Portale randkowe, seksczaty, Tinder – coraz częściej „używamy” seksu, zamiast szukać prawdziwej bliskości
iStock

Portale randkowe, seksczaty, Tinder – coraz częściej „używamy” seksu, zamiast szukać prawdziwej bliskości

Seks jest wszędzie. Nie trzeba już nawet wychodzić z domu. W internecie znajdziemy sto możliwości, żeby zaspokajać fantazje i pragnienia. Istnieje jedno ryzyko: że się uzależnimy i przegapimy miłość, związek, życie.
Magdalena Felis
31.07.2020

Uzależnienie od seksu to coraz powszechniejszy problem, ale wciąż mówienie o nim budzi złośliwe uśmieszki. Myślimy, że to tylko wymówka, usprawiedliwienie zdrady, oznaka słabości. Czasem nawet zazdrościmy – „ten to prowadzi ciekawe życie!”, ale prawda jest taka, że seks jako budząca silne emocje przyjemność, może stać się używką. I jak każda używka powoli, krok po kroku będzie nam odbierał radość życia, ograniczał wolność, zamiast tworzyć więzi – odsuwał od bliskich. O uzależnieniu od seksu rozmawiamy z Dorotą Biały, psychoterapeutką i coachem, która przez lata pracowała w korporacjach, zajmowała się też ofiarami przemocy wobec kobiet oraz z Mikołajem Czyżem, psychoterapeutą pracującym z parami i rodzinami. 

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Ach, ten Tinder

Magdalena Felis „Uroda Życia”: Czy istnieje uzależnienie od seksu? I jak je odróżnić od rozrywkowego stylu życia, w którym zdarzają się erotyczne przygody?

Dorota Biały: Seks i stan upojenia z nim związany, podobnie jak hazard, narkotyki czy alkohol, w pewnych warunkach staje się „używką”. Psycholodzy mówią o uzależnieniu od seksu, kiedy komuś potrzebna jest pomoc w odzyskaniu kontroli nad własnym życiem. W takiej sytuacji seks bywa wyłącznie obietnicą czegoś. Bliskości? Ekstazy? Może władzy? Na pewno czegoś, do czego ten człowiek na co dzień nie ma dostępu. 

Kiedy tak się dzieje?

DB: Taki człowiek tęskni do jakiegoś stanu, czegoś pragnie, ma jakieś potrzeby, np. bliskości, ale ze względu na wychowanie, konflikt wewnętrzny, obowiązujące reguły czy własne ograniczenia nie może sobie tego zapewnić. Jednocześnie bardzo pragnie być w bliskiej relacji z drugą osobą, ale tego nie potrafi. Wówczas zaczyna używać do tego seksu, coraz częściej i intensywniej. Paradoks polega na tym, że właśnie „używając” seksu, nie zbliżamy się do drugiego człowieka, lecz przeciwnie – oddalamy się jeszcze bardziej. Na tym polega zresztą każdy mechanizm uzależnienia – od papierosów, alkoholu, cukru, seksu, hazardu. Sięgamy po nie, żeby nas przeniosły jak helikopter ponad granicami naszej tożsamości i codziennych ograniczeń, by jak najszybciej dotrzeć do upragnionego stanu.

Mikołaj Czyż: A przecież nie możesz się w ten sposób zbliżyć do drugiej osoby, bo ona jest traktowana instrumentalnie. Sięgasz po coś, czegoś ci brakuje, masz mgliste wyobrażenie, co to jest, i choć pociąg jest realny, coś jednak ci nie pasuje w tej sytuacji. Bo uzależnienia mają to do siebie, że zawsze wyobrażenie, czyli „sen” o tym, co się stanie, jest mocniejsze niż to, co się potem realnie dzieje. Między oczekiwaniami a rzeczywistością tworzy się przepaść.

Choć oczywiście w życiu tak bywa, że czasem nie możemy sobie zapewnić czegoś tyle, ile potrzebujemy. Wtedy możemy malować obrazy, złościć się albo pisać książki – poszukiwać i próbować. Albo możemy używać „protez”, żeby poczuć się lepiej. 

Wolny seks a uzależnienie od seksu

Na przykład portalu randkowego do znalezienia mężczyzny na jedną noc bez mamienia się, że to miłość mojego życia?

MCz: Jeśli chcemy znaleźć kogoś o odpowiednich cechach i preferencjach seksualnych i decydujemy się posłużyć portalem internetowym, to jest on tylko narzędziem. Takim samym jak telefon.

A jeżeli takie narzędzie zaczyna zabierać mi życie? Jeżeli zaczynam zaniedbywać przez to pracę, rozpada się mój związek? 

MCz: Zazwyczaj każdy ma w sobie „drugą stronę”, tę, która obserwuje i orientuje się, że coś jest nie tak. Widzi pojawiający się kłopot.

Tylko że my, często wbrew faktom, wierzymy, że kontrolujemy sytuację, że jutro przestaniemy, wylogujemy się z portalu, nie kupimy alkoholu itd.

MCz: Tak się dzieje, jeśli nie słuchamy tej drugiej, obserwującej strony samego siebie. Bo zwykle prowadzimy wewnętrzny dialog. I jedna strona zachęca: „Szalej!”. A druga strona mówi: „Słuchaj, coś jest nie tak. Zaniedbujesz siebie, rodzinę, nie rozmawiasz z żoną”.

DB: Zawsze są w nas te dwie strony. Tylko czasem myślimy, że jesteśmy monolitem. 

Rozmawiamy o uzależnieniu od seksu w kontekście innych uzależnień. Tymczasem mam wrażenie, że właśnie seks i seksoholizm otoczone są nimbem czegoś niezwykłego, pożądanego i elektryzującego. 

MCz: Jeśli ktoś, widząc osobę uzależnioną od seksu, myśli sobie: „Ten to ma dużo czegoś dobrego”, to pewnie ma takie podejście. Ale jeśli zobaczy tę osobę pełniej, to zorientuje się, że ona jest w dramatycznym, nierozwiązanym konflikcie z samym sobą. I że płaci za to olbrzymią cenę. 

DB: Im bardziej człowiek jest uzależniony, tym bardziej brakuje mu tego, czego szukał. Aż w końcu dociera do miejsca, gdzie jest już wyłącznie smutek. Nie tylko dla niego, ale i dla partnera. Bo ten partner jest współuzależniony. Ich relacji tak naprawdę nie ma, bo jest niemożliwa. To tylko rodzaj wspólnego snu.

Niektórym łatwiej jest jednak zaakceptować, że mąż przepija pieniądze, niż że wydaje je na kochanki.

MCz: Partner w relacji z człowiekiem uzależnionym traktowany jest przedmiotowo, nie podmiotowo. A jeśli jesteś przedmiotem, to co za różnica, czy zielonym, czy niebieskim? W obu przypadkach uzależniony nie jest zainteresowany partnerem, nie widzi go, nie myśli o nim, używa go. W drugą stronę jest tak samo. 

Partner seksoholika

To znaczy?

MCz: Powiedzmy, że kobieta zdradza, jest uzależniona od seksu, a jej życiowy partner stoi po stronie „prawdziwej miłości”. I to mu daje uczucie pewnej wyjątkowości. Bo w imię miłości przebacza, jest wyrozumiały, czeka na jej opamiętanie, cierpi. Tylko że to jest oszustwo. Bo nawet jeśli naprawdę wierzy w tę miłość, to tutaj ani jej nie daje, ani nie dostaje.

Na pewno nie dostaje? 

MCz: Jeżeli partnerka jest poważnie uzależniona, to nie jest w prawdziwej relacji, nie może być. Bo żeby taka relacja w ogóle zaistniała, trzeba choć na chwilę wyrwać się z uzależnienia. Zrobić trochę miejsca na budowanie świadomości tego, co się dzieje, świadomości siebie i drugiej osoby.

Czy taka sytuacja świadczy o egoizmie i okrucieństwie tej osoby?

DB: To obie strony razem fundują sobie taki los. W związku nigdy nie wiadomo do końca, kto pierwszy czegoś nie zrobił lub zrobił. Jeśli ona czegoś nie może dostać w tej relacji i zaczyna szukać gdzie indziej, być może dzieje sie tak właśnie dlatego, że partner był na nią głuchy? 

A może dlatego, że ona nie umie zadbać ani o siebie, ani o tę relację? Więc nie można wykluczyć, że obie strony były w jakimś sensie okrutne. Ale to oczywiście nie tłumaczy uzależnienia, tylko mówi coś więcej o tym, co dzieje się między nimi.

Ale czy poczucie braku musi wynikać z relacji z partnerem? Komuś może przecież brakować na przykład sukcesu zawodowego. Więc loguje się na jakiś portal, w trzy minuty uwodzi nieznaną osobę i czuje się jak demon seksu. I coś sobie tym kompensuje. 

MCz: Jeśli ona nie ma sukcesu zawodowego i czuje potrzebę, by go czymś zastąpić, to może przyjść do swojego partnera i powiedzieć: „Słuchaj, potrzebuję tego i tego. I nie widzę innego sposobu. Może ty widzisz jakieś rozwiązanie?”.

DB: Albo pyta: „Co ty na to?”. Wtedy to jest prawdziwa relacja. Nie ma jej natomiast wtedy, kiedy mówi: „Masz mi zrobić tak, żeby mi było dobrze”. 

MCz: Jeżeli zaczyna szukać na zewnątrz i wyklucza partnera, to też jest to bardzo mocny sygnał złej jakości relacji z partnerem.

Złej, czyli jakiej?

MCz: „Chcę cię oszukiwać, chcę cię utrzymywać w stanie niewiedzy, bo gdybyś wiedział, to byś zrobił coś, czego ja nie chcę”. Człowiek uzależniony pochłonięty jest jedną myślą. Zastanawia się, jak zarządzać drugą osobą i całym światem, żeby mógł dalej tkwić w uzależnieniu. 

No dobrze. Załóżmy jednak, że ktoś kogoś przyłapał albo uzależniona osoba złamała się i przyznała. Przeprasza, tłumaczy, że jest chora. Czy druga strona ma wtedy myśleć: „on jest chory”, czy też uznać, że „ten drań ma mnie gdzieś, oszukiwał mnie jak ostatniego frajera”.

DB: Ale może warto wtedy szczerze powiedzieć sobie, co się dzieje. I zapytać samego siebie: jakie mam korzyści z bycia w tym związku, z tej sytuacji? Dlaczego tu jestem? Co ze mną się dzieje? 

MCz: Bardzo ważna jest precyzja w ocenie swojej reakcji: co czuję? Czemu chcę „uciąć łeb”? Mamy różne myśli, ale często niektóre od siebie odsuwamy, bo wydają się za trudne. Ale jeśli „wycinamy” część swoich reakcji, to wspieramy niebezpieczny układ. Dlatego musimy uświadomić sobie wszystkie reakcje. To, że on cię wkurza. Że cię zranił. Że chcesz go zabić. W tych uzależnieniowych historiach bardzo ważne jest pytanie: co się NAPRAWDĘ dzieje? Kiedy zaczynasz się nad tym zastanawiać, rośnie twoja świadomość. 

Leczenie seksoholizmu

Powiedzmy, że uzależniona osoba obiecuje poprawę, a partner czy partnerka daje jej drugą szansę. W przypadku alkoholika polegałoby to na tym, że na odwyku całkowicie przestaje pić, uzależniony od seksczatów kasuje wszystkie konta na portalach randkowych. A uzależniony od seksu… przestaje go uprawiać także w związku, który chce ocalić?

MCz: W wychodzeniu z uzależnienia potrzebna jest jasność. Musimy wiedzieć, czy ktoś naprawdę się zmienia, czy tylko realizuje program, który służy utrzymaniu związku.

DB: Stawianie sprawy w taki sposób: „nie będziesz tego i tego robić od tego i tego momentu”, oznacza tak naprawdę, że w związku używana jest siła, przymus. A może właśnie takie zachowanie było już wcześniej przyczyną problemów? Dlatego, żeby cokolwiek miało sens, to osoba uzależniona musi autonomicznie podjąć decyzję, czy chce się leczyć, czy nie.

MCz: Ona musi sobie odpowiedzieć, czy jest w stanie wybierać. Czy umie odróżnić, czego nie chce, a czego chce. Jeśli tego nie zrobi, pozostanie jej tylko ugięcie się pod presją i powiedzenie: „Przecież już wyłączyłam wszystkie konta!”. Jednak w głowie nic nie wyłączyła. Więc nic się nie zmienia. 

Załóżmy, że ona idzie na terapię, bo podjęła taką decyzję. Co dzieje się z tym związkiem? Co ma zrobić partner?

DB: Przyjrzeć się sobie. Zastanowić się, jak bardzo wspiera ten mechanizm. Często się zdarza, że w takim związku druga osoba nie jest w stanie być w sensie podmiotowym w relacji, tylko wszystko robi w kontekście partnera. Nie może go stracić z oczu, żeby zająć się swoim życiem. Zamiast tego podkłada pluskwy, sprawdza telefon, kontroluje. 

To nie do zniesienia.

MCz: Trudno jest wybrać między ekscytacją związaną z kontrolowaniem kogoś, poczuciem, że coś zaraz znajdziesz, a tym, że stoisz przed własnym życiem i zastanawiasz się, co z nim zrobić. Dla wielu łatwiejszy jest pierwszy wariant. 

DB: On daje człowiekowi straszną moc. „Patrz, jaki jestem sprytny i inteligentny! Znowu cię przyłapałem!” Dlatego nie należy tak łatwo uznawać, że w związku jest tylko jedna osoba, która ma problem i powinna się leczyć. Bo każdy związek stworzyły i utrzymują obie osoby. 

A czy z uzależnienia od seksu można wyjść? Uważa się przecież, że człowiek uzależniony od czegokolwiek pozostaje taki do końca życia.

MCz: Takie myślenie to tylko jedna z prób zrozumienia uzależnień. To nie jest prawda objawiona. Są też inne hipotezy. Uważa się na przykład, że uzależnienie wynika z konkretnego problemu, więc jeżeli on zostanie rozwiązany, to i konflikt przestaje istnieć, a twoje życie jest już inne.

DB: Kończysz z tamtą historią i zaczynasz coś zupełnie nowego. Ale tylko wtedy, kiedy zrozumiesz, co wpędziło cię w uzależnienie.

MCz: I to jest bardziej twórcze podejście. Natomiast jeśli myślisz, że nie możesz się zmienić, to grozi ci, że będziesz sobie na wszystko pozwalał, bo przecież masz „glejt” na takie zachowanie.

Glejt, czyli taką furteczkę do mojego świata, w którym jestem bezpieczny – w głębi króliczej nory, w mojej własnej krainie czarów? 

MCz: Jakiej krainie czarów?! To żadna kraina czarów, to gigantyczna pułapka! Przeświadczenie, że możesz zrobić „pstryk” i coś mieć, jest fałszywe. To, co wtedy masz, jest kulawe, rozczarowujące. Jest tylko cieniem tego, czego naprawdę chcesz. Prawdziwa kraina czarów jest gdzie indziej. Żeby się do niej dostać, nie możesz zatrzymać się na uzależnieniu.

***

Rozmowa z Dorotą Biały i Mikołajem Czyżem ukazała się w „Urodzie Życia” 1/2016

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Toksyczna miłość
iStock

„Rozum swoje, a serce swoje” – mówią kobiety uzależnione od miłości

Eugenia Herzyk, psychoterapeutka z Fundacji Kobiece Serca mówi o nałogowej miłości: „To uzależnienie takie samo, jak hazard czy alkohol”.
Sylwia Niemczyk
22.01.2019

Miłość może stać się toksycznym nałogiem, który może tak samo zniszczyć nam życie, jak alkohol czy narkotyki – mówi krakowska psychoterapeutka Eugenia Herzyk, założycielka Fundacji Kobiece Serca,  specjalizującej się w problematyce uzależnienia od miłości, i autorka książek „Nałogowa miłość” i „DDD – Dorosłe Dziewczynki z rodzin Dysfunkcyjnych”. Wyjaśnia, że uzależnienie od miłości jest jednym z tzw. uzależnień behawioralnych, które można – i warto – leczyć.  Uzależnienie od miłości Sylwia Niemczyk: Określenie: „uzależnienie od miłości” nie  kojarzy się poważnie. Eugenia Herzyk: To prawda, podobnie jak seksoholizm. Niewtajemniczeni w problematykę mężczyźni żartują, że jeśli już od czegoś się w życiu uzależniać, to właśnie od seksu, tymczasem osoby, które zmagają się z  tym zaburzeniem, cierpią katusze. Uzależnienie od miłości, tak jak każdy inny nałóg, może być groźne dla życia i zdrowia. Wszyscy znamy tragiczne historie Whitney Houston czy Amy Winehouse – to są przypadki kobiet, które kochały za bardzo. Wiele z nas zna z własnego otoczenia czy nawet osobistego doświadczenia sytuacje, kiedy miłość nie karmi nas i nie wzmacnia, ale jest toksyną. W polskim piśmiennictwie psychologicznym rzadko pojawia się nawet nazwa tego zaburzenia, choć na Zachodzie psychiatrzy, psychologowie i  psychoterapeuci traktują uzależnienie od miłości poważnie. Nałogowej miłości poświęconych jest wiele prac naukowych, choćby w wydanej w 2014  roku, cenionej przez specjalistów książce „Behavioral Addictions” („Uzależnienia behawioralne”), jest rozdział dotyczący uzależnienia od miłości. Jestem typem naukowca, zrobiłam doktorat z  chemii, więc praca badawcza nie jest mi...

Czytaj dalej
Uzależnienie od pornografii
Adobe Stock

Uzależnienie od pornografii to pandemia naszych czasów

Psycholog Mateusz Gola o uzależnieniu od pornografii: „Uzależnieni traktują seks instrumentalnie, może być im obojętne, czy to jest ta konkretna partnerka czy ktokolwiek inny”.
Krystyna Romanowska
04.01.2019

Uzależnienie od pornografii to coraz częstszy problem, który obserwują psycholodzy i seksuolodzy. I wbrew obiegowym opiniom ofiarami pornograficznego nałogu nie padają wyłącznie mężczyźni – choć oni stanowią przeważającą większość, ale także kobiety i nastolatki obojga płci. Nałogowe oglądanie filmów pornograficznych zaburza relacje w związku i tworzy spaczony obraz seksu (często seks zaczyna być utożsamiany z przemocą seksualną).  Krsytyna Romanowska: Uzależnienie od pornografii, podobnie jak alkoholizm i narkomania, trafiło na listę propozycji chorób WHO. Problem może dotyczyć 3 proc. dorosłych mężczyzn. Psycholog Mateusz Gola: Badania dotyczące popularności pornografii prowadzono na reprezentatywnych próbach tylko w krajach skandynawskich. Statystyki pokazują, że w Danii, Szwecji i Norwegii w grupie wiekowej od 18 do 30 lat przynajmniej raz w tygodniu korzysta z pornografii 70 do 80 proc. mężczyzn. W Polsce dopiero zaczynamy się przyglądać temu zjawisku. Zgodnie z danymi, które mamy, w naszym kraju z porno w necie w każdym miesiącu korzysta około 8,5 mln ludzi. Szacujemy, że dla 3 proc. z tej populacji może być to problematyczne zachowanie. To ponad 250 tys. osób. Czyli np. wszyscy mieszkańcy Gdyni albo Tarnowa i Opola razem wzięci. Z jednej strony mało (bo liczba uzależnionych od alkoholu to około 700 tys. osób), z drugiej – przerażająco dużo. Wśród uzależnionych spotykałem ludzi, którzy mimo że mieli czwórkę lub piątkę dzieci, wciąż znajdowali czas na nałóg. Ci, którzy mają wolne zawody i gospodarują czasem w pracy, oglądają porno poza domem. Inni – wieczorem, kiedy wszyscy śpią. Albo zamykają się w łazience z komórką. Nie są to wielogodzinne ciągi, tylko wypady do toalety kilka albo kilkanaście razy w ciągu dnia na kilkunastominutowe sesje....

Czytaj dalej
Seks a nastolatki
getty images

Agnieszka Stein o współczesnym wychowaniu seksualnym dzieci: „Nie demonizujmy tematu”

Znana psycholog dziecięca rozwiewa mity
Aleksandra Pezda
25.03.2019

Nie mamy żadnych przesłanek, żeby sądzić, że dotykanie własnych narządów płciowych może mieć dla dzieci jakieś negatywne skutki. Nie stają się od tego rozerotyzowane, rozwijają się prawidłowo i nie ma to związku z nadmiernym skupieniem się na seksie w dorosłości” – rozmowa z Agnieszką Stein.   Agnieszka Stein – psycholog,   prowadzi warsztaty dla  rodziców, doradza nauczycielom. Autorka książek m.in. „Dziecko z bliska” i wydanego ostatnio poradnika dla rodziców:  „Nowe wychowanie seksualne” (wyd. Mamania 2018).   Matka przyłapuje nastoletniego syna na masturbacji – powinna mu przerwać? Nic podobnego. Zastała syna w intymnej sytuacji i warto, żeby nie naruszała jego granic osobistych. To tak, jakby przeszkodziła komuś w uprawianiu seksu. Ja bym przeprosiła i wyszła. To jest pełnoprawny seks? A według pani pełnoprawny seks to tylko ten, który angażuje dwoje ludzi i prowadzi do związku? Seks przede wszystkim zaczynamy od relacji z  samym sobą. Książkę „Nowe wychowanie seksualne” napisałam między innymi po to, aby pokazać, że bez dobrego kontaktu ze sobą nie będziemy w stanie budować zdrowych relacji z  innymi. A masturbacja jest jak każda inna czynność właściwa ludziom: jemy, pijemy, uprawiamy sport, myjemy się, masturbujemy – to wszystko poznawanie siebie. Może dzieciom lepiej dawać za wzór historie romantyczne? I oszukiwać je? Seks nie zawsze idzie w  parze z miłością. Jeśli będziemy dzieciom opowiadać o tym, jak chcielibyśmy, żeby było, a ukrywać przed nimi prawdę, pozostaną bezradne wobec rzeczywistości i zapewne trudniej będą sobie radzić w życiu. Wie pani, że zakochanie jako główny powód małżeństwa ma bardzo krótką historię? Jakieś sto lat, mniej więcej. Warto o...

Czytaj dalej
seks w związku
Adobe Stock

„Seks sam się nie ułoży” – dr Alicja Długołęcka mówi, jak zawalczyć o intymność 

„Kobiety, wchodząc w związek, podświadomie oddają się w ręce drugiej osoby. Oczekują, że to mężczyzna sprawi, że seks będzie super. A potem mają żal, bo coś je w życiu omija" – mówi seksuolożka dr Alicja Długołęcka.
Joanna Mielewczyk
07.07.2020

Kobiety wchodząc w związek czasem czują się tak, jakby były zwolnione z odpowiedzialności za własne życie. Dotyczy to również seksu, uważa seksuolożka dr Alicja Długołęcka. Za bardzo zdajemy się na partnerów. Za bardzo to oni wpływają na to, czy seks stanie się ważnym obszarem w naszym życiu. J oanna Mielewczyk: Przyzwyczajenie, rutyna, zmęczenie, brak uważności – pani doktor, czy dobrze szukam winnych powolnego odpuszczania i w końcu rezygnacji z seksu w związkach? Dr Alicja Długołęcka: Seks, jak i inne dziedziny życia, porównałabym do dobrych książek. Można je czytać we wczesnej młodości, ale niewiele się z nich rozumie. Podobnie jest z seksem. Wymieniła pani różne powody, a ja myślę, że pierwszym, podstawowym jest to, że wchodzimy w życie seksualne z jakimś o nim wyobrażeniem – z filmów, mediów, literatury, trochę z potocznej wiedzy opartej na stereotypach. Natomiast brakuje nam edukacji seksualnej, szczególnie skoncentrowanej na pozytywnych aspektach seksualności, związanych z jednej strony ze zmysłową radością, z drugiej z odpowiedzialnością. To wszystko sprawia, że podchodzimy do seksu życzeniowo. Zaczynamy eksperymentować i okazuje się, że jest jakoś tak inaczej. A tak w ogóle to rozmawiamy o kobietach czy o mężczyznach? O związkach. Ale skoro rozmawiają dwie kobiety, przyjmijmy kobiecą perspektywę. Rzeczywiście tak jest, że kobiety młode i te we wczesnym średnim wieku, kiedy pojawiają się dzieci, często zgłaszają niższy niż mężczyźni poziom potrzeb seksualnych. A to dlatego, że częściej są niezrealizowane seksualnie. Są aktywne, ale nie są spełnione. Nic więc dziwnego, że ich motywacja jest niska. Kiedy ideał zderza się z rzeczywistością, to rozbieżność jest tak podejrzanie duża, że traci się ochotę na seks. U kobiet rozbieżność jest większa...

Czytaj dalej