Relacja matka i córka. Narcystyczne matki niszczą psychikę swoich córek – mówi psycholog
Unsplash

Relacja matka i córka. Narcystyczne matki niszczą psychikę swoich córek – mówi psycholog

Gabinety terapeutyczne pełne są córek, które chronią wizerunek swoich narcystycznych matek. Dlaczego? O relacji matka i córka opowiada psychoterapeutka Agnieszka Iwaszkiewicz.
Karolina Morelowska-Siluk
01.11.2020

Relacja matka i córka nigdy nie jest łatwa. Chociaż zdaniem psychologów to jest jedna z najsilniejszych więzi (a często po prostu: najsilniejsza), jakie tworzymy w życiu, to nie zawsze jest to relacja zdrowa. Córki narcystycznych matek nieraz przez całe życie zmagają się z poczuciem, że zawiodły swoją matkę, nie spełniły jej oczekiwań, że są od niej gorsze i nie zasługują na jej miłość.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Matka kontra córka

Karolina Morelowska-Siluk: Kulturowy przekaz jest jednoznaczny: matka kocha, troszczy się, otacza opieką. Tymczasem rzeczywistość bywa zupełnie inna. Są matki, które skupiają się na sobie, swoich ambicjach, niespełnionych potrzebach. Dziecko nie jest na pierwszym, a nawet na drugim czy trzecim planie. To matki narcystyczne.

Agnieszka Iwaszkiewicz: Przekaz kulturowy rzeczywiście rysuje obraz macierzyństwa idealnego, pełnego wzniosłych uczuć, wolnego od niechęci czy obojętności wobec dziecka. Wiele kobiet próbuje mu sprostać. Jednak poza przekazem kulturowym jest jeszcze przekaz, który nazwałabym pokoleniowym, który z tym ideałem może nie mieć nic wspólnego. Kobieta w swojej rodzicielskiej roli może być dość silnie zdeterminowana obrazem własnej matki. I wtedy jej macierzyństwo może znacznie odbiegać od kulturowego wzorca.

Czyli toksyczny wzorzec z powodzeniem ciągnie się przez kolejne pokolenia.

Tak. Zdarza się, że narcystyczne matki wychowują narcystyczne córki.

Matka narcystyczna to jaka?

Może się wydawać, że to wyłącznie taka kobieta, która nie widzi niczego i nikogo poza sobą. Niekoniecznie. Bywają różne odmiany i wersje narcystycznych matek. 

Jedna z nich to taka matka, która skupia się bardzo intensywnie na swojej córce, ale robi to w specyficzny sposób. 

To znaczy?

Córka ma wypełnić jej pragnienia. Te jawne, na przykład: musi być grzeczna, posłuszna albo ma za zadanie zrobić karierę, bo wtedy matka czuje się dobrym rodzicem. I te, których matka nie jest świadoma. Swoje rozmaite życiowe niespełnienia przenosi na dziecko. Córka ma ją niejako „nakarmić”. Przez to staje się narzędziem, dzięki któremu matka osiąga swój psychiczny dobrostan, cokolwiek on znaczy. Dziecko jest po to, aby matka czuła się dobrze. Jest ona wtedy bardzo skoncentrowana na swojej córce, aby ta „właściwie” wypełniła jej plan. 

Jakkolwiek to zabrzmi, dziecko w takiej sytuacji, nieświadome, co naprawdę się dzieje, zamiast czuć się „używane”, może poczuć się wyjątkowe. 

Co dzieje się z dziewczyną, która jest narzędziem w rękach matki?

Jak już wspomniałyśmy, albo wyrasta narcystyczna następczyni, czyli kobieta, którą inni mają zaspokajać, albo kobieta – i tak dzieje się często – kompletnie zależna od swojej matki. Mimo że oddziela się od niej fizycznie, nie jest w stanie odciąć się od jej oczekiwań i robi wszystko, aby zdobyć tę rzadko osiągalną i nietrwałą akceptację. Psychicznie tkwi przy matce. Nie jest w stanie pójść własną drogą. Non stop przystaje, odwraca się i weryfikuje, czy jej zachowanie, postawa, wybór, osiągnięcie zadowolą matkę. Czy dobrze gotuje, sprząta, czy ma odpowiednią pracę, aż w końcu czy jest dobrą córką. Nie może żyć własnym życiem, bo każdy ruch filtruje przez to, co powie mama. W obu przypadkach widać tę pułapkę, którą zastawia matka na dziecko, skupiając się na nim, ale we własnym celu. 

Inny typ narcystycznej matki to rzeczywiście ta, która skoncentrowana jest na sobie w taki sposób, że nie może zobaczyć dziecka. Nie widzi, jakie ono jest, czego potrzebuje. Zaniedbuje jego potrzeby. Nie robi tego we frywolny sposób, ulegając dorosłym uciechom. Jest po prostu nieustająco skupiona na swoim wewnętrznym procesie, na tym, co rozgrywa się w obrębie jej psychiki. Nie jest w stanie stworzyć przestrzeni, aby do swojego świata wpuścić drugiego człowieka, w tym przypadku córkę.

A co dzieje się z taką dziewczynką?

Przede wszystkim może mieć zaburzone odczuwanie siebie. W psychologii opisany jest taki mechanizm, który instynktownie stosuje każda „zdrowa” matka. Mechanizm odzwierciedlania. To znaczy matka jest lustrem dla dziecka, kiedy nie ma ono jeszcze wykształconego systemu pozwalającego nazywać mu przeżywane stany psychiczne. Więc robi to za nie matka. Mówi: „Skaleczyłaś się, więc cię boli”, „Nie udało ci się zbudować z klocków wieży, płaczesz, bo jesteś zła”, „Jesteś głodna, mama za chwilę da ci jeść”. To są właśnie odzwierciedlenia. 

Są matki, które tej funkcji nie są w stanie pełnić. Mówi się o nich, że są jak puste lustra. To znaczy w oczach, gestach, słowach matki dziecko nie może się odnaleźć, nie może zobaczyć ani siebie, ani swojego stanu psychicznego, ani miłości czy zachwytu matki. Dziecko „nieodzwierciedlane”, mówiąc obrazowo, nie czuje, że istnieje.

A jaka jest, co czuje dorosła już kobieta, która w dzieciństwie „nie istniała”?

Może być mądra, zdolna, ale w środku i tak czuje się bardzo niepewna, nie wierzy w siebie, nie ma wykształconej spójnej tożsamości, bywa zmienna, nie zna siebie i nie umie siebie „opisać”, podświadomie zabiega o bycie wreszcie zauważoną. Szuka się w oczach innych ludzi. To są kobiety, które naprawdę cierpią psychicznie, często się samookaleczają, mają skłonności do ryzykownych zachowań, uzależnień, nie umieją tworzyć trwałych relacji, są wśród nich anorektyczki. 

Wydaje mi się, że narcyzm matek w odniesieniu do córek zwykle lokalizuje się w konkretnych obszarach.

Często dotyczy obszaru ciała. Jego wyglądu. To znaczy córka ma podobać się matce. Czasem oznacza to, że ma być piękna, zadbana, zgrabna, szczupła, a czasem wręcz odwrotnie – wszelkie przejawy koncentrowania się córki na urodzie, ciele, kobiecości są przez matkę ganione, piętnowane. 

Bliskim ciału obszarem jest także jego „produkt”, czyli dziecko, w tym przypadku wnuk. Dlatego macierzyństwo córek także bywa polem „walki” dwóch bliskich sobie kobiet. Narcystyczna matka „nie lubi” momentu, w którym jej córka zaczyna mieć własne życie. Wtedy matka zaczyna protestować.

Obraża się, bo traci kontrolę?

I wyznacza karę. Może nią być wycofanie wszelkich przejawów akceptacji, nawet jeśli córka nadal stara się wypełniać plan. Może być nią manipulacja córką, szantażowanie jej; matka mówi na przykład: „Rozchoruję się przez ciebie”, „Co ty mi robisz?” albo „Jeśli pojedziesz na święta do jego rodziców, nie zobaczysz mnie więcej”.

Bardzo często jest tak, że dorosłe kobiety uwikłane w niezdrową relację z matką, mają ogromny problem, aby same przed sobą przyznać otwarcie: „Ona jest zła, była i jest złą matką”. Dlaczego to tak bardzo trudne? Dlaczego to temat tabu dla nas samych?

Po pierwsze to trudne, bo często te zawładnięte, zmanipulowane kobiety tego zła nie widzą! Wręcz przeciwnie – wierzą, że matka jest dobra, tylko to z nimi jest coś nie tak. Córki narcystycznych matek są często latami „indoktrynowane”, słyszą wciąż: „Poświęcam się dla ciebie”. „Wysłałam cię na kurs angielskiego”, „Jeździłaś na wspaniałe wakacje”, „Dla ciebie nie zostawiłam twojego okropnego ojca”, albo „Dla ciebie po śmierci ojca z nikim się już nie związałam”, „Dla ciebie zrezygnowałam z siebie”. Z takiej matni ciężko się wyrwać. Te dorosłe córki żyją w iluzji, że miały dobre matki. I nie chcą nawet dostrzec, że to iluzja.

Ale znam kobiety, które to dostrzegają, jednak nadal trwają w tej relacji.

Owszem, są też córki, które widząc, rozumiejąc intelektualnie, że matka nie jest dobra, na poziomie emocji chronią jej wizerunek. Iluzja jest im potrzebna.

No właśnie, po co?

Gabinety terapeutyczne pełne są kobiet, które budują obronny mur dla swoich matek, choć terapeuta próbuje pokazać im ich inne oblicze. Robią to, bo przyznanie przed samą sobą: „Moja matka jest zła” to ogromne wyzwanie. Ono w pierwszym momencie niejako burzy podstawy psychicznego funkcjonowania, odbiera poczucie bezpieczeństwa, wyzwala ogromne poczucie winy: „Matkę trzeba kochać i szanować”, podważa korzenie i uderza także w poczucie kobiecości. Świat wali się na wielu płaszczyznach, bo relacja między dwoma kobietami – relacja córki z matką – silnie determinuje tożsamość tej pierwszej. 

Kwestionując kobietę – matkę, kwestionujemy też często siebie. Siła płci odgrywa tu dużą rolę, choć zwykle nie zdajemy sobie z tego sprawy. Ponadto konfrontacja z tym, jaka naprawdę była i jest moja matka, często automatycznie pociąga za sobą konfrontację z tym, jaką ja sama jestem matką. A tego też czasami się boimy. 

Czyli „zahaczenie” o matkę może być jak domino, przewracają się kolejne składowe nas samych?

Uderzając w matkę, musimy dotknąć siebie. Nie da się inaczej. I wtedy trzeba zacząć budować siebie na nowo. Każdy człowiek boi się takich ruchów, bo czuje, że czekać go będzie prawdziwa batalia. 

Więc, aby jej nie stoczyć, córki dzwonią do swoich złych matek, opiekują się nimi, spędzają z nimi święta, nazywając te działania moralnym obowiązkiem?

Może być to ucieczka przed konfrontacją, bo tak jak powiedziałyśmy, jest ona bolesna. Czasami rzeczywiście poczucie moralności nam to nakazuje. Tu także kłania się przekaz kulturowy, bardzo silny w Polsce, dzieci muszą opiekować się rodzicami, to ich obowiązek.

Ale przecież to boli. Kiedy ktoś nas krzywdzi, powinniśmy się od niego odciąć.

Nie jestem zwolenniczką zrywania kontaktu z matką, choć oczywiście czasem nie ma innego wyjścia. Fizyczna separacja od obiektu wywołującego ból, choć czasem jest niezbędna, w tym przypadku raczej nie załatwia całej sprawy. 

Narcystycznej matki nie ma sensu odrzucać, bo ona i tak będzie wracać, trzeba ją więc „przepracować”. Ułożyć się z nią. Znaleźć jej dobrą część, znieść ambiwalencje wobec niej, niechęć i chęć, zrozumieć swoją ciągotę do niej, inaczej ułożyć relacje, dojrzeć. To daje szansę na wyjście z emocjonalnej pętli lub psychicznego cierpienia. W nowym filmie Pawła Łozińskiego „Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham” pokazana jest nietypowa terapia pary: matki i córki właśnie. Taka droga do siebie dwóch kobiet, na którą obie świadomie się zdecydowały, której towarzyszy psychoterapeuta, to rozwiązanie idealne. Choć często widzę dziś, że kobiety, na przykład na forach internetowych, doradzają sobie wzajemnie agresywne rozwiązania: „Wyrzuć ją”, „Nie otwieraj drzwi”, „Nie odbieraj telefonu, w końcu przestanie dzwonić”.

Nie przestanie. Choćby w naszej głowie.

Nie przestanie. Pojawi się w poczuciu winy albo bardzo chwilowym i złudnym poczuciu ulgi, czasem triumfu. 

To wszystko nie są zachowania, które prowadzą nas do psychicznego dobrostanu czy harmonii. Charakter tej więzi może mieć coś ze współuzależnienia. Niby można odejść, ale zaraz szybko wraca się z lęku o przeżycie swoje i matki. Poza tym konfrontacja z matką ma dwa wymiary. Trzeba skonfrontować się z matką realną, czyli kobietą, która jest obok nas, ale także z matką, która jest obiektem wewnętrznym, czyli pewnym aspektem psychicznym, jaki nosimy w sobie. Ten aspekt to część naszej psychiki, warto więc się z nim uładzić. 

Bo on nie zniknie nawet jeśli nie odbierzemy telefonu od matki zewnętrznej?

Nie zniknie. Jest ciągle w nas. Telefon od wewnętrznej matki nie przestanie dzwonić ot tak, sam z siebie. Musimy kable pospinać na nowo. Ale to da się zrobić. 

A efekt jest nie do przecenienia. Odzyskujemy siebie i swoje życie. Być może po raz pierwszy oddychamy lekko…

Agnieszka Iwaszkiewicz– psychoterapeuta oraz superwizor, prowadzi terapię w warszawskim Laboratorium Psychoedukacji.

***

Rozmowa z Agnieszką Iwaszkiewicz ukazała się w „Urodzie Życia” 05/2016

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Jak pomóc osobie z depresją?
Adobe Stock

Toksyczna matka może naznaczyć psychikę córki na całe życie

Relacja matka-córka to jeden z najczęstszych tematów w gabinetach terapeutycznych. Dorosłe córki cierpią, ale często nie potrafią mówić o tym otwarcie. Więź dorosłej córki z matką może utrudniać życie.
Karolina Morelowska-Siluk
23.09.2020

Gabinety pełne są kobiet, które budują obronny mur dla swoich matek, choć terapeuta próbuje pokazać inne oblicze ich matki”, mówi Agnieszka Iwaszkiewicz, psychoterapeutka. – „Robią to, bo przyznanie, powiedzenie głośno przed samą sobą: »Moja matka jest zła«, to ogromne wyzwanie. Ono, w pierwszym momencie, niejako burzy podstawy psychicznego funkcjonowania, odbiera poczucie bezpieczeństwa i wyzwala ogromne poczucie winy, podważa korzenie, uderza także w poczucie kobiecości. Świat wali się na wielu płaszczyznach, bo relacja między dwoma kobietami – relacja córki z matką, silnie determinuje tożsamość tej pierwszej. Kwestionując kobietę – matkę, kwestionujemy też często siebie”, dodaje. Krytyka, a naśladowanie Z badań wynika, że istnieje powiązanie między poczuciem spełnienia, zadowoleniem kobiet w dorosłości a tym, jak oceniają one swoją relację z matką: czy to ocena pozytywna, czy raczej negatywna. Matka jest pierwszym wzorem do naśladowania, obiektem do identyfikacji dla dziewczynki, a potem kobiety. Córki swoją dorosłość, bycie kobietą, matką, żoną często budują albo na podobieństwo, albo w opozycji do matek. Sporo jest też w tych relacjach rywalizacji. W ujęciu psychoanalitycznym bowiem matka i córka są w rodzinie naturalnymi rywalkami o ojca. To jest niejako wpisane w ich relacje. Zatem temu związkowi od samego początku towarzyszą intensywne emocje. To niesamowicie silna, naznaczająca więź. Judith Arcana, amerykańska pisarka, autorka m.in. dwóch książek dotyczących tematu macierzyństwa przeprowadziła wywiady ze 120 kobietami. Córki, w przeważającej części, były krytyczne w stosunku do swoich matek i bardzo wiele energii wkładały w to, by być inne niż one, a mimo to – nie zdając sobie sprawy – naśladowały je… Siła i specyfika tej więzi...

Czytaj dalej
relacja matka-córka
iStock

Matka i córka: najważniejsza więź w życiu. I najtrudniejsza

O tym, jak budować tę najważniejszą więź w życiu, która łączy dwie kobiety, i o tym jak zwracać uwagę, aby nie ranić, mówi psychoterapeutka Anna Zarzycka.
Karolina Morelowska-Siluk
18.07.2020

Matka powinna być dla dorastającej córki czuła, otwarta, wyrozumiała, akceptująca, lojalna, empatyczna… Ta lista nie ma końca. A taka matka istnieje tylko w poradniku. Ta prawdziwa stara się i popełnia błędy.  Karolina Morelowska-Siluk: Psychologowie mówią, że dla córki relacja z matką to absolutnie kluczowa więź, która determinuje dorosłe życie. Ciężko czasem pozbyć się wrażenia, że matki stawiane są niemalże w roli sapera, który myli się tylko raz. Z drugiej strony mówimy przecież, że prawdziwie bliska relacja musi być oparta przede wszystkim na szczerości. Z taką odpowiedzialnością ciężko nie zwariować. Jest bardzo trafne i mądre powiedzenie, że szczerość bez miłości to okrucieństwo, ale miłość bez szczerości to hipokryzja. Jak w takim razie kochać, szczerze się troszczyć i nie ranić? Nie jest możliwe, aby nigdy nie zranić. To się z pewnością zdarzy. Ale to nie jest koniec świata. Proces wychowywania zaczyna się wcześniej niż w okresie dojrzewania. To, co możemy zrobić, to spróbować od samego początku zbudować bliskość, dać poczucie akceptacji. Jak to osiągnąć? Szczerze i często wyrażać swój zachwyt i dumę. Nad pierwszym wypowiedzianym słowem, pierwszym postawionym krokiem, pierwszym wykonanym rysunkiem. Później, gdy córka rośnie, pokazywać na bieżąco, co konkretnie nam się podoba w jej zachowaniu, co do nas najbardziej przemawia, co niepokoi, w końcu wyraźnie zaznaczyć, na co w żadnym razie się nie godzimy. Dawać córce sygnały, że jesteśmy zainteresowane jej sprawami, towarzyszyć w trudnych chwilach, budować wspólne rytuały. Zachęcać, aby wyrażała swoje zdanie. Przyjmować od niej słowa krytyki. To wszystko zwiększy szansę, aby w przyszłości nie zranić jej tak mocno słowami krytyki. „Matka musi czasem...

Czytaj dalej
Czy jesteś toksyczną matką?
Pexels.com

Toksyczni rodzice są obciążeniem dla dziecka. Sprawdź, czy nie jesteś toksyczną matką

Bycie dzieckiem toksycznej matki to bagaż na całe życie. Według specjalistów szanse na samodzielne pozbycie się tego obciążenia bliskie są zeru. Zazwyczaj to dopiero lata psychoterapii pozwalają stanąć na nogi i przerwać niszczący wpływ toksycznego rodzica na teraźniejsze, dorosłe życie.
Karolina Morelowska-Siluk
26.11.2020

Toksyczność matki przejawiać się może na wiele różnych sposobów. Toksyczna matka może być nadopiekuńcza, osaczająca, nieszanująca granic, uważająca, że dziecko – nawet to całkiem dorosłe – jest jej własnością. Czasem działa jak taran, czasem w białych rękawiczkach, więc trudno zauważyć, jaką destrukcję wprowadza w nasze życie. Trudno zorientować się, że depresja, nerwica, zaburzenia lękowe czy niemożność budowania trwałych i bliskich relacji są efektem działania toksycznej matki. Toksyczna matka to nie zawsze matka przemocowa Bardzo często jest tak, że taka matka nie zdaje sobie sprawy ze swojej toksyczności, przez co nie wie, jaki wpływ ma na swoje dziecko. Sprawdź, czy w twoim matczynym zachowaniu nie ma symptomów toksyczności. Czytaj też: Jacek Masłowski, psychoterapeuta apeluje do nadopiekuńczych matek: „Puść go!” Przyjaciółka Toksyczna matka bywa przyjaciółką swojego dziecka. Musi wiedzieć wszystko, dziecko ma się jej zwierzać w taki sposób, w jaki opowiadamy o sobie przyjacielowi.  Na bazie tej wiedzy nieproszona „doradza”, a raczej wymusza podejmowanie konkretnych decyzji, wydaje polecenia. W ten sposób czuje się bardziej pewna siebie, okazuje wyższość, rywalizuje z dzieckiem. O sobie samej Toksyczna matka bywa skupiona wyłącznie na sobie. Każdą rozmowę, prędzej czy później, przekierowuje na siebie. Dla dziecka, jego przemyśleń, odczuć czy kłopotów nie ma miejsca. Matka jest centralnym punktem każdego spotkania, każdej wymiany zdań. Zawsze źle Toksyczna matka bywa najbardziej surowym krytykiem swojego dziecka. Wciąż wytyka błędy, narzeka, poucza, gani, nigdy nie chwali. Wynikiem jej postawy jest stopniowe obniżanie samooceny dziecka. Czytaj też: Nie walcz z wewnętrznym krytykiem. Zaprzyjaźnij się z nim Nie...

Czytaj dalej
Prawo do opieki nad dzieckiem po rozwodzie
Peggy Sirota/Trunk Archive/Bulls Press

W sądowych wojenkach przy rozwodzie przegrywają nie tylko ojcowie…

„Punktem wyjścia nie jest dobro matki ani ojców, tylko dziecka.”
Anna Maruszeczko, red. naczelna miesięcznika „Uroda Życia”
04.01.2019

Prawo do opieki nad dzieckiem po rozwodzie zwykle w Polsce przyznawane jest matce. „Mądrzy ojcowie walczą o ojcostwo nie dla siebie, tylko dla swoich dzieci. Nikt nie patrzy na coś tak oczywistego, jak to, że dziecko musi być karmione przez oboje rodziców ich energią. Nie tylko pieniędzmi” – mówi Annie Maruszeczko psychoterapeuta Jacek Masłowski, psychoterapeuta i filozof. Prowadzi warsztaty rozwoju osobistego dla mężczyzn, prezes Fundacji Masculinum. Pracuje w Warszawskim Ośrodku Psychoterapii i Psychiatrii.   Pamiętam, jak 1 września ledwo zdążyłam na program na żywo w telewizji, bo Stowarzyszenie „Dzielny Tata” demonstrowało w centrum Warszawy pod hasłami: „Nie ma praw ojca, nie ma ruchu w mieście. Ty masz dziecko i jedziesz z nim do szkoły, my nie możemy tego zrobić, niektórzy od trzech, pięciu, inni od 20 lat”. „Walczymy o prawo do wychowywania naszych dzieci”. „Stop dyskryminacji ojców przez sądy rodzinne”. Ale media komentowały głównie utrudnienia w ruchu. Tak, wyłącznie własną wygodę. Rozumiem tych demonstrantów, bo gdyby to było tak, że nigdy nic i nagle blokada miasta, to pomyślałbym, że przesadzają. Ale wcześniejsze, mniej radykalne akcje niczego nie zmieniały.   Jeden z tych aktywistów napisał na Facebooku: „Gdybyśmy teraz zablokowali miasto na pięć lat, to co by się stało? Ja od pięciu lat nie widzę syna, nie pracuję, bo walczę o prawa ojca”. I czasami to są zupełnie beznadziejne sytuacje, bo ci ludzie rzeczywiście sprzedają swoje samochody, a nawet mieszkania, czasami muszą przestać pracować w normalnym trybie, ponieważ potrzebują pieniędzy na prawników. I rozumiem ich wściekłość: „Nam zabrano dzieci, a wy się gapicie jak te lemingi”. To był mocny tekst, ale czy to nie jest histeria? Nie. To jest akt...

Czytaj dalej