Seks w stałym związku może cieszyć nawet po latach
Getty Images

Seks w stałym związku może cieszyć nawet po latach

To jest mit, że gdzieś za ścianą ktoś uprawia nieziemski seks. Każda para ma okresy, w których martwi się brakiem namiętności – rozmowa z psychoterapeutą seksuologiem Michałem Pozdałem.
Joanna Kalewicz
12.05.2020

Jesteśmy zgranym teamem, ale po latach nie mamy ochoty na wspólny seks. Czy tzw. białe małżeństwo może być szczęśliwe? A może za wszelką cenę szukać sposobu na wspólny powrót do łóżka? O braku seksu w długoletnich związkach rozmawiamy z Michałem Pozdałem, psychoterapeutą i seksuologiem, wykładowcą Uniwersytetu SWPS, autorem książki „Męskie sprawy. Życie, seks i cała reszta” oraz ekspertem akcji #sexedpl.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Wzniecić ogień

Joanna Kalewicz: Jak nakreśliłby pan krzywą pożądania w odniesieniu do kolejnych lat trwania związku?

Michał Pozdał: Gdyby się tak dało, to by było prosto. Pamiętajmy, że ludzie się wiążą z różnych powodów. Jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia o relacjach trochę, jak z bajek i filmów hollywoodzkich. A tak nie jest. Nie zawsze ludzie zakochują się w sobie i czują ogromną namiętność. Owszem, tak bywa, ale im dłużej pracuję jako psychoterapeuta, tym częściej znajduję potwierdzenie, że nie zawsze wzajemne pożądanie jest tym, co łączy ludzi.

Niektórzy wiążą się z lęku przed samotnością albo dlatego, że nie spotkali nikogo lepszego. Nawet ostatnio miałem taką sytuację: przyszła do mojego gabinetu para, ich problemem był brak pożądania w relacji. Zapytałem o to, jak zostali parą. Pani powiedziała wtedy o swoim małżonku: „Chodził, chodził i wychodził”. A ona się łaskawie zgodziła.

Jeśli popatrzymy na tę relację pod tym bajkowym kątem, to odbiega ona od naszych wyobrażeń. Rzeczywiście zwykle na początku jest fajnie, ludzie się poznają, jest duża namiętność, pojawia się to wszystko, co Helen Fisher [amerykańska antropolog i psycholog, badaczka ludzkich zachowań – red.] opisuje jako koktajl hormonalny, czyli działają wszystkie neuroprzekaźniki –noradrenalina, serotonina, dopamina, fenyloetyloamina – i to jest bardzo przyjemne. Nawet z chemicznego punktu widzenia bardzo pobudzające. Wystarczy, że się do siebie przytulimy ijuż mamy ochotę na seks. I jeśli rzeczywiście rysować krzywą, to ja bym wskazał na to, że im szybciej ludzie ze sobą zamieszkają i staną się stabilnym związkiem, tym szybciej ta namiętność opadnie. Pracuję z młodymi osobami w okresie studiów i widzę, że u par, które nie mają możliwości, by zamieszkać razem, ta namiętność trwa niekiedy kilka lat. Większość jednak będzie dążyła do szybkiego zamieszkania pod jednym dachem, co nieuchronnie doprowadzi do ustabilizowania siły pożądania albo będzie ona przypominała równię pochyłą.

Proza życia wygra z pożądaniem...

Głównie wydarzenia, z którymi przyjdzie nam się mierzyć, różne problemy. Narodziny dzieci, kłopoty finansowe, śmierć bliskich. Pojawi się mnóstwo elementów, które będą ważniejsze niż potrzeby seksualne. I tak stopniowo namiętność będzie schodziła na dalszy plan. Nie oszukujmy się – proza życia ją zabija.

Zatem nie wiązałbym siły pożądania wyłącznie z upływem czasu i kolejnymi latami trwania związku, ale bardziej z tym, co wydarzyło się w życiu tych dwojga ludzi. Czy zamieszkali ze sobą i jakie problemy wspólnie przeszli.

Seksu w zwiazku nie zastąpią gadżety

Od czego zaczyna pan rozmowę z parą, która chce przywrócić namiętność w związku?

Zawsze pytam o tak zwany mit stworzenia związku. Ustalam, jak się poznali i dlaczego są razem. Może to być historia, w której ona miała chłopaka, ale on ją rzucił, przez co ledwo zdała maturę. Była załamana, ale w końcu związała się z innym kolegą z liceum, bo jej mama i babcia zawsze mówiły, że to dobry chłopak i taki sympatyczny… Czyli wracamy do schematu „chodził, chodził i wychodził”. Mówią o tym otwarcie, on jest pogodzony z sytuacją. Cóż, w tym związku nigdy nie było namiętności. Kiedy tych dwoje trafia do mojego gabinetu po 10 czy 15 latach trwania związku i chcą rozpalać namiętność, byłbym hochsztaplerem, obiecując, że stworzę coś z niczego. To niemożliwe. W ogóle, jeśli jakikolwiek terapeuta obieca takiej parze, że będzie z nimi pracował tak, że pojawi się namiętność, trzeba od razu uciekać jak najdalej. Cudotwórcy nie istnieją. Patrząc na to przez pryzmat hollywoodzkich bajek o miłości i pociągu fizycznym, pomyślimy sobie, że nam bardzo szkoda tej pary, ale podam jeszcze jeden przykład. Będąc w Stanach Zjednoczonych, miałem okazję uczestniczyć jako obserwator w sesjach terapeutycznych z osobami, które pobrały się w wyniku małżeństw aranżowanych.

Częstego seksu u nich nie było, namiętności nie było. Jak chcieli mieć dzieci, to je zrobili. Urodziły się zdrowe, fajne. Przekonałem się, że wiele z tych par miało bardzo dobrą, pełną wsparcia i ciepła relację. Z naszego, bajkowego, punktu widzenia brakowało w niej namiętności, jednak patrząc przez pryzmat psychoterapii, to była dobra relacja. Ufali sobie, byli dla siebie dobrzy.

Z którą parą pracuje się łatwiej: ze zgranym teamem bez namiętności czy z tą, dwójką, która na początku prawie nie wychodziła z łóżka?

Jeśli celem terapii ma być namiętność w związku, to pierwszej parze zapewne po wstępnym spotkaniu powiedziałbym, że nie podejmę się współpracy. Nie wyczaruję namiętności. Jeśli wygaszenie seksualności nie jest spowodowane jakimś przejściowym etapem, trudną sytuacją, to nie pomogę. Jeśli partner nigdy nie wzbudzał motyli w brzuchu, nic tego nie zmieni. Ani kwiaty przynoszone po pracy, ani przebrania, kajdanki, maski czy inne akcesoria kojarzące się z seksem. Jak słyszę lub czytam o tym, że samo włożenie seksownej bielizny ma zrewolucjonizować życie erotyczne pary, to załamuję ręce.

Co w takim razie zadziała?

Powiem tak, ja szukam jakiegoś punktu zaczepienia. Nawet jeśli oni są znudzeni, skłóceni, zniechęceni, budzą wzajemną odrazę. I jeszcze wiedzą, że za dwie godziny, gdy skończymy sesję, muszą jechać z dzieckiem do lekarza, zrobić zakupy i odwiedzić schorowanego samotnego ojca – bo tak najczęściej wygląda nasza rzeczywistość, gdy jesteśmy po 10 czy 20 latach związku. Oni też prędzej czy później wspominają jakiś moment, który okazuje się kluczowy. Przywołują wydarzenia i uczucia, które towarzyszyły im na weselu znajomej, gdy się poznali. Okazuje się, że do tej pory pamiętają wiele szczegółów, spojrzenia, gesty, słowa. Jak mi to opowiadają, widzę, że mają rumieńce na twarzach, ożywiają się, śmieją. To jest to! Pomimo prozy życia wreszcie zaczynają inaczej spoglądać na siebie nawzajem. Z doświadczenia wiem, że to jest sygnał. Oznacza on duże szanse na odnowę i rozpalenie namiętności. Właśnie tego szukam.

Jakimi metodami będziecie ponownie rozpalać płomień pożądania?

Gdybym wiedział, co zadziała, już byłbym milionerem. Najpierw muszę tych dwoje bardzo dobrze poznać, oni z kolei muszą chcieć się przede mną otworzyć. Podczas terapii będą mieli okazję do tego, by mówić otwarcie o swoich potrzebach, pragnieniach, oczekiwaniach. Ja będę tylko towarzyszem w tym dialogu, będę wskazywał na niektóre rzeczy, mówiąc: „Zobaczcie, to jest fajne, warto żebyście robili to częściej”, „To wyraźnie działa na pana, może spróbujcie czegoś podobnego”. Nigdy nie powiem: „Jutro pan przebiera się za strażaka, a pani wkłada czerwoną bieliznę”. Chyba, że z ich historii będzie wynikało, że kiedyś ten strój strażaka jakoś zaistniał między nimi, albo ona miała na pierwszych randkach taką piękną czerwoną bieliznę i do dzisiaj podnieca go to wspomnienie, wtedy…

...dla tej pary przebieranki okażą się dobrym tropem.

Dla tej jednej – tak, ale podkreślam, że nie ma uniwersalnych rozwiązań. Często pytam pary o sytuacje i okoliczności, które bardziej skłaniają do zbliżeń, czy tych dwoje zachowuje się inaczej, gdy są na wakacjach. Ustalamy, cowtedy działa. Oczywiście są bardziej zrelaksowani,ale okazuje się, że dla niej co innego jest ważne niż dla niego. Kobieta mówi: „Wiem, że cokolwiek się stanie,nie będę potem sprzątać, bo dzieci bawią się z innym na dworze. W naszym mieszkaniu zamknięcie się w pokoju, by uprawiać seks, oznacza, że dzieci robią w tym czasie istną demolkę”.On z kolei mówi, że mają okazję razem zjeść śniadanie, popatrzeć na siebie, porozmawiać. Rozwiązaniem nie będzie to, żeby co chwilę wyjeżdżali na urlop. Ustalamy, wjaki sposób można odtworzyć te sytuacje w ich codziennym życiu. To jest bardzo kreatywna praca.

Fantazje seksualne to nie temat tabu

Czy zdarza się tak, że w trakcie terapii ludzie po raz pierwszy otwarcie mówią, co lubią robić w łóżku, więc pojawia się zupełnie nowy wątek erotyczny?

Tak. Bywa, że pierwszy raz rozmawiają o swoich fantazjach. Zaczynają się odsłaniać i wtedy to w ogóle samo wsobie jest bardzo pobudzające dla nich. Tylko chciałbym tu zaznaczyć, że tego rodzaju pary stanowią mniejszość izdużym prawdopodobieństwem można zakładać, że oni i tak poradziliby sobie sami. To są ci dobrze rokujący. Bo porozmawiali o tym, że mają problem, postanowili nad nim razem popracować, wspólnie zgłosili się na terapię iotwarcie mówią o swoich potrzebach seksualnych. Częściej jest tak, że brak seksu jest objawem czegoś innego, co dzieje się w związku. Mają jakieś nierozwiązane problemy, konflikty, doświadczyli czegoś trudnego, co utrudnia obudzenie namiętności. Ustalamy też, czy nie występują u nich jakieś problemy zdrowotne, które mogą obniżać poziom libido.

W Polsce świadomość zdrowotna jest nadal niewystarczająca, nie łączymy naszego stylu życia z seksem. Mamy wiele przypadków niezdiagnozowanej depresji, a ta choroba odbiera libido. Podam jeszcze inny zdrowotny przykład. Żyjemy w ciągłym stresie, stres podnosi poziom prolaktyny, która z kolei obniża reaktywność seksualną. Stąd problemy z orgazmami i kompletny brak ochoty na seks, zwłaszcza u panów. U kobiety po menopauzie spadek poziomu estrogenów może dać podobny skutek. Nie myślimy o tym, jak nasze wyniki badań krwi mogą przekładać się na libido. Zakładamy, że chęć do przytulania się, całowania, pieszczot wynika tylko z miłości. Można bardzo kochać i nie mieć ochoty lub nie mieć siły. Dlatego niektóre osoby odsyłam do lekarza, proszę o zbadanie poziomu hormonów tarczycy, testosteronu, prolaktyny, kortyzolu. Pewien pan dzięki takim badaniom dowiedział się o tym, że ma chorobę Hashimoto.

Jest mnóstwo powodów organicznych, które wpływają na pożądanie i trzeba wziąć je pod uwagę, gdy ludzie są razem wiele lat. Czasem pożądanie gaśnie przez przyjmowane leki. Miałem taki przypadek, że pan z powodu miażdżycy i cukrzycy zaczął mieć problemy zutrzymaniem wzwodu. Stresowało go to bardzo, czuł, że jest gorszym kochankiem, że nie zaspokaja żony. W końcu zaczął unikać zbliżeń, co rodziło między nimi jeszcze więcej napięć. Aż podczas spotkania usłyszałem od jego żony: „Mnie też już nawet się nie chce”.

Za długo zwlekali?

Właśnie. Najważniejsze jednak, że porozmawiali o tym i przyszli po pomoc. To już więcej niż połowa drogi do zmiany. Szczera rozmowa na temat seksu jest dla wielu osób najtrudniejsza. Na szczęście mamy coraz więcej kanałów komunikacji. Jeśli nie jesteśmy w stanie usiąść naprzeciw siebie i porozmawiać o współżyciu, można o tym napisać.

Hemorigen
Reklama

Sugeruje pan, że wysłanie do męża maila albo SMS-a o treści: „Chyba nie ma już między nami namiętności, zróbmy coś z tym”, jest OK?

Oczywiście. Przecież to są nasze codzienne i w pełni naturalne kanały komunikacji. Niektórym łatwiej przekazać pewne informacje w takiej formie i trzeba to wykorzystać dla naszego dobra. Jeśli on jest skrępowany rozmową o zaburzeniach erekcji, partnerka może napisać tak: „Wiele razy próbowałam zacząć rozmowę na temat naszego seksu. Nie jest satysfakcjonujący dla nas obojga, jednak mówienie o tym zwykle kończy się kłótnią. Może w wirtualnej rzeczywistości łatwiej nam będzie o tym porozmawiać. Wiem, że ja też czasami przesadzam i jestem złośliwa, ale unikanie tematu sprawia, że nasza sytuacja się nie zmienia. I tak już minęło pięć lat”. W tym komunikacie jest otwarcie na dialog, bezpieczny kanał komunikacji, gdzie każda ze stron ma szansę zastanowić się nad napisanymi słowami, a jednocześnie wiadomość sugeruje, że nie ma winy po jednej stronie.

Niektóre pary, by wprowadzić się w erotyczny nastrój, wspólnie oglądają filmy porno. Co pan o tym sądzi?

Najgorsze, że niekiedy doradzają im to inni specjaliści. Jestem zdecydowanie przeciwny takim metodom. Nigdy nie wiemy, jak ta para zareaguje. Mężczyzna jest wzrokowcem, obrazy, czyli bodźce, które się tam pojawiają niemal natychmiastowo powodują wyrzut dawki dopaminy, która odpowiada zaodczuwanie przyjemności. Czysta organika, nawet reklamodawcy to wiedzą i bombardują nas erotyką. Zatem dla niego taki seans na pewno będzie fajny, dla niej – niekoniecznie. Szczególnie, że kobieta, którą podnieci taki film, będzie dążyła do interakcji z partnerem, jego uwagę, mimowolnie, nadal będzie przyciągało to, co na ekranie.

Osoby z niskim poczuciem własnej wartości, z kompleksami, z doświadczeniem bycia porzuconą albo niepewne swojej kobiecości i seksualności mogą się czuć bardzo źle w takiej sytuacji. Być może uda się w ten sposób doprowadzić do stosunku, ale w dłuższej konsekwencji porno się nie sprawdzi. Oboje będą wiedzieli, że to zewnętrzne źródło pobudzenia, satysfakcjonujące iprzyjemne tylko dla jednej ze stron. Tonie zadziała na dłuższą metę. Nie próbujmy na siłę. Czasem słyszę, że dla niektórych kluczowe znaczenie ma częstotliwość zbliżeń, jakby trzeba było wpasować się wjakąś ogólną normę. Chyba nikt nie wierzy w statystyki z anonimowych ankiet… To jest mit, że gdzieś za ścianąktoś cały czas uprawia nieziemski seks. Każda para ma okresy, w których traci zainteresowanie zbliżeniami. Bo jesteśmy w żałobie, bo mamy na głowie jakieś problemy finansowe. Życie wygląda tak, że w monogamicznym związku zawsze są dłuższe okresy bez seksu. Tak jest w każdej relacji i trzeba się z tym pogodzić.

Brak seksu to nie koniec świata

Jak długie okresy abstynencji seksualnej możemy traktować jako normę, gdy jesteśmy razem od lat?

Wiedziałem, że padnie to pytanie. Nie podam konkretów. To bardzo indywidualna sprawa. Nie ma optymalnej normy libido uludzi. Dlatego zawsze pytamy oto, jak było wcześniej, to jest dla nas punkt odniesienia. Podpowiem tylko, że martwić się trzeba, gdy ktoś czuje, że ten okres frustracji spowodowanej abstynencją jest dla niego zbyt trudny do wytrzymania. To jest granica. Wtedy radzę zacząć rozmawiać, działać, szukać pomocy. Zawsze zachęcam ludzi do tego, by już na początku związku ustalili, jak będą komunikować o seksie i że będą sobie dawać znać, gdy któreś poczuje ostudzenie namiętności. Inaczej jest, gdy ktoś uprawiał seks codziennie, a teraz od miesięcy tego nie robi – to jest duży spadek libido. Ale dla pary, która kochała się raz w miesiącu, zmiana na odstępy dwu-trzymiesięczne nie wydaje się znacząca. To naturalne, że z upływem lat liczba zbliżeń zmalała mniej więcej o połowę.

Czy podczas terapii zawsze spotykacie się we trójkę? Pytam, bo pewnie zdarza się tak, że częstotliwość zbliżeń maleje z powodu… zbliżeń z kochankiem lub kochanką.

Zawsze rozmawiamy we trójkę. Wyłącznie w przypadku różnych dysfunkcji seksualnych, gdy trzeba omówić jakieś techniki, umawiam się tylko z jedną osobą, ale zawsze uprzedzam tę drugą, o czym będziemy bez niej rozmawiać. Omijamy temat ich wspólnej relacji. Natomiast kilkakrotnie przerobiłem takie scenariusze, że dowiedziałem się o czymś w tajemnicy. Wówczas proszę opowiedzenie o tym podczas wspólnej sesji albo rezygnację z dalszej terapii. Ja nie mogę jej przerwać, ale jedna ze stron może powiedzieć, że już jej nie odpowiadam, że się nie rozumiemy.

Tak sobie myślę, czy ten seks w ogóle jest dla nas ważny i atrakcyjny w dzisiejszych czasach?

Jesteśmy przebodźcowani i zmęczeni. Mamy za dużo pobudzających atrakcji, ekscytuje nas mnóstwo rzeczy i wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Kiedyś seks był atrakcją, pornografia po części nam to odebrała. Słyszę czasem, że ktoś z oszczędności czasu woli masturbację z telefonem pod prysznicem. To naprawdę nie są jednostkowe przypadki.

Mam na terapii takie pary, które po pewnym czasie same dochodzą do wniosku, że nie będzie już między nimi namiętności. Mówią to spokojnie, godzą się z tym. Czasami przeszkodą nie do pokonania jest zapach drugiej osoby. Zachowania łatwiej zmienić niż to, jak działamy na zmysły. Kiedyś podczas terapii pani powiedziała, że nie jest już wstanie całować się z mężem, bo ją to brzydzi.

Taki związek bez seksu albo bez całowania przetrwa?

Powiem, że ma duże szanse trwać długie lata. Jest wiele par, które żyją bez seksu, czują frustrację z tego powodu, ale nie powoduje ona, że ich życie jest beznadziejne. To paradoksalnie mogą być bardzo udane związki. Co więcej, być może właśnie na tych ludzi zerkamy w parku, gdy idą za ręce albo są czule objęci, i myślimy, że łączy ich wielka namiętność. A to coś innego.

Rozmowa z Michałem Pozdałem ukazała się w „Urodzie życia” 5/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
relacje w związku
iStock

Seks po polsku: nie mamy czasu, ochoty ani pomysłu. Czemu nie chce nam się kochać?

„Mężczyźni nieraz opowiadają na sesjach terapeutycznych, że prosząc o seks, czują się jak pies, który siedzi pod stołem i czeka, aż pan mu rzuci kość” – mówi psychoterapeutka, seksuolożka dr Agata Loewe.
Sylwia Niemczyk
30.11.2020

Kiedyś Maria Peszek śpiewała: „Nie mam czasu na seks” i zdaniem seksuologów, to samo mogłaby zaśpiewać prawie każda inna Polka. Dopadła nas epidemia braku pożądania. Seks w stałych związkach praktycznie po kilku latach przestaje istnieć. Wystarczy, że jedno z partnerów przestanie odczuwać chęć – brak pożądania w związku może być zaraźliwy, jak mówi dr Agata Loewe, seksuolożka i psycholożka. Brak pożądania może być zaraźliwy Sylwia Niemczyk: Na dziesięć moich koleżanek trzy regularnie i chętnie uprawiają seks. Reszta nie ma ochoty.  Agata Loewe: Wszystkie moje obserwacje mówią to samo: mamy epidemię braku pożądania, coraz mniej chce się nam kochać, coraz częściej przychodzą do mnie na terapię pary, które nawet już nie pamiętają, kiedy był ten ich ostatni raz. Ale jednocześnie chcą być razem, bo się kochają, są do siebie przywiązani albo np. łączą ich dzieci. Często to ludzie, którzy są ze sobą bardzo długo, od wczesnej młodości. Pamiętają, jak na początku było wspaniale, ale potem w zupełnie inny sposób dojrzewali, inaczej kształtowała się ich seksualność. Po latach okazało się, że jedno z nich po prostu nie nadążyło za tym drugim. Bywa, że ciało kobiety z wiekiem staje się bardziej responsywne, rozwija się jej samoświadomość, a partner zostaje w tyle.  Bywa, że to nie on, ale ona zostaje daleko z tyłu.  Oczywiście, np. gdy w związku rodzi się dziecko – pamiętajmy, że zupełnie inną cenę za to płaci kobieta, a inną mężczyzna. Typowa sytuacja: kobieta zostaje matką, jej ciało jest w szoku, hormony szaleją i pożądanie spada do zera. Mija kilka miesięcy, rok, ona wciąż powtarza argument: „Karmię”, „Padam na twarz” albo: „Boli mnie”. Partner przez jakiś czas podejmuje różne działania, żeby...

Czytaj dalej
ASEKSUALNOŚĆ CZY SPADEK LIBIDO? JAK ROZPOZNAĆ I KIEDY LECZYĆ?
Unsplash

Aseksualność czy spadek libido? Jak rozpoznać i kiedy leczyć?

Nagły spadek libido zależy od wielu czynników i nie musi być z miejsca powodem do niepokoju. Jednak przy dłuższym braku popędu seksualnego bardzo często pojawia się pytanie: czy istnieje jakakolwiek szansa, że to pierwszy objaw aseksualności?
Karolina Morelowska-Siluk
27.11.2020

Aseksualność, inaczej aseksualizm, traktowana jest obecnie przez większość seksuologów jako czwarty rodzaj orientacji seksualnej, obok heteroseksualizmu, homoseksualizmu i biseksualizmu . Pierwsze informacje o kolejnej orientacji pojawiły się już w połowie XX wieku, ale dopiero w 1994 roku, po epidemii AIDS w Anglii, badacze uzyskali niezbite dowody o istnieniu osób, które w ogóle nie odczuwają popędu płciowego. Osoby aseksualne to bardzo mały odsetek populacji, bo tylko około 1 proc. Z badań wynika, że osobami aseksualnymi częściej są kobiety. Czym jest aseksualizm? Przyjmuje się, że aseksualizm, podobnie jak pozostałe orientacje, jest wrodzony, zatem osoby aseksualne od wczesnego dzieciństwa nie wykazują żadnego zainteresowania seksem, a w dorosłości nie mają potrzeby nawiązywania relacji erotycznych. Aseksualizm nie jest więc ani celibatem, ani abstynencją, impotencją. Nie jest również awersją do seksu. Ludzie aseksualni nie odczuwają wobec seksu niechęci, nie widzą po prostu powodu, by go uprawiać. Aseksualność to także nie to samo, co antyseksualizm – to znaczy, że osoba aseksualna może pozytywnie postrzegać kontakty erotyczne innych ludzi. Chociaż sama nie odczuwa takiej potrzeby, przyjmuje do wiadomości, rozumie, że jest to wyraz uczuć i metoda budowania bliskości w związku. Czytaj też: Pożądanie, namiętność, intymność: z czego składa się miłość w związku? Mity dotyczące aseksualności Wokół aseksualizmu krąży wiele mitów, jednym z nich jest ten, który mówi, że osoby aseksualne nie mogą się zakochać. To nieprawda, takie osoby mogą tworzyć zdrowe, oparte na uczuciach związki. Kolejny mit to ten, że ludzie aseksualni kiedyś odczuwali popęd i, na skutek różnych czynników, go utracili. Nic podobnego. Aseksualność nie wiąże się bowiem  ani z...

Czytaj dalej
Związek starsza-młodszy
Getty Images

On młodszy, ona starsza: kobiety-kuguarzyce burzą stereotyp „normalnego związku”

„Mamy dość poukładanego związku, w którym czasem nie możemy już na siebie patrzeć. Bo tak, niestety, czasami wyglądają związki, gdy jesteśmy w średnim wieku. Wtedy może pojawić się pragnienie, żeby spotkać kogoś młodszego, otwartego na nasze potrzeby”, mówi dr Alicja Długołęcka, seksuolożka.
Karolina Rogalska
14.06.2020

Związek premiera Francji Emmanuela Macrona z jego byłą nauczycielką od lat budzi sensację. O wiele większą niż małżeństwo Donalda Trumpa z młodszą o 24 lata Melanią. Relacja: starszy-młodsza jest w naszych oczach „normalna”, na miłość starszej kobiety i młodszego mężczyzny patrzymy podejrzliwie albo z politowaniem. Tymczasem dr Alicja Długołęcka, seksuolożka, przekonuje, że takie związki często są bardzo szczęśliwe i mimo różnicy wieku świetnie dobrane, zarówno pod względem psychicznym, jak i fizycznym. Różnica wieku to nie wszystko Karolina Rogalska: Starsza kobieta plus młodszy partner to konfiguracja, która nie ma w naszej kulturze dobrej prasy. Takie związki, choć coraz częstsze, obarczone są masą negatywnych stereotypów. Dr Alicja Długołęcka: Na szczęście powoli to się zmienia. Od kilku lat w naszym języku funkcjonuje termin „kuguarzyca”, określający dojrzałą, atrakcyjną kobietę, która dobrze radzi sobie zawodowo, jest niezależna i prowadzi satysfakcjonujące życie seksualne, często z młodszym partnerem. Są to przeważnie osoby dobrze wykształcone, znające swoją wartość i układające sobie życie na własnych zasadach. Dzięki temu mogą mieć w nosie to, co inni mówią na ich temat. Zresztą kobiety niezależne od zawsze robiły to, co chciały. Żyjące we wcześniejszych epokach arystokratki, artystki, kobiety wyzwolone też często miały znacznie młodszych kochanków, czasami wielu. Moim zdaniem w tym kontekście mamy problemem już na poziomie rozumienia pojęcia „związek”. Bo zwykle, jak myślimy o miłości, to takiej do końca życia, a jak o relacji, to „na zawsze”. I rzeczywiście, kiedy zaczynamy dorosłe życie i zakładamy rodzinę, planujemy dzieci, wspólny dom, kredyt itd. to ta kategoria jest dla nas bardzo ważna. Czasami bywa tak,...

Czytaj dalej
seks w związku
Adobe Stock

„Seks sam się nie ułoży” – dr Alicja Długołęcka mówi, jak zawalczyć o intymność 

„Kobiety, wchodząc w związek, podświadomie oddają się w ręce drugiej osoby. Oczekują, że to mężczyzna sprawi, że seks będzie super. A potem mają żal, bo coś je w życiu omija" – mówi seksuolożka dr Alicja Długołęcka.
Joanna Mielewczyk
07.07.2020

Kobiety wchodząc w związek czasem czują się tak, jakby były zwolnione z odpowiedzialności za własne życie. Dotyczy to również seksu, uważa seksuolożka dr Alicja Długołęcka. Za bardzo zdajemy się na partnerów. Za bardzo to oni wpływają na to, czy seks stanie się ważnym obszarem w naszym życiu. J oanna Mielewczyk: Przyzwyczajenie, rutyna, zmęczenie, brak uważności – pani doktor, czy dobrze szukam winnych powolnego odpuszczania i w końcu rezygnacji z seksu w związkach? Dr Alicja Długołęcka: Seks, jak i inne dziedziny życia, porównałabym do dobrych książek. Można je czytać we wczesnej młodości, ale niewiele się z nich rozumie. Podobnie jest z seksem. Wymieniła pani różne powody, a ja myślę, że pierwszym, podstawowym jest to, że wchodzimy w życie seksualne z jakimś o nim wyobrażeniem – z filmów, mediów, literatury, trochę z potocznej wiedzy opartej na stereotypach. Natomiast brakuje nam edukacji seksualnej, szczególnie skoncentrowanej na pozytywnych aspektach seksualności, związanych z jednej strony ze zmysłową radością, z drugiej z odpowiedzialnością. To wszystko sprawia, że podchodzimy do seksu życzeniowo. Zaczynamy eksperymentować i okazuje się, że jest jakoś tak inaczej. A tak w ogóle to rozmawiamy o kobietach czy o mężczyznach? O związkach. Ale skoro rozmawiają dwie kobiety, przyjmijmy kobiecą perspektywę. Rzeczywiście tak jest, że kobiety młode i te we wczesnym średnim wieku, kiedy pojawiają się dzieci, często zgłaszają niższy niż mężczyźni poziom potrzeb seksualnych. A to dlatego, że częściej są niezrealizowane seksualnie. Są aktywne, ale nie są spełnione. Nic więc dziwnego, że ich motywacja jest niska. Kiedy ideał zderza się z rzeczywistością, to rozbieżność jest tak podejrzanie duża, że traci się ochotę na seks. U kobiet rozbieżność jest większa...

Czytaj dalej