„Wciąż przeżywasz rozstanie? Patrz na kalendarz!” Psycholożka o długoterminowych singielkach
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

„Wciąż przeżywasz rozstanie? Patrz na kalendarz!” Psycholożka o długoterminowych singielkach

„Wierzymy wciąż w mit księcia, ideału. Liczymy na to, że miłość romantyczna będzie spełnieniem dziecięcych marzeń o bezwarunkowej akceptacji. A jeśli taka nie jest — wycofujemy się, kręcąc nosem” — mówi w rozmowie z nami psycholog, Katarzyna Kucewicz.
Sylwia Arlak
20.08.2020

Samotność to nie jest najgorsza rzecz na świecie – ale niekoniecznie też musi być dla nas najlepsza. Zdaniem psychologów większość z nas jest stworzona do życia w zwiazku: wg badań żyjąc w związkach, jesteśmy zdrowsze i bardziej odporne na stres. Czasem jednak – np. po  trudnym rozwodzie, wielkim rozczarowaniu albo setce nieudanych randek z Tindera – wydaje nam się, że jesteśmy już skazane na samotność do końca życia. O tym czy naprawdę tak musi być, rozmawiamy z psycholożką Katarzyną Kucewicz, współwłaścicielką gabinetu psychologicznego Inner Garden, autorką książki „Pięknie odmienni” wyd. Sensus.

Sylwia Arlak: Jak szukać miłości, kiedy nie ma w nas już nadziei?

Katarzyna Kucewicz: Pytanie, skąd wziął się w nas ten brak nadziei? Ile trwa? Jeżeli jesteśmy po bardzo trudnym rozstaniu, włożyłyśmy dużo energii we wcześniejszt związek, w ratowanie go, a mimo to nam się nie udało, to jesteśmy rozczarowane mężczyznami, potrzebujemy czasu, regeneracji, żeby z powrotem się na kogoś otworzyć. Nie mamy wtedy nadziei, bo jesteśmy umęczone przeżywaniem żalu po stracie i jeszcze nie gotowe na przyjęcie nowej osoby. To zupełnie normalna i zdrowa reakcja.

Nie warto rzucać się wówczas na siłę w kolejne związki. Lepiej dać sobie przestrzeń i przyzwolenie na to, żeby pobyć singielką, nawet jeśli wszystkie nasze koleżanki wokół mają partnerów. Dojść ze sobą do ładu i świadomie pobyć w stanie braku nadziei, apatii i zrezygnowania. Ze spokojem przyjąć te uczucia, jako naturalną reakcję organizmu na przeżycie straty.

Ale będąc w tym smutku, warto patrzeć na zegarek i kalendarz. Bo jeżeli jesteśmy same już piąty rok i ze złością kręcimy głową, że już nie mamy nadziei, to znaczy, że w tej rezygnacji się zatraciłyśmy. I wtedy zastanówmy się, co kryje się za tym przekonaniem – nie ma dla mnie nadziei. Możemy np. sądzić, że wszyscy faceci są tacy sami i zdradzają albo że my jesteśmy beznadziejne i nic dobrego nas już nie spotka, lub też, że świat jest zły i pełen oszustów. Możemy myśleć, że mamy pecha, ktoś rzucił na nas urok, że nie pasujemy do dzisiejszego świata. Kiedy słyszę od pacjentek tego typu słowa, proszę je, by dokładnie przyjrzały się prawdziwości każdego z tych stwierdzeń. By sprawdziły w sobie, co to są za myśli, skąd one się pojawiły, jakie deficyty potrzeb w sobie skrywają. Bo przecież jeśli mówię, że nie pasuję do tej epoki to za tym oprócz rozczarowania, kryje się jakaś niezaspokojona potrzeba — romantycznej miłości, czułości, bliskości. Warto je sobie uzmysłowić, nazwać po imieniu.

A nie jest tak, że już po prostu nie chcemy wchodzić w nowy związek?

Obserwuję, że im dłużej jesteśmy same, tym bardziej się boimy nowej relacji. Możemy myśleć, że partner zakłóci nasz porządek życia, że będzie nam przeszkadzał, że trzeba będzie się dostosować. Albo wypadłyśmy z rynku matrymonialnego i trudno nam znowu flirtować, randkować. Np. byłyśmy 20 lat w jednym związku, przeszłyśmy rozstanie i już nie pamiętamy, jak to jest ekscytować się randką. Nie pamiętamy, jak to jest być adorowaną. Randkowanie może budzić wtedy i ekscytację i lęk jednocześnie. To bywa tak nieznośnym napięciem, że sporo kobiet mówi„Nie, rezygnuję, nie chcę tak się czuć; napięta jak struna”.

Często jest też tak, że szukamy miłości, wydaje nam się, że jej pragniemy, ale nie jesteśmy na nią gotowe...

To ważna kwestia. W moim poczuciu nie jesteśmy gotowe, jeśli pragniemy, by miłość rozwiązała wszelkie nasze problemy. Często liczymy na to, że miłość romantyczna będzie wypełniaczem naszych deficytów, spełnieniem dziecięcych marzeń o bezwarunkowej akceptacji. A jeśli taka nie jest, jeśli w miłości musimy rezygnować, znosić wady, kiedy nie jest różowo (jak to w życiu!) —  wycofujemy się, kręcąc nosem. Wierzymy wciąż w mit księcia, ideału. Sprawia to, że deklarujemy „jestem otwarta na wady” co w praktyce często oznacza „ale na takie wady, które mi nie przeszkadzają”. Osobiście mam poczucie, że żyjemy w czasach, w których ludzie stali się bezwzględni w ocenianiu innych osób. Bardzo szybko skreślamy, nadajemy ludziom etykiety. Świat jest otwarty i nieograniczony, więc żywimy przekonanie, że zawsze znajdzie się ktoś, to będzie nam odpowiadał na 100%. Tymczasem żadna miłość nie jest idealna, bo ideałów nie ma.

Nie pomaga także mit romantycznej miłości...

Mam wrażenie, że kiedy człowiek naogląda się nierealnych, romantycznych filmów, naczyta książek pełnych bajkowej miłości, to potem zaczyna myśleć, że świat może naprawdę kręcić się tylko wokół romantycznych uniesień. Przypomina mi się Pan Grey z „Pięćdziesięciu Twarzy Greya”, który spędzał cały swój czas, adorując kobietę i uprawiając z nią dziki seks. Ale chwila. Kiedy on miał czas na swoje interesy? Kiedy zarabiał te miliony? Jak mężczyzna, który ogarnia tyle biznesów, jest w stanie poświęcić nam tak wiele uwagi? Od takich baśni, może nam się wypaczyć rozumienie miłości, zaangażowania i oddania.

A dlaczego tak łatwo mylimy miłość z zakochaniem, zauroczeniem, pożądaniem?

Zakochanie, zauroczenie generują potężne zmiany w gospodarce hormonalnej. Jeśli więc kobieta jest emocjonalna, uczuciowa to naprawdę bardzo łatwo może stracić głowę dla mężczyzny i vice versa. Znam wiele takich historii, gdzie ogarnięte życiowo, mądre, wykształcone, wykonujące poważne zawody osoby dawały się omamić oszustom matrymonialnym. Dlaczego? Bo ci precyzyjnie trafiali na ich słabe momenty- czyli adorowali je wtedy, kiedy były one na przykład po trudnym rozstaniu, po uporczywym mobbingu w pracy, czy po ciężkiej chorobie. Przez lata nieadorowane przez nikogo, były tego spragnione. Kiedy więc ktoś zaczynał się nimi interesować, ślepo w to wchodziły. Dopiero później okazywało się, że źle ulokowały uczucia, bo adoratorzy mieli wiele za uszami, nie byli uczciwi ani szczerzy. Ale było już za późno, żeby się raz-dwa odwrócić na pięcie i odejść bez cienia żalu. Te okłamane osoby bowiem bardzo się angażowały, wpadły, jak śliwka w kompot. Nie wyobrażały sobie życia bez tego, który dał im troskę i złudne poczucie bezpieczeństwa. Rozbudził nadzieje, pragnienie, które one nosiły w sobie od lat. Już snuły wizję szczęśliwej rodziny, a wszystko to na nic. Nic dziwnego, że osoba po takim przejściu zamyka się w sobie i się wstydzi. Zwłaszcza gdy wokół słyszy pełne krytyki oceny, że była naiwna i jest sama sobie winna.

Przyciągamy nieodpowiednich partnerów? Czy to jednak często kwestia przypadku?

Oczywiście mając negatywne wzorce, same będąc niejako niepoukładane, będziemy przyciągać nieodpowiednich mężczyzn — także niepoukładanych. Ale nie jest to żelazna zasada. Możemy być fajnymi, zdrowo patrzącymi na świat babkami, a kiedy trafi nam się narcystyczny mężczyzna, część z nas i tak wpadnie w jego sidła i da sobie złamać serce. Narcystyczni mężczyźni bywają piekielnie inteligentni, są szarmanccy i doskonale wiedzą, jak uśpić kobiecą czujność.

W moim gabinecie pojawia się wiele kobiet zawstydzonych tym, że słabo ulokowały swoje uczucia. Wstydzą się, że mają słabość do mężczyzn, którzy są tak przebojowi, męscy, mają gest. Mówią: „pani Kasiu jakie to naiwne!” Dla mnie jednak to jest normalne, a nie naiwne. Jeżeli już dawno nikt nas nie chwalił, kiedy czujemy się ze sobą mocno średnio, a nagle pojawia się w naszych życiu ktoś, kto widzi, jak bardzo się staramy, trzeba mieć serce z kamienia, żeby nie poczuć się wyjątkową i temu nie ulec. Wiele kobiet niepotrzebnie się obwinia, że dały się nabrać. Staram się im to normalizować, pokazywać, że w pewnych okolicznościach większość z nas może być bardzo podatna na miłosne manipulacje.

Czy miłości należy szukać, czy odpuścić i liczyć na to, że sama do nas przyjdzie?

Szukać, ale tak, żeby poszukiwanie nie stało się sensem naszego życia. Jestem zwolenniczką tego, żeby chodzić na randki, mieć zainstalowaną aplikację randkową, korzystać z sytuacji, gdy koleżanka mówi, że nas z kimś pozna. Chodzić na spotkania, poznawać ludzi, otwierać się, ale nie robić tego na pełen etat, przez osiem godzin dziennie. Szukać, ale tak, żeby nie gubić po drodze swojego hobby, dodatkowych zajęć, innych aktywności. Tak, żeby był to jeden ze sposobów spędzania czasu, a nie cel sam w sobie. Jeśli żyjemy tylko tym, by znaleźć mężczyznę, prawdopodobnie nie znajdziemy nikogo ciekawego. Lepiej niż usilnie szukać, jest uszanować swoje życie takim, jakie ono jest – bo nawet bez mężczyzny ono może być kompletne, pełne i szczęśliwe. Zamiast poszukiwania drugiej połówki, lepiej szukać spełnienia w życiu i nie fiksować się na jednej opcji, że szczęście= związek.

Kiedy kobieta tak desperacko potrzebuje mężczyzny, bardzo go obciąża...

Tak, w ogóle kiedy jedna osoba drugiej osobie daje komunikat: bez ciebie nie ma mnie, to bardzo ją tym przytłacza. Mężczyźni z reguły cenią sobie spokój i wolność. Chcą móc wykonywać swobodne ruchy, a nie pozostawać pod czujnym okiem kobiety. Mają niską tolerancję na powtarzające się pytania: „A czy ty mnie jeszcze kochasz”, „Dlaczego oglądasz się za innymi kobietami?”, „Czy ja ci się w ogóle podobam?” Te pytania wynikają z lęku. Jeśli mamy stale potrzebę kontrolować w taki sposób partnera to lepiej zadajmy sobie pytanie: ale po co ja to robię? Co ja chcę udowodnić?

Czy są ludzie stworzeni do tego, by być samemu? Tacy, którzy nie potrafią kochać?

Są takie osoby, które nie mają potrzeby bycia w pogłębionej relacji z drugą osobą. Czasami to kwestia trudnych przeżyć z przeszłości, a czasami osobowości niezdolnej do bycia w relacji. Są też osoby, które mówią, że ciekawie byłoby być w związku, ale równie dobrze jest im w pojedynkę. Nauczyły się tak żyć. Jeśli czują się wewnętrznie szczęśliwe z tego powodu, wszystko jest w porządku. Miłość jest ważna, ale nie musi być dla nas tlenem.

Kwestia potrzeb. A czy mężczyźni o kobiety są w stanie całkowicie się zrozumieć?

Tu nie chodzi nawet o płeć. Uważam, że człowiek człowieka nigdy nie zrozumie i nie przejrzy tak w 100 procentach. Dlatego to takie ważne, żeby samemu umieć siebie zrozumieć, być dla siebie wsparciem i drogowskazem. Przyjacielem, który opiekuje się sobą. Bo nawet najbardziej empatyczny partner nie zawsze będzie nas rozumiał i często będzie nas czytał przez pryzmat własny poglądów i osobistych doświadczeń.

Wniosek: nie wymagajmy wszystkiego od naszych partnerów

Jak mawia Esther Perel nie oczekujmy od partnerów multizadaniowości. Nie wymagajmy spełniania na raz wszystkich ról: bycia naszymi kochankami, przyjaciółmi, mentorami, ojcami. Od tego mamy przecież przyjaciół, rodziców, znajomych, autorytety ze świata kultury. Czerpmy z innych ludzi, a nie tylko z partnerów, wtedy jest naprawdę spokojniej.

Mat.prasowe

W księgarniach znajdziecie książkę wydawnictwa Sensus „Pięknie odmienni. Jak uwolnić związek od codziennych sprzeczek i nieporozumień”. Dziennikarka Monika Janiszewka i psycholog Katarzyna Kucewicz piszą o tym, jak razem żyć w wieloletnim związku. Autorki przedstawiają historie szećdziesięciu par, które borykają się z różnymi problemami.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

10 rzeczy, dzięki którym możesz stać się mocniejsza psychicznie

Kiedy życie daje ci w kość, szybko podnosisz się i dostosowujesz do okoliczności? A może czujesz się całkowicie przytłoczona i nie potrafisz sprostać wyzwaniu? Na szczęście odporność psychiczna to cecha, której można się nauczyć i ją doskonalić.
Sylwia Arlak
18.08.2020

Nasza odporność psychiczna często jest wystawiana na próby. Gdy okoliczności zmieniają się nieoczekiwanie i na gorsze, np. gdy umiera bliska nam osoba, tracimy pracę lub kończymy związek, wydaje nam się, że już nigdy nie będziemy szczęśliwe. Nie chcemy słyszeć, że kryzysy mogą nas wzmocnić – choć oczywiście nie zawsze tak się dzieje.  Według sondażu Nelsona aż co czwarta z nas każdego roku obiecuje sobie zadbać o formę i zdrowie, a co trzecia chce schudnąć. Niestety większość nigdy nie osiągnie tych celów. Statystycznie uda się to tylko co dziesiątej. Jak pisze „Psychology Today”, gdyby więcej ludzi skupiło się na swojej sprawności umysłowej, mieliby większą szansę osiągnąć cele, które sobie wyznaczyli (chociażby wspomnianą sprawność fizyczną). W końcu nasze ciało nie zrobi tego, czego nie powie mu umysł. Budowanie mentalnej siły to klucz do samodyscypliny. Oto 10 postanowień, które pomogą ci stać się silniejszą psychicznie: 1. Znajdź czas na refleksję Każdego dnia znajdź przynajmniej 15 minut dla siebie. Usiądź w spokojnym, cichym miejscu i zastanów się nad tym, co udało ci się do tej pory osiągnąć. Pomyśl, co jeszcze możesz zrobić lepiej. Bądź sama, staraj się nie rozpraszać. Naładujesz baterie i nabierzesz motywacji do osiągania kolejnych celów. 2. Podejmuj wyzwania Niezależnie od tego, czy zapiszesz się na zajęcia z fotografii, czy będziesz rozmawiać z nieznajomymi na ulicy, zrób coś, co zmusi cię do wyjścia poza strefę komfortu. Jeśli stawisz czoła swoim lękom, możesz zmienić sposób, w jaki postrzegasz samą siebie. Zamiast zakładać, że musisz unikać trudnych sytuacji (żeby się nie stresować, żeby nie zawieźć) odrzuć samoograniczające przekonania. 3. Praktykuj wdzięczność Zapisuj trzy rzeczy, za które jesteś...

Czytaj dalej
kryzys w małżeństwie
IStock

Jest jedna rzecz, od której zależy, czy twój związek przetrwa! I nie jest to zgodność charakterów

Nie trać czasu na quizy osobowości i testy zgodności horoskopów. Według nowego, przełomowego badania sekret szczęśliwego związku jest znacznie łatwiejszy.
Sylwia Arlak
06.08.2020

Zastanawiasz się, co zrobić, aby twój związek przetrwał długo i szczęśliwie, w zdrowiu i chorobie, póki nie śmierć was nie rozłączy? Mamy dla ciebie dwie wiadomości i zaczniemy od tej złej. Naukowcy – choć badają temat od kilkudziesięciu lat – nadal nie znają przepisu na szczęśliwe małżeństwo albo partnerski związek.  – Większość ludzi myśli o dobieraniu się w pary w kategorii upodobań: ktoś lubi wysokich, ktoś lubi blondynki itd. Ale to tak nie działa – mówi prof. Bogdan Wojciszke, autorytet w dziedzinie psychologii miłości. – Prowadzone w różnych miejscach na świecie badania na bliźniętach pokazały, że bliźnięta, szczególnie jednojajowe, wszystko mają bardzo podobne: nie tylko wygląd, ale np. mają też bardzo podobną pracę. Jeśli jeden jest policjantem, to drugi też jest policjantem, a co najwyżej strażakiem, ale już nie księgowym. Jeżdżą podobnymi samochodami, podobnie spędzają wakacje, lubią to samo jeść – i jest tylko jeden wyjątek. Żony i mężowie. Profesor Wojciszke wyjaśnia, że nie ma do tej pory żadnego wiarygodnego wzoru, dzięki któremu moglibyśmy, opierając się na nauce, dobierać ludzi w pary.  – Możemy naukowo, bazując na charakterze człowieka, jego predyspozycjach i upodobaniach dobrać mu satysfakcjonujący zawód, natomiast nie ma żadnych badań, które by pokazywały, że można odgórnie ludzi dobrać w szczęśliwe i trwałe pary. Zawsze występuje element losowości. Nikt nie jest w stanie przewidzieć, kogo konkretnie wybierzemy  – mówi.  Czy w takim razie w XXI wieku coś się z nami stało i nie umiemy już dobrze wybierać? W Polsce rozwodzi się już co trzecie małżeństwo, a w dużych miastach, typu Warszawa czy Łódź, statystyki są jeszcze wyższe. Okazuje się...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Weź odpowiedzialność za swoje życie i… wybierz szczęście

Szczęście nie jest nam dane raz na zawsze. Dobra wiadomość jest taka, że jeśli nie jesteśmy szczęśliwe, możemy pracować nad zmianą. Zła, że jeśli przestaniemy się starać, w naszym życiu pojawi się więcej smutku.
Sylwia Arlak
31.07.2020

Kiedy czujemy się szczęśliwe, chciałybyśmy, żeby ten stan trwał wiecznie. A potem przychodzi gorszy czas i wydaje nam się, że nigdy nie przestaniemy cierpieć. Zapominamy, że szczęście nie jest nam dane na zawsze. To wybór i ciężka praca.  Szczęście jest dane raz na zawsze Możemy porównać szczęście do bycia sprawnym fizycznie. Jeśli będziemy utrzymywać zdrową dietę i regularnie ćwiczyć, poprawimy nasz ogólny stan zdrowia. Ze szczęściem jest o tyle łatwiej, że w przeciwieństwie do naszego samopoczucia fizycznego, które będzie się pogarszać z wiekiem, zawsze możemy nad nim popracować.  Wiele z nas prowadzi intensywne życie. Wychowuje dzieci, ma wymagającą pracę, a kalendarz jest zapełniony kolejny zadaniami do odhaczenia. A przecież wszyscy mamy jeszcze jakieś pasje, zainteresowania. Jak więc mądrze spędzać czas? Zacznij od małych kroków. Jak pisze portal Psychology Today, zadaj sobie pytanie: „Czy to [wstaw tutaj swoją aktywność] nakarmi moją duszę?” To, co jest dobre dla jednej osoby, niekoniecznie sprawdzi się u drugiej. Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musisz przeprowadzić małe dochodzenie. Zawsze jednak bądź świadoma tego, co oglądasz i słuchasz. Słowa i obraz mają moc, warto więc skupić się na pozytywnych przesłaniach.  Kiedy już znajdziesz to, co karmi twoją duszę, zanurz się w tym. Niezależnie od tego, gdzie aktualnie przebywasz. Załóżmy, że pracujesz w nieprzyjaznym miejscu pracy. Poza tym, że możesz ją rzucić, wiele aspektów jest poza twoją kontrolą (postawa szefa, współpracowników czy klientów). Ale możesz ograniczyć swój udział w tym, co ci nie służy. Jeśli rozmowa pomiędzy współpracownikami staje się coraz ostrzejsza, możesz grzecznie się oddalić i spędzić czas gdzie indziej. Następnie w drodze do/z pracy możesz stworzyć...

Czytaj dalej