Psychiatra prof. Jacek Wciórka: „Kryzys psychiczny może przytrafić się dokładnie każdemu”
Adobe Stock

Psychiatra prof. Jacek Wciórka: „Kryzys psychiczny może przytrafić się dokładnie każdemu”

Joanna Rachoń
21.06.2020

Kryzysu psychicznego nie przeżywa się w chmurce nad głową, przeżywa się go w całym ciele, w sercu i umyśle. Ludzie czują się zagubieni, wykluczeni. Czy Centra Zdrowia Psychicznego, nowoczesne ośrodki to wreszcie rewolucja w polskiej psychiatrii? Wyjaśnia prof. Jacek Wciórka, psychiatra, pracujący w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie

Joanna Rachoń: Czy w polskiej psychiatrii właśnie zaczął się przewrót?

Prof. Jacek Wciórka: Jestem ostrożny z takimi określeniami, ale istotnie w gronie entuzjastów zmian, które od kilku miesięcy w praktyce wprowadzamy, lubimy myśleć, że one wywołają lawinę. Lawinę pozytywnych działań korzystnych dla osób wymagających pomocy w tej dziedzinie. To znaczy, że stanie się ona łatwiej dostępna, bardziej skuteczna i bliższa człowiekowi.

Co się zmienia?

Mamy nadzieję, że zmiany organizacyjne, jakościowe i systemowe doprowadzą także do zmiany w podejściu wielu ludzi do zdrowia psychicznego. Zresztą coraz popularniejsze jest skupianie się na zdrowiu właśnie, a nie na chorobie. Na dbaniu o siebie, o swój odpoczynek, sen. To są bardzo pozytywne tendencje. Liczę na to, że za jakiś czas przestanie też być wstydem przyznanie się do depresji czy innego rodzaju kryzysu psychicznego, bo będziemy rozumieli, że problem dotyczy nie „wariatów” i „zaburzonych” – lista takich pejoratywnych określeń jest długa – ale że może przytrafić się każdemu.

Każdemu?

W tym sensie, że nie do końca wiadomo, dlaczego na podobne sytuacje niektórzy reagują kryzysem, a inni nie. Przyczyny są bardzo indywidualne i bardzo złożone. Wiadomo jednak, że co czwarta osoba w Polsce w ciągu swojego życia przeżywa problem wymagający pomocy terapeutycznej. Badania sondażowe, w których pytano o potrzeby ludzi w zakresie zdrowia psychicznego, pokazały, że więcej niż połowa zgłasza potrzebę zwrócenia się o pomoc, bo czuje się bezradna, zrezygnowana albo po prostu nie może się odnaleźć w życiu.

Choroba psychiczna? Zaburzenie? Nie – to kryzys

Używa pan słowa kryzys, a nie: choroba psychiczna czy zaburzenie.

To zmiana językowa, której przypisuję wielkie znaczenie. Nasze podejście do wielu spraw bardzo zależy od języka, którego używamy do ich opisu. Kryzys oznacza stan przejściowy, wywołany splotem wielu okoliczności zarówno tych zależnych, jak i niezależnych od nas samych. Kiedy z kolei mówimy o zaburzeniu czy chorobie psychicznej, to od razu sugerujemy: „Coś ze mną (z nim) jest nie tak, jest(em) uszkodzony, inny, gorszy. Dzieje się coś, na co nie mam wpływu i co niweczy plan życia”. Doświadczać kryzysu psychotycznego to co innego, niż „mieć schizofrenię”. To drugie utrudnia zdrowienie, bo niesłusznie sugeruje katastrofę i odbiera nadzieję. A dziś już wiemy, że kryzysy psychiczne nie wynikają wyłącznie z trwałych „dyspozycji”, „dysfunkcji” czy „uszkodzeń”. Są często reakcją na bardzo silne emocje wywołane – czy raczej wywoływane niekiedy latami – przez długotrwałe napięcia, stresy, konflikty, straty. Depresja czy stany urojeniowe nie są niczym innym jak próbą wybronienia się przed ich naporem. Przeżywanie kryzysu psychicznego na skutek życiowych doświadczeń to nic wstydliwego.

Czasem trudno rozpoznać, że już należałoby interweniować.

W przypadku zaburzeń psychicznych rzecz bywa trudna do uchwycenia, bo one bezpośrednio sąsiadują ze zwykłymi doświadczeniami życia. W zasadzie nie różnią się od nich w zasadniczy sposób. Człowiek smutny, bo go coś spotkało, reaguje podobnie jak człowiek, u którego smutek nabiera cech wymuszających już zwrócenie się o pomoc, ponieważ prowadzi do wniosków czy działań ryzykownych życiowo. Obliczono, że zanim ujawni się kryzys psychiczny, mijają przeciętnie dwa lata albo dwa i pół roku od czasu pojawienia się pierwszych, mało charakterystycznych symptomów. Im szybciej je rozpoznamy, tym łatwiej sobie z nim poradzić.

Najczęściej czekamy do ostatniej chwili, choćby dlatego, że hasło „zdrowie psychiczne” wciąż bardziej kojarzy się z „Lotem nad kukułczym gniazdem” niż ze zdrowym mózgiem i komfortem życia. 

Kiedyś z żoną [Bogna Wciórka, badaczka opinii publicznej – red.] badaliśmy w CBOS ten temat i z naszych obserwacji wynikało, że często dystans wobec osób z problemami psychicznymi oraz zaprzeczanie tym problemom u siebie wynika nie z lęku przed stygmatyzacją, ale z bezradności. Dodałbym, że także z niewiedzy i lęku przed definiowaniem problemu jako choroby psychicznej. Dlatego wolę, kiedy mówimy: „Jest kryzys”, bo naturalną reakcją na taki komunikat jest: „To trzeba go rozwiązać”. Łatwiej wtedy ruszyć po pomoc, wspólnie określić plan działania. To pozwala też zauważyć, że kryzys to coś odwracalnego, i że pomóc może spotkanie, rozmowa, towarzyszenie. Wsparcie farmakologiczne w wielu przypadkach też, ale ono wymaga czasu. W całym leczeniu, ale przede wszystkim w przetrwaniu tego okresu, zanim pojawią się skutki działania leku, pomocni są inni ludzie, terapia, wspólne zajęcia. Wszystko, co sprawia, że człowiek nie jest pozostawiony sam sobie.

Brzmi to dość prosto.

Taki styl pracy proponujemy w środowiskowych Centrach Zdrowia Psychicznego rozsianych w całej Polsce, gdzie warunki pozwalają na tak indywidualne prowadzenie. W pomoc zaangażowane są zespoły terapeutyczne, gdzie psychiatra wcale nie jest centralną postacią. W takim zespole są: terapeuta, psycholog kliniczny, pielęgniarka psychiatryczna, oraz – co w Polsce także jest nowością – asystenci zdrowienia. Są to osoby, które po odpowiednim przeszkoleniu mogą wspierać na co dzień tych, którzy takiego wsparcia potrzebują, ponieważ same mają za sobą podobne doświadczenia. Muszę powiedzieć, że ich pomoc jest nie do przecenienia. 

Dlaczego?

Właśnie dlatego, że często pacjenci potrzebują takiego prostego, jak to pani przed chwilą zauważyła, wsparcia. Rozmowy, obecności, zainteresowania, wysłuchania. Zauważyliśmy, że w tych rozmowach z asystentami pojawiają się treści, które nie mogłyby wybrzmieć w innych okolicznościach. Wiele osób ma dystans do specjalistów, myśląc: „Co on tam wie, wyuczył się, za to mu płacą”. Inaczej rozmawia się z kimś, kto przeszedł sam, i to z powodzeniem, tę drogę powrotu do zdrowia. Ona często wymaga ogromnej cierpliwości, konsekwencji i wysiłku, okupiona jest cierpieniem. Spotkanie pomaga przełamać poczucie bezradności, osamotnienia i wstydu. A zadaniem zespołów pracujących w tych nowych centrach jest prowadzenie człowieka do zdrowia, czyli do stanu, w którym przedefiniuje to, co przeżywa, odzyska realną sprawczość i tożsamość, zobaczy na powrót sens i poczuje chęć życia. Bo w kryzysie na ogół widzimy swoją sytuację jako koniec wszystkiego, brak przyszłości, przeszłość jako coś, co chciałoby się wymazać, a teraźniejszość jako niebywałe cierpienie. Odpowiednio zorganizowana pomoc potrafi pobudzić do życia i skraca czas zdrowienia. 

Co to znaczy: odpowiednio zorganizowana pomoc?

To znaczy taka, która niejako jest „szyta na miarę”. Dotąd główny ciężar opieki psychiatrycznej w Polsce spoczywał na poradniach zdrowia psychicznego – gdzie terminy przyjęć najczęściej są odległe o kilka miesięcy, co w sytuacji kryzysu raczej się nie sprawdza, oraz na szpitalach, gdzie liczba pacjentów przekracza liczbę łóżek i gdzie nierzadko obowiązują opresyjne metody postępowania, siłą rzeczy pozbawiające człowieka poczucia indywidualności czy podmiotowości. Nie mówiąc już o stanie szpitali, w jakich przychodzi nam leczyć pacjentów. Często jeszcze do dziś nie do zniesienia dla tych, którzy tam się leczą i tych, którzy tam pracują… Doświadczenia innych krajów pokazują, że centra opieki środowiskowej urealniają pomoc oraz sprawiają, że mniej osób wymaga hospitalizacji, a leczenie trwa krócej. Korzyści dla pacjenta nie da się przecenić. Przede wszystkim w sytuacji rozpoznania kryzysu psychicznego od razu wiadomo, gdzie należy się zgłosić i gdzie na pewno od razu uzyska się pomoc.

Brzmi trochę nierealnie…

Tak, niektórzy do dziś nie mogą uwierzyć. Ale jest to możliwe dzięki temu, że zamiast rejestracji w każdym z centrów jest punkt zgłoszeniowo-koordynacyjny. Osoba przyjmująca lub odbierająca telefon to specjalista. Potrafi kompetentnie rozpoznać problem i pokierować osobę w potrzebie dalej bez odsyłania jej nie wiadomo gdzie, na nie wiadomo kiedy. Każdy przypadek omawiany jest w zespole, pacjent na proces leczenia ma przydzielonego „anioła stróża”, czyli koordynatora, który czuwa nad jego drogą zdrowienia. Nie jest tak jak w szpitalu, gdzie są drzwi obrotowe, twarze bez przerwy się zmieniają, pacjenci pojawiają się i ślad po nich ginie. Wiele osób, nie znajdując wsparcia po powrocie do domu, zwyczajnie rezygnuje z leczenia czy terapii, ponosząc niekiedy katastrofalne dla swojego życia skutki takich często niezawinionych zaniechań.

Dlaczego teraz możliwa jest ta radykalna – choć wydawałoby się prosta – zmiana, skoro dotąd możliwa nie była?

Po latach zmagań z, nazwijmy to, systemem i różnymi niemożnościami, udało nam się wreszcie uruchomić pilotażowy program. Zaczęliśmy w lipcu 2018 roku, oficjalnie w październiku i dziś już widać, że nawet nasi sceptyczni koledzy, którzy zechcieli się jednak w te zmiany zaangażować, widzą pozytywne efekty. W sensie organizacyjnym sprowadzają się one do tego, że takie centrum odpowiada za lokalną, konkretną społeczność, czyli za ok. 50–150 tys. osób. Finansowanie też zostało zmienione. Każde centrum otrzymuje roczną stawkę za jednego mieszkańca, nie za wyświadczone usługi, jak to jest w przypadku szpitali czy poradni zdrowia psychicznego, gdzie w dodatku te środki są limitowane według kryteriów urzędniczych, a nie realnych potrzeb. W innych krajach ten system się sprawdza, na razie widać, że i u nas zaskoczył. W ramach budżetu każdy zespół zatrudniony w takiej placówce sam rozpoznaje potrzeby mieszkańców na swoim obszarze i bierze odpowiedzialność za ich zaspokajanie. 

Ma pan jakiś przykład?

Proszę bardzo. W jednym z powiatów okazało się, że nagle są środki na zakup samochodu, dzięki któremu będzie można objąć opieką tych, którzy sami nie są w stanie dotrzeć do placówki, a mieszkają tylko o 30, 40 kilometrów od niej. Zadowoleni są pacjenci, ale zadowoleni też są zatrudniani w tym centrum specjaliści. Tak zorganizowana pomoc pozwala przypomnieć sobie, że nie po to zostawało się psychiatrą, żeby wypisywać recepty, że ta praca ma głęboki sens i przynosi konkretne efekty w życiu osób nas potrzebujących. Trzeba tylko włożyć w nią też trochę serca i siebie, a w tym pomocni są zatrudniani przez nas asystenci zdrowienia.

WHO podaje, że wśród przyczyn niepełnosprawności na świecie zaburzenia psychiczne są na drugim miejscu. 

To nie jest problem błahy. Wystarczy rozejrzeć się wokół, a jestem przekonany, że każdy znajdzie w bliskim zasięgu osobę, która z jakichś powodów nie nadąża albo rezygnuje z oczekiwań, wymagań, wycofuje się z życia, szuka nadzwyczajnych wyjaśnień. Problem w tym, że szukanie pomocy z tego powodu bywa uważane za coś, co negatywnie rzutuje na ocenę wartości poszukującego. Osoby z niej korzystające są uważane za gorsze i słabsze – i niestety, często tak są traktowane. Innym powodem jest niedostępność tej pomocy. To sprawia, że kryzys się utrwala, a po latach nieleczenia potrafi trwale zaburzyć życie. Myślę też, że dawniej nie było tak wielu problemów psychicznych spowodowanych nadużywaniem substancji psychoaktywnych. Z jednej strony już ich nadużywanie świadczy o tym, że w życiu człowieka jest coś, co bardzo przeszkadza, z czym sobie nie radzi. Sięgając po używki, próbuje sobie pomóc, ale najczęściej pogrąża się psychicznie i naraża na inne skutki zdrowotne. Myślę, że nasze czasy komplikują też jasność wyborów życiowych, dając więcej możliwości, ale też znacznie więcej obciążeń. 

Jak możemy budować swoją siłę psychiczną?

Nie mnie udzielać rad życiowych czy diagnozować współczesność, ale skoro pani pyta… Myślę, że pomocne w budowaniu kondycji psychicznej jest unikanie decyzji narażających nas na konflikty wewnętrzne, na niemożność dokonania prostych wyborów wartości, bo to zawsze rodzi stres, napięcia, trudności. Pomocne jest wykształcenie w sobie zdolności do refleksji, oceny, co warte jest zachodu, a na co szkoda czasu. Dziś jest to trudniejsze niż kiedykolwiek, bo jest tyle bodźców, że łatwo to stracić z oczu. Siłę buduje też radzenie sobie z problemami i porażkami, a obserwujemy coś, co można by nazwać medykalizacją kłopotów życiowych. Coś, co kiedyś było naturalnym smutkiem, reakcją na daną sytuację, dziś łatwo staje się zaburzeniem, na które sugerowana jest tabletka. A dojrzewaniu, budowaniu wewnętrznej siły sprzyja świadome przeżywanie trudnych uczuć. Podobnie jak pielęgnowanie głębokich relacji przyjaźni czy miłości.

O ich leczniczym działaniu jest coraz głośniej. Jakby trzeba nam było o tym przypomnieć.

Wie pani, wszystko sprowadza się do miłości… w znaczeniu bardziej caritas niż eros, ale tak. Trudno się z tym nie zgodzić. Osoby kochane i kochające są silniejsze emocjonalnie, co oczywiście nie zawsze chroni przed kryzysem, ale na pewno jest nieocenione w procesie wychodzenia z niego. To przecież akceptacja, cierpliwość, dawanie czasu, obecność, rozmowa, wybaczanie powodują, że zaczynamy myśleć o sobie bardziej pozytywnie i jaśniej widzieć perspektywę życiową. 

Wiele osób po silnych kryzysach o tym mówi. Oraz o przywracaniu nadziei – a to w takiej sytuacji mogą zrobić nam inni.

Jest taki amerykański psychiatra, Daniel Fisher, który jeździ po świecie, udowadniając, że można całkowicie wrócić do zdrowia nawet po bardzo głębokim kryzysie. Sam takiego doświadczył, wyszedł z niego, skończył studia medyczne, zrobił specjalizację z psychiatrii, zaczął pracować. Od lat jego wystąpienia, poza wartością szkoleniową i naukową, mają jeszcze tę, że przywracają nadzieję zarówno lekarzom, że ich praca ma sens, jak i pacjentom oraz ich rodzinom, że ich wysiłek przyniesie efekty. Sam jako wybitny psychiatra skupia wokół siebie środowisko ludzi działających w podobnym duchu. Przysłużył się też całej psychiatrii, wprowadzając do dokumentów wypracowanych za rządów prezydenta Busha, a dotyczących zdrowia psychicznego, pojęcia: „przywracanie nadziei”, zdrowienie i inne pozytywne określenia dotąd w takich opracowaniach w ogóle się niepojawiające. 

Czy to nie dziwne, że w rozmowie z psychiatrą wcale nie rozmawiamy o lekach?

To nie znaczy, że są bezużyteczne, po prostu stanowią wsparcie w procesie zdrowienia. Praktyka psychiatryczna nie jest zbyt rozbudowana, funkcjonuje w obrębie skończonej liczby konstruktów teoretycznych i szablonów postępowania. Ale okazuje się, że czasami, jak się poza te szablony wyjdzie, to można więcej niż wtedy, gdy ograniczamy się do ich stosowania. Dlaczego? Bo wówczas jest miejsce na pojawienie się uczuciowych składników wspólnie przeżywanej sytuacji, a uczucia wiele potrafią zmienić. O współczesnej psychiatrii mówi się, że spełniła wiele wcześniejszych oczekiwań, ale to nie znaczy, że spełniła wszystkie. Jest jeszcze więcej pytań, na które nie znamy odpowiedzi. Wciąż trwa poszukiwanie rozwiązań, aby metody, które dziś stosujemy, mogły być na tyle odmienne, żeby więcej udźwignąć i zaspokoić więcej ludzkich potrzeb. Mam cichą nadzieję, że nasza dziedzina będzie się rozwijać właśnie w tym kierunku. Bo przecież jeśli między ludźmi pojawiają się pozytywne emocje, wiele problemów – z pozoru nierozwiązywalnych – znika. Albo znajdują inne, mniej bolesne formy uzewnętrzniania.

Kłopot w tym, że między ludźmi pojawiają się nie zawsze pozytywne emocje.

Zauważyła pani, że dziś bardzo często brakuje nam języka do wyrażenia tego, co naprawdę czujemy? Zwłaszcza kiedy sytuacja jest trudna, konfliktowa, kiedy więzi emocjonalne między jej uczestnikami są silne, bardzo często dochodzi do przeinaczeń, przeskalowań, każdy inaczej reaguje na dane słowo, inne treści w nim odczytuje. Ludzie często spierają się nie o to, w czym tkwi problem. Jest taka ciekawa metoda nazywana otwartym dialogiem, którą testowano w Finlandii, a potem w różnych miejscach na świecie. Przynosiła zdumiewające efekty. Polega na wychwytywaniu sytuacji dopiero zapowiadających kryzys psychiczny u danej osoby i podejmowaniu w tym momencie interwencji, w ramach której szukamy źródła problemu i zapraszamy osoby mające wpływ na ten proces do wspólnej rozmowy. Otwartej, gdzie każdy ma prawo powiedzieć, co myśli, czuje, jak widzi problem. Specjalista towarzyszący w tych rozmowach czuwa, aby nie uciekło ich sedno i nie zagubił się cel spotkania, czasem też pomaga udrożnić pewne kwestie. Wszystkie strony takiego dialogu mają ogromne poczucie niepewności, tak często uciekamy od trudnych rozmów. Uczestniczą w nich rodziny, czasem sąsiad, ludzie z pracy, różnie. I wie pani, co się okazało?

Proszę powiedzieć.

Że w miejscu, gdzie testowano ten styl pracy, w ciągu kilku lat o połowę spadła liczba osób z diagnozą „schizofrenia”, podobnie tych, którzy potrzebowali hospitalizacji. Skrócił się czas opieki nad osobami w kryzysie.

Dzięki zwykłej rozmowie?

Dzięki rozmowie odbytej na czas i na temat.

Prof. dr hab. n. med. Jacek Wciórka – psychiatra, pracuje w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Wraz z dr. Markiem Balickim odpowiada za zespół, który opracował i wprowadza w Polsce pilotażowy program środowiskowych Centrów Zdrowia Psychicznego.

Nowoczesna psychiatria blisko domu!

  • Do Centrum Zdrowia Psychicznego może się zgłosić każdy, kto przeżywa załamanie, bezsenność, długo trwający smutek, niechęć do życia, kto czuje potrzebę izolowania się, czuje, że dzieje się z nim coś niepokojącego w sferze nastroju czy przeżywania emocji. Każdy, kto ma pytanie dotyczące zdrowia psychicznego albo widzi niepokojące symptomy u siebie lub bliskiej osoby. 
     
  • Nie jest potrzebne skierowanie ani nawet ubezpieczenie. Pomoc jest darmowa. Można się zgłosić bez wcześniejszego umawiania wizyty. W punkcie koordynacyjnym przyjmie nas specjalista: psycholog, terapeuta środowiskowy, pielęgniarka psychiatryczna. 
     
  • Centra to placówki dysponujące poradnią, oddziałem dziennym oraz oddziałem szpitalnym. Zapewniają też wizyty domowe lub interwencje środowiskowe – według potrzeb zgłaszanych przez mieszkańców terenu objętego ich działalnością. Zwykle terenem są powiaty, miasta, dzielnice dużych miast. Dokładne adresy i numery telefonów ośrodków już funkcjonujących można znaleźć na stronie www.czp.org.pl.
     
  • Po raz pierwszy w Polsce zatrudniani są w nich także asystenci zdrowienia – osoby, które same przeżyły kryzysy psychiczne i z nich wyszły. Po szkoleniach i stażach towarzyszą w codziennym życiu i służą swoim doświadczeniem: rozmową, spacerem, wspólnym posiłkiem czy potrzebnym wsparciem.

***

Rozmowa z dr Jackiem Wciórka ukazała się w „Urodzie Życia” 3/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
choroby psychosomatyczne
Adobe Stock

Praca ponad siły, stres, pośpiech. Nasz styl życia funduje nam choroby psychosomatyczne

Nawet dziesięć na sto dolegliwości, z którymi zgłaszamy się do lekarzy, ma podłoże psychosomatyczne. Nie łagodzą ich farmaceutyki, ale otwarta rozmowa z lekarzem i umiejętne radzenie sobie ze stresem.
Katarzyna Podhorecka
12.06.2020

Lekarze zazwyczaj bardzo nie lubią pacjentów z objawami psychosomatycznymi. Z prostej przyczyny – że zwykle nie wiedzą, jak im pomóc. Dlatego bywa, że chorzy z dolegliwościami psychosomatycznymi są traktowani w gabinetach lekarskich jak hipochondrycy, którzy próbują skupić na sobie uwagę, opowiadając o swoich wyimaginowanych dolegliwościach. Albo jeszcze gorzej: jak zwykli naciągacze, którzy próbują wyłudzić zwolnienia lekarskie. Lekarze w takiej sytuacji na odczepnego przepisują suplementy diety w nadziei, że pacjentowi „przejdzie samo”, albo że zmienią lekarza – problem w tym, że ludzie, którzy zmagają się z objawami psychosomatycznymi, nie symulują! Oni naprawdę odczuwają fizyczny ból i potrzebują pomocy.  – Najczęściej to ból głowy, brzucha, stawów, częste są także bóle w klatce piersiowej, duszności albo uporczywy kaszel, omdlenia, uczucie kołatania serca, zawroty głowy – wymienia dr Anna Plucik-Mrożek, specjalistka chorób wewnętrznych z Centrum Medycznego Medicover w Warszawie i dyrektor Fundacji Exercise is Medicine Polska. Rzadziej, ale zdarzają się też szumy uszne czy pogorszenie widzenia. Osobom, które pracują głosem, z powodu nadmiernego napięcia zdarza się go stracić. Muzykom z niewyjaśnionych przyczyn sztywnieją nadgarstki.  Jeszcze inni pacjenci nie mają konkretnych dolegliwości, ale tracą apetyt, od rana czują się wyczerpani, a wieczorem nie mogą zasnąć. Tym, co łączy ich wszystkich, jest źródło dolegliwości – czyli emocje, najczęściej przewlekły stres, którego doświadczają w związku z pracą czy sytuacją rodzinną.  – To wcale nie musi być traumatyczne przeżycie, np. nieuleczalna choroba kogoś bliskiego czy utrata pracy – mówi dr Izabela Pawłowska, psycholog zdrowia,...

Czytaj dalej
depresja u psychologa
Adobe Stock

Jak się leczy depresję? Kiedy psychoterapia, a kiedy psychiatra?

Prawie 4 miliony Polaków kupiło w 2019 roku leki przeciwdepresyjne. Kiedy i komu są tak naprawdę potrzebne?
Aleksandra Nowakowska
05.05.2020

Według National Institute of Mental Health i wyników wielu badań, które przeprowadzono w ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat, depresję kliniczną najskuteczniej leczy się krótkoterminową, ukierunkowaną na cel psychoterapią w połączeniu z nowoczesnymi lekami przeciwdepresyjnymi. Dla większości ludzi połączenie psychoterapii i farmakologii działa najlepiej. Nie zawsze i nie na każdym etapie choroby jest to jednak konieczne. W przypadku początku stanów depresyjnych albo łagodnej depresji pomaga sięgnięcie po wsparcie emocjonalne, które możemy otrzymać od psychologa albo psychoterapeuty. Obniżony nastrój bywa często naturalną konsekwencją problemów życiowych, z którymi się mierzymy, i z którymi mamy trudności. Jeśli ten stan nie przeszkadza nam funkcjonować w codziennym życiu, nie mamy jednoczesnych problemów ze snem, apetytem czy napadami paniki albo z poczuciem totalnej beznadziejności, wystarczy pomoc specjalisty od zdrowia psychicznego. Podczas konsultacji może okazać się, że potrzebna jest nam bardziej długoterminowa psychoterapia, bo objawy depresyjne kryją głębszą przyczynę naszych kłopotów i w jej toku należałoby ją odkryć, żeby poprawić jakość życia. Zmiana negatywnego myślenia W pracy z depresją, według metaanalizy badań podanej przez amerykański portal Psycho Central, sprawdzają się następujące terapie: poznawczo-behawioralną (CBT), interpersonalna i psychodynamiczna. Ale każda inna dostosowana do naszych indywidualnych potrzeb może zakończyć się sukcesem. Terapia poznawczo-behawioralna (CBT) jest najpopularniejszą i najczęściej na świecie stosowaną terapią przy depresji. Koncentruje się na zmianie negatywnych myśli i zachowań, które utrwalają stan depresyjny. Podczas sesji terapeuta pomaga zidentyfikować przekonania typu: „Jestem...

Czytaj dalej
matka i córka
Adobe Stock

Rewolucja w psychologii: koniec z rozpamiętywaniem dzieciństwa. Czas iść do przodu

Chodzi o to, żeby wyjąć z buta kamień, który uwiera, a nie zastanawiać się, kto go tam wrzucił – mówi Joanna Godecka, terapeutka TRS.
Aleksandra Nowakowska
02.05.2020

Mieć problem czy rozwiązać problem? Oczywiście, że to drugie. Tylko jak to zrobić? Nurty psychoterapeutyczne mają na to różne pomysły. Zyskująca na popularności Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniu nie roztrząsa problemu, tylko pozytywnie wzmacnia, by klient sam znalazł na niego sposób najszybciej i najprościej jak tylko może. Aleksandra Nowakowska: Co wyróżnia Terapię Skoncentrowaną na Rozwiązaniu (TRS)? Joanna Godecka:  To jest terapia, która wzmacnia, i której zadaniem jest konstruowanie przyszłości. Kiedy klient przekracza próg gabinetu, pytam go, co się poprawiło od momentu, w którym do mnie zadzwonił. Terapia Skoncentrowana na Rozwiązaniu nie rozkłada na czynniki pierwsze przeszłości, nie dotykamy trudnych wspomnień z czasów dzieciństwa, o których uważa się, że ukształtowały człowieka i wpływają na jego obecne życie. Niektórzy terapeuci pracujący tą metodą prawie w ogóle nie rozmawiają o problemie, z którym ktoś przyszedł, tylko od razu zabierają się za wprowadzanie potrzebnej zmiany. Nie jest ważne, co człowieka do nas sprowadza – on może być w naprawdę trudnym momencie, ale my i tak punkt ciężkości terapii kładziemy na ukazanie pozytywnej perspektywy.  Z jakiego powodu możemy przyjść do terapeuty TRS? Z każdego – pracujemy zarówno z ciężką depresją, stanami lękowymi, żałobą, jak i problemami natury relacyjnej czy zawodowej. Przychodzimy do specjalisty, bo jak w przypadku każdej innej terapii, z czymś sobie nie radzimy i potrzebujemy pomocy. TSR należy do nurtu psychologii pozytywnej, która zdobywa coraz więcej zwolenników. Obserwując moich klientów, odnoszę wrażenie, że zbyt długo trwające zagłębianie się w przeszłości, w teraźniejszym realnym życiu nie przynosi oczekiwanych efektów....

Czytaj dalej