Wszyscy jesteśmy Mamoniami! Zobacz, dlaczego wciąż oglądamy te same filmy i słuchamy tych samych piosenek.
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Wszyscy jesteśmy Mamoniami! Zobacz, dlaczego wciąż oglądamy te same filmy i słuchamy tych samych piosenek.

Muzykolodzy szacują, że na każdą godzinę słuchania muzyki poświęcamy aż 54 minuty na utwory, które już słyszeliśmy. Zastanawiałyście się kiedyś, dlaczego?
Sylwia Arlak
03.08.2020

Każda z nas ma taką książkę, do której wróciła przynajmniej raz w życiu. Filmy i seriale potrafimy oglądać po kilka czy nawet kilkanaście razy, a ulubione utwory towarzyszą nam każdego dnia. Lubimy słuchać tych samych opowieści i wyjeżdżać co roku na wakacje do tych samych miejsc. 

Dlaczego spędzamy tyle czasu z historiami, których zakończenia już znamy? Dlaczego wolimy to, co znane, od odkrywania czegoś nowego?

Dwoje amerykańskich badaczy, prof. Cristel Russell i prof. Sidney Levy, przeprowadzili setki wywiadów, aby odpowiedzieć na to pytanie. Jak czytamy na portalu The Atlantic, odkryli, że ludzie wybierają to, co znają z określonych powodów. Chcą np. odzyskać utracony czas lub docenić to, co mają.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Powrót do przeszłości

Najmniej skomplikowanym powodem, dla którego ludzie ponownie oglądają filmy i słuchają tym samych piosenek, jest to, że… naprawdę je lubią. Rozmówcy Russell i Levy przyznawali, że dobrze się czują, przypominając sobie, co wydarzyło się w kolejnych scenach produkcji. Sprawia im radość, gdy wychwytują szczegóły, których nigdy by nie dostrzegli, gdyby nie znali ogólnej fabuły. 

Ciągłe oglądanie tego samego wydaje się sprawiać, że rozrywka traci swój pierwotny urok. Ale psychologowie już dawno odkryli, że kiedy coś wymaga od nas mniej energii, zwykle uważamy to za dobre. Film, który widzieliśmy już siedem razy, nie jest trudny do przetworzenia. Naukowcy przekonują też, że lubimy filmy, piosenki, książki tym bardziej, im częściej mieliśmy z nimi do czynienia.

Ponownie włączamy ulubiony film, bo lubimy wracać pamięcią do przeszłości. Jesteśmy nostalgiczni, to część naszej natury. Clay Routledge, psycholog z Uniwersytetu Stanowego w Północnej Dakocie, który zajmuje się tym tematem od lat, w jednym z badań odkrył, że osoby, które usłyszały popularne piosenki ze swojej młodości, częściej mówiły, że czują się „kochane” i że „warto żyć”. Wykorzystujemy rozrywkę, jako wehikuł czasu, aby powrócić do utraconych wspomnień. 

Popkultura jako terapia 

Jest też powód terapeutyczny. Russel i Levy przytaczają poruszającą historię mężczyzny o imieniu Nelson, który wybrał się w samotną podróż do Florencji  i Sieny we Włoszech. Kiedyś mężczyzna spędził tam wspaniałe wakacje ze swoją żoną i dwójką małych dzieci. Czterdzieści lat później stracił żonę i syna. Nelson zatrzymywał się w tych samych miejscach, hotelach i restauracjach. Jak później wspominał: „To był rodzaj pielgrzymki. Sentymentalna podróż, która miała pomóc mi pogodzić się z tym, co się stało”. Nostalgia może być terapeutyczna. Zapewnia nam fizyczny komfort, daje ciepło. I pozwala poczuć dokładnie te emocje, których poszukujemy.

Tak samo jest z popkulturą. Nowe książki, filmy i programy telewizyjne mogą dostarczać spektakularnych emocji, ale mogą też nas rozczarowywać. Stare filmy nigdy nie zawodzą. Nie ma niespodzianek. Starzejemy się, a one pozostają takie same. Wiemy, jak się skończą i wiemy, jak się wówczas poczujemy. Mamy z tego dokładnie taką emocjonalną korzyść, jakiej nam potrzeba. A to jest bardzo pomocne w trudnych czasach. 

Ale to nie wszystko. Ponowne oglądanie tych samych filmów, czy słuchanie tych samych piosenek może nam pomóc rozprawić się z przeszłością. Zrozumieć ją. Wracamy myślami do tego, co było i zastanawiamy się, co poszło nie tak, co mogłam zrobić lepiej, z czego jestem dumna i co od zawsze było dla mnie ważne. „Kiedy wracamy do ukochanej piosenki sprzed lat, filmu czy książki, możemy przepracować przeszłe doświadczenia. Dzięki nim mamy szansę zrozumieć wybory, których dokonaliśmy. Zyskujemy nową perspektywę”  — piszą Russell i Levy.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Dobre wspomnienia Uroda Życia
Getty Images

„Możesz mieć same dobre wspomnienia”, mówi Meik Wiking, twórca hygge

Zapamiętywanie dobrych chwil to sztuka, której możemy – a nawet powinnyśmy – się nauczyć, mówi specjalista od szczęścia w życiu.
Bartosz Janiszewski
17.02.2020

Czy to, co pamiętamy, jest zupełnie przypadkowe? Które wspomnienia zostają z nami na dłużej i kiedy po nie sięgamy? Meik Wiking założyciel Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze wyjaśnia, dlaczego mózg najchętniej zapamiętuje nowości, skąd w nas taka skłonność do nostalgii i jak się mierzy szczęście.  Bartosz Janiszewski: Pewnie odpowiadał pan na to pytanie tysiące razy, ale i tak muszę je zadać. Co to jest szczęście?  Meik Wiking: To bardzo ogólne pojęcie, prawda? Dla mnie szczęście jest jak danie, które ma wiele składników. To doświadczanie sensu i celu w życiu, poczucie połączenia z  ludźmi i zadowolenia ze swojego życia oraz to, jak czujemy się w danej chwili.  Jak się to bada?  Pytając ludzi o to, czy są szczęśliwi. Naprawdę. Oczywiście są różne, bardziej szczegółowe kwestionariusze, ale u  nas, w Instytucie, podobnie zresztą jak przy tworzeniu Raportu Szczęścia ONZ najważniejsze jest pytanie: „Jak bardzo, w  skali od 1 do 10, jesteś zadowolony/a ze swojego życia?”. Bardzo istotne są też poczucie celu i sensu życia, bo ono łączy się z poczuciem szczęścia.  Spodziewałam się czegoś bardzie konkretnego od dyrektora Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze.  Wielu ludzi reaguje sceptycznie, kiedy mówię, czym się zajmuję. Najczęściej słyszę, że szczęścia nie można badać, bo to pojęcie subiektywne – przecież każdy rozumie przez to co innego.  Nie jest tak? Jest. Ale to nie żadna przeszkoda, raczej zaleta. Jako badacz mam dowiedzieć się, jak TY doświadczasz swojego życia. Jakie jest TWOJE poczucie szczęścia. Jesteś w tej sprawie jedynym ekspertem, który może mi to powiedzieć. Nie dostanę wiarygodnej odpowiedzi od twojej matki, żony czy przyjaciela. Nauka od lat...

Czytaj dalej
wewnętrzny krytyk
Adobe Stock

Wewnętrzne dziecko, krytyk, matka – kto kieruje twoimi myślami? 

„Zrób robocze założenie, że istnieją też inne części twojej osobowości niż te, które na co dzień dopuszczasz do głosu. I że jeśli im również pozwolisz się ujawnić, to twoje życie będzie pełniejsze” – mówi dr Joanna Heidtman, psycholog i coach.
Sylwia Niemczyk
13.06.2020

Wewnętrzny krytyk, czyli ta część twojej osobowości, która napomina i stawia do pionu, jest nam niezbędny do rozwoju. Warto dopuszczać go do głosu – byle nie za często i nie na długo. Tak samo warto słuchać swoich innych wewnętrznych głosów: egoisty, sędziego, dziecka – dzięki tworzonej przez nich orkiestrze, nasze życie będzie pełniejsze. Wewnętrzne dziecko, krytyk, matka... Sylwia Niemczyk: Ile wiemy o sobie? Wydawałoby się, że w pewnym wieku powinnyśmy już znać się na wylot, a np. idziemy na warsztaty z rozwoju samoświadomości i okazuje się, że co krok to niespodzianka.  Joanna Heidtman: Jedną z przyczyn naszego braku samoświadomości jest to, że często przez całe dzieciństwo, dorastanie, a bywa, że i potem w dorosłym życiu, myśląc o sobie, kierujemy się tylko opiniami innych. Słyszymy: „Jesteś nieśmiała” i zaczynamy w to wierzyć, a co więcej, właśnie tak się zachowywać.  Ale nasz podstawowy błąd w myśleniu polega na czymś innym. Błędne jest przede wszystkim przekonanie, że w ogóle jesteśmy „jakieś” – stałe i niezmienne. Lubimy myśleć o sobie jak o monolicie: „Ja to jestem taka…”. Myślenie „monolityczne” dominuje w całej naszej kulturze, więc w taki sam sposób budujemy też narrację o sobie. Szukamy sztywnych określeń: „Jestem za poważna na takie zabawy…” albo: „Ja to lubię pomagać innym…”, albo: „Z natury jestem cicha, nie lubię się rzucać w oczy…”. Brzmi to bardzo stanowczo, tyle że te narracje najczęściej są pozbawione głębszej refleksji. Ludzie, którzy tak mówią o sobie, zazwyczaj wcale nie znają się aż tak dobrze, jak myślą. Jeśli trochę pogrzebiemy w ich przeszłości, to okaże się, że w wielu sytuacjach wcale nie byli aż tak cisi...

Czytaj dalej
medytacja techniki
Getty Images

Zabiegana? Bez tchu? Weź oddech, zwolnij, zobacz, co da ci medytacja

Nie tylko uspokaja umysł, ale też dyscyplinuje nasze myśli.
Karolina Stępniewska
21.10.2018

Po co nam medytacja? Choćby po to, że pośpiech, życie pod presją czasu, zadań, zobowiązań i natłoku negatywnych uczuć sprawiają, że nie poświęcamy uwagi temu, co w danej chwili robimy. A medytacja prowadzi do spokoju i radości. Polecamy ją także dlatego, że dyscyplinuje i uspokaja umysł, a jednocześnie utrzymuje nas w stanie czujności i uwagi. W efekcie zmienia nasz sposób doświadczania i rozumienia rzeczywistości. Nawet całkiem prozaiczne czynności – mycie naczyń, sprzątanie – mogą nas udoskonalać wewnętrznie. „Zmywanie jest medytacją. Jeśli nie umiesz zmywać, utrzymując pełną świadomość, to siedząc w ciszy, też nie nauczysz się niczego” – mówi mistrz zen Thich Nhat Hanh. Co daje medytacja? Po  co nam medytacja? Medytacja to praktyka, która dyscyplinuje i uspokaja umysł, a jednocześnie utrzymuje nas w stanie czujności i  uwagi. W efekcie zmienia nasz sposób doświadczania i rozumienia rzeczywistości. Prowadzi do spokoju i radości. Pośpiech, życie pod presją czasu, zadań, zobowiązań i natłoku negatywnych uczuć sprawiają, że nie poświęcamy uwagi temu, co w danej chwili robimy. Myślami ciągle jesteśmy gdzie indziej. Niby żyjemy, ale nie doświadczamy życia. I nie cieszymy się jego urodą. Historia medytacji Medytacja, powszechnie kojarzona głównie z buddyzmem, jest obecna w wielu tradycjach religijnych i ścieżkach duchowych. W Indiach była szeroko praktykowana już ponad trzy tysiące lat temu. Wiele systemów medytacji powstało w starożytnej Europie, w średniowieczu była stosowana przez mistyków chrześcijaństwa i islamu. Z czasem przestała być jedynie praktyką religijną, obecnie medytują miliony ludzi na całym świecie, niezależnie od wyznania. „By odnieść korzyści z medytacji, można być katolikiem, protestantem, wyznawcą judaizmu lub niewierzącym....

Czytaj dalej
Kiedy Harry poznał Sally
Meg Ryan i Billy Crystal w filmie „Kiedy Harry poznał Sally”. Fot. materiały prasowe

10 filmów, dzięki którym pokochasz jesień: smutne, wesołe, romantyczne i animowane

To musiało się w końcu stać. Jesień. Z reguły myślimy o niej z niechęcią, bo zimno, mokro i ciemno. Ale filmy pomogą wam pokochać jesień i czerpać z niej prawdziwą radość!
Magdalena Żakowska
05.09.2020

OK, teoretycznie będzie już tylko gorzej, bo najpierw jesień, a potem zima, która od lat wygląda w zasadzie tak samo jak jesień, tylko trochę bardziej. Ale spójrzmy na to pozytywnie. Po pierwsze nie ma lepszego czasu na zwinięcie się w kulkę pod ciepłym kocem z kieliszkiem dobrego wina i oglądanie klasyki kina – przecież za oknem nie czeka nas nic lepszego. Po drugie idzie chłód, czyli zmiana „outfitu” z letniego na zimowy. Nareszcie możemy wyciągnąć z szafy grube swetry, luźne bluzy i schować pod nie nadwyżkę kilogramów, którą wypracujemy, leżąc wieczorem pod kocem. Po trzecie – te kolory! Jesień naprawdę bywa piękna. Przygotowałyśmy dla was listę filmów – smutnych i wesołych, romantycznych i animowanych – które wam o tym przypomną.  1. Kiedy Harry poznał Sally (1989) Absolutna klasyka wśród komedii romantycznych. Meg Ryan i Billy Crystal przyjaźnią się od lat, ale powoli odkrywają, że mogą być dla siebie idealnymi partnerami. Miłość, przyjaźń, niekończące się rozmowy, a wszystko to z Manhattanem w tle. Jak mawia Woody Allen, Nowy Jork jesienią jest co najmniej tak dobry, jak Paryż na wiosnę.  Zwróćcie uwagę na kostiumy Meg Ryan do tego filmu – to super inspiracja na ten sezon. 2. Mężowie i żony (1992)  A propos Woody Allena – jesień to idealna pora roku na oglądanie jego filmów. My wybrałyśmy dla was kultowy melodramat „Mężowie i żony”, z Mia Farrow, Woody Allenem, Judy Davis i Liamem Neesonem. Akcja rozgrywa się późną jesienią na Manhattanie. Dwie przyjaźniące się pary przeżywają poważne miłosne rozterki i rozmawiają o tym w charakterystycznym allenowskim stylu. Uwaga: to podczas zdjęć do tego filmu Mia Farrow odkryła, że Woody Allen ma romans z ich adoptowaną córką Soon-Yi Previn....

Czytaj dalej