Psycholożka Stefanie Stahl: „Jesteśmy wobec siebie bezlitosne, gnębimy same siebie”
fot. iStock

Psycholożka Stefanie Stahl: „Jesteśmy wobec siebie bezlitosne, gnębimy same siebie”

Boimy się odrzucenia, wyszydzenia, braku akceptacji. W różnych sytuacjach życiowych cierpimy z powodu niskiej samooceny. Skąd ona się w nas bierze, jak poczuć się pewniej?
redakcja „Uroda Życia”
21.08.2020

Stefanie Stahl jest jedną z najbardziej znanych niemieckich psycholożek i psychoterapeutek, wydała wiele książek, które stały się głośne m.in. o wewnętrznym dziecku. W nowej książce „Jak myśleć o sobie dobrze. O sztuce akceptacji i życiu bez lęków” (wyd. Otwarte, 2020) pisze o tym, jak bardzo nasze przeżycia z dzieciństwa – często głębokiego, nieświadomego wpływają na naszą samoocenę. Poczucie, że jestem „nic niewarta” albo że „na wszystko muszę zasłużyć” ukształtowały się w nas pod wpływem tamtych doznań i dlatego są tak silnie zakorzenione. Można jednak nad nimi pracować.

„Bardzo trudno nam zmienić poczucie własnej wartości na najgłębszym poziomie, ponieważ obraz samego siebie, czyli przekonanie, kim jestem i jaki jestem, jest zakorzeniony w naszej podświadomości” – tłumaczy Stefanie Stahl. Jeśli człowiek w głębi siebie nosi fundamentalne przekonanie: „Jestem zły”, to przenika ono całą jego istotę. Wszystkie jego doświadczenia są niejako zafarbowane tym przeświadczeniem, działającym tak jak czarna koszula, która wymieszana w pralce z białą bielizną barwi ją na szaro.

„Z mojego doświadczenia wynika, że wewnętrzne schematy myślowe, nabyte w dzieciństwie, zostają przez naszą nieświadomość skondensowane do postaci zdania, które staje się główną zasadą naszego funkcjonowania” – precyzuje Stefanie Stahl. Nieświadomość używa prostych haseł i prostych obrazów. Dlatego ma tak ogromny wpływ na nasze zachowanie i nim steruje. Działa szybciej niż świadomość,  często niepostrzeżenie wpycha się przed rozum.

*** Czytaj fragment książki Stephanie Stahl „Jak myśleć o sobie dobrze. O sztuce akceptacji i życiu bez lęków”:

Akceptuj siebie: odrzuć zakorzenione schematy myślenia

Spróbuj zagłębić się w sobie i z otchłani swojej nieświadomości wydobyć na świadomy poziom główne przekonanie na swój temat. Najłatwiej to zrobić, kierując uwagę na środek swojego ciała – na obszar brzucha i klatki piersiowej – i starając się poczuć, co w głębi siebie tak naprawdę o sobie myślisz. Pozwól, by odpowiedź po prostu do ciebie przyszła, nie szukaj jej w głowie.

Ponieważ nieświadomość działa szybko i skutecznie, zaraz ci odpowie. Pierwsza odpowiedź jest często tą właściwą. Jak powiedziałam, powinna przyjść z łatwością. Zazwyczaj bywa to jakieś proste zdanie, na przykład: „Jestem zły”, „Nic nie jestem wart”, „Jestem głupi”, „Wstydź się!”, „Jestem do dupy!”. Pod podszewką tych zdań tkwi przekaz: inni są lepsi! Twój główny schemat myślowy fałszywie sugeruje, że jesteś mniej wart niż inni ludzie. Że jesteś gorszy. Takie to proste. A tak trudno to zmienić.

Ten główny schemat myślowy jest fałszywy. To czarna koszula. Można też powiedzieć, że to błąd w oprogramowaniu twojej psychiki. Tylko twój rozum jest w stanie pojąć, że chodzi właśnie o błąd programu, a nie o rzeczywistość.

Do tej pory sądziłeś, że twoje przekonania są prawdziwe – tylko dlatego, że są w tobie tak głęboko zakorzenione. Teraz musisz zrozumieć, że to błąd programu zafarbował na szaro twój ogląd siebie i świata. Przekonaniem, że jesteś gorszy, nasiąkłeś w dzieciństwie. Ono jest fałszywe. To tylko błąd wychowawczy. To bezsensowna narośl na twojej psychice, która musi zostać usunięta.

Aby rozpoznać swój schemat myślowy, musisz się zastanowić, w jaki sposób powstał. Spróbuj pomyśleć, kiedy mogłeś go nabyć, kto ci go wdrukował. Przeanalizuj swoje dorosłe życie i swoje dzieciństwo, aby zrozumieć, skąd ten fałszywy program się wziął. (…) I w tym tkwi sedno sprawy: ponieważ głęboko niepewni siebie ludzie najczęściej tworzą fałszywy obraz własnej osoby już w bardzo wczesnym dzieciństwie, a więc w czasie, którego nie pamiętają, uznają to fałszywe przekonanie za prawdę. Jest ono czymś więcej niż tylko myślą czy poglądem, jest fizycznie doświadczanym uczuciem, które tkwi głęboko w kościach.

Czego się boi nasze wewnętrzne dziecko

Na najgłębszym poziomie funkcjonowania niektórym ludziom ogromnie trudno zmienić postrzeganie własnej osoby, ponieważ byłoby to zbyt obciążające dla ich relacji z rodzicami, nawet jeśli rodzice już nie żyją. Wewnętrzne dziecko boi się, że straci swoją rodzinę, kiedy uświadomi sobie prawdę o metodach wychowawczych rodziców. Wówczas bowiem musiałoby dopuścić do siebie złość na rodziców. Chcąc chronić więź z rodzicami, najczęściej kieruje złość na siebie.

Jedna z moich klientek, która w głębi siebie nienawidziła się i wyglądało na to, że nie potrafi nic z tym zrobić, na moje pytanie, jakie korzyści czerpie z tej nienawiści, spontanicznie odpowiedziała: „Dzięki niej udaje mi się zachować rodzinę”. Czuła autodestrukcyjną wściekłość, którą ją przerażała. Nie sądziła jednak, że to uczucie tak naprawdę wymierzone jest w jej rodziców. Gdyby dopuściła do siebie złość na rodziców, zburzyłoby to jej więź z nimi. Kogo innego by wtedy miała? Ponieważ z powodu niskiej samooceny odczuwała także lęk przed związkami, nie miała własnej rodziny, w której mogłaby zaspokoić swoją potrzebę więzi.

Moją klientkę, podobnie jak inne niepewne siebie osoby, relacja z rodzicami wpędziła w błędne koło – ponieważ kobieta bała się emocjonalnego odłączenia od rodziców, podtrzymywała negatywny obraz siebie, by chronić swoją więź z rodzicami.

Jeśli żywisz głęboką pogardę dla własnej osoby, powinieneś się zastanowić, jak bardzo zajmujesz się chronieniem swoich relacji międzyludzkich. Nie tylko relacji ze swoimi rodzicami, ale może także związku ze swoim aktualnym partnerem, który nie jest dla ciebie dobry. Istnieją liczne emocjonalne powody, dla których tak mocno trzymasz się złego obrazu siebie mimo wielu racjonalnych argumentów przemawiających przeciw takiemu zachowaniu. Spróbuj zidentyfikować te powody i zobaczyć, czemu one służą. Tak jak moja klientka, która odkryła, że więź z rodzicami utrudnia jej osobistą zmianę, i dopuściła do siebie złość na rodziców, dzięki czemu mogła stopniowo nad nią pracować. Dopiero kiedy zaakceptujemy złość i zajmiemy się nią, może się ona uwolnić i wreszcie zostać „usłyszana” i zrozumiana. Dopóki wypieramy swoje uczucia, dopóty nie możemy nad nimi pracować.

Ta, ale … jak to zrobić

Pewnie niejednemu z was przyszła do głowy znana riposta „no tak, ale...”. Podobnie było z pewną moją klientką, która kiedyś powiedziała mi tak: „Możliwe, że moje dzieciństwo, a konkretnie moi rodzice przyczynili się do tego, że nie mam o sobie najlepszego zdania, ale kiedy spoglądam na swoje życie, na to, co potrafię i jak wyglądam, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że rzeczywiście jestem do niczego. Dobrze pani mówić, pani Stahl – studiowała pani, napisała kilka książek i do tego jest pani atrakcyjna. Ale proszę spojrzeć na mnie. Nie może mnie pani przecież na serio przekonywać, że moje poglądy na mój temat są fałszywe! Po co w ogóle o nich gadać? A teraz proszę mi wyjaśnić, jak mam siebie przekonać, że jestem OK? Nie jestem OK, tak myśli moje wewnętrzne dziecko, wie to również mój wewnętrzny dorosły i widzi to każdy, kto mnie zna. Pani wymaga ode mnie, abym zamknęła oczy na rzeczywistość i upiększyła to, co zdecydowanie nie jest piękne!”.

To były słowa Anji, mojej trzydziestoletniej klientki. Patrząc z jej punktu widzenia, potrafię ją zrozumieć. Porzuciła szkołę, nie zdobyła żadnego wykształcenia. Jej małżeństwo się rozpadło, a dwójka dzieci została zabrana przez opiekę społeczną i przekazana rodzinie zastępczej.

Nie będę wdawać się w szczegóły dzieciństwa Anji. Wystarczy powiedzieć, że było okropne. Jako dziecko bardzo się starała robić wszystko jak należy. Jako nastolatka zbuntowała się, rzuciła szkołę, „na nic nie miała ochoty”, aż wreszcie, by uciec z rodzinnego domu i nie kontynuować nauki, zaszła w ciążę z pierwszym lepszym mężczyzną, mając płonną nadzieję, że on ją uratuje. Była młodą matką i czuła się przytłoczona odpowiedzialnością. W wieku trzydziestu lat miała poczucie zmarnowanego życia. We własnym mniemaniu zawiodła jako człowiek, kobieta i matka.

okład stahl
mat. prasowe

Odpowiedzialna czy ofiara życia

W jaki sposób Anja może wyjść z błędnego koła? Jak może zmienić swoje życie na lepsze? Decydująca dla jej rozwoju jest refleksja i ocena dotychczasowej historii życia. Z grubsza rzecz biorąc, na jej życie można patrzeć z dwojakiej perspektywy – widzieć w niej ofiarę warunków, w jakich przyszło jej żyć, albo osobę odpowiedzialną za swoje czyny. Odpowiedzialność za siebie na pierwszy rzut oka wygląda dobrze i wydaje się właściwa. Ale prowadzi też do samooskarżania się, co nie jest szczególnie konstruktywne.

Jeśli Anja patrzyłaby na siebie jako na ofiarę warunków, w jakich żyła, wówczas winą za swoje nieudane życie obarczałaby innych, a nie siebie. Swój pogląd, w dużym skrócie, mogłaby wyrazić tak: „Moi rodzice ponieśli totalną porażkę. Nauczyciele w szkole byli do niczego, a mój mąż to był zwykły d.....

A ta lala z opieki społecznej była do mnie od początku źle nastawiona i bez żadnych podstaw odebrała mi dzieci”.

Gdyby Anja o wszystko obwiniała siebie, mogłaby powiedzieć: „Wszystko zrobiłam źle. Już rodzice mieli ze mną trudno. W szkole byłam głupia i leniwa, nawet mój mąż długo ze mną nie wytrzymał. A jako matka jestem kompletnym zerem”.

Zarówno jeden, jak i drugi osąd byłby przesadzony i fałszywy. Kiedy postrzegamy siebie tylko jako ofiarę, nie mamy wpływu na sytuację, ponieważ z naszego punktu widzenia sami nie popełniamy żadnych błędów. Jeśli więc nie przyznamy, że do tej pory w życiu za nic nie braliśmy odpowiedzialności, nigdy się to nie zmieni. Postawę ofiary często spotykam u ludzi, których podobnie jak Anję spotkało w życiu wiele nieszczęścia. Ich poczucie własnej wartości jest często tak kruche, że wzięcie odpowiedzialności i winy na siebie byłoby dla nich zbyt przytłaczające. Chronią swoją samoocenę przed kompletnym rozpadem, przerzucając odpowiedzialność na innych. Poza tym czują podświadomie, że grozi im załamanie psychiczne. Tak wiele poczucia winy i porażek nie potrafiliby wytrzymać.

Przesadne samooskarżanie obserwuję często u osób, które krytycznie oceniają siebie i własne życie. Często są to ludzie inteligentni i skłonni do analizy. Niektórzy jednak są zbyt bezlitośni w osądzaniu siebie. Paraliżuje to ich działanie – wyolbrzymiając swoje przesadnie liczne wady, mają wrażenie, że nie można ich przezwyciężyć. Tkwią więc bez ruchu w samoponiżeniu.

Obie postawy – nierealistyczne traktowanie siebie jako ofiary oraz nadmierne samooskarżanie – prowadzą do bojkotu własnej osoby. Oczywiście bywają też ludzie, którzy postrzegają siebie jako ofiarę, a jednocześnie sami siebie gnębią. Ważne, byśmy w możliwie realistyczny sposób rozpoznali i ocenili swoje życie, biorąc pod uwagę zarówno kwestię własnej odpowiedzialności, jak i zewnętrznych warunków, na które nie mieliśmy wpływu. Dopiero wtedy będziemy mogli odpowiednio ustawić dźwignię zmiany.

Anja zdecydowała się wejść na drogę zmian. Wszystkie te wnioski kosztowały ją  wiele bólu i łez. Stworzyły jednak przestrzeń na nowe doświadczenia. Z czasem Anja znalazła zrozumienie dla samej siebie. Rozpoznała w sobie niepewne, poniżone dziecko, które przeciążone oczekiwaniami podjęło szereg złych decyzji życiowych. W końcu mogła też odkryć swoje zdrowe i mocne strony i nauczyć się je doceniać – odnalazła w sobie ducha walki, zdolność do autorefleksji, pragnienie bliskości i bezpieczeństwa oraz wysoką inteligencję.

Afirmacje na lepsze życie

Jeśli należysz do osób, którym z trudem przychodzi odkrywanie w sobie dobrych stron, przeciwstaw się swojemu wadliwemu programowi, używając jakiejś dewizy życiowej lub zdania afirmacyjnego.

Najpierw zajmijmy się dewizą – powinna być myślowym rusztowaniem, którego będziesz mógł się mocno przytrzymać, by odpędzić swoje lęki. Swój lęk możesz także przezwyciężyć przez koncentrację na wyższych wartościach. Mądrości czy dewizy życiowe ujmują w jednym zdaniu głębsze wartości i przesłania. Takie zdania można uwewnętrznić i pozwolić, by nami kierowały – zamiast umniejszających naszą wartość negatywnych schematów myślowych.

Całą masę złotych myśli można znaleźć w internecie albo w poświęconych im książkach. A może twoja babcia albo ktoś inny z rodziny wygłasza jakieś mądre sentencje, które możesz przyjąć za własne? Albo też możesz sam wymyślić swoją dewizę.

Podaję kilka przykładów:

* „Kto walczy, może przegrać. Kto nie walczy, już przegrał” (Bertold Brecht).

*W życiu nie chodzi tylko o to, by zawsze mieć dobre karty, ale także o to, by umieć grać słabymi kartami (źródło nieznane).

* Nieważne, skąd przychodzimy, ważne, dokąd zmierzamy (źródło nieznane).

* „Wielkość nie polega na tym, by być tym czy owym, ale na tym, by być sobą” (Søren Kierkegaard).

*„Najlepszym sposobem na zdobycie zainteresowania innych jest interesować się innymi” (Emil Oesch).

Pomocne mogą być także zdania afirmacyjne. Afirmacja to zdanie o pozytywnej wymowie, które przez nieustanne powtarzanie wpływa na nasze myślenie, a także na emocje i zachowanie. Afirmacja jest jasnym rozkazem skierowanym do naszej nieświadomości. Często nieświadomie pracujemy z negatywnymi afirmacjami, na przykład ze zdaniem: „Jestem zły”. Nie rób tak, lecz wykorzystaj siłę afirmacji w pozytywny sposób.

Znam wiele osób, którym dzięki afirmacjom udało się polepszyć własną samoocenę. Afirmacje pomagają, jeśli są niebanalne i mają odpowiednią budowę. Reguły ich tworzenia przedstawiam poniżej.

1. Określ temat, nad którym chcesz pracować. Na przykład, że chcesz być bardziej pewny siebie. Potem skonstruuj zdanie, które nie będzie zbyt płytkie, a więc nie może po prostu brzmieć: „Jestem pewny siebie”. Taka fraza mogłaby tylko wzmocnić twoje samozwątpienie. Mogłaby też od razu obudzić w tobie protest typu: „Kto w to wierzy, jest chyba niespełna rozumu...”, „Co za brednie”, „Kogo chcesz tym przekonać?”.

2. Dlatego wybierz takie sformułowanie, które będzie konkretne i do przyjęcia, jak na przykład: „Każdego dnia ja, Joanna, mam prawo wyrażać własne zdanie”. Albo: „Ja, Hans, szanuję siebie”. Ważne, by zdanie było sformułowane zawsze w sposób twierdzący i odnoszący się do teraźniejszości, a także zawierało zaimek „ja”. Zaprzeczanie, jak na przykład: „Nikt nie może traktować mnie bez szacunku”, nie działa, ponieważ podświadomość nie rozumie negacji. Kiedy na przykład zażądam, żebyś nie myślał o niebieskich chmurach, to co się stanie? Zaczniesz niechybnie właśnie o nich myśleć.

3. Jeśli znalazłeś odpowiednią dla siebie afirmację, poczuj, czy pasuje do ciebie. Wybieraj tylko takie zdania, z którymi się dobrze czujesz. Jeśli któreś wzbudza w tobie za duży opór, nie będzie działać.

4. Zapisz swoją afirmację przynajmniej piętnaście razy. Zapisaną ulubionym kolorem na kartce afirmację rozwieś w domu w różnych dobrze widocznych miejscach. Wypowiadaj, myśl lub szepcz swoją afirmację możliwie jak najczęściej. Ważne, abyś w nią się wczuwał. Spróbuj poczuć ten stan, który chcesz osiągnąć.

5. Bardzo pomocne jest też wyobrażanie sobie, jak ktoś inny, na przykład twoja dobra przyjaciółka, wypowiada to zdanie, mówiąc o tobie. Na przykład możesz sobie wyobrazić przyjaciółkę, która w rozmowie z jakąś osobą wygłasza twoją a rmację, formułując ją jako stwierdzenie: „Tak, Joanna ma prawo wyrażać swoje zdanie”. Ważne, by w tej wypowiedzi padło twoje imię.

Dobrze byłoby też, aby twoja afirmacja była bezpośrednio skierowana przeciwko twojemu schematowi myślowemu. Na przykład jeśli w głębi siebie nosisz przekonanie: „Nie jestem nic wart”, to pozytywna afrmacja powinna tra fiać w sedno twojej niepewności. Jak wspominałam wcześniej, zdanie o przeciwnej wymowie, czyli: „Jestem wartościowy”, może natrafić na twój opór, musisz więc znaleźć sformułowanie, które będzie przeciwieństwem twojego wbudowanego programu, ale możliwym dla ciebie do przyjęcia, na przykład: „Dla moich dzieci znaczę bardzo wiele” albo: „Codziennie coraz bardziej siebie doceniam”.

***

Fragment książki „Jak myśleć o sobie dobrze. O sztuce akceptacji i życiu bez lęków”, Stefanie Stahl, udostępniamy dzięki uprzejmości wyd. Otwarte, Kraków, 2020.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Felinoterapia – najmilszy sposób na stres! Spokoju i relaksu uczymy się od kotów

Koty to nasi najlepsi nauczyciele. Pozwalają nam spojrzeć na życie z dystansu i działają antydepresyjnie. Felinoterapia to najmilszy sposób na stres, nerwy i codzienny niedoczas.
Sylwia Arlak
20.08.2020

Koty miauczą, drapią, wskakują na stół i lubią nas budzić nas o nieludzkich (bo kocich!) porach. Ale te, przyznajmy szczerze, drobne niedogodności to nic w porównaniu z korzyściami, jakich doświadczamy, żyjąc z kotem pod jednym dachem. Koty – i to fakt zbadany naukowo, a nie tylko opinia kociarzy i kociar – mają zbawienny wpływ na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne. Nic dziwnego, że felinoterpia (rodzaj zooterapii, o którym zaczęło się mówić w latach 80. polegający na kontaktach z kotem) wciąż zyskuje na popularności. Opiekunowie kotów żyją dłużej Naukowcy z Uniwersytetu w Minesocie udowodnili, że opiekunowie kotów żyją dłużej. W czasie dziesięcioletnich badań odkryli też, że ci, którzy mają kota, są o ok. 30 proc. mniej narażeni na wystąpienie zawału serca. Zbawienny wpływ ma na nas kocie mruczenie, bo obniża ciśnienie krwi oraz poziom cholesterolu (mruczenie ma niską częstotliwość pomiędzy 25 a 50 Hz, czyli taką samą, która jest wykorzystywana przez ortopedów i rehabilitantów oraz w medycynie sportu w leczeniu urazów kości, mięśni oraz procesie zabliźniania się ran). To właśnie dlatego koty wspomagają osoby niepełnosprawne fizycznie w okresie rehabilitacji.   Pozytywnie wpływają także na nasz stan psychiczny. Pomagają osobom chorym na depresję, z nerwicą, zaburzeniami lękowymi i uzależnionym. Obcując z nimi, relaksujemy się i czujemy spokojniejsi. Właściciele kotów są mniej samotni i bardziej zadowoleni z życia, a nawet...lepiej śpią. Mruczeniu towarzyszy głęboki dźwięk, który uwalnia w organizmie kota serotoninę.   Koty najlepszym przyjacielem człowieka? Istnieje nawet taki termin, jak „mruczoterapia”. Jego pomysłodawcą jest weterynarz z Tuluzy, Jean-Yves Gauchet. Stworzył on 30-minutowe nagranie CD z zarejestrowanym...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Jak NIE rozmawiać z osobą chorą na depresję? Zamiast „weź się w garść” lepiej „słyszę, co mówisz”.

Wszystkie bywamy czasem smutne, ale to nie to samo co depresja. Chora osoba wymaga zrozumienia.
Sylwia Arlak
19.08.2020

Osoby chore na depresję potrzebują wsparcia, ale mądrego. Motywacyjne hasła w stylu „Weź się w garść!”. „Wyjdź do ludzi”. „Inni mają gorzej” nie pomogą – osoby chore na depresję wiedzą doskonale, że powinny wziąć się w garść, że powinny wyjść do ludzi i że są jacyś inni, którzy mają gorzej – to jednak nie zmienia faktu, że przygniata je smutek, lęk, zniechęcenie do jakiegokolwiek działania. Takie pocieszajki na pewno nie pomogą, mogą nawet przynieść odwrotny skutek od zakładanego – chora na depresję osoba może czuć jeszcze większe niezrozumienie przez innych i może jeszcze bardziej zamykać się w swojej chorobie. Depresja to choroba, a nie moda No właśnie – bo depresja to nie smutek, nie zmęczenie, nie niewyspanie. Depresja to choroba. „U chorych na depresję wszystkie bodźce z otoczenia przepuszczane są przez swoisty »depresyjny filtr«, co powoduje, że postrzegają oni świat w sposób diametralnie odmienny od ludzi zdrowych. Słowa pocieszenia mogą odbierać jako próbę wytknięcia ich słabości. Właśnie dlatego, zamiast udzielać rad i podnosić na duchu, w rozmowie z chorym warto podkreślać, że depresja jest stanem przejściowym, że to przykre samopoczucie w końcu minie. Stosujmy zwroty „jestem z tobą”, „tak, wyzdrowiejesz”, „tak, depresja minie” – mówi dr n. med. Monika Dominiak, lekarz, specjalista psychiatra, adiunkt w Zakładzie Farmakologii, Instytut Psychiatrii i Neurologii Wyniki ostatnich badań zrealizowanych na zlecenie Ministerstwa Zdrowia nie są optymistyczne. Aż 62 procent Polaków podejrzewało, że ktoś z ich otoczenia cierpi na depresję. 49 procent spośród nich przyznało, że był to członek najbliższej rodziny. Jak podkreśla Dominiak, świadomość społeczna depresji powoli wzrasta, ale wciąż...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

„Wciąż przeżywasz rozstanie? Patrz na kalendarz!” Psycholożka o długoterminowych singielkach

„Wierzymy wciąż w mit księcia, ideału. Liczymy na to, że miłość romantyczna będzie spełnieniem dziecięcych marzeń o bezwarunkowej akceptacji. A jeśli taka nie jest — wycofujemy się, kręcąc nosem” — mówi w rozmowie z nami psycholog, Katarzyna Kucewicz.
Sylwia Arlak
20.08.2020

Samotność to nie jest najgorsza rzecz na świecie – ale niekoniecznie też musi być dla nas najlepsza. Zdaniem psychologów większość z nas jest stworzona do życia w zwiazku: wg badań żyjąc w związkach, jesteśmy zdrowsze i bardziej odporne na stres. Czasem jednak – np. po  trudnym rozwodzie, wielkim rozczarowaniu albo setce nieudanych randek z Tindera – wydaje nam się, że jesteśmy już skazane na samotność do końca życia. O tym czy naprawdę tak musi być, rozmawiamy z psycholożką Katarzyną Kucewicz, współwłaścicielką gabinetu psychologicznego Inner Garden, autorką książki „Pięknie odmienni” wyd. Sensus. Sylwia Arlak: Jak szukać miłości, kiedy nie ma w nas już nadziei? Katarzyna Kucewicz:  Pytanie, skąd wziął się w nas ten brak nadziei? Ile trwa? Jeżeli jesteśmy po bardzo trudnym rozstaniu, włożyłyśmy dużo energii we wcześniejszt związek, w ratowanie go, a mimo to nam się nie udało, to jesteśmy rozczarowane mężczyznami, potrzebujemy czasu, regeneracji, żeby z powrotem się na kogoś otworzyć. Nie mamy wtedy nadziei, bo jesteśmy umęczone przeżywaniem żalu po stracie i jeszcze nie gotowe na przyjęcie nowej osoby. To zupełnie normalna i zdrowa reakcja. Nie warto rzucać się wówczas na siłę w kolejne związki. Lepiej dać sobie przestrzeń i przyzwolenie na to, żeby pobyć singielką, nawet jeśli wszystkie nasze koleżanki wokół mają partnerów. Dojść ze sobą do ładu i świadomie pobyć w stanie braku nadziei, apatii i zrezygnowania. Ze spokojem przyjąć te uczucia, jako naturalną reakcję organizmu na przeżycie straty. Ale będąc w tym smutku, warto patrzeć na zegarek i kalendarz. Bo jeżeli jesteśmy same już piąty rok i ze złością kręcimy głową, że już nie mamy nadziei, to znaczy, że w tej rezygnacji się zatraciłyśmy. I wtedy zastanówmy się, co kryje się za...

Czytaj dalej