Seks po polsku: nie mamy czasu, ochoty ani pomysłu. Czemu nie chce nam się kochać?
iStock

Seks po polsku: nie mamy czasu, ochoty ani pomysłu. Czemu nie chce nam się kochać?

„Mężczyźni nieraz opowiadają na sesjach terapeutycznych, że prosząc o seks, czują się jak pies, który siedzi pod stołem i czeka, aż pan mu rzuci kość” – mówi psychoterapeutka, seksuolożka dr Agata Loewe.
Sylwia Niemczyk
30.11.2020

Kiedyś Maria Peszek śpiewała: „Nie mam czasu na seks” i zdaniem seksuologów, to samo mogłaby zaśpiewać prawie każda inna Polka. Dopadła nas epidemia braku pożądania. Seks w stałych związkach praktycznie po kilku latach przestaje istnieć. Wystarczy, że jedno z partnerów przestanie odczuwać chęć – brak pożądania w związku może być zaraźliwy, jak mówi dr Agata Loewe, seksuolożka i psycholożka.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Brak pożądania może być zaraźliwy

Sylwia Niemczyk: Na dziesięć moich koleżanek trzy regularnie i chętnie uprawiają seks. Reszta nie ma ochoty. 

Agata Loewe: Wszystkie moje obserwacje mówią to samo: mamy epidemię braku pożądania, coraz mniej chce się nam kochać, coraz częściej przychodzą do mnie na terapię pary, które nawet już nie pamiętają, kiedy był ten ich ostatni raz. Ale jednocześnie chcą być razem, bo się kochają, są do siebie przywiązani albo np. łączą ich dzieci. Często to ludzie, którzy są ze sobą bardzo długo, od wczesnej młodości. Pamiętają, jak na początku było wspaniale, ale potem w zupełnie inny sposób dojrzewali, inaczej kształtowała się ich seksualność. Po latach okazało się, że jedno z nich po prostu nie nadążyło za tym drugim. Bywa, że ciało kobiety z wiekiem staje się bardziej responsywne, rozwija się jej samoświadomość, a partner zostaje w tyle. 

Bywa, że to nie on, ale ona zostaje daleko z tyłu. 

Oczywiście, np. gdy w związku rodzi się dziecko – pamiętajmy, że zupełnie inną cenę za to płaci kobieta, a inną mężczyzna. Typowa sytuacja: kobieta zostaje matką, jej ciało jest w szoku, hormony szaleją i pożądanie spada do zera. Mija kilka miesięcy, rok, ona wciąż powtarza argument: „Karmię”, „Padam na twarz” albo: „Boli mnie”.

Partner przez jakiś czas podejmuje różne działania, żeby seks wrócił, ale w którymś momencie się poddaje. I mija kolejny rok. W końcu zazwyczaj ta osoba, która „zaczęła”, czuje odpowiedzialność, żeby ten seks w związku przywrócić, ale tu znowu pojawia się problem, bo wiele kobiet jest nauczonych, że to zawsze mężczyzna inicjuje zbliżenie. Więc ona zaczyna go obwiniać o brak inicjatywy, on przypomina jej wcześniejszy brak chęci, wzajemnie przerzucają się winą. I jednocześnie najpewniej oboje mają poczucie winy. A już z całą pewnością kobieta.

Kobiety, nawet jeśli wiedzą, że spadek ich libido wynika z zawirowań hormonalnych, czują się rozczarowane swoim ciałem. Mają wrażenie, że w jakiś sposób ono je zawiodło. I że one zawiodły swojego partnera. 

Seks w związku, czyli ja cię kocham, a ty śpisz

Słucham cię i zastanawiam się, dlaczego on się wtedy poddał? Dlaczego nie próbował do skutku jej pomóc, aby znowu poczuła ochotę na seks? 

Brak pożądania może być zaraźliwy, oczywiście nie w sensie biologicznym, ale w psychologicznym jak najbardziej. Jeśli jedna osoba w związku nie ma ochoty na seks, a ta druga wiecznie musi prosić i ma świadomość, że wywiera presję, albo cały czas doświadcza odrzucenia, to w takim wymuszonym, wyproszonym seksie nie znajdzie prawdziwej przyjemności. I wtedy albo jej seksualność również się wyciszy, albo, w trudniejszych przypadkach, będzie ona szukać relacji seksualnych poza swoim stałym związkiem. 

Mężczyźni nieraz opowiadają na sesjach terapeutycznych, że prosząc o seks, czują się jak pies, który siedzi pod stołem i czeka, aż pan mu rzuci kość. Upokarzająca sytuacja, która może między partnerami popsuć bardzo dużo. 

Jakbym czytała opis z Tindera: „Żona mnie nie rozumie, wcale ze sobą nie śpimy…” 

Ale w tym tłumaczeniu jest jednak sporo racji! Zdrada zazwyczaj jest wypadkową różnych braków w komunikacji. Esther Perel, psychoterapeutka i autorka wielu książek o współczesnej seksualności, m.in. „Kocha, lubi, zdradza”, uważa, że każdy kij ma dwa końce i w dziewięciu przypadkach na dziesięć problemy w związkach są kompatybilne. Jest akcja i jest reakcja.

To, co mówię, może być trudne do przyjęcia dla osób, które zostały zdradzone, ale jestem zdania, że zdrada i inne kryzysy są skutkiem nieraz wieloletnich, zamiatanych pod dywan konfliktów. Często przychodzą do mnie pary w takim właśnie długotrwałym konflikcie, który wychodzi na jaw dopiero w czasie terapii. O coś tam się wiecznie kłócą, ale sami nie wiedzą do końca o co. Próbowali już różnych strategii, by na nowo się do siebie zbliżyć emocjonalnie, ale to nie zadziałało, potrzebują kogoś, kto im pomoże wszystko uporządkować. 

Przychodzą też oczywiście pary, które już od progu mówią, że u nich konfliktów nie ma, emocjonalnie to w sumie wszystko w porządku, tylko seks jakoś im nie wychodzi – ale ja jestem bardzo ostrożna, jeśli chodzi o rozdzielanie problemów seksuologicznych i emocjonalnych. Bardzo często się okazuje, że u podłoża tych pierwszych leżą nieprzegadane emocje.

Jest szczepionka na tę epidemię?

Oczywiście. I to bardzo dobra. Edukacja seksualna. Dzielenie się wiedzą na temat funkcjonowania człowieka: seksualnego i relacyjnego. To jest niesamowite, że w naszych czasach ludzie nadal wchodzą w relacje zupełnie nieświadomi swojego ciała, swoich potrzeb! Często przychodzą do mnie kobiety, które nigdy się nie widziały dokładnie nago, nigdy się nie masturbowały, nigdy nie dały sobie przyzwolenia na to, żeby seks sprawiał im przyjemność. Kobiety, które swojej seksualności nie poświęciły dotąd ani jednej pozytywnej myśli. 

relacje w związku
iStock

Jak w takim razie trafiają do ciebie?

Często pojawiają się u mnie na terapii osoby zaciągnięte przez swoich partnerów, którzy już nie są w stanie dalej słuchać, że dla niej seks mógłby nie istnieć, więc jeśli on tego „aż tak” potrzebuje, no to trudno, niech mu będzie, ale niech się pośpieszy i nie kombinuje z jakimiś pozycjami. Bardzo często kobiety są przekonane, że „mężczyzna to samiec”, który potrzebuje seksu ze względu na biologię, a to jest bardzo okrutne przekonanie. Wielu mężczyzn dąży do seksu nie dlatego, że są „tacy napaleni”, tylko dlatego, że jest to dla nich jedyna forma bliskości, którą znają. Więc jeśli muszą o nią prosić albo partnerki nie godzą się na nią, to czują, że przestali być kochani. Z drugiej strony nie wiedzą, co sprawia przyjemność ich partnerkom, bo one same tego nie wiedzą. Poproszone na terapii, aby opisały, czego pragną i jak reaguje ich ciało, nie umieją tego zrobić. Okazuje się, że żadne z nich nie zna języka, którym mogliby porozmawiać o problemie.

Kiedy do seksuologa?

Na terapii możemy się go nauczyć?

Tak, też, ale to tylko pierwszy etap naszej drogi. Potem – często poświęcamy na to wiele tygodni – uczymy się postrzegać własne ciało w kategorii przyjemności, nie tylko seksualnej, ale też np. pozwolenia sobie na to, żeby sobie coś ładnego, niekoniecznie praktycznego, kupić, pójść na masaż, dopieścić zmysły. W naszym społeczeństwie seksualność to nadal temat tabu, a dbanie o nią jest traktowane jako fanaberia. W Instytucie Pozytywnej Seksualności pracuję z kobietami 40-, 60-letnimi, które nieraz się dziwią: „Czemu nam nikt tego wszystkiego wcześniej nie powiedział? Miałybyśmy o tyle łatwiej w naszych relacjach!”.

Poza tym na terapii przyglądamy się też, co tak naprawdę rozumiemy przez słowo seks. Bo jeśli mamy tradycyjną, bardzo wąską definicję seksu, to rzeczywiście w trudniejszych momentach życia wszystkie nasze aktywności związane z intymnością mogą zostać odstawione na półkę. Wiele kobiet, zresztą mężczyzn też, hołduje teorii eskalacji, czyli tak zwanych schodów seksualnych. Mówiąc wprost: wierzymy, że każde czułe dotknięcie to już jest prosta droga do penetracji. Bo w tym wąskim, tradycyjnym pojęciu seks zawsze musi się zakończyć penetracją, pocałunki, pieszczoty to tylko gra wstępna, a nie pełnoprawny akt. Tak jakby nie można się było całować dla samego całowania, przytulać dla samego przytulania, głaskać dla głaskania. Więc ludzie, żyjąc w przekonaniu, że seks zawsze musi zakończyć się penetracją, nie ryzykują. Kiedy nie mogą albo nie chcą zapewnić partnerowi „całości”, rezygnują też z innych aktów seksualnych. 

Tak jak się stało u tej naszej pary, której się urodziło dziecko. 

Właśnie tak. A poprzez pozytywną edukację seksualną możemy tę wąską definicję rozszerzyć, dzięki czemu jest większa szansa, że partnerzy znajdą w seksie przestrzeń, która będzie komfortowa dla nich obojga. Wtedy nawet w kryzysie będą mogli dać sobie komunikat: „Jesteś dla mnie ważny (ważna)”. Albo: „Pamiętam o tym, że masz potrzeby seksualne, też chciałabym je znowu mieć, ale musisz dać mi czas, żebym mogła odpocząć, dojść do siebie”. To są komunikaty oparte na zrozumieniu i szczerości. Problem braku pożądania nie zniknął, ale przynajmniej jesteśmy w nim razem, a nie przeciwko sobie. I nie wypieramy go ani nie ośmieszamy, nie lekceważymy seksualności i swoich wzajemnych potrzeb. 

Jak to się mówi w korporacjach: nie szukamy wymówek, tylko rozwiązania. 

Panuje takie powszechne przekonanie, że jeśli jakaś para jest niedobrana seksualnie, to już nic z tym nie można zrobić. A ja zawsze wtedy pytam, czy w ogóle tych dwoje ludzi pracuje nad tym, żeby znaleźć wspólne seksualne obszary? 

Jeśli się kochamy, ale nie umiemy uprawiać satysfakcjonującego seksu, to znaczy, że jednak gdzieś tam nie umiemy się dogadać. 

Bardzo często pracuję z parami, u których problemem nie jest brak pożądania, ale znacząca różnica w pożądaniu. Jej nie widać na początku związku, bo wtedy najpewniej chcą uprawiać seks cały czas, dopiero po jakimś czasie wychodzi na jaw, że chociaż oboje lubią seks, cieszą się nim i sprawia im przyjemność, to jednak jedno z nich chce więcej, a drugie mniej. Jak w tej słynnej scenie z „Annie Hall” Woody’ego Allena, kiedy on u swojego psychoterapeuty mówi, że prawie w ogóle się nie kochają, zaledwie trzy razy w tygodniu, a ona w tym samym czasie u swojej terapeutki skarży się, że seks jest: „Prawie cały czas: aż trzy razy w tygodniu!”. I na pewno nie mnie to oceniać, ile to jest dobrze i w sam raz – to oni sami muszą znaleźć swoją normę. Ale żeby znaleźli, muszą najpierw szczerze o tym porozmawiać. 

Klienci dostają ode mnie całą masę ankiet i narzędzi do pracy własnej i nieraz okazuje się, że mimo nawet kilkunastu czy kilkudziesięciu lat ze sobą nigdy na te tematy nie rozmawiali. I nie chodzi mi o rozmowy od nocy do świtu, ale o naprawdę banalne rzeczy, np. „Czy wolisz kochać się rano, czy wieczorem?”, „Czy przeszkadza ci zapalone światło?”, „Czy wolisz zacząć od pieszczot szyi, czy od piersi?”. To są szczegółowe pytania, dzięki którym kobieta dowiaduje się, co tak naprawdę lubi i co lubi jej partner. I odwrotnie. 

Jeszcze do niedawna mówiono, że pożądanie jest obecne tylko na pierwszym etapie związku, w okresie zakochania, ale niedawno w wywiadzie dla „Urody Życia” profesor Wojciszke, autorytet w dziedzinie miłości, powiedział, że to nieprawda. Namiętność może nie zanikać przez całe lata.

Podpisuję się pod tym. Już kilkanaście razy na warsztatach, które prowadzę, słyszałam od par, że jeśli jesteśmy kreatywni i nawzajem się inspirujemy, to seks nie ma szans się nam znudzić. Bo jest w nim tyle rzeczy, że wystarczy na całe życie, nawet nie chodzi tu o techniki, ale o formy nawiązywania bliskości seksualnej. Znam pary, które są ze sobą 30 lat, uprawiają kinky seks lub tantryczny i są cały czas sobą zainteresowane. 

Bardzo to optymistycznie brzmi, a jednak wciąż mam w głowie moje koleżanki i tę proporcję trzy do siedmiu. 

Doskonale wiem, że nie zawsze jest łatwo. Jest cała masa kobiet, które mimo chęci odczuwają ból podczas seksu albo nie są w stanie osiągnąć orgazmu. Mężczyźni mają problemy z erekcją czy ejakulacją. Oczywiście te rzeczy mogą wynikać z biologii, ale równie często albo nawet częściej wynikają z napięć, jakich doświadczamy w naszej codzienności. Ludzie żyją w ogromnym stresie, ścisku, z dwójką, trójką dzieci na 50 metrach kwadratowych, z teściami za ścianą. Możemy mówić o tym, jak fajnie byłoby zadbać o seks w związku, ale prawda wygląda tak, że ogromnym przywilejem jest znalezienie przestrzeni i czasu, żeby móc uczyć się tych wszystkich mądrych i dobrych rzeczy. Jesteśmy w ciągłym biegu, dni przelatują nam przez palce i nie mamy po prostu sił, żeby wieczorem poleżeć dwie godziny z partnerem i się całować albo rozmawiać do rana. 

Kobiety u mnie w gabinecie często mówią wprost, że dla nich najlepszym afrodyzjakiem jest po prostu sen. Nieraz przy mnie zwracają się do męża czy partnera: „Daj mi się wyspać, a potem pogadamy”. Ale i tak cały czas będę powtarzać: rozmawiajmy, szukajmy wspólnej przestrzeni, dbajmy o swoją seksualność. Dobrze pamiętamy, np. z czasów liceum czy studiów, że nie zawsze były sprzyjające warunki, a jednak jakoś się udawało znaleźć okazję i miejsce. W seksuologii mamy opisany zresztą syndrom Romea i Julii, który polega na tym, że przeciwności losu sprawiają, że jeszcze bardziej dążymy do bliskości. Niech te nasze dzieci czy małe mieszkania nie staną się dla nas zbyt łatwą wymówką.

Dr Agata Loewe – psycholożka kliniczna i międzykulturowa, psychoterapeutka, seksuolożka i założycielka Instytutu Pozytywnej Seksualności. Związana ze Światową Organizacją Zdrowia Seksualnego (WAS) oraz brytyjskim Pink Therapy.

***

Rozmowa z Agatą Loewe ukazała się w „Urodzie Życia” 8/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Seks na długie lata
Getty Images

Seks w stałym związku może cieszyć nawet po latach

To jest mit, że gdzieś za ścianą ktoś uprawia nieziemski seks. Każda para ma okresy, w których martwi się brakiem namiętności – rozmowa z psychoterapeutą seksuologiem Michałem Pozdałem.
Joanna Kalewicz
12.05.2020

Jesteśmy zgranym teamem, ale po latach nie mamy ochoty na wspólny seks. Czy tzw. białe małżeństwo może być szczęśliwe? A może za wszelką cenę szukać sposobu na wspólny powrót do łóżka? O braku seksu w długoletnich związkach rozmawiamy z Michałem Pozdałem, psychoterapeutą i seksuologiem, wykładowcą Uniwersytetu SWPS, autorem książki „Męskie sprawy. Życie, seks i cała reszta” oraz ekspertem akcji #sexedpl. Wzniecić ogień Joanna Kalewicz: Jak nakreśliłby pan krzywą pożądania w odniesieniu do kolejnych lat trwania związku? Michał Pozdał : Gdyby się tak dało, to by było prosto. Pamiętajmy, że ludzie się wiążą z różnych powodów. Jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia o relacjach trochę, jak z bajek i filmów hollywoodzkich. A tak nie jest. Nie zawsze ludzie zakochują się w sobie i czują ogromną namiętność. Owszem, tak bywa, ale im dłużej pracuję jako psychoterapeuta, tym częściej znajduję potwierdzenie, że nie zawsze wzajemne pożądanie jest tym, co łączy ludzi. Niektórzy wiążą się z lęku przed samotnością albo dlatego, że nie spotkali nikogo lepszego. Nawet ostatnio miałem taką sytuację: przyszła do mojego gabinetu para, ich problemem był brak pożądania w relacji. Zapytałem o to, jak zostali parą. Pani powiedziała wtedy o swoim małżonku: „Chodził, chodził i wychodził”. A ona się łaskawie zgodziła. Jeśli popatrzymy na tę relację pod tym bajkowym kątem, to odbiega ona od naszych wyobrażeń. Rzeczywiście zwykle na początku jest fajnie, ludzie się poznają, jest duża namiętność, pojawia się to wszystko, co Helen Fisher [amerykańska antropolog i psycholog, badaczka ludzkich zachowań – red.] opisuje jako koktajl hormonalny, czyli działają wszystkie neuroprzekaźniki –noradrenalina, serotonina, dopamina, fenyloetyloamina – i to jest bardzo...

Czytaj dalej
Seks kobiecy
iStock

Agata Loewe, seksuolożka: „Odkryj swoje ciało – to klucz do dobrego seksu”

„Kobiety muszą wziąć odpowiedzialność  za swój orgazm. Wśród wielu z nas pokutuje  przekonanie, że mężczyzna jakimiś magicznymi trikami sprawi, że on nastąpi. Nie! Powinnyśmy  same się go nauczyć. Metodą prób i błędów”, mówi seksuolożka dr Agata Loewe.
Karolina Rogalska
07.06.2020

Dobry seks zależy głównie od tego, czy czujemy się komfortowo we własnym ciele i czy w ogóle je znamy. Odkrywanie własnej seksualności to droga, którą warto przejść, aby cieszyć się w łóżku bliskością. Dr Agata Loewe, psychoterapeutka i seksuolożka, wyjaśnia, co sprawia, że nie jesteśmy w stanie cieszyć się seksem. Karolina Rogalska: Według najnowszych sondaży ponad 90 proc. Polek nie lubi swojego ciała. Czy to się przekłada na nasze życie seksualne? Dr Agata Loewe: Rzeczywiście, poznałam w życiu bardzo niewiele kobiet, które mówią o swoim ciele ze stuprocentową akceptacją. A prowadzę warsztaty od wielu lat. Myślę, że nasz stosunek do ciała wynika w dużym stopniu z uwarunkowań kulturowych. Narzekanie, krytykanctwo i porównywanie się do koleżanki lub sąsiadki mamy we krwi. Większość Polek nie potrafi też przyjmować komplementów. Gdy słyszymy: „Jesteś piękna”, odpowiadamy zwykle: „No coś ty! Ostatnio przytyłam”. Albo: „Nie żartuj, mam tyłek jak szafa”. Mówienie dobrze o sobie też nie jest popularne. Kobietom z trudem przychodzi wypowiedzenie na głos zdań w stylu: „Mam cudowne piersi”, „Mam zgrabne nogi”. Jednym z najtrudniejszych ćwiczeń na naszych warsztatach pracy z ciałem jest to, w którym prosimy uczestniczki o opisanie go od głowy do stóp: co w nim lubią, czego ono doświadczyło, jaką ma historię. Taka opowieść bardzo mocno konfrontuje je z tym, jakie to ciało jest dla nich ważne. Że to coś więcej niż tylko figura i wygląd. I że to, czy ono się mieści w jakiś kulturowych kanonach piękna, czy nie, jest sprawą drugorzędną. Również w naszym życiu erotycznym. Bo dobry seks zależy głównie od tego, czy we własnym ciele czujemy się komfortowo i czy je znamy. Czy odkryłyśmy, gdzie i jak należy...

Czytaj dalej
dobry seks
getty images

Sex coach Karo Akabal: „W miłości cały czas prowadzimy wojnę”

Seks wciąż się nam kojarzy albo z prokreacją, albo z wyuzdaniem. Tymczasem dobry seks to źródło przyjemności i spoiwo miłości. Kluczem do niego jest poznanie i uznanie własnej seksualności.
Aleksandra Pezda
04.01.2019

Dobry seks wzmacnia relację w związku i dodaje nam energii. Sprawia przyjemność i przynosi odprężęnie – tymczasem ciągle jest tematem tabu, nawet w naszych związkach. Co tam w związkach – nawet same w swoich myślach nie dajemy sobie prawa, żeby traktować seks jako źródło czystej przyjemności! Tymczasem sex coach Karo Akabal już od lat przekonuje nas, że dla naszego szczęścia ważne jest, byśmy odnaleźli naszą seksualność i umieli się nią cieszyć. Czym jest dobry seks? Aleksandra Pezda: Napisałaś: „Wierzę, że ludzie, którzy mają dobry seks, tworzą dobry świat”. Naprawdę? Karo Akabal: Oczywiście, że ta zależność nie jest taka prosta. Tym stwierdzeniem chciałam sprowokować pytania o to, czym jest dobry seks. Wbrew pozorom bardzo trudno o jednoznaczną odpowiedź. Większość ludzi przez dobry seks rozumie seks regularny i taki, który przynosi rozładowanie napięcia seksualnego.   A nie o to chodzi? Bywa i tak, skoro seksualne spełnienie jest jedną z podstawowych potrzeb życiowych. Ale nie to jest w seksie najpiękniejsze. Seks jest potrzebny i zdrowy, bo upiększa nasze życie i miłosne relacje, bo daje radość i satysfakcję, dodaje energii.   To dlatego przeciętny stosunek seksualny Polaków trwa 13 minut i odbywa się głównie wieczorem? Cóż, w seksie odbija się nasza cywilizacja: dominują pośpiech, stres i substytuty satysfakcji, takie jak kariera zawodowa czy sporty ekstremalne. Do tego żyjemy w kulturze, która spycha naszą seksualność na obrzeża. Nie uczymy się tego, nie wiemy, jak pielęgnować seksualność. Rozejrzyj się, jakie są relacje między ludźmi? Ile jest wojen i przemocy. Tę samą dynamikę obserwujemy w naszym życiu miłosnym i seksualnym.   Chcesz powiedzieć „make love, not war”? Raczej „stop war...

Czytaj dalej
Seks a nastolatki
getty images

Agnieszka Stein o współczesnym wychowaniu seksualnym dzieci: „Nie demonizujmy tematu”

Znana psycholog dziecięca rozwiewa mity
Aleksandra Pezda
25.03.2019

Nie mamy żadnych przesłanek, żeby sądzić, że dotykanie własnych narządów płciowych może mieć dla dzieci jakieś negatywne skutki. Nie stają się od tego rozerotyzowane, rozwijają się prawidłowo i nie ma to związku z nadmiernym skupieniem się na seksie w dorosłości” – rozmowa z Agnieszką Stein.   Agnieszka Stein – psycholog,   prowadzi warsztaty dla  rodziców, doradza nauczycielom. Autorka książek m.in. „Dziecko z bliska” i wydanego ostatnio poradnika dla rodziców:  „Nowe wychowanie seksualne” (wyd. Mamania 2018).   Matka przyłapuje nastoletniego syna na masturbacji – powinna mu przerwać? Nic podobnego. Zastała syna w intymnej sytuacji i warto, żeby nie naruszała jego granic osobistych. To tak, jakby przeszkodziła komuś w uprawianiu seksu. Ja bym przeprosiła i wyszła. To jest pełnoprawny seks? A według pani pełnoprawny seks to tylko ten, który angażuje dwoje ludzi i prowadzi do związku? Seks przede wszystkim zaczynamy od relacji z  samym sobą. Książkę „Nowe wychowanie seksualne” napisałam między innymi po to, aby pokazać, że bez dobrego kontaktu ze sobą nie będziemy w stanie budować zdrowych relacji z  innymi. A masturbacja jest jak każda inna czynność właściwa ludziom: jemy, pijemy, uprawiamy sport, myjemy się, masturbujemy – to wszystko poznawanie siebie. Może dzieciom lepiej dawać za wzór historie romantyczne? I oszukiwać je? Seks nie zawsze idzie w  parze z miłością. Jeśli będziemy dzieciom opowiadać o tym, jak chcielibyśmy, żeby było, a ukrywać przed nimi prawdę, pozostaną bezradne wobec rzeczywistości i zapewne trudniej będą sobie radzić w życiu. Wie pani, że zakochanie jako główny powód małżeństwa ma bardzo krótką historię? Jakieś sto lat, mniej więcej. Warto o...

Czytaj dalej