Przepis na szczęście? Wyznaczaj sobie cele. Sens i radość życia znajdziesz po drodze
getty images

Przepis na szczęście? Wyznaczaj sobie cele. Sens i radość życia znajdziesz po drodze

Nikt nie żyje w stanie wiecznej euforii. Szczęście polega na czymś innym.
Katarzyna Montgomery
01.02.2020

To wielkie życiowe cele dają nam prawdziwe poczucie przyjemności – nawet wtedy, gdy okupione są wysiłkiem, cierpieniem. Dlaczego tak się dzieje i dlaczego czasem lepiej być eudajmonistą niż hedonistą, mówi znawca i badacz szczęścia, profesor Janusz Czapiński.

Katarzyna Montgomery: W swojej psychologicznej teorii szczęścia tłumaczy pan, że jego źródło jest uwarunkowane w dużej mierze genetycznie. Jaki zatem sens poszukiwania recepty na szczęście?

prof. Janusz Czapiński: Są ludzie, którym powiodło się w życiu, ale na zawsze pozostaną malkontentami, co świadczy o tym, że wobec uwarunkowań genetycznych bywamy bezradni. Jednak większość ludzi – ponad 70 proc. – rodzi się z dobrymi genami szczęścia i umiera w przekonaniu, że ich życie było udane. Jestem zdania, że wbrew temu, co twierdzi guru psychologii pozytywnej, Martin Seligman, optymizmu nie można się nauczyć. Pocieszające jest jednak to, że ogromna większość ludzi ma optymizm zagwarantowany w kontrakcie na życie, bez konieczności uczenia się. 

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Hedoniści kontra eudajmoniści

Ale ciągle szukamy recept na szczęście?

A nie ma jej nawet na to, jak budować dobre życie. Jedyne, co nas łączy, to przepis na unikanie nieszczęść, który sprowadza się do uniwersalnych prawd, żeby uważać na otwarty ogień i unikać innych niebezpiecznych sytuacji. 

Ulegamy też modom, a te raz propagują slow life i np. totalną akceptację siebie, a kiedy indziej – solidny wysiłek, a jeśli wypoczynek, to tylko aktywny.

To są scenariusze, które piszą nam inni. Mieszkam w okolicy wiejsko-warszawskiej i widzę, jak niektórzy z zaciśniętymi zębami biegają codziennie koło mojego płotu. Nie zazdroszczę. Uważam, że przede wszystkim trzeba mieć kontakt ze sobą i intuicyjnie wyczuwać, co jest dla mnie dobre. Wsłuchać się w swoje potrzeby i przywiązywać do nich trochę większą wagę niż do potrzeb narzuconych przez otoczenie. 

Szczypta codziennego hedonizmu nikomu chyba jeszcze nie zaszkodziła?

Hedoniści to garstka ludzi oczekujących, że przyjemności będą przeważały nad niedogodnościami, kolekcjonujących jak największą liczbę stanów przyjemnych. Takie nastawienie do świata cechuje młodych, z wiekiem z tego wyrastamy. Budzi się w nas potrzeba sensu. Większość z nas to eudajmoniści, czyli ci, którzy poszukują sensu swojego życia, budują odległe cele życiowe. Zachowują się racjonalnie i w dążeniu do szczęścia szukają lepiej płatnej, bardziej satysfakcjonującej pracy, rozglądają się za partnerem lub partnerką, marzą o domku z ogródkiem. Człowiek, mimo że jest nierealistycznym optymistą, bo trochę przesadza w swoich oczekiwaniach, sporą część z nich może zrealizować. Eudajmoniści w odróżnieniu od hedonistów wierzą, że po okupionym nawet wysiłkiem czy cierpieniem zrealizowaniu celu zyskują coś ważniejszego niż przyjemne pobudzenie – osiągają przekonanie, że ich życie ma sens, nie jest przypadkowe, nie jest rzutem kostką w kasynie. 

Rozumiem wznoszenie trwałych fundamentów pod budowlę, która będzie okazała za kilka lat, a nie domków z piasku, które zdmuchnie wiatr. Jednak niepokoi mnie ta apoteoza trwania w wysiłku.

Ale zwolennicy stawiania na sens długofalowy czy odroczony nie rezygnują z drobnych przyjemności. Tylko dla każdego z nas coś innego się pod tym kryje. Szukając sensu życia i budując odległe cele życiowe, eudajmoniści są gotowi wiele poświęcić, by zrealizować swoje cele: pieniądze, nawet relacje z innymi ludźmi. Ale na co dzień nie odmawiają sobie drobnych przyjemności. Oglądają ulubione seriale itp. Jedno drugiego nie wyklucza.

Mam jednak wrażenie, że poważne cele, np. te związane z pracą czy budową domu, kojarzą nam się z trudem i wysiłkiem, a przyjemnością jest spacerek po galerii handlowej. Trudno byłoby zmienić takie myślenie.

Wszystko to, co robimy na co dzień, także decyzje w drobnych sprawach mają wpływ na nasze poczucie szczęścia. Dlatego nie należy bać się odpuszczania sobie. Trzeba mieć tylko siłę, żeby nie popadać w skrajność. Wystarczy narzucić ograniczenia w sprawianiu sobie tych przyjemności, np. określić, ile mogę wydać codziennie na zakupy, aby nie popaść w długi. 

Czy my lubimy siebie samych?

Większość, także Polaków, ma dość wysoką samoocenę, niezależnie od tego, jakie mamy cechy czy kompetencje. Oczywiście ludzie nie do końca są realistami w ocenie jakości własnego życia, ale zadowolenie z siebie, z życia i osiągnięć rosło wraz z gospodarczym rozwojem kraju. Zawsze wierzymy, że da się pójść jeszcze dalej. Złudzenie postępu hedonistycznego, czyli wiara w  to, że mogę być jeszcze bardziej szczęśliwy, nigdy nas nie opuszcza. Niezależnie od tego, jaki sukces osiągnęliśmy w jakiejkolwiek dziedzinie, nic nie jest w stanie nas zahamować w dążeniu do lepszego życia. Trzeba tylko pamiętać, że to złudzenie, polegające na przeświadczeniu, że im więcej będziemy mieć, tym będziemy szczęśliwsi, prowadzi nas często na manowce. Dowodem na to jest zanieczyszczenie środowiska i zmiany klimatyczne. Poza tym nie możemy żyć w nieustannej euforii, bo nie pozwala na to nasza biologiczna konstrukcja, nasz mózg. Większość z nas, eudajmonistów, czuje, że uprawia swoje życiowe poletko sensownie, że nasze życie nie jest pozbawione wartości, jesteśmy przekonani, że w przyszłości czeka nas więcej dobrego niż złego. I jak się okazuje – słusznie.

W przyszłości. Bo doraźnie w dążeniu do dobrego celu, jakim jest np. wybudowanie domu, odmawiamy sobie wielu rzeczy.

W drodze do przekroczenia horyzontu dobrego życia mogą pojawić się efekty uboczne, których nie potrafimy przewidzieć. Powszechne jest na przykład przekonanie, że budowa domu zwiększa ryzyko rozwodu. Dlatego też nie przesadzajmy z celebrowaniem tych wszystkich szczytnych celów życiowych. Sporej ich części nie uda nam się zrealizować, stracimy przy tym tylko nerwy, czas i energię. Nikt nie rodzi się z instrukcją na dobre życie, ale mamy za to ogromną swobodę decydowania o tym, jak będzie ono wyglądało. 

Przyjemności bez poczucia winy

Życie jest za krótkie, żeby sobie ciągle wszystkiego odmawiać – to zdrowe podejście?

Jak najbardziej. Dopóki nie odbije się to na pisaniu tej dobrej życiowej powieści. Bo z czego rozliczymy się na łożu śmierci, no przecież nie z tych przyjemności? Raczej będziemy dumni z tego, że udało nam się wychować dzieci, zbudować dom, zrobić coś wartościowego. Kobieta, która zgromadziła gigantyczną kolekcję butów, nie będzie z tego dumna przed zamknięciem oczu na zawsze. Może być dumna, że wychowała wspaniałe dzieci, zbudowała trzy domy albo że prowadziła się moralnie. 

Ale można też mieć pretensje do siebie, że nie pożyliśmy pełnią życia!

Dzieje się tak wtedy, gdy cele, które sobie postawiliśmy, okazały się pomyłką. Kiedy dokonaliśmy złych wyborów życiowych i na koniec nie znaleźliśmy w nich sensu. Wtedy można mieć poczucie straconych okazji do zażywania życiowych uciech.

A dlaczego pojawia się poczucie winy, kiedy folgujemy sobie i rezygnujemy z reżimu diety albo poprawiamy nastrój kupnem nowej pary butów?

Dopóki nie mamy poczucia, że jesteśmy uzależnieni od czegoś, nie ma się czego wstydzić. Każdy z nas robi coś, co nie ma większego sensu, a co sprawia mu przyjemność. Problem pojawia się wtedy, gdy musimy to codziennie powtarzać, bo inaczej doskwiera nam niedosyt – codziennie kupić nową sukienkę czy zjeść ciastko. Wtedy powinna zapalić się czerwona lampka przypominająca, że trzeba wrócić do równowagi.

Dla równowagi trzeba się też pilnować, żeby życie nie stało się jednym wielkim obowiązkiem.

Proszę jednak pamiętać, że dla wielu osób wywiązywanie się z obowiązków jest też źródłem przyjemności. Może być powodem do dumy, a to jest źródłem satysfakcji. Zrobiliśmy nie tylko to, co powinniśmy, ale to, co jest zgodne z naszym powołaniem. Wystarczy, żeby obowiązki nie przysłoniły przyjemności, i odwrotnie. Zresztą nie ma stuprocentowych hedonistów i stuprocentowych eudajmonistów. 

Co pan robi dla przyjemności?

Delektuję się nowym domem, który zbudowałem. Sadzę kwiaty. Kupiłem pięć kur zielononóżek i koguta – oglądanie ich w wolierze sprawia mi ogromną frajdę. Są przepiękne, zgrabne, smukłe, nie jak zwykłe kury. Z utęsknieniem czekałem na deszcz i wreszcie przyszedł. A kiedy kosy śpiewają, tracę ochotę na to, żeby jechać do filharmonii. Znajduję w codziennym życiu masę przyjemności.

Wszystko, co pan wymienia, jest bardzo poprawne, ale pamiętam, że miał pan słabość do układania pasjansa w komputerze.

Nic się nie zmieniło. W każdej wolnej chwili przed komputerem od razu sobie go stawiam. Jest najłatwiejszy. Dopóki nie stawiam go kosztem czegoś, co uważam za ważny rozdział w moim scenariuszu życia, to wszystko jest w porządku. Rodzina się tylko trochę ze mnie śmieje, ale jestem odporny na opinie innych.

Rozmowa z psychologiem prof. Januszem Czapińskim ukazała się w „Urodzie Życia” 10/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
para na rowerze
magnum photo/photo power

I żyli razem długo i szczęśliwie. Czy istnieje przepis na udany związek?

Skoro namiętność wygasa po 4 latach, jak przeżyć razem 60?
Karolina Rogalska
28.01.2020

Aby związek był udany nie musimy być idealnie dobrani. Teoria o dwóch połówkach jabłka odchodzi do lamusu. Szczęsliwy związek to patrzenie w tym samym kierunku i decyzja, że pomimo dzielących nas różnic chemy iść tą samą drogą. Razem.  Karolina Rogalska: W książce „Psychologia miłości” pisze pan, że namiętność wygasa po czterech latach. Czy to nieunikniony etap romantycznej relacji, czy średnia statystyczna? prof. Bogdan Wojciszke:  Arthur Aron, badacz, który od 40 lat zajmuje się bliskimi związkami, twierdzi, że nie musi tak być. Uważa, że namiętność może trwać w nieskończoność, a mija tylko komponent omamienia, czyli stan, w którym siada ci obszar mózgu odpowiedzialny za krytyczne myślenie, gdy patrzysz na zdjęcie ukochanej osoby. Ale ta idealizacja jest niezbędna, żeby stworzyć parę. Bo gdybyśmy od początku wiedzieli, jacy naprawdę jesteśmy, to może w ogóle nie decydowalibyśmy się na wchodzenie w związki. Na szczęście człowiek jest istotą obdarzoną nadzieją, która z definicji jest głupia, ale też piękna. Mam córkę, która jest wypisz wymaluj podobna do mnie. Ma taki sam sposób odczuwania świata, jest bardzo racjonalna. Właśnie się zakochała. Obserwuję z boku, jak nadzieja w niej przygasa, a za chwilę wybucha z wielką siłą. I ja mimo całego mojego racjonalizmu życzę jej z całego serca, żeby poszła za głosem nadziei i wybrała miłość. Cóż lepszego może nas w życiu spotkać? A jednak w ostatnich latach lawinowo rośnie liczba rozwodów. Co trzecie małżeństwo się rozpada. Przestaliśmy dbać o związki? Reguła jest taka, że przeciętne małżeństwo pogarsza się w miarę czasu jego trwania. Gołym okiem tak bardzo tego nie widać, bo najgorsze związki się rozpadają i zostają tylko te bardziej udane. Ale zmiana...

Czytaj dalej
gonitwa myśli
iStock

Jak myśleć… mniej? Przestań rozstrząsać, planować, rozmyślać – uspokój umysł

Gonitwa myśli nie pozwala zasnąć ani skutecznie działać. Jak zacząć myśleć mniej i odzyskać spokój?
Iza Janiszewska
02.10.2020

Są ludzie marzący o odkryciu guzika, który wyłączy ich pędzący umysł. Zmęczeni planowaniem, analizowaniem i zamartwianiem się o wszystko chcieliby powstrzymać natłok myśli. Jak wyhamować? Jak zrobić głowie post? Myślenie wielokrotnie uczyniło mnie smutną. Działanie – nigdy” – wyznała angielska pisarka Elizabeth Gaskell. Okazuje się, że wałkowanie tych samych tematów i nieustanne roztrząsanie problemów sprawia wprawdzie, że umysł pracuje na wysokich obrotach, ale za to czujemy się przytłoczeni. Oczywiście przydarza się to każdemu. Natłokowi myśli sprzyjają sytuacje stresu, kryzysy czy życiowe wyzwania. Gdy stoimy przed poważnymi decyzjami, gdy mamy dużo obowiązków i długie listy spraw do załatwienia, ilość myśli i pytań, jakie sobie zadajemy, narasta lawinowo.  Nie bez znaczenia jest wpływ portali społecznościowych, które jak uważa Joanna Gieldarska, psycholożka i terapeutka z Akademii Energii, „nakręcają nas, trzymają w stanie ciągłego pobudzenia i wystawiają na ogromną ilość bodźców. Częste przewijanie treści powoduje, że nasza uwaga się rozprasza, narastają w nas lęki i pragnienia, a przez to myśli mnożą się w szalonym tempie. Nauczyliśmy się przeceniać rolę myśli i informacji. Mylnie pojmujemy, że jeśli o czymś dużo się mówi, to jest to ważne i powinno nas zajmować”.  Nadwydajni mentalnie Poza osobami przeżywającymi taki natłok myśli tylko od czasu do czasu istnieje grupa, którą Christel Petitcollin, autorka książki „Jak mniej myśleć”, nazywa „nadwydajnymi mentalnie”. od 17 lat Christel pomaga ludziom, którzy za dużo myślą, jak zrozumieć samych siebie i zaakceptować niezwykłość swojej psychiki. Nadwydajność według niej ma podłoże neurologiczne i jest dziedziczna, dotyka około 30 procent z nas. Osoby te...

Czytaj dalej
Pexels.com

10 sposobów na to, jak żyć chwilą i poczuć większy spokój

Życie toczy się tu i teraz. Jak nauczyć się czerpać z niego pełnymi garściami?
Sylwia Arlak
01.10.2020

Sekretem zdrowia, zarówno umysłu, jak i ciała, nie jest opłakiwanie przeszłości ani zamartwianie się przyszłością, lecz mądre życie w chwili obecnej” – to powiedzenie Buddy powinno być mottem każdej z nas. Życie tu i teraz oznacza, że nie musisz już martwić się tym, co wydarzyło się w przeszłości, ani bać się tego, co jeszcze cię czeka. Jesteś wdzięczna za to, co otrzymałaś. Odczuwasz spokój. Jedynym ważnym momentem jest chwila obecna. Jak nauczyć się żyć tu i teraz? Wyrzuć niepotrzebne rzeczy.  Minimalizm zmusza do życia w teraźniejszości. Kiedy usuniesz przedmioty związane z przeszłością, przestaniesz żyć wspomnieniami.    Ucz się nadziei. Każdy dzień jest pełen nieskończonych możliwości. Zacznij od uśmiechu. Każdego ranka podejmujesz decyzję, z jakim nastawieniem zaczniesz kolejny dzień.    Doceniaj to, co masz.  Zanurz się w chwili obecnej. Podziwiaj widoki, słuchaj dźwięków, chłoń zapachy i emocje. I nie mów, że nie masz na to czasu!    Przebaczaj sobie i innym.  Jeśli żywisz urazę do drugiego człowieka, nigdy nie poczujesz się naprawdę wolna. Nawet jeśli uważasz, że naprawdę zawinił, odpuść. Nie pozwól, żeby ta sytuacja popsuła twój dzień.  Czytaj też:  Pozytywne myślenie: kiedy brakuje ci nadziei, zadaj sobie te pytania   Pokochaj to, co robisz . Jeśli żyjesz od weekendu do weekendu, tracisz większość swojego życia. Masz dwa rozwiązania: albo znajdź pracę, którą naprawdę lubisz albo zastanów się, co możesz zrobić, żeby obecna sprawiała ci więcej radości.    Śnij o przyszłości, ale pracuj ciężko już dziś.  Marz i ustalaj plany na przyszłość, ale przede wszystkim ciężko pracuj już teraz. Nie pozwól, żeby marzenia o jutrze przenosiły...

Czytaj dalej
sens życia
iStock

Prof. Bartłomiej Dobroczyński o sensie życia: „Musimy żyć własnym życiem, a nie cudzym”

Co robić, by nie czuć nieznośnej lekkości bytu?
Dorota Szuszkiewicz
04.01.2019

Możemy stać się niezwykli, zrobić wszystko, żyć kolorowo – takie hasła słyszysz od rana do wieczora. A ty siedzisz nad szklanką herbaty i myślisz, że przed tobą kolejny szary dzień. Siedzisz i pytasz: jaki sens ma to moje życie. Co na to odpowiada dr hab. Bartłomiej Dobroczyński,  psycholog, wykładowca na Uniwersytecie Jagiellońskim? Dorota Szustkiewicz: Skąd się biorą nasze lęki? Czy kiedyś było lepiej? Mężczyzna miał spłodzić syna, wybudować dom i posadzić drzewo i wtedy jego życie coś znaczyło? Kobieta miała urodzić i wykarmić dzieci. Dr hab. Bartłomiej Dobroczyński:  To się bierze m.in. z przepływu informacji. Z zalewu, potopu, deszczu informacji. Ten zalew rozbił naszą izolację, nie żyjemy już w zaścianku, naszym światem nie jest już tylko rodzina, sąsiedzi i pejzaż po horyzont. Dziś żyjemy w społeczeństwie spektaklu, jak powiedział w 1968 r. francuski pisarz i filozof Guy Debord. Każdy marzy, żeby stać się częścią tego przedstawienia. Kto nie gra żadnej roli, ten nie istnieje. Stąd parcie na szkło, bo jeśli czegoś nie ma w telewizji, to nie ma wcale. Stąd sukces fotografii – być na zdjęciu to też rodzaj udziału w grze. Mówi się, że o wszystkim decydują media, ale Debord – bardzo lewicowy myśliciel – poszedł dalej, stwierdził, że jest to forma sprawowania rządów. A tak bardziej przyziemnie, czemu w duszy odczuwamy błahość życia? To jest właśnie forma sprawowania rządu dusz, jeśli pani woli. Człowiek żyje w społeczeństwie, które jest pewną formą organizacji, ale jest też formą przymusu. Spektakl jest tak skonstruowany, że przedstawia wzorce: jak spędzać wakacje, jak wyglądać, co jeść. Wszyscy podlegamy temu przymusowi i jeszcze go sami wymuszamy!  To znaczy? Naszą rolę mamy włożoną na plecy, na głowę, jak w Afganistanie kobieta burkę...

Czytaj dalej