Pomagamy, dbamy, wyręczamy. Czy potrafimy być w pełni dla siebie?
getty images

Pomagamy, dbamy, wyręczamy. Czy potrafimy być w pełni dla siebie?

Sprawdź wyniki ankiety przeprowadzonej przez „Urodę Życia”
Sylwia Niemczyk
30.01.2020

Kilka miesięcy temu, podczas naszej akcji #wpełnidlasiebie  zaprosiłyśmy czytelniczki „Urody Życia”, do udziału w anonimowej ankiecie. Pytałyśmy o to, jak rozumieją: „bycie w pełni dla siebie”, „dbanie o siebie”, o to, jak spędzają wolny czas, o podejście do pieniędzy, o relacje z najbliższymi i resztą świata. Dostałyśmy ponad 700 wypełnionych ankiet, których wyniki to kopalnia wiedzy o nas, kobietach, o naszych dzisiejszych potrzebach i problemach. Odpowiedzi analizuje Marta Majchrzak, psycholożka i badaczka społeczna, która od lat zajmuje się badaniem Polek. 

Sylwia Niemczyk: Zaskoczyło cię coś w naszej ankiecie?

Marta Majchrzak: Mile zaskoczył mnie pozytywny odbiór hasła akcji: #wpełnidlasiebie. Zastanawiałam się, czy nie zostanie ono odebrane jako zachęta do  egoizmu: „Żyję w pełni dla siebie, więc myślę tylko o sobie i o nikim więcej”. Tymczasem większość uczestniczek ankiety rozumie to hasło zgodnie z naszymi intencjami: „Być w pełni dla siebie to dbać o swoje potrzeby, szanując przy tym potrzeby innych”. Do tego co trzecia ankietowana uznała, że życie w pełni dla siebie jest jednoznaczne z życiem na własnych zasadach. Moim zdaniem te wyniki świadczą o tym, że w ankiecie wzięły kobiety w okolicy 40. roku życia, a już z pewnością po 35. 

Bo życie na własnych zasadach wiąże się z wiekiem?

Z ogólnopolskich, niezwykle szerokich badań „Kobiety w Polsce”, które w agencji badawczej IQS, w której pracuję, przeprowadziliśmy dwa lata temu, wiemy, że my, Polki, jesteśmy dość tradycyjne. Ale z wiekiem, mniej więcej w okolicach czterdziestki, orientujemy się, że jeśli same nie zadbamy o siebie, to nikt tego za nas nie zrobi. Analizując tamto badanie, stworzyłyśmy typologię Polek: tradycyjne Królowe Domowe, poświęcające się Bokserki Losu, prymuski Ogarniaczki, najmłodsze, ale też jednak konserwatywne E-księżniczki i liberalne Dziarskie Dziewuchy – segment zupełnie inny niż wszystkie pozostałe. To kobiety, które cenią partnerstwo, chcą się cały czas rozwijać, dbają o swoje pasje, są bardzo świadome swoich potrzeb, praw. I w tym segmencie zdecydowanie przewagę mają kobiety po czterdziestce. 

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Po 40. roku życia doceniamy swoją wartość

To, co mówisz, jest trochę wbrew mojej intuicji, bo dotąd myślałam, że to najmłodsze kobiety, tuż po studiach, są w pełni dla siebie. 

Bardzo często wyniki badań są wbrew naszej intuicji! Dlatego kocham swoją pracę, bo pozwala być bliżej rzeczywistości. Co roku prowadzimy co najmniej kilka dużych projektów na temat kobiet i kiedy przyglądamy się młodym Polkom, nie tylko wielkomiejskim, ale całemu przekrojowi, widzimy, że wiele z nich aspiruje przede wszystkim do bycia żoną, a potem matką i wiele z nich chętnie odda swoje bezpieczeństwo finansowe w ręce męża. Dopiero po 40., 45. a czasem dopiero po 50. roku życia zaczynamy zmieniać naszą hierarchię wartości. O tym, że w ankiecie wzięły udział dojrzałe kobiety, mogą też świadczyć odpowiedzi na inne pytanie: „Czym dla ciebie jest dbanie o siebie?”. 

Kobiety wybrały na równi: dbanie o zdrowie albo dbanie o work-life balance.

A zaledwie 9 proc. wybrało dbanie o wygląd – choć mogłoby się wydawać, że takie skojarzenie jest bardzo częste. Oczywiście wygląd jest dla nas bardzo ważny, ale kobiety dość często postrzegają dbanie o urodę może nie jako przymus, ale na pewno jako coś narzuconego z zewnątrz. „Nie mam czasu, jestem matką, pracuję na pełen etat, ogarniam wszystko i jeszcze wieczorem muszę pamiętać o brwiach, paznokciach, łydkach – kiedy mam to robić?”. 

Zapytałyśmy też nasze czytelniczki o czas i pieniądze. 

I co dziesiąta odpowiedziała, że gdy wydaje pieniądze na własne przyjemności, to czuje wyrzuty sumienia wobec najbliższych. 

Tak, jakby ich okradała. 

„Daję sobie, więc nie dałam innym” – te same wyrzuty sumienia widzimy w wielu innych badaniach dotyczących Polek. Kiedy mamy wydać na siebie pieniądze, często szukamy usprawiedliwienia, że robimy to dla dobra całej rodziny, męża, dzieci. Ciśnie nas ten wzorzec społeczny, czujemy dyskomfort. 

W ankiecie zapytałyśmy: „Na co wydałabyś 500 zł premii?” i prawie 40 proc. odpowiedziało, że na potrzeby całej rodziny. 

Wcale mnie to nie dziwi. Skoro w badaniu ogólnopolskim IQS aż 75 proc. Polek mówi, że dla nich najważniejsze jest to, by wszyscy wokół byli zadowoleni, więc jak mogłybyśmy się spodziewać, że one wydadzą jakąś większą kwotę tylko na siebie? Przecież dla Polek esencją kobiecości jest to, że kobieta bardziej dba o innych niż o siebie. 

Ale na przyjemności przecież też wydajemy. Umiemy pomyśleć również o sobie.

To prawda: aż 23 proc. ankietowanych jednak zaplanowało wydać te 500 zł właśnie na coś miłego dla siebie. To odważna odpowiedź, która świadczy o tym, że wiemy, że zasługujemy na przyjemności i że jednak część z nas odważa się postawić siebie na pierwszym miejscu.

Spodziewasz się, że kiedyś z tych 23 procent zrobi się, powiedzmy: 50?

Na razie widzimy trend odwrotny: cały czas bardzo wyraźna jest u kobiet skłonność do poświęcania się, stawiania siebie na drugim, trzecim czy czwartym miejscu. To widać też wtedy, gdy pytamy już nie o pieniądze, ale o czas. Prawie co druga ankietowana na pytanie, dlaczego nie poświęca sobie więcej czasu, odpowiedziała, że ma za dużo obowiązków domowych – choć do wyboru była też odpowiedź: „Za dużo pracuję”. I to jest wynik, który mówi dużo nie tylko o samych kobietach, ale też o roli mężczyzn w polskich domach. Z badań ogólnopolskich wiemy, że wciąż aż 69 proc. Polek jest odpowiedzialnych za większość obowiązków domowych. Kobiety czują się tym bardzo przeciążone. Gdy z nimi rozmawiamy, często słyszymy: „Doba jest dla mnie za krótka” – i w ankiecie „Urody Życia” widać bardzo podobną tendencję. Okazuje się, że to nie praca nas przytłacza, ale dom, który przecież mógłby być dla nas przystanią, gdzie mogłybyśmy ładować nasze baterie. Tymczasem właśnie w nim zużywamy swoją baterię do cna. Work-life balance okazuje się bardzo skomplikowaną sprawą, bo często to nie „work”, ale ten „life” nas dociąża. 

Wzorzec matki Polki

A czy to nie jest tak, że same sobie to robimy? Dokładamy sobie, a potem narzekamy, zamiast powiedzieć: „Wyluzuj”.

No właśnie nie – to jest ten paradoks bycia kobietą. Na tym polega socjalizacja kobiet, wychowanie w pewnych wartościach, schematach, które służą dobru społeczeństwa, kolektywu, rodziny, ale nie służą dobru nas samych. Każda z nas, ja również, nie chce się czuć złą matką, żoną. Wiele z nas chce jednocześnie rozwijać się, czerpać z życia, a normy społeczne sprawiają, że jest to bardzo trudne. U progu 2020 roku nadal jest to karkołomne zadanie. Przecież 69 proc. wszystkich Polek, które czują się odpowiedzialne za większość obowiązków domowych, nie postanowiło któregoś dnia: „Biorę to na siebie”. My zostałyśmy tak wychowane, wyrosłyśmy w przekonaniu, że to nasz obszar kompetencji. Te wzorce są w nas głęboko zakorzenione. I tak samo nasi partnerzy – nie są nieogarnięci, złośliwi, samolubni, leniwi. Nie – to kwestia nieuświadomionych zazwyczaj wzorców, które w tym przypadku działają na korzyść mężczyzn. W domu nie przemęczają się i nie mają z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Gdyby udało nam się wychowywać nowe pokolenia w równości płci, moglibyśmy zmienić ten krajobraz. Ale jak to zrobić, skoro wymagałoby to ciągłej uważności, pracy nad sobą, autorefleksji, na które potrzeba m.in. czasu, którego – co już przecież ustaliłyśmy – nie mamy.

Za to mamy błędne koło.

Podobnie jest z naszą asertywnością. Dla większości Polek najważniejsze w życiu są relacje, dlatego asertywność i stawianie granic są dla nas bardzo trudne. To jest w naszej głowie – czy zwróciłaś uwagę na pytanie w ankiecie #wpełnidlasiebie: „Kiedy najczęściej czujesz się krytycznie oceniana?”. 

Uczestniczki naszej ankiety odpowiadały, że nie wtedy, kiedy poświęcają czas na swój rozwój, i nawet nie wtedy, gdy wydają pieniądze na swoje przyjemności. Ale wtedy, gdy odmawiają prośbom swoich najbliższych. 

I co to dla nas oznacza? To, że jeśli ktoś bliski chce wpłynąć na nasze zachowanie, to wystarczy, że nas o coś poprosi. Nie musi niczego wymuszać, stosować manipulacji czy podstępu – wystarczy zwykła prośba. Trudność w odmawianiu prośbom jak w soczewce pokazuje, czemu tak trudno nam jest być w pełni dla siebie. Bo jeśli mąż nas poprosi: „Może jednak nie jedź na weekend z przyjaciółkami do tego spa?” albo szef spyta proszącym tonem, czy nie zostaniemy po godzinach – to często rezygnujemy z własnych planów. Prośba innych bywa dla nas wystarczającym powodem do zaniedbania własnych potrzeb. I nieraz zwykła prośba sprawia, że czujemy się pod presją, tymczasem tę presję same sobie stwarzamy, bojąc się, że nasza odmowa może zaszkodzić relacjom. Nadmiarowe spełnianie próśb bliskich bez dbałości o siebie – niby drobiazg, niby nic wielkiego, niby bardzo miła cecha, ale to właśnie z takich błahostek zbudowana jest kobieca frustracja. Takie niuanse przeszkadzają nam być w pełni dla siebie. 

Rozmowa z psycholożką Martą Majchrzak ukazała się w „Urodzie Życia” 1/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Kobieta w maseczce, Gedeon Richter
Adobe Stock

Szczęście i kobiecość w pandemii – zobacz raport z wynikami badania 

48% Polek zauważa, że ich życie podczas pandemii zwolniło. To jedna z najważniejszych korzyści związanych z epidemią, jakie odczuły Polki. A jakie były nasze największe straty? Zobacz wyniki ogólnopolskiego badania.
Materiał partnera
16.10.2020

Wiele z nas odzyskało swój czas, a co za tym idzie, umiejętność smakowania życia bez ciągłej zadyszki w kołowrocie codzienności. Paradoksalnie dla wielu Polek pandemia to czas, w którym pojawiła się przestrzeń na cieszenie się życiem, większą uważność, docenienie tego, co mamy. Takie doświadczenia są dla wielu z nas dostępne wyłącznie w wakacje, a i to w ograniczonym zakresie. Uważam, że kombinacja: więcej czasu, większa uważność, ale też większa niż na co dzień świadomość śmiertelności sprawiły, że wielu z nas łatwiej było poczuć wdzięczność, za to co mamy, podkreśla Marta Majchrzak, ekspertka raportu firmy Gedeon Richter, „Szczęście i kobiecość w czasie zmian” . Polki przekonały się, że wolniejsze tempo życia to luksus, odpoczynek od presji wiecznego pośpiechu. Często chciałybyśmy, żeby ten wolniejszy rytm już z nami został, chciałybyśmy nieco wolniej żyć. Jak widać pandemia dla wielu Polek okazała się być skuteczną nauczycielką work-life balance. Deficytowy czas dla siebie Dla 27% Polek efekt pandemii jest odwrotny – mają mniej czasu i są bardziej zajęte niż przed nią. W wielu domach konieczność zamknięcia zadziałała jak papierek lakmusowy, pokazała jak na dłoni nierówności podziału obowiązków domowych, z których większość przypada kobietom. W danych odzwierciedla się obraz polskich gospodarstw domowych, w których kobiety mają prawie dwa razy więcej obowiązków domowych niż ich partnerzy. Warto je wyliczyć, proponuje Marta Majchrzak, rozmawiać o nich częściej, bo na co dzień wiele z nas mniej wyraźnie odczuwa niesprawiedliwość związaną z ich podziałem. W pierwszej piątce obowiązków, w których Polki czują się osamotnione i zajmują się nimi głównie same są: pranie (75%), prasowanie (71%), gotowanie (67%),...

Czytaj dalej
Slow life: czym jest?
Unsplash.com

Slow life. Zwolnij, by zacząć doceniać to, co masz

W dzisiejszym bardzo zabieganym świecie coraz częściej zwracamy się ku idei slow life i slow food. Zmiana swojej świadomości i postawy w kierunku slow life nie jest łatwa – od dzieciństwa każdy z nas jest zachęcany do dążenia do sukcesu, rywalizacji i perfekcji kosztem relaksu, dobrego samopoczucia czy dbania o relacje z innymi ludźmi. Z pomocy przychodzi psychologia slow life.
Magdalena Kitłowska
23.12.2020

W anonimowym i zurbanizowanym świecie odpoczynek jest stratą czasu, a naczelnymi wartościami są skuteczność lub wydajność. Otaczający nas świat – nasza praca, przyjaciele, rodzina, media – stale narzuca nam coraz szybszy rytm, do którego często staramy się nieświadomie dopasować. Slow life: zwolnij, by zacząć żyć Filozofia i styl życia slow life pozwala nam się wyrwać z tego błędnego koła pogoni i frustracji. Jednak by podążać tą ścieżką, musimy zrozumieć, że wiele naszych nawyków i standardów będzie nam to utrudniało, także w zewnętrznym świecie trudno będzie nam znaleźć wzorce czy drogowskazy, które pomogą w takiej transformacji. Slow life to nie tylko zmiana trybu życia – to przede wszystkim zmiana naszego stylu myślenia i nawyków reagowania w różnych sytuacjach. W pośpiechu trudno nam doświadczać życia w pełni, korzystać z danych nam chwil. Tylko spowalniając bieg, mamy więcej czasu na życie. Czytaj też: Zwolnij, trenuj uważność, praktykuj jogę – sprawdź jak może wyglądać rok w stylu Slow Life Czym jest slow life? Slow life to przede wszystkim życie pełne świadomych i spokojnych wyborów, skoncentrowane wokół jakości życia i rozwoju osobistego. Częsty zarzut wobec tej filozofii to egocentryzm – jednak dbanie o jakość życia nie ogranicza się tu wyłącznie do własnej osoby. Tak samo dotyczy to społeczności, w której żyjemy, czy też środowiska (stąd idea slow life wspiera działania na rzecz ochrony przyrody, zdrowej żywności, poprawy edukacji dzieci itd.). Slow life to także dbanie o kontakt z otaczającymi nas ludźmi, o komunikację z nimi, która nie ogranicza się tylko do wymiany informacji. Rozmowa z drugim człowiekiem jest spotkaniem dwóch indywidualności, jest kolejnym doświadczeniem, które wzajemnie nas rozwija, daje...

Czytaj dalej
szczęście w życiu
iStock

Co dziś dla siebie zrobiłaś miłego? Drobne przyjemności to sposób na szczęśliwe życie!

Najlepsze antidotum na stres, najbardziej skuteczny sposób na relaks, świetna metoda na dowartościowanie się. Drobne przyjemności tylko na pierwszy rzut oka są drobne. Ich moc jest nie do przecenienia!
Katarzyna Montgomery
03.02.2020

Nie odmawiajmy sobie miłych chwil. Wszystkie badania od lat pokazują, że lepsze są małe przyjemności niż wielka atrakcja raz na jakiś czas – mówi psychoterapeutka, Katarzyna Kucewicz. Zamiast odkładać szczęście na „przyszły tydzień”, „na emeryturze” albo „gdy dzieci się już wyprowadzą” już dziś wprowadź do swojego życia drobny rytuał: codziennie zrób dla siebie coś miłego.   Katarzyna Montgomery „Uroda Życia”: Moja znajoma, matka dwójki dzieci, żona, powiedziała mi, że nigdy nie odmawia sobie drobnych przyjemności, bo jeśli ona będzie niezadowolona, to cała rodzina będzie niezadowolona. To zdrowe podejście czy usprawiedliwienie egoizmu? Katarzyna Kucewicz: Zazwyczaj jesteśmy matkami Polkami i tkwimy w kulcie samopoświęcenia, czyli poświęcenia swoich przyjemności dla potrzeb bliskich, spełniania zachcianek innych ludzi. Dlatego dbanie o siebie to u kobiet bardzo cenna umiejętność. Trzeba tylko znaleźć równowagę, żeby nie popaść w przesadę, bo kiedy mówimy: „Ja sobie niczego nie odmawiam”, możemy popłynąć w stronę albo uzależnienia się od czegoś, albo nonszalancji i zbyt beztroskiego życia. Ale zgodzi się pani, że drobne przyjemności są ważne i potrzebne? Liczą się nawet bardziej niż te duże. Ludziom wydaje się często, że jak spędzą raz w roku urlop na Malediwach, to będzie ich najlepsza nagroda. Ale wszystkie badania od lat pokazują, że lepsze są małe przyjemności, za to częściej dawkowane, niż duża przyjemność raz na jakiś czas. Czyli zamiast raz w roku wyjechać gdzieś na egzotyczne upragnione wakacje, lepiej kilka razy do Zakopanego. Tym bardziej że na te Malediwy, to muszę sobie cały rok wszystkiego odmawiać. I wtedy frustracja rośnie, a nasz organizm woli dawkowanie przyjemności. Lepiej mało i często,...

Czytaj dalej
Hygge w pracy
getty images

Szwedzkie hygge w polskiej korpo, czyli nie daj się zwariować!

Czy korporacje mogą być bardziej hygge?
Anna Bimer
24.08.2019

Wydawało się,  że celebrowanie prostych przyjemności według hygge jest dla tych, którzy mają dużo wolnego czasu i żyją w harmonii z naturą. Oznaczało to emigrację z miejskiego życia. A może zwrot nie musi być o 180 stopni? Czy da się mieć hygge-nicznie w pracy, nawet w korporacji, mówi Katarzyna Miller, psycholożka, psychoterapeutka, nauczyciel akademicki, wieloletnia wykładowczyni na Gender Studies UW, felietonistka i autorka książek. Hygge w pracy Anna Bimer, „Uroda Życia”: Duńczycy – czyli twórcy nurtu hygge, oznaczającego dobrostan, poczucie szczęścia i harmonii, a w ich imieniu Meik Wiking, dyrektor Instytutu Badań nad Szczęściem w Kopenhadze – twierdzą, że nawet w korpo może być miło i ciepło. Naprawdę? Katarzyna Miller: Szczęśliwie dojrzeliśmy już do wniosku, że życie nie może być nastawione tylko na karierę, staramy się wprowadzać równowagę między pracą a życiem po pracy. Stąd idea work-life balance. Chociażby. Hygge i podobne trendy czy mody temu sprzyjają, ale też wynikają z  potrzeby szukania nowych teorii, które mają nas zauroczyć treścią i jakością. Bo  ciągle coś odkrywamy. Podoba nam się to napominanie: nie pędźcie, nie bądźcie szczurami, jednak cały czas tkwimy w tym wyścigu, nawet książki, które mają nas otrzeźwić, wydajemy w  tempie torpedy. W terapii to się nazywa podwójnym wiązaniem. Słyszymy komunikaty: pracuj, osiągaj, twórz, rozwijaj się, a jednocześnie: zatrzymaj się, bądź uważny, pozbywaj się rzeczy itd. No to bądź mądry i pisz wiersze! Nie twierdzę, że nie warto mówić o kwiatach, herbacie czy ciepłym szalu. Ale w open space możemy sobie co najwyżej wyobrazić, że stoimy na brzegu morza. Dobre i to, bo przecież w  tym zawodowym kołowrotku nie można się zatracić i dać zwariować. Jak...

Czytaj dalej