Seks po polsku: nie mamy czasu, ochoty ani pomysłu. Czemu nie chce nam się kochać?
iStock

Seks po polsku: nie mamy czasu, ochoty ani pomysłu. Czemu nie chce nam się kochać?

„Mężczyźni nieraz opowiadają na sesjach terapeutycznych, że prosząc o seks, czują się jak pies, który siedzi pod stołem i czeka, aż pan mu rzuci kość” – mówi psychoterapeutka, seksuolożka dr Agata Loewe.
Sylwia Niemczyk
30.11.2020

Kiedyś Maria Peszek śpiewała: „Nie mam czasu na seks” i zdaniem seksuologów, to samo mogłaby zaśpiewać prawie każda inna Polka. Dopadła nas epidemia braku pożądania. Seks w stałych związkach praktycznie po kilku latach przestaje istnieć. Wystarczy, że jedno z partnerów przestanie odczuwać chęć – brak pożądania w związku może być zaraźliwy, jak mówi dr Agata Loewe, seksuolożka i psycholożka.

Odetchnij, pokochaj, usłysz siebie. Życzenia na święta i 2021 rok od „Urody Życia”

Brak pożądania może być zaraźliwy

Sylwia Niemczyk: Na dziesięć moich koleżanek trzy regularnie i chętnie uprawiają seks. Reszta nie ma ochoty. 

Agata Loewe: Wszystkie moje obserwacje mówią to samo: mamy epidemię braku pożądania, coraz mniej chce się nam kochać, coraz częściej przychodzą do mnie na terapię pary, które nawet już nie pamiętają, kiedy był ten ich ostatni raz. Ale jednocześnie chcą być razem, bo się kochają, są do siebie przywiązani albo np. łączą ich dzieci. Często to ludzie, którzy są ze sobą bardzo długo, od wczesnej młodości. Pamiętają, jak na początku było wspaniale, ale potem w zupełnie inny sposób dojrzewali, inaczej kształtowała się ich seksualność. Po latach okazało się, że jedno z nich po prostu nie nadążyło za tym drugim. Bywa, że ciało kobiety z wiekiem staje się bardziej responsywne, rozwija się jej samoświadomość, a partner zostaje w tyle. 

Bywa, że to nie on, ale ona zostaje daleko z tyłu. 

Oczywiście, np. gdy w związku rodzi się dziecko – pamiętajmy, że zupełnie inną cenę za to płaci kobieta, a inną mężczyzna. Typowa sytuacja: kobieta zostaje matką, jej ciało jest w szoku, hormony szaleją i pożądanie spada do zera. Mija kilka miesięcy, rok, ona wciąż powtarza argument: „Karmię”, „Padam na twarz” albo: „Boli mnie”.

Partner przez jakiś czas podejmuje różne działania, żeby seks wrócił, ale w którymś momencie się poddaje. I mija kolejny rok. W końcu zazwyczaj ta osoba, która „zaczęła”, czuje odpowiedzialność, żeby ten seks w związku przywrócić, ale tu znowu pojawia się problem, bo wiele kobiet jest nauczonych, że to zawsze mężczyzna inicjuje zbliżenie. Więc ona zaczyna go obwiniać o brak inicjatywy, on przypomina jej wcześniejszy brak chęci, wzajemnie przerzucają się winą. I jednocześnie najpewniej oboje mają poczucie winy. A już z całą pewnością kobieta.

Kobiety, nawet jeśli wiedzą, że spadek ich libido wynika z zawirowań hormonalnych, czują się rozczarowane swoim ciałem. Mają wrażenie, że w jakiś sposób ono je zawiodło. I że one zawiodły swojego partnera. 

Seks w związku, czyli ja cię kocham, a ty śpisz

Słucham cię i zastanawiam się, dlaczego on się wtedy poddał? Dlaczego nie próbował do skutku jej pomóc, aby znowu poczuła ochotę na seks? 

Brak pożądania może być zaraźliwy, oczywiście nie w sensie biologicznym, ale w psychologicznym jak najbardziej. Jeśli jedna osoba w związku nie ma ochoty na seks, a ta druga wiecznie musi prosić i ma świadomość, że wywiera presję, albo cały czas doświadcza odrzucenia, to w takim wymuszonym, wyproszonym seksie nie znajdzie prawdziwej przyjemności. I wtedy albo jej seksualność również się wyciszy, albo, w trudniejszych przypadkach, będzie ona szukać relacji seksualnych poza swoim stałym związkiem. 

Mężczyźni nieraz opowiadają na sesjach terapeutycznych, że prosząc o seks, czują się jak pies, który siedzi pod stołem i czeka, aż pan mu rzuci kość. Upokarzająca sytuacja, która może między partnerami popsuć bardzo dużo. 

Jakbym czytała opis z Tindera: „Żona mnie nie rozumie, wcale ze sobą nie śpimy…” 

Ale w tym tłumaczeniu jest jednak sporo racji! Zdrada zazwyczaj jest wypadkową różnych braków w komunikacji. Esther Perel, psychoterapeutka i autorka wielu książek o współczesnej seksualności, m.in. „Kocha, lubi, zdradza”, uważa, że każdy kij ma dwa końce i w dziewięciu przypadkach na dziesięć problemy w związkach są kompatybilne. Jest akcja i jest reakcja.

To, co mówię, może być trudne do przyjęcia dla osób, które zostały zdradzone, ale jestem zdania, że zdrada i inne kryzysy są skutkiem nieraz wieloletnich, zamiatanych pod dywan konfliktów. Często przychodzą do mnie pary w takim właśnie długotrwałym konflikcie, który wychodzi na jaw dopiero w czasie terapii. O coś tam się wiecznie kłócą, ale sami nie wiedzą do końca o co. Próbowali już różnych strategii, by na nowo się do siebie zbliżyć emocjonalnie, ale to nie zadziałało, potrzebują kogoś, kto im pomoże wszystko uporządkować. 

Przychodzą też oczywiście pary, które już od progu mówią, że u nich konfliktów nie ma, emocjonalnie to w sumie wszystko w porządku, tylko seks jakoś im nie wychodzi – ale ja jestem bardzo ostrożna, jeśli chodzi o rozdzielanie problemów seksuologicznych i emocjonalnych. Bardzo często się okazuje, że u podłoża tych pierwszych leżą nieprzegadane emocje.

Jest szczepionka na tę epidemię?

Oczywiście. I to bardzo dobra. Edukacja seksualna. Dzielenie się wiedzą na temat funkcjonowania człowieka: seksualnego i relacyjnego. To jest niesamowite, że w naszych czasach ludzie nadal wchodzą w relacje zupełnie nieświadomi swojego ciała, swoich potrzeb! Często przychodzą do mnie kobiety, które nigdy się nie widziały dokładnie nago, nigdy się nie masturbowały, nigdy nie dały sobie przyzwolenia na to, żeby seks sprawiał im przyjemność. Kobiety, które swojej seksualności nie poświęciły dotąd ani jednej pozytywnej myśli. 

relacje w związku
iStock

Jak w takim razie trafiają do ciebie?

Często pojawiają się u mnie na terapii osoby zaciągnięte przez swoich partnerów, którzy już nie są w stanie dalej słuchać, że dla niej seks mógłby nie istnieć, więc jeśli on tego „aż tak” potrzebuje, no to trudno, niech mu będzie, ale niech się pośpieszy i nie kombinuje z jakimiś pozycjami. Bardzo często kobiety są przekonane, że „mężczyzna to samiec”, który potrzebuje seksu ze względu na biologię, a to jest bardzo okrutne przekonanie. Wielu mężczyzn dąży do seksu nie dlatego, że są „tacy napaleni”, tylko dlatego, że jest to dla nich jedyna forma bliskości, którą znają. Więc jeśli muszą o nią prosić albo partnerki nie godzą się na nią, to czują, że przestali być kochani. Z drugiej strony nie wiedzą, co sprawia przyjemność ich partnerkom, bo one same tego nie wiedzą. Poproszone na terapii, aby opisały, czego pragną i jak reaguje ich ciało, nie umieją tego zrobić. Okazuje się, że żadne z nich nie zna języka, którym mogliby porozmawiać o problemie.

Kiedy do seksuologa?

Na terapii możemy się go nauczyć?

Tak, też, ale to tylko pierwszy etap naszej drogi. Potem – często poświęcamy na to wiele tygodni – uczymy się postrzegać własne ciało w kategorii przyjemności, nie tylko seksualnej, ale też np. pozwolenia sobie na to, żeby sobie coś ładnego, niekoniecznie praktycznego, kupić, pójść na masaż, dopieścić zmysły. W naszym społeczeństwie seksualność to nadal temat tabu, a dbanie o nią jest traktowane jako fanaberia. W Instytucie Pozytywnej Seksualności pracuję z kobietami 40-, 60-letnimi, które nieraz się dziwią: „Czemu nam nikt tego wszystkiego wcześniej nie powiedział? Miałybyśmy o tyle łatwiej w naszych relacjach!”.

Poza tym na terapii przyglądamy się też, co tak naprawdę rozumiemy przez słowo seks. Bo jeśli mamy tradycyjną, bardzo wąską definicję seksu, to rzeczywiście w trudniejszych momentach życia wszystkie nasze aktywności związane z intymnością mogą zostać odstawione na półkę. Wiele kobiet, zresztą mężczyzn też, hołduje teorii eskalacji, czyli tak zwanych schodów seksualnych. Mówiąc wprost: wierzymy, że każde czułe dotknięcie to już jest prosta droga do penetracji. Bo w tym wąskim, tradycyjnym pojęciu seks zawsze musi się zakończyć penetracją, pocałunki, pieszczoty to tylko gra wstępna, a nie pełnoprawny akt. Tak jakby nie można się było całować dla samego całowania, przytulać dla samego przytulania, głaskać dla głaskania. Więc ludzie, żyjąc w przekonaniu, że seks zawsze musi zakończyć się penetracją, nie ryzykują. Kiedy nie mogą albo nie chcą zapewnić partnerowi „całości”, rezygnują też z innych aktów seksualnych. 

Tak jak się stało u tej naszej pary, której się urodziło dziecko. 

Właśnie tak. A poprzez pozytywną edukację seksualną możemy tę wąską definicję rozszerzyć, dzięki czemu jest większa szansa, że partnerzy znajdą w seksie przestrzeń, która będzie komfortowa dla nich obojga. Wtedy nawet w kryzysie będą mogli dać sobie komunikat: „Jesteś dla mnie ważny (ważna)”. Albo: „Pamiętam o tym, że masz potrzeby seksualne, też chciałabym je znowu mieć, ale musisz dać mi czas, żebym mogła odpocząć, dojść do siebie”. To są komunikaty oparte na zrozumieniu i szczerości. Problem braku pożądania nie zniknął, ale przynajmniej jesteśmy w nim razem, a nie przeciwko sobie. I nie wypieramy go ani nie ośmieszamy, nie lekceważymy seksualności i swoich wzajemnych potrzeb. 

Jak to się mówi w korporacjach: nie szukamy wymówek, tylko rozwiązania. 

Panuje takie powszechne przekonanie, że jeśli jakaś para jest niedobrana seksualnie, to już nic z tym nie można zrobić. A ja zawsze wtedy pytam, czy w ogóle tych dwoje ludzi pracuje nad tym, żeby znaleźć wspólne seksualne obszary? 

Jeśli się kochamy, ale nie umiemy uprawiać satysfakcjonującego seksu, to znaczy, że jednak gdzieś tam nie umiemy się dogadać. 

Bardzo często pracuję z parami, u których problemem nie jest brak pożądania, ale znacząca różnica w pożądaniu. Jej nie widać na początku związku, bo wtedy najpewniej chcą uprawiać seks cały czas, dopiero po jakimś czasie wychodzi na jaw, że chociaż oboje lubią seks, cieszą się nim i sprawia im przyjemność, to jednak jedno z nich chce więcej, a drugie mniej. Jak w tej słynnej scenie z „Annie Hall” Woody’ego Allena, kiedy on u swojego psychoterapeuty mówi, że prawie w ogóle się nie kochają, zaledwie trzy razy w tygodniu, a ona w tym samym czasie u swojej terapeutki skarży się, że seks jest: „Prawie cały czas: aż trzy razy w tygodniu!”. I na pewno nie mnie to oceniać, ile to jest dobrze i w sam raz – to oni sami muszą znaleźć swoją normę. Ale żeby znaleźli, muszą najpierw szczerze o tym porozmawiać. 

Klienci dostają ode mnie całą masę ankiet i narzędzi do pracy własnej i nieraz okazuje się, że mimo nawet kilkunastu czy kilkudziesięciu lat ze sobą nigdy na te tematy nie rozmawiali. I nie chodzi mi o rozmowy od nocy do świtu, ale o naprawdę banalne rzeczy, np. „Czy wolisz kochać się rano, czy wieczorem?”, „Czy przeszkadza ci zapalone światło?”, „Czy wolisz zacząć od pieszczot szyi, czy od piersi?”. To są szczegółowe pytania, dzięki którym kobieta dowiaduje się, co tak naprawdę lubi i co lubi jej partner. I odwrotnie. 

Jeszcze do niedawna mówiono, że pożądanie jest obecne tylko na pierwszym etapie związku, w okresie zakochania, ale niedawno w wywiadzie dla „Urody Życia” profesor Wojciszke, autorytet w dziedzinie miłości, powiedział, że to nieprawda. Namiętność może nie zanikać przez całe lata.

Podpisuję się pod tym. Już kilkanaście razy na warsztatach, które prowadzę, słyszałam od par, że jeśli jesteśmy kreatywni i nawzajem się inspirujemy, to seks nie ma szans się nam znudzić. Bo jest w nim tyle rzeczy, że wystarczy na całe życie, nawet nie chodzi tu o techniki, ale o formy nawiązywania bliskości seksualnej. Znam pary, które są ze sobą 30 lat, uprawiają kinky seks lub tantryczny i są cały czas sobą zainteresowane. 

Bardzo to optymistycznie brzmi, a jednak wciąż mam w głowie moje koleżanki i tę proporcję trzy do siedmiu. 

Doskonale wiem, że nie zawsze jest łatwo. Jest cała masa kobiet, które mimo chęci odczuwają ból podczas seksu albo nie są w stanie osiągnąć orgazmu. Mężczyźni mają problemy z erekcją czy ejakulacją. Oczywiście te rzeczy mogą wynikać z biologii, ale równie często albo nawet częściej wynikają z napięć, jakich doświadczamy w naszej codzienności. Ludzie żyją w ogromnym stresie, ścisku, z dwójką, trójką dzieci na 50 metrach kwadratowych, z teściami za ścianą. Możemy mówić o tym, jak fajnie byłoby zadbać o seks w związku, ale prawda wygląda tak, że ogromnym przywilejem jest znalezienie przestrzeni i czasu, żeby móc uczyć się tych wszystkich mądrych i dobrych rzeczy. Jesteśmy w ciągłym biegu, dni przelatują nam przez palce i nie mamy po prostu sił, żeby wieczorem poleżeć dwie godziny z partnerem i się całować albo rozmawiać do rana. 

Kobiety u mnie w gabinecie często mówią wprost, że dla nich najlepszym afrodyzjakiem jest po prostu sen. Nieraz przy mnie zwracają się do męża czy partnera: „Daj mi się wyspać, a potem pogadamy”. Ale i tak cały czas będę powtarzać: rozmawiajmy, szukajmy wspólnej przestrzeni, dbajmy o swoją seksualność. Dobrze pamiętamy, np. z czasów liceum czy studiów, że nie zawsze były sprzyjające warunki, a jednak jakoś się udawało znaleźć okazję i miejsce. W seksuologii mamy opisany zresztą syndrom Romea i Julii, który polega na tym, że przeciwności losu sprawiają, że jeszcze bardziej dążymy do bliskości. Niech te nasze dzieci czy małe mieszkania nie staną się dla nas zbyt łatwą wymówką.

Dr Agata Loewe – psycholożka kliniczna i międzykulturowa, psychoterapeutka, seksuolożka i założycielka Instytutu Pozytywnej Seksualności. Związana ze Światową Organizacją Zdrowia Seksualnego (WAS) oraz brytyjskim Pink Therapy.

***

Rozmowa z Agatą Loewe ukazała się w „Urodzie Życia” 8/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Seks kobiecy
iStock

Agata Loewe, seksuolożka: „Odkryj swoje ciało – to klucz do dobrego seksu”

„Kobiety muszą wziąć odpowiedzialność  za swój orgazm. Wśród wielu z nas pokutuje  przekonanie, że mężczyzna jakimiś magicznymi trikami sprawi, że on nastąpi. Nie! Powinnyśmy  same się go nauczyć. Metodą prób i błędów”, mówi seksuolożka dr Agata Loewe.
Karolina Rogalska
07.06.2020

Dobry seks zależy głównie od tego, czy czujemy się komfortowo we własnym ciele i czy w ogóle je znamy. Odkrywanie własnej seksualności to droga, którą warto przejść, aby cieszyć się w łóżku bliskością. Dr Agata Loewe, psychoterapeutka i seksuolożka, wyjaśnia, co sprawia, że nie jesteśmy w stanie cieszyć się seksem. Karolina Rogalska: Według najnowszych sondaży ponad 90 proc. Polek nie lubi swojego ciała. Czy to się przekłada na nasze życie seksualne? Dr Agata Loewe: Rzeczywiście, poznałam w życiu bardzo niewiele kobiet, które mówią o swoim ciele ze stuprocentową akceptacją. A prowadzę warsztaty od wielu lat. Myślę, że nasz stosunek do ciała wynika w dużym stopniu z uwarunkowań kulturowych. Narzekanie, krytykanctwo i porównywanie się do koleżanki lub sąsiadki mamy we krwi. Większość Polek nie potrafi też przyjmować komplementów. Gdy słyszymy: „Jesteś piękna”, odpowiadamy zwykle: „No coś ty! Ostatnio przytyłam”. Albo: „Nie żartuj, mam tyłek jak szafa”. Mówienie dobrze o sobie też nie jest popularne. Kobietom z trudem przychodzi wypowiedzenie na głos zdań w stylu: „Mam cudowne piersi”, „Mam zgrabne nogi”. Jednym z najtrudniejszych ćwiczeń na naszych warsztatach pracy z ciałem jest to, w którym prosimy uczestniczki o opisanie go od głowy do stóp: co w nim lubią, czego ono doświadczyło, jaką ma historię. Taka opowieść bardzo mocno konfrontuje je z tym, jakie to ciało jest dla nich ważne. Że to coś więcej niż tylko figura i wygląd. I że to, czy ono się mieści w jakiś kulturowych kanonach piękna, czy nie, jest sprawą drugorzędną. Również w naszym życiu erotycznym. Bo dobry seks zależy głównie od tego, czy we własnym ciele czujemy się komfortowo i czy je znamy. Czy odkryłyśmy, gdzie i jak należy...

Czytaj dalej
seks w związku
Adobe Stock

„Seks sam się nie ułoży” – dr Alicja Długołęcka mówi, jak zawalczyć o intymność 

„Kobiety, wchodząc w związek, podświadomie oddają się w ręce drugiej osoby. Oczekują, że to mężczyzna sprawi, że seks będzie super. A potem mają żal, bo coś je w życiu omija" – mówi seksuolożka dr Alicja Długołęcka.
Joanna Mielewczyk
07.07.2020

Kobiety wchodząc w związek czasem czują się tak, jakby były zwolnione z odpowiedzialności za własne życie. Dotyczy to również seksu, uważa seksuolożka dr Alicja Długołęcka. Za bardzo zdajemy się na partnerów. Za bardzo to oni wpływają na to, czy seks stanie się ważnym obszarem w naszym życiu. J oanna Mielewczyk: Przyzwyczajenie, rutyna, zmęczenie, brak uważności – pani doktor, czy dobrze szukam winnych powolnego odpuszczania i w końcu rezygnacji z seksu w związkach? Dr Alicja Długołęcka: Seks, jak i inne dziedziny życia, porównałabym do dobrych książek. Można je czytać we wczesnej młodości, ale niewiele się z nich rozumie. Podobnie jest z seksem. Wymieniła pani różne powody, a ja myślę, że pierwszym, podstawowym jest to, że wchodzimy w życie seksualne z jakimś o nim wyobrażeniem – z filmów, mediów, literatury, trochę z potocznej wiedzy opartej na stereotypach. Natomiast brakuje nam edukacji seksualnej, szczególnie skoncentrowanej na pozytywnych aspektach seksualności, związanych z jednej strony ze zmysłową radością, z drugiej z odpowiedzialnością. To wszystko sprawia, że podchodzimy do seksu życzeniowo. Zaczynamy eksperymentować i okazuje się, że jest jakoś tak inaczej. A tak w ogóle to rozmawiamy o kobietach czy o mężczyznach? O związkach. Ale skoro rozmawiają dwie kobiety, przyjmijmy kobiecą perspektywę. Rzeczywiście tak jest, że kobiety młode i te we wczesnym średnim wieku, kiedy pojawiają się dzieci, często zgłaszają niższy niż mężczyźni poziom potrzeb seksualnych. A to dlatego, że częściej są niezrealizowane seksualnie. Są aktywne, ale nie są spełnione. Nic więc dziwnego, że ich motywacja jest niska. Kiedy ideał zderza się z rzeczywistością, to rozbieżność jest tak podejrzanie duża, że traci się ochotę na seks. U kobiet rozbieżność jest większa...

Czytaj dalej
10 ZALET REGULARNEGO SEKSU
unsplash.com

Seks to zdrowie! 10 zaskakujących korzyści płynących z regularnego seksu

Seks kojarzy nam się głównie z przyjemnością. Ale poza oczywistymi pozytywnymi doznaniami płynącymi z seksu, istnieje również wiele korzyści zdrowotnych. Dlaczego seks świetnie wpływa na nasz organizm i powinniśmy częściej korzystać z jego uroków? Oto 10 powodów.
Karolina Morelowska-Siluk
30.11.2020

Często powtarzamy, że „seks to zdrowie”. Ale czy wiemy właściwie dlaczego? Oto 10 dowodów, że regularne uprawianie seksu sprzyja naszemu ciału i naszej psychice! Seks wpływa na odporność naszego organizmu Ludzie, którzy regularnie uprawiające seks (raz-dwa razy w tygodniu) mają wyższy poziom przeciwciał A (IgA), a te są dla naszego systemu odpornościowego (immunologicznego) pierwszą tarczą obronną  przed wszelkimi czynnikami chorobotwórczymi. Produkcja przeciwciał odbywa w obrębie błon śluzowych i znacznie zmniejsza konieczność, by musiał uaktywnić się „w całości” nasz układ odpornościowy. Dlatego osoby uprawiające regularnie seks rzadziej chorują. Czytaj także: Najlepszy lek na odporność? Sen Seks sprzyja dobrej formie serca Z badań wynika, że mężczyźni, którzy regularnie i często (dwa razy w tygodniu) uprawiają seks, zapadają na choroby serca o 45 proc. rzadziej niż ci, którzy robią to jedynie raz w miesiącu lub rzadziej. Aktywność seksualna wspomaga także zachowanie równowagi pomiędzy hormonami: estrogenem i testosteronem, a ta jest bardzo istotna dla zdrowia serca. Seks obniża ciśnienie krwi Uprawianie seksu obniża ciśnienie krwi. Po prostu, tylko i aż! Seks pełni funkcję aktywności fizycznej Seks przyspiesza tętno, pozwala spalić kalorie i wzmacnia mięśnie, czyli zapewnia nam wszystko to, co mozolne ćwiczenia na siłowni. Przeprowadzone badania wykazały, że podczas stosunku mężczyźni spalają około 4 kilokalorii na minutę, a kobiety około 3 kilokalorie na minutę, zatem to dowód na to, że seks rzeczywiście można traktować jako formę tak ważnej dla każdego z nas aktywności fizycznej. Czytaj też: Jak joga wpływa na życie seksualne? Seks obniża poziom bólu Podczas uprawiania seksu uwalniane są hormony redukujące ból....

Czytaj dalej
osoba niepełnosprawna

Asystentka seksualna dla osób niepełnosprawnych. W Polsce tabu, w innych krajach Europy standard

W jednym zawodzie połączyły się dwa tematy tabu: seks i niepełnosprawność. Asystentki seksualne dla osób niepełnosprawnych działają jednak już w wielu krajach. Na czym dokładnie polega ich praca?
Kamila Geodecka
23.11.2020

Asystentki seksualne dla osób niepełnosprawnych już od lat funkcjonują w Niemczech, Holandii, Belgii czy Szwajcarii. W 2015 roku ten zawód pojawił się także w Czechach. W Polsce wciąż niewiele się o nim mówi. Asystentka seksualna dla osób niepełnosprawnych – czym się zajmuje? Asystentka seksualna dla osób niepełnosprawnych przede wszystkim ma rozładować napięcie seksualne swojego klienta. Może to zrobić sama, ale często jej zadaniem jest także nauczenie osoby niepełnosprawnej masturbacji oraz radzenia sobie ze swoim popędem.   Przed rozpoczęciem pracy każda asystentka musi przejść odpowiednie szkolenie. Na certyfikowanych kursach uczy się m.in. o dotyku, który jest potrzebny osobie niepełnosprawnej. Rozmawia się także na temat uprzedzeń oraz specyfiki tego zawodu. Dużo mówi się także o godności przyszłych klientów asystentek. Asystentka seksualna dla osób niepełnosprawnych musi wiedzieć także, jak przeprowadzać rozmowy na temat seksualności. Inaczej będzie wyglądało spotkanie z osobą niepełnosprawną intelektualnie, inaczej z osobą z paraliżem nóg. Każda ta sytuacja wymaga innego zachowania i asystentki muszą być na to przygotowane.  Oprócz tego specjalne szkolenia mają przygotować asystentki do pracy z zabawkami erotycznymi, które u osób niepełnosprawnych mogą być wykorzystywane w specyficzny sposób. Podczas kursów prowadzone są także wykłady na temat bezpieczeństwa. Czytaj także:  Sex coach Karo Akabal: „W miłości cały czas prowadzimy wojnę” Asystentka (nie tylko) seksualna Asystentki seksualne zapewniają, że w ich zawodzie chodzi nie tylko o seks. Przede wszystkim podkreślają rolę dotyku oraz stworzenie atmosfery intymności. Zadaniem asystentki może być również udzielenie...

Czytaj dalej