Psycholożka Stefanie Stahl: „Jesteśmy wobec siebie bezlitosne, gnębimy same siebie”
fot. iStock

Psycholożka Stefanie Stahl: „Jesteśmy wobec siebie bezlitosne, gnębimy same siebie”

Boimy się odrzucenia, wyszydzenia, braku akceptacji. W różnych sytuacjach życiowych cierpimy z powodu niskiej samooceny. Skąd ona się w nas bierze, jak poczuć się pewniej?
redakcja „Uroda Życia”
21.08.2020

Stefanie Stahl jest jedną z najbardziej znanych niemieckich psycholożek i psychoterapeutek, wydała wiele książek, które stały się głośne m.in. o wewnętrznym dziecku. W nowej książce „Jak myśleć o sobie dobrze. O sztuce akceptacji i życiu bez lęków” (wyd. Otwarte, 2020) pisze o tym, jak bardzo nasze przeżycia z dzieciństwa – często głębokiego, nieświadomego wpływają na naszą samoocenę. Poczucie, że jestem „nic niewarta” albo że „na wszystko muszę zasłużyć” ukształtowały się w nas pod wpływem tamtych doznań i dlatego są tak silnie zakorzenione. Można jednak nad nimi pracować.

„Bardzo trudno nam zmienić poczucie własnej wartości na najgłębszym poziomie, ponieważ obraz samego siebie, czyli przekonanie, kim jestem i jaki jestem, jest zakorzeniony w naszej podświadomości” – tłumaczy Stefanie Stahl. Jeśli człowiek w głębi siebie nosi fundamentalne przekonanie: „Jestem zły”, to przenika ono całą jego istotę. Wszystkie jego doświadczenia są niejako zafarbowane tym przeświadczeniem, działającym tak jak czarna koszula, która wymieszana w pralce z białą bielizną barwi ją na szaro.

„Z mojego doświadczenia wynika, że wewnętrzne schematy myślowe, nabyte w dzieciństwie, zostają przez naszą nieświadomość skondensowane do postaci zdania, które staje się główną zasadą naszego funkcjonowania” – precyzuje Stefanie Stahl. Nieświadomość używa prostych haseł i prostych obrazów. Dlatego ma tak ogromny wpływ na nasze zachowanie i nim steruje. Działa szybciej niż świadomość,  często niepostrzeżenie wpycha się przed rozum.

*** Czytaj fragment książki Stephanie Stahl „Jak myśleć o sobie dobrze. O sztuce akceptacji i życiu bez lęków”:

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Akceptuj siebie: odrzuć zakorzenione schematy myślenia

Spróbuj zagłębić się w sobie i z otchłani swojej nieświadomości wydobyć na świadomy poziom główne przekonanie na swój temat. Najłatwiej to zrobić, kierując uwagę na środek swojego ciała – na obszar brzucha i klatki piersiowej – i starając się poczuć, co w głębi siebie tak naprawdę o sobie myślisz. Pozwól, by odpowiedź po prostu do ciebie przyszła, nie szukaj jej w głowie.

Ponieważ nieświadomość działa szybko i skutecznie, zaraz ci odpowie. Pierwsza odpowiedź jest często tą właściwą. Jak powiedziałam, powinna przyjść z łatwością. Zazwyczaj bywa to jakieś proste zdanie, na przykład: „Jestem zły”, „Nic nie jestem wart”, „Jestem głupi”, „Wstydź się!”, „Jestem do dupy!”. Pod podszewką tych zdań tkwi przekaz: inni są lepsi! Twój główny schemat myślowy fałszywie sugeruje, że jesteś mniej wart niż inni ludzie. Że jesteś gorszy. Takie to proste. A tak trudno to zmienić.

Ten główny schemat myślowy jest fałszywy. To czarna koszula. Można też powiedzieć, że to błąd w oprogramowaniu twojej psychiki. Tylko twój rozum jest w stanie pojąć, że chodzi właśnie o błąd programu, a nie o rzeczywistość.

Do tej pory sądziłeś, że twoje przekonania są prawdziwe – tylko dlatego, że są w tobie tak głęboko zakorzenione. Teraz musisz zrozumieć, że to błąd programu zafarbował na szaro twój ogląd siebie i świata. Przekonaniem, że jesteś gorszy, nasiąkłeś w dzieciństwie. Ono jest fałszywe. To tylko błąd wychowawczy. To bezsensowna narośl na twojej psychice, która musi zostać usunięta.

Aby rozpoznać swój schemat myślowy, musisz się zastanowić, w jaki sposób powstał. Spróbuj pomyśleć, kiedy mogłeś go nabyć, kto ci go wdrukował. Przeanalizuj swoje dorosłe życie i swoje dzieciństwo, aby zrozumieć, skąd ten fałszywy program się wziął. (…) I w tym tkwi sedno sprawy: ponieważ głęboko niepewni siebie ludzie najczęściej tworzą fałszywy obraz własnej osoby już w bardzo wczesnym dzieciństwie, a więc w czasie, którego nie pamiętają, uznają to fałszywe przekonanie za prawdę. Jest ono czymś więcej niż tylko myślą czy poglądem, jest fizycznie doświadczanym uczuciem, które tkwi głęboko w kościach.

Czego się boi nasze wewnętrzne dziecko

Na najgłębszym poziomie funkcjonowania niektórym ludziom ogromnie trudno zmienić postrzeganie własnej osoby, ponieważ byłoby to zbyt obciążające dla ich relacji z rodzicami, nawet jeśli rodzice już nie żyją. Wewnętrzne dziecko boi się, że straci swoją rodzinę, kiedy uświadomi sobie prawdę o metodach wychowawczych rodziców. Wówczas bowiem musiałoby dopuścić do siebie złość na rodziców. Chcąc chronić więź z rodzicami, najczęściej kieruje złość na siebie.

Jedna z moich klientek, która w głębi siebie nienawidziła się i wyglądało na to, że nie potrafi nic z tym zrobić, na moje pytanie, jakie korzyści czerpie z tej nienawiści, spontanicznie odpowiedziała: „Dzięki niej udaje mi się zachować rodzinę”. Czuła autodestrukcyjną wściekłość, którą ją przerażała. Nie sądziła jednak, że to uczucie tak naprawdę wymierzone jest w jej rodziców. Gdyby dopuściła do siebie złość na rodziców, zburzyłoby to jej więź z nimi. Kogo innego by wtedy miała? Ponieważ z powodu niskiej samooceny odczuwała także lęk przed związkami, nie miała własnej rodziny, w której mogłaby zaspokoić swoją potrzebę więzi.

Moją klientkę, podobnie jak inne niepewne siebie osoby, relacja z rodzicami wpędziła w błędne koło – ponieważ kobieta bała się emocjonalnego odłączenia od rodziców, podtrzymywała negatywny obraz siebie, by chronić swoją więź z rodzicami.

Jeśli żywisz głęboką pogardę dla własnej osoby, powinieneś się zastanowić, jak bardzo zajmujesz się chronieniem swoich relacji międzyludzkich. Nie tylko relacji ze swoimi rodzicami, ale może także związku ze swoim aktualnym partnerem, który nie jest dla ciebie dobry. Istnieją liczne emocjonalne powody, dla których tak mocno trzymasz się złego obrazu siebie mimo wielu racjonalnych argumentów przemawiających przeciw takiemu zachowaniu. Spróbuj zidentyfikować te powody i zobaczyć, czemu one służą. Tak jak moja klientka, która odkryła, że więź z rodzicami utrudnia jej osobistą zmianę, i dopuściła do siebie złość na rodziców, dzięki czemu mogła stopniowo nad nią pracować. Dopiero kiedy zaakceptujemy złość i zajmiemy się nią, może się ona uwolnić i wreszcie zostać „usłyszana” i zrozumiana. Dopóki wypieramy swoje uczucia, dopóty nie możemy nad nimi pracować.

Ta, ale … jak to zrobić

Pewnie niejednemu z was przyszła do głowy znana riposta „no tak, ale...”. Podobnie było z pewną moją klientką, która kiedyś powiedziała mi tak: „Możliwe, że moje dzieciństwo, a konkretnie moi rodzice przyczynili się do tego, że nie mam o sobie najlepszego zdania, ale kiedy spoglądam na swoje życie, na to, co potrafię i jak wyglądam, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że rzeczywiście jestem do niczego. Dobrze pani mówić, pani Stahl – studiowała pani, napisała kilka książek i do tego jest pani atrakcyjna. Ale proszę spojrzeć na mnie. Nie może mnie pani przecież na serio przekonywać, że moje poglądy na mój temat są fałszywe! Po co w ogóle o nich gadać? A teraz proszę mi wyjaśnić, jak mam siebie przekonać, że jestem OK? Nie jestem OK, tak myśli moje wewnętrzne dziecko, wie to również mój wewnętrzny dorosły i widzi to każdy, kto mnie zna. Pani wymaga ode mnie, abym zamknęła oczy na rzeczywistość i upiększyła to, co zdecydowanie nie jest piękne!”.

To były słowa Anji, mojej trzydziestoletniej klientki. Patrząc z jej punktu widzenia, potrafię ją zrozumieć. Porzuciła szkołę, nie zdobyła żadnego wykształcenia. Jej małżeństwo się rozpadło, a dwójka dzieci została zabrana przez opiekę społeczną i przekazana rodzinie zastępczej.

Nie będę wdawać się w szczegóły dzieciństwa Anji. Wystarczy powiedzieć, że było okropne. Jako dziecko bardzo się starała robić wszystko jak należy. Jako nastolatka zbuntowała się, rzuciła szkołę, „na nic nie miała ochoty”, aż wreszcie, by uciec z rodzinnego domu i nie kontynuować nauki, zaszła w ciążę z pierwszym lepszym mężczyzną, mając płonną nadzieję, że on ją uratuje. Była młodą matką i czuła się przytłoczona odpowiedzialnością. W wieku trzydziestu lat miała poczucie zmarnowanego życia. We własnym mniemaniu zawiodła jako człowiek, kobieta i matka.

okład stahl
mat. prasowe

Odpowiedzialna czy ofiara życia

W jaki sposób Anja może wyjść z błędnego koła? Jak może zmienić swoje życie na lepsze? Decydująca dla jej rozwoju jest refleksja i ocena dotychczasowej historii życia. Z grubsza rzecz biorąc, na jej życie można patrzeć z dwojakiej perspektywy – widzieć w niej ofiarę warunków, w jakich przyszło jej żyć, albo osobę odpowiedzialną za swoje czyny. Odpowiedzialność za siebie na pierwszy rzut oka wygląda dobrze i wydaje się właściwa. Ale prowadzi też do samooskarżania się, co nie jest szczególnie konstruktywne.

Jeśli Anja patrzyłaby na siebie jako na ofiarę warunków, w jakich żyła, wówczas winą za swoje nieudane życie obarczałaby innych, a nie siebie. Swój pogląd, w dużym skrócie, mogłaby wyrazić tak: „Moi rodzice ponieśli totalną porażkę. Nauczyciele w szkole byli do niczego, a mój mąż to był zwykły d.....

A ta lala z opieki społecznej była do mnie od początku źle nastawiona i bez żadnych podstaw odebrała mi dzieci”.

Gdyby Anja o wszystko obwiniała siebie, mogłaby powiedzieć: „Wszystko zrobiłam źle. Już rodzice mieli ze mną trudno. W szkole byłam głupia i leniwa, nawet mój mąż długo ze mną nie wytrzymał. A jako matka jestem kompletnym zerem”.

Zarówno jeden, jak i drugi osąd byłby przesadzony i fałszywy. Kiedy postrzegamy siebie tylko jako ofiarę, nie mamy wpływu na sytuację, ponieważ z naszego punktu widzenia sami nie popełniamy żadnych błędów. Jeśli więc nie przyznamy, że do tej pory w życiu za nic nie braliśmy odpowiedzialności, nigdy się to nie zmieni. Postawę ofiary często spotykam u ludzi, których podobnie jak Anję spotkało w życiu wiele nieszczęścia. Ich poczucie własnej wartości jest często tak kruche, że wzięcie odpowiedzialności i winy na siebie byłoby dla nich zbyt przytłaczające. Chronią swoją samoocenę przed kompletnym rozpadem, przerzucając odpowiedzialność na innych. Poza tym czują podświadomie, że grozi im załamanie psychiczne. Tak wiele poczucia winy i porażek nie potrafiliby wytrzymać.

Przesadne samooskarżanie obserwuję często u osób, które krytycznie oceniają siebie i własne życie. Często są to ludzie inteligentni i skłonni do analizy. Niektórzy jednak są zbyt bezlitośni w osądzaniu siebie. Paraliżuje to ich działanie – wyolbrzymiając swoje przesadnie liczne wady, mają wrażenie, że nie można ich przezwyciężyć. Tkwią więc bez ruchu w samoponiżeniu.

Obie postawy – nierealistyczne traktowanie siebie jako ofiary oraz nadmierne samooskarżanie – prowadzą do bojkotu własnej osoby. Oczywiście bywają też ludzie, którzy postrzegają siebie jako ofiarę, a jednocześnie sami siebie gnębią. Ważne, byśmy w możliwie realistyczny sposób rozpoznali i ocenili swoje życie, biorąc pod uwagę zarówno kwestię własnej odpowiedzialności, jak i zewnętrznych warunków, na które nie mieliśmy wpływu. Dopiero wtedy będziemy mogli odpowiednio ustawić dźwignię zmiany.

Anja zdecydowała się wejść na drogę zmian. Wszystkie te wnioski kosztowały ją  wiele bólu i łez. Stworzyły jednak przestrzeń na nowe doświadczenia. Z czasem Anja znalazła zrozumienie dla samej siebie. Rozpoznała w sobie niepewne, poniżone dziecko, które przeciążone oczekiwaniami podjęło szereg złych decyzji życiowych. W końcu mogła też odkryć swoje zdrowe i mocne strony i nauczyć się je doceniać – odnalazła w sobie ducha walki, zdolność do autorefleksji, pragnienie bliskości i bezpieczeństwa oraz wysoką inteligencję.

Afirmacje na lepsze życie

Jeśli należysz do osób, którym z trudem przychodzi odkrywanie w sobie dobrych stron, przeciwstaw się swojemu wadliwemu programowi, używając jakiejś dewizy życiowej lub zdania afirmacyjnego.

Najpierw zajmijmy się dewizą – powinna być myślowym rusztowaniem, którego będziesz mógł się mocno przytrzymać, by odpędzić swoje lęki. Swój lęk możesz także przezwyciężyć przez koncentrację na wyższych wartościach. Mądrości czy dewizy życiowe ujmują w jednym zdaniu głębsze wartości i przesłania. Takie zdania można uwewnętrznić i pozwolić, by nami kierowały – zamiast umniejszających naszą wartość negatywnych schematów myślowych.

Całą masę złotych myśli można znaleźć w internecie albo w poświęconych im książkach. A może twoja babcia albo ktoś inny z rodziny wygłasza jakieś mądre sentencje, które możesz przyjąć za własne? Albo też możesz sam wymyślić swoją dewizę.

Podaję kilka przykładów:

* „Kto walczy, może przegrać. Kto nie walczy, już przegrał” (Bertold Brecht).

*W życiu nie chodzi tylko o to, by zawsze mieć dobre karty, ale także o to, by umieć grać słabymi kartami (źródło nieznane).

* Nieważne, skąd przychodzimy, ważne, dokąd zmierzamy (źródło nieznane).

* „Wielkość nie polega na tym, by być tym czy owym, ale na tym, by być sobą” (Søren Kierkegaard).

*„Najlepszym sposobem na zdobycie zainteresowania innych jest interesować się innymi” (Emil Oesch).

Pomocne mogą być także zdania afirmacyjne. Afirmacja to zdanie o pozytywnej wymowie, które przez nieustanne powtarzanie wpływa na nasze myślenie, a także na emocje i zachowanie. Afirmacja jest jasnym rozkazem skierowanym do naszej nieświadomości. Często nieświadomie pracujemy z negatywnymi afirmacjami, na przykład ze zdaniem: „Jestem zły”. Nie rób tak, lecz wykorzystaj siłę afirmacji w pozytywny sposób.

Znam wiele osób, którym dzięki afirmacjom udało się polepszyć własną samoocenę. Afirmacje pomagają, jeśli są niebanalne i mają odpowiednią budowę. Reguły ich tworzenia przedstawiam poniżej.

1. Określ temat, nad którym chcesz pracować. Na przykład, że chcesz być bardziej pewny siebie. Potem skonstruuj zdanie, które nie będzie zbyt płytkie, a więc nie może po prostu brzmieć: „Jestem pewny siebie”. Taka fraza mogłaby tylko wzmocnić twoje samozwątpienie. Mogłaby też od razu obudzić w tobie protest typu: „Kto w to wierzy, jest chyba niespełna rozumu...”, „Co za brednie”, „Kogo chcesz tym przekonać?”.

2. Dlatego wybierz takie sformułowanie, które będzie konkretne i do przyjęcia, jak na przykład: „Każdego dnia ja, Joanna, mam prawo wyrażać własne zdanie”. Albo: „Ja, Hans, szanuję siebie”. Ważne, by zdanie było sformułowane zawsze w sposób twierdzący i odnoszący się do teraźniejszości, a także zawierało zaimek „ja”. Zaprzeczanie, jak na przykład: „Nikt nie może traktować mnie bez szacunku”, nie działa, ponieważ podświadomość nie rozumie negacji. Kiedy na przykład zażądam, żebyś nie myślał o niebieskich chmurach, to co się stanie? Zaczniesz niechybnie właśnie o nich myśleć.

3. Jeśli znalazłeś odpowiednią dla siebie afirmację, poczuj, czy pasuje do ciebie. Wybieraj tylko takie zdania, z którymi się dobrze czujesz. Jeśli któreś wzbudza w tobie za duży opór, nie będzie działać.

4. Zapisz swoją afirmację przynajmniej piętnaście razy. Zapisaną ulubionym kolorem na kartce afirmację rozwieś w domu w różnych dobrze widocznych miejscach. Wypowiadaj, myśl lub szepcz swoją afirmację możliwie jak najczęściej. Ważne, abyś w nią się wczuwał. Spróbuj poczuć ten stan, który chcesz osiągnąć.

5. Bardzo pomocne jest też wyobrażanie sobie, jak ktoś inny, na przykład twoja dobra przyjaciółka, wypowiada to zdanie, mówiąc o tobie. Na przykład możesz sobie wyobrazić przyjaciółkę, która w rozmowie z jakąś osobą wygłasza twoją a rmację, formułując ją jako stwierdzenie: „Tak, Joanna ma prawo wyrażać swoje zdanie”. Ważne, by w tej wypowiedzi padło twoje imię.

Dobrze byłoby też, aby twoja afirmacja była bezpośrednio skierowana przeciwko twojemu schematowi myślowemu. Na przykład jeśli w głębi siebie nosisz przekonanie: „Nie jestem nic wart”, to pozytywna afrmacja powinna tra fiać w sedno twojej niepewności. Jak wspominałam wcześniej, zdanie o przeciwnej wymowie, czyli: „Jestem wartościowy”, może natrafić na twój opór, musisz więc znaleźć sformułowanie, które będzie przeciwieństwem twojego wbudowanego programu, ale możliwym dla ciebie do przyjęcia, na przykład: „Dla moich dzieci znaczę bardzo wiele” albo: „Codziennie coraz bardziej siebie doceniam”.

***

Fragment książki „Jak myśleć o sobie dobrze. O sztuce akceptacji i życiu bez lęków”, Stefanie Stahl, udostępniamy dzięki uprzejmości wyd. Otwarte, Kraków, 2020.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Afirmacja
Adobe Stock

Afirmacja może wzmacniać twoje poczucie własnej wartości. Jak to działa?

Afirmacja, czyli pozytywne myślenie o sobie i świecie, nie tylko wzmacnia poczucie własnej wartości, lecz także pomaga osiągać cele i znosić trudy codzienności. Czy afirmacja może być aż tak prosta? Ci, którzy ją praktykują, twierdzą, że tak. Wystarczy wybrać myśl, regularnie ją powtarzać. I uwierzyć...
Karolina Morelowska-Siluk
01.09.2020

Słowo afirmacja pochodzi od łacińskiego „affirmare”, co znaczy „potwierdzić”. Afirmacja to pozytywne, twierdzące myśli na swój temat , na temat świata. Mają na celu nie tylko przyciągać do nas to, czego pragniemy, ale też wzmocnić nasze poczucia własnej wartości. Afirmacja to przeciwieństwo ograniczających nas przekonań, które mogą przyczyniać się także do tego, że w naszym życiu pojawia się to, czego tak naprawdę nie chcemy, co nam nie służy. Regularna praca z afirmacjami pozwala nam „wdrukować” je w podświadomość właśnie w miejsce ograniczających nas przekonań. A przekonania to coś, czego jesteśmy pewni, po prostu wiemy, że „tak jest i koniec”. Powstają w naszym umyśle od wczesnych lat dzieciństwa i bywa, że nosimy je ze sobą przez całe życie. Przekonanie może być albo pozytywne, czyli takie, które nas wspiera albo ograniczające, które nam szkodzi, np. „wszyscy mężczyźni to dranie”. Działamy, decydujemy automatycznie, na podstawie silnego przekonania.  Afirmacja – od czego zacząć? Dlatego pozytywne, wspierające przekonania są w naszym życiu na wagę złota. Dobra wiadomość jest taka, że można je wypracować! Właśnie za pomocą afirmacji, czyli systematycznego powtarzania. Bo jeśli nie afirmujemy, jeśli nie pracujemy świadomie z naszym umysłem, to nasza podświadomość realizować będzie tylko to, co zna, będzie nas wciąż ograniczać. Umysł potrzebuje nowych wzorców, nowych schematów działania. Jeśli podamy mu „instrukcję”, będzie ją systematycznie powtarzać, w końcu wdroży ją w życie. Afirmowanie to po prostu nawyk pozytywnego myślenia. A za pozytywnym myśleniem pójdą „zdrowe”, służące nam działania, zachowania.  Niektórzy twierdzą, że afirmację wystarczy powtarzać przez 21 dni , by...

Czytaj dalej
brak pewności siebie
pexels.com

Skończ wreszcie z pastwieniem się nad sobą! Nie jesteś brzydsza ani gorsza: jesteś wystarczająca – jak każda z nas

Poczucie niskiej wartości to otwarta rana, która pozostaje nam po urazach z dzieciństwa. Można ją jednak uleczyć – mówi słynna psychoterapeutka Stefanie Stahl.
Karolina Rogalska
16.12.2020

Wiele spektakularnych kobiecych karier opiera się na wewnętrznym dramacie: „Nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie dostrzega, ale ja wam pokażę!”. Stajemy przed lustrem i pastwimy się nad sobą. „Brzydsza. Gorsza. Niekochana” – myślimy. Niska samoocena utrudnia nam relacje, najczęściej blokuje i rozwój i sukces. Borykamy się z otwartą raną z dzieciństwa, kiedy słyszeliśmy od rodziców, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy, nie spełniamy oczekiwań, nie zasługujemy na ich miłość. Nie warto dać się uwięzić w takim myśleniu o sobie. Już jako dorośli możemy zbudować nową wizję siebie i poczucie własnej wartości – tłumaczy słynna psychoterapeutka Stefanie Stahl, autorka książki „Jak myśleć o sobie dobrze? O sztuce akceptacji i życiu bez lęku”. Karolina Rogalska: Czym jest samoocena? Termin pozornie oczywisty, dla każdego znaczy pewnie coś innego. Stefanie Stahl: Jest zbiorem przekonań nabytych podczas wychowania. Jeśli ta samoocena jest stabilna, bo na płaszczyźnie emocjonalnej dostałaś w dzieciństwie wszystko, czego potrzebowałaś, aby dobrze się rozwijać – to wspaniale. Gorzej, jeżeli tak nie było. Samoocena jest czymś, co przyszło z zewnątrz. Odciskiem, który nie mówi wiele o tobie, ale o tym, w jaki sposób byłaś traktowana przez najbliższych w okresie, gdy kształtował się twój mózg. Te przekonania latami nosimy w sobie. To, że żyjemy z jakimś przekonaniami przez 30, 40, 50 lat, nie oznacza, że są prawdziwe. Jeśli wychowalibyśmy się w innej rodzinie albo przyszli na świat w innym momencie życia naszych rodziców, te schematy byłyby zupełnie różne. Badania neuropsychologiczne pokazują, że mózg działa na zasadzie systemów kary i nagrody. W mózgu dziecka, które jest wychowywane pod presją, często strofowane,...

Czytaj dalej
mobbing w pracy
Adobe Stock

Mobbing w pracy może cię zniszczyć psychicznie: zobacz, jak go rozpoznać

Mobbing, czyli wg definicji uporczywe nękanie w pracy przez bardzo długi czas rozwija się po cichu, jak nowotwór. Często zaczyna się od pozornie życzliwych rad i troskliwych komentarzy. 
Sylwia Niemczyk
20.07.2020

Mobbingujący i mobbingowany – oboje są uwikłani w niebezpieczną grę mobbingu. „Problemy z granicami mają zwykle zarówno osoby prześladujące, jak i te, które prześladowane. Przeważnie jest tak, że ci pierwsi nie umieją poszanować cudzych granic, a ci drudzy – ustrzec własnych”, mówi Katarzyna Kucewicz, psychoterapeutka i psycholożka, współwłaścicielka ośrodka Inner Garden, która razem z prawniczką Moniką Wieczorek pracuje nad książką o psychologicznych aspektach mobbingu. Mobbing w pracy Sylwia Niemczyk: Jak to jest, że dorośli, samodzielni, często bardzo dobrze wykształceni ludzie godzą się na to, żeby ktoś w pracy ich prześladował albo poniżał? Dlaczego nie ucinamy mobbingu już na samym początku?  Katarzyna Kucewicz: Chciałabym, żeby to było takie proste: ktoś spotyka się z prześladowaniem i stanowczo mówi: nie. Zwykle tak się nie dzieje i to nie tylko ze względu na nieraz trudne okoliczności życiowe: kredyt do spłacenia czy podbramkową sytuację rodzinną, ale też ze względu na samą naturę mobbingu, bardzo przebiegłą. Nękanie w pracy przez bardzo długi czas rozwija się po cichu, w utajony sposób, trochę jak nowotwór. Najpierw daje niespecyficzne objawy, pobolewa tylko od czasu do czasu, człowiek przez długi czas nie zdaje sobie sprawy, że jest w wirze przemocy psychicznej. Nie podejrzewa tego nawet przez całe tygodnie i miesiące.  Poza tym większość z nas reaguje na mobbing gwałtownym obniżeniem samooceny. A jeśli już od dziecka mamy dość niską samoocenę, to kiedy znajdziemy się w sytuacji mobbingu, łatwo uwierzymy, że nic nie znaczymy i nic nie możemy zrobić. I nawet jeśli przyjdzie nam do głowy: „To jest mobbing. Nie jestem dobrze traktowana” – to i tak raczej nic z tym nie zrobimy. Bo uznamy, że nie jesteśmy w stanie skutecznie...

Czytaj dalej
WIĘŹ DOROSŁEJ CÓRKI Z MATKĄ MOŻE UTRUDNIAĆ ŻYCIE.
Adobe Stock

Jak pomóc osobie z depresją? Zobacz, czego nie mówić nigdy!

Jak wspierać osoby chore na depresję? I przede wszystkim jak należy to zrobić, aby pomóc, a nie zaszkodzić? Do tego potrzebna jest wiedza na temat samej choroby oraz zrozumienie dla sytuacji, w jakiej znalazła się bliska nam osoba.
Karolina Morelowska-Siluk
12.10.2020

Z sondażu przeprowadzonego przez dom badawczy Synergion wynika, że 80 procent Polaków czuje niedosyt wiedzy o chorobie, jaką jest depresja , jej objawach i sposobach leczenia. Patrzymy na naszych wciąż „smutnych” bliskich i bezradnie, „ślepo”, próbujemy jakoś im pomóc. Ale, by pomóc choremu na depresję trzeba mieć wiedzę, przekonują psychologowie, psychoterapeuci i psychiatrzy. Brak wiedzy na temat choroby, brak empatii i zrozumienia może prowadzić tylko do pogłębienia choroby.  Jak pomóc osobie z depresją? Przede wszystkim zmień język Mimo że depresja to realne cierpienie, przez wielu jest bagatelizowana i sprowadzana do zwykłego obniżenia nastroju, chwilowej fanaberii lub po prostu lenistwa. Jak bardzo mylą się ci, którzy nie dają wiary, że depresja to bardzo poważna choroba, próbują przekonywać ci, którzy depresji doświadczyli. „Mam jednak teorię – chociaż może to tylko marzenie – że każdy lęk ma swoją granicę: docierasz do poziomu, w którym już nic nie jest w stanie przerazić cię bardziej. Reaguje tylko ciało, które zaczyna zachowywać się inaczej – tak pojawia się depresja. A w depresji się poddałem. Leżałem i myślałem: niech zjawi się tygrys i mnie pożre” – tak swoją chorobę opisywał reżyser Lars von Trier. Jeśli nawet nie próbujemy bagatelizować choroby bliskiej nam osoby, często szkodzimy jej formą naszej pomocy. Mamy złudne przekonanie, że musimy „potrząsnąć” chorym i z naszych ust płyną zdania, które nigdy nie powinny być kierowane do chorego na depresję. Do zdań, których unikać należy jak ognia, należą m.in.: „Weź się w garść”, „Inni mają gorzej”, „Nie możesz tak ciągle się nad sobą użalać”, „Weź się do...

Czytaj dalej