Portale randkowe, seksczaty, Tinder – coraz częściej „używamy” seksu, zamiast szukać prawdziwej bliskości
iStock

Portale randkowe, seksczaty, Tinder – coraz częściej „używamy” seksu, zamiast szukać prawdziwej bliskości

Seks jest wszędzie. Nie trzeba już nawet wychodzić z domu. W internecie znajdziemy sto możliwości, żeby zaspokajać fantazje i pragnienia. Istnieje jedno ryzyko: że się uzależnimy i przegapimy miłość, związek, życie.
Magdalena Felis
31.07.2020

Uzależnienie od seksu to coraz powszechniejszy problem, ale wciąż mówienie o nim budzi złośliwe uśmieszki. Myślimy, że to tylko wymówka, usprawiedliwienie zdrady, oznaka słabości. Czasem nawet zazdrościmy – „ten to prowadzi ciekawe życie!”, ale prawda jest taka, że seks jako budząca silne emocje przyjemność, może stać się używką. I jak każda używka powoli, krok po kroku będzie nam odbierał radość życia, ograniczał wolność, zamiast tworzyć więzi – odsuwał od bliskich. O uzależnieniu od seksu rozmawiamy z Dorotą Biały, psychoterapeutką i coachem, która przez lata pracowała w korporacjach, zajmowała się też ofiarami przemocy wobec kobiet oraz z Mikołajem Czyżem, psychoterapeutą pracującym z parami i rodzinami. 

Magdalena Felis „Uroda Życia”: Czy istnieje uzależnienie od seksu? I jak je odróżnić od rozrywkowego stylu życia, w którym zdarzają się erotyczne przygody?

Dorota Biały: Seks i stan upojenia z nim związany, podobnie jak hazard, narkotyki czy alkohol, w pewnych warunkach staje się „używką”. Psycholodzy mówią o uzależnieniu od seksu, kiedy komuś potrzebna jest pomoc w odzyskaniu kontroli nad własnym życiem. W takiej sytuacji seks bywa wyłącznie obietnicą czegoś. Bliskości? Ekstazy? Może władzy? Na pewno czegoś, do czego ten człowiek na co dzień nie ma dostępu. 

Kiedy tak się dzieje?

DB: Taki człowiek tęskni do jakiegoś stanu, czegoś pragnie, ma jakieś potrzeby, np. bliskości, ale ze względu na wychowanie, konflikt wewnętrzny, obowiązujące reguły czy własne ograniczenia nie może sobie tego zapewnić. Jednocześnie bardzo pragnie być w bliskiej relacji z drugą osobą, ale tego nie potrafi. Wówczas zaczyna używać do tego seksu, coraz częściej i intensywniej. Paradoks polega na tym, że właśnie „używając” seksu, nie zbliżamy się do drugiego człowieka, lecz przeciwnie – oddalamy się jeszcze bardziej. Na tym polega zresztą każdy mechanizm uzależnienia – od papierosów, alkoholu, cukru, seksu, hazardu. Sięgamy po nie, żeby nas przeniosły jak helikopter ponad granicami naszej tożsamości i codziennych ograniczeń, by jak najszybciej dotrzeć do upragnionego stanu.

Mikołaj Czyż: A przecież nie możesz się w ten sposób zbliżyć do drugiej osoby, bo ona jest traktowana instrumentalnie. Sięgasz po coś, czegoś ci brakuje, masz mgliste wyobrażenie, co to jest, i choć pociąg jest realny, coś jednak ci nie pasuje w tej sytuacji. Bo uzależnienia mają to do siebie, że zawsze wyobrażenie, czyli „sen” o tym, co się stanie, jest mocniejsze niż to, co się potem realnie dzieje. Między oczekiwaniami a rzeczywistością tworzy się przepaść.

Choć oczywiście w życiu tak bywa, że czasem nie możemy sobie zapewnić czegoś tyle, ile potrzebujemy. Wtedy możemy malować obrazy, złościć się albo pisać książki – poszukiwać i próbować. Albo możemy używać „protez”, żeby poczuć się lepiej. 

Wolny seks a uzależnienie od seksu

Na przykład portalu randkowego do znalezienia mężczyzny na jedną noc bez mamienia się, że to miłość mojego życia?

MCz: Jeśli chcemy znaleźć kogoś o odpowiednich cechach i preferencjach seksualnych i decydujemy się posłużyć portalem internetowym, to jest on tylko narzędziem. Takim samym jak telefon.

A jeżeli takie narzędzie zaczyna zabierać mi życie? Jeżeli zaczynam zaniedbywać przez to pracę, rozpada się mój związek? 

MCz: Zazwyczaj każdy ma w sobie „drugą stronę”, tę, która obserwuje i orientuje się, że coś jest nie tak. Widzi pojawiający się kłopot.

Tylko że my, często wbrew faktom, wierzymy, że kontrolujemy sytuację, że jutro przestaniemy, wylogujemy się z portalu, nie kupimy alkoholu itd.

MCz: Tak się dzieje, jeśli nie słuchamy tej drugiej, obserwującej strony samego siebie. Bo zwykle prowadzimy wewnętrzny dialog. I jedna strona zachęca: „Szalej!”. A druga strona mówi: „Słuchaj, coś jest nie tak. Zaniedbujesz siebie, rodzinę, nie rozmawiasz z żoną”.

DB: Zawsze są w nas te dwie strony. Tylko czasem myślimy, że jesteśmy monolitem. 

Rozmawiamy o uzależnieniu od seksu w kontekście innych uzależnień. Tymczasem mam wrażenie, że właśnie seks i seksoholizm otoczone są nimbem czegoś niezwykłego, pożądanego i elektryzującego. 

MCz: Jeśli ktoś, widząc osobę uzależnioną od seksu, myśli sobie: „Ten to ma dużo czegoś dobrego”, to pewnie ma takie podejście. Ale jeśli zobaczy tę osobę pełniej, to zorientuje się, że ona jest w dramatycznym, nierozwiązanym konflikcie z samym sobą. I że płaci za to olbrzymią cenę. 

DB: Im bardziej człowiek jest uzależniony, tym bardziej brakuje mu tego, czego szukał. Aż w końcu dociera do miejsca, gdzie jest już wyłącznie smutek. Nie tylko dla niego, ale i dla partnera. Bo ten partner jest współuzależniony. Ich relacji tak naprawdę nie ma, bo jest niemożliwa. To tylko rodzaj wspólnego snu.

Niektórym łatwiej jest jednak zaakceptować, że mąż przepija pieniądze, niż że wydaje je na kochanki.

MCz: Partner w relacji z człowiekiem uzależnionym traktowany jest przedmiotowo, nie podmiotowo. A jeśli jesteś przedmiotem, to co za różnica, czy zielonym, czy niebieskim? W obu przypadkach uzależniony nie jest zainteresowany partnerem, nie widzi go, nie myśli o nim, używa go. W drugą stronę jest tak samo. 

Partner seksoholika

To znaczy?

MCz: Powiedzmy, że kobieta zdradza, jest uzależniona od seksu, a jej życiowy partner stoi po stronie „prawdziwej miłości”. I to mu daje uczucie pewnej wyjątkowości. Bo w imię miłości przebacza, jest wyrozumiały, czeka na jej opamiętanie, cierpi. Tylko że to jest oszustwo. Bo nawet jeśli naprawdę wierzy w tę miłość, to tutaj ani jej nie daje, ani nie dostaje.

Na pewno nie dostaje? 

MCz: Jeżeli partnerka jest poważnie uzależniona, to nie jest w prawdziwej relacji, nie może być. Bo żeby taka relacja w ogóle zaistniała, trzeba choć na chwilę wyrwać się z uzależnienia. Zrobić trochę miejsca na budowanie świadomości tego, co się dzieje, świadomości siebie i drugiej osoby.

Czy taka sytuacja świadczy o egoizmie i okrucieństwie tej osoby?

DB: To obie strony razem fundują sobie taki los. W związku nigdy nie wiadomo do końca, kto pierwszy czegoś nie zrobił lub zrobił. Jeśli ona czegoś nie może dostać w tej relacji i zaczyna szukać gdzie indziej, być może dzieje sie tak właśnie dlatego, że partner był na nią głuchy? 

A może dlatego, że ona nie umie zadbać ani o siebie, ani o tę relację? Więc nie można wykluczyć, że obie strony były w jakimś sensie okrutne. Ale to oczywiście nie tłumaczy uzależnienia, tylko mówi coś więcej o tym, co dzieje się między nimi.

Ale czy poczucie braku musi wynikać z relacji z partnerem? Komuś może przecież brakować na przykład sukcesu zawodowego. Więc loguje się na jakiś portal, w trzy minuty uwodzi nieznaną osobę i czuje się jak demon seksu. I coś sobie tym kompensuje. 

MCz: Jeśli ona nie ma sukcesu zawodowego i czuje potrzebę, by go czymś zastąpić, to może przyjść do swojego partnera i powiedzieć: „Słuchaj, potrzebuję tego i tego. I nie widzę innego sposobu. Może ty widzisz jakieś rozwiązanie?”.

DB: Albo pyta: „Co ty na to?”. Wtedy to jest prawdziwa relacja. Nie ma jej natomiast wtedy, kiedy mówi: „Masz mi zrobić tak, żeby mi było dobrze”. 

MCz: Jeżeli zaczyna szukać na zewnątrz i wyklucza partnera, to też jest to bardzo mocny sygnał złej jakości relacji z partnerem.

Złej, czyli jakiej?

MCz: „Chcę cię oszukiwać, chcę cię utrzymywać w stanie niewiedzy, bo gdybyś wiedział, to byś zrobił coś, czego ja nie chcę”. Człowiek uzależniony pochłonięty jest jedną myślą. Zastanawia się, jak zarządzać drugą osobą i całym światem, żeby mógł dalej tkwić w uzależnieniu. 

No dobrze. Załóżmy jednak, że ktoś kogoś przyłapał albo uzależniona osoba złamała się i przyznała. Przeprasza, tłumaczy, że jest chora. Czy druga strona ma wtedy myśleć: „on jest chory”, czy też uznać, że „ten drań ma mnie gdzieś, oszukiwał mnie jak ostatniego frajera”.

DB: Ale może warto wtedy szczerze powiedzieć sobie, co się dzieje. I zapytać samego siebie: jakie mam korzyści z bycia w tym związku, z tej sytuacji? Dlaczego tu jestem? Co ze mną się dzieje? 

MCz: Bardzo ważna jest precyzja w ocenie swojej reakcji: co czuję? Czemu chcę „uciąć łeb”? Mamy różne myśli, ale często niektóre od siebie odsuwamy, bo wydają się za trudne. Ale jeśli „wycinamy” część swoich reakcji, to wspieramy niebezpieczny układ. Dlatego musimy uświadomić sobie wszystkie reakcje. To, że on cię wkurza. Że cię zranił. Że chcesz go zabić. W tych uzależnieniowych historiach bardzo ważne jest pytanie: co się NAPRAWDĘ dzieje? Kiedy zaczynasz się nad tym zastanawiać, rośnie twoja świadomość. 

Leczenie seksoholizmu

Powiedzmy, że uzależniona osoba obiecuje poprawę, a partner czy partnerka daje jej drugą szansę. W przypadku alkoholika polegałoby to na tym, że na odwyku całkowicie przestaje pić, uzależniony od seksczatów kasuje wszystkie konta na portalach randkowych. A uzależniony od seksu… przestaje go uprawiać także w związku, który chce ocalić?

MCz: W wychodzeniu z uzależnienia potrzebna jest jasność. Musimy wiedzieć, czy ktoś naprawdę się zmienia, czy tylko realizuje program, który służy utrzymaniu związku.

DB: Stawianie sprawy w taki sposób: „nie będziesz tego i tego robić od tego i tego momentu”, oznacza tak naprawdę, że w związku używana jest siła, przymus. A może właśnie takie zachowanie było już wcześniej przyczyną problemów? Dlatego, żeby cokolwiek miało sens, to osoba uzależniona musi autonomicznie podjąć decyzję, czy chce się leczyć, czy nie.

MCz: Ona musi sobie odpowiedzieć, czy jest w stanie wybierać. Czy umie odróżnić, czego nie chce, a czego chce. Jeśli tego nie zrobi, pozostanie jej tylko ugięcie się pod presją i powiedzenie: „Przecież już wyłączyłam wszystkie konta!”. Jednak w głowie nic nie wyłączyła. Więc nic się nie zmienia. 

Załóżmy, że ona idzie na terapię, bo podjęła taką decyzję. Co dzieje się z tym związkiem? Co ma zrobić partner?

DB: Przyjrzeć się sobie. Zastanowić się, jak bardzo wspiera ten mechanizm. Często się zdarza, że w takim związku druga osoba nie jest w stanie być w sensie podmiotowym w relacji, tylko wszystko robi w kontekście partnera. Nie może go stracić z oczu, żeby zająć się swoim życiem. Zamiast tego podkłada pluskwy, sprawdza telefon, kontroluje. 

To nie do zniesienia.

MCz: Trudno jest wybrać między ekscytacją związaną z kontrolowaniem kogoś, poczuciem, że coś zaraz znajdziesz, a tym, że stoisz przed własnym życiem i zastanawiasz się, co z nim zrobić. Dla wielu łatwiejszy jest pierwszy wariant. 

DB: On daje człowiekowi straszną moc. „Patrz, jaki jestem sprytny i inteligentny! Znowu cię przyłapałem!” Dlatego nie należy tak łatwo uznawać, że w związku jest tylko jedna osoba, która ma problem i powinna się leczyć. Bo każdy związek stworzyły i utrzymują obie osoby. 

A czy z uzależnienia od seksu można wyjść? Uważa się przecież, że człowiek uzależniony od czegokolwiek pozostaje taki do końca życia.

MCz: Takie myślenie to tylko jedna z prób zrozumienia uzależnień. To nie jest prawda objawiona. Są też inne hipotezy. Uważa się na przykład, że uzależnienie wynika z konkretnego problemu, więc jeżeli on zostanie rozwiązany, to i konflikt przestaje istnieć, a twoje życie jest już inne.

DB: Kończysz z tamtą historią i zaczynasz coś zupełnie nowego. Ale tylko wtedy, kiedy zrozumiesz, co wpędziło cię w uzależnienie.

MCz: I to jest bardziej twórcze podejście. Natomiast jeśli myślisz, że nie możesz się zmienić, to grozi ci, że będziesz sobie na wszystko pozwalał, bo przecież masz „glejt” na takie zachowanie.

Glejt, czyli taką furteczkę do mojego świata, w którym jestem bezpieczny – w głębi króliczej nory, w mojej własnej krainie czarów? 

MCz: Jakiej krainie czarów?! To żadna kraina czarów, to gigantyczna pułapka! Przeświadczenie, że możesz zrobić „pstryk” i coś mieć, jest fałszywe. To, co wtedy masz, jest kulawe, rozczarowujące. Jest tylko cieniem tego, czego naprawdę chcesz. Prawdziwa kraina czarów jest gdzie indziej. Żeby się do niej dostać, nie możesz zatrzymać się na uzależnieniu.

***

Rozmowa z Dorotą Biały i Mikołajem Czyżem ukazała się w „Urodzie Życia” 1/2016

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
seks w związku
Adobe Stock

„Seks sam się nie ułoży” – dr Alicja Długołęcka mówi, jak zawalczyć o intymność 

„Kobiety, wchodząc w związek, podświadomie oddają się w ręce drugiej osoby. Oczekują, że to mężczyzna sprawi, że seks będzie super. A potem mają żal, bo coś je w życiu omija" – mówi seksuolożka dr Alicja Długołęcka.
Joanna Mielewczyk
07.07.2020

Kobiety wchodząc w związek czasem czują się tak, jakby były zwolnione z odpowiedzialności za własne życie. Dotyczy to również seksu, uważa seksuolożka dr Alicja Długołęcka. Za bardzo zdajemy się na partnerów. Za bardzo to oni wpływają na to, czy seks stanie się ważnym obszarem w naszym życiu. J oanna Mielewczyk: Przyzwyczajenie, rutyna, zmęczenie, brak uważności – pani doktor, czy dobrze szukam winnych powolnego odpuszczania i w końcu rezygnacji z seksu w związkach? Dr Alicja Długołęcka: Seks, jak i inne dziedziny życia, porównałabym do dobrych książek. Można je czytać we wczesnej młodości, ale niewiele się z nich rozumie. Podobnie jest z seksem. Wymieniła pani różne powody, a ja myślę, że pierwszym, podstawowym jest to, że wchodzimy w życie seksualne z jakimś o nim wyobrażeniem – z filmów, mediów, literatury, trochę z potocznej wiedzy opartej na stereotypach. Natomiast brakuje nam edukacji seksualnej, szczególnie skoncentrowanej na pozytywnych aspektach seksualności, związanych z jednej strony ze zmysłową radością, z drugiej z odpowiedzialnością. To wszystko sprawia, że podchodzimy do seksu życzeniowo. Zaczynamy eksperymentować i okazuje się, że jest jakoś tak inaczej. A tak w ogóle to rozmawiamy o kobietach czy o mężczyznach? O związkach. Ale skoro rozmawiają dwie kobiety, przyjmijmy kobiecą perspektywę. Rzeczywiście tak jest, że kobiety młode i te we wczesnym średnim wieku, kiedy pojawiają się dzieci, często zgłaszają niższy niż mężczyźni poziom potrzeb seksualnych. A to dlatego, że częściej są niezrealizowane seksualnie. Są aktywne, ale nie są spełnione. Nic więc dziwnego, że ich motywacja jest niska. Kiedy ideał zderza się z rzeczywistością, to rozbieżność jest tak podejrzanie duża, że traci się ochotę na seks. U kobiet rozbieżność jest większa...

Czytaj dalej
East News

Michalina Wisłocka wyzwoliła kobiety z seksualnych tabu i kiepskiego seksu

Zrewolucjonizowała życie seksualne w niejednej sypialni, a sama przeżyła swój pierwszy orgazm dopiero przed czterdziestką. Dopóki Michalina Wisłocka nie poznała Jerzego, miłości swojego życia, seks mógł dla niej nie istnieć.
Sylwia Arlak
01.07.2020

Życie w trójkącie to był jej pomysł. Kochała męża, ale w łóżku nigdy im się nie układało. Nie dla niej były też te wszystkie obowiązki pani domu. Zamiast prania, prasowania koszul i codziennych obiadków, wolała siedzieć z nosem w książkach. Michalina Wisłocka przyszła na świat w 1921 roku w Łodzi, jako Michalina Anna Braun. Jej ojcem był kierownik szkoły powszechnej, Jan Braun, matką — gospodyni domowa, Anna Braun. W szkole mała Michalina miała garstkę przyjaciół. Cała reszta nie mogła pogodzić się z jej wycofaniem, a co gorsza bezpośredniością (która sugeruje dzisiejszym psychologom, że pierwsza polska seksuolożka mogła cierpieć na zespół Aspergera). Michalina, Stanisław i Wanda Przyszłego męża, Stanisława Wisłockiego poznała już, jako dwunastolatka. Poślubiła go zaledwie pięć lat później. Mężczyzna miał sprecyzowany plan na ich życie. Uważał, że po skończeniu szkoły żona zostanie jego asystentką, a przede wszystkim, że zajmie się domem. Tymczasem Michalina ma inne ambicje. Chciała się rozwijać. Ukończyła studia medyczne: dyplomem lekarza mogła pochwalić się w 1952 roku, a specjalizacją z ginekologii siedem lat później. Chciała zatrzymać przy sobie męża, ale nie wyobrażała już sobie życie bez medycyny. Poza tym ktoś musiał zaspokajać jego potrzeby seksualne, a ona nie miała na to najmniejszej ochoty. Wszelkie łóżkowe próby kończyły się jedynie rozczarowaniem ich obojga. Michalina Wisłocka stworzyła więc trójkąt miłosny z przyjaciółką, Wandą, która sprawdzała się w roli pani domu i kochanki. Żyli w tym układzie przez wiele lat.   Było to jednak dla niej trudniejsze, niż przypuszczała. Niejednokrotnie w kłótniach – a tych nie brakowało – Stanisław groził, że odejdzie. Izolował...

Czytaj dalej
Seks kobiecy
iStock

Agata Loewe, seksuolożka: „Odkryj swoje ciało – to klucz do dobrego seksu”

„Kobiety muszą wziąć odpowiedzialność  za swój orgazm. Wśród wielu z nas pokutuje  przekonanie, że mężczyzna jakimiś magicznymi trikami sprawi, że on nastąpi. Nie! Powinnyśmy  same się go nauczyć. Metodą prób i błędów”, mówi seksuolożka dr Agata Loewe.
Karolina Rogalska
07.06.2020

Dobry seks zależy głównie od tego, czy czujemy się komfortowo we własnym ciele i czy w ogóle je znamy. Odkrywanie własnej seksualności to droga, którą warto przejść, aby cieszyć się w łóżku bliskością. Dr Agata Loewe, psychoterapeutka i seksuolożka, wyjaśnia, co sprawia, że nie jesteśmy w stanie cieszyć się seksem. Karolina Rogalska: Według najnowszych sondaży ponad 90 proc. Polek nie lubi swojego ciała. Czy to się przekłada na nasze życie seksualne? Dr Agata Loewe: Rzeczywiście, poznałam w życiu bardzo niewiele kobiet, które mówią o swoim ciele ze stuprocentową akceptacją. A prowadzę warsztaty od wielu lat. Myślę, że nasz stosunek do ciała wynika w dużym stopniu z uwarunkowań kulturowych. Narzekanie, krytykanctwo i porównywanie się do koleżanki lub sąsiadki mamy we krwi. Większość Polek nie potrafi też przyjmować komplementów. Gdy słyszymy: „Jesteś piękna”, odpowiadamy zwykle: „No coś ty! Ostatnio przytyłam”. Albo: „Nie żartuj, mam tyłek jak szafa”. Mówienie dobrze o sobie też nie jest popularne. Kobietom z trudem przychodzi wypowiedzenie na głos zdań w stylu: „Mam cudowne piersi”, „Mam zgrabne nogi”. Jednym z najtrudniejszych ćwiczeń na naszych warsztatach pracy z ciałem jest to, w którym prosimy uczestniczki o opisanie go od głowy do stóp: co w nim lubią, czego ono doświadczyło, jaką ma historię. Taka opowieść bardzo mocno konfrontuje je z tym, jakie to ciało jest dla nich ważne. Że to coś więcej niż tylko figura i wygląd. I że to, czy ono się mieści w jakiś kulturowych kanonach piękna, czy nie, jest sprawą drugorzędną. Również w naszym życiu erotycznym. Bo dobry seks zależy głównie od tego, czy we własnym ciele czujemy się komfortowo i czy je znamy. Czy odkryłyśmy, gdzie i jak należy...

Czytaj dalej
Seks na długie lata
Getty Images

Seks w stałym związku może cieszyć nawet po latach

To jest mit, że gdzieś za ścianą ktoś uprawia nieziemski seks. Każda para ma okresy, w których martwi się brakiem namiętności – rozmowa z psychoterapeutą seksuologiem Michałem Pozdałem.
Joanna Kalewicz
12.05.2020

Jesteśmy zgranym teamem, ale po latach nie mamy ochoty na wspólny seks. Czy tzw. białe małżeństwo może być szczęśliwe? A może za wszelką cenę szukać sposobu na wspólny powrót do łóżka? O braku seksu w długoletnich związkach rozmawiamy z Michałem Pozdałem, psychoterapeutą i seksuologiem, wykładowcą Uniwersytetu SWPS, autorem książki „Męskie sprawy. Życie, seks i cała reszta” oraz ekspertem akcji #sexedpl. Joanna Kalewicz: Jak nakreśliłby pan krzywą pożądania w odniesieniu do kolejnych lat trwania związku? Michał Pozdał : Gdyby się tak dało, to by było prosto. Pamiętajmy, że ludzie się wiążą z różnych powodów. Jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia o relacjach trochę, jak z bajek i filmów hollywoodzkich. A tak nie jest. Nie zawsze ludzie zakochują się w sobie i czują ogromną namiętność. Owszem, tak bywa, ale im dłużej pracuję jako psychoterapeuta, tym częściej znajduję potwierdzenie, że nie zawsze wzajemne pożądanie jest tym, co łączy ludzi. Niektórzy wiążą się z lęku przed samotnością albo dlatego, że nie spotkali nikogo lepszego. Nawet ostatnio miałem taką sytuację: przyszła do mojego gabinetu para, ich problemem był brak pożądania w relacji. Zapytałem o to, jak zostali parą. Pani powiedziała wtedy o swoim małżonku: „Chodził, chodził i wychodził”. A ona się łaskawie zgodziła. Jeśli popatrzymy na tę relację pod tym bajkowym kątem, to odbiega ona od naszych wyobrażeń. Rzeczywiście zwykle na początku jest fajnie, ludzie się poznają, jest duża namiętność, pojawia się to wszystko, co Helen Fisher [amerykańska antropolog i psycholog, badaczka ludzkich zachowań – red.] opisuje jako koktajl hormonalny, czyli działają wszystkie neuroprzekaźniki –noradrenalina, serotonina, dopamina, fenyloetyloamina – i to jest bardzo przyjemne. Nawet z...

Czytaj dalej