Prof. Krystyna Starczewska o polskiej młodzieży: „Oni wciąż dają nam, dorosłym, szansę”
East News

Prof. Krystyna Starczewska o polskiej młodzieży: „Oni wciąż dają nam, dorosłym, szansę”

„Nasze szkoły uczą młodzież, że masz zapamiętać to i tamto, nawet jeśli tego nie rozumiesz. Masz siedzieć cicho na lekcji, nawet jeśli cię nudzi. Masz umieć powtórzyć to, co jest napisane w podręczniku, zamiast mieć własne zdanie”.
Magdalena Felis Igor Nazaruk
22.12.2020

Podobno interesują ich tylko komórka i laptop. Podobno są egoistami i tylko by imprezowali. A przecież to nieprawda. Czują się odpowiedzialni za świat, organizują strajki klimatyczne, popierają mniejszości, pomagają słabszym. Patrzymy na naszych nastolatków i myślimy: „Jacy będą?”. Rozmowa z Krystyną Starczewską, filozofką, pedagożką, założycielką „Bednarskiej”, pierwszego społecznego liceum w Polsce po 1989 roku.

Magdalena Felis i Igor Nazaruk: Czy pani była grzecznym dzieckiem?

Krystyna Starczewska: Różnie bywało. Czasem byłam niegrzeczna. Wychowywałam się z pięcioma braćmi i często sama zachowywałam się jak chłopak. Nawet mówiłam „poszedłem”, „zrobiłem”. 

Uwagi w szkole były?

Miałam taką przygodę: w 1947 roku przeprowadziliśmy się z rodzicami z Torunia do Warszawy, poszłam wtedy do szkoły przy ulicy Raszyńskiej do piątej klasy. W Toruniu nie było koedukacji. Bardzo chciałam należeć do organizowanego przez chłopaków klubu kibica i chodzić z nimi na mecze. Powiedzieli mi jednak, że to nie jest możliwe, bo dziewczyn nie ma w ich klubie. Poczułam się dyskryminowana z powodu płci.

Odpuściła pani?

Skądże! Postanowiłam chłopców do siebie przekonać – okazja zdarzyła się niebawem. Nasza pani od polskiego wprowadziła specyficzną metodę uczenia ortografii. W klasie była tablica, na której każdego dnia wypisywało się słowa o określonej pisowni. Był dzień wyrazów z rz, ż, ó, a kiedy miały pojawić się na tej tablicy słowa zaczynające się na ch, chłopcy powiedzieli, że jeżeli napiszę wielkimi literami „ch..”, to mnie przyjmą do klubu. Spełniłam ich życzenie i wtedy weszła do klasy pani od polskiego, spojrzała na tablicę i zapytała z gniewem: „Kto to napisał?”. Podniosłam rękę, mówiąc: „To ja”. Kazała mi iść do pani dyrektor i przyznać się do tego, co zrobiłam. Pomyślałam, że chodzi o błąd ortograficzny, więc szybko podbiegłam do tablicy i zmieniłam ch na h. Wtedy powiedziała, że jestem bezczelna – mam natychmiast iść i przyznać się pani dyrektor do swego zachowania. Poszłam więc do pani dyrektor i do dziś pamiętam lekcję, jakiej mi wtedy udzieliła. 

Co pani powiedziała?

Przede wszystkim wytłumaczyła mi, że nie zrobiłam żadnego błędu, tylko napisałam słowo, które jest ordynarne i nie powinno być używane przez uczniów. Płynie z tego wydarzenia nauka, że trzeba zawsze starać się rozumieć to, co się robi. To ja będę odpowiadać za swoje czyny i dlatego nigdy nie powinnam bezmyślnie wykonywać cudzych poleceń. Zrozumiałam, że chłopcy po prostu zabawili się moim kosztem.

Trudna młodzież?

Raczej zwykli dowcipnisie. A kogo można nazwać „trudną młodzieżą”? Czy to są ci młodzi ludzie, którzy mają silną osobowość, myślą krytycznie i nie chcą się podporządkować nakazom, jeśli ich nie rozumieją lub się z nimi nie zgadzają? Bo jeśli tak, to tak zwana „trudna młodzież” wydaje mi się szalenie interesująca.

Nam też – bardziej niż grzeczne dzieci. Młodzieżowy Strajk Klimatyczny, międzynarodowy ruch, który zainspirowała szwedzka nastolatka Greta Thunberg, pokazał nam nową twarz młodzieży, na którą narzekamy, że spędza życie z nosem w komórce, nie uczy się , imprezuje.

Pokazał fantastyczną twarz! Rozmawiałam z młodymi ludźmi, którzy szli na manifestację w obronie klimatu: oni nagle poczuli się odpowiedzialni za Ziemię. Poczuli, że w ich rękach jest przyszłość naszej planety i tych, co przyjdą kiedyś po nas. Wspaniałe jest to, że ten ruch jest ponadpaństwowy. Że wychodzi poza nacjonalizmy, grupy etniczne. Oni się czują obywatelami globu. Takich idei, które łączą dzisiaj młodzież na całym świecie, jest więcej – na przykład walka o tolerancję dla mniejszości seksualnych czy sprzeciw wobec rasizmu.

I to internet dał im tę możliwość, żeby tak szybko i skutecznie porozumiewać się na całym świecie, organizować, inspirować. Może te komórki nie są takie złe?

Telefon komórkowy to jest narzędzie, którego można używać dobrze i źle. Myślę, że zamykanie się na świat zewnętrzny, realny i uciekanie w ten cyfrowy jest niebezpieczne dla naszych relacji społecznych. Dla tej naszej podstawowej potrzeby żywego kontaktu z drugim człowiekiem. Dlatego uważam, że powinny być momenty, kiedy komórki się nie używa – może na przykład w szkole? 

Pandemia koronawirusa pokazała, jak bardzo potrzebujemy kontaktów na żywo i że nawet najnowocześniejsze technologie nie zastąpią spotkania twarzą w twarz. Ale też zainspirowała bardzo wielu „nowych proroków”, którzy w internecie głoszą swoje teorie spiskowe. Łatwo się w tym zgubić, kiedyś autorytety były jasne, a prawda – zapisana w encyklopedii czy podręczniku. 

To jest i złe, i dobre. Bo ja mogę za autorytet uważać tę osobę, a ktoś inną – i możliwość wyboru jest wartością. Ale żeby samodzielnie wybierać, trzeba umieć poruszać się w tym wielkim świecie informacji. Dlatego w moim przekonaniu najważniejsze w wychowaniu młodego pokolenia jest nauczenie ich samodzielnego krytycznego myślenia, które jest niezbędne, żeby człowiek mógł kierować się w życiu własną opinią. Niestety, nasze szkoły uczą często czegoś zupełnie innego: masz zapamiętać to i tamto, nawet jeśli tego nie rozumiesz. Po co? Żeby dostać pozytywną ocenę, a potem zapomnieć. Masz siedzieć cicho na lekcji, nawet jeśli cię nudzi. Masz umieć powtórzyć to, co jest napisane w podręczniku, zamiast mieć własne zdanie. 

W ten sposób wychowuje się obywateli, którymi łatwo będzie manipulować, których można podporządkować, zastraszyć, wykorzystać. 

To jest tresura, a nie wychowanie. W prawdziwym wychowaniu dorosły jest potrzebny, żeby pomóc młodym w znalezieniu tego, co ich naprawdę interesuje. Pomóc im w odnalezieniu ich własnej drogi. Prawdziwe wychowanie to też tworzenie warunków sprzyjających temu, żeby dziecko umiało odczuć sytuację, w jakiej znajdują się inni – w ten sposób uczy się empatii i tolerancji. Za wszelką cenę należy uczyć młodych ludzi szacunku dla drugiego człowieka bez względu na jego pochodzenie, rasę, wyznanie, orientację seksualną i wszelkie inne różnice.

Dlatego pani szkoła zaczęła przyjmować dzieci uchodźców? 

Przede wszystkim to był odruch okazania pomocy dzieciom po ciężkich, traumatycznych przeżyciach, gdzie indziej odrzucanym. Była to także realizacja naszych idei wychowawczych – uczenia empatii, tolerancji, otwartości na innych. Mamy w szkole panią doktor Zulę, Czeczenkę, która przyjechała przed laty z synami do Polski. Chłopców przyjęliśmy do szkoły, a ona już ponad 25 lat prowadzi u nas gabinet lekarski, który jest miejscem, gdzie każdy uczeń może znaleźć przyjacielską pomoc w trudnych dla siebie chwilach. 

Mamy też Timura, który był jednym z pierwszych przyjętych do nas uchodźców. Zdał przed laty w naszym liceum maturę, skończył w Polsce studia i teraz jest nauczycielem, który na podstawie własnych doświadczeń wie, jak podchodzić do uczniów, którzy po ciężkich często przeżyciach znaleźli się w naszej szkole. 

W tym pomyśle było jeszcze coś: od słów przeszliście do czynów. A wychowanie odbywa się przez przykład. 

Dlatego szkoła powinna być miejscem kształtowania postaw społecznych – tak wychowuje się młodzież na świadomych obywateli. Niesłychanie ważną rzeczą jest, żeby uczeń miał poczucie, że może mieć realny wpływ na to, jak funkcjonuje szkoła. Zakładając przed przeszło 30 laty nasze I Społeczne Liceum Ogólnokształcące „Bednarska”, ustaliliśmy, że szkoła funkcjonować będzie według zasad demokracji. 

Wprowadziliśmy trójpodział szkolnej władzy. Władzę ustawodawczą sprawował szkolny Sejm, do którego wchodzili wybierani w demokratycznych wyborach uczniowie, rodzice i nauczyciele. Władzą wykonawczą była Rada Szkoły, do której także wybierano przedstawicieli trzech szkolnych stanów. Władzę sądowniczą sprawował Niezawisły Sąd Szkolny, w którego skład wchodzą sędziowie wybierani przez całą społeczność, a więc cieszący się powszechnym zaufaniem. 

Może młodzież z takim doświadczeniem lepiej będzie umiała korzystać z przywilejów, jakie daje demokracja. 

Głęboko w to wierzę. Tak jak w to, że nauczeni samodzielnego krytycznego myślenia nie dadzą sobą manipulować i nie będą ulegać różnym niebezpiecznym ideologiom. Na przykład takiej, która głosi, że my, Polacy, jesteśmy lepsi i nie powinniśmy wpuszczać do naszego kraju tych „innych” – to znaczy „obcych”. Takie ideologie przyciągają. Myślę, że wynika to z naturalnej potrzeby, żeby mieć znaczenie, żeby się liczyć. Radykalne, nacjonalistyczne organizacje bazują właśnie na tej potrzebie. 

Jakie są inne zagrożenia dla młodych dziś?

Na pewno nowe technologie, bo one bardzo zmieniły świat i mogą oddalać nas od siebie, choć wiem, że mogą być też wspaniałym narzędziem na łączenie się, wymianę myśli, szukanie nowych źródeł wiedzy. Z zachłannością na życie, wrażenia i zabawę wiąże się problem używek, których popularność ostatnio wzrasta. Wzrosły też różnice w zamożności. Przyglądanie się tym, którym się bardzo dobrze powodzi, rodzi w młodych ludziach poczucie niższości albo zawiść. A to może zmienić się w agresję i postawę w rodzaju: „To ja wam pokażę!”.

A co jest najlepsze w naszej młodzieży?

Najlepsze w młodych ludziach jest to, że oni wciąż dają nam szansę, żeby do nich dotrzeć, zbliżyć się, porozumieć. Tylko czasem trzeba cierpliwie poczekać. Poszukać klucza. 

Co jest tym kluczem?

Coś, co jest pod powierzchnią. Nawet najgorsze zachowanie, najokrutniejsze postępowanie skądś się przecież bierze. Uważny pedagog powinien umieć do tego źródła dotrzeć. Mieliśmy kiedyś bardzo agresywnego ucznia, który znęcał się nad słabszymi kolegami. Ciężko było z nim rozmawiać, aż wreszcie odkryliśmy, że był potwornie bity przez ojca. I ta perspektywa zmieniła nasze podejście do niego. Pamiętam też uczennicę, która bardzo słabo się uczyła, miała problemy z koncentracją, przerażały ją odpowiedzi ustne. Nie wiedzieliśmy, jak jej pomóc. A wtedy w szkole zaczęliśmy prowadzić zajęcia z dziećmi uchodźców. Ta dziewczyna przyszła na jedno z takich spotkań i nagle rozkwitła! Bawiła się z tymi dzieciakami, przytulała je, one nie chciały się od niej oderwać. Odkryła dzięki tym kontaktom swoje powołanie, uwierzyła w siebie i dziś jest cenioną wychowawczynią w przedszkolu.

Można dotrzeć do każdego?

Bardzo cenię sobie naszego wielkiego pedagoga Janusza Korczaka, który twierdził, że nie ma trudnych dzieci, tylko takie, do których nie znaleziono drogi. I dlatego całe swoje życie tych dróg szukam.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
powrót do szkół
Unsplack Stock

Dzień przed początkiem roku szkolnego wiemy, że nic nie wiemy! Szkoła w epoce koronawirusa

Co ze świetlicami? Kiedy możliwe jest przejście na naukę zdalną? Jak teraz będą wyglądać lekcje i przerwy? Sprawdzamy wytyczne ministerstwa i wyliczamy obawy rodziców.
Sylwia Arlak
31.08.2020

Oczywiste jest to, że dzieci potrzebują szkoły: towarzystwa rówieśników, bezpośredniego kontaktu z nauczycielami, ram, w których mogą działać. Jednak dziś rano epidemiolog z Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu, prof. Jarosław Drobnik bez ogródek w radio Tok FM powiedział, że rozpoczynanie roku szkolnego w obecnej sytuacji to „jeden wielki eksperyment społeczny”. Lekarze są przekonani, że powrót do szkół spowoduje większą liczbę zarażeń koronawirusem. Choroby obawiają się nie tylko rodzice, ale też nauczyciele, którzy każdego dnia będą stykali się nie tylko z innymi nauczycielami, lecz przede wszystkim z uczniami. Jeśli założymy, że nauczyciel polskiego w liceum prowadzi 5 lekcji dziennie, to średnio styka się nawet z 150 uczniami.  Mimo że Ministerstwo Edukacji Narodowej uspokaja, rodzice, uczniowie i nauczyciele się niepokoją. Wszyscy zadają sobie pytanie – czy powrót do szkoły w momencie, gdy notujemy codziennie ponad pół tysiąca (a czasem i 700 czy 800) przypadków zakażenia koronawirusem w Polsce, jest bezpieczny? Jak będzie wyglądała nauka od 1 września 2020? Oto co wiemy do tej pory: Nauka w pandemii koronawirusa Do szkoły mogą uczęszczać wyłącznie uczniowie bez objawów koronawirusa, gdy ich domownicy nie przebywają na kwarantannie lub w izolacji. Zdrowi muszą być też opiekunowie przyprowadzający i odprowadzający uczniów. Po wejściu do budynku konieczna będzie dezynfekcja rąk. Szkoła ma za zadanie zapewnić odpowiednie środki – jednak już dziś dyrektorzy alarmują, że nie mają wystarczającej ilości płynów do dezynfekcji, co nie dziwi, zważywszy na to, że przed pandemią w wielu szkołach publicznych brakowało nawet zwykłego mydła i ręczników jednorazowych.  Każda osoba z zewnątrz, która...

Czytaj dalej

Wanda Traczyk-Stawska, która w Powstaniu Warszawskim była łączniczką i strzelcem, wspomina lato '44

Była harcerką, „chłopaczarą”, nie bała się niczego. Wanda Traczyk-Stawska, jedna z żyjących do dziś uczestniczek Powstania Warszawskiego wspomina lata wojny.
Anna Maruszeczko
31.07.2019

Kiedy wybuchła II wojna światowa Wanda Traczyk-Stawska miała zaledwie 12 lat. Jako czternastolatka dołączyła do Szarych Szeregów, działała w „małym sabotażu”. Dwa lata później dołączyła do Powstania Warszawskiego jako strzelec i łączniczka: „Już pierwszego dnia dostałam pistolet od kolegi, Zdziśka Wrony, który zresztą poległ” – mówi.  Anna Maruszeczko: Z czego się bierze u pani ta ciągła potrzeba działania? Wanda Traczyk-Stawska: Z poczucia obowiązku. Przed wojną byłam bardzo pogodnym i aktywnym dzieckiem, ale nie w takim sensie, żebym się miała interesować sytuacją w kraju. Od innych dziewczynek różniłam się tym, że bardzo dobrze grałam w piłkę nożną, chodziłam swoimi ścieżkami, niczego się nie bałam. Dopiero gdy wybuchła wojna, zetknęłam się z tak ciężką traumą, że do dziś czuję, że muszę coś robić dla kraju. Dla jego bezpieczeństwa, dla jego szczęścia. Gdy w 1939 roku zobaczyłam, jak Niemcy strzelali do niemowlęcia, które matka trzymała na rękach w beciku, i ono się rozpadło na mnóstwo kawałków, poczułam, że skończyło się moje dzieciństwo. Myślałam, że oszaleję, nie mogłam poskromić strachu: skoro strzelają do niemowląt?! I chciałam szybko dorosnąć. Po co? Żeby móc walczyć, żeby coś zrobić z tym gniewem, żeby się z tymi Niemcami rozprawić, ale czas jest nieubłagany i nie chce szybciej biec. Chciałam coś zrobić, niezależnie od tego, co robili dorośli. Przed wojną już byłam w harcerstwie. Ale nie chcieli nigdzie przyjmować 12-latek. Dopiero wiosną 1942 roku cały mój zastęp wcielono do Szarych Szeregów. Zaczęły się szkolenia, musztry. Działaliśmy w małym sabotażu. Tam nawet wybierano takie osoby, które dziecinnie wyglądały. Brałam udział w akcji „N”...

Czytaj dalej
Strajk kobiet. Protest przed MEN
East News

Dyrektor murem za uczennicami i uczniami. Odważnie odpowiedział kuratorium

„Czy można sobie wyobrazić piękniejszy przykład edukacji obywatelskiej w praktyce?” – pisze w swoim liście do warszawskiej kurator oświaty dyrektor jednego z liceów. To odpowiedź na strajki uczniów, które miały miejsce w minioną środę.
Kamila Geodecka
04.11.2020

Strajki w Polsce wciąż trwają, na ulicach miast nieprzerwanie zbierają się ludzie, którzy chcą protestować w związku z kontrowersyjnym wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego z 22 października. Przypomnijmy, że orzeczono wtedy, że aborcja wykonywana w przypadku, gdy płód ma wady letalne, jest niezgodna z konstytucją. Protestujących są tysiące. Do strajku przyłączyli się także rolnicy, taksówkarze, wielu lekarzy, prawników, nauczycieli, a nawet kibiców. O swoje prawa chcieli zawalczyć też uczniowie. Szkoła to dziewczyna – młodzi też mają głos Od ponad tygodnia wszystkie media informują nas o protestach na ulicy. Ale swoich praw można się domagać także z domu. Taką strategię przyjęli uczniowie warszawskich liceów, którzy postanowili stworzyć inicjatywę o nazwie „Szkoła to dziewczyna”. W ramach protestu w ubiegłą środę w wielu szkołach młodzież nie wzięła czynnego udziału w lekcjach prowadzonych zdalnie. Zaraz po sprawdzeniu listy obecności przewodniczący klasy miał poinformować nauczyciela o tym, że dziś jest dzień uczniowskiego strajku. Za każdym razem padały również słowa: „Bardzo prosimy o zrozumienie naszej postawy i przyłączenie się do niej. Przyszłość uczennic jest dla nas niezmiernie istotną wartością”. Następnie zapadała cisza i żaden z uczniów nie brał czynnego udziału w lekcji. Przeprowadzenie takiej akcji wymagało od organizatorów dużego wysiłku i zaangażowania. W szkołach przeprowadzane były m.in. referenda. Przyjęto założenie, że protest może się odbyć w tych placówkach, w których minimum połowa uczniów się na to zgodziła. Na Facebooku mogliśmy odnaleźć informacje dotyczące akcji, a każda szkoła mogła dołączyć do inicjatywy. Na reakcję władzy nie trzeba było czekać długo. Warszawska kurator oświaty wysłała...

Czytaj dalej
„Wredne dziewczyny” / Fot. materiały prasowe

10 najlepszych filmów o szkole, które sprawią, że się uśmiechniesz!

Szalone imprezy, buzujące hormony, nieszczęśliwe miłości, wredne dziewczyny, niedojrzałe chłopaki i nic nie rozumiejący nauczyciele. A przede wszystkim ogromna dawka nostalgii.
Anna Zaleska
03.09.2020

Czy tęsknisz za szkolnymi czasami, czy nie, wszystko, co wtedy przeżywałyśmy, miało duży wpływ na to, kim dziś jesteśmy. Filmy o tamtych latach celnie diagnozują to, do czego mogą prowadzić buzujące hormony i mózg, który – jak twierdzą neurolodzy – nie jest jeszcze na tyle dojrzały, by uświadamiać nam konsekwencje różnych postępków. Do tego dochodzi często poczucie niezrozumienia i osamotnienia, bezgraniczna wiara w przyszłość lub jej kompletny brak. Wszystko to stanowi świetny materiał zarówno na dramat, jak i na komedię. A najczęściej na film, w którym jedno z drugim się przenika. Jak w życiu nastolatka. „Klub winowajców” reż. John Hughes (USA 1985) Jeden z najlepszych filmów opowiadających o problemach nastolatków. Oto pięcioro uczniów liceum za różne przewinienia musi przyjść w sobotę do szkoły i napisać wypracowanie o tym, za kogo się uważają. Mają na to dziewięć godzin, a pilnuje ich antypatyczny nauczyciel. Każde z dzieciaków wywodzi się z innego środowiska, inaczej patrzy na świat. Jest tu popularny w szkole zapaśnik, zadzierająca nosa panienka z dobrego domu, wyśmiewany przez rówieśników kujon, trzymająca się na boku outsiderka i buntownik o złośliwym poczuciu humoru. Tak pomyślany film staje się wnikliwym portretem nastolatków, ich problemów, obaw, ale też sterotypów na temat młodych ludzi, które pielęgnują w sobie dorośli. Plus świetna muzyka.   „Gorzka siedemnastka” reż. Kelly Fremon Craig (USA 2016) Siedemnastoletnia Nadine jest skoncentrowaną na sobie, antypatyczną i bezczelną „dziewczyną z problemami” (w tej roli Hailee Steinfeld). Świat wali się jej na głowę, gdy jedyna przyjaciółka zaczyna spotykać się ze znienawidzonym starszym bratem Nadine. Reżyserka...

Czytaj dalej