Post dopaminowy. Wytrzymasz 24 godziny bez smartfona, TV i kawy?
getty imgages

Post dopaminowy. Wytrzymasz 24 godziny bez smartfona, TV i kawy?

Umowa jest taka: ty zafundujesz sobie samej odwyk od bodźców – wszystkich, a twój umysł odwdzięczy ci się za to lepszą koncentracją, większym spokojem i świetnym samopoczuciem.
Bartosz Janiszewski
24.01.2020

Niby nic. Po prostu na 24 godziny odstawiamy smartfon, komputer, telewizor, także używki, w tym kawę. Do wytrzymania przecież, a jakie korzyści! Dopaminowy post podbija świat. Pytanie, czy to kolejna głupia moda, czy jednak sposób na ograniczenie bodźców, które w nadmiarze nas niszczą. I co to w ogóle jest ta cała dopamina?

Znasz to uczucie, kiedy otwierasz przeglądarkę tylko po to, żeby sprawdzić maila, a kończysz dwie godziny później, oglądając film o rzadkich ptakach na YouTubie? Albo zaglądasz do telefonu tylko dlatego, że wyświetliło ci się powiadomienie o nowej Instastories kolegi, który podróżuje po Azji, a chwilę potem, namówiona przez złośliwe algorytmy reklamowe czytasz o premierach 20 seriali, których i tak nigdy nie będziesz miała czasu obejrzeć? 

Dlaczego bezustannie gonimy za kolejnymi nowostkami, chociaż żadna z nich nas tak naprawdę nie interesuje? Przecież większość z nas zdaje sobie sprawę z bezsensownej pogoni za pustymi treściami i obietnicami, a mimo to wciąż biegniemy. Jakbyśmy nie mogli się zatrzymać. Dlaczego? Naukowcy nie mają wątpliwości. Za wszystko odpowiedzialne są: węgiel, wodór, tlen i pojedynczy atom azotu. Niepozorna chemiczna substancja, która steruje całym naszym życiem – dopamina. Ten neuroprzekaźnik mają wszystkie ssaki, gady i ptaki, ale żadne zwierzę nie ma go w sobie tak dużo, jak człowiek. 

Dopamina odgrywa główną rolę w naszych mechanizmach motywacji, nagrody i przyjemności. W skrócie: kiedy zobaczymy na wystawie przepyszne ciastko, a w sieci mignie nam przecena na piękną sukienkę, dopamina zalewa nasz mózg. To ona motywuje do działania, bo obiecuje nam nagrodę. Oczekiwanie nagrody nazywane jest przez badaczy mózgu pragnieniem. Jeden z głównych objawów depresji, anhedonia, to brak pragnienia. Dopamina jest nam więc niezbędna do życia, ale z drugiej strony, potrafi nam to życie kompletnie zniszczyć. To ona stoi za uzależnieniem od hazardu, seksu, narkotyków, to ona sprawia, że szczęście staje się dla nas nieosiągalne. Dlatego niektórzy postanowili nad nią zapanować. 

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Odwyk od dopaminy 

Z pozoru nie wygląda to na bardzo rygorystyczny odwyk. Po prostu na 24 godziny wyłączasz telefon, odkładasz do szafy komputer, wyjmujesz z gniazdka wtyczkę od telewizora, odstawiasz na półkę konsole z grami. Do minimum ograniczasz jedzenie. Całkowicie rezygnujesz z herbaty, papierosów, alkoholu, narkotyków, seksu i kawy. W miarę możliwości unikasz interakcji z ludźmi, nie czytasz książek ani gazet. Możesz za to pisać ręcznie, przejść się na spacer, a nawet zrobić lekki trening. I już – tylko tyle wystarczy, żeby „zresetować” twój mózg. Przynajmniej tak przekonują zwolennicy dopaminowego postu, mody, która podbija Dolinę Krzemową – technologiczną stolicę świata, a za nią cały zachodni świat. Zwolennicy odwyku od dopaminy przekonują, że już jedna doba w świecie z ograniczonymi bodźcami pomaga „zresetować” układ neurologiczny. 

O poście od przyjemności głośno zrobiło się we wrześniu 2019, kiedy psycholog, profesor Cameron Sepah z Uniwersytetu Kalifornijskiego w San Francisco opublikował w sieci poradnik „Odwyk od dopaminy”. Przedstawiał w nim zasady odstawienia bodźców, które powodują wyzwalanie w mózgu dużej ilości tego neuroprzekaźnika: – Żyjemy w uzależniającej ekonomii uwagi. Nasza uwaga nie może wytrzymać w miejscu. Jest bezustannie pobudzana do tego, żeby pragnąć czegoś więcej. Jesteśmy uzależnieni od tego „więcej”. Profesor Sepah przez lata leczył i badał pracowników osławionej Doliny Krzemowej z depresji, uzależnień i wypalenia zawodowego. Według jego obserwacji wszystkie te problemy miały wspólne podłoże: ilość bodźców, którą jego pacjenci przyjmowali każdego dnia, znacznie przewyższała możliwości adaptacyjne każdego człowieka. Ci ludzie byli po prostu zatruci dopaminą. Sepah najpierw chciał im zalecić ograniczenie do minimum korzystania ze smartfona i internetu, a także wypisanie się ze wszystkich mediów społecznościowych. Szybko zorientował się jednak, że dla pracowników Doliny Krzemowej takie zalecenie to zawodowa śmierć. – A skoro nie można odrzucić jakichś bodźców, trzeba nauczyć się je kontrolować – twierdzi. Jego poradnik o dopaminowym poście w ciągu kilku godzin udostępniło 100 tysięcy osób. Pomysł bardzo szybko zyskał zwolenników zarówno wśród pracowników gigantów, takich jak Google, Facebook, Apple czy Amazon, jak i małych start-upów.

Ci, którzy przeszli dopaminowy post, przekonywali na łamach „New York Timesa” czy „Guardiana”, że jest jak spa dla mózgu. Zwiększa kreatywność, poprawia koncentrację, pozwala więcej i wydajniej pracować, ale też bardziej cieszyć się życiem. – Jesteśmy uzależnieni od dopaminy, bo ciągle dostajemy jej więcej i więcej. Jedzenie czy media społecznościowe to szybkie strzały tego neuroprzekaźnika, które działają jak kokaina. Za pierwszym razem wystarczy ci odrobina, ale kiedy bierzesz ją codziennie, musisz wciągnąć nosem kilka kresek, żeby cokolwiek poczuć. Jak narkoman, który z czasem potrzebuje coraz większej dawki, tak i my szukamy coraz większej ilości dopaminowych wyzwalaczy, bo to, co konsumowaliśmy do tej pory, przestaje nam wystarczać – tłumaczy profesor Sepah. 

Chcemy odczuwać więcej, a w efekcie odczuwamy jednak mniej: kiedyś odcinek ulubionego serialu puszczanego raz w tygodniu w telewizji był prawdziwym świętem. Dziś nudzimy się, oglądając najbardziej wysmakowane produkcje z gwiazdorską obsadą – jest ich tak dużo, że przestają sprawiać nam przyjemność. To samo dotyczy właściwie wszystkich dziedzin życia, w których mamy dziś nadmiar: zakupów, jedzenia, dostępu do informacji. Dopaminowy post ma sprawić, że kawa nie tylko będzie nam smakować, ale zacznie znowu działać. Seks znów stanie się źródłem uniesień, a godzina z grami wideo przyniesie znowu tyle radości, co w liceum. Przede wszystkim jednak w końcu będziemy mogli trochę odetchnąć. Naukowcy mówią, że wszyscy cierpimy na nadmiar bodźców, ale nadmiar to eufemizm. Toniemy w bodźcach bardziej niż Wenecja podczas ostatniej powodzi. Przeciętny Amerykanin wchłania dziennie 34 gigabajty danych – to odpowiednik mniej więcej 100 tysięcy słów. Gdyby ktoś chciał opowiedzieć nam treści, które przyjmujemy w ciągu dnia, musiałby mówić przez 12 godzin. Bez przerwy. 

Wieczne nienasycenie

Jeszcze gorsze od bodźców jest jednak nasze wieczne nienasycenie.

– W epoce turbokapitalizmu, w której żyjemy, najważniejsza jest ta część osobowości, którą Freud nazwałby ID. To, co nas napędza, motywuje do działania, pcha do pracy, nagradza, ale też każe emocjonalnie – przekonuje psycholog, profesor Bartłomiej Dobroczyński z Uniwersytetu Jagiellońskiego i zaraz dodaje, że tę część naszego mózgu można obrazowo przedstawić jak wściekłe, uzbrojone w pas szachida dziecko, które bezustannym szantażem wymusza od nas więcej. – Więcej seksu, więcej władzy, więcej znaczenia, więcej pieniędzy, więcej żarcia, więcej wszystkiego. Jeśli dziś dostaniemy Nagrodę Nobla i będziemy uprawiali seks z 20 partnerkami, jutro będziemy chcieli dwóch Nobli i 40 partnerek. A jeśli ich nie dostaniemy, będziemy rozczarowani – tłumaczy profesor Dobroczyński. 

Mick Jagger w swojej biografii przyznał, że miał w łóżku ponad cztery tysiące kobiet. Trudno nie zadać sobie pytania, czy nigdy nie miał dość i czy po prostu mu się to nie znudziło? Jak pisze Daniel Lieberman w książce „Mózg chce więcej. Dopamina. Naturalny dopalacz”, wydanej w 2019 roku, posiadanie nie jest dla nas interesujące. Liczy się tylko zdobywanie. Jeśli mieszkasz pod mostem, dopamina sprawi, że zapragniesz namiotu. Jeżeli masz już namiot, zażąda od ciebie domu. Gdybyś zamieszkał w najdroższej rezydencji na Ziemi, wzbudziłaby pragnienie zamku na Księżycu.

Nie jest istotne, jak dobrze ci się układa w życiu – ważne jest tylko to, co jeszcze mógłbyś mieć. Wokalistę The Rolling Stones, podobnie jak nas wszystkich, pociągają pasja, cel, ekscytacja i dreszcz niepokoju wpisane w poszukiwanie nowego obiektu miłości. Różnica jest taka, że w pewnym momencie większość z nas uświadamia sobie, że dopamina nas okłamuje, więc kluczem do zaspokojenia nie będzie kolejna piękna partnerka czy partner. 

Związki miłosne to zresztą jedno z najlepszych laboratoriów do obserwowania tego, jak działa dopamina. To ona odgrywa główną rolę w fazie zakochiwania, sprawia, że chcemy spędzać z ukochaną osobą każdą sekundę, że nie zauważamy jej wad, cały świat poza obiektem miłości wydaje nam się blady i pozbawiony sensu. Za jej sprawą wierzymy, że możemy przenosić góry i razem pokonać każdą trudność. 

Kiedy kończy się dopaminowa miłość

Chemia mózgu jest jednak nieubłagana. Po roku, góra dwóch, wyrzut dopaminy związany z uczuciem, spada niemal do zera. To wtedy rozpada się większość związków. Inne zaś trwają, ale nie są już tak szczęśliwe jak wcześniej. Nawet jeśli partnerzy nie będą się zdradzać, pojawią się flirty, zainteresowanie kimś innym, irytacja wadami. Dopamina będzie upominała się o „nowe”. Na szczęście miłość nie jest do końca skazana na porażkę. W dojrzałych i prawdziwie szczęśliwych związkach dopamina może zostać zastąpiona przez inne neuroprzekaźniki zorientowane na to, co „tu i teraz”: serotoninę, oksytocynę, endorfiny i endokannabinoidy. Dzięki nim cieszy nas już nie oczekiwanie i wizja przeszłości, ale potrafimy odczuwać radość z tego, co już mamy. Helen E. Fisher, antropolożka zajmująca się badaniem miłości, nazywa to przejściem z miłości namiętnej do miłości „współodczuwającej”, w której wytwarzamy z partnerem prawdziwą więź, a nie złudzenie oparte na naszej wewnętrznej fabryce dopaminy. 

Zapytany o sens odwyku dopaminowego profesor Dobroczyński mówi, że systemy neuroprzekaźników, z którymi przychodzimy na świat, są indywidualnie zróżnicowane. 

– Są ludzie, którzy muszą być na siódemce w skali od jednego do dziesięciu, żeby odczuwać szczęście. A ponieważ jak każdy z nas przez większość życia żyją na poziomie czwartym lub piątym, nigdy tak naprawdę nie będą czuli się dobrze. Ktoś, kto urodził się z innym systemem, będzie w takiej samej rzeczywistości szczęśliwy każdego dnia – tłumaczy profesor. Dodaje jednak, że sama idea postu to niezły pomysł: – Każdy kto zna naturę ludzką, wszystkie ścieżki duchowe i optymalizujące ludzkie zachowanie, wie, że idea, by co jakiś czas się wyzerować, jest słuszna. Wszystkie kultury mają posty, odosobnienia, groty, do których święci udawali się pomyśleć. Badania, w których ludzi odcina się w sposób kontrolowany od bodźców, pokazują, że w takiej sytuacji mózgi natychmiast dostają popędu i zaczynają generować pomysły i idee. Tak samo jak każdy lekarz przyzna, że zdrowo jest przez jeden dzień w miesiącu nic nie jeść – tłumaczy. 

Zastrzega jednak:

– Ludzie z Doliny Krzemowej są współczesnymi bogami z Olimpu, panami świata. Generują pieniądze, produkty i mody. Ale równocześnie toczy ich ten sam rak, co całą resztę: bezustannie muszę konkurować, bez przerwy coś wymyślać.

Nic dziwnego, że wciąż szukają sposób, by ich umysły pracowały lepiej. To w Dolinie Krzemowej wybuchła moda na nootropiki (preparaty wspomagające pracę mózgu) czy mikrodawkowanie polegające na przyjmowaniu bardzo małych porcji narkotyków (LSD lub grzybków halucynogennych), dzięki którym wzrastać miały kreatywność i koncentracja. Odwyk od dopaminy to kolejny pomysł, który ma szansę poprawić kreatywność.

– Ale to też nic nowego – mówi profesor Dobroczyński. – Przecież już Chrystus wpadł na ten pomysł i zrobił sobie post dopaminowy w wersji hard przez 40 dni na pustyni. Wytrzymanie jednej doby nie jest więc aż takim wyczynem. Tyle że Chrystusowi było łatwiej, bo nie miał smartfona.

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 2/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Dylemat społeczny, Netflix
„Dylemat społeczny”, Netflix. Fot. materiały prasowe

Masz konto na FB, Instagramie czy Twitterze? Musisz obejrzeć ten film – otwiera oczy!

„Dylemat społeczny” udowadnia, że napędzanie naszego uzależnienia to świadome działanie firm technologicznych, a nie skutek uboczny mediów społecznościowych.
Magdalena Żakowska
17.10.2020

Każda z nas obserwuje na co dzień, jak media społecznościowe wpływają na nasze życie – na to, jak się ubieramy, jakie kosmetyki kupujemy, do jakich restauracji chodzimy, a nawet na to, jakie dekoracje wybieramy na święta i jakie potrawy stawiamy na stole. Posty, które czytamy potrafią wywołać w nas niepokój, frustrację, przygnębienie, a czasem łapiemy się na tym, że straciłyśmy mnóstwo czasu na przeglądanie treści, które kompletnie nas nie interesują. Oglądając dokument „Dylemat społeczny” dowiecie się, jak media społecznościowe wpływają na nasze decyzje i sposób życia, jak przejmują nad nami kontrolę. To dobry punkt startu do tego, żeby zacząć myśleć o bardziej świadomym korzystaniu z tych narzędzi. A może nawet o poście dopaminowym! Jesteś produktem Od momentu wrześniowej premiery „Dylemat socjalny” jest najchętniej oglądanym dokumentem na platformie Netflix. Brytyjski dziennik The Independent nazwał go „najważniejszym dokumentem naszych czasów”. W skrócie dokument opowiada o tym, jak Facebook, Instagram, Twitter, TikTok i inne platformy walczą o naszą uwagę i wykorzystują swoje algorytmy do tego, aby jak najdłużej zatrzymać nas w tych aplikacjach. Po co? Żeby jak najwięcej na nas zarobić.  Jeśli nie płacisz za produkt, to znaczy, że sam jesteś produktem – mówi znane porzekadło z Doliny Krzemowej. W tym wypadku produktem jest nasza uwaga, którą media społecznościowe sprzedają swoim reklamodawcom. Czym więcej uwagi poświęcamy mediom społecznościowym, tym więcej mogą jej sprzedać i tym więcej zarabiają. Nasze uzależnienie to ich większy zysk. Twórcy dokumentu dowodzą, że manipulowanie ludzkim zachowaniem dla zysku jest jedną z podstawowych zasad funkcjonowania firm technologicznych będących w posiadaniu mediów...

Czytaj dalej
Joga a sezonowa depresja
iStock

Joga koi i odpręża. Oto dlaczego warto praktykować przy obniżonym nastroju i depresji sezonowej

Sezonowa depresja o różnym nasileniu dotyka w okresie jesienno-zimowym wielu z nas. Warto wiedzieć, jak za pomocą praktyki jogi można zmniejszyć jej objawy.
Izabela Raczkowska
30.12.2020

Kiedy szybciej zapada zmrok, robi się zimniej, częściej pada, a zasnute chmurami niebo przybiera siny odcień, spora część osób cierpi z powodu obniżonego nastroju. Jakie są jego objawy? Przestaje się nam chcieć chcieć. Jesteśmy przewlekle zmęczeni i z dnia na dzień mamy coraz mniej energii. Stale towarzyszy nam senność połączona z gorszą jakością snu. Nieustannie jesteśmy głodni i podjadamy słodycze. Stan ten pogłębia się z nadejściem kolejnych zimowych miesięcy, owocując smutkiem, obojętnością, wycofaniem, przygnębieniem, poczuciem bezradności i zniechęceniem. Częściej niż zwykle dajemy upust rozdrażnieniu i ciągłemu poczuciu irytacji. Czym jest depresja sezonowa i dlaczego nas dotyka? Warto zastanowić, czy nie mamy do czynienia sezonową depresją (SAD – seasonal affective disorder). W zależności od stanu aury pojawia się ona w okresie od września do listopada, narasta aż do lutego, a później ulega remisji wraz z nastaniem marca lub kwietnia. Według naukowców etiologia tego zaburzenia nie do końca jest wyjaśniona, ale za najpewniejszą przyczynę przyjmuje się zakłócone procesy biochemiczne naszego mózgu. Z badań wynika, że coraz mniejsza ilość światła słonecznego, coraz niższe temperatury, zmiany ciśnienia i wilgotności wpływają bezpośrednio na funkcjonowanie neuroprzekaźników w obrębie naszego ośrodkowego układu nerwowego. Czytaj także: Depresja sezonowa może dotknąć każdego. Psycholożka tłumaczy, jakie objawy powinny nas zaniepokoić Ów zespół objawów spowodowany nastaniem jesieni to częściowo zupełnie naturalne zjawisko, z którym mieliśmy do czynienia od zawsze. W czasach, kiedy człowiek żył blisko natury, prowadząc spokojne i przewidywalne życie, taki zespół objawów przystosowywał nas do naturalnego cyklu. Mogliśmy wyhamować dynamizm wiosny i...

Czytaj dalej
Jak pobudzić kreatywność?
Pexels.com

Kreatywność – jak ją w sobie rozbudzić i dobrze wykorzystać?

Kreatywność jest tylko dla wybranych? Nic podobnego. Każdy z nas rodzi się kreatywny. Nie każdy jednak wie, co zrobić, by takim pozostać, a przecież kreatywność, jak inne zdolności, trzeba ćwiczyć.
Karolina Morelowska-Siluk
19.11.2020

Najlepszym i niezbitym dowodem na to, że każdy człowiek przychodzi na świat z kreatywnością, są dzieci. Może to zaobserwować każdy rodzic. Dzieci bez żadnego problemu, jak z rękawa, sypią rozmaitymi opowieściami, np. jak to fioletowy ufoludek odwiedził dziś ich grupę w przedszkolu. Kreatywność u dzieci i dorosłych Dziecko w piaskownicy jednego dnia jest wróżką, która potrafi wyczarować kubełek pełen lodów, następnego dnia jest już supermanem, który ratuje świat przed złymi duchami. To jest właśnie kreatywność. Jest ona cechą wrodzoną, właściwą każdemu z nas. Błędne przypisywanie kreatywności wyłącznie wybitnym umysłom związane jest z faktem, że tym osobom udało się połączyć kreatywne podejście z wiedzą w konkretnej dziedzinie, co zaowocowało np. słynnym obrazem czy przełomowym odkryciem. Zatem, po pierwsze: kreatywny jest każdy człowiek, tylko nie każdy posiada wystarczającą wiedzę, by tę kreatywność wykorzystać. Po drugie: nie każdy wie, że kreatywność trzeba ćwiczyć! Czytaj także: Katarzyna Puzyńska: Mistrzyni kryminału o tym, jak rozwijać w sobie kreatywność Jak pobudzić kreatywność? Kreatywność można, a nawet należy sprytnie prowokować. Jest na to wiele sprawdzonych sposobów. 1. Mózg lubi ruch Chwila marszu przed pracą, a jeszcze lepiej w trakcie przerwy, to doskonały pomysł. „Pot jest jak WD-40 dla umysłu: smaruje zardzewiałe zawiasy w mózgu i sprawia, że myślenie staje się bardziej płynne. Ćwiczenia pozwalają umysłowi uzyskać dostęp do nowych pomysłów, dotąd schowanych w podświadomości” – pisze na łamach pisma „Psychology Today” Christopher Bergland, światowej klasy triatlonista, trener i pisarz. Podobno Albert Einstein teorię względności stworzył podczas jazdy na rowerze! W brytyjskim Middlesex University...

Czytaj dalej
Jesteś osobą wysoko wrażliwą?
Pawel Szymanski/Unsplash.com

Czy jesteś osobą wysoko wrażliwą (WWO)? Zadaj sobie kilka pytań

Ludzie wysoko wrażliwi posiadają coś w rodzaju szóstego zmysłu. Charakteryzuje ich wysoki poziom empatii, trafnie i szybko rozpoznają emocje innych osób. Jeśli ktoś cierpi, zauważą to pierwsi. Zawsze „poczują”, gdy ktoś jest nieszczęśliwy.
Karolina Morelowska-Siluk
19.11.2020

Czy usłyszałaś kiedyś od kogoś, że jesteś „przewrażliwiona”? Czy masz czasem wrażenie, że wszystko wpływa na ciebie znacznie mocniej niż na innych ludzi? Czy czujesz dyskomfort, kiedy widzisz w filmie czy w Internecie, że ktoś sprawia komuś innemu przykrość? Czy sceny przemocy wywołują w tobie płacz albo konieczność odwrócenia wzroku? Czy kiedy zobaczysz zimą na ulicy bezdomnego psa, nie możesz potem przestać myśleć o nim przez całą noc? Jeśli odpowiedziałaś twierdząco na większość pytań, być może jesteś osobą WWO . Osoby wysoko wrażliwe mają „szósty zmysł” W 1991 roku psycholożka kliniczna Elaine Aron rozpoczęła badania nad nadwrażliwością emocjonalną. Okazało się wtedy, że może ona dotyczyć nawet 20 proc. społeczeństwa. Z tego powodu nie może być uznana za zaburzenie. Trzeba jednak powiedzieć sobie jasno, że pozostałe 80 proc. osób nie rozumie nadwrażliwości, tym samym może uważać ją za słabość, przewrażliwienie czy użalanie się nad sobą. Wysokiej wrażliwości nie można zmienić Ważnym wnioskiem płynącym z przeprowadzonych badań jest fakt, że nadwrażliwość emocjonalna jest „przypadłością” wrodzoną i nie da się jej całkowicie pozbyć. Silna reakcja na bodźce jest zapisana w naszym układzie nerwowym i nie mamy na nią wpływu. Psychologowie z Uniwersytetu Stony Brook w Nowym Jorku przeanalizowali obrazy mózgu i wykazali, że funkcjonowanie tego organu u osoby bardziej wrażliwej cechuje wyższa aktywność w płacie czołowym, np. na widok szczęśliwej lub smutnej twarzy. Osoba ta zbiera i porównuje szczegóły tych twarzy z większą precyzją niż mniej wrażliwi ludzie. Czytaj także: Każdy z nas jest inny. Poznaj 6 typów osób wysoko wrażliwych Mocne strony osób wysoko wrażliwych Nadwrażliwość emocjonalna z jednej...

Czytaj dalej