, którą podnieci taki film, będzie dążyła do interakcji z partnerem, jego uwagę, mimowolnie, nadal będzie przyciągało to, co na ekranie.

Osoby z niskim poczuciem własnej wartości, z kompleksami, z doświadczeniem bycia porzuconą albo niepewne swojej kobiecości i seksualności mogą się czuć bardzo źle w takiej sytuacji. Być może uda się w ten sposób doprowadzić do stosunku, ale w dłuższej konsekwencji porno się nie sprawdzi. Oboje będą wiedzieli, że to zewnętrzne źródło pobudzenia, satysfakcjonujące iprzyjemne tylko dla jednej ze stron. Tonie zadziała na dłuższą metę. Nie próbujmy na siłę. Czasem słyszę, że dla niektórych kluczowe znaczenie ma częstotliwość zbliżeń, jakby trzeba było wpasować się wjakąś ogólną normę. Chyba nikt nie wierzy w statystyki z anonimowych ankiet… To jest mit, że gdzieś za ścianąktoś cały czas uprawia nieziemski seks. Każda para ma okresy, w których traci zainteresowanie zbliżeniami. Bo jesteśmy w żałobie, bo mamy na głowie jakieś problemy finansowe. Życie wygląda tak, że w monogamicznym związku zawsze są dłuższe okresy bez seksu. Tak jest w każdej relacji i trzeba się z tym pogodzić.

Brak seksu to nie koniec świata

Jak długie okresy abstynencji seksualnej możemy traktować jako normę, gdy jesteśmy razem od lat?

Wiedziałem, że padnie to pytanie. Nie podam konkretów. To bardzo indywidualna sprawa. Nie ma optymalnej normy libido uludzi. Dlatego zawsze pytamy oto, jak było wcześniej, to jest dla nas punkt odniesienia. Podpowiem tylko, że martwić się trzeba, gdy ktoś czuje, że ten okres frustracji spowodowanej abstynencją jest dla niego zbyt trudny do wytrzymania. To jest granica. Wtedy radzę zacząć rozmawiać, działać, szukać pomocy. Zawsze zachęcam ludzi do tego, by już na początku związku ustalili, jak będą komunikować o seksie i że będą sobie dawać znać, gdy któreś poczuje ostudzenie namiętności. Inaczej jest, gdy ktoś uprawiał seks codziennie, a teraz od miesięcy tego nie robi – to jest duży spadek libido. Ale dla pary, która kochała się raz w miesiącu, zmiana na odstępy dwu-trzymiesięczne nie wydaje się znacząca. To naturalne, że z upływem lat liczba zbliżeń zmalała mniej więcej o połowę.

Czy podczas terapii zawsze spotykacie się we trójkę? Pytam, bo pewnie zdarza się tak, że częstotliwość zbliżeń maleje z powodu… zbliżeń z kochankiem lub kochanką.

Zawsze rozmawiamy we trójkę. Wyłącznie w przypadku różnych dysfunkcji seksualnych, gdy trzeba omówić jakieś techniki, umawiam się tylko z jedną osobą, ale zawsze uprzedzam tę drugą, o czym będziemy bez niej rozmawiać. Omijamy temat ich wspólnej relacji. Natomiast kilkakrotnie przerobiłem takie scenariusze, że dowiedziałem się o czymś w tajemnicy. Wówczas proszę opowiedzenie o tym podczas wspólnej sesji albo rezygnację z dalszej terapii. Ja nie mogę jej przerwać, ale jedna ze stron może powiedzieć, że już jej nie odpowiadam, że się nie rozumiemy.

Tak sobie myślę, czy ten seks w ogóle jest dla nas ważny i atrakcyjny w dzisiejszych czasach?

Jesteśmy przebodźcowani i zmęczeni. Mamy za dużo pobudzających atrakcji, ekscytuje nas mnóstwo rzeczy i wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Kiedyś seks był atrakcją, pornografia po części nam to odebrała. Słyszę czasem, że ktoś z oszczędności czasu woli masturbację z telefonem pod prysznicem. To naprawdę nie są jednostkowe przypadki.

Mam na terapii takie pary, które po pewnym czasie same dochodzą do wniosku, że nie będzie już między nimi namiętności. Mówią to spokojnie, godzą się z tym. Czasami przeszkodą nie do pokonania jest zapach drugiej osoby. Zachowania łatwiej zmienić niż to, jak działamy na zmysły. Kiedyś podczas terapii pani powiedziała, że nie jest już wstanie całować się z mężem, bo ją to brzydzi.

Taki związek bez seksu albo bez całowania przetrwa?

Powiem, że ma duże szanse trwać długie lata. Jest wiele par, które żyją bez seksu, czują frustrację z tego powodu, ale nie powoduje ona, że ich życie jest beznadziejne. To paradoksalnie mogą być bardzo udane związki. Co więcej, być może właśnie na tych ludzi zerkamy w parku, gdy idą za ręce albo są czule objęci, i myślimy, że łączy ich wielka namiętność. A to coś innego.

Rozmowa z Michałem Pozdałem ukazała się w „Urodzie życia” 5/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Kobieta i manekin
magnum photo/photo power

Polka u seksuologa: czy jesteśmy tak wyzwolone, jak nam się wydaje?

Seks to dla Polek „rzecz do odhaczenia” – często jesteśmy zbyt zmęczone, aby cieszyć się bliskością i kontaktem cielesnym. Dają znać o sobie też nasze kompleksy i pruderyjność… większa niż u naszych babek!
Aleksandra Pezda
30.01.2020

Czy ja jestem nienormalna?” – tak zaczynamy zwykle rozmowę u seksuologa, niezależnie od tego, jaki mamy problem. O nowej seksualności kobiet i wstydzie, który wciąż nas pęta, z Martą Szarejko, autorką książki „Seksuolożki”, rozmawia Aleksandra Pezda. Aleksandra Pezda: Po książce „Seksuolożki” spodziewałam się raczej wyznań, jak ciężko kobietom uprawiać ten zawód, chociaż minęły lata od przełomu Michaliny Wisłockiej. A tu mamy rozmowy o seksie i seksualności. Marta Szarejko: Opowiadam historie seksuolożek, tylko schowałam je między wierszami. Najstarsza z moich rozmówczyń to prof. Maria Beisert, ma ponad 70 lat i mówi o sobie, że jest stara. Jednocześnie kipi energią, mądrością i ma naprawdę wiele do zaoferowania nauce i światu. Opowiedziała mi o trudnych początkach – kiedy ponad 40 lat temu zaczynała pracę, była w grupie kilku kobiet zainteresowanych seksuologią. Sama – prawniczka, pozostałe – psycholożki. Nie było w Polsce takiego kierunku studiów, jeździła więc na kursy do Czech. Jako pierwsze materiały edukacyjne musiały jej służyć zdobywane za granicą kolorowe pisma pornograficzne – to na nich pokazywała klientom pozycje seksualne i uczyła budowy części intymnych. Oprócz prof. Beisert jest kilka seksuolożek lekarek w podobnym wieku, następnie długa pokoleniowa luka. Wysyp – jeśli w ogóle mogę tak nazwać grupę kobiet uprawiających ten zawód w 40-milionowym kraju – mamy dopiero w ostatnich latach.  To dowód na co?  Na to, że sprawy dotyczące zdrowia seksualnego są u nas traktowane niepoważnie, a w odniesieniu do kobiet jest jeszcze gorzej. To pokłosie dominującego jeszcze do niedawna podejścia rodem z patriarchalnej kultury, że sprawy seksu należy zostawić mężczyznom. Co zresztą było powodem, dla...

Czytaj dalej
Kryzys męskości
Adobe Stock

Kryzys męskości to problem… którego nie ma, twierdzi seksuolog, Michał Pozdał

„Jeśli chłopak czuje się chłopakiem, to po prostu jest męski. I już.”
Sylwia Niemczyk
04.01.2019

„Skąd wzięła się idea poszukiwania męskości?! Męskość to nie jest jakiś głęboko ukryty skarb, garnek złota na końcu tęczy! Jeśli rodzi się chłopak i sam czuje się chłopakiem, to po prostu jest męski. I już! Z nadania. To pierwotne i organiczne. Kryzys męskości jest marketingowym wymysłem – przekonuje psychoterapeuta i seksulog Michał Pozdał* w rozmowie z Karoliną Morelowską-Siluk.    *Michał Pozdał - psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Prowadzi terapię indywidualną oraz par w warszawskim Instytucie Psychoterapii oraz w Katowicach w Instytucie Psychoterapii i Seksuologii.   Karolina Morelowska-Siluk: W swojej nowej książce "Męskie sprawy" mówi pan, że przemiana, która dokonała się w ostatnim czasie – mam na myśli zatarcie się ról męskich i żeńskich – sprawiła, że kobiety złapały wiatr w żagle, a mężczyźni stracili. Okrzyknięto bowiem, że oto mamy do czynienia z potężnym kryzysem męskości. Michał Pozdał: No właśnie, okrzyknięto. Bez żadnego poparcia w faktach trąbią o nim media.   Nie tylko media. Profesor Philip G. Zimbardo, dla wielu guru psychologii, zapytał w swojej ostatniej książce bardzo dosadnie: „Gdzie ci mężczyźni?”. I dołożył się do tego czarnego PR–u. Napisał mocne słowa na temat współczesnych mężczyzn. Ta cała teoria zaproponowana przez niego jest, delikatnie mówiąc, bardzo mocno na wyrost.   Co pana tak zabolało? Nie zgadzam się absolutnie, że mężczyzna to jakiś bezwolny ślimak. A tak określa go właśnie Zimbardo. Wreszcie dożyliśmy czasów, kiedy ta męska rama (tak samo jak kobieca) zaczęła być szersza. To znaczy mężczyźni mogą być różnorodni. Mogą podejmować różne decyzje, wybierać różne zawody, mogą...

Czytaj dalej