Pewność siebie trzeba w sobie zbudować! Jak to możesz robić, mówi Kasia Malinowska, coach
Adobe Stock

Pewność siebie trzeba w sobie zbudować! Jak to możesz robić, mówi Kasia Malinowska, coach

Z pewnością siebie jest jak z jazdą na rowerze: im dłużej ją w sobie ćwiczysz, tym lepiej ci wychodzi. Dlatego nie czekaj, poczujesz w sobie pewność siebie. Bój się i rób – to pierwsza zasada, dzięki której zyskasz więcej pewności siebie
Sylwia Niemczyk
03.09.2020

Niepewne czasy to… najlepsze czasy, żeby budować własną pewność siebie. Ale – co podkreśla coacherka Kasia Malinowska – nie opierać jej na zawodowych sukcesach, tylko na świadomości tego, kim tak naprawdę jesteśmy i do czego dążymy w życiu.

Sylwia Niemczyk: Kto ma rację: ci, co mówią, że z pewnością siebie się rodzimy, tak jak z kolorem oczu, czy ci, którzy mówią, że to umiejętność, w której trening czyni mistrza?

Kasia Malinowska: Jedni i drudzy po trochu. Na pewno każdy z nas rodzi się z jakimś poziomem pewności siebie, tak samo jak każdy z nas już od urodzenia ma predyspozycje do tego, żeby rozwijać się muzycznie, matematycznie czy jeszcze inaczej. Każdy ma inny pakiet startowy. Ale później w zależności od tego, w jakim otoczeniu wzrastamy, nasza pewność siebie może się trochę zwiększać albo zmniejszać. 

Mówiąc o otoczeniu, masz na myśli zbyt krytycznych rodziców? Mam wrażenie, że w psychologii są oni najczęstszym wytłumaczeniem wszelkich naszych braków i słabości. 

Rodzice są ważni, ale to nie jest tak, że od nich zależy wszystko. Gdyby tak było, to każde z, powiedzmy, pięciorga rodzeństwa miałoby podobną pewność siebie, a tak przecież nie jest: jeden brat jest bardziej pewny siebie, drugi mniej. Więc uspokajam wszystkich rodziców: to, czy wasze dzieci będą pewne siebie w dorosłym życiu, zależy od wielu rzeczy, nie tylko od tego, czy ich uważnie słuchaliście i wzmacnialiście w ich najwcześniejszych latach. Chociaż oczywiście zachęcam, aby to robić. 

Niedawno w „Urodzie Życia” Martyna Wojciechowska dziękowała rodzicom za to, że to właśnie dzięki nim z nieśmiałej dziewczynki wyrosła na odważną, pewną siebie kobietę. 

Jeśli to ich zasługa, to naprawdę zrobili dobrą robotę! Kiedyś w mojej grupie na Facebooku „Kobiety pewne siebie” zastanawiałyśmy się nad tym, która kobieta w Polsce jest uosobieniem pewności siebie. Najczęstsza odpowiedź to była właśnie: „Martyna Wojciechowska”. 

Czy wie pani, co zdaniem Martyny najbardziej jej pomogło? To, że nie musiała się zmieniać. Była nieśmiała i rodzice pozwalali jej taką pozostać. Nie wypychali jej na siłę: „Idź, pobaw się z dziećmi”. Jeśli chciała siedzieć w kąciku, to mogła, dla nich to było OK. 

Stuprocentowa akceptacja ze strony dorosłych pomaga zbudować w dzieciach przekonanie, że cokolwiek czują, to jest to właściwe. To podstawy, które dużo nam ułatwią w dorosłym życiu, ale nie możemy jednoznacznie powiedzieć, że jeśli nie miałam/nie miałem takiej wspierającej rodziny, to już nigdy w sobie tej pewności siebie nie zbuduję. Przede wszystkim możemy kształtować ją w sobie sami – i bardzo często jest tak, że ktoś, kto był nieśmiały w dzieciństwie i nie miał wsparcia rodziców, w dorosłym życiu ma dużo więcej pewności siebie. Ale może być też odwrotnie: ktoś był bardzo „hej do przodu” w podstawówce i w liceum, a w wyniku trudnych doświadczeń w sferze prywatnej lub zawodowej, które napotyka w dorosłym życiu, może przez jakiś czas pewności siebie mieć mniej. Dobra wiadomość jest taka, że po jakimś czasie ona znowu rośnie, jeśli tylko nad nią popracujemy.

Jak budować swoją pewność siebie?

Zastanawiałam się, jakim innym określeniem można zastąpić pewność siebie. Odwaga? Poczucie własnej wartości? 

Ja bym powiedziała, że to jest wewnętrzna zgoda na to, kim jestem. To spokój płynący z przekonania, że cokolwiek by się działo, dam sobie radę. Osoby pewne siebie dużo łatwiej odnajdują się w nieprzewidzianych sytuacjach i ponoszą dużo mniejsze koszty emocjonalne w trudnych chwilach choćby z tego powodu, że nie biorą wszystkiego do siebie osobiście. Jeśli ktoś im zajedzie drogę na rondzie, to nie gryzą się: „Zawsze mi się takie rzeczy zdarzają”. Jeśli dostaną wypowiedzenie z pracy, to nie skupiają się ani na poczuciu krzywdy, ani na poczuciu winy – przyjmują, że takie bywa życie: raz masz pracę, a raz jej nie masz. 

Chociaż zwolnienie z pracy to sytuacja, kiedy nawet wysoka pewność siebie nagle spada do poziomu minus tysiąc. 

Jeżeli nasza pewność siebie oparta jest tylko na tym, co mamy „zewnętrznego”: pracy, urodzie, fajnym mężu albo partnerze, wysokim statusie finansowym, to rzeczywiście, kiedy to utracimy, możemy poczuć się bardzo zagubione, cały nasz świat sypie się jak domek z kart. 

Prawdziwie trwała pewność siebie nie jest zbudowana na tym, co mamy, ale na naszej wiedzy, kim jesteśmy, jakie mamy wartości, co umiemy, czego nie, na co się godzimy, a na co nie. Tej spokojnej samoświadomości nie zmieni ani utrata pracy, ani rozwód, ani krach finansowy, jaki czasem może nas dotknąć. Oczywiście czynniki zewnętrzne mogą nią zachwiać, ale na pewno jej nie zburzą. 

Nawet jeśli spotka nas życiowa porażka, to będziemy umiały spojrzeć na nią jak na jedno z wielu przemijających wydarzeń w naszym życiu – które w żaden sposób o nas nie świadczy. W takim przypadku utrata pracy czy rozwód nadal będą dla nas trudne, ale naszą naturalną reakcją będzie szukanie dobrego wyjścia z sytuacji. 

Wracając jeszcze na chwilę do pewności siebie opartej na sukcesie zawodowym, to bardzo często pracuję jako coacherka z kobietami, które piastują wysokie stanowiska: są liderkami, menedżerkami, dyrektorkami. Z boku – królowe życia, w stu procentach przekonane o własnej wartości. Ale nieraz okazuje się, że ich życie zawodowe jest dla nich tylko pewnego rodzaju rolą, którą odgrywają od dziewiątej do siedemnastej i w którą wpisana jest pewność siebie. Kiedy wracają do życia prywatnego, często czują się bardzo słabe, niepewne, nie umieją zaufać samym sobie. Nieraz z tego powodu np. nie są w stanie zakończyć toksycznej relacji, choć ich podwładnym pewnie trudno byłoby w to uwierzyć.

Co mogłyby zrobić, aby poczuć się pewniej?

Mogą się tego uczyć, zmieniając swój sposób myślenia, wychodząc poza dobrze znane schematy i przede wszystkim zaczynając lepiej poznawać same siebie. Ostatnio przerabiałam z uczestniczkami moich warsztatów z pewności siebie zadanie pochodzące z terapii ACT, które polegało na tym, żeby obserwować wszystkie swoje aktywności w ciągu dnia i określać, które sytuacje dodają nam energii, a które nas jej pozbawiają. Jeśli wiem, co mnie wzmacnia, a co mnie osłabia, to mogę coś z tym zrobić. Brzmi banalnie, ale spójrzmy choćby na to: większość z nas całymi godzinami scrolluje internet w telefonie, nie mając świadomości, że to bardzo źle wpływa na naszą psychikę, choćby z tego powodu, że nieustannie bombardując nasz mózg negatywnymi informacjami, zwiększamy w sobie poziom lęku. A jak zacznę się uważnie obserwować, to w którymś momencie to zauważę i będę mogła zadecydować, czy chcę to zmienić. 

Nieraz na swoich warsztatach pytam uczestniczki: „Co sprawia, że czujesz się szczęśliwa?” i często, niestety, słyszę: „Nie wiem”. Jeśli nie wiemy takiej podstawowej rzeczy o sobie, to jak możemy czuć się w życiu pewne siebie? 

Na co dzień pracuję z kobietami głównie w wieku 35–40 lat i widzę, że to bardzo ważny okres w życiu, kiedy zaczynamy wreszcie budować tę autentyczną pewność siebie – jeśli do tej pory jej nie mieliśmy. Bardzo często okazuje się, że do tej magicznej czterdziestki nasze poczucie własnej wartości opiera się głównie na sukcesie zawodowym, który z kolei najczęściej utożsamiamy z sukcesem finansowym. Przez pierwsze 20 lat naszego dorosłego życia bardzo za tymi dwoma sukcesami gonimy, ale w końcu u większości z nas następuje pewien zwrot wewnętrzny. Zaczynamy sobie zadawać pytanie, czy to, o co tak się staramy, jest tym, czego chcemy, i często odpowiedź nas zaskakuje. To nie przypadek, że kobiety, które decydują się porzucić po latach pracę w korporacji i np. założyć kawiarnię, są mniej więcej w połowie swojego życia. 

Pewność siebie wykuwa się w działaniu!

Słyszę nieraz takie historie, ale nie znam nikogo, kto tak by zrobił. 

A ja znam wiele takich kobiet, przykład z kawiarnią jest prawdziwy i pochodzi z mojej praktyki coacherki. Kiedy moja klientka pół roku temu otwierała swój lokal, to miałam ciarki na plecach. Wcześniej pracowała w firmie medycznej, w końcu zdecydowała się porzucić ciepłą posadę i zrobić coś, co od dawna chodziło jej po głowie. 

Oczywiście odważne decyzje i życiowe wolty możemy podejmować w każdym wieku, bardzo często czynnikiem je wyzwalającym jest porażka, sama jestem tego przykładem. Po maturze nie dostałam się na kierunek studiów, o którym marzyłam. Dramat na samym progu dorosłości, emocjonalnie mnie to dosłownie zmiotło z powierzchni ziemi. Cała rodzina i najbliżsi znajomi doradzali, żebym we wrześniu złożyła papiery w dodatkowej rekrutacji gdziekolwiek, byle nie wypaść z rytmu nauki. Logika podpowiadała, że tak powinnam zrobić, ale jednocześnie czułam, że nie chcę iść na jakiekolwiek studia, tylko na te jedne konkretne. I zostałam w domu. Zaufałam sobie, a rok później dostałam się na wymarzony kierunek z trzecim wynikiem wśród zdających. I dzisiaj myślę, że tamta decyzja była początkiem budowania mojej pewności siebie.

Czy to nie było odwrotnie: już wtedy była pani na tyle pewna siebie, żeby zdecydować się na taki krok?

Pewność siebie zawsze jest efektem naszego działania. Nie pojawia się „przed”, ale „po”. Większość z nas błędnie zakłada, że tylko pewni siebie ludzie próbują nowych rzeczy, decydują się na skok na głęboką wodę. Mówią: „Gdybym była bardziej pewna siebie, to…”. No właśnie nie – jest odwrotnie. Najpierw musimy zmusić się do pierwszego kroku i działać, nawet jeśli się boimy. To jak z jazdą samochodem. Po egzaminie siadamy za kierownicą i zaczynamy jeździć, choć przecież nie można powiedzieć, że jesteśmy w tym dobrzy. Ale ćwiczymy, doświadczamy różnych sytuacji na drodze. Dopiero po iluś miesiącach albo nawet latach jazdy możemy powiedzieć: „Jestem świetnym kierowcą”. W ten sam sposób powinniśmy budować swoją pewność siebie. Bać się, czuć tremę – i robić. Nie ma innej drogi. 

Bój się i rób – chyba mamy tytuł naszej rozmowy. 

Każdy dobry aktor powie to samo. Artyści to dobry przykład: przez całe życie muszą przezwyciężać nieśmiałość, walczą z tremą – bo takim słowem nazywają swój strach – ale mimo to wychodzą na scenę albo stają przed kamerą i grają. I w ten sposób budują swoją pewność siebie, można powiedzieć, że wykuwają ją w ogniu. Pewność siebie może iść w parze z niepewnością. Nawet dobrze, jeśli tak się dzieje, bo pewny siebie to nie znaczy: zadufany w sobie, pyszałkowaty, z nadętym ego. Tacy ludzie istnieją, ale na pewno nie powiedziałabym, że są pewni siebie, przeciwnie, ich ciągłe domaganie się poklasku pokazuje, że cały czas potrzebują udowadniać sobie i innym, jacy są świetni, tak jakby jednak sami w to nie do końca wierzyli.

No właśnie, tymczasem często o bufonach, pyszałkach mówimy: „On jest zbyt pewny siebie”. 

Poza nielicznymi wyjątkami on nie jest zbyt pewny siebie, tylko wprost przeciwnie, głęboko niepewny, ale wypracował sobie taki mechanizm obronny. Gdybyśmy miały narysować linię: na jednym końcu uległość i wycofanie, a na drugim – buta i pyszałkowatość, to prawdziwa pewność siebie znajdowałaby się gdzieś pośrodku tej linii. 

Z psychologicznego punktu widzenia pewność siebie opiera się na dwóch filarach. Pierwszy z nich to wiara we własne możliwości oraz świadomość, kim jestem i jaka/jaki jestem. Wiem, jakie mam mocne strony, i nie muszę ich już nigdzie potwierdzać, udowadniać, porównywać się z innymi. Nie skupiamy się na tym, jak jesteśmy odbierani. Meryl Streep kiedyś powiedziała, że gdy miała dwadzieścia parę lat i wchodziła do pokoju pełnego ludzi, myślała o tym, czy oni ją lubią. Ale w którymś momencie życia zaczęła zastanawiać się raczej, czy ona lubi ich i czy nadal chce z nimi w tym pokoju przebywać. 

Drugi filar pewności siebie to umiejętność budowania dobrych i harmonijnych relacji społecznych, asertywności, zabierania głosu i wypowiadania swoich poglądów. To także poczucie bezpieczeństwa w kontaktach z innymi ludźmi, osoby pewne siebie nie obawiają się wchodzenia w nowe środowisko. Nie chcę powiedzieć, że to są ludzie, którzy zmiany w życiu witają z radością, ale na pewno robią to z ciekawością. 

Ta ciekawość przyda się właśnie teraz, kiedy po pandemii czeka nas najpewniej sporo zmian i to raczej takich na gorsze. 

Tak samo jak przyda się nam także świadomość tego, na co mamy wpływ w danej sytuacji, co realnie możemy zrobić. Do którego momentu możemy się starać, a kiedy powinnyśmy już powiedzieć: „Stop” i świadomie, bez wyrzutów sumienia odpuścić i zaufać. Bo to też jest rzecz, której nie zrobimy, jeśli nie mamy w sobie autentycznej pewności siebie.

Kasia Malinowska – coacherka, trenerka rozwoju osobistego, autorka warsztatów budowania pewności siebie. Prowadzi grupę na Facebooku „Kobiety pewne siebie”. Ambasadorka Fundacji Sukces Pisany Szminką.

***

Rozmowa z Kasią Malinowską ukazała się w „Urodzie Zycia” 6/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
pewność siebie u kobiet
Adobe Stock

Pewności siebie możesz się nauczyć! Poznaj sposoby, które działają

Poczucie własnej wartości w dużej mierze zależy od tego, jak zostałyśmy wychowane. Ale nawet jeśli w dzieciństwie zabrakło nam wsparcia, w dorosłym życiu możemy budować pewność siebie – mówi coach, Magdalena Malicka.
Sylwia Niemczyk
29.10.2018

Pewność siebie to cecha dana nam raz na zawsze, jak kolor oczu albo kształt uszu? Nic bardziej mylnego! Po pierwsze, pewność siebie to raczej nasza umiejętność, a nie cecha osobowości. Po drugie – nawet jeśli nie została w nas zaszczepiona w dzieciństwie, możemy zacząć ją budować na każdym etapie życia, i to z dużą szansą na powodzenie. Żeby jednak tak było, musimy zmienić nasze nawyki myślowe, a to ciężka praca: – Mówiąc:  »Nie uda mi się« albo: »Inni są mądrzejsi«, odbieramy sobie moc – mówi coach, Magdalena Malicka w rozmowie z Anną Maruszeczko („Uroda Życia” 11/2018) i wyjaśnia: – Gdy dopytuję, co ludzie rozumieją przez pojęcie pewności siebie, mówią zwykle, że brakuje im pewności siebie, bo ich nie pochwalono, bo ich skrytykowano, bo ktoś jest w czymś wyraźnie lepszy. Jakby istniał czynnik zewnętrzny, jakaś magiczna siła, która sprawi, że będą pewni siebie. Pewność siebie zewnętrzna, wewnętrzna i… fasadowa Taką pewność siebie, która zależy od okoliczności: np. ludzi, w jakich otoczeniu przebywamy, stanowiska pracy, jakie zajmujemy itd, możemy nazwać zewnętrzną pewnością siebie. Chociaż daje nam poczucie komfortu, to jednak kiedy zostaniemy pozbawieni naszych zewnętrznych atrybutów, szybko się ulatnia.  – Bardziej pożądana jest ta wewnętrzna pewność siebie. Tylko ona daje wolność emocjonalną i jesteśmy pewni siebie niezależnie od tego, co ktoś o nas powie lub pomyśli. Emocjonalna wolność od naszych wyobrażeń i czynników zewnętrznych – to jest wartość – tłumaczy coach w „Urodzie Życia”.  Istnieje także trzeci rodzaj pewności siebie: fasadowa, którą pokazujemy poprzez nasze gesty, głos, słowa, jakie wypowiadamy.  – Ta...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Jak przejść przez rozwód albo zwolnienie z pracy i nie stracić pewności siebie?

Klęski nas osłabiają i to zupełnie normalne. Grunt, żeby po chwilowym osłabieniu, wstać jeszcze mocniejszą – tak samo jak po każdym przeziębieniu stajemy się bardziej odporne na wirusy. Co zrobić, by przejść przez życiową porażkę albo załamanie i nie stracić pewności siebie? Poznaj zasady.
Sylwia Arlak
23.07.2020

Nie uda ci się przeżyć życia, nie doświadczając bólu albo smaku porażki. Będziemy popełniać błędy, doświadczać ciężkich momentów i nieraz każda z nas poczuje, że właśnie jest na samym dnie. Ale po każdym załamaniu przychodzi taki czas, kiedy warto się otrząsnąć i ruszyć dalej ze swoim życiem: bez rozpamiętywania w kółko tego, co było, bez analizowania krzywd i win – z nadzieją, że od teraz będzie tylko lepiej.  Żeby zaleczyć rany, musisz wyciągnąć wnioski z sytuacji, w której się znalazłaś, i skupić się na pozytywach. Jak czytamy na portalu healthline.com, jeśli  będziemy myśleć tylko w kategorii, „co powinno być”, a nie „jest”, utkniemy w martwym punkcie. Żyjesz tu  teraz – nieważne już, jak to się stało, że znalazłaś się w danym punkcie życia. To twój nowy start. Jeśli chcesz iść do przodu po trudnym doświadczeniu, ale nie wiesz jak zacząć, zacznij od tych prostych wskazówek: Stwórz pozytywną mantrę To, jak mówisz do siebie, może sprawić, że pójdziesz do przodu albo utkniesz w miejscu. Stwórz mantrę, którą będziesz powtarzać w trudnych, bolesnych chwilach. Jak podkreśla psycholog kliniczna dr Carla Manly, zamiast powtarzać „Nie mogę uwierzyć, że to mi się przydarzyło!” spróbuj powiedzieć: „Mam szczęście, że mogę znaleźć nową ścieżkę w życiu – taką, która jest dla mnie dobra”. Dystansuj się od trudnej sytuacji Nie raz słyszysz, jak ktoś mówi ci, że powinnaś zdystansować się od osoby lub sytuacji, która cię denerwuje. Według psychologa klinicznego dr Ramaniego Durvasuli to dobry pomysł. „Tworząc fizyczny lub psychiczny dystans między nami a osobą lub sytuacją, która ściąga nas w dół, sprawimy, że...

Czytaj dalej
Sposoby na przewlekły stres
Thibault Debaene 

Psycholog, Joanna Heidtman o naszym napięciu psychicznym: „Same sobie to robimy”

„Wyżej, dalej, szybciej, lepiej”? Zwolnij, bo nie dobiegniesz.
Sylwia Niemczyk
05.07.2019

Pędzimy. W stresie i rozedrganiu, cały czas na pełnej adrenalinie. Od  rana do wieczora, nawet nocą nie umiemy wyhamować. „Tymczasem im dalej  chcemy dobiec, tym bardziej musimy zadbać o mądre rozłożenie własnej energii”, mówi dr Joanna Heidtman, psycholog i coach. Sylwia Niemczyk, „Uroda Życia”: Czy możemy same, bez tabletek i psychoterapii, uwolnić się od ciągłego napięcia i stresu?  Joanna Heidtman: Moje doświadczenie coacha podpowiada mi, że z tym napięciem, rozedrganiem i kotłowaniną myśli możemy walczyć tylko wtedy, kiedy staniemy z nimi oko w oko. Czyli zamiast bezsennie leżeć w łóżku, lepiej wstańmy, weźmy kartkę i wypiszmy wszystko, co mamy w  głowie.  Tyle że wypowiedzenie na głos naszych lęków czy smutków jest bardzo trudne.  Ale dopóki pozostaną niesformułowane, będą wywoływać w nas niepokój. Uzewnętrznienie naszych lęków czy smutków może boleć, ale już po chwili przyniesie ulgę. Poza tym, dlaczego aż tak bardzo boimy się poczuć swój smutek? Czemu uciekamy przed trudnymi uczuciami? To duży błąd, bo jeśli chodzi o emocje, to mamy do wyboru: albo wszystko, albo nic. Nie chcemy czuć smutku, strachu czy złości? OK, to jest możliwe, ale wiąże się z tym, że przestaniemy też czuć radość, entuzjazm czy szczęście. Tutaj nie ma kompromisu.  Skąd się bierze to nasze współczesne rozedrganie nerwów?  Najbardziej oczywistym powodem jest ogromna liczba bodźców, które wołają o naszą uwagę. I ona skacze jak pies za rzucaną piłką – raz tu, raz tam.  Nadmiar informacji może dekoncentrować, ale czemu wywołuje w nas taki stres? Bo jeśli nasza uwaga co chwilę przeskakuje gdzieś indziej, to szybko się męczy. Nie jesteśmy wtedy już w stanie zebrać myśli,...

Czytaj dalej