Przytulanie to lek na stres i napięcie nerwowe. Jak działa dotyk?
Unsplash.com

Przytulanie to lek na stres i napięcie nerwowe. Jak działa dotyk?

„Aby przeżyć, potrzebujemy czterech uścisków dziennie, by zachować zdrowie – ośmiu, a żeby się rozwijać – dwunastu” – to słowa amerykańskiej psychoterapeutki Virginii Satir. Prawdopodobnie to jedna z najcenniejszych wskazówek dla każdego przyszłego rodzica, który zastanawia się, co robić, by jego dziecko było szczęśliwe. Otóż – przytulać, przytulać i jeszcze raz przytulać!
Karolina Morelowska-Siluk
02.02.2021

Przytulanie, bliskość i dotyk są jak lekarstwo. I wcale nie jest to przenośnia. Liczne zalety przytulania udowodnione zostały naukowo.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Zalety przytulania

Jak wykazały badania, przytulanie nie tylko poprawia nasze samopoczucie i zwiększa poczucie własnej wartości, ale ma także ogromny wpływ na nasze zdrowie. Wzmacnia odporność, łagodzi napięcie, zapobiega arytmii i zawałom serca. Dzieje się tak dlatego, że podczas przytulania zwiększa się w naszym organizmie poziom oksytocyny (nazywanej hormonem miłości), a jednocześnie zmniejsza się poziom kortyzolu (hormonu stresu). Dzięki temu stajemy się zdecydowanie bardziej spokojni, serce bije bardziej miarowo, obniża się ciśnienie krwi. Dodatkowo, kiedy przytulamy i jesteśmy przytulani, czujemy po prostu szczęście!

Dzieci nie wolno nie przytulać!

„Im więcej dotyku człowiek doświadcza w okresie dzieciństwa, tym będzie spokojniejszy w życiu dorosłym”, mówi brytyjska psycholog dziecięca Margot Sunderland, autorka książki „Mądrzy rodzice”.

Dziecko przytulane w dzieciństwie w dorosłym życiu zdecydowanie lepiej będzie radzić sobie z przeciwnościami losu, z problemami. Chętniej i łatwiej nawiązywać będzie dobre, „zdrowe” i satysfakcjonujące relacje z innymi ludźmi, w tym także długotrwałe związki, i – przede wszystkim – będzie czuć się bezpiecznie. A przecież to poczucie bezpieczeństwa jest właśnie bazą, by móc kochać, cieszyć się życiem, rozwijać. Tego wszystkiego dowodzą liczne badania.

W jednym z nich, przeprowadzonym w Stanach Zjednoczonych, wykazano, że dzieci z domów dziecka rozwijają się wolniej niż te wychowujące się w miłości i kontakcie fizycznym z rodzicami. Czyli, mimo zaspokajania podstawowych potrzeb biologicznych, dzieci, które nie mają bliskiego kontaktu z rodzicami, częściej chorują, cierpią na zaburzenia psychofizyczne, a także wolniej rosną.

Czytaj też: Tęsknisz za dzieciństwem? Mózg ma powody, by podsuwać nam miłe wspomnienia

Czy nosić dziecko na rękach?

„Nie noś dziecka na rękach, bo się przyzwyczai”, pewnie większość kobiet usłyszała kiedyś tę „dobrą radę”. Warto powiedzieć to jasno i wyraźnie – to kompletna bzdura! Większość dzieci przestaje płakać, kiedy weźmie się je na ręce. Dzieje się tak dlatego, że bliski kontakt pobudza wydzielanie oksytocyny i reguluje działanie autonomicznego układu nerwowego, odpowiedzialnego za utrzymanie spokoju. Przecież wielu z nas, dorosłych, kiedy ma problem, trudny moment, też pragnie przytulenia – ten prosty sposób pozwala nam poczuć się lepiej.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
10 ZALET REGULARNEGO SEKSU
unsplash.com

Seks to zdrowie! 10 zaskakujących korzyści płynących z regularnego seksu

Seks kojarzy nam się głównie z przyjemnością. Ale poza oczywistymi pozytywnymi doznaniami płynącymi z seksu, istnieje również wiele korzyści zdrowotnych. Dlaczego seks świetnie wpływa na nasz organizm i powinniśmy częściej korzystać z jego uroków? Oto 10 powodów.
Karolina Morelowska-Siluk
30.11.2020

Często powtarzamy, że „seks to zdrowie”. Ale czy wiemy właściwie dlaczego? Oto 10 dowodów, że regularne uprawianie seksu sprzyja naszemu ciału i naszej psychice! Seks wpływa na odporność naszego organizmu Ludzie, którzy regularnie uprawiające seks (raz-dwa razy w tygodniu) mają wyższy poziom przeciwciał A (IgA), a te są dla naszego systemu odpornościowego (immunologicznego) pierwszą tarczą obronną  przed wszelkimi czynnikami chorobotwórczymi. Produkcja przeciwciał odbywa w obrębie błon śluzowych i znacznie zmniejsza konieczność, by musiał uaktywnić się „w całości” nasz układ odpornościowy. Dlatego osoby uprawiające regularnie seks rzadziej chorują. Czytaj także: Najlepszy lek na odporność? Sen Seks sprzyja dobrej formie serca Z badań wynika, że mężczyźni, którzy regularnie i często (dwa razy w tygodniu) uprawiają seks, zapadają na choroby serca o 45 proc. rzadziej niż ci, którzy robią to jedynie raz w miesiącu lub rzadziej. Aktywność seksualna wspomaga także zachowanie równowagi pomiędzy hormonami: estrogenem i testosteronem, a ta jest bardzo istotna dla zdrowia serca. Seks obniża ciśnienie krwi Uprawianie seksu obniża ciśnienie krwi. Po prostu, tylko i aż! Seks pełni funkcję aktywności fizycznej Seks przyspiesza tętno, pozwala spalić kalorie i wzmacnia mięśnie, czyli zapewnia nam wszystko to, co mozolne ćwiczenia na siłowni. Przeprowadzone badania wykazały, że podczas stosunku mężczyźni spalają około 4 kilokalorii na minutę, a kobiety około 3 kilokalorie na minutę, zatem to dowód na to, że seks rzeczywiście można traktować jako formę tak ważnej dla każdego z nas aktywności fizycznej. Czytaj też: Jak joga wpływa na życie seksualne? Seks obniża poziom bólu Podczas uprawiania seksu uwalniane są hormony redukujące ból....

Czytaj dalej
Relacje w związku
getty images

Głaskaj, tul, dotykaj: sekret dobrego związku polega na bliskości, a nie na seksie

Kochasz? Więc tul i głaskaj – mówi seksuolożka, dr Alicja Długołęcka. Nawet jeśli już odzwyczaiłaś się od czułego dotyku, możesz wrócić do tego i na nowo doceniać bliskość.
Karolina Rogalska
04.01.2019

Dotyk daje nam wszystko, co w życiu najważniejsze – poczucie bezpieczeństwa i błogości wynikające z bliskości z drugą osobą. A do tego działa uzdrawiająco. Na poziomie fizjologicznym wzmacnia cały układ immunologiczny. To najlepsza i najtańsza terapia – mów i dr Alicja Długołęcka, seksuolożka, wykładowczyni na Podyplomowych Studiach Wychowania Seksualnego UW i AWF, autorka licznych publikacji, podręczników i książek. Przeczytaj wywiad: Karolina Rogalska: Prof. Zbigniew Izdebski w rozmowie z „Urodą Życia” powiedział, że wielu pacjentów skarży się na brak czułości, przytulania i dotyku w bliskich relacjach, bo kontakt fizyczny z partnerem sprowadza się głównie do pieszczot w seksie. Podobno wśród tych osób jest wielu mężczyzn. Dr Alicja Długołęcka: Myślę, że na tym polu psuje się wiele relacji. Jesteśmy dziś bardzo samotni. My, czyli ludzie żyjący w kulturze dualizmu, w której umysł i ciało przedstawia się jako dwa odrębne byty, a role płciowe są ściśle określone. Część kobiet kompensuje sobie potrzebę dotyku i bliskości poprzez macierzyństwo, zanurzając się w bliskich, fizycznych relacjach z dziećmi. Mężczyźni zaś, wchodząc w fazę dojrzewania, są gwałtownie odcinani od dotyku. Jego miejsce zostaje w seksie i walce. A jeśli chodzi o czułość, to obie płcie potrzebują jej tak samo całe życie. Kilkanaście lat temu były robione badania na prostytutkach. Z relacji tych kobiet wynikało, że wielu klientów przychodzi do nich nie po wyrafinowane lub ostrzejsze formy seksu, ale po przytulanie, głaskanie, możliwość wspólnego zaśnięcia. Po czysty dotyk. Ten przykład pokazuje, jak to kulturowe rozdzielenie umysłu i ciała spowodowało, że wszelkim formom dotykania nadaje się kontekst seksualny. Ze szkodą dla seksu i ze szkodą dla dotykania. Czyli? Jeżeli...

Czytaj dalej
Justyna Nagłowska o macierzyństwie
Rafał Masłow dla „Wysokich Obcasów”

Justyna Nagłowska szczerze o macierzyństwie: „Po porodzie znikamy, wszyscy pytają tylko o dzidziusia”

„Długo żyłam z przekonaniem, że jak pojawia się dziecko, to związek się sypie. Rozwiodłam się z pierwszym mężem, kiedy młodsza córka miała dwa i pół roku. Ale koszty są duże, jeżeli nie dzielisz się tym, co czujesz. Zaraz po tej rozmowie mam randkę z mężem”, mówi Justyna Nagłowska, dziennikarka, autorka podcastu „Matka też człowiek”, żona Borysa Szyca.
Magdalena Żakowska
11.09.2020

Justyna Nagłowska i Borys Szyc pobrali się w grudniu zeszłego roku na Balearach. Justyna ma trójkę dzieci: 12-letnią Franię i 10-letnią Stefkę z pierwszego małżeństwa i 4-miesięcznego synka Henryka z Borysem Szycem. Magdalena Żakowska: Macie z Borysem trójkę dzieci, wszystkie w zasadzie odchowane. Szansa na drugą młodość. Po co kolejne dziecko? Justyna Nagłowska: Z miłości. Znalazłam mężczyznę mojego życia i chciałam doświadczyć macierzyństwa razem z nim. Dałam mu upragnionego syna. Wspólnie zaczynamy od nowa – bóle pleców, bo non stop nosimy Henia, a zaraz zacznie się chodzenie z nim za rączkę, czyli w zgięciu wpół. Potem bieganie za rowerkiem, te wszystkie przedszkolne przedstawienia i dziesiątki godzin zabaw, kiedy trzeba być tu i teraz. Będzie wspaniale, będzie ciężko, ale będziemy w tym razem. Henio scalił naszą rodzinę. Jesteśmy za niego ogromnie wdzięczni. I ciągle jeszcze nie możemy się na niego napatrzeć. Wiem, że każda matka chwali swoje dziecko, ale on jest naprawdę wyjątkowy. Od urodzenia jest chłopczykiem, nie miał w sobie nic z niemowlaka – takie mądre spojrzenie, dojrzałe rysy. Wykapany tata.  Urodził się w pandemii. To był duży stres. Lubię mieć wszystko precyzyjnie zaplanowane, a do końca nie wiedziałam nawet, czy będziemy mieli szansę na rodzinny poród. I świat się zmienił – jestem ciekawa, jak to wpłynie na Henia i jego pokolenie.  Który z mitów dotyczących macierzyństwa uważasz za najbardziej szkodliwy? Właśnie nagrywam podcast o tym, jak śpią dzieci. Bardzo szkodliwe wydaje mi się powiedzenie „Śpi jak niemowlę”. To powiedzenie koło niemowlęcia nigdy nie leżało. Nie widziało go nawet na zdjęciu. I kiedy zostajesz po raz pierwszy matką, a twoje dziecko budzi się w nocy co dwie godziny, co jest – umówmy...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Skąd się bierze twój lęk przed bliskością? Zastanów się, jaki styl przywiązania wyniosłaś z domu

„Dorośli, u których wykształcił się bezpieczny styl przywiązania, mają największą szansę na stworzenie długotrwałych, zdrowych relacji. Swoich rodziców wspominają jako troskliwych i czułych” — piszą psychologowie Sylwia Sitkowska i Andrzej Gryżewski w swojej najnowszej książce „Niekochalni. Lęk przed bliskością”. A co z resztą z nas?
Sylwia Arlak
16.07.2020

Chciałabyś stworzyć zdrową relację, ale od lat ci nie wychodzi. Pociągają cię emocjonalnie niedostępni mężczyźni – ci „normalni” są dla ciebie nudni, zwyczajni. Potrzebujesz silnych wrażeń. Rozpoznajesz się w tym opisie? Jeśli tak – to najpewniej twoim problemem nie jest zły gust, jeśli chodzi o mężczyzn, ale dużo poważniejsza rzecz: lęk przed bliskością. Cztery style przywiązania Skąd on się bierze? Psychologowie Sylwia Sitkowska i Andrzej Gryżewski w swojej książce „Niekochalni. Lęk przed bliskością” powołują się na teorię Johna Bowlby’ego. Brytyjski psychiatra wyróżnił trzy style przywiązania, które wytwarzają się w dzieciństwie i wpływają na całe późniejsze życie. „W zależności od tego, jak rodzic zachowuje się w stosunku do dziecka, taki styl przywiązania ono przyjmuje i stosuje w późniejszym życiu. Jeżeli rodzic reaguje na potrzeby dziecka, przychodzi, kiedy dziecko płacze, jest czuły, rozmawia z dzieckiem już na etapie niemowlęctwa, w dziecku tworzy się poczucie bezpieczeństwa. Rodzi się świadomość, że na tym polega relacja z innymi ludźmi” — pisze Andrzej Gryżewski. Styl lękowo-ambiwalentny reprezentuje około 20 procent ludzi. „Tworzy się on wówczas, gdy dziecko nie wie, czy matka przybędzie z pomocą, kiedy ono płacze, czy może pozostawi je w tej sytuacji. Takie dzieci mają silną potrzebę nieustannego przebywania z opiekunem. Gwałtownie protestują w momencie rozstania, już sama perspektywa rozłąki budzi w nich niezwykle silny lęk. Gdy opiekun wraca, okazują olbrzymią potrzebę kontaktu, ale równocześnie gniew i złości” — dodaje  Sylwia Sitkowska. Jako dorośli czują się niewarci miłości i mają skłonność do chwiejnych nastrojów. Często zakochują się „od pierwszego...

Czytaj dalej