Bierna agresja boli jak cios między oczy. Jak się przed nią bronić? 
getty images

Bierna agresja boli jak cios między oczy. Jak się przed nią bronić? 

Pogardliwe spojrzenie, drwiący uśmieszek, złośliwy żarcik („No coś ty, na żartach się nie znasz?!”) Pasywna agresja to megatoksyczna broń. Jak nie ulegać tej wyrafinowanej manipulacji?
Anna Bimer
27.01.2020

Czasami nazywa się ją bierną złością. Bo niby nie wchodzimy w konflikt, a swoim zachowaniem potrafimy upokorzyć, zignorować, poniżyć drugiego człowieka. Czym jest pasywna agresja i dlaczego tak często po nią sięgamy, mówi psycholożka Małgorzata Słowik.

Anna Bimer: Chyba sami nie wiemy, jak często stajemy się agresorami, skoro za formę pasywnej agresji może być uznane spojrzenie spode łba.

Małgorzata Słowik: Bez przesady. Jednak zdarzają się sytuacje, w których nawet małżonkowie są po cichu agresywni, choć raczej o tym nie wiedzą. Jeżeli żona przestaje się odzywać do męża, a spytana, o co jej chodzi, odpowiada: „Domyśl się” – to jest to książkowy przykład tego zjawiska. Jeżeli w reakcji na pretensje żony mąż tylko wzrusza ramionami – tak samo. Albo jeśli ktoś w relacji prowadzi działania obstrukcyjne i np. spowalnia osiągnięcie celu, na którym zależy tej drugiej osobie.

A jeżeli mąż spowalnia kupno samochodu, bo musi uzbierać pieniądze, też jest winien?

No nie, liczą się intencje. 

Istnieje różnica między autentyczną a taktyczną niechęcią i odmową seksu? 

Oczywiście, jednak w dziedzinie seksu byłabym ostrożna z diagnozowaniem. Bywa, że kobieta odmawia go mężczyźnie w ramach passive-aggressive, ale równie dobrze para może być w tak zwanym kole przemocy: skończył się etap ataków ze strony męża, nastał czas idylli, jednak żona go karze – świadomie lub podświadomie – za to, co robił jej wcześniej. 

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Bierna agresja: tu liczą się intencje

A to są już okoliczności łagodzące?

Łatwo podać definicję, według której zachowania pasywno-agresywne charakteryzują się nieaktywnym oporem wobec oczekiwań drugiej strony. Liczą się zamiary, a także sposób i stopień manifestowania tego biernego oporu. Jeśli ktoś udaje, że nie rozumie, co mówi do niego druga osoba – mamy jaskrawy przykład zachowania pasywnie agresywnego. Bo ono jest obliczone na dokuczenie drugiej stronie, zirytowanie rozmówcy. A ponieważ nie ma w sobie klasycznej przemocy, nazywa się je pasywnym, ale często też „manipulacyjnym” lub „kocim”. Problem z definicją zaczyna się w przełożeniu na przykłady. Kolosalną rolę odgrywa kontekst.

Przychodzi mi na myśl uczeń, który wzrusza ramionami, kiedy dostanie pałę, bo na tyle może sobie pozwolić wobec nauczyciela. Passive-aggressive to narzędzie ludzi słabszych, zależnych? 

Jeżeli takie zachowania się pojawiają, to dlatego, że jakieś nasze potrzeby nie są zaspokajane, co stanowi zresztą ważny sygnał. Każda postać złości zwykle jest oznaką słabości, bo przykrywa inną emocję, czyli lęk. Nie lubimy się bać, a szczególnie dojrzewający nastolatek woli myśleć o sobie, że jest silny, więc przekuwa strach w złość właśnie, choć pod spodem skrywa lęk, bezradność, wstyd, poczucie zależności od kogoś, komu nie ma prawa wygarnąć. Zdarza się, że osoby ze skłonnością do częstego okazywania złych emocji są po traumie, a sytuacja obecna w kontekstowy sposób zahacza o trudne doświadczenia z przeszłości. Wtedy jedno przemawia przez drugie i bywa, że reakcja jest nadmierna w stosunku do aktualnego zdarzenia tylko dlatego, że ktoś nas dotknął w czułe miejsce. Więc jeśli człowiek reaguje złością nieadekwatną zbyt często, może pod tymi zachowaniami kryje się stara blizna, uraz, niezapewniona potrzeba… może nawet z dzieciństwa. Właściwie wystarczy, że w pięcioosobowej rodzinie wolno było wyrażać gniew tylko tacie, a dziewczynki były wychowywane na posłuszne i łagodne. 

Ciche dni czy „krótki lont”?

Bo złość piękności szkodzi.

O właśnie. I w takiej sytuacji, w takiej rodzinie dzieci uczą się tłumić złość, zwłaszcza że nie jest dobrze widziana. A bywa też tak, że ludzie wiedzą, że mają skłonności do potężnych wybuchów, mają „krótki lont”, więc starają się panować ze wszystkich sił nad emocjami, żeby ta skłonność się nie wydała. Wstydzą się tej swojej cechy, chętnie nazywają ją sami – ku usprawiedliwieniu – sycylijskim temperamentem. I taka wybuchowość jest albo kwestią wzorców z dzieciństwa, albo długo tłumionej niezgody.

A czy samo zaniechanie, zawieszenie kontaktu może być formą agresji?

Oczywiście. „Ciche dni” doskonale wpisują się w tę definicję. Ostentacyjne wycofywanie się z rozmowy albo izolowanie kogoś w grupie, unikanie kontaktu, przechodzenie mimo, ignorowanie czyjejś próby włączania się do dyskusji lub przemilczanie jego wypowiedzi albo, co gorsza, machnięcie ręką – to są właśnie przykłady takich zachowań. Pozornie nikogo nie atakujemy, więc nie ma mowy o jawnej agresji, ale proszę sobie wyobrazić, jak czuje się pracownik tak pomijany przez szefa.

Jeśli sam tego nie poczuje, to zwykle otoczenie swoim zachowaniem, zresztą często również pasywno-agresywnym, okaże mu, że jest na wylocie. 

Stado błyskawicznie reaguje na wskazanie, kto jest kozłem ofiarnym. Nie tylko w pracy możemy tego doświadczyć. Dla mnie świetnym polem obserwacji passive-aggressive jest ostatnio przedział kolejowy. Ileż potrafimy „dać z siebie”, żeby ktoś nie miał chęci przysiąść się do nas w przedziale lub w barze. To są spojrzenia, nieprzyjazna intonacja głosu, gdy pada pytanie o wolne miejsce. Albo wbijanie się ciałem w ścianę przy oknie, żeby być jak najdalej od tego, kto obok. Właściwie cały body language bierze w tym udział. 

A zachowania w domu, gdy matka postanawia za karę traktować jedno z dzieci jak powietrze?

Niedopuszczalne! Tu rzeczywiście zaczyna się dramat, bo nie ma nic gorszego niż omijanie kogoś wzrokiem. To sygnał: nie widzę cię, przestałeś dla mnie istnieć. Jeśli matka robi to dziecku, jemu rozpada się świat. Dorosły zniesie to lepiej, choć też nie poczuje się komfortowo.

Dorosły pewnie nie raz zaznał już podobnego „unicestwienia” przez kogoś. Takie zachowania wydają nam się bardziej pokojowe, a może nawet bardziej kulturalne niż jawny atak.

To złe myślenie.

Czy bierny opór to bierna agresja?

Ale przecież pozytywnym wzorem biernego oporu jest Mahatma Gandhi. Cały świat się mylił, sądząc, że zasłużył na Pokojową Nagrodę Nobla?

Polityka Gandhiego to całkiem inne zjawisko, nazywane karnawalizacją protestu. Dobre, bo pozwoliło uniknąć krwawej rewolucji. W polityce czasem wiadomo, że po drugiej stronie stoi ktoś znacznie potężniejszy i do tego nie ma najmniejszych szans na rozmowę z nim, bo zwyczajnie nie zamierza słuchać naszych racji. Podobnie bywa w przypadku strajku włoskiego. Wtedy bierny opór jest lepszym wyjściem. 

Jeśli natomiast mówimy o rodzinie, gronie znajomych, bliskich sobie ludzi, nie należy rozumować w ten sposób, że bierna agresja jest lepsza od agresji słownej czy napaści wręcz. Zamiast biernej agresji trzeba najpierw postawić na dialog.

Zachowania, o jakich mówimy, są typowe dla ludzi przejawiających niechęć do dialogu?

Albo nawet lęk przed konfrontacją. Przy czym konfrontacja brzmi tu groźnie, ale chodzi o stawienie czoła problemowi, a czasem skonfrontowanie się ze sobą samym. Zwykle gdy ktoś słyszy, że stale się złości, odpowiada jeszcze większym krzykiem i przerzuca odpowiedzialność na drugą stronę: „Bo ty mnie prowokujesz, bo wiesz, że nie lubię, jak ty...” itp. Można pójść na kurs tonowania temperatury swoich emocji i ich wyrażania. To zresztą najpopularniejsze dziś terapie. Niektórzy koniecznie powinni z nich skorzystać, bo wielu deklaruje rodzaj przyjemności, jaką z tego stanu czerpią. To jest adrenalina, stan ekscytacji, od którego można się uzależnić. 

A często problem zwyczajnie nie jest tej wagi, żeby zaraz konfrontować się ze sobą samym i prowadzić pokojowy dialog?

Jasne, nie dajmy się zwariować. Badania pokazują, że nawet 70 procent naszych komunikatów emocjonalnych ma charakter niewerbalny. I bywa, że zachodzi niespójność pomiędzy tym, co mówimy, a tym, co pokazuje nasze ciało. Trudno się pilnować przy każdym geście.

Albo zmrozić mimikę botoksem.

Nawet przewracanie oczami może być wyrazem złości. Przy czym – i teraz powiem rzecz bardzo ważną – złość nie jest zła ani zbędna czy niepotrzebna. To sygnał, niemiły jak ból, ale mówiący nam, że coś jest nie tak, coś nam nie służy.

Tymczasem mnożą się pojęcia psychologiczne, które wprowadzają taką hiperpoprawność zachowań, że za chwilę kompletnie sformalizujemy relacje.

Nie chodzi o to, by maskować emocje. Obserwujemy raczej odwrotny problem w życiu i na przyszłość dla naszych wnuków, taki mianowicie, że siedząc stale w smartfonach i porozumiewając się za pomocą emotikonów i krótkich komunikatów, młodzi ludzie tracą zdolność odczytywania emocji z ludzkiej twarzy. Bo przecież emotikony nigdy nie wypełnią tego spektrum uczuć, jakie mogą malować się na człowieczym obliczu. Młodym grozi analfabetyzm, jeśli chodzi o porozumienie i empatię. 

Lepiej, żeby czasem złość odmalowała się na czyjejś twarzy.

Złość ma bardzo złą opinię, jest społecznie nieakceptowana, stąd takie myślenie, że może należy zdyscyplinować mimikę, co oczywiście niewiele zmieni. Można mieć twarz pokerzysty, a pod spodem buzować niczym garnek na ogniu, na którym jest pokrywka, ale skacze jak w kankanie, bo nie da się emocji do końca poskromić. One są. 

Pewien cynik podał kiedyś taką definicję zdrady: zdrada jest. Tak też można powiedzieć o złości?

Tak. Może to nawet niezłe porównanie à propos działań pasywno-agresywnych. Charakteryzuje się je jako zdradliwe właśnie. Przykładem są słowa wypowiedziane całkiem spokojnie albo wręcz na wesoło.

Sarkazm i ironia – czy to już pasywna agresja?

Kolega powiedział do koleżanki, która mu zalazła za skórę, a opowiadała o innej sytuacji, w której zachowała się bardzo po ludzku: „Ojej, jaka ty dobra jesteś”. Wszyscy obecni, znający ich relacje, ryknęli śmiechem. 

Ale to musiało być powiedziane z odpowiednią intonacją i mimiką, żeby zagrało jako zabawna uszczypliwość. 

Można ustalić, do jakiego stopnia ironia czy sarkazm są dopuszczalne?

W życiu codziennym kluczem jest intencja: czy chcemy się wspólnie rozweselić, czy może komuś dopiec. Czasem ludzie przypiekają się nawzajem w sposób szokujący dla otoczenia, a jest to w ich przypadku kwestia przyjętej konwencji i nic ponadto. Jednak trzeba mieć na uwadze, że nie każdy odbierze te same słowa jednakowo. Jednego rozbawią i nawet rozbroją, ale innego dotkną. 

Czyli botoks również w język? Będę broniła sarkazmu i ironii. 

Jasne, sarkazm i ironia są w powszechnym użyciu i świadczą o błyskotliwości tego, kto się nimi posługuje. Natomiast potępiajmy szyderstwo, w które wpisane są lekceważenie lub pogarda wobec drugiej strony. 

Czy człowiek, który emituje pasywną, ale sączącą się złość w każdym przypadku jest winien?

Nie, tylko wtedy gdy przesadza. Mamy prawo do złości. 

Nie jest tak, że w wielu przypadkach po drugiej stronie leży klucz do łatwego rozbrojenia sytuacji? Może wystarczyłoby powiedzieć: „Daj spokój, nie bądź Mr Dąs”.

To akurat może podziałać jak dolanie oliwy do ognia. I za chwilę jesteśmy w kręgu przemocy. Gdy chronicznie złoszczący się usłyszy, że ktoś o nim mówi „Mr Dąs”, dopiero wybuchnie! Uzna, że ta osoba go lekceważy i bagatelizuje jego złość. Wyśmiewa się! 

Bywa, że w dialogu nieznanych sobie wcześniej ludzi jedna osoba powie coś, co w efekcie okazuje się niezręczne, bo reakcja jest jak hekatomba. 

Każdemu zdarzyła się kiedyś mimowolna gafa. Trudno przewidzieć, co kogo urazi, więc nie przejmujmy się tą hekatombą. Nie ma tu naszej winy, choć zazwyczaj czujemy się w podobnych sytuacjach bardzo niezręcznie i głupio. 

Czyli wszystko zależy od tego, jakie mamy intencje?

Tak. Jeżeli nie było moim zamiarem skrzywdzenie, dotknięcie czy choćby draśnięcie drugiej osoby, a tak się stało, trzeba przyjąć, że problem jest po drugiej stronie. 

Czasami zachowanie passive-aggressive wywołuje frontalny kontratak. Kto jest wtedy winien? Kto przegrywa?

Winien jest teoretycznie ten, kto zaczął, choć tak naprawdę zależy, co było w tej relacji wcześniej. Natomiast zdarza się, że zachowanie pasywno-agresywne wzbudzi u drugiej osoby huraganowy gniew, który wymyka się spod kontroli. Jeśli tej drugiej strony nie stać na ripostę równie celną, za to rzuca się z krzykiem i oskarżeniami ad personam, to mamy do czynienia z reakcją i argumentacją poniżej pasa. A to jest jeszcze gorszy od wyjściowego, najgorszy rodzaj pasywnej agresji. Bo wymawianie: jesteś taki czy inny odnosi się do osi czyjegoś jestestwa. I oznacza tak naprawdę przegraną tego, kto rzuca takie oskarżenia. 

Czy pasywna złość nie jest mimo wszystko lightowym wstępem do wprowadzenia cięższej artylerii?

Są cztery stopnie agresji i oczywiście na innym poziomie są kłótnie, a na innym awantury i obdukcje. Jednak słowo potrafi czasem boleć bardziej niż cios pięścią. Dlatego wersją light nazwałabym raczej spokojną rozmowę. Agresja pasywna na dłuższą metę również jest bardzo toksyczna.

Taką relację należy przerwać? 

Nikt nie jest skazany na drugą osobę. Wiele zależy od tego, jaka jest relacja, czego dotyczą wzajemne żale. Miałam pacjentkę, która nosiła w sobie żal do przyjaciółki o to, że za mało poświęcała jej czasu i uwagi. Dlatego postanowiła się odizolować. I to jest paranoja: czuje niedosyt, więc się odsuwa. Sprzeczność, a w dodatku taki przekaz: „Nie chcesz tak jak ja, to cię ukarzę”. Foch. 

Podobno najsubtelniejszą, a zarazem najokrutniejszą formą pasywnej agresji jest gaslighting.

To już jest przemoc i manipulacja mająca na celu wpływanie na czyjąś samoocenę i widzenie spraw. Jeśli ma to postać niegroźnego „przesadzasz”, gdy przedstawiamy swój punkt widzenia – pół biedy. Ale wyrafinowany manipulator potrafi przez dłuższy czas tak serwować na przemian życzliwość i gniew, że dezorientuje ofiarę. Chłonie ona każde słowa swojego, zwykle bardzo bliskiego oprawcy, również te sugestie, które ją dyskredytują, zaburzają poczucie własnej wartości. 

Według niektórych definicji do passive-aggressive należy np. szerzenie defetyzmu w pracy oraz każde zachowanie mogące mieć destrukcyjny wpływ na proces produkcji czy działania zawodowe. Czy to nie przesada?

Defetyzm to brak wiary w powodzenie jakiejś sprawy, w zwycięstwo. Skrajną formą tej niewiary będzie uleganie panice. Defetyzm może być różnie manifestowany. Jeśli pracodawca zauważy i rozpozna takie defetystyczne zachowania, najlepiej porozmawiać z pracownikiem. Zapytać, czego się boi czy boją się ludzie w realizacji powierzonego zadania. Defetyzm nie jest zachowaniem pasywno-agresywnym. To raczej objaw lęku. Ten zaś można rozbrajać.

***

Rozmowa z psycholożką Małgorzatą Słowik ukazała się w „Urodzie Życia” 2/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

6 uczuć, które świadczą, że padłaś ofiarą manipulatora! 

Nie chcemy wierzyć w to, że ktoś nami manipuluje. Ale co, jeśli tak właśnie jest? Pomóż sobie i uciekaj. A najpierw sprawdź, po czym poznać manipulatora.
Sylwia Arlak
29.05.2020

Manipulator po mistrzowsku operuje twoim poczuciem winy,  niszczy twoją samoocenę, jest ekspertem w dziedzinie biernej agresji.  Wg psychologów każdy z nas pozna w swoim życiu przynajmniej jednego z nich. jest duże ryzyko, że będziemy z nim w bliższej relacji: być może to będzie nasz szef, koleżanka w pracy, narzeczony albo mąż. Jak rozpoznać, że ktoś nam próbuje manipulować? Przede wszystkim zaufaj sobie i wsłuchaj się we własne uczucia.   1. Czujesz przy nim napięcie psychiczne Z pozoru nic się nie dzieje, nikt nie podnosi głosu, nie ma kłótni. A jednak  napięcie wisi w powietrzu. Nawet jeśli starasz się prowadzić rozmowę na bezpiecznym, neutralnym gruncie (żeby uniknąć ewentualnego spięcia), manipulator i tak znajdzie sposób, żeby cię zranić. To może być „zabawny” żarcik o twoich łydkach albo fryzurze, udawana troska o twój stan konta albo klasyczne wypominanie błędów sprzed lat. Manipulator jest superskuteczny we wzbudzaniu poczucia winy, bo doskonale wie, że gdy poczujesz się winna – łatwiej ulegniesz presji.  2. W jego towarzystwie jesteś niepewna Nie możesz uniknąć rozmowy, więc — dla świętego spokoju — próbujesz się z nim zgodzić. Ale to też nie pomaga. Wytknie ci każdy błąd i udowodni, dlaczego nie masz racji. Zawsze musi być lepszy od ciebie. Stawia się w pozycji mądrzejszego, bardziej doświadczonego. Jest zdania, że ma prawo kierować twoim życiem. On nie doradza, tylko wskazuje ci jedyną słuszną drogę. W dodatku niczego nie mówi w jasny, klarowny sposób. Woli niedomówienia i sugestie, które mają w tobie wzbudzić niepewność.  3. Masz wrażenie, że on cię poniża Jeśli czujesz, że ktoś cię poniża – to tak jest. Jeżeli czujesz upokorzenie – to masz powody, aby...

Czytaj dalej
Gaslighting
Adobe Stock

Gaslighting: okrutna forma przemocy emocjonalnej. Rozpoznaj i uciekaj!

Mówi się, że gaslighting to najsubtelniejsza, a przez to najgorsza forma przemocy psychicznej. Przestajemy ufać same sobie, tracimy pewność siebie, obwiniamy siebie o swoje cierpienie.
Sylwia Arlak
02.06.2020

Przed ślubem Paula była zwykłą, młodą kobietą. Wszystko się zmieniło, kiedy wyszła za mąż: pojawiły się urojenia, nocne omamy słuchowe, paranoiczne myśli. Przestała ufać swoim zmysłom, emocjom – uwierzyła, że jest chora psychicznie. Nie miała pojęcia, że padła ofiarą okrutnej manipulacji własnego męża – właśnie tak przedstawia się fabuła filmu „Gaslight”, nakręconego w 1944 roku. W roli Pauli wystąpiła Ingrid Bergman, która za udział w tym filmie otrzymała Oscara. To właśnie od tytułu filmu wzięła się nazwa gaslighting określająca technikę manipulacji doskonale znaną dyktatorom, przywódcom sekt czy patologicznym kłamcom.  Powiem ci, co masz myśleć i czuć Najprościej mówiąc, gaslighting polega na wmówieniu ofierze, że nie powinna sobie ufać: swojej intuicji, inteligencji. Gnębienie często jest bardzo subtelne i narasta stopniowo latami – dlatego często jest niemożliwe nawet wskazanie, kiedy się zaczęło. Niewierny mąż, który wmawia żonie, że ona „przesadza”, bo jest „histeryczką” i „wariatką”, stosuje właśnie tę metodę. Podobnie  zaborczy partner, który odcina kontakty z rodziną czy przyjaciółmi: „Naprawdę nie widzisz, jak oni cię wykorzystują?”. Matka, podcinająca skrzydła dorosłej córce, mobbingujący szef – gaslighting to jedna z najczęstszych i jednocześnie najbardziej wyrafinowanych metod manipulacji.  Dobra wiadomość jest taka, że możemy się przed tym bronić. Przede wszystkim musimy przyjrzeć się sobie. Wiedz, że mogłaś paść ofiarą gashlingu jeśli przestałaś ufać swoim osądom, a nawet  zaczynasz wątpić we własne zdrowie i tracisz pewność siebie. Zastanawiasz się, czy masz prawo czuć to, co czujesz. Czujesz się zdezorientowana, słaba, co w konsekwencji...

Czytaj dalej
rozmowa kobiet
Adobe Stock

6 toksycznych zachowań, które świadczą o biernej agresji

Spóźnialski, królowa dramatu, usłużny, żartowniś, „charyzmatyczny” szef? Kto stosuje wobec ciebie pasywną agresję? Rozpoznaj typowe zachowania i obroń się.
Aleksandra Nowakowska
22.05.2020

Bierna agresja to absolutna królowa przemocowych zachowań. Jest często tak wysublimowana, że jej ofiary nie zdają sobie sprawy, że mają z nią do czynienia, co więcej – także ci, którzy stosują bierną agresję, nie zawsze są tego świadomi! Jednocześnie to metoda, którą stosujemy wobec osób, których się boimy.  Robert Green, światowy autorytet w dziedzinie manipulacji, uważa, że sięgamy po pasywną agresję wtedy, kiedy brak nam odwagi do jawnej konfrontacji z życiem i z ludźmi. Ludzie, którzy stosują bierną agresję, najczęściej wykorzystują sześć typowych strategii. 1. Strategia subtelnej wyższości Przykładem tego typu biernej agresji może być notoryczne spóźnianie się do pracy czy na towarzyskie spotkania. Przy czym osoba, która w ten sposób postępuje, zawsze ma logiczne wytłumaczenie, a jej przeprosiny wydają się szczere. Często zapomina o ważnych terminach czy złożonych obietnicach i skutecznie unika odpowiedzialności. Źródłem tego rodzaju biernej agresji jest potrzeba dawania do zrozumienia sobie i innym o swojej wyższości. Gdyby taki agresor powiedział o tym wprost, naraziłby się na śmieszność, więc dąży do tego subtelnie, żeby inni to odczuli, a on w razie czego będzie mógł się wszystkiego wyprzeć. Jak się obronić: Prędzej czy później takie zachowanie budzi zrozumiałą irytację otoczenia. Ale jeśli ktoś oburzy się w odpowiedzi na stosowaną wobec niego strategię subtelnej wyższości, to on wyjdzie na spiętego i niesympatycznego. Pasywnych agresorów napędza wyprowadzanie z równowagi innych. Dlatego nie warto wpadać w gniew, spokojne argumenty też nie zadziałają. Dobrym sposobem poradzenia sobie z tym, jest równie subtelne naśladowanie ich zachowania. Tego typu agresora trzeba zostawiać na lodzie,...

Czytaj dalej