Polka u seksuologa: czy jesteśmy tak wyzwolone, jak nam się wydaje?
magnum photo/photo power

Polka u seksuologa: czy jesteśmy tak wyzwolone, jak nam się wydaje?

Seks to dla Polek „rzecz do odhaczenia” – często jesteśmy zbyt zmęczone, aby cieszyć się bliskością i kontaktem cielesnym. Dają znać o sobie też nasze kompleksy i pruderyjność… większa niż u naszych babek!
Aleksandra Pezda
30.01.2020

Czy ja jestem nienormalna?” – tak zaczynamy zwykle rozmowę u seksuologa, niezależnie od tego, jaki mamy problem. O nowej seksualności kobiet i wstydzie, który wciąż nas pęta, z Martą Szarejko, autorką książki „Seksuolożki”, rozmawia Aleksandra Pezda.

Aleksandra Pezda: Po książce „Seksuolożki” spodziewałam się raczej wyznań, jak ciężko kobietom uprawiać ten zawód, chociaż minęły lata od przełomu Michaliny Wisłockiej. A tu mamy rozmowy o seksie i seksualności.

Marta Szarejko: Opowiadam historie seksuolożek, tylko schowałam je między wierszami. Najstarsza z moich rozmówczyń to prof. Maria Beisert, ma ponad 70 lat i mówi o sobie, że jest stara. Jednocześnie kipi energią, mądrością i ma naprawdę wiele do zaoferowania nauce i światu. Opowiedziała mi o trudnych początkach – kiedy ponad 40 lat temu zaczynała pracę, była w grupie kilku kobiet zainteresowanych seksuologią. Sama – prawniczka, pozostałe – psycholożki. Nie było w Polsce takiego kierunku studiów, jeździła więc na kursy do Czech. Jako pierwsze materiały edukacyjne musiały jej służyć zdobywane za granicą kolorowe pisma pornograficzne – to na nich pokazywała klientom pozycje seksualne i uczyła budowy części intymnych. Oprócz prof. Beisert jest kilka seksuolożek lekarek w podobnym wieku, następnie długa pokoleniowa luka. Wysyp – jeśli w ogóle mogę tak nazwać grupę kobiet uprawiających ten zawód w 40-milionowym kraju – mamy dopiero w ostatnich latach. 

To dowód na co? 

Na to, że sprawy dotyczące zdrowia seksualnego są u nas traktowane niepoważnie, a w odniesieniu do kobiet jest jeszcze gorzej. To pokłosie dominującego jeszcze do niedawna podejścia rodem z patriarchalnej kultury, że sprawy seksu należy zostawić mężczyznom. Co zresztą było powodem, dla którego zabrałam się do pisania tej książki – robiłam wywiady do gazet z seksuologami i zauważyłam, że kobiety specjalistki są w tym temacie rzadko prezentowane. Mimo że o seksualności kobiet wypowiadają się fachowo, wiarygodnie i obrazowo, do tego dobrym, przystępnym językiem. Przy tym robimy już trzeci dodruk książki – trudno więc powiedzieć, żeby nie było zainteresowania tematem. No i powoli też przybywa kobiet w tym zawodzie – do drugiej części moje rozmówczynie poleciły mi kolejną grupę swoich koleżanek po fachu. 

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Seks to nadal obowiązek?

Kobiety nadal stawiają seks na drugim miejscu po obowiązkach...

To prawda, to kobieca cecha myśleć o spędzonym dniu w kategoriach obowiązków do wypełnienia i spraw do zrobienia, takiego „jeszcze dzisiaj nie usiadłam”. Myślimy też o sobie często przez pryzmat kompleksów. Bardzo smutną obserwacją podzieliła się ze mną w otwierającym książkę wywiadzie Izabela Jąderek – kobiety, które przychodzą do jej gabinetu, często zadają to samo pytanie: „Czy ja jestem nienormalna?”. Bo nie mam tak często ochoty na seks, jak mój mąż. Albo mam na to ochotę częściej niż on. Bo podobają mi się kobiety. Albo dlatego, że płaczę podczas orgazmu. A może odmawiam partnerowi, ponieważ nadal mnie boli po porodzie. Czy: jeden związek mi się nie udał, drugi też – co jest ze mną nie tak?! Lista pretekstów do zadania tego pytania po prostu się nie kończy. 

A seksuolożki ciągle walczą o to, aby kobiety poczuły się dobrze w swoich ciałach?

Według badań WHO polskie nastolatki oceniają swój wygląd najgorzej spośród wszystkich rówieśniczek w Europie. Dla mnie te dane są szokujące. Bo to oznacza, że niepewne swoich ciał są córki już wyzwolonych, wydawałoby się, 40-latek. Tych postfeministek, wychowanych na kobiecej prasie, w demokratycznym kraju z wolnościowymi tradycjami. I nagle teraz ich córki marzą o tym, żeby sobie zoperować waginy. Bo wyglądają trochę inaczej niż te z pornograficznych wzorców. Jedna z moich rozmówczyń pracowała m.in. w klinice medycyny estetycznej. Szef tej kliniki dostrzegł problem młodych dziewcząt, pochopnie decydujących się na operacje okolic intymnych. Zatrudnił seksuolożkę, żeby je od tego odwodziła. Co za paradoks! I jaka to musi być skala, jeśli opłaca mu się tracić potencjalne klientki. 

Czy zdrada ma płeć?

Czego jeszcze jako kobiety nie przewalczyłyśmy w obszarze seksu?

Nadal mierzymy się z nierównym traktowaniem kobiet i mężczyzn w tej dziedzinie. Kobiecie wciąż odbiera się prawo do korzystania z seksu jako przyjemności. Według powszechnych odczuć powinna być „lepsza” od mężczyzny, bardziej etyczna, prawie święta. Kiedy młody chłopak ma przy sobie prezerwatywę, jest postrzegany jako odpowiedzialny i zapobiegliwy, kiedy ma ją przy sobie dziewczyna lub kobieta – wychodzi na puszczalską. Kiedy kobiety zostają turystkami seksualnymi, staje się to bardziej wstydliwe, niż kiedy robią to mężczyźni. To oni zawyżają deklarowaną liczbę partnerek seksualnych, bo wtedy uchodzą za sprawnych, atrakcyjnych i doświadczonych. Kobiety zaniżają tę liczbę – z obawy przed złą oceną z zewnątrz. Pamiętam swoje zaskoczenie, kiedy opowiadałam koleżankom o romansie z nieznajomym, jaki mi się kiedyś zdarzył, a który wydawał mi się wspaniały. W ich oczach zobaczyłam jednak mieszaninę pogardy i zazdrości. Tak jakbym zrobiła coś interesującego, ale jednocześnie złego. Ciągle jeszcze my, kobiety, poruszamy się w obrębie poglądów narzuconych nam przez patriarchalną kulturę, przez mężczyzn po prostu. Z tego samego powodu kobiety rzadziej zdradzają, a raczej rzadziej przyznają się do zdrady. 

A to źle?

Nie mówię, że zdrada jest dobra. Ale niesprawiedliwe wydaje mi się myślenie o niej w kontekście płci. Dajmy przyzwolenie na popełnianie błędów bez względu na płeć albo odwrotnie – gańmy błędy tak samo w przypadku kobiet i mężczyzn. Dotąd było tak, że mężczyznom na sucho uchodziło wszystko, niezależnie od stanu cywilnego, kobiety były za każde odstępstwo surowo oceniane. I karane. Teraz, jak mówi mi psycholożka i seksuolożka Katarzyna Waszyńska, zdrada przestaje mieć płeć, podobnie jak poszukiwanie prostytutek. W delegacjach już nie tylko mężczyźni, ale i kobiety szukają towarzystwa na jedną noc – tak zwanego wyjścia na imprezę albo kolację z kontynuacją w łóżku. Kobiety wkroczyły więc na męskie terytorium. Co nie zmienia faktu, że według dzisiejszych statystyk nadal dłużej się hibernują w nieudanych małżeństwach niż mężczyźni, czyli stawiają tu na obowiązek. 

Wychowanie seksualne dzieci

Czego uczymy dzieci?

W Polsce o seksie nie rozmawia się z dziećmi poważnie. Dowody na to znajdziemy w raporcie Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton (Ponton.org.pl/raporty). Szkolny przedmiot wychowanie do życia w rodzinie jest prowadzony wstydliwie i właściwie nie na temat: o współżyciu mówi się najchętniej z perspektywy chorób i wpadki, ignoruje się rzeczywistość i opowiada o seksie wyłącznie w kontekście trwałych związków. Nauczanie o antykoncepcji jest obciążone tabu i krytyką ze strony konserwatywnych środowisk. A w domu? Z dziewczętami rodzice czasem wymienią jakieś uwagi – są ku temu dwa preteksty: pierwsza miesiączka oraz lęk przed ciążą. Chłopcy nie dają żadnego „naturalnego” pretekstu. Rodzice prześlizgują się przez całe życie swoich dzieci często bez jednej rozmowy o seksie. 

Dzieci mają zatem do dyspozycji wszechobecną pornografię. 

Seksuolożki mówią jednym głosem: przypadkowo znalezione w sieci hard porno może u małego dziecka wywołać zespół stresu pourazowego. A większość społeczeństwa godzi się na to, żeby szkoła nie wkraczała na to terytorium. Ze strony dorosłych dzieciaki spotykają się więc z milczeniem albo opresyjnym straszeniem seksem. Żeby jednak nie bić w kółko na alarm, powiem, że dostęp do pornografii ma też dobre strony – oczywiście pod warunkiem, że sięga po nią świadoma osoba. Może na przykład pomóc lesbijkom i gejom – jeśli mieszkają w małych miejscowościach, to właśnie przez internet dowiedzą się, że nie są na świecie jedyni. I że w ich orientacji nie ma nic dziwnego. Lekturę raportu grupy Ponton polecam każdemu, nie tylko rodzicom nastolatków. Pomaga zrozumieć, co młodzież naprawdę wie o seksie, a raczej o jak wielu sprawach, i to podstawowych, nie ma pojęcia.

Znajomy – ojciec dorastających córek – dowodzi mi, że trzeba przede wszystkim uczyć młodzież powstrzymywania się od seksu, a nie antykoncepcji. 

Wspaniała rada, na pewno bardzo skuteczna. Przypominam sobie wywiad z edukatorem seksualnym, którego słuchałam w radiu. Po rozmowach z nastolatkami zrozumiał, że cokolwiek by im powiedział, i tak będą wysyłali sobie nagie albo półnagie zdjęcia. Albo filmiki, jak się całują. Stwierdził więc, że lepiej będzie uczył, jak to robić bezpiecznie. Uświadamia nastolatków na przykład, że na stronach porno są zakładki „zemsta”, do których mogą trafić filmiki z nimi w roli głównej.

Kobiety potrafią już rozmawiać o seksie? 

To niestety nadal jest rzadkie. I ta nieumiejętność dotyczy też kobiet wykształconych. Wizyta u seksuolożki kosztuje 150–350 złotych, stać na nią głównie kobiety z dużych miast i z dobrą pracą. Przyjmijmy więc, że uświadomione, jeśli chodzi o współczesną wiedzę o seksualności. I tu też mamy do czynienia z rozdwojeniem: z jednej strony kobiety potrafią nazwać każdą część ciała, ale gdy przychodzą do gabinetu, zaniepokojone na przykład masturbacją własnego dziecka, mówią enigmatycznie: „Ona się dotykała”. Seksuolożka musi dociekać, gdzie się dotykała. Matka odpowiada: „Dotykała przedniej pupy!”. Ta nieumiejętność nazywania rzeczy po imieniu wydaje się powszechna. A przecież język odzwierciedla nasze uwewnętrznione przekonania. 

Miłość w połogu

Jakie są te przekonania?

Że seks to coś wstydliwego i w gruncie rzeczy – zło. Czytałam ostatnio wywiad z edukatorką seksualną i doulą Kamilą Raczyńską-Chomyn. Rozmowa była o seksie w  połogu – że można uprawiać seks w tym samym pokoju, w którym śpi niemowlę, że da się uprawiać seks z mężem przytulonym „na łyżeczkę”, mimo że dziecko śpi przy piersi. Wydaje ci się to naturalne? Mnie też. Większość czytelniczek jednak zareagowała. Oskarżyły tę doulę o pedofilię, nazwały ją psychopatką i odsądziły od czci. W wulgarnym i opresyjnym stylu. Czyli znowu – dopóki kobieta uprawia seks po to, żeby zajść w ciążę oraz już w ciąży, dajemy jej na to przyzwolenie, ale macierzyństwo nagle wyklucza aktywność seksualną. Bo matka musi być święta, również dla kobiet. 

Same siebie utrwalamy w tym krzywdzącym stereotypie?

Tak i jest tego niestety więcej. Kobiety 30- i 40-letnie żyją w narzuconym przez popkulturę przymusie dobrego wyglądu. Niby czytają feministyczne manifesty, niby rozumieją, że nie można traktować swojego ciała jak kombinezonu. Jednocześnie, w uproszczeniu: stale są na diecie i biegają na crossfit. Swoim dzieciom przekazują więc sprzeczne komunikaty. Nic dziwnego, że dzisiejsze zdezorientowane nastolatki obsesyjnie nie lubią swoich ciał.

Jednym z większych dla mnie zaskoczeń z rozmów z seksuolożkami było spostrzeżenie, że w kontekście tego, o czym przed chwilą powiedziałam, nasze matki i babki były bardziej naturalne i wyzwolone. Mimo opresyjnej, patriarchalnej kultury, w jakiej wzrastały, traktowały swoje ciała z większą wyrozumiałością. 

Najtrudniejsza z twoich rozmów o seksualności kobiet to...?

Ta z prof. Beisert o pedofilkach. Umieściłam ją na końcu książki, bo nie każdy będzie w stanie ją udźwignąć. To słowo przykleiło się do mężczyzn, bo według statystyki tylko co dziesiąty pedofil to kobieta. Jednak one istnieją. Profesor opowiadała mi drastyczne historie, m.in. o znudzonej bardzo zamożnej 40-latce, która uwiodła szkolnego kolegę swojego syna, a kiedy się nim znudziła, przekazała znajomej. A ta kolejnej. I tak przez kilka lat, aż chłopiec dorósł i zrozumiał, że te kobiety zrobiły sobie z niego prostytutkę. Najbardziej klasyczny model pedofilii w Polsce to macocha – pasierb. I nie chodzi tu o dysfunkcyjne rodziny z defaworyzowanych regionów. 

Jakie są dzisiaj zawodowe marzenia seksuolożek?

40 lat temu kobiety przychodziły do gabinetu seksuologa głównie z problemem oziębłości lub nakłaniane przez mężów, którzy uważali, że są oziębłe. Potem – z brakiem orgazmów. Dziś są o wiele bardziej świadome i przychodzą w mniej oczywistych sprawach: często borykają się z bólem, przemocą i lękami. Seksuolożki marzą pewnie jednak, żeby więcej kobiet zdało sobie sprawę z własnych rozległych możliwości i żeby kobiety przestały wstydzić się czerpać przyjemność z seksu. Żeby nie brały na siebie winy za problemy w tej dziedzinie, tylko przychodziły je rozwiązywać. Ważne jest też, aby nauczyły mówić o tym wprost. Bo nazywanie rzeczy po imieniu umożliwia komunikację. I ułatwia terapię.

Rozmowa z Martą Szarejko ukazała się w „Urodzie Życia” 11/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
relacje w związku
iStock

Seks po polsku: nie mamy czasu, ochoty ani pomysłu. Czemu nie chce nam się kochać?

„Mężczyźni nieraz opowiadają na sesjach terapeutycznych, że prosząc o seks, czują się jak pies, który siedzi pod stołem i czeka, aż pan mu rzuci kość” – mówi psychoterapeutka, seksuolożka dr Agata Loewe.
Sylwia Niemczyk
30.11.2020

Kiedyś Maria Peszek śpiewała: „Nie mam czasu na seks” i zdaniem seksuologów, to samo mogłaby zaśpiewać prawie każda inna Polka. Dopadła nas epidemia braku pożądania. Seks w stałych związkach praktycznie po kilku latach przestaje istnieć. Wystarczy, że jedno z partnerów przestanie odczuwać chęć – brak pożądania w związku może być zaraźliwy, jak mówi dr Agata Loewe, seksuolożka i psycholożka. Brak pożądania może być zaraźliwy Sylwia Niemczyk: Na dziesięć moich koleżanek trzy regularnie i chętnie uprawiają seks. Reszta nie ma ochoty.  Agata Loewe: Wszystkie moje obserwacje mówią to samo: mamy epidemię braku pożądania, coraz mniej chce się nam kochać, coraz częściej przychodzą do mnie na terapię pary, które nawet już nie pamiętają, kiedy był ten ich ostatni raz. Ale jednocześnie chcą być razem, bo się kochają, są do siebie przywiązani albo np. łączą ich dzieci. Często to ludzie, którzy są ze sobą bardzo długo, od wczesnej młodości. Pamiętają, jak na początku było wspaniale, ale potem w zupełnie inny sposób dojrzewali, inaczej kształtowała się ich seksualność. Po latach okazało się, że jedno z nich po prostu nie nadążyło za tym drugim. Bywa, że ciało kobiety z wiekiem staje się bardziej responsywne, rozwija się jej samoświadomość, a partner zostaje w tyle.  Bywa, że to nie on, ale ona zostaje daleko z tyłu.  Oczywiście, np. gdy w związku rodzi się dziecko – pamiętajmy, że zupełnie inną cenę za to płaci kobieta, a inną mężczyzna. Typowa sytuacja: kobieta zostaje matką, jej ciało jest w szoku, hormony szaleją i pożądanie spada do zera. Mija kilka miesięcy, rok, ona wciąż powtarza argument: „Karmię”, „Padam na twarz” albo: „Boli mnie”. Partner przez jakiś czas podejmuje różne działania, żeby...

Czytaj dalej
para na schodach
getty images

Dobry seks ma niewiele wspólnego z orgazmem. Ważniejsza jest bliskość i przyjemność

Kobiety często przychodzą do gabinetów seksuologicznych z problemem, którego źródło jest poza seksem. Czują się nieważne, niekochane, nieatrakcyjne, zabiegane, zestresowane. Ich ciało mówi seksowi „nie” – mówi dr Alicja Długołęcka.
Anna Zych
02.02.2020

Dla kobiety seks to nie tylko akt fizyczny. To przede wszystkim potwierdzenie miłości, akceptacji, adoracji, bezpieczeństwa. Nie oznacza to jednak, że w kontaktach intymnych nie zależy nam na przyjemności. Wręcz przeciwnie. Chcemy przeżywać rozkosz i nie wstydzić się o tym mówić głośno. Anna Zych: Na co skarżą się kobiety, które przychodzą do pani, niezadowolone ze swojego życia seksualnego. Czego chcą? Jak według nich powinien wyglądać seks, by miały z niego satysfakcję?  dr Alicja Długołęcka: Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Przede wszystkim seks nie jest czymś wyizolowanym. W życiu łączymy go z różnymi potrzebami. Angażując się w relację seksualną, my, kobiety, bardzo często oczekujemy „czegoś jeszcze”. Np. tego, czego nam bardzo często brakuje: adoracji, zainteresowania, miłości, rozładowania napięcia. Liczymy na to, że poprzez seks w jakiś sposób to dostaniemy, poczujemy się pożądane i piękne. W zależności od tego, do jakiego stopnia ta potrzeba jest niezaspokojona w naszym życiu, czyli jak same siebie postrzegamy, jaki mamy poziom kompleksów, to będzie generowało nasze oczekiwania wobec relacji seksualnej.  Czyli jeśli mam kompleksy, źle się czuję w swojej skórze, to tak naprawdę mam mniejsze oczekiwania wobec partnera? Mniej oczekuję od seksu?  Chodzi mi o coś innego: jeśli będę nienawidziła cellulitu, swojego brzucha, ciała, to będę oczekiwała, że w relacji intymnej partner będzie mnie tak adorował, że te odczucia znikną. Po pierwsze jest to złudne, bo żaden partner tego nie zmieni. Co więcej, te oczekiwania będą generowały problemy seksualne, bo bardziej skupimy się na tym, żeby dostać adorację, uważność – coś, co określamy raczej jako miłość, niż przyjemność seksualną wynikającą z otwartości i zaufania. A...

Czytaj dalej
Seks a nastolatki
getty images

Agnieszka Stein o współczesnym wychowaniu seksualnym dzieci: „Nie demonizujmy tematu”

Znana psycholog dziecięca rozwiewa mity
Aleksandra Pezda
25.03.2019

Nie mamy żadnych przesłanek, żeby sądzić, że dotykanie własnych narządów płciowych może mieć dla dzieci jakieś negatywne skutki. Nie stają się od tego rozerotyzowane, rozwijają się prawidłowo i nie ma to związku z nadmiernym skupieniem się na seksie w dorosłości” – rozmowa z Agnieszką Stein.   Agnieszka Stein – psycholog,   prowadzi warsztaty dla  rodziców, doradza nauczycielom. Autorka książek m.in. „Dziecko z bliska” i wydanego ostatnio poradnika dla rodziców:  „Nowe wychowanie seksualne” (wyd. Mamania 2018).   Matka przyłapuje nastoletniego syna na masturbacji – powinna mu przerwać? Nic podobnego. Zastała syna w intymnej sytuacji i warto, żeby nie naruszała jego granic osobistych. To tak, jakby przeszkodziła komuś w uprawianiu seksu. Ja bym przeprosiła i wyszła. To jest pełnoprawny seks? A według pani pełnoprawny seks to tylko ten, który angażuje dwoje ludzi i prowadzi do związku? Seks przede wszystkim zaczynamy od relacji z  samym sobą. Książkę „Nowe wychowanie seksualne” napisałam między innymi po to, aby pokazać, że bez dobrego kontaktu ze sobą nie będziemy w stanie budować zdrowych relacji z  innymi. A masturbacja jest jak każda inna czynność właściwa ludziom: jemy, pijemy, uprawiamy sport, myjemy się, masturbujemy – to wszystko poznawanie siebie. Może dzieciom lepiej dawać za wzór historie romantyczne? I oszukiwać je? Seks nie zawsze idzie w  parze z miłością. Jeśli będziemy dzieciom opowiadać o tym, jak chcielibyśmy, żeby było, a ukrywać przed nimi prawdę, pozostaną bezradne wobec rzeczywistości i zapewne trudniej będą sobie radzić w życiu. Wie pani, że zakochanie jako główny powód małżeństwa ma bardzo krótką historię? Jakieś sto lat, mniej więcej. Warto o...

Czytaj dalej
Michalina Wisłocka, autorka „Sztuki kochania”
getty images

„Dzięki Wisłockiej szwaczka i pani profesor mówiły o orgazmie”.

O autorce „Sztuki kochania” mówi seksuolog, prof. Maria Beisert.
Sylwia Niemczyk
28.11.2018

„Dobry związek dzisiaj to – w oczach seksuologa – relacja między równoprawnymi i równie dojrzałymi partnerami. A nie – jak chciała Wisłocka – macierzyńskiej kobiety z psotnym chłopcem”. Ile Wisłockiej mamy dziś w naszych domach? Czy książka z lat 60. jest nadal aktualna? Przed laty była sensacją i sprzedała się w 7 milionach egzemplarzy – a jak dzisiaj czytać „Sztukę kochania” Michaliny Wisłockiej? I czy w ogóle warto? Z seksuolożką, profesor Marią Beisert*, rozmawia Aleksandra Pezda.   *Prof. dr hab. Maria Beisert psycholożka i seksuolożka kliniczna, prawniczka i biegła sądowa. Jest wiceprezeską Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego. Kieruje Zakładem Seksuologii Społecznej i Klinicznej oraz Podyplomowymi Studiami „Seksuologia Kliniczna Opiniowanie-Edukacja-Terapia” w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu.   Aleksandra Pezda: Zaangażowała się pani w seksuologię w 1977 roku – wtedy, kiedy wyszła „Sztuka kochania” Michaliny Wisłockiej. Kupiła ją pani? Profesor Maria Beisert: Kupiłam. Na bazarze, z kartonu ustawionego gdzieś między marchewką a ziemniakami. I to za jakąś gigantyczną cenę, jeśli dobrze pamiętam. Niestety, pożyczyłam komuś ten egzemplarz i już do mnie nie wrócił. Z kolegami z Akademii Medycznej w Poznaniu bardzo na tę książkę czekaliśmy. Michalina Wisłocka była już znaną postacią, jej artykuły czytaliśmy w tygodnikach.   „Dzięki Wisłockiej praczka, szwaczka i pani profesor mówiły o orgazmie” – powiedział seksuolog, prof. Zbigniew Izdebski. Jakie były jej największe zasługi? Wisłocka jako pierwsza w naszym kraju zaczęła mówić o tym, o czym dotąd mówiło się tylko po cichu w sypialniach: że seks nie jest wyłącznie dla reprodukcji,...

Czytaj dalej