Kiedy porównujesz się z innymi, żyjesz w piekle
Rodney Smith
#czytajdlaprzyjemności

Kiedy porównujesz się z innymi, żyjesz w piekle

Ten nawyk niszczy twoje poczucie własnej wartości.
Joanna Rachoń
04.01.2019
Wygląd, wiek, zarobki, podróże, samochód, osiągnięcia dzieci – wszystko może stać się polem wzajemnych porównać. To się nigdy nie kończy! Zawsze znajdzie się ktoś ładniejszy, zdolniejszy, bogatszy. Jeśli wciąż porównujemy się z innymi, nigdy nie będziemy z siebie zadowoleni. Wiecznie naburmuszeni, sami do siebie odwróceni tyłem. 
 
Dlaczego czujemy potrzebę porównywania się z innymi i co z tego mamy?

– Najczęściej jest tak, że wypowiadając tego typu opinie, zagłuszamy jakiś swój niepokój – mówi Agata Kołodziejczyk, psycholog, terapeutka. – Takie porównywanie kogoś w dół służy najczęściej dowartościowaniu siebie. A dziś jest to szczególnie groźna pułapka, bo to, co posiadam i co robię, jest ważniejsze niż to, kim jestem. A to, kim jestem, też przestaje być ważne, jeśli nie jestem najlepszy. A jeśli nie jestem najlepszy, u tego drugiego, zamiast skupić się na plusie, zawsze wynajdę jakiś minus.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Porównywanie się z innymi przeszkadza w rozwoju osobistym

Tak fajnie jest czasem wbić komuś szpilę, zwłaszcza kiedy tej osoby nie ma, a my sobie siedzimy w swoim gronie i rozmawiamy. Najlepiej komuś, kogo my w swoim towarzystwie – tacy fajni – niezbyt lubimy. Bo zadziera nosa, bo zagrał nie fair albo po prostu z nami nie trzyma. Jak sobie wspólnie upuścimy trochę żółci na małym sabaciku, zaraz jakoś lepiej się robi i czujemy się bardziej razem, że się rozumiemy i w ogóle. Prawdopodobnie wszyscy doświadczyliśmy dziwnej przyjemności z takich rozmów. Gdyby jej nie było, nie byłoby takiej popularności tych wszystkich portali plotkarskich, tych pytań: która ładniejsza? Jak myślicie, udało jej się? Itd., itp. Rzadko myślimy o tym, jak ja bym się czuł, gdyby mnie tak potraktowano. Albo o tym, jak my byśmy się czuli, gdyby osoba, o której mówimy, usłyszała nasze słowa.

– Tendencja do tego, by szukać u innych minusów, te komentarze: że ktoś za gruby albo że beznadziejnie uczesany, najczęściej bierze się stąd, że sami byliśmy krytykowani, negatywnie oceniani, porównywani na minus – tłumaczy Agata Kołodziejczyk. – Nikt nie wzmacniał naszych dobrych cech czy talentów, dlatego wyszukiwanie tego, co się komuś nie udało, sprawia, że sami czujemy się lepiej. Taki prosty sposób, by sobie na chwilę poprawić nastrój.

Porównujemy nasze ciała – i zawsze to wypada na minus…

– Trudno sobie poradzić z tym, że gdzieś pojawia się twoje zdjęcie i każdy może się pod nim wypowiedzieć, w dodatku anonimowo – mówi Sonia Bohosiewicz. – Każdy cię porówna, czy grubsza, czy chudsza, czy sukienka odpowiednia i fryzura. I stało się tak, że ci ludzie uważają, że mają do tego prawo. A narzędziem pracy aktora jest jego ciało, więc kiedy komentują to ciało, mówią o mnie: o moich nogach, mojej twarzy, moim głosie. Uwalniające było dla mnie, kiedy sobie pomyślałam, że ja przecież nie startuję w konkursie piękności, tylko mam być dobrą aktorką.

Jesteśmy mistrzami w opluwaniu innych przy kawce czy herbatce. Najczęściej niewiele zresztą przy tym myśląc – mówi Izabela Kobierecka, psycholog. – Mnie się wydaje, że nawet jeśli nam się to zdarzy, trzeba zapytać siebie o swoje intencje. Dlaczego coś takiego o kimś mówię. Czasami chodzi po prostu o to, żeby się dowartościować. A jeśli rzeczywiście książka, którą koleżanka wydała, jej wystąpienie na jakimś spotkaniu albo obiad, który podała, są słabe, lepiej powiedzieć jej to wprost. Będzie miała sygnał, że może warto coś zmienić, o coś jeszcze powalczyć, coś poprawić. A kiedy tylko sobie o tym w swoim gronie pogadamy, nic z tego nie wynika dla tej osoby.

– Kiedy mieszkałem w mieście – opowiada Dariusz Miliński, malarz – zewsząd otaczały mnie lustra. Oglądałem się w witrynach sklepów, szybach samochodów, drzwiach wejściowych do kamienic. Wciągałem brzuch, zerkałem, jak wypadam na tle innych, poprawiałem włosy. Miasto zmuszało mnie, żebym wciąż się kontrolował, udawał coś, był jak inni. Na wsi nie ma luster na każdym kroku, jakoś łatwiej zapomnieć o tym, jaki powinienem być. Łatwiej być tym, kim naprawdę jestem.

Kiedy wciąż się porównujemy z innymi, sami sobie z życia robimy piekło. Bo to się nigdy nie kończy: zawsze znajdzie się ktoś ładniejszy, młodszy, lepiej ubrany, zdolniejszy, bogatszy. Ty schudłaś i masz z tego satysfakcję, ale twoja koleżanka zaraz też schudnie, i to więcej niż ty, w dodatku zaczęła regularnie ćwiczyć i ma osobistego trenera. Kupisz sobie fajny wóz, ona za parę dni przyjedzie najnowszym audi. Ona ma dwoje dzieci, to ty troje. To się nigdy nie kończy, jeśli sami sobie nie powiemy: dość!

– W takiej napince bardzo trudno jest żyć – mówi Izabela Kobierecka. – Nigdy nie będziesz z siebie zadowolona. Ciągle jesteś na celowniku, wciąż musisz być podpięta, napięta, zapięta, wciąż masz poczucie, że czegoś brak. Zawsze, a pod tym względem jesteśmy niebywale kreatywni, znajdziesz kogoś, kto w danym obszarze będzie lepszy od ciebie.

Łatwo stajemy się wobec siebie bardzo srogimi sędziami. Skupiamy się na tym, czego nam brak, zamykając na to, co stanowi nasze mocne strony.

– Jesteśmy wychowywani w takim schemacie, że łatwiej jest sobie dowalić, niż się pogłaskać. Jak jesteś dobra w czymś, niech chwalą cię inni, ty skup się na tym, żeby być jeszcze lepsza. Krytyka wydaje się obiektywniejsza. Funkcjonujemy w takim świecie, gdzie braki wydają się godniejsze uwagi.

– Jak coś jest OK, to uznajemy, że tak właśnie powinno być. Nie ma tematu. Tak samo traktujemy siebie – mówi Kobierecka.

Ciągle nie taka… – przymus porównywania się wynosimy z dzieciństwa

– Córeczko, tak bardzo cię przepraszam, że porównywałam cię z koleżankami – usłyszała Kamila Szczawińska od swojej mamy.

Kamila ma dziś 30 lat, dwoje dzieci, męża, dom, bardzo stabilną sytuację zawodową, ale odkąd pamięta, połowę radości z życia zabierało jej porównywanie się z innymi. – I kiedy byłam mała i jako nastolatka, zawsze słyszałam, że jestem za chuda, za mało dziewczęca, za wysoka, że mam za duże stopy i za szerokie ramiona. Chowałam się za włosami, nosiłam wielkie swetry, byle ukryć, że jestem nie taka – opowiada. – Całe życie zajęło mi nauczenie się, że nie ma sensu porównywać się w taki sposób. Nie zmienię swoich ramion, wzrostu, chudości, to nie są rzeczy, na które mam wpływ. Udało mi się w końcu siebie polubić – mówi modelka, która pracowała dla największych domów mody na całym świecie. – Nawet na pokazach zawsze się porównywałam z innymi dziewczynami i zawsze na minus. Nie miało znaczenia, że to ze mną podpisują kontrakty, że chcą mnie i w Paryżu, i Nowym Jorku, i w Mediolanie. Dopiero niedawno poczułam się wolna od tego wiecznego poczucia wstydu, że wyglądam, jak wyglądam. W końcu nabawiłam się nerwicy, musiałam zrobić przerwę. Dobrze się stało. Nerwica minęła po krótkim pobycie w domu rodzinnym. Dałam sobie czas na te najważniejsze dla mnie sprawy: studia, męża, dzieci. Z perspektywy czasu zobaczyłam, że te słowa, przez które tyle płakałam, wypowiadali często ludzie, którzy nie mają żadnego znaczenia dla mojego życia, nie ma ich w nim. Ich opinie niewiele miały ze mną wspólnego, często wynikały z zawiści, z tego, że mieli coś ze sobą do załatwienia. Wtedy tego nie widziałam. Studia i dzieci nauczyły mnie dużej uważności, że trzeba umieć się zatrzymać, zauważyć proste piękno, które jest wokół nas. Ucieszyć się tym, co mamy. Wcześniej nie miałam na to czasu, codziennie w innym miejscu, innym hotelu, z innymi ludźmi. Wróciłam do swojej pracy, bo bardzo ją lubię. Ale mogłam wrócić, bo jestem już inna i na innych warunkach.

Kiedy jako dziecko słyszysz, że „Ola tak ładnie potrafi się zaprezentować, a ty czego byś na siebie nie włożyła, zawsze wyglądasz jakoś nie tak”, siłą rzeczy przestajesz lubić Olę. Kiedy w pracy wciąż słyszysz: „To bardzo dobre, bardzo. Ale zobacz, jak świetnie Malinowska sobie poradziła”. Albo: „Wyrobiłaś budżet OK, ale ona wyrobiła podwójnie”. Wyrobiłaś podwójnie „Ale tobie zajęło to miesiąc, ona zrobiła to w dwa tygodnie”.

– Zawsze mogę cię porównać – mówi Izabela Kobierecka. – I zawsze ci udowodnię, że ktoś zrobił coś szybciej, taniej, lepiej. To po nic. Nie sprawdza się ani w zarządzaniu zespołem – bo wtedy nie ma współpracy, ani w rodzinie. Nie lubimy być porównywani. Ja nie chcę być jak ty, ty nie chcesz być jak ja, bo ja to ja, a ty to ty. Ja mam takie mocne strony, ty masz inne. I co z tego, że Malinowska coś zrobiła szybciej Fajnie, ale co z tego dla mnie wynika? Podobnie jest w rodzinach. Jeśli słyszysz, że twoja siostra jest taka śliczna, nie to co ty, to zamiast cieszyć się, że masz siostrę, zaczynasz jej nie lubić, zazdrościć jej, może nawet szkodzić. A przecież nie zabieralibyśmy dzieciom radości z posiadania rodzeństwa, gdybyśmy jako rodzice w każdym z nich wzmacniali ich mocne strony: twoja siostra ma śliczne loki, a ty piękne wielkie oczy. Ona pięknie śpiewa, a ty malujesz. A my od małego uczymy, że to braki mają znaczenie.

– Kiedy byłem jurorem w „Idolu”, strasznie się spinałem, żeby fajnością dorównać Kubie Wojewódzkiemu – opowiada Marcin Prokop. – I to było moją porażką. Widzowie bezbłędnie odczytują, czy ktoś jest sobą, czy się sadzi i udaje. Ta sytuacja po raz kolejny pokazała mi, że porównywanie się i wynikająca z niego rywalizacja mogą się okazać zabójcze – są jak sprężyna, której nie sposób do końca nakręcić. Bardzo świadomie się z tego wypisałem. 

Tylko od nas zależy, na co się porównujemy i co z tym robimy. Chodzi o to, żeby nie zaprzeczać tym zazdrościom, ani nie pozwolić, żeby wpędzały nas w poczucie winy – że jesteśmy gorsi. Ma nas inspirować, a nie wpływać na podniesienie lub obniżenie poczucia własnej wartości. Łatwiej jest zaakceptować swoje niedoskonałości, kiedy uwierzymy, że nasze życie jest jedyne i niepowtarzalne i że mamy w nim do zrobienia coś, co może się stać tylko za naszą sprawą. Nikt inny tego za nas nie zrobi. To mogą być rzeczy wielkie i pozornie zwyczajne. Jakaś miłość do przeżycia, jakaś rozmowa, która zmieni komuś życie, ta, a nie inna rodzina. A każda z tych rzeczy możliwa będzie, jeśli ją zauważymy, nie goniąc wciąż za jakimś idealnym sobą lub ideałem podpatrzonym w telewizji.

– Możemy mieć dużo zdolności, energii, ambicji, możliwości. Kończyć jeden kurs, zaczynać kolejny, awansować, rozwijać się i pragnąć więcej. Piąć się wyżej i wyżej, ale dopiero na szczycie zauważyć, że niby wszystko OK, ale to nie mój szczyt! – mówi Izabela Kobierecka. – Trzeba się od czasu do czasu zatrzymać i zastanowić: po co ja to robię Czy aby na pewno żyję swoje życie?

Porównuj, ale w dojrzały sposób

– Korzystanie z potencjału drugiej osoby jest trudniejsze niż zazdrość, która pojawia się odruchowo – mówi Izabela Kobierecka. – Dlatego w przeciwieństwie do zazdrości to umiejętność, która wymaga ćwiczenia. Ja sobie kiedyś powiedziałam, że wolę dobrze życzyć, niż złorzeczyć. Ma to swoje konsekwencje. Jeżeli ktoś mi czymś imponuje, staram się go podpatrywać, czegoś od niego nauczyć. Zamiast myśleć, że ja jestem beznadziejna albo zazdrościć – podziwiać i skorzystać z zaszczytu dostępności tej osoby. Nauczyć się od niej innego stylu myślenia, innego podejścia do pracy, ludzi, siebie. Pamiętając, że ja jestem mocna w innych dziedzinach, a przede wszystkim, że mam inną drogę do przejścia, swoją własną. Nie muszę być genialna we wszystkim. 

Dobrą jest rzeczą porównać się z drugim człowiekiem – mówi ksiądz Krzysztof Grzywocz, salwatorianin, psycholog. – Dojrzałe porównanie się z innymi prowadzi do rozwoju, może stać się impulsem do zmiany. Ale jeśli mamy niskie poczucie własnej wartości, może prowadzić do destrukcji. Jednym z destrukcyjnych uczuć, jakie się wtedy pojawiają, jest zazdrość. Są tacy ludzie chcący zranić osobę, której zazdroszczą. To bardzo niebezpieczni ludzie, potrafią chytrze zniszczyć coś, na czym nam zależy. Sami się nie rozwijają i niszczą tych, którzy to robią.

Agresja z zazdrości może się objawiać także w pomijaniu: zdobyłaś jakąś prestiżową nagrodę, ale twoje środowisko udaje, że nic się nie stało, że to nic takiego, nie ma o czym mówić. Pomijając milczeniem czyjś choćby najmniejszy sukces, hamujemy jego rozwój. 

Jak skończyć z nawykiem porównywania się?

Jakie jest z tego wyjście Dość proste: nauczyć się innych reakcji, jeśli zdarzają nam się te destrukcyjne.

– Jeśli na skutek porównywania się z kimś, rodzi się zazdrość, to jeszcze nic złego – tłumaczy ks. Krzysztof Grzywocz. – To uczucie, ono nie podlega ocenie moralnej, ważne jest to, co pod jego wpływem zrobię.

Zostańmy więc przy zazdrości. – Za mało o niej mówimy sobie nawzajem – przekonuje ks. Grzywocz. – Przecież gdy powiem koledze: stary, zwijało mnie z zazdrości, jak cię zobaczyłem w tym kabrio! Albo: ależ ci zazdroszczę tego stypendium! – nie szkodzę mu, ale dowartościowuję! Staję się mecenasem wartości tego człowieka. Nie odczuwam zazdrości wobec czegoś, co nie ma dla mnie wartości. Więc jeśli mogę o tym powiedzieć – buduję wartość tej osoby: słyszy, że dobrze wybrał albo że dokonał czegoś ważnego. Z drugiej strony, dowiaduję się czegoś o swojej wartości, jeśli np. na widok kolegi ze szkoły idącego z żoną i gromadką dzieci czuję zazdrość. Jaką wartość ma dla mnie mój wybór Czy gdybym zobaczył siebie na ulicy, w sutannie, pozazdrościłbym go To dobry punkt wyjścia do pracy nad sobą, nad swoimi wyborami. Jeśli zazdroszczę komuś żony, co to mówi o mojej żonie, o moim związku Mogę zobaczyć, jak niewartościowy jest mój świat i coś z tym zrobić. Wspaniałe jest to, że im bardziej jesteśmy pewni swojej wartości, tym bardziej twórczo umiemy porównywać się z innymi.

Tekst ukazał się w „Urodzie Życia” 1/2015

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Fotolia

5 sposobów, jak przestać zazdrościć innym

Często łapiesz się na tym, że sukces innych psuje ci humor?
Karolina Mazowiecka
19.04.2013

Trudno znaleźć osobę, która choć raz nie poczułaby bolesnego ukłucia wywołanego zazdrością, choćby o czyjeś osiągnięcia, wygląd czy dobytek.  Dzieje się tak, ponieważ nieustannie porównujemy się z innymi i jeśli wypadamy gorzej, nie czujemy się z tym dobrze.  To naturalny stan.  Co więcej, niepokój czy gniew spowodowany brakiem czegoś, co ma ktoś inny, może działać na nas dopingująco. Zaczynamy bowiem dostrzegać swoje słabsze strony i pracujemy nad nimi, żeby tej czy innej osobie dorównać.  Gorzej, jeśli te przykre uczucia towarzyszą nam stale i z taką siłą, że np. źle drugiemu życzymy.  Zamiast nabrać wiatru w żagle, dążyć do sukcesu, przeżywamy wówczas stresującą zawiść. Czujemy się niewiele warci, sfrustrowani, źle śpimy... Jak sobie wtedy pomóc? 1. Zdobądź się na obiektywizm Zostałaś pominięta przy podziale premii i widząc radość nagrodzonego kolegi, czujesz ucisk w gardle?  Masz oczywiście prawo odczuwać złość, gdy nie zostajesz doceniona przez przełożonych. Jednak może zamiast się stresować, nie spać po nocach czy krzywo patrzeć na kolegę, powinnaś raczej dopuścić do siebie myśl, że bardziej od ciebie zasłużył na wyróżnienie?  Dzięki obiektywnej ocenie sytuacji często nie tylko udaje nam się zapanować nad gniewem.  Rosną również nasze szanse na sukces, bo zaczynamy intensywniej na niego pracować! 2. Zamiast zazdrościć, działaj! Przytyłaś i z niechęcią patrzysz na zgrabną szwagierkę, która świetnie wygląda w obcisłych dżinsach? Ilekroć się spotykacie, burzy ci się krew?  Swoją zazdrość postaraj się obrócić na własną korzyść.  Jak? Popracuj nad swoją sylwetką. Zacznij biegać, wsiądź na rower, pływaj! Albo zmień dietę na taką, która pozwoli ci pozbyć się nadwagi.  Pamiętaj,...

Czytaj dalej
kobieca rywalizacja
Getty Images

Jak rywalizują kobiety i dlaczego wstydzą się rywalizacji? Rozmowa z psychoanalityczką

Rywalizacja wywołuje u kobiety poczucie winy. Czy słusznie?
Karolina Stępniewska
07.10.2018

Kobiety przez setki lat nie zajmowały się konkurowaniem, bo miały odgórnie nałożone inne »anielskie obowiązki«. A duch rywalizacji potrzebuje rogów. Jednak dziś, kiedy sprawy mają się już inaczej, nadal nie dajemy sobie przyzwolenia na otwartą rywalizacyjną grę, a jeśli nawet je sobie damy, naznaczone jest ono poczuciem winy. Może czas wreszcie zdjąć z siebie te ograniczenia”, mówi psychoanalityczka Wiola Rębecka. Przekonuje, że nie i że zdrowa rywalizacja może przynieść wiele korzyści. O tym, jak rywalizują ze sobą (i z mężczyznami!) kobiety, jak się z tym czują, skąd wzięły się nasze ograniczenia i wyrzuty sumienia, psychoanalityczka opowiada w wywiadzie dla „Urody Życia”. Czy kobiety rywalizują ze sobą w jakiś specyficzny sposób? Czy coś tę rywalizację charakteryzuje, odróżnia od tej męskiej? Kiedy umówiłyśmy się na rozmowę, w ramach przygotowania zrobiłam taki mały eksperyment – zamieściłam na swoim Facebooku pytanie: „Z jakich powodów kobiety ze sobą rywalizują?”. Rozpętała się wielka, trwająca cały dzień dyskusja. Zaangażowały się w nią obie płcie i rozmowa bardzo szybko podryfowała w stronę… feminizmu ! To zapewne coś oznacza, czyżby nam, kobietom, z rywalizacją było nie do twarzy? No właśnie. Więc chcę powiedzieć na wstępie jasno, że rywalizacja jest bardzo naturalnym uczuciem i jest bliska każdemu z nas! Rywalizujemy, bo to pomaga nam przetrwać, popycha nas do działania. Czasem słyszymy, jak ktoś mówi: „Ja to z nikim nie rywalizuję”. To nie może być prawda. Ten ktoś może tego nie dostrzegać, nie rozumieć, nie nazywać, może się tego wstydzić czy bać. Ale każdy z nas ma w sobie ten rys, bo to czysta biologia. Owszem, mechanizm rywalizacji może być zniekształcony. To znaczy, jeśli mamy głęboką...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Jakie jest naprawdę twoje poczucie własnej wartości? Odpowiedz na te pytania i sprawdź.

Niska samoocena hamuje nas przed działaniem, dlatego warto budować prawidłowe poczucie własnej wartości. Jak to robić? Zacznij od uważnego przyjrzenia się sobie.
Sylwia Arlak
12.08.2020

Zawsze i wszędzie: w pracy i w domu, w relacjach z dziećmi, partnerem i z przyjaciółmi, a nawet jeśli chodzi o nasz wygląd — chcemy być perfekcyjne. Nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo te nasze własne wygórowane oczekiwania wpływają negatywnie na naszą samoocenę. Zdrowa samoocena pomaga nam skupić się na pozytywnych aspektach życia i nas samych. Dzięki niej tworzymy zdrowe relacje. Od czasu do czasu wszyscy doświadczamy chwil zwątpienia. Zaczynamy kwestionować własne umiejętności, wydaje nam się, że każdy poradziłby sobie lepiej od nas. Jeśli jednak stale siebie krytykujesz, prawdopodobnie borykasz się z niską samooceną. Jak to sprawdzić? Odpowiedz na poniższe pytania: Czy masz niską, czy wysoką samoocenę: Czy często wątpisz w siebie i swoje umiejętności? Szukasz otuchy u innych, by poczuć się lepiej? Masz negatywne nastawienie do życia? Doświadczasz nadmiernego wstydu, lęk, smutku? Czujesz się bezwartościowa lub niekompetentna? Masz problem z wyrażaniem swoich potrzeb? Odczuwasz silny strach przed porażką lub złym samopoczuciem? Masz problem z przyjmowaniem komplementów? Wierzysz, że inni ludzie są lepsi od ciebie i w rezultacie wycofujesz się? Jeśli na większość pytań odpowiedziałaś: Tak, nadszedł czas, aby cofnąć się o krok i zmienić sposób myślenia o sobie/mówienia do siebie. Jakie są częste powody niskiej samooceny? Częstym powodem niskiej samooceny jest brak wiary w siebie. U źródła problemu mogą leżeć własne niepowodzenia życiowe, niezdrowe kontakty z innymi, ale też  trudne doświadczenia z dzieciństwa. Rodzice mogli nam stawiać zbyt wysokie wymagania, albo wręcz przeciwnie, wszystko robić za nas. Doświadczenia z wczesnego dzieciństwa Jeśli byłaś zastraszana, znęcano się nad tobą, albo często byłaś świadkiem...

Czytaj dalej
Sposoby na przewlekły stres
Thibault Debaene 

Psycholog, Joanna Heidtman o naszym napięciu psychicznym: „Same sobie to robimy”

„Wyżej, dalej, szybciej, lepiej”? Zwolnij, bo nie dobiegniesz.
Sylwia Niemczyk
05.07.2019

Pędzimy. W stresie i rozedrganiu, cały czas na pełnej adrenalinie. Od  rana do wieczora, nawet nocą nie umiemy wyhamować. „Tymczasem im dalej  chcemy dobiec, tym bardziej musimy zadbać o mądre rozłożenie własnej energii”, mówi dr Joanna Heidtman, psycholog i coach. Nie żyć w stresie Sylwia Niemczyk, „Uroda Życia”: Czy możemy same, bez tabletek i psychoterapii, uwolnić się od ciągłego napięcia i stresu?  Joanna Heidtman: Moje doświadczenie coacha podpowiada mi, że z tym napięciem, rozedrganiem i kotłowaniną myśli możemy walczyć tylko wtedy, kiedy staniemy z nimi oko w oko. Czyli zamiast bezsennie leżeć w łóżku, lepiej wstańmy, weźmy kartkę i wypiszmy wszystko, co mamy w  głowie.  Tyle że wypowiedzenie na głos naszych lęków czy smutków jest bardzo trudne.  Ale dopóki pozostaną niesformułowane, będą wywoływać w nas niepokój. Uzewnętrznienie naszych lęków czy smutków może boleć, ale już po chwili przyniesie ulgę. Poza tym, dlaczego aż tak bardzo boimy się poczuć swój smutek? Czemu uciekamy przed trudnymi uczuciami? To duży błąd, bo jeśli chodzi o emocje, to mamy do wyboru: albo wszystko, albo nic. Nie chcemy czuć smutku, strachu czy złości? OK, to jest możliwe, ale wiąże się z tym, że przestaniemy też czuć radość, entuzjazm czy szczęście. Tutaj nie ma kompromisu.  Skąd się bierze to nasze współczesne rozedrganie nerwów?  Najbardziej oczywistym powodem jest ogromna liczba bodźców, które wołają o naszą uwagę. I ona skacze jak pies za rzucaną piłką – raz tu, raz tam.  Nadmiar informacji może dekoncentrować, ale czemu wywołuje w nas taki stres? Bo jeśli nasza uwaga co chwilę przeskakuje gdzieś indziej, to szybko się męczy. Nie jesteśmy wtedy już w...

Czytaj dalej