On młodszy, ona starsza: kobiety-kuguarzyce burzą stereotyp „normalnego związku”
Getty Images

On młodszy, ona starsza: kobiety-kuguarzyce burzą stereotyp „normalnego związku”

„Mamy dość poukładanego związku, w którym czasem nie możemy już na siebie patrzeć. Bo tak, niestety, czasami wyglądają związki, gdy jesteśmy w średnim wieku. Wtedy może pojawić się pragnienie, żeby spotkać kogoś młodszego, otwartego na nasze potrzeby”, mówi dr Alicja Długołęcka, seksuolożka.
Karolina Rogalska
14.06.2020

Związek premiera Francji Emmanuela Macrona z jego byłą nauczycielką od lat budzi sensację. O wiele większą niż małżeństwo Donalda Trumpa z młodszą o 24 lata Melanią. Relacja: starszy-młodsza jest w naszych oczach „normalna”, na miłość starszej kobiety i młodszego mężczyzny patrzymy podejrzliwie albo z politowaniem. Tymczasem dr Alicja Długołęcka, seksuolożka, przekonuje, że takie związki często są bardzo szczęśliwe i mimo różnicy wieku świetnie dobrane, zarówno pod względem psychicznym, jak i fizycznym.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Różnica wieku to nie wszystko

Karolina Rogalska: Starsza kobieta plus młodszy partner to konfiguracja, która nie ma w naszej kulturze dobrej prasy. Takie związki, choć coraz częstsze, obarczone są masą negatywnych stereotypów.

Dr Alicja Długołęcka: Na szczęście powoli to się zmienia. Od kilku lat w naszym języku funkcjonuje termin „kuguarzyca”, określający dojrzałą, atrakcyjną kobietę, która dobrze radzi sobie zawodowo, jest niezależna i prowadzi satysfakcjonujące życie seksualne, często z młodszym partnerem. Są to przeważnie osoby dobrze wykształcone, znające swoją wartość i układające sobie życie na własnych zasadach. Dzięki temu mogą mieć w nosie to, co inni mówią na ich temat.

Zresztą kobiety niezależne od zawsze robiły to, co chciały. Żyjące we wcześniejszych epokach arystokratki, artystki, kobiety wyzwolone też często miały znacznie młodszych kochanków, czasami wielu. Moim zdaniem w tym kontekście mamy problemem już na poziomie rozumienia pojęcia „związek”. Bo zwykle, jak myślimy o miłości, to takiej do końca życia, a jak o relacji, to „na zawsze”. I rzeczywiście, kiedy zaczynamy dorosłe życie i zakładamy rodzinę, planujemy dzieci, wspólny dom, kredyt itd. to ta kategoria jest dla nas bardzo ważna. Czasami bywa tak, że mijają lata i nasz związek się rozpadł lub trwa, ale kompletnie nie zaspokaja naszych egzystencjalnych i emocjonalnych potrzeb i wtedy może się okazać, że już nie długość, ale jakość relacji zaczyna być dla nas ważna. Robi się przestrzeń na osobę trochę z innego świata.

Młodszego kochanka?

Młodszego, starszego... Chodzi o to, żeby nie był to człowiek z tej naszej poukładanej i beznamiętnej rzeczywistości, gdzie już tak sobie zobojętnieliśmy w parze, że żyjemy jak brat i siostra. Albo tak się oddaliliśmy od siebie i skonfliktowaliśmy, że nie możemy na siebie patrzeć. Bo tak, niestety, czasami wyglądają nasze związki, gdy jesteśmy w średnim wieku. W tym momencie życia może pojawić się pragnienie, żeby spotkać człowieka otwartego na nasze potrzeby. Takie, których czasem przez całe życie się wyrzekałyśmy, spełniając marzenia rodziców, oczekiwania społeczne, dbając o potrzeby dzieci i partnera, wpasowując się w jakiś wzorzec.

Są kobiety, które w wieku średnim dochodzą do wniosku, że nie chcą żyć tak jak dotychczas i chcą o sobie decydować. Wcześniej nie miały takiej świadomości albo możliwości. Jest takie powiedzenie, że im kobieta starsza, tym bardziej wolna. Pod wieloma względami, ale przede wszystkim mentalnie. W wieku dojrzałym jesteśmy wreszcie paniami swojego umysłu.

Co wtedy?

Mam bardzo dużą grupę klientek, kobiet przeżywających rozczarowanie związkiem, które mówią: „To, co mam z partnerem, absolutnie mi nie wystarcza”, „Chcę poczuć siebie, swoje ciało. Zadbać o swoje potrzeby. Proszę mnie tego nauczyć”. To oczywiste, że czasami jest to niemożliwe z dotychczasowym partnerem, bo on nie ma na to ochoty, albo go już po prostu nie ma, bo odszedł do innego związku. W życiu kobiety pojawia się miejsce na coś nowego, ekscytującego i często będzie to właśnie młody mężczyzna ze swoją świeżością uczuć. Bo wbrew obiegowym opiniom – uogólniam tu bez bólu – fascynacja młodego mężczyzny starszą kobietą to jest najczęściej piękne uczucie, które nie ma nic z wyrachowania. Jest czystym zachwytem nad rozkwitłą kobiecością. I to jest bardzo dla tych kobiet pociągające. Taki mężczyzna zazwyczaj kocha szczerze, całym sobą, w piękny, młodzieńczy sposób.

Niektóre z nas nie doświadczyły takiego uczucia przez całe życie, bo np. bardzo szybko weszły w związek, żeby uciec z domu. Albo zaszły w nieplanowaną ciążę z kimś, kogo nie wybrały dojrzale i świadomie, i w tej relacji zostały. A tu pojawia się ktoś, kto okazuje nam szacunek, podziwia naszą urodę, osobowość, sposób bycia, klasę, której się nabiera z wiekiem itd. Do tego jest opiekuńczy, zwraca uwagę na szczegóły, dba o nie. Chodzi mi tu o banalne rzeczy, za którymi wszyscy – zarówno kobiety, jak i mężczyźni – tęsknimy: że ktoś włoży nam do torby kanapkę, bo wie, że długo pracujemy, albo zabierze dla nas koc na wycieczkę samochodową, gdy jedziemy za miasto. Przy takiej uważności na drugą osobę bliskość zupełnie inaczej wygląda. Można smakować każdą wspólną chwilę. Z młodym partnerem to się dzieje w sposób spontaniczny i naturalny, bo on nie zaznał jeszcze tej związkowej prozy życia, nie dopadły go cynizm i wyrachowanie. I to wszystko przekłada się także na seks.

Prof. Izdebski powiedział w wywiadzie dla „Urody Życia”, że kobieta przeżywa pełnię swoich możliwości seksualnych grubo po trzydziestce, a mężczyzna znacznie wcześniej. Gdy oboje osiągają wiek dojrzały, ich potrzeby się rozjeżdżają.

Z mężczyznami bywa w tych sprawach różnie. Ich libido bardziej niż z wiekiem, powiązane jest ze stanem zdrowia, kondycją fizyczną, ale też rozwojem duchowym, ponieważ u wielu świadomych mężczyzn jakość seksu rośnie wraz z nabywaniem dojrzałości. Ale to wymaga pracy nad sobą, a nie każdy ma na to ochotę i chce temu poświęcić więcej uwagi. U kobiet apetyt na seks rzeczywiście rośnie wraz z wiekiem. Jest to proporcjonalne do wzrostu świadomości swojego ciała, wyzbycia się ograniczeń, otwarcia na doświadczenia. Bo jak mamy te 40 czy 50 lat, to z reguły dobrze siebie znamy, wiemy, że pewnych rzeczy w sobie już nie zmienimy, i jest nam z tym OK, za to w innych obszarach się rozwijamy i świetnie nam to wychodzi. Na tym etapie życia marzymy o seksie uważnym, bogatym, długim i radosnym, a w sytuacji życiowej, w jakiej znaleźli się ludzie w średnim wieku, jest z tym ciężko. I wtedy wybawieniem może być młody kochanek, który jest zaangażowany emocjonalnie, zachwycony nami, daje wszystko, czego w danym momencie potrzebujemy.

Z różnych kobiecych warsztatów wiem, że część kobiet odkrywa te doznania w relacjach, które nie są dla nich szczególnie istotne w sensie układania sobie życia, ale mają ogromne znaczenie emocjonalne czy seksualne. Bo pomogły im rozkwitnąć pod względem duchowym i cielesnym.

To wszystko brzmi wspaniale. Ale myślę, że gdy decydujemy się na taką relację, musimy pokonać wiele barier i to zarówno społecznych, jak i tych w naszej głowie.

A ja myślę, że wcale nie musimy. Jak wchodzimy w taką relację, to zazwyczaj w takim momencie życia, w którym jesteśmy już od tego wszystkiego wolne. Zresztą, kogo to obchodzi, że ktoś się zakochał w młodszej osobie? I myśląc młodszej, mam na myśli różnicę wieku większą niż osiem, dziewięć lat. Bo kiedy ona jest mniejsza, to jeszcze zahaczamy o to samo pokolenie. Chodzi o muzykę, książki, styl życia, generalnie wzorce kulturowe, które nas kształtują w okresie dojrzewania. Takie pary to właściwie równolatkowie. Poważne różnice zaczynają się, kiedy partnerzy wywodzą się z innych pokoleń. Ale one też wcale nie muszą być przeszkodą, jeśli tylko uda im się stworzyć wspólny świat. Czasem ludzie od początku czują, że wbrew różnicy pokoleniowej łączy ich coś bardzo podstawowego. Mam na myśli namiętność, ale nie tylko erotyczną, także psychiczną, duchową, która jest tak silna, że wszystko inne przestaje być ważne.

Przekaz kulturowy jest taki, że za uleganie porywom namiętności, podążenie za tym impulsem kobiety są zwykle surowo karane. Patrz: „Anna Karenina”, „Niewierna”, „Notatki o skandalu”. Przykłady można by mnożyć.

No tak, ciekawe tylko, dlaczego nie ocenia się tak cynicznie i bezwzględnie mężczyzn za związki z młodymi kobietami, nawet gdy są bohaterami fikcji literackiej? Odnoszę wrażenie, że ta kara jest formą zazdrości. Im bardziej ktoś sam jest upupiony w swoim tradycyjnym, nieudanym związku – oczywiście nie zakładajmy, że każdy tradycyjny związek jest nieudany, bo nie jest – tym bardziej będzie uderzał w relacje, w których ludzie są poza pewną konwencją. Człowiek, który jest szczęśliwy w związku, raczej będzie zwracał uwagę na to, że inni też są szczęśliwi, a nie atakował ludzi, bo się w sobie zakochali.

A czy kiedy minie faza dzikiej namiętności i w takim związku zaczną pojawiać się normalne problemy dnia codziennego, to nie będzie trudniej z nimi walczyć? Osobom w „typowych” konfiguracjach jest chyba łatwiej, bo mają wsparcie otoczenia.

Z wieloma wyborami tak jest. To dotyczy nie tylko kwestii związanych ze związkiem, rodziną, ale w ogóle ze sposobem wyrażania siebie: wyborem zawodu, stylu życia, realizowaniem pasji, nawet kwestią posiadania dzieci. To oczywiste, że jeśli robimy coś, co społecznie uważne jest za nietypowe, to narażamy się na ostracyzm. Ale obyczajowość dość dynamicznie się zmienia. My, kobiety, możemy stanowić o sobie zaledwie od kilkudziesięciu lat. Czterdziestu, może pięćdziesięciu. Czyli od czasów, kiedy nasz byt przestał być uzależniony ekonomicznie od mężczyzn, a seks przestał oznaczać ciążę. Żyjemy w zupełnie innej rzeczywistości niż np. nasze babki. Myślę, że coraz większa powszechność zjawiska, o którym rozmawiamy, też jest owocem tych zmian. 

Mężczyźni od zawsze wchodzili w związki z dużo młodszymi partnerkami – i to niekoniecznie na całe życie i niekoniecznie na stałe. W ich przypadku ta kwestia jest już społecznie całkowicie oswojona. Natomiast jak się rozmawia o kobietach, to z założeniem, że one pragną związku z mężczyzną w ich wieku lub ciut starszym i „na zawsze”. A tak nie jest. Jak jesteśmy kobietami dojrzałymi i niezależnymi, to na pewnym etapie życia możemy dojść do wniosku, że w ogóle stały związek nie jest dla nas i zostajemy singielkąmi z wyboru. Możemy też pójść za potęgą uczucia i nawiązać fantastyczną nić porozumienia z dużo młodszym mężczyzną albo stwierdzić, że duchowo najbardziej nas porusza relacja z kobietą. Nie chodzi mi tu o propagowanie żadnych typowych bądź nietypowych związków, tylko o świadomość, że jak już życiowo osiągniemy stan wolności, to może się okazać, że mamy zupełnie inne potrzeby, niż nam się wcześniej wydawało.

Co z zazdrością? Czy przy takiej różnicy wieku nie narażamy się na wieczne udręki, niepewność: „Czy on nie znajdzie sobie kogoś w swoim wieku?”.

Problemy będą tu zasadniczo takie same, jak w każdym innym związku, bo tak naprawdę to my sami je generujemy. Jeżeli mamy niską samoocenę, to wybuchami zazdrości możemy równie dobrze zamęczyć swojego rówieśnika. Jeżeli mamy skłonność do zazdrości, to będziemy ją mieć w każdej konfiguracji.

Żyjemy w czasach ogromnej presji na młodość i atrakcyjny wygląd. Czy kiedy tak codziennie oglądamy to młode ciało obok swojego, starszego, to nie zaczynamy czuć się jeszcze starsi?

To jest tak samo, jak z zazdrością. Jeśli ktoś nie akceptuje upływu czasu, to będzie miał z tym problem, nawet będąc w relacji z dużo starszym partnerem. Albo z rówieśnikiem, który też może mieć obsesję na tym punkcie. I zacznie się sprawdzać na zewnątrz w obawie, że mu sprawność spada. Młodszy partner może nawet bardziej akceptować fizyczne zmiany w naszym wyglądzie, bo ta różnica była oczywista od początku. Z każdym tego typu argumentem odbiję piłeczkę. Bo te problemy, które pani tu wymienia, są w nas i sami musimy się z nimi uporać.

Ale prawdopodobieństwo, że któregoś dnia zostaniemy sami w takim układzie, jest wyższe. I to musi generować jakiś rodzaj lęku.

To logiczne, że w związkach, w których jest duża różnica wieku między partnerami, prędzej czy później ktoś zostanie sam. Trzeba się liczyć z tym, że ten starszy wcześniej umrze. Albo że młodszy, jak staniemy się starzy i niedołężni, będzie jeszcze w sile wieku i zechce ułożyć sobie życie z kimś innym. Jak wspomniałam na początku, to punkt wyjścia determinuje rodzaj relacji. Czyli my zwykle wiemy, na co się decydujemy, a świadomość nieuchronnego końca jest wpisana w tę przygodę już w momencie, w którym się ona zaczyna.

Jak ktoś kiedyś powiedział: „Życia nie liczy się ilością oddechów, ale ilością chwil, które zapierają dech”.

Można też w taki sposób pojmować życie. Niektóre z nas dokonują właśnie takiego wyboru. W tym kontekście przypomina mi się bardzo mądra piosenka Hemara „Człowiek, którego kocham”. Pięknie śpiewały ją wspaniałe, dojrzałe kobiety: Stanisława Celińska, Krystyna Janda, Iga Cembrzyńska, Magda Umer. Kobieta mówi tam młodszemu kochankowi, że przyszedł czas rozstania i że powinien teraz odejść. Puszcza go wolno, ale zawsze będzie przy nim, a on pozostanie dla niej kimś najbliższym na świecie. Wie, że w jakiś sposób go ukształtowała i że była kimś absolutnie ważnym w jego życiu. Ale w tym momencie ich drogi się rozchodzą. Ostatnia zwrotka brzmi:

Gdzieś za siódmą górą, siódmą rzeką
Głos twój znajdzie mnie
Choćbym była nie wiem jak daleko
Nie wiem z kim i nie wiem gdzie...
Przeszyje serce dreszcz – wołałeś mnie
Wybiegnę w śnieg i deszcz – wołałeś mnie
Scałuję twoje łzy
I powiem – trudno, los chciał tak...

Czyli nawet jeśli fizycznie nie będą już razem, to na zawsze pozostaną sobie bliscy. I tak też bywa w życiu. Jak powiedziałyśmy na początku, to nie są związki z kategorii „na zawsze”, ale czy z tego powodu trzeba z nich rezygnować? Jak często nam się w życiu przydarza taka namiętność?

Dr Alicja Długołęcka – seksuolożka, wykłada na Podyplomowych Studiach Wychowania Seksualnego na Uniwersytecie Warszawskim i Wydziale Rehabilitacji Akademii Wychowania Fizycznego.

***

Rozmowa z dr Alicją Długołęcką ukazała się w „Urodzie Życia” 12/2018

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
seks w związku
Adobe Stock

„Seks sam się nie ułoży” – dr Alicja Długołęcka mówi, jak zawalczyć o intymność 

„Kobiety, wchodząc w związek, podświadomie oddają się w ręce drugiej osoby. Oczekują, że to mężczyzna sprawi, że seks będzie super. A potem mają żal, bo coś je w życiu omija" – mówi seksuolożka dr Alicja Długołęcka.
Joanna Mielewczyk
07.07.2020

Kobiety wchodząc w związek czasem czują się tak, jakby były zwolnione z odpowiedzialności za własne życie. Dotyczy to również seksu, uważa seksuolożka dr Alicja Długołęcka. Za bardzo zdajemy się na partnerów. Za bardzo to oni wpływają na to, czy seks stanie się ważnym obszarem w naszym życiu. J oanna Mielewczyk: Przyzwyczajenie, rutyna, zmęczenie, brak uważności – pani doktor, czy dobrze szukam winnych powolnego odpuszczania i w końcu rezygnacji z seksu w związkach? Dr Alicja Długołęcka: Seks, jak i inne dziedziny życia, porównałabym do dobrych książek. Można je czytać we wczesnej młodości, ale niewiele się z nich rozumie. Podobnie jest z seksem. Wymieniła pani różne powody, a ja myślę, że pierwszym, podstawowym jest to, że wchodzimy w życie seksualne z jakimś o nim wyobrażeniem – z filmów, mediów, literatury, trochę z potocznej wiedzy opartej na stereotypach. Natomiast brakuje nam edukacji seksualnej, szczególnie skoncentrowanej na pozytywnych aspektach seksualności, związanych z jednej strony ze zmysłową radością, z drugiej z odpowiedzialnością. To wszystko sprawia, że podchodzimy do seksu życzeniowo. Zaczynamy eksperymentować i okazuje się, że jest jakoś tak inaczej. A tak w ogóle to rozmawiamy o kobietach czy o mężczyznach? O związkach. Ale skoro rozmawiają dwie kobiety, przyjmijmy kobiecą perspektywę. Rzeczywiście tak jest, że kobiety młode i te we wczesnym średnim wieku, kiedy pojawiają się dzieci, często zgłaszają niższy niż mężczyźni poziom potrzeb seksualnych. A to dlatego, że częściej są niezrealizowane seksualnie. Są aktywne, ale nie są spełnione. Nic więc dziwnego, że ich motywacja jest niska. Kiedy ideał zderza się z rzeczywistością, to rozbieżność jest tak podejrzanie duża, że traci się ochotę na seks. U kobiet rozbieżność jest większa...

Czytaj dalej
wielozadaniowość i stres
Getty Images

Sprzątamy, gotujemy, kupujemy, prasujemy a wieczorem – padamy. I się nie kochamy

„Niewiele osób wierzy, że o seks – tak jak o zdrowie, przyjaźń, aktywność fizyczną – trzeba dbać. Mam bardzo dużą grupę kobiet, które nazywam rozproszonymi. One często są „nieobecne” w czasie seksu, nawet jeśli spełniają potrzeby mężczyzny” – mówi dr Alicja Długołęcka, edukatorka seksualna.
Krystyna Romanowska
21.10.2018

Czy kobieca wielozadaniowość przeszkadza w seksie? „Kobiety zadaniowe będą miały kłopot z tym, żeby spędzać leniwie czas z partnerem. Zwłaszcza jeżeli on chce, żeby wspólnie się poprzytulać, popieścić, poeksplorować. Taki wymóg jest zagrażający, jest wybiciem ze stanu nieustannej zadaniowości”– mówi dr Alicja Długołęcka, seksuolożka. Krystyna Romanowska: Czy to normalne, że kiedy partner pieści kobietę, ona myśli gorączkowo: „Trzeba jeszcze wywabić plamę na kieszeni, zrobić jutro zakupy. A, i mam jeszcze do przygotowania ważną prezentację”? O czym to świadczy? Dr Alicja Długołęcka: Jestem ostatnią osobą, która wartościowałaby, czy coś jest w seksie normalne, czy nie, poza przypadkami klinicznymi, oczywiście. Mogę za to powiedzieć, że istotne jest to, czy to danej osobie przeszkadza albo wręcz uniemożliwia aktywność seksualną. Niektórym kobietom ciągły natłok myśli i obowiązków przeszkadza w czerpaniu przyjemności z seksu. Nie chodzi nawet o orgazm. Nie mogą się podniecić i wczuć w  erotyczną atmosferę. Początek zaczyna się w głowie: kobieta jest nieobecna. Dużo problemów seksualnych wiąże się z nieumiejętnością poddania się przyjemności. Nie umiemy się poddać, oddać chwili, nie potrafimy jej sobie dać i z niej czerpać. To dotyczy również innych aktywności –  nie potrafimy się wtedy zachwycać prostymi rzeczami. Czasami jesteśmy tak „wewnętrznie nakręcone”, że kiedy idziemy na spacer, myślimy, ile mamy jeszcze rzeczy do zrobienia, i pielęgnujemy w sobie poczucie winy, że powinnyśmy robić coś bardziej pożytecznego. Umawiamy się z  koleżankami i myślimy, że zaniedbujemy dzieci. Nie dajemy sobie czasu na spokojne poczytanie książki albo wypicie herbaty i popatrzenie na drzewa. Ciągle jesteśmy gdzie...

Czytaj dalej
para na schodach
getty images

Dobry seks ma niewiele wspólnego z orgazmem. Ważniejsza jest bliskość i przyjemność

Kobiety często przychodzą do gabinetów seksuologicznych z problemem, którego źródło jest poza seksem. Czują się nieważne, niekochane, nieatrakcyjne, zabiegane, zestresowane. Ich ciało mówi seksowi „nie” – mówi dr Alicja Długołęcka.
Anna Zych
02.02.2020

Dla kobiety seks to nie tylko akt fizyczny. To przede wszystkim potwierdzenie miłości, akceptacji, adoracji, bezpieczeństwa. Nie oznacza to jednak, że w kontaktach intymnych nie zależy nam na przyjemności. Wręcz przeciwnie. Chcemy przeżywać rozkosz i nie wstydzić się o tym mówić głośno. Anna Zych: Na co skarżą się kobiety, które przychodzą do pani, niezadowolone ze swojego życia seksualnego. Czego chcą? Jak według nich powinien wyglądać seks, by miały z niego satysfakcję?  dr Alicja Długołęcka: Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie. Przede wszystkim seks nie jest czymś wyizolowanym. W życiu łączymy go z różnymi potrzebami. Angażując się w relację seksualną, my, kobiety, bardzo często oczekujemy „czegoś jeszcze”. Np. tego, czego nam bardzo często brakuje: adoracji, zainteresowania, miłości, rozładowania napięcia. Liczymy na to, że poprzez seks w jakiś sposób to dostaniemy, poczujemy się pożądane i piękne. W zależności od tego, do jakiego stopnia ta potrzeba jest niezaspokojona w naszym życiu, czyli jak same siebie postrzegamy, jaki mamy poziom kompleksów, to będzie generowało nasze oczekiwania wobec relacji seksualnej.  Czyli jeśli mam kompleksy, źle się czuję w swojej skórze, to tak naprawdę mam mniejsze oczekiwania wobec partnera? Mniej oczekuję od seksu?  Chodzi mi o coś innego: jeśli będę nienawidziła cellulitu, swojego brzucha, ciała, to będę oczekiwała, że w relacji intymnej partner będzie mnie tak adorował, że te odczucia znikną. Po pierwsze jest to złudne, bo żaden partner tego nie zmieni. Co więcej, te oczekiwania będą generowały problemy seksualne, bo bardziej skupimy się na tym, żeby dostać adorację, uważność – coś, co określamy raczej jako miłość, niż przyjemność seksualną wynikającą z otwartości i zaufania. A...

Czytaj dalej
Relacje w związku
getty images

Głaskaj, tul, dotykaj: sekret dobrego związku polega na bliskości, a nie na seksie

Kochasz? Więc tul i głaskaj – mówi seksuolożka, dr Alicja Długołęcka. Nawet jeśli już odzwyczaiłaś się od czułego dotyku, możesz wrócić do tego i na nowo doceniać bliskość.
Karolina Rogalska
04.01.2019

Dotyk daje nam wszystko, co w życiu najważniejsze – poczucie bezpieczeństwa i błogości wynikające z bliskości z drugą osobą. A do tego działa uzdrawiająco. Na poziomie fizjologicznym wzmacnia cały układ immunologiczny. To najlepsza i najtańsza terapia – mów i dr Alicja Długołęcka, seksuolożka, wykładowczyni na Podyplomowych Studiach Wychowania Seksualnego UW i AWF, autorka licznych publikacji, podręczników i książek. Przeczytaj wywiad: Karolina Rogalska: Prof. Zbigniew Izdebski w rozmowie z „Urodą Życia” powiedział, że wielu pacjentów skarży się na brak czułości, przytulania i dotyku w bliskich relacjach, bo kontakt fizyczny z partnerem sprowadza się głównie do pieszczot w seksie. Podobno wśród tych osób jest wielu mężczyzn. Dr Alicja Długołęcka: Myślę, że na tym polu psuje się wiele relacji. Jesteśmy dziś bardzo samotni. My, czyli ludzie żyjący w kulturze dualizmu, w której umysł i ciało przedstawia się jako dwa odrębne byty, a role płciowe są ściśle określone. Część kobiet kompensuje sobie potrzebę dotyku i bliskości poprzez macierzyństwo, zanurzając się w bliskich, fizycznych relacjach z dziećmi. Mężczyźni zaś, wchodząc w fazę dojrzewania, są gwałtownie odcinani od dotyku. Jego miejsce zostaje w seksie i walce. A jeśli chodzi o czułość, to obie płcie potrzebują jej tak samo całe życie. Kilkanaście lat temu były robione badania na prostytutkach. Z relacji tych kobiet wynikało, że wielu klientów przychodzi do nich nie po wyrafinowane lub ostrzejsze formy seksu, ale po przytulanie, głaskanie, możliwość wspólnego zaśnięcia. Po czysty dotyk. Ten przykład pokazuje, jak to kulturowe rozdzielenie umysłu i ciała spowodowało, że wszelkim formom dotykania nadaje się kontekst seksualny. Ze szkodą dla seksu i ze szkodą dla dotykania. Czyli? Jeżeli...

Czytaj dalej