Pędzisz, gnasz i lecisz na złamanie  karku? Zwolnij! Powolność to nasz nowy trend
Getty images
#lepszeżycie

Pędzisz, gnasz i lecisz na złamanie  karku? Zwolnij! Powolność to nasz nowy trend

"Problem w tym, że większość z nas traktuje odpoczynek jako próżniactwo".
Anna Król
04.01.2019
Ciągle pędzimy. A przecież jest coraz więcej dowodów, że wygrywają ci, którym się nie spieszy. To oni dostają lepszą pracę, są zdrowsi, bardziej twórczy i zadowoleni z życia. Dlatego nie ma dzisiaj nic pilniejszego do zrobienia niż zastanowienie się nad pytaniem: „Jak wypisać się z obsesji pośpiechu i szczęśliwie żyć w swoim rytmie?”. Przeczytaj nasz tekst i zobacz, jak wejść na drogę zadowolonej z siebie i pewnej swojej wartości kobiety.
 
Na jednym z facebookowych memów dwie małe dziewczynki stoją na przystanku szkolnego autobusu z nosami w kalendarzykach. Jedna mówi do drugiej: „Okay, przesunę balet godzinę wcześniej, przełożę gimnastykę i odwołam fortepian. Ty przeniesiesz skrzypce na czwartek i urwiesz się z piłki. W ten sposób w środę będziemy mieć czas od 15.15 do 15.45, żeby się pobawić”. Zabawne? Owszem.
– Ale gdy przestaniemy się śmiać, zadajmy sobie pytanie: „Czy ja nie jestem taką dziewczynką?” – mówi Katarzyna Kucewicz, psychoterapeutka i autorka właśnie wydanej książki „Zakupoholizm. Jak samodzielnie uwolnić się od przymusu kupowania”. – Czy życie w biegu, z kalendarzem poupychanym co do godziny nie jest dla mnie normą? Czy nie mam w środku takiej małej dziewczynki, która boi się, że jak pozwoli sobie na „bawienie się”, to usłyszy od mamy, że jest leniwa, a od taty, że nic w życiu nie osiągnie? Wiele z nas, spieszących się i zapracowanych kobiet, stara się zasłużyć na aprobatę i podziw innych, myśląc, że drogą do tego jest nieustanny wysiłek, mówienie wszem wobec: „Jestem potwornie zajęta”.
 
Tymczasem coraz więcej badań pokazuje, że wytężona praca, brak wakacji i wolnych weekendów wcale nie łączy się z efektywnością i sukcesem.
 
– Według Międzynarodowej Organizacji Pracy godzina „przy biurku” belgijskiego, francuskiego czy norweskiego pracownika przynosi większe efekty niż ta sama godzina Amerykanina, który w pracy spędza więcej czasu niż Europejczyk – podkreśla Carl Honoré, guru ruchu slow life, brytyjski publicysta i autor książek „Pochwała powolności” czy wydanej ostatnio „Bez pośpiechu”. – Fakt, że pracuje się mniej, często oznacza, że pracuje się lepiej. Zdrowy rozsądek podpowiada to samo, co badania: człowiek zmęczony, zestresowany, nieszczęśliwy także jest mniej wydajny. Osoby, które pracują za dwoje, szybciej się poddają w obliczu trudności i są mniej wytrwałe w dążeniu do celu w porównaniu z pracownikami, którzy w ciągu dnia znajdują czas na nicnierobienie. Ci ostatni mają szanse na kreatywne rozwiązanie problemów i osiągnięcie celów.
 
– Nie dziwi mnie to, bo pomysły, które wpadają wtedy, gdy nie mamy nic do zrobienia i nudzimy się, często są niesztampowe – dodaje Kucewicz. – Czas wolny to czas na swobodne myślenie o tym, co chcemy, na snucie marzeń i myślenie o niebieskich migdałach. To uwolnienie umysłu z rygoru zadań do wykonania i lęku, że się nie wyrabiamy. On się odwdzięcza twórczymi ideami i klarownym myśleniem, co zrobić, żeby je wcielić w życie.
 
Test wiedzy na Dzień Matki! Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Ruszaj się wolno

– Problem w tym, że większość z nas nie potrafi porządnie wypoczywać, bo podświadomie traktujemy odpoczynek jako próżniactwo – mówi profesor Dalton Conley, socjolog z Uniwersytetu Nowego Jorku. – Relaks jest usprawiedliwiony tylko wtedy, gdy w jego trakcie robimy coś pożytecznego. Nicnierobienie budzi poczucie winy, że marnujemy czas, zamiast np. dbać o kondycję, poprawiać swoje wyniki, biegać coraz dłużej i szybciej. W efekcie tak modne ostatnio bieganie służy ideologii, która wmawia nam, że jeśli jesteśmy szybsi niż inni i cały czas pracujemy nad pokonywaniem własnych ograniczeń, na mecie czeka na nas zawodowe i osobiste spełnienie. Jeśli nie czeka, to nasza wina, bo staraliśmy się za słabo. Trzeba wiec docisnąć i... biec szybciej. Nasi przodkowie biegli, gdy uciekali przed zagrożeniem lub gonili za zwierzyną.
 
Kiedy my biegniemy, nieświadomie włączamy ten pierwotny mechanizm: „uciekaj lub goń” i wzmacniamy przekonanie, że szybkie tempo to norma. Ale podczas biegu nikt nie tworzy wierszy, nie maluje obrazów, nie wymyśla nowych teorii, nie kocha się. Bo do tworzenia i kochania potrzebujemy głowy wolnej, a nie zajętej wertowaniem kalendarza i robieniem kilku rzeczy naraz. Uwolnić się od nadmiaru myśli, lęków i zadań pomogą nam spacery.
 

Dotykaj, rozglądaj się

Jak pisze Frédéric Gros, francuski filozof i autor książki „Filozofia chodzenia”: „Dla tych, którzy chcą zwolnić, nie wymyślono niczego lepszego niż chodzenie. Nie wymaga umiejętności ani techniki, ani sprzętu, ani pieniędzy. Wystarczy ciało, przestrzeń i czas, żeby uspokoić się, poczuć jedność z naturą i radość. Gdyby w życiu chodziło tylko o szczęście, to jako gatunek dawno byśmy wymarli. Liczy się też poczucie sensu, wierność wybranym wartościom, sumienie, honor.
 
Gdy spacerujesz, poczuj, jak twoje stopy dotykają ziemi, rozglądaj się wokół, obserwuj drzewa, trawę, rośliny, niebo, budynki. Miej swoje stałe trasy i za każdym razem, gdy je przemierzasz, obserwuj, co się zmieniło, co pozostało takie samo. To jedno z najzdrowszych ćwiczeń uważności, bo wycisza umysł, uspokaja ciśnienie i wzmacnia serce. Nic więc dziwnego, że osoby, które dużo spacerują, mają lepszą kondycję i wyglądają młodziej od rówieśników nieskłonnych do spacerów.
 
 
Do spacerów dobrze dodać proste ćwiczenie zalecane przez Daisy Lee, mistrzynię qigongu i twórczynię Qigong Promienny Lotos, specjalnych ćwiczeń dla kobiet. Stań wygodnie lub się połóż, uśmiechnij się do siebie i z tą energią radości wolno przeskanuj całe ciało od stóp do głowy, uśmiechając się do kolan, bioder,
macicy, narządów wewnętrznych, serca, gardła, oczu i ust. To ćwiczenie dobrze jest zrobić po przebudzeniu, bo pomaga zacząć dzień z pozytywnym, zrelaksowanym nastawieniem do siebie. Nie tylko rozjaśnia myśli, ale też spojrzenie, co przy okazji dodaje urody i uroku oraz siły do powiedzenia: „Stop” swojemu zabieganiu.
 

Posłuchaj siebie

– Szybkość jest często metodą ucieczki i zagłuszaniem poczucia, że coś w naszym życiu nie działa – mówi Carl Honoré. – Zamiast zatrzymać się i skonfrontować z problemami, unikamy ich, biegnąc coraz szybciej. Nie przypadkiem ostatnie stadium przed wypaleniem zawodowym opisywane jest jako nagłe przyspieszenie służące temu, żeby nie dostrzegać problemu, który nam doskwiera.
 
 
– Rozumiem ludzi, którym trudno się zatrzymać i pobyć tak zwyczajnie samym ze sobą, bez biegania od jednego zajęcia do drugiego – dodaje Kucewicz. – Wbrew pozorom jest to bardzo trudne. Bo nieustanna aktywność służy temu, żeby nie skupić się na sobie, na tym, co ja czuję, czego chcę, a czego nie chcę. Jest napędzana lękiem, że jeśli się zatrzymam, to nie tylko zostanę z tyłu, gorsza, ale do głosu dojdą dawne zranienia i niewyleczone rany, o których nie chcę myśleć. Dlatego trzeba odwagi, żeby stanąć i spojrzeć w głąb siebie. Często potrzeba kogoś, kto nam w tym pomoże: terapeuty, przyjaciela, duchowego przewodnika. Jeśli jednak to zrobimy, nagrodą będą: dbałość, szacunek i miłość dla siebie. Widzę, jak moje pacjentki rozkwitają, gdy poczują, że zasługują na to, żeby sprawiać sobie przyjemności.
 
 
– Zatrzymaj się i postój sama ze sobą na przystanku, w autobusie lub przy oknie, nie słuchaj wtedy muzyki, nie szukaj niczego w internecie, nie odpisuj na SMS-y, nie dzwoń – psychoterapeutka radzi, jak wejść na drogę zadowolonej z siebie i pewnej swojej wartości kobiety. – Stań mocno na nogach i poczuj ziemię. Skoncentruj się na stopach, ramionach, brzuchu, na tym, jak się czujesz. Rozejrzyj się wokół. To ćwiczenie wydaje się proste, ale zdumiewające jest, jak trudno to zrobić. Gdy pacjenci przychodzą i krytykują się: „Nie dałem rady, jestem do niczego”, odpowiadam, że to trzeba ćwiczyć. Dziś wytrzymasz ze sobą minutę, jutro dwie, a za miesiąc pójdziesz na godzinny spacer do lasu i zrelaksujesz się jak nigdy dotąd.
 
W zwolnieniu pędu pomoże trik z telefonem: kiedy dzwoni, nie pędzimy, żeby odebrać. Tylko bierzemy oddech, uśmiechamy się i nastawiamy na miłą rozmowę, niezależnie od tego, kto dzwoni. Odbieramy po kilku sygnałach, spokojnie. Nawet tego nie zauważymy, ale to pozwoli nam poczuć się swobodniej.
 

Baw się i gotuj z kalendarzem

Sferą, na którą szczególnie warto zwrócić uwagę na naszej drodze do wolniejszego i szczęśliwszego życia, jest przygotowywanie dla siebie posiłków. To wcale nie jest proste w świecie półproduktów, cateringu i tlącego się w tyle głowy przekonania: „Kobieta nowoczesna jest zajęta rzeczami ważniejszymi niż pichcenie”. – Łatwo przyzwyczaić się do wygody: mam dietetyczny obiad w pudełku, nie muszę gotować, zmywać – dodaje psychoterapeutka, przyznając, że sama ma zwyczaj zamawiania lunchboxów. – Za tą wygodą stoi nie tyle lenistwo, ale też zmęczenie z powodu szybkiego tempa życia i potrzeba, żeby ktoś się mną zaopiekował. Podświadoma satysfakcja, że ktoś dla mnie gotuje i mnie karmi jak w dzieciństwie robiła to mama lub babcia. Nie bez znaczenia jest też moda na catering, za którą stoi przekaz: jestem kobietą na czasie, kobietą, którą stać na dostosowane do swoich potrzeb, zdrowe posiłki. Przerwanie tego zwyczaju jest bardzo trudne. Dlatego warto zacząć od gotowania dla siebie i bliskich w weekend. Zamiast pędzić na maraton lepiej pójść na targ, potraktować to jako okazję do spaceru z rodziną lub przyjaciółmi, ugotować coś dobrego, a po obiedzie... zaplanować następny tydzień.
 
To nie pomyłka. Na nicnierobienie trzeba mieć czas. Na początku można potraktować to jak ćwiczenie relaksacyjne. Z czasem czas wolny wejdzie nam w krew.
 
– Jeśli pacjentka skarży się: „Już tyle razy planowałam, że odpocznę, a nigdy mi to nie wychodzi”, odpowiadam: „Skoro nie umiałaś zrealizować tego, co zaplanowałaś, to znaczy, że plan był niedostosowany do ciebie i do realiów” – mówi Katarzyna Kucewicz. – Nie wyszło, bo tam zwykle jest za dużo upchanych zadań do wykonania: po pracy basen, rolki, wystawa, ambitny film, lekcja hiszpańskiego, konwersacje po angielsku.
 
Ten nadmiar wynika z tego, że nie bierzemy pod uwagę swoich potrzeb i możliwości. Chodzi o to, żeby zaplanować tydzień tak, żeby zrealizować wszystkie punkty. I żeby codziennie poza pracą znaleźć czas na dwie przyjemności i dwa obowiązki. Przyjemność to może być dłuższa kąpiel lub odcinek serialu. To naprawdę nie musi być ambitny wernisaż lub awangardowy film irański. Obowiązek to na przykład uprasowanie koszul, zakupy lub przeczytanie rozdziału kultowej książki Honoré „Pochwała powolności”.
 
Jeśli przyzwyczaimy się, że w naszym codziennym harmonogramie jest miejsce na czas wolny, nie będziemy przypominać nieszczęsnych dziewczynek z rysunku satyrycznego. Stworzymy sobie przestrzeń na twórcze pomysły i poszukiwania tego, co naprawdę dla nas ważne. Bo jak powtarzała Mae West, kultowa hollywoodzka gwiazda z lat 30.: „Żyje się tylko raz, ale jeśli żyjesz dobrze, to raz wystarczy”.
 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG