Wzmacniaj, co mocne, czerp z tego, co już masz. To na tym polega rozwój osobisty 
Adobe Stock

Wzmacniaj, co mocne, czerp z tego, co już masz. To na tym polega rozwój osobisty 

„Byłoby szkoda, gdybyśmy spędzili życie, skupiając się na swoich słabościach. Rozwój wcale nie polega na tym, żeby nadrabiać braki, ale na tym, by mądrze czerpać z tego, co mamy”, mówi dr Joanna Heidtman, psycholog i coach.
Sylwia Niemczyk
12.06.2020

Rozwój osobisty często rozumiemy jako nadrabianie braków albo przełamywanie swoich słabości. Ale to słaba strategia – przekonuje psycholożka i coacherka dr Joanna Heidtman. O wiele łatwiej budować na mocach, czyli korzystać w  rozwoju osobistym z tego, co mamy: zdolności, pasje, umiejętności. Braków i tak nigdy nie nadrobimy, więc skupianie się głównie na nich to zwykła strata czasu.

Sylwia Niemczyk: Kiedyś powiedziała mi pani, że rozwój nie jest obowiązkowy i że można bez niego żyć, ale już czerpać satysfakcję z życia – raczej nie. Zastanawiam się więc, na czym ten mój rozwój ma polegać?

Joanna Heidtman: Jeszcze do niedawna sądzono, że głównie na wypełnianiu tak zwanej luki kompetencyjnej. Panowało przeświadczenie, że rozwój to dążenie do idealnego wzorca: matki, żony, przyjaciółki, liderki w pracy itd. Ocenialiśmy więc, jak daleko nam od tego ideału, a nasza strategia rozwojowa polegała na nabywaniu brakujących cech i umiejętności. 

A co w tej strategii było złego?

Kilka rzeczy, np. założenie, że na świecie istnieje tylko jeden wzorzec: matki, żony, przyjaciółki, liderki w pracy itd. Kiedy próbujemy się wpasować w jeden gotowy wzór, to skupiamy się na tym, czego nam brakuje. Przez to narażamy się nie tylko na ogromną frustrację i spadek motywacji, lecz także na to, że przegapimy to, co mamy w sobie dobrego. 

Druga rzecz to efektywność. Jeśli nasze działanie polega głównie na przezwyciężaniu naszych słabych stron, to najpewniej przy bardzo dużych nakładach energii i koncentracji osiągniemy jedynie przeciętne rezultaty. I oby aż takie!

Jak w takim razie powinniśmy się rozwijać, jeśli nie poprzez nadrabianie braków?

Zawsze zachęcam moje klientki do prostej rzeczy: „Buduj na swoich mocach”. I nie chodzi mi o pseudomotywacyjne hasła w stylu: „Możesz wszystko” albo: „Moc jest w tobie” – bo to nieprawda: wcale nie możemy wszystkiego i wcale nie dysponujemy jakimiś tajemnymi mocami, które tylko czekają, żeby je uwolnić. Za to każdy z nas ma jakieś mocne strony: zdolności, pasje, rzeczy, które sprawiają nam satysfakcję. I to na nich powinniśmy bazować.

Oczywiście to nie znaczy, że mamy całkowicie zapomnieć o swoich brakach. W strategii rozwoju, którą polecam, mamy trzy zasady działania: buduj na mocach, rozwijaj potencjał i neutralizuj słabości. Przede wszystkim skupiamy się na tym, co nam idzie dobrze i co jest zgodne z naszym temperamentem i wartościami. Ale nie spoczywamy na laurach. Dla własnej satysfakcji warto wciąż odrobinę podwyższać sobie poprzeczkę. I na koniec: nie odwracamy się od swoich słabości. Nie staramy się, żeby zniknęły, ale próbujemy je rozbroić – tylko tyle, by nie przeszkadzały nam żyć. W tej nowej filozofii miejscem naszego rozwoju nie jest ciągła praca nad słabościami, ale rozwijanie naszych mocy.

Choć dużo łatwiej jest nam określić swoje braki niż mocne strony.

Bo od dzieciństwa, w szkole i w domu, jesteśmy namawiani do tego, żeby bardziej skupiać się na tym, co idzie nam źle, niż na tym, co wychodzi dobrze. Więc bywa, że nasze prawdziwe mocne strony odkrywamy późno, często nawet po trzydziestce, gdy po latach pracy i studiów spada na nas olśnienie, że to, co do tej pory robiliśmy, to jednak nie to. Jedni z nas zaczynają wówczas poszukiwać swoich mocnych stron i budować na nich – to jednak zwykle wymaga dużych zmian. Ale inni myślą: „Już za dużo poświęciłem/am czasu i wysiłku, żeby zaczynać od nowa” i, niestety, pozostają w strefie dużego wysiłku, a w najlepszym razie rutyny, średnich rezultatów i coraz mniejszej satysfakcji. Szkoda.

Umiem to jednak zrozumieć.

Ja oczywiście też i na pewno nie czuję się uprawniona do tego, żeby mówić, że tak jest „dobrze”, a tak „źle”. Niemniej czuję żal, że czasem same skazujemy się na poczucie niespełnienia. Pamiętam słowa Stephena Coveya: „Jeśli drabina, po której w życiu się wspinasz, nie jest przystawiona do właściwej ściany, to każdy następny krok przybliża cię coraz szybciej do niewłaściwego miejsca”. Paradoks. Dlatego chciałabym zaapelować do rodziców i nauczycieli, żeby nie skazywali na to samo naszych dzieci. Żeby dawali im przestrzeń do odkrywania i rozwijania tych obszarów, w których są mocne, dobre, które są ich pasją. Niestety, nasz system edukacji raczej nie polega na tym, by iść za uczniem. To raczej uczeń ma się dostosować do programu.

Podczas ubiegłorocznego strajku nauczycieli czytałam na FB opowieści o wspaniałych matematyczkach czy fizykach, którzy, choć uczyli znienawidzonego przedmiotu, to widzieli w uczniach inne talenty – i przepuszczali z klasy do klasy.

Bo pewnie intuicyjnie kierowali się tym, o czym tu mówimy: że w rozwoju ważne są mocne strony, a nie jedynie nadrabianie słabości. Jest taka słynna historia o dziewczynce, której w szkole mówili, że jest niegrzeczna, nadpobudliwa, że coś jest z nią nie tak – aż w końcu rzeczywiście trafiła do psychiatry. I na szczęście właśnie on, obserwując ją, powiedział bardzo znane słowa: „Ona nie jest chora, ona jest tancerką”. Tą dziewczynką była Gillian Lynne, jedna z najwybitniejszych choreografek na świecie i współtwórczyni m.in. musicalu „Koty”. 

Jak mogę się upewnić, co jest moją mocną stroną, na której mogę budować życie?

Jednym ze sposobów jest analiza tego, co robisz zawodowo. Które elementy tej pracy dają ci najwięcej satysfakcji? Które potrafią wprowadzić cię w stan flow? Mówię o aktywności zawodowej, bo ona często staje się tym momentem odkrycia. Istnieją też narzędzia coachingowe, dzięki którym możemy sprawdzić, np. które z określonych kilkudziesięciu „talentów” są nam najbliższe.

A jeśli wyjdzie nam, że naszą jedyną pasją jest, dajmy na to, pływanie kajakiem?

Testy nie są tak precyzyjne. (śmiech) To nie wróżby andrzejkowe, które pokażą ci, kim powinnaś być i co robić. Mówiąc poważnie, dobrze mieć pasję, ale też dobrze jest rozwijać te mocne strony, które zapewnią nam utrzymanie. Nie lubię hasła: work-life balance, bo ono sztucznie oddziela życie od pracy, a przecież praca jest częścią życia i dobrze, gdyby nie była dla nas koszmarem, od którego jedynym wybawieniem jest „piąteczek, piątunio”. Zastanówmy się więc, czemu aż tak lubimy to kajakarstwo? Czy chodzi o przyrodę? Czy może o ryzyko, samodzielność, czujność – coś, co mogę odtworzyć poza rzeką i kajakiem? Znam kogoś, kto przez lata zajmował się zawodowo wspinaczką górską, a dziś pracuje z chorymi onkologicznie. Pozornie nic tych dwu rzeczy nie łączy – a jednak! Podczas wypraw w góry ta osoba największą satysfakcję czerpała z uważnej współpracy z ludźmi, wzajemnego wspierania się w chwilach słabości, pokonywania wyzwań ciała i umysłu. I te same rzeczy znalazła w nowej pracy.

Przełamywanie własnych słabości budzi podziw, a korzystanie z mocnych stron – chyba nie. Mamy nawet takie powiedzenie: „Pójść na łatwiznę”.

To niezwykle oceniające zdanie, w dodatku nie wiadomo, czego ono dotyczy. Czy tego, że ktoś za mało się namęczył przy osiąganiu czegoś fajnego, mądrego albo pożytecznego? Nie mam pojęcia, jak bardzo „męczyła się” noblistka Wisława Szymborska. Mówiła, że wierszy nie pisze się łatwo, ale czy pracowała po 12 godzin na dobę? Nie wiem. Gdyby jednak się okazało, że nie, to czy jej dokonania byłyby mniejsze? Niestety, nasza kultura nie jest kulturą satysfakcji i efektywności, ale męczennictwa. Lekceważymy to, co przychodzi nam łatwo. „Krew, pot i łzy” – wciąż chyba tylko to nas pociąga. Musimy się napocić, namęczyć i napłakać, bo dopiero wtedy czujemy, że zrobiliśmy coś wartościowego. Rezultat może niewielki, ale za to wielkie moralne zwycięstwo! Nie umiem znaleźć w sobie poparcia dla tego. Mam wrażenie, że nie jest to ani potrzebne, ani efektywne, ani zdrowe.

***

Rozmowa z dr Joanną Heidtman ukazała się w „Urodzie Życia” 7/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Sposoby na przewlekły stres
Thibault Debaene 

Psycholog, Joanna Heidtman o naszym napięciu psychicznym: „Same sobie to robimy”

„Wyżej, dalej, szybciej, lepiej”? Zwolnij, bo nie dobiegniesz.
Sylwia Niemczyk
05.07.2019

Pędzimy. W stresie i rozedrganiu, cały czas na pełnej adrenalinie. Od  rana do wieczora, nawet nocą nie umiemy wyhamować. „Tymczasem im dalej  chcemy dobiec, tym bardziej musimy zadbać o mądre rozłożenie własnej energii”, mówi dr Joanna Heidtman, psycholog i coach. Sylwia Niemczyk, „Uroda Życia”: Czy możemy same, bez tabletek i psychoterapii, uwolnić się od ciągłego napięcia i stresu?  Joanna Heidtman: Moje doświadczenie coacha podpowiada mi, że z tym napięciem, rozedrganiem i kotłowaniną myśli możemy walczyć tylko wtedy, kiedy staniemy z nimi oko w oko. Czyli zamiast bezsennie leżeć w łóżku, lepiej wstańmy, weźmy kartkę i wypiszmy wszystko, co mamy w  głowie.  Tyle że wypowiedzenie na głos naszych lęków czy smutków jest bardzo trudne.  Ale dopóki pozostaną niesformułowane, będą wywoływać w nas niepokój. Uzewnętrznienie naszych lęków czy smutków może boleć, ale już po chwili przyniesie ulgę. Poza tym, dlaczego aż tak bardzo boimy się poczuć swój smutek? Czemu uciekamy przed trudnymi uczuciami? To duży błąd, bo jeśli chodzi o emocje, to mamy do wyboru: albo wszystko, albo nic. Nie chcemy czuć smutku, strachu czy złości? OK, to jest możliwe, ale wiąże się z tym, że przestaniemy też czuć radość, entuzjazm czy szczęście. Tutaj nie ma kompromisu.  Skąd się bierze to nasze współczesne rozedrganie nerwów?  Najbardziej oczywistym powodem jest ogromna liczba bodźców, które wołają o naszą uwagę. I ona skacze jak pies za rzucaną piłką – raz tu, raz tam.  Nadmiar informacji może dekoncentrować, ale czemu wywołuje w nas taki stres? Bo jeśli nasza uwaga co chwilę przeskakuje gdzieś indziej, to szybko się męczy. Nie jesteśmy wtedy już w stanie zebrać myśli,...

Czytaj dalej
Adobe Stock

Terapia systemowa, Gestalt czy CTB – czym różnią się najpopularniejsze nurty psychoterapii?

Różne nurty psychoterapii: systemowa, behawioralno-poznawcza, Gestalt, skoncentrowana na rozwiązaniu proponują inny system pracy z pacjentem. Jaką psychoterapię wybrać dla siebie? Zobacz podobieństwa i różnice.
Aleksandra Nowakowska
30.04.2020

Celem każdej terapii jest wyjście z cierpienia czy dyskomfortu, rozwiązanie problemu, z którym przychodzimy do gabinetu oraz rozwój osobisty. W efekcie mamy wieść lepsze życie, zgodne z własnym potencjałem. Droga do tego miejsca może być różna. Terapie Gestalt i systemowa sięgają do przeszłości. To nurty, które zakładają, że nieuświadomione przeżycia z dzieciństwa oraz powiązania rodzinne uniemożliwiają nam kontakt ze sobą i hamują życiową sprawczość. Przeszłość jest źródłem obecnych problemów, więc trzeba rzucić na nią światło świadomości.  Natomiast terapia skoncentrowana na rozwiązaniach  oraz terapia behawioralno-poznawcza koncentrują się na przyszłości i szybkich skutecznych sposobach, żeby znaleźć się w okolicznościach, których pragniemy. Służą temu wszelkie zasoby (zarówno wewnętrzne, jaki i zewnętrzne), które już posiadamy, a także dość prosta zmiana myślenia. Terapia Gestalt – teraźniejszość to echo przeszłości Jest nurtem terapii humanistycznej, egzystencjalnej. Twórcą tej metody był Frederick Perls, niemiecki lekarz, psychiatra i psychoanalityk, który twierdził, że w teraźniejszości odczuwamy zarówno przeszłość, jak i przyszłość, a w pracy terapeutycznej najważniejsze jest poszerzanie świadomości poprzez odkrywanie, co leży u źródła kryzysów. Przyczyn kryzysu terapeuta Gestalt często szuka w dzieciństwie, ponieważ według Perlsa niezaspokojenie  w pierwszych latach naszego życia takich potrzeb jak miłość, akceptacja czy autonomia, hamuje pełne doświadczenie siebie – kontakt z własnymi uczuciami i samopoznanie. W efekcie doświadczeń z dzieciństwa wykształcają się w nas nawykowe reakcje. A to prowadzi do dezintegracji osobowości. Terapeuci Gestalt uważają, że to, co sobie uświadamiamy,...

Czytaj dalej
choroby psychosomatyczne
Adobe Stock

Praca ponad siły, stres, pośpiech. Nasz styl życia funduje nam choroby psychosomatyczne

Nawet dziesięć na sto dolegliwości, z którymi zgłaszamy się do lekarzy, ma podłoże psychosomatyczne. Nie łagodzą ich farmaceutyki, ale otwarta rozmowa z lekarzem i umiejętne radzenie sobie ze stresem.
Katarzyna Podhorecka
12.06.2020

Lekarze zazwyczaj bardzo nie lubią pacjentów z objawami psychosomatycznymi. Z prostej przyczyny – że zwykle nie wiedzą, jak im pomóc. Dlatego bywa, że chorzy z dolegliwościami psychosomatycznymi są traktowani w gabinetach lekarskich jak hipochondrycy, którzy próbują skupić na sobie uwagę, opowiadając o swoich wyimaginowanych dolegliwościach. Albo jeszcze gorzej: jak zwykli naciągacze, którzy próbują wyłudzić zwolnienia lekarskie. Lekarze w takiej sytuacji na odczepnego przepisują suplementy diety w nadziei, że pacjentowi „przejdzie samo”, albo że zmienią lekarza – problem w tym, że ludzie, którzy zmagają się z objawami psychosomatycznymi, nie symulują! Oni naprawdę odczuwają fizyczny ból i potrzebują pomocy.  – Najczęściej to ból głowy, brzucha, stawów, częste są także bóle w klatce piersiowej, duszności albo uporczywy kaszel, omdlenia, uczucie kołatania serca, zawroty głowy – wymienia dr Anna Plucik-Mrożek, specjalistka chorób wewnętrznych z Centrum Medycznego Medicover w Warszawie i dyrektor Fundacji Exercise is Medicine Polska. Rzadziej, ale zdarzają się też szumy uszne czy pogorszenie widzenia. Osobom, które pracują głosem, z powodu nadmiernego napięcia zdarza się go stracić. Muzykom z niewyjaśnionych przyczyn sztywnieją nadgarstki.  Jeszcze inni pacjenci nie mają konkretnych dolegliwości, ale tracą apetyt, od rana czują się wyczerpani, a wieczorem nie mogą zasnąć. Tym, co łączy ich wszystkich, jest źródło dolegliwości – czyli emocje, najczęściej przewlekły stres, którego doświadczają w związku z pracą czy sytuacją rodzinną.  – To wcale nie musi być traumatyczne przeżycie, np. nieuleczalna choroba kogoś bliskiego czy utrata pracy – mówi dr Izabela Pawłowska, psycholog zdrowia,...

Czytaj dalej