Od zakochania do fazy pustego związku. Co zrobić, żeby miłość się nie wypaliła?
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Od zakochania do fazy pustego związku. Co zrobić, żeby miłość się nie wypaliła?

W pustym związku nie ma już namiętności i intymności. Pozostały same zobowiązania. Sylwia Sitkowska i Andrzej Gryżewski w swojej najnowszej książce „Niekochalni. Lęk przed bliskością ”, radzą, jak do tego nie dopuścić.
Sylwia Arlak
15.07.2020

Wspólne dzieci, mieszkanie, kredyt, ale bez czułości, intymności i chęci spędzania razem czasu. Tak opisują fazę pustego związku psychologowie Sylwia Sitkowska i Andrzej Gryżewski. W swojej najnowszej książce „Niekochalni. Lęk przed bliskością” (wyd. Rebis) przytaczają klasyczną teorię miłości Roberta Stenberga. Według znanego amerykańskiego psychologa każdy związek przechodzi podobne fazy, a jeśli nie będziemy uważni, ostatecznie może znaleźć się w punkcie związku pustego.

Pierwsza faza to faza zakochania, podczas której najsilniej działa namiętność. Druga to faza, kiedy gorączka pożądania już nieco opada, ale za to wzrasta intymność. Partnerzy budują bliskość między sobą, chcą spędzać ze sobą każdą wolną chwilę i lepiej się poznać. Wtedy pojawia się decyzja o utrzymaniu związku bądź o zakończeniu relacji.

Trzecia faza to związek kompletny, w której występują już wszystkie trzy składniki relacji: namiętność, intymność i zaangażowanie. Wtedy najczęściej pojawia się propozycja ślubu, wspólnego mieszkania, często też dzieci. „Zobowiązanie rośnie przy jednoczesnym istnieniu intymności oraz zaangażowania. Koniec tej fazy wyznacza ustanie namiętności” — pisze Sylwia Sitkowska.

Czwarta faza to związek przyjacielski. „Dla osób, które utożsamiają miłość z namiętnością, jest to moment określany jako koniec miłości. Jednak badania pokazują, że dla wielu ludzi faza związku przyjacielskiego jest najbardziej satysfakcjonującym okresem wspólnego życia. Dominujące są tu zobowiązanie oraz intymność. Zobowiązanie jest w dużym stopniu zależne od nas, intymność —  w stopniu nieco mniejszym, dlatego zachęca się partnerów, aby właśnie o te elementy, czyli o zaufanie, wzajemną pomoc, okazywanie sobie sympatii dbali przez cały czas trwania związku najbardziej” — dodaje psycholog.

Dbając o relację, możemy uniknąć przejścia związku w kolejną fazę — związku pustego. „Część par, które znalazły się w fazie piątej, decyduje się na przejście do fazy szóstej, czyli... rozstania. Jednak niektórzy, mimo przejścia do fazy piątej, nie starają się „powalczyć” o odbudowę intymności i powrócić do fazy czwartej, ale też nie przechodzą do fazy rozstania” — wyjaśnia autorka.

Autorzy książki „Niekochalni. Lęk przed bliskością” podkreślają, że warto też rozróżnić związki pod względem stażu. Jeśli w każdym kolejnym związku po kilku latach czujemy, że jesteśmy w fazie pustej relacji, być może coś jest nie tak z naszym podejściem do związku. Warto się wtedy zastanowić, czy nie mamy problemu z nawiązywaniem długotrwałej bliskiej relacji – może to być np. spowodowane syndromem DDA albo innymi obciążeniami emocjonalnymi. Możemy też zdecydować się na nawiązanie pustego związku, kiedy czujemy się poturbowani po przeszłych relacjach.

Co innego, gdy w takiej sytuacji znajdują się małżonkowie po trzydziestu latach wspólnego życia. „Myślę, że to niejako »normalne«, jakkolwiek to brzmi. Warto wtedy uruchomić środki zaradcze” — podkreśla Andrzej Gryżewski.

Katarzyna Miller: „Romantyczna miłość jest tylko na chwilę, jeśli w nią wierzycie, przegracie”

Co zrobić, żeby nie przejść w fazę pustego związku?

  1. Znajdujcie czas tylko dla siebie. Minimum raz na dwa tygodnie zorganizujcie sobie randkę, na której nie będziecie poruszać żadnych trudnych tematów. Choćby się waliło i paliło, znajdźcie czas tylko we dwoje. I nie – spacer z wózkiem to nie jest to, o czym mówią psycholodzy.
  2. Rozmawiajcie na bieżąco o tym, co was boli. To moment na trudne sprawy. Pamiętajcie przy tym o prostej i przy tym najtrudniejszej zasadzie: kiedy jedna osoba mówi, druga naprawdę, uważnie i z życzliwością słucha, a nie obmyśla riposty.
  3. Pamiętajcie, że „gracie do tej samej bramki”. Jesteście w jednej drużynie, nawet jeśli nie zawsze się ze sobą zgadzacie. Nie chodzi o to, żeby nie było nieporozumień, ale żeby konstruktywnie je rozwiązywać.
  4. Bądźcie dla siebie uprzejmi. Czasem jesteśmy milsi dla obcej osoby niż tej najbliższej.
  5. Bądźcie czujni na „czterech jeźdźców Apokalipsy” – czyli na zachowania, które niszczą bliskość.

Czterech jeźdźców Apokalipsy Jana Gottmana

Autorzy książki „Niekochalni. Lęk przed bliskością” przypominają podział niebezpiecznych zachowań w związku. Słynny badacz John M. Gottman nazwał je „czterema jeźdźcami Apokalipsy”. Należy do nich: krytykowanie („bo ty zawsze”, „bo ty nigdy”), defensywność, zamykanie się w sobie i pogarda (wyśmiewanie, nieprzyjemne żarty, z których śmieje się tylko jedna osoba, sarkazm, pogarda, upokarzające uwagi). To najczęstsze oznaki postępującego rozpadu związku, które wcześniej czy później doprowadzą do rozwodu. Co zrobić, by nie zwyciężyli? 

  1. Opisuj, nie oceniaj (np. „gdy powiedziałam to i to, zamilkłeś”, a nie: „no i znowu nic nie mówisz”).
  2. Dąż do rozwiązania, a nie kontroli. Nie skupiaj się na szczegółach, które za jakiś czas okażą się zupełnie nieistotne.
  3. Bądź empatyczna, nigdy agresywna. Zawsze próbuj zrozumieć, dlaczego twój partner zachowuje się tak, a nie inaczej. W ten sposób łatwiej będzie ci reagować tak, aby jednoczyć, a nie konfrontować.
  4. Bądź otwarta i ciekawa, a nie pewna swego (uwagi typu: „Nie musisz kończyć. Wiem, co chcesz powiedzieć”, „bo ty tak zawsze”, „nawet nie muszę pytać, bo znam twoją odpowiedź” zamykają drogę do jakiejkolwiek rozmowy. Zamiast tego zapytaj, dlaczego twój partner nie chce czegoś zrobić).
  5. Panuj nad złością. Jeśli nie będziesz kontrolować emocji, możesz zniszczyć nawet najlepszą relację.
 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

„Po pierwsze przyjaciele…” Zobacz, co robić, żeby dać sobie szansę na szczęśliwsze życie

„Celem naszego życia jest bycie szczęśliwym” — powiedział kiedyś Dalajlama. Niestety, większość ludzi nie czuje szczęścia z bardzo prostego powodu. Szukają go tam, gdzie go nigdy nie znajdą.
Sylwia Arlak
14.07.2020

Życie składa się z wielu przeciętnych momentów, ale nawet te spektakularne nie zmienią naszego życia na dłużej. Z badań psychologa, doktora Ed Dienera wynika, że wygrana na loterii nie wpłynie znacząco na nasze długofalowe poczucie szczęścia. Ta zasada działa też w drugą stronę: jeśli ulegniemy wypadkowi, nie będziemy smutni do końca naszych dni. Po pewnym czasie wrócimy do pozycji wyjściowej. Nie będziemy ani mniej, ani bardziej szczęśliwi niż przedtem. Co możemy sami dla siebie zrobić? Najlepiej wziąć sprawy we własne ręce. Dobrą wiadomość ma dla nas Sonja Lyubomirsky, profesorka psychologii, badaczka i autorka książek o szczęściu. W swoich badaniach wykazała, że faktycznie możemy podnieść swój poziom szczęścia, o ile oczywiście wiemy, jak to zrobić. Okazuje się, że wszyscy mamy genetyczne predyspozycje do bycia szczęśliwym (bądź nieszczęśliwym). Naukowcy spierają się o dokładne dane, ale większość z nich skłania się ku tezie, że dziedziczymy około 50 proc. szczęścia.  Nie chodzi tu o zewnętrzne okoliczności, na których często skupiamy się najbardziej: pieniądze, status, praca, samochody, piękny dom. Dd Diener, który studiował szczęście przez całe życie, porównał ludzi z listy najbogatszych Amerykanów z „przeciętnymi obywatelami”. Okazało się, że milionerzy byli tylko odrobinę szczęśliwi od reszty. 37 proc. z nich było mniej szczęśliwych niż przeciętni obywatele USA. Nie jesteśmy w stanie kontrolować genetyki i mamy tylko częściowy wpływ na zewnętrzne okoliczności. To, co możemy zrobić, to zmienić swoje myśli albo zmienić swoje działania. Oto kilka przykładów: Myśli: Pielęgnuj wdzięczność. Przypominanie sobie rano lub wieczorem trzech rzeczy, za które jesteś wdzięczna, to...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Plotkowanie wcale nie jest takie złe? Przynajmniej dla tych, którzy plotkują

Większość z nas myśli, że plotki to nic innego, jak złośliwe obgadywanie czy rozprzestrzenianie mało sprawdzonych informacji. Ale psychologowie często definiują je szerzej, jako „rozmowy o ludziach, których nie ma obok”. Przekonują, że plotkowanie może nam wyjść na dobre.
Sylwia Arlak
14.07.2020

Choć niełatwo jest nam się do tego przyznać, uwielbiamy plotkować. Badanie z 1993 roku wykazało, że mężczyźni przez 55 proc. czasu rozmowy skupiają się na innych ludziach, kobiety  — aż przez 67 proc. Jak jednak przekonuje Megan Robbins, adiunktka psychologii na Uniwersytecie Kalifornijskim w Riverside, plotkowanie nie jest jedynie cechą ludzi małostkowych i złośliwych. „Plotkowanie to też zwyczajne, niewinne rozmowy o tych, których nie ma obok nas. To coś, co przychodzi nam bardzo naturalnie. To integralna część rozmowy, wymiana informacji, a nawet sposób na budowanie społeczności” — mówi Robbins, cytowana przez „New York Times”. Czy plotkowanie może być dobre? „To niekoniecznie coś negatywnego” — wtóruje amerykańskiej psycholożce David Ludden, profesor psychologii. W badaniu opublikowanym w 2019 roku w czasopiśmie „Social Psychological and Personality Science” Robbins odkrył, że na plotkowaniu spędzamy średnio 52 minuty dziennie (badanie przeprowadzono na 467 osobach). Trzy czwarte tego czasu poświęcamy na tzw. plotki neutralne. Tylko niewielką część analizowanych rozmów, około 15 proc uznano za plotki negatywne (choć plotki pozytywne stanowiły jeszcze mniejszą część, jedynie 9 proc). Niektórzy badacze twierdzą, że plotki pomogły przetrwać naszym przodkom. Ludden dodaje, że współcześnie stanowią źródło informacji o innych ludziach. Umożliwiają rozpowszechnianie cennych informacji w bardzo dużych sieciach społecznościowych. „To pomocne, gdy sieć jest na tyle duża, że sami nie jesteśmy w stanie wszystkiego zaobserwować” — wyjaśnia psycholog. Plotkowanie sposobem na samotność? Badacze podkreślają też, że dzięki plotkom dowiadujemy się, co jest społecznie akceptowalne, a co nie. Na...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Kłótnia w związku – lepsza niż małe,codzienne sprzeczki

Kłótnia czasem pomaga lepiej się poznać. Zaakceptować nie tylko zalety, ale i wady partnera. Lepiej się nawykłócać, nagadać, niż tonąć w codziennym rozdrażnieniu.
redakcja „Uroda Życia”
13.07.2020

Kiedy się poznajemy wszystko jest cudowne. Ale po jakimś czasie bycia razem zaczynamy dostrzegać słabości i wady partnera, to co kiedyś wzruszało, drażni. Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz w swojej nowej książce „Pięknie podzieleni. Jak uwolnić związek od codziennych sprzeczek i nieporozumień” piszą, że kobiety, kiedy przychodzą po poradę często wyznają, że marzy im się, by partner był taki „jak na początku”. A to przecież niemożliwe, bo pierwszy etap miłości ma swoje prawa i już do takiego stanu zauroczenia sobą nie wrócimy. Musimy w pewnym momencie zobaczyć naszego realnego partnera, a nie nasze wyobrażenie o nim. Poza tym wszyscy się zmieniamy. W pewnym sensie trzeba nauczyć się siebie od nowa czy też nauczyć się bycia ze sobą. Zaakceptować, że nasz partner to nie jest rycerz na koniu ani jakiś święty mikołaj, któremu podstawimy pod nos listę życzeń. Tylko nasz (nie)zwykły Wojtek, Grzesiek czy Błażej. Ze wszystkimi swoimi zaletami, ale i słabostkami - tłumaczą Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz. Kłótnia w związku: nauczyć się bycia ze sobą Tracimy immunitet wyjątkowości. W głowie pojawiają się myśli: co się z nim dzieje?, co z nami jest nie tak? Partner już się nie stara. A po co? Wszak odbył już taniec godowy. Już ją zdobył. Zaklepał. Już jest jego na zawsze. Co się będzie dalej wydurniał i piórka stroszył. Ona z kolei staje się coraz bardziej roszczeniowa i zrzędliwa, bo to, na co zupełnie nie zwracała uwagi na etapie zauroczenia, najwyraźniej zaczyna ją mierzić - tłumaczą Monika Janiszewska i Katarzyna Kucewicz. Teraz trzeba usiąść, nagadać się, czasem nawykłócać, czasem pomilczeć. Spraw do przegadania będzie mnóstwo. Kto robi zakupy? Kto zajmuje się domowymi zwierzakami? Kto jest od sprawdzania szkolnych zeszytów, a kto zawozi dzieci na...

Czytaj dalej