Wielkanoc w czasach pandemii. Jakie będą te święta?
Adobe Stock

Wielkanoc w czasach pandemii. Jakie będą te święta?

Nie udawajmy, że nie jest ciężko. Bo jest. Trudne są ograniczone kontakty, ale naprawdę warto zostać w domu  – mówi psycholog Dorota Szymczak.
Aleksandra Nowakowska
10.04.2020

Jak z perspektywy gabinetu psychologicznego po miesiącu izolacji społecznej wyglądają rodziny?  Rodzice bywają wieczorami tak zmęczeni, jak nigdy dotąd. Małe dzieci zadają trudne pytania, bo boją się o życie dziadków. Nastolatki buntują się przeciw restrykcjom. Pewne więzi w bliższej i dalszej rodzinie się aktywują, bo martwimy się o siebie nawzajem. Na światło dzienne wychodzą problemy w związkach. Jakie będą w tym roku święta? 

Aleksandra Nowakowska: Jak pandemia wpływa na rodziny? 

Pandemia przeszyła wszystkie rodziny na wskroś. Niezależnie od tego, co było tematem dotychczasowych sesji, rozmawiamy teraz z klientami o tym, jak izolacja wpływa na uczucia ich oraz najbliższych. Tego tematu nie da się pominąć, bo ludzkie emocje zostały przez pandemię całkowicie przejęte. Można powiedzieć, że żyjemy w stanie wojennym. Wszystko nam się zmienia – życie rodzinne, realia zawodowo-finansowe. I tym nowym wyzwaniom musimy sprostać.

Jednym z nich jest to, że większość rodzin przebywa teraz ze sobą 24 godziny na dobę.  

Tak. Rodzice muszą przez całe dnie opiekować się dziećmi, a są przyzwyczajeni do codziennej pomocy pracujących w przedszkolach i szkołach pedagogów. To nie są wakacje. Rodzice pracują w trybie home office a dzieci, nawet przedszkolaki, dostają zadania domowe do wykonania. Dzieciom, zwłaszcza, we wczesnych klasach podstawówki trzeba dużo pomagać w lekcjach. Jeśli do tego dochodzi praca zdalna oraz codzienne domowe obowiązki, wieczorem tacy rodzice są zmęczeni jak nigdy dotąd. A jeśli mają dzieci z trudnościami rozwojowymi – na przykład rozkojarzone czy nadpobudliwe – zostali teraz z nimi zupełnie sami.

Inni nadal wychodzą do pracy, nawet mając dzieci w wieku szkolnym, ponieważ boją się straty źródła utrzymania. 30 i 31 marca sporo klientów powiedziało mi, że dostało wypowiedzenie albo, że spotkało to partnera. Patrząc się na świat z okna mojego gabinetu, było mnóstwo zwolnień. W oczach ludzi zobaczyłam strach – stracili pracę bez możliwości odzyskania jej przez najbliższe miesiące, a może nawet nigdy. Część z nich ma pełną świadomość, że w ich branży nie mają teraz szans na zarobki. Wszyscy dość nagle przekonaliśmy się, że życie może znaleźć się w niebezpieczeństwie, a nie każdy z nas ma opanowane sposoby radzenia sobie z lękiem. Widzę to u moich klientów, są tacy, którym śni się, że się duszą. Sporo osób ma stany nerwicowe w postaci bólów w klatce piersiowej. To nie jest jeszcze nerwica, ale pojedyncze ataki o podłożu psychosomatycznym, związane z lękiem o życie swoje i bliskich. 

Wszyscy – i rodzice, i dzieci – mierzymy się ze stresem i wielką niewiadomą.

Tak, to wpływa na całe rodziny, na to, jak się czujemy. Na początku izolacji przeżywaliśmy coś w rodzaju radości z powodu przerwy od pracy i nauki. Przez pierwszy tydzień w większości szkół nie było nauki zdalnej ani nawet prac domowych, firmy też musiały zorganizować sobie pracę na odległość. Przez chwilę mieliśmy wolne, ale zaraz potem wraz ze wzrostem zakażeń zaczął narastać lęk. Również u dzieci – o to, że rodzice albo dziadkowie zachorują. One przecież wiedzą o zagrożeniu, bo słyszą wiadomości, rozmowy rodziców czy starszego rodzeństwa. Na co dzień w domach małe dzieci teraz pytają: „Czy babcia umrze?”, „Jeśli tata chodzi do pracy, to czy może się zarazić? Boję się o niego”, „A jak zachorujecie, co się ze mną stanie, zostanę sam w domu?”. I rzeczywiście rodzicom trudno jest z nimi o tym rozmawiać.

Jednak to jedyny sposób, żeby je uspokoić.

Trzeba rozmawiać, ale nie ma na to jednej recepty. Na pewno nie można lekceważyć lęku, tylko usiąść z dzieckiem, uważnie je wysłuchać i szczerze odpowiedzieć na pytania – zgodnie z prawdą, dostosowując język do wieku dziecka. Warto przekazać im tę najważniejszą w tej chwili informację, że teraz na świecie dzieje się coś, co jest niebezpieczne – że to zagraża nawet życiu najbliższych.

Jakich błędów wobec dzieci lepiej nie popełniać?

Rodzice często rozmawiają o sprawach dzieci, ale nie z dziećmi. Kiedy pada trudne pytanie, zmieniają temat, a dziecku trzeba dać do zrozumienia, że je słyszymy. Ono martwi się o zdrowie mamy, taty, dziadka. Ale jednocześnie potrzebuje uspokojenia. Można mu je zapewnić, mówiąc że, robimy wszystko, żebyśmy byli zdrowi – myjemy ręce, zdrowo się odżywiamy, zostajemy w domu, nie odwiedzamy dziadków, ale pomagamy im, robiąc zakupy, żeby bezpiecznie siedzieli w domach. Wtedy dzieci łatwiej zrozumieją ograniczenia, które je dotknęły. Bo przecież one też je mają – nie mogą teraz bawić się na swoich placach zabaw z kolegami, wyjść z mamą i tatą na zakupy, jeździć na rowerze, odwiedzić babcię w sobotę. Łatwiej też zrozumieją, że w tym roku w święta nie będziemy mogli spotkać się z dziadkami.

Nastoletnim dzieciom jeszcze trudniej jest zaakceptować restrykcje z powodu koronawirusa. Są w przecież na etapie życia, kiedy niezwykle ważna jest grupa rówieśnicza, kiedy potrzebują się buntować i są egotyczne.

One też potrzebują zrozumieć, po co te restrykcje – że tak naprawdę to jest poświęcenie własnej wolności, własnego komfortu dla dobra społeczeństwa, dla życia innych ludzi. Nastolatki, izolując się w domach, nie zauważają, że to wpływa na ich zdrowie, oni tym się nie martwią, zwłaszcza że nie są w grupie największego ryzyka. Dlatego trzeba im wytłumaczyć, że na ich pozostawaniu w domu zyskuje społeczeństwo, bo dzięki temu wirus się nie rozprzestrzenia. Uświadomić, że to dla dobra starszych osób mają podporządkować się tym wszystkim regułom i zasadom. Nastolatkom można wyjaśnić, że w życiu tak czasem bywa – pomimo tego, że czuje się jak uwięziony, bo nie może spotkać się z kolegą albo dziewczyną, nie warto tego robić, bo to jest niebezpieczne dla innych.

Wiem, że dzieci na początku zarządzonej kwarantanny bardzo się buntowały. Złościły się, kiedy rodzice mówili: „Nie wyjdziesz”. Rodzice już nie mieli siły po raz kolejny im tego wyjaśniać. W tej trudnej sytuacji izolacji młodzież na szczęście ma swoje media społecznościowe, dzięki którym komunikuje się z kolegami i koleżankami. I teraz pewne więzi tą drogą się zacieśniają. Zauważyłam, że dzieciaki częściej komunikują się też z członkami dalszej rodziny – babciami, wujkami. Dzwonią, piszą do tych osób, które mogą im poświęcić czas i porozmawiać na przykład o tym, że nauczyciele dużo zadają. To jest akurat fajne.

Co bywa trudniejsze?

Pandemia silnie oddziałuje na rodziny po rozwodzie, bo bywa, że nastolatki rozgrywają, u którego rodzica będą siedziały w domu. Często chcą być tam, gdzie mają więcej luzu albo mówią: „Jak mi nie pozwolisz spotkać się z przyjaciółką, pójdę do taty, on mi pozwoli”. Dzieje się tak zwłaszcza w tych rodzinach, w których rodzice konkurują o to, żeby nastolatek u nich mieszkał. Rywalizują, kto jest lepszym rodzicem i próbują dziecko do siebie przyciągnąć różnymi atrakcjami. Podczas pandemii tacy rodzice, często skłóceni, dzwonią do siebie, aby ustalić, że oboje nie pozwalają jednak na wyjścia i żadne z nich nie ustąpi.

Czyli pandemia, izolując nas od siebie, jednocześnie aktywuje pewne kontakty w rodzinie?

Na pewno zwiększa ilość pewnych interakcji, bo musimy rozwiązywać nowe problemy i trudne kwestie z ludźmi, z którymi nie mieliśmy dobrego czy częstego kontaktu. Zacieśniają się też więzi z bliższą i dalszą rodziną, bo martwimy się o siebie nawzajem. Dzieci w podstawówce, takie do 12 roku życia, częściej teraz rozmawiają z rodzicami niż rówieśnikami, bo nie mają jeszcze wykształconych metod komunikowania się z tymi ostatnimi.  Dziesięciolatek szybciej zadzwoni do babci niż do kolegi z klasy. Teraz możemy podziękować producentom gier sieciowych, ponieważ podczas pandemii jest to sposób na wspólną zabawę i dzieciaki z niego korzystają. Godzina spędzona na graniu daje kontakt z kolegą. Dzieci w tym wieku nie mają tak dużej potrzeby rozmawiania tylko bawienia się razem.

Z jakimi jeszcze problemami rodzinnymi zmagamy się podczas izolacji?

Znaczące rzeczy dzieją się w rodzinach, kiedy jedno z partnerów lub oboje bardzo dużo pracowali i przebywali poza domem, i z tego powodu prawie wcale się nie widzieli. Jeśli przed pandemią zarysował się już jakiś powolny kryzys, to teraz staje się widoczny. Nie da się już go ukryć pod zapracowaniem. Kiedy partnerzy siedzą razem w domu, jak pod lupą widać, że jednak coś nie jest okej. Nie można już udawać, że jesteśmy dobrym małżeństwem. Teraz też widać wyraźnie, na kim spoczywają domowe obowiązki – jedno uwija się między kuchnią a salonem, gdzie pracuje, a drugie po skończonej pracy zostaje z nosem w swoim laptopie i nie rozmawia z nikim w rodzinie. Na sesjach słyszę teraz, jak kobiety się na to skarżą.

Pandemia pokazała niektórym parom i rodzinom, że nawet gdy mamy dla siebie czas i jesteśmy tuż obok siebie, nie komunikujemy się ze sobą. Prawdopodobnie po pandemii będzie mnóstwo rozwodów. Często się teraz zdarza, że na sesjach przerywamy dotychczasową pracę nad emocjami danej osoby, bo ważniejsze staja się teraz uczucia związane z relacją. Izolacja pokazała, co jest w związkach i rodzinach niesprawiedliwe i gdzie nie jesteśmy dogadani.

W tym roku zostaniemy na święta w swoim domach. Co to będzie za czas?

W każdej rodzinie święta przebiegną trochę inaczej. W wypowiedziach niektórych osób czuję ulgę. Spędzenie świąt tylko z partnerem i dziećmi postrzegają jako odpoczynek, czują się zwolnieni z obowiązków rodzinnych.  Najgorzej będą cierpiały osoby samotne, na przykład babcia, która co roku czeka aż dzieci i wnuki przyjadą na święta, ale nie tylko – studenci w akademikach, młode osoby, które wyjechały i poza domem podjęły pracę, wynajęły mieszkanie. Jeśli nie będą mogły pojechać do rodziców, będą się czuły okropnie, a rodzice też będą tęsknić. Myślę, że w te święta nie warto udawać, że się nic nie dzieje i że nie jest ciężko. Jest. To będzie trudne. Trudny jest ten ograniczony kontakt z najbliższymi, ale naprawdę warto zostać w domu.

Dorota Szymczak: psycholog, psychoterapeuta. Pracuje zgodnie z zasadami szkoły integracyjnej. Stosuje między innymi: terapię psychodynamiczną, terapię poznawczo-behawioralną CBT, terapię systemów dla rodzin. Prowadzi psychoterapię osób dorosłych, młodzieży i dzieci w wieku szkolnym.
http://www.terapiazacisze.pl/dorota-szymczak

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
kwitnące drzewa
Adobe Stock

Afirmacje na czas pandemii. Jak uspokoić umysł pozytywnym myśleniem?

Korzystanie z afirmacji jest jednym ze sposobów zmiany myśli. Pozytywne sformułowania pomagają skoncentrować się na tym, jak chcemy się czuć niezależnie od okoliczności.
Aleksandra Nowakowska
06.04.2020

Skuteczność afirmacji zależy od tego, czy nasz umysł oceni je jako realistyczne i autentyczne. Nie ma sensu powtarzać sobie „Jestem spokojna i radosna”, jeśli tak naprawdę nie możemy przestać się zamartwiać i czujemy napięcie. W tym przypadku lepiej jest zaakceptować swój stan, poczuć emocje, które się pojawiają, a następnie przekierować myślenie na to, jak chcemy się czuć, myśleć i jak się zachowywać. Poniżej proponujemy zdania, które mogą okazać się pomocne podczas pełnej stresu i niepewności pandemii. Koncentruję się na teraźniejszości, istnieje tylko dzisiaj. Wybieram optymizm. Robię, co mogę, aby pozostać zdrowym fizycznie i emocjonalnie. To też minie. Poradzę sobie z tym. Koncentruję się na tym, co mogę kontrolować, a resztę odpuszczam. Akceptuję lęk. Jestem dla siebie wyrozumiały. Mogę być jednocześnie przestraszona i odważna. Jeśli będzie mi trudno, poproszę o pomoc. Moje uczucia nie będą trwać wiecznie. Zawsze mogę znaleźć coś, za co jestem wdzięczna. Robię sobie przerwę od zamartwiania. Mogę liczyć na wsparcie innych. Nie jestem sam. Polegam na sile wyższej. Pozwalam sobie odpocząć. Jestem silniejszy, niż myślę. Afirmacje mają największą skuteczność, gdy korzystamy z nich regularnie, ponieważ przyzwyczajają mózg do nowego sposobu myślenia. Zapisz je na przykład w telefonie albo na kartce na biurku, by mieć je zawsze pod ręką i sięgnąć po nie w chwili narastającego stresu. Afirmacje można powtarzać kilka razy dziennie w myśli lub cichym głosem, czytać je lub pisać. 

Czytaj dalej
kobieta przed laptopem

Inteligentni, wrażliwi, kreatywni... Kto w izolacji nudzi się najbardziej?

Pandemia spowodowała, że świat się zatrzymał. Dawne aktywności są nie tylko niemożliwe do wykonania, ale i straciły na znaczeniu, a my coraz bardziej popadamy w stagnację.
Aleksandra Nowakowska
03.04.2020

Myślisz szybko i irytuje cię, że inni nie nadążają za tobą? Masz wrażenie, że widzisz więcej, bywasz więc krytyczny i zdarza ci się coś ostro skomentować? Dzielisz włos na czworo, zamiast poprzestać na uproszczeniach albo ponieść się fali uczuć? Działasz według schematu – wszystko albo nic, choć czujesz, że takie perfekcjonistyczne podejście osłabia? Czasem tak przytłacza cię ogrom napływających informacji, że codzienne czynności to dla ciebie zbyt wiele? Twoje życie to wieczny rollercoaster, ponieważ potrzebujesz nieustannych bodźców? Najbardziej na świecie boisz się nudy? Funkcjonujesz między hiperaktywnością a spadkami energetycznymi? Często boisz się, ale nie wiesz dlaczego? Jeśli chociaż na część z tych pytań odpowiedziałeś twierdząco, należysz do ludzi określanych jako nadinteligentni, ludzi o nadwydajności mentalnej i wysokiej wrażliwości. Kwarantanna jest dla ciebie wyjątkowo trudna, ponieważ twój mózg ma mniejszą tolerancję na odosobnienie. Nietypowe IQ Nadinteligentni to typ ludzi, który szczególnie intensywnie postrzega i odczuwa wszystkie elementy zarówno świata materialnego, jak i relacji międzyludzkich. Powoduje to nieustanne pobudzenie emocjonalne, które jest źródłem lęku – to czyni bardziej kruchym i podatnym na zranienie. Myśląc o hiperinteligentnych ludziach, należy nie mylić inteligencji z osiągnięciami a kompetencji z sukcesem. Ich IQ jest wyższe nie pod względem ilościowym, ale jakościowym, oznaczającym szybsze rozumienie, analizowanie, zapamiętywanie oraz przenikliwość. To, paradoksalnie, może powodować cierpienia i porażki, bo jest niedostosowane do ogólnie powszechnych standardów. Nadinteligentni ludzie myślą intensywniej i czują pięcioma zmysłami, ich receptywność emocjonalna jest ponadprzeciętna. Te zasoby mogą stać się siłą...

Czytaj dalej