Polka u seksuologa: czy jesteśmy tak wyzwolone, jak nam się wydaje?
magnum photo/photo power

Polka u seksuologa: czy jesteśmy tak wyzwolone, jak nam się wydaje?

Seks to dla Polek „rzecz do odhaczenia” – często jesteśmy zbyt zmęczone, aby cieszyć się bliskością i kontaktem cielesnym. Dają znać o sobie też nasze kompleksy i pruderyjność… większa niż u naszych babek!
Aleksandra Pezda
30.01.2020

Czy ja jestem nienormalna?” – tak zaczynamy zwykle rozmowę u seksuologa, niezależnie od tego, jaki mamy problem. O nowej seksualności kobiet i wstydzie, który wciąż nas pęta, z Martą Szarejko, autorką książki „Seksuolożki”, rozmawia Aleksandra Pezda.

Aleksandra Pezda: Po książce „Seksuolożki” spodziewałam się raczej wyznań, jak ciężko kobietom uprawiać ten zawód, chociaż minęły lata od przełomu Michaliny Wisłockiej. A tu mamy rozmowy o seksie i seksualności.

Marta Szarejko: Opowiadam historie seksuolożek, tylko schowałam je między wierszami. Najstarsza z moich rozmówczyń to prof. Maria Beisert, ma ponad 70 lat i mówi o sobie, że jest stara. Jednocześnie kipi energią, mądrością i ma naprawdę wiele do zaoferowania nauce i światu. Opowiedziała mi o trudnych początkach – kiedy ponad 40 lat temu zaczynała pracę, była w grupie kilku kobiet zainteresowanych seksuologią. Sama – prawniczka, pozostałe – psycholożki. Nie było w Polsce takiego kierunku studiów, jeździła więc na kursy do Czech. Jako pierwsze materiały edukacyjne musiały jej służyć zdobywane za granicą kolorowe pisma pornograficzne – to na nich pokazywała klientom pozycje seksualne i uczyła budowy części intymnych. Oprócz prof. Beisert jest kilka seksuolożek lekarek w podobnym wieku, następnie długa pokoleniowa luka. Wysyp – jeśli w ogóle mogę tak nazwać grupę kobiet uprawiających ten zawód w 40-milionowym kraju – mamy dopiero w ostatnich latach. 

To dowód na co? 

Na to, że sprawy dotyczące zdrowia seksualnego są u nas traktowane niepoważnie, a w odniesieniu do kobiet jest jeszcze gorzej. To pokłosie dominującego jeszcze do niedawna podejścia rodem z patriarchalnej kultury, że sprawy seksu należy zostawić mężczyznom. Co zresztą było powodem, dla którego zabrałam się do pisania tej książki – robiłam wywiady do gazet z seksuologami i zauważyłam, że kobiety specjalistki są w tym temacie rzadko prezentowane. Mimo że o seksualności kobiet wypowiadają się fachowo, wiarygodnie i obrazowo, do tego dobrym, przystępnym językiem. Przy tym robimy już trzeci dodruk książki – trudno więc powiedzieć, żeby nie było zainteresowania tematem. No i powoli też przybywa kobiet w tym zawodzie – do drugiej części moje rozmówczynie poleciły mi kolejną grupę swoich koleżanek po fachu. 

Seks to nadal obowiązek?

Kobiety nadal stawiają seks na drugim miejscu po obowiązkach...

To prawda, to kobieca cecha myśleć o spędzonym dniu w kategoriach obowiązków do wypełnienia i spraw do zrobienia, takiego „jeszcze dzisiaj nie usiadłam”. Myślimy też o sobie często przez pryzmat kompleksów. Bardzo smutną obserwacją podzieliła się ze mną w otwierającym książkę wywiadzie Izabela Jąderek – kobiety, które przychodzą do jej gabinetu, często zadają to samo pytanie: „Czy ja jestem nienormalna?”. Bo nie mam tak często ochoty na seks, jak mój mąż. Albo mam na to ochotę częściej niż on. Bo podobają mi się kobiety. Albo dlatego, że płaczę podczas orgazmu. A może odmawiam partnerowi, ponieważ nadal mnie boli po porodzie. Czy: jeden związek mi się nie udał, drugi też – co jest ze mną nie tak?! Lista pretekstów do zadania tego pytania po prostu się nie kończy. 

A seksuolożki ciągle walczą o to, aby kobiety poczuły się dobrze w swoich ciałach?

Według badań WHO polskie nastolatki oceniają swój wygląd najgorzej spośród wszystkich rówieśniczek w Europie. Dla mnie te dane są szokujące. Bo to oznacza, że niepewne swoich ciał są córki już wyzwolonych, wydawałoby się, 40-latek. Tych postfeministek, wychowanych na kobiecej prasie, w demokratycznym kraju z wolnościowymi tradycjami. I nagle teraz ich córki marzą o tym, żeby sobie zoperować waginy. Bo wyglądają trochę inaczej niż te z pornograficznych wzorców. Jedna z moich rozmówczyń pracowała m.in. w klinice medycyny estetycznej. Szef tej kliniki dostrzegł problem młodych dziewcząt, pochopnie decydujących się na operacje okolic intymnych. Zatrudnił seksuolożkę, żeby je od tego odwodziła. Co za paradoks! I jaka to musi być skala, jeśli opłaca mu się tracić potencjalne klientki. 

Czy zdrada ma płeć?

Czego jeszcze jako kobiety nie przewalczyłyśmy w obszarze seksu?

Nadal mierzymy się z nierównym traktowaniem kobiet i mężczyzn w tej dziedzinie. Kobiecie wciąż odbiera się prawo do korzystania z seksu jako przyjemności. Według powszechnych odczuć powinna być „lepsza” od mężczyzny, bardziej etyczna, prawie święta. Kiedy młody chłopak ma przy sobie prezerwatywę, jest postrzegany jako odpowiedzialny i zapobiegliwy, kiedy ma ją przy sobie dziewczyna lub kobieta – wychodzi na puszczalską. Kiedy kobiety zostają turystkami seksualnymi, staje się to bardziej wstydliwe, niż kiedy robią to mężczyźni. To oni zawyżają deklarowaną liczbę partnerek seksualnych, bo wtedy uchodzą za sprawnych, atrakcyjnych i doświadczonych. Kobiety zaniżają tę liczbę – z obawy przed złą oceną z zewnątrz. Pamiętam swoje zaskoczenie, kiedy opowiadałam koleżankom o romansie z nieznajomym, jaki mi się kiedyś zdarzył, a który wydawał mi się wspaniały. W ich oczach zobaczyłam jednak mieszaninę pogardy i zazdrości. Tak jakbym zrobiła coś interesującego, ale jednocześnie złego. Ciągle jeszcze my, kobiety, poruszamy się w obrębie poglądów narzuconych nam przez patriarchalną kulturę, przez mężczyzn po prostu. Z tego samego powodu kobiety rzadziej zdradzają, a raczej rzadziej przyznają się do zdrady. 

A to źle?

Nie mówię, że zdrada jest dobra. Ale niesprawiedliwe wydaje mi się myślenie o niej w kontekście płci. Dajmy przyzwolenie na popełnianie błędów bez względu na płeć albo odwrotnie – gańmy błędy tak samo w przypadku kobiet i mężczyzn. Dotąd było tak, że mężczyznom na sucho uchodziło wszystko, niezależnie od stanu cywilnego, kobiety były za każde odstępstwo surowo oceniane. I karane. Teraz, jak mówi mi psycholożka i seksuolożka Katarzyna Waszyńska, zdrada przestaje mieć płeć, podobnie jak poszukiwanie prostytutek. W delegacjach już nie tylko mężczyźni, ale i kobiety szukają towarzystwa na jedną noc – tak zwanego wyjścia na imprezę albo kolację z kontynuacją w łóżku. Kobiety wkroczyły więc na męskie terytorium. Co nie zmienia faktu, że według dzisiejszych statystyk nadal dłużej się hibernują w nieudanych małżeństwach niż mężczyźni, czyli stawiają tu na obowiązek. 

Wychowanie seksualne dzieci

Czego uczymy dzieci?

W Polsce o seksie nie rozmawia się z dziećmi poważnie. Dowody na to znajdziemy w raporcie Grupy Edukatorów Seksualnych Ponton (Ponton.org.pl/raporty). Szkolny przedmiot wychowanie do życia w rodzinie jest prowadzony wstydliwie i właściwie nie na temat: o współżyciu mówi się najchętniej z perspektywy chorób i wpadki, ignoruje się rzeczywistość i opowiada o seksie wyłącznie w kontekście trwałych związków. Nauczanie o antykoncepcji jest obciążone tabu i krytyką ze strony konserwatywnych środowisk. A w domu? Z dziewczętami rodzice czasem wymienią jakieś uwagi – są ku temu dwa preteksty: pierwsza miesiączka oraz lęk przed ciążą. Chłopcy nie dają żadnego „naturalnego” pretekstu. Rodzice prześlizgują się przez całe życie swoich dzieci często bez jednej rozmowy o seksie. 

Dzieci mają zatem do dyspozycji wszechobecną pornografię. 

Seksuolożki mówią jednym głosem: przypadkowo znalezione w sieci hard porno może u małego dziecka wywołać zespół stresu pourazowego. A większość społeczeństwa godzi się na to, żeby szkoła nie wkraczała na to terytorium. Ze strony dorosłych dzieciaki spotykają się więc z milczeniem albo opresyjnym straszeniem seksem. Żeby jednak nie bić w kółko na alarm, powiem, że dostęp do pornografii ma też dobre strony – oczywiście pod warunkiem, że sięga po nią świadoma osoba. Może na przykład pomóc lesbijkom i gejom – jeśli mieszkają w małych miejscowościach, to właśnie przez internet dowiedzą się, że nie są na świecie jedyni. I że w ich orientacji nie ma nic dziwnego. Lekturę raportu grupy Ponton polecam każdemu, nie tylko rodzicom nastolatków. Pomaga zrozumieć, co młodzież naprawdę wie o seksie, a raczej o jak wielu sprawach, i to podstawowych, nie ma pojęcia.

Znajomy – ojciec dorastających córek – dowodzi mi, że trzeba przede wszystkim uczyć młodzież powstrzymywania się od seksu, a nie antykoncepcji. 

Wspaniała rada, na pewno bardzo skuteczna. Przypominam sobie wywiad z edukatorem seksualnym, którego słuchałam w radiu. Po rozmowach z nastolatkami zrozumiał, że cokolwiek by im powiedział, i tak będą wysyłali sobie nagie albo półnagie zdjęcia. Albo filmiki, jak się całują. Stwierdził więc, że lepiej będzie uczył, jak to robić bezpiecznie. Uświadamia nastolatków na przykład, że na stronach porno są zakładki „zemsta”, do których mogą trafić filmiki z nimi w roli głównej.

Kobiety potrafią już rozmawiać o seksie? 

To niestety nadal jest rzadkie. I ta nieumiejętność dotyczy też kobiet wykształconych. Wizyta u seksuolożki kosztuje 150–350 złotych, stać na nią głównie kobiety z dużych miast i z dobrą pracą. Przyjmijmy więc, że uświadomione, jeśli chodzi o współczesną wiedzę o seksualności. I tu też mamy do czynienia z rozdwojeniem: z jednej strony kobiety potrafią nazwać każdą część ciała, ale gdy przychodzą do gabinetu, zaniepokojone na przykład masturbacją własnego dziecka, mówią enigmatycznie: „Ona się dotykała”. Seksuolożka musi dociekać, gdzie się dotykała. Matka odpowiada: „Dotykała przedniej pupy!”. Ta nieumiejętność nazywania rzeczy po imieniu wydaje się powszechna. A przecież język odzwierciedla nasze uwewnętrznione przekonania. 

Miłość w połogu

Jakie są te przekonania?

Że seks to coś wstydliwego i w gruncie rzeczy – zło. Czytałam ostatnio wywiad z edukatorką seksualną i doulą Kamilą Raczyńską-Chomyn. Rozmowa była o seksie w  połogu – że można uprawiać seks w tym samym pokoju, w którym śpi niemowlę, że da się uprawiać seks z mężem przytulonym „na łyżeczkę”, mimo że dziecko śpi przy piersi. Wydaje ci się to naturalne? Mnie też. Większość czytelniczek jednak zareagowała. Oskarżyły tę doulę o pedofilię, nazwały ją psychopatką i odsądziły od czci. W wulgarnym i opresyjnym stylu. Czyli znowu – dopóki kobieta uprawia seks po to, żeby zajść w ciążę oraz już w ciąży, dajemy jej na to przyzwolenie, ale macierzyństwo nagle wyklucza aktywność seksualną. Bo matka musi być święta, również dla kobiet. 

Same siebie utrwalamy w tym krzywdzącym stereotypie?

Tak i jest tego niestety więcej. Kobiety 30- i 40-letnie żyją w narzuconym przez popkulturę przymusie dobrego wyglądu. Niby czytają feministyczne manifesty, niby rozumieją, że nie można traktować swojego ciała jak kombinezonu. Jednocześnie, w uproszczeniu: stale są na diecie i biegają na crossfit. Swoim dzieciom przekazują więc sprzeczne komunikaty. Nic dziwnego, że dzisiejsze zdezorientowane nastolatki obsesyjnie nie lubią swoich ciał.

Jednym z większych dla mnie zaskoczeń z rozmów z seksuolożkami było spostrzeżenie, że w kontekście tego, o czym przed chwilą powiedziałam, nasze matki i babki były bardziej naturalne i wyzwolone. Mimo opresyjnej, patriarchalnej kultury, w jakiej wzrastały, traktowały swoje ciała z większą wyrozumiałością. 

Najtrudniejsza z twoich rozmów o seksualności kobiet to...?

Ta z prof. Beisert o pedofilkach. Umieściłam ją na końcu książki, bo nie każdy będzie w stanie ją udźwignąć. To słowo przykleiło się do mężczyzn, bo według statystyki tylko co dziesiąty pedofil to kobieta. Jednak one istnieją. Profesor opowiadała mi drastyczne historie, m.in. o znudzonej bardzo zamożnej 40-latce, która uwiodła szkolnego kolegę swojego syna, a kiedy się nim znudziła, przekazała znajomej. A ta kolejnej. I tak przez kilka lat, aż chłopiec dorósł i zrozumiał, że te kobiety zrobiły sobie z niego prostytutkę. Najbardziej klasyczny model pedofilii w Polsce to macocha – pasierb. I nie chodzi tu o dysfunkcyjne rodziny z defaworyzowanych regionów. 

Jakie są dzisiaj zawodowe marzenia seksuolożek?

40 lat temu kobiety przychodziły do gabinetu seksuologa głównie z problemem oziębłości lub nakłaniane przez mężów, którzy uważali, że są oziębłe. Potem – z brakiem orgazmów. Dziś są o wiele bardziej świadome i przychodzą w mniej oczywistych sprawach: często borykają się z bólem, przemocą i lękami. Seksuolożki marzą pewnie jednak, żeby więcej kobiet zdało sobie sprawę z własnych rozległych możliwości i żeby kobiety przestały wstydzić się czerpać przyjemność z seksu. Żeby nie brały na siebie winy za problemy w tej dziedzinie, tylko przychodziły je rozwiązywać. Ważne jest też, aby nauczyły mówić o tym wprost. Bo nazywanie rzeczy po imieniu umożliwia komunikację. I ułatwia terapię.

Rozmowa z Martą Szarejko ukazała się w „Urodzie Życia” 11/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Relacje w związku
Getty Images

W miłości nie chodzi o „dziękuję”, mówi psycholożka, Katarzyna Miller 

Robisz śniadania, prasujesz koszule i czekasz, aż on doceni i powie chociażby: „dziękuję”? Psycholożka, Katarzyna Miller, wyjaśnia, dlaczego poświęcanie się w imię miłości to prosta droga do rozstania.
Sylwia Niemczyk
02.04.2020

Rzetelne dawanie i rzetelne branie ma swoje zasady. Pierwsza jest taka, że ten, kto dostał coś, o co prosił, docenia dar i umie za niego podziękować. A druga zasada: ten, kto daje, nie liczy na wdzięczność i wzajemność. Bo nagrodą jest już samo dawanie” – mówi Katarzyna Miller, psychoterapeutka. Sylwia Niemczyk: Lubimy się poświęcać dla innych? Katarzyna Miller: Nawet bym powiedziała, że my to wprost uwielbiamy! Poświęcanie się dla dzieci, męża, matki, szefa to typowo kobiecy grzech, choć oczywiście znam też paru mężczyzn, którzy również to robią. Ale bez względu na to, kto się poświęca i z jakiego powodu, zawsze wtedy z góry jest skazany na to, że będzie stratny. To przegrana inwestycja, zły interes – specjalnie używam takich określeń, bo bardzo bym chciała, żeby ludzie w końcu uświadomili sobie, że każda nasza relacja z drugim człowiekiem to nic innego, jak interes emocjonalny. Handel, w którym każda strona coś daje i coś bierze. Interes, handel – jakbym słyszała Moryca z „Ziemi obiecanej”. Idziemy na wojnę z romantyzmem? Ja na tej wojnie jestem od wielu lat i zawsze powtarzam: dla własnego dobra przestańmy się wiecznie doszukiwać romantyzmu w życiu, bo to czysta iluzja. A z drugiej strony przestańmy też myśleć, że interes od razu oznacza oszustwo i łódzki geszeft z „Ziemi obiecanej”.. Interesy, w tym te emocjonalne, to normalna, dobra rzecz. Dajemy i bierzemy, umawiamy się na jakąś wymianę i dotrzymujemy umowy. Robimy coś dla kogoś, ale sami też coś z tego mamy. W takim razie co ja mam z tego, że codziennie rano robię mężowi śniadanie? Na przykład masz to, że się sobie taka podobasz: taka jesteś pracowita, dobra, miła. Taka pomocna i potrzebna. Już od samego rana masz poczucie, że zrobiłaś coś dobrego i to już jest twoja...

Czytaj dalej
Seks na długie lata
Getty Images

Seks w stałym związku może cieszyć nawet po latach

To jest mit, że gdzieś za ścianą ktoś uprawia nieziemski seks. Każda para ma okresy, w których martwi się brakiem namiętności – rozmowa z psychoterapeutą seksuologiem Michałem Pozdałem.
Joanna Kalewicz
12.05.2020

Jesteśmy zgranym teamem, ale po latach nie mamy ochoty na wspólny seks. Czy tzw. białe małżeństwo może być szczęśliwe? A może za wszelką cenę szukać sposobu na wspólny powrót do łóżka? O braku seksu w długoletnich związkach rozmawiamy z Michałem Pozdałem, psychoterapeutą i seksuologiem, wykładowcą Uniwersytetu SWPS, autorem książki „Męskie sprawy. Życie, seks i cała reszta” oraz ekspertem akcji #sexedpl. Joanna Kalewicz: Jak nakreśliłby pan krzywą pożądania w odniesieniu do kolejnych lat trwania związku? Michał Pozdał : Gdyby się tak dało, to by było prosto. Pamiętajmy, że ludzie się wiążą z różnych powodów. Jesteśmy przyzwyczajeni do myślenia o relacjach trochę, jak z bajek i filmów hollywoodzkich. A tak nie jest. Nie zawsze ludzie zakochują się w sobie i czują ogromną namiętność. Owszem, tak bywa, ale im dłużej pracuję jako psychoterapeuta, tym częściej znajduję potwierdzenie, że nie zawsze wzajemne pożądanie jest tym, co łączy ludzi. Niektórzy wiążą się z lęku przed samotnością albo dlatego, że nie spotkali nikogo lepszego. Nawet ostatnio miałem taką sytuację: przyszła do mojego gabinetu para, ich problemem był brak pożądania w relacji. Zapytałem o to, jak zostali parą. Pani powiedziała wtedy o swoim małżonku: „Chodził, chodził i wychodził”. A ona się łaskawie zgodziła. Jeśli popatrzymy na tę relację pod tym bajkowym kątem, to odbiega ona od naszych wyobrażeń. Rzeczywiście zwykle na początku jest fajnie, ludzie się poznają, jest duża namiętność, pojawia się to wszystko, co Helen Fisher [amerykańska antropolog i psycholog, badaczka ludzkich zachowań – red.] opisuje jako koktajl hormonalny, czyli działają wszystkie neuroprzekaźniki –noradrenalina, serotonina, dopamina, fenyloetyloamina – i to jest bardzo przyjemne. Nawet z...

Czytaj dalej
Kryzys męskości
Adobe Stock

Kryzys męskości to problem… którego nie ma, twierdzi seksuolog, Michał Pozdał

„Jeśli chłopak czuje się chłopakiem, to po prostu jest męski. I już.”
Sylwia Niemczyk
04.01.2019

„Skąd wzięła się idea poszukiwania męskości?! Męskość to nie jest jakiś głęboko ukryty skarb, garnek złota na końcu tęczy! Jeśli rodzi się chłopak i sam czuje się chłopakiem, to po prostu jest męski. I już! Z nadania. To pierwotne i organiczne. Kryzys męskości jest marketingowym wymysłem – przekonuje psychoterapeuta i seksulog Michał Pozdał* w rozmowie z Karoliną Morelowską-Siluk.    *Michał Pozdał - psychoterapeuta, seksuolog, wykładowca Uniwersytetu SWPS. Prowadzi terapię indywidualną oraz par w warszawskim Instytucie Psychoterapii oraz w Katowicach w Instytucie Psychoterapii i Seksuologii.   Karolina Morelowska-Siluk: W swojej nowej książce "Męskie sprawy" mówi pan, że przemiana, która dokonała się w ostatnim czasie – mam na myśli zatarcie się ról męskich i żeńskich – sprawiła, że kobiety złapały wiatr w żagle, a mężczyźni stracili. Okrzyknięto bowiem, że oto mamy do czynienia z potężnym kryzysem męskości. Michał Pozdał: No właśnie, okrzyknięto. Bez żadnego poparcia w faktach trąbią o nim media.   Nie tylko media. Profesor Philip G. Zimbardo, dla wielu guru psychologii, zapytał w swojej ostatniej książce bardzo dosadnie: „Gdzie ci mężczyźni?”. I dołożył się do tego czarnego PR–u. Napisał mocne słowa na temat współczesnych mężczyzn. Ta cała teoria zaproponowana przez niego jest, delikatnie mówiąc, bardzo mocno na wyrost.   Co pana tak zabolało? Nie zgadzam się absolutnie, że mężczyzna to jakiś bezwolny ślimak. A tak określa go właśnie Zimbardo. Wreszcie dożyliśmy czasów, kiedy ta męska rama (tak samo jak kobieca) zaczęła być szersza. To znaczy mężczyźni mogą być różnorodni. Mogą podejmować różne decyzje, wybierać różne zawody, mogą...

Czytaj dalej