Jak przeżyć rozwód? Pozwól się sobą zaopiekować, wypłacz się i weź adwokata, radzi prawniczka, Joanna Zielińska
Krzysztof Winter, Atelier de MoMo

Jak przeżyć rozwód? Pozwól się sobą zaopiekować, wypłacz się i weź adwokata, radzi prawniczka, Joanna Zielińska

Joanna Zielińska pomaga w „Centrum Rozwodowym Kobieta i Rozwód” tym, które potrzebują porady lub po prostu tego, by ktoś na chwilę wziął je pod swoje skrzydła.
Aleksandra Pezda
22.10.2018

Rozwód to jedna z trudniejszych decyzji w życiu. Zauważyłam, że dla kobiet szczególnie. Mężczyźni podchodzą do sprawy zadaniowo: jest problem, trzeba go rozwiązać, a kobiety zazwyczaj reagują wielkim stresem, niepewnością, poczuciem winy. Dlatego tak ważna jest pomoc”, mówi prawniczka Joanna Zielińska.

Aleksandra Pezda: Czytelniczki zgłosiły panią do naszej akcji „Kobiety kobietom”, jak pani myśli, dlaczego?

Joanna Zielińska: Może dlatego, że posiadam cechy, które pozwalają im się przy mnie czuć swobodnie i otworzyć? Zawsze tak było, jeszcze zanim otworzyłam Centrum Rozwodowe Kobieta i Rozwód we Wrocławiu. Przez lata pracy w kancelarii notarialnej i wtedy, gdy przyjmowałam skargi w radzie osiedla – kobiety przychodziły tam ze swoimi sprawami i właśnie w mój rękaw potrafiły się wypłakać i opowiedzieć, co się z nimi dzieje. A ja im pomagałam znaleźć rozwiązanie.

Dlaczego akurat w sprawach rozwodowych?

Rozwód to jedna z trudniejszych decyzji w życiu i trudny proces do przejścia. Zauważyłam, że dla kobiet szczególnie. Mężczyźni częściej podchodzą do sprawy zadaniowo: jest problem, szybko go rozwiązujemy i zapominamy, panie zazwyczaj reagują inaczej – wielkim stresem, niepewnością, poczuciem winy. Niejeden raz opowiadały mi o lękach, jakie im towarzyszą, kiedy wchodzą do kancelarii prawnych. To są zazwyczaj ekskluzywne wnętrza, specjalnie zresztą zaprojektowane tak, aby dało się odczuć powagę prawa i ciężar wymiaru sprawiedliwości. Proszę więc sobie wyobrazić, że wchodzi tam pani w momencie, w którym nie ma się na kim oprzeć, bo najbliższa osoba w  pani życiu – czyli mąż – stoi po drugiej stronie barykady. Może po prostu przestaliście do siebie pasować, ale może on panią zdradził? Jest pani w rozsypce, to zły moment w życiu, tymczasem w  kancelarii wita panią zazwyczaj dobrze wyglądający mężczyzna w kosztownym garniturze i  mówi językiem jak z  kodeksu. Trudno w  takiej sytuacji się zwierzać.

A trzeba się zwierzać?

To są sprawy rodzinne, intymne. Tu trzeba pracować na emocjach i trzeba te emocje dopuścić do głosu. Kobiety potrzebują często, żeby ktoś się nimi zaopiekował, zaplanował krok po kroku, wziął przez chwilę pod skrzydła. One potem dadzą sobie radę same – mam na to wiele dowodów z  pracy – ale w tym pierwszym momencie potrzebują silnego wsparcia. Dlatego np. nie ograniczam czasu spotkań z klientką. Chcę, żeby mi spokojnie opowiedziała o  swoich problemach, wypłakała się, a  jeśli ma taki temperament – może również poprzeklinać.

Czy kobiety obwiniają o wszystko mężów?

Przeciwnie – obwiniają siebie. Nawet, jeśli to jego wina. „Przegapiłam coś”, „mogłam wcześniej zauważyć”, a często: „nie trzeba mu było ufać”. A przecież w  małżeństwie trzeba sobie ufać. Mówię to moim klientkom: małżeństwo zawieramy w dobrej wierze. Co do zasady, oczywiście, bo różnie w życiu bywa. Bierzemy ślub z nadzieją, że to na zawsze, że to miłość i że nam się uda. A że potem coś się psuje albo któraś ze stron się z  tego wyłamuje, to już inna sprawa. Kobiety jednak ciągle jeszcze wolą obwiniać siebie: „coś zrobiłam źle” – myślą i  wstydzą się porażki w małżeństwie, nawet jeśli czują się poszkodowane. A  przy takim podejściu łatwo o błąd.

Jaki błąd?

Trzeba zadbać o swoje prawa, a czasami ogólna wiedza nie wystarczy. Mieliśmy na przykład sprawę o podział majątku. Klientka zdecydowała się na rozwód i w pierwszym odruchu chciała się zgodzić na podział pół na pół – tak wynika z przepisów. Ale zauważyliśmy, że przez lata to ona utrzymywała rodzinę i dom. I klientka uzyskała podział na jej korzyść.

Co jest dzisiaj najczęściej powodem rozwodów?

Brak cierpliwości, tak bym powiedziała. Takie mamy czasy, że wszystko chcemy zrobić lepiej i szybciej oraz natychmiast. Dawniej, kiedy się coś zepsuło, np. jakiś sprzęt domowy, najpierw próbowaliśmy naprawić.
Dzisiaj sprzęty i urządzenia są konstruowane w taki sposób, żeby się szybciej psuły i wymagały wymiany. W  jakiś dziwny sposób ludzie się do tego również dostosowali – kiedy im się coś psuje w małżeństwie, nie naprawiają. Po co? Może następne będzie lepsze. Wtedy przychodzą po rozwód. Ale jest też i tak, że dzisiaj kobiety są odważniejsze, nie wstydzą się już przyznać, jeśli w  związku dzieje im się krzywda, potrafią też zawalczyć o  prawo do lepszego życia na własnych warunkach.

Najtrudniejsze sprawy?

Kiedy któraś ze stron gra na uczuciach dziecka albo traktuje dziecko jak kartę przetargową. Jeśli któryś rodzic przed badaniem psychologicznym mówi do dziecka: „Nie mów, że piję, bo nie pozwolą nam się więcej spotkać”, to mnie jakoś osobiście to dotyka, pewnie dlatego, że mam małe dziecko i rozumiem, jaką rolę odgrywa w  jego życiu autorytet rodziców. To niby banał, a klientom ciągle muszę powtarzać: rozwodzi się mąż z  żoną, nie rozwodzicie się z własnymi dziećmi.

Czy bywają rozwody pozytywne?

Tak, zdecydowanie. Kiedy męczymy się w związku z  powodu niedopasowania charakterów. Decyzja o rozstaniu dla obu stron oznacza nie tylko zdjęcie tego ciężaru, ale też zastrzyk nowej energii. Jednak najwięcej korzyści przynosi rozwód, kiedy mamy do czynienia z przemocą, bo rozwód ją przecież ucina i pozwala ofierze rozpocząć nowe życie w zdrowych warunkach. Wiele pań ma trudność z tym, żeby zerwać przemocowy związek, kiedy się jednak zdecydują, ich życie zmienia się na lepsze.

Mieliśmy ostatnio taką sprawę: mąż klientki pił, ona nie pracowała, opiekowała się dwójką małych dzieci. Rodzina wiedziała, jednak nikt nie reagował. Ta pani przyszła do nas, nie była zdecydowana, czuła się samotna i  bezsilna. Pokazaliśmy jej kilka wyjść z sytuacji, zaplanowaliśmy z nią ciąg wydarzeń, zaoferowaliśmy pomoc nie tylko prawną, ale i psychologa. Najpierw klientka opuściła dom razem z dziećmi, znalazła dla nich miejsce w dziennych klubikach dziecięcych, a  w  tym czasie mogła znaleźć pracę. Wtedy rodzina włączyła się nieoczekiwanie z pomocą – czekali, aż ona podejmie decyzję, nie chcieli się wtrącać. Kiedy już doszło do sprawy rozwodowej, ona nie była tą samą, zależną od alkoholika, zahukaną kobietą, była samodzielna i  pewna siebie. Mąż już nie stawiał przeszkód, rozwód odbył się szybko.

Często kobiety wycofują się z decyzji o rozwodzie?

Zazwyczaj się nie wycofują. Ale doświadczamy typowego mechanizmu obronnego, kiedy odsuwają od siebie trudne decyzje – jeszcze by chciała pozostać w bezpiecznej strefie, w takim życiu, jakie jej się dotąd wydawało dobre, które zna. Jest więc często tak, że panie przychodzą, opowiedzą o wszystkim, popłaczą sobie, poczują ulgę i  mówią: „Trochę mi lepiej, może jednak wytrzymam” i  wychodzą. Zazwyczaj jednak wracają.

Czy zakładacie np. fałszywe profile na portalach randkowych, żeby przyłapać męża na zdradzie?

Nigdy, to nie jest zgodne z moją etyką, nie naciągamy rzeczywistości. Jeżeli klientka czuje, że jest zdradzana albo ma niekompletne dowody, a potrzebuje mieć pewność, zatrudniamy detektywa. On obserwuje podejrzanego o zdradę męża i w ten sposób zdobywamy dowody, czyli zdjęcia. Dokumentujemy tylko to, co naprawdę się zdarzyło, nie wrabiamy ludzi w sfingowane sytuacje.

Trudne sprawy?

Przez pół roku ciągnęły się przygotowania rozwodowe klientki, której nie było stać na dobrego adwokata. Jej małżeńskie pożycie się rozpadło, ale bez niczyjej winy, nie było jej jednak stać na wyprowadzkę. Męczyła się z decyzją o rozwodzie, bo ciągle była utrzymywana w przekonaniu, że będzie musiała wynająć drugie mieszkanie. Pomogliśmy jej uporządkować sprawy i uświadomiliśmy, że są inne dopuszczalne scenariusze. Trzeba było znaleźć sposób na dalsze funkcjonowanie z mężem w  ich wspólnym przecież mieszkaniu i  przekonać go do tego rozwiązania. Tam były dwa pokoje – pani wzięła mniejszy, byłemu mężowi pozostawiła salon, no i ma gdzie mieszkać do czasu, kiedy ją będzie stać na jakąś większą zmianę. Tak ją przygotowaliśmy prawnie i psychologicznie, że udało jej się podpisać z mężem ugodę już na pierwszym spotkaniu mediacyjnym i są duże szanse, że postępowanie rozwodowe skończy się na pierwszej rozprawie. Napisała do mnie: „Najgorsze już za mną, dziękuję”. Proszę, ile można osiągnąć drogą mediacji. Zawsze powtarzam moim klientkom: zgoda buduje, niezgoda rujnuje.

Nie pasuje mi to do rozwodów.

A jest wręcz przeciwnie. Cały nasz wysiłek w sprawach rozwodowych polega na tym, żeby przygotować dobre rozwiązania i pokojowo przekonać do tego obie strony. Proszę zauważyć różnicę: co innego, kiedy mąż dostaje znienacka oficjalne pismo rozwodowe – emocje biorą górę, czuje się przyparty do muru, samotny, zaatakowany. Co robi? Broni się z całych sił i czasami na oślep. Wtedy żonie trudniej osiągnąć sukces. Inna sytuacja: mąż zostaje zaproszony na spotkanie przedrozwodowe, gdzie spokojnie przedstawiamy sytuację i możliwe opcje uwzględniające interesy obu stron. Dobre dowody ucinają wszelkie dyskusje pod hasłem: „zdradziłem czy nie”, a  dobrze przygotowane warunki rozwodu ucinają dywagacje, co się komu należy.

To chyba rzadkość.

Wcale nie, mężczyźni coraz częściej biorą odpowiedzialność za swoje czyny i  zachowują się elegancko – jeśli można tak powiedzieć w sytuacji, gdy żona udowadnia mężowi zdradę. Niektórzy tylko potrzebują na to więcej czasu.

Pary nie potrafią tych spraw załatwić między sobą?

Nie, kiedy emocje biorą górę. I nie zależy to ani od wieku, ani od wykształcenia. Są pary, które tak bardzo nie potrafią się ze sobą porozumieć, że faktycznie ustalają za nich szczegóły już tylko prawni pełnomocnicy. Ale są takie pary, które w obliczu ostateczności nagle porzucają broń i zaczynają ze sobą rozmawiać. Miałam ostatnio taki przypadek: klientka zdradziła męża. To nie on ją pozwał, ona wystąpiła o rozwód, bez orzekania o  winie. Nie było między nimi pożycia od  dłuższego czasu, dlatego zdecydowała się na zmianę. Ale na rozprawie rozwodowej mąż wystąpił z propozycją, żeby jednak spróbowali jeszcze raz. I odłożyli rozwód.

Dobra decyzja?

Wtedy tak myślałam, ale kilka miesięcy później, to małżonek złożył pozew, tym razem z orzeczeniem o winie żony. Jednak im się nie ułożyło.

Nie wolałaby pani być swatką?

Nie, mnie pociąga rozwiązywanie problemów i konfliktów. Może dlatego, że jestem też sędzią sportów samochodowych i motocyklowych, co mi pomogło wyrobić podejście zadaniowe do życia i  umiejętność szybkiego podejmowania decyzji i trzymania się ich, choćby nie wiem co. Zawodnicy na zawodach w  trialu motocyklowym już się nauczyli, że kiedy ja oceniam, to na pewno zgodnie z  regulaminem i nie ma dyskusji.
To by się chyba przy swataniu nie przydało.

Pani się rozwodziła?

Nie, ja na wszelki wypadek nie wyszłam za mąż. Ale mam partnera, dziecko, a z naszym kotem i psem tworzymy, myślę, całkiem zgraną rodzinę. Kiedy się czasem kłócimy, partner mi ustępuje: „Nie będę się upierał, w końcu to ty się umiesz rozwodzić”.

Joanna Zielińska jest prawniczką, właścicielką Centrum Rozwodowego Kobieta i Rozwód we Wrocławiu. Pracuje tam jako specjalistka rozwodowa, koordynatorka i mediatorka. Jest też sędzią sportów motorowych. Śmieje się, że nie grozi jej rozwód, bo nie ma męża, ale z partnerem, dzieckiem, kotem i psem tworzy fajną rodzinę.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
mediacje rodzinne
Getty Images

Rozwód? Mediacje rodzinne to ostatnia szansa przez rozpadem związku

Mediacje rodzinne może uchronić przed rozwodem albo sprawić, że rozwód przebiegnie spokojniej. Na czym polegają? Pytamy mediatorki, Anny Cebulko.
Karolina Rogalska
21.10.2018

Z perspektywy mediatorki widzę, jak często mamy kłopot w kontaktach z bliskimi. Nie rozmawiamy z partnerami o tym, co nas niepokoi. Nie komunikujemy potrzeb. Robimy to dopiero wtedy, gdy jesteśmy już ekstremalnie wściekłe i sfrustrowane. A skrajne emocje blokują nam możliwość porozumienia” – mówi w „Urodzie Życia” Anna Cybulko, wykładowczyni i mediatorka w sprawach cywilnych i rodzinnych. Karolina Rogalska, „Uroda Życia”: Mediacje rodzinne to takie rozmowy ostatniej szansy. Skrajne emocje. Pewnie się pani nasłucha płaczu, krzyków? Anna Cybulko:  Emocji jest rzeczywiście dużo. Podczas mediacji ludzie zwykle bardzo szybko wchodzą w te same schematy reagowania, które stosują, kłócąc się w  domu. Czasem destrukcyjne: agresywne, sarkastyczne, przemocowe. Rola mediatora polega między innymi na tym, żeby pomóc im te schematy dostrzec, przewentylować emocje. Żeby ludzie mogli się wzajemnie spotkać, usłyszeć, porozumieć. I wypracować wspólnie rozwiązania, które zadowolą obie strony sporu. Część par na mediacje zgłasza się z własnej inicjatywy, czasem takie rozwiązanie proponuje sąd. Ale zawsze naczelną zasadą jest dobrowolność – ludzie muszą chcieć się dogadać. Najtrudniejsze jest pierwsze spotkanie. Potem już jest tylko lepiej. Co podsyca konflikt? Powodów może być wiele. Podzieliłabym je roboczo na trzy poziomy. Pierwszy to różnice społeczne: odmienne potrzeby, wartości, oczekiwania, style życia, konteksty rodzinne, w których się wychowywaliśmy. Drugi to poziom indywidualny. Tu przeszkody mogą być natury psychologicznej: brak poczucia bezpieczeństwa, stabilności czy własnej wartości. Ostatni, ten najbliższy mojej pracy, to poziom komunikacyjny. Z perspektywy gabinetu widzę, jak duża część z nas ma z tym kłopot. Nie rozmawiamy z partnerami...

Czytaj dalej
Daria Skrzypczak-Kozikowska
Rafał Masłow

Adwokatka kobiet: „Polacy są dobrze wyedukowani, jak nie płacić alimentów na swoje dzieci” 

„Nie jesteśmy z natury ani szlachetniejsze, ani uczciwsze od mężczyzn. Ale pełniąc określone funkcje w życiu, musimy zadbać o nasze prawa”, mówi Daria Skrzypczak-Kozikowska, prawniczka.
Sylwia Niemczyk
07.09.2020

Alimenty, opieka nad dzieckiem albo procesy o mobbing – Daria Skrzypczak-Kozikowska reprezentuje kobiety, które muszą dochodzić swoich praw w sądzie nieraz miesiącami albo całymi latami. Na sali sądowej widzi łzy, często jest świadkiem wielkich emocji.  Sylwia Niemczyk: Pamiętasz swój pierwszy proces w sądzie? Daria Skrzypczak-Kozikowska: Oczywiście! Sprawa o zabójstwo, w grę wchodziła kara 25 lat więzienia. Jeszcze jako nieopierzona aplikantka – bo ja tej sprawy nie prowadziłam, tylko przyglądałam się temu, co mówi i robi mój patron – siedziałam w sali rozpraw z przeświadczeniem, że tak mile wyglądający, spokojny gość nie mógłby przecież być zabójcą. A on nagle wstaje na rozprawie i przyznaje się do winy. I choć to był wtedy dla mnie szok, to dzięki tamtej sprawie uświadomiłam sobie, że moja ocena, czy oskarżony jest winny, czy nie, nie jest tak istotna. Zadaniem adwokata jest to, by zadbać o prawa oskarżonego i dać mu możliwie najlepsze wsparcie.  A jaka była pierwsza sprawa, którą już prowadziłaś sama? W sądzie rodzinnym o ustalenie kontaktów z dzieckiem i o powierzenie władzy rodzicielskiej matce. Wtedy myślałam, że biorę udział w batalii – dziś wiem, że w sumie to była bardzo ugodowa sprawa, bo choć rodzice dziecka nie mogli porozumieć się w kilku kwestiach, to zakończyła się na kilku posiedzeniach.  Zwykle tak się nie dzieje? Bywa, że byli partnerzy, małżonkowie nie są w stanie przez całe lata się ze sobą dogadać. Sprawy, które toczą się między dwojgiem kiedyś bliskich sobie ludzi, są bardzo trudne i adwokat musi być w nich nie tylko prawnikiem, ale też trochę psychologiem. Musi wiedzieć, kiedy walczyć, a kiedy lepiej będzie odpuścić – a już na pewno nie może dodawać emocji, ale raczej je studzić. I nie...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Depresja spotyka 7 na 10 kobiet w okresie menopauzy. Jak ją rozpoznać i zatrzymać?

Lęk, smutek, nerwowość i depresja. W okresie menopauzy u kobiet spada produkcji hormonów, przez co stają się bardziej podatne na wiele chorób psychicznych.
Sylwia Arlak
25.08.2020

Menopauza to nie tylko uderzenia gorąca i zlewne poty, przybieranie na wadze, spadek libido i wahania nastroju. Te objawy rzeczywiście najczęściej towarzyszą burzy hormonalnej u kobiet w wieku ok. 45–55 lat, ale wraz ze spadkiem produkcji hormonów stajemy się też bardziej podatne na szereg problemów psychologicznych. Czas trwania i nasilenie objawów psychicznych jest sprawą indywidualną. Mogą występować nawet 5 lat przed menopauzą i po niej. Lęk, smutek, depresja Do najczęstszych objawów towarzyszących menopauzie należy uczucie lęku, niepokoju i smutku. możemy też być bardziej drażliwe i nerwowe. Spada nasze poczucie pewności siebie, narzekamy na problemy z pamięcią i koncentracją. Pojawia się lęk przed śmiercią, a często również depresja. Szczególnie są na nią narażone osoby, które wcześniej leczyły się z powodu depresji, zwłaszcza jeśli wymagała ona podawania leków. Naukowcy odkryli, że depresja u kobiet po menopauzie jest częstym problemem zdrowotnym. W badaniu opublikowanym w czasopiśmie „The North American Menopause Society” (NAMS) wzięło udział 485 tureckich kobiet po menopauzie w wieku od 35 do 78 lat (średni wiek 56,3 lat). 41 procent uczestniczek badania doświadczyło jakiejś formy depresji. Naukowcy ustalili też czynniki ryzyka, które najbardziej wpłynęły na depresję w okresie pomenopauzalnym: bycie wdową lub oddzielnie od małżonka, spożywanie alkoholu, choroby wymagające ciągłego leczenia, niepełnosprawność fizyczna, choroba psychiczna oraz… posiadanie czwórki lub więcej żyjących dzieci. W trosce o własne zdrowie psychiczne Co ważne, wyniki wielu badań wskazują na częstsze występowanie depresji u kobiet podczas menopauzy niż przed i po menopauzie. Wiąże się to z wahaniami stężeń estrogenów, ze zmianami związanymi z...

Czytaj dalej