Psychiatra prof. Jacek Wciórka: „Kryzys psychiczny może przytrafić się dokładnie każdemu”
Adobe Stock

Psychiatra prof. Jacek Wciórka: „Kryzys psychiczny może przytrafić się dokładnie każdemu”

Joanna Rachoń
21.06.2020

Kryzysu psychicznego nie przeżywa się w chmurce nad głową, przeżywa się go w całym ciele, w sercu i umyśle. Ludzie czują się zagubieni, wykluczeni. Czy Centra Zdrowia Psychicznego, nowoczesne ośrodki to wreszcie rewolucja w polskiej psychiatrii? Wyjaśnia prof. Jacek Wciórka, psychiatra, pracujący w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Zmiany w polskiej psychiatrii

Joanna Rachoń: Czy w polskiej psychiatrii właśnie zaczął się przewrót?

Prof. Jacek Wciórka: Jestem ostrożny z takimi określeniami, ale istotnie w gronie entuzjastów zmian, które od kilku miesięcy w praktyce wprowadzamy, lubimy myśleć, że one wywołają lawinę. Lawinę pozytywnych działań korzystnych dla osób wymagających pomocy w tej dziedzinie. To znaczy, że stanie się ona łatwiej dostępna, bardziej skuteczna i bliższa człowiekowi.

Co się zmienia?

Mamy nadzieję, że zmiany organizacyjne, jakościowe i systemowe doprowadzą także do zmiany w podejściu wielu ludzi do zdrowia psychicznego. Zresztą coraz popularniejsze jest skupianie się na zdrowiu właśnie, a nie na chorobie. Na dbaniu o siebie, o swój odpoczynek, sen. To są bardzo pozytywne tendencje. Liczę na to, że za jakiś czas przestanie też być wstydem przyznanie się do depresji czy innego rodzaju kryzysu psychicznego, bo będziemy rozumieli, że problem dotyczy nie „wariatów” i „zaburzonych” – lista takich pejoratywnych określeń jest długa – ale że może przytrafić się każdemu.

Każdemu?

W tym sensie, że nie do końca wiadomo, dlaczego na podobne sytuacje niektórzy reagują kryzysem, a inni nie. Przyczyny są bardzo indywidualne i bardzo złożone. Wiadomo jednak, że co czwarta osoba w Polsce w ciągu swojego życia przeżywa problem wymagający pomocy terapeutycznej. Badania sondażowe, w których pytano o potrzeby ludzi w zakresie zdrowia psychicznego, pokazały, że więcej niż połowa zgłasza potrzebę zwrócenia się o pomoc, bo czuje się bezradna, zrezygnowana albo po prostu nie może się odnaleźć w życiu.

Choroba psychiczna? Zaburzenie? Nie – to kryzys

Używa pan słowa kryzys, a nie: choroba psychiczna czy zaburzenie.

To zmiana językowa, której przypisuję wielkie znaczenie. Nasze podejście do wielu spraw bardzo zależy od języka, którego używamy do ich opisu. Kryzys oznacza stan przejściowy, wywołany splotem wielu okoliczności zarówno tych zależnych, jak i niezależnych od nas samych. Kiedy z kolei mówimy o zaburzeniu czy chorobie psychicznej, to od razu sugerujemy: „Coś ze mną (z nim) jest nie tak, jest(em) uszkodzony, inny, gorszy. Dzieje się coś, na co nie mam wpływu i co niweczy plan życia”. Doświadczać kryzysu psychotycznego to co innego, niż „mieć schizofrenię”. To drugie utrudnia zdrowienie, bo niesłusznie sugeruje katastrofę i odbiera nadzieję. A dziś już wiemy, że kryzysy psychiczne nie wynikają wyłącznie z trwałych „dyspozycji”, „dysfunkcji” czy „uszkodzeń”. Są często reakcją na bardzo silne emocje wywołane – czy raczej wywoływane niekiedy latami – przez długotrwałe napięcia, stresy, konflikty, straty. Depresja czy stany urojeniowe nie są niczym innym jak próbą wybronienia się przed ich naporem. Przeżywanie kryzysu psychicznego na skutek życiowych doświadczeń to nic wstydliwego.

Czasem trudno rozpoznać, że już należałoby interweniować.

W przypadku zaburzeń psychicznych rzecz bywa trudna do uchwycenia, bo one bezpośrednio sąsiadują ze zwykłymi doświadczeniami życia. W zasadzie nie różnią się od nich w zasadniczy sposób. Człowiek smutny, bo go coś spotkało, reaguje podobnie jak człowiek, u którego smutek nabiera cech wymuszających już zwrócenie się o pomoc, ponieważ prowadzi do wniosków czy działań ryzykownych życiowo. Obliczono, że zanim ujawni się kryzys psychiczny, mijają przeciętnie dwa lata albo dwa i pół roku od czasu pojawienia się pierwszych, mało charakterystycznych symptomów. Im szybciej je rozpoznamy, tym łatwiej sobie z nim poradzić.

Najczęściej czekamy do ostatniej chwili, choćby dlatego, że hasło „zdrowie psychiczne” wciąż bardziej kojarzy się z „Lotem nad kukułczym gniazdem” niż ze zdrowym mózgiem i komfortem życia. 

Kiedyś z żoną [Bogna Wciórka, badaczka opinii publicznej – red.] badaliśmy w CBOS ten temat i z naszych obserwacji wynikało, że często dystans wobec osób z problemami psychicznymi oraz zaprzeczanie tym problemom u siebie wynika nie z lęku przed stygmatyzacją, ale z bezradności. Dodałbym, że także z niewiedzy i lęku przed definiowaniem problemu jako choroby psychicznej. Dlatego wolę, kiedy mówimy: „Jest kryzys”, bo naturalną reakcją na taki komunikat jest: „To trzeba go rozwiązać”. Łatwiej wtedy ruszyć po pomoc, wspólnie określić plan działania. To pozwala też zauważyć, że kryzys to coś odwracalnego, i że pomóc może spotkanie, rozmowa, towarzyszenie. Wsparcie farmakologiczne w wielu przypadkach też, ale ono wymaga czasu. W całym leczeniu, ale przede wszystkim w przetrwaniu tego okresu, zanim pojawią się skutki działania leku, pomocni są inni ludzie, terapia, wspólne zajęcia. Wszystko, co sprawia, że człowiek nie jest pozostawiony sam sobie.

Brzmi to dość prosto.

Taki styl pracy proponujemy w środowiskowych Centrach Zdrowia Psychicznego rozsianych w całej Polsce, gdzie warunki pozwalają na tak indywidualne prowadzenie. W pomoc zaangażowane są zespoły terapeutyczne, gdzie psychiatra wcale nie jest centralną postacią. W takim zespole są: terapeuta, psycholog kliniczny, pielęgniarka psychiatryczna, oraz – co w Polsce także jest nowością – asystenci zdrowienia. Są to osoby, które po odpowiednim przeszkoleniu mogą wspierać na co dzień tych, którzy takiego wsparcia potrzebują, ponieważ same mają za sobą podobne doświadczenia. Muszę powiedzieć, że ich pomoc jest nie do przecenienia. 

Dlaczego?

Właśnie dlatego, że często pacjenci potrzebują takiego prostego, jak to pani przed chwilą zauważyła, wsparcia. Rozmowy, obecności, zainteresowania, wysłuchania. Zauważyliśmy, że w tych rozmowach z asystentami pojawiają się treści, które nie mogłyby wybrzmieć w innych okolicznościach. Wiele osób ma dystans do specjalistów, myśląc: „Co on tam wie, wyuczył się, za to mu płacą”. Inaczej rozmawia się z kimś, kto przeszedł sam, i to z powodzeniem, tę drogę powrotu do zdrowia. Ona często wymaga ogromnej cierpliwości, konsekwencji i wysiłku, okupiona jest cierpieniem. Spotkanie pomaga przełamać poczucie bezradności, osamotnienia i wstydu. A zadaniem zespołów pracujących w tych nowych centrach jest prowadzenie człowieka do zdrowia, czyli do stanu, w którym przedefiniuje to, co przeżywa, odzyska realną sprawczość i tożsamość, zobaczy na powrót sens i poczuje chęć życia. Bo w kryzysie na ogół widzimy swoją sytuację jako koniec wszystkiego, brak przyszłości, przeszłość jako coś, co chciałoby się wymazać, a teraźniejszość jako niebywałe cierpienie. Odpowiednio zorganizowana pomoc potrafi pobudzić do życia i skraca czas zdrowienia. 

Co to znaczy: odpowiednio zorganizowana pomoc?

To znaczy taka, która niejako jest „szyta na miarę”. Dotąd główny ciężar opieki psychiatrycznej w Polsce spoczywał na poradniach zdrowia psychicznego – gdzie terminy przyjęć najczęściej są odległe o kilka miesięcy, co w sytuacji kryzysu raczej się nie sprawdza, oraz na szpitalach, gdzie liczba pacjentów przekracza liczbę łóżek i gdzie nierzadko obowiązują opresyjne metody postępowania, siłą rzeczy pozbawiające człowieka poczucia indywidualności czy podmiotowości. Nie mówiąc już o stanie szpitali, w jakich przychodzi nam leczyć pacjentów. Często jeszcze do dziś nie do zniesienia dla tych, którzy tam się leczą i tych, którzy tam pracują… Doświadczenia innych krajów pokazują, że centra opieki środowiskowej urealniają pomoc oraz sprawiają, że mniej osób wymaga hospitalizacji, a leczenie trwa krócej. Korzyści dla pacjenta nie da się przecenić. Przede wszystkim w sytuacji rozpoznania kryzysu psychicznego od razu wiadomo, gdzie należy się zgłosić i gdzie na pewno od razu uzyska się pomoc.

Brzmi trochę nierealnie…

Tak, niektórzy do dziś nie mogą uwierzyć. Ale jest to możliwe dzięki temu, że zamiast rejestracji w każdym z centrów jest punkt zgłoszeniowo-koordynacyjny. Osoba przyjmująca lub odbierająca telefon to specjalista. Potrafi kompetentnie rozpoznać problem i pokierować osobę w potrzebie dalej bez odsyłania jej nie wiadomo gdzie, na nie wiadomo kiedy. Każdy przypadek omawiany jest w zespole, pacjent na proces leczenia ma przydzielonego „anioła stróża”, czyli koordynatora, który czuwa nad jego drogą zdrowienia. Nie jest tak jak w szpitalu, gdzie są drzwi obrotowe, twarze bez przerwy się zmieniają, pacjenci pojawiają się i ślad po nich ginie. Wiele osób, nie znajdując wsparcia po powrocie do domu, zwyczajnie rezygnuje z leczenia czy terapii, ponosząc niekiedy katastrofalne dla swojego życia skutki takich często niezawinionych zaniechań.

Dlaczego teraz możliwa jest ta radykalna – choć wydawałoby się prosta – zmiana, skoro dotąd możliwa nie była?

Po latach zmagań z, nazwijmy to, systemem i różnymi niemożnościami, udało nam się wreszcie uruchomić pilotażowy program. Zaczęliśmy w lipcu 2018 roku, oficjalnie w październiku i dziś już widać, że nawet nasi sceptyczni koledzy, którzy zechcieli się jednak w te zmiany zaangażować, widzą pozytywne efekty. W sensie organizacyjnym sprowadzają się one do tego, że takie centrum odpowiada za lokalną, konkretną społeczność, czyli za ok. 50–150 tys. osób. Finansowanie też zostało zmienione. Każde centrum otrzymuje roczną stawkę za jednego mieszkańca, nie za wyświadczone usługi, jak to jest w przypadku szpitali czy poradni zdrowia psychicznego, gdzie w dodatku te środki są limitowane według kryteriów urzędniczych, a nie realnych potrzeb. W innych krajach ten system się sprawdza, na razie widać, że i u nas zaskoczył. W ramach budżetu każdy zespół zatrudniony w takiej placówce sam rozpoznaje potrzeby mieszkańców na swoim obszarze i bierze odpowiedzialność za ich zaspokajanie. 

Ma pan jakiś przykład?

Proszę bardzo. W jednym z powiatów okazało się, że nagle są środki na zakup samochodu, dzięki któremu będzie można objąć opieką tych, którzy sami nie są w stanie dotrzeć do placówki, a mieszkają tylko o 30, 40 kilometrów od niej. Zadowoleni są pacjenci, ale zadowoleni też są zatrudniani w tym centrum specjaliści. Tak zorganizowana pomoc pozwala przypomnieć sobie, że nie po to zostawało się psychiatrą, żeby wypisywać recepty, że ta praca ma głęboki sens i przynosi konkretne efekty w życiu osób nas potrzebujących. Trzeba tylko włożyć w nią też trochę serca i siebie, a w tym pomocni są zatrudniani przez nas asystenci zdrowienia.

WHO podaje, że wśród przyczyn niepełnosprawności na świecie zaburzenia psychiczne są na drugim miejscu. 

To nie jest problem błahy. Wystarczy rozejrzeć się wokół, a jestem przekonany, że każdy znajdzie w bliskim zasięgu osobę, która z jakichś powodów nie nadąża albo rezygnuje z oczekiwań, wymagań, wycofuje się z życia, szuka nadzwyczajnych wyjaśnień. Problem w tym, że szukanie pomocy z tego powodu bywa uważane za coś, co negatywnie rzutuje na ocenę wartości poszukującego. Osoby z niej korzystające są uważane za gorsze i słabsze – i niestety, często tak są traktowane. Innym powodem jest niedostępność tej pomocy. To sprawia, że kryzys się utrwala, a po latach nieleczenia potrafi trwale zaburzyć życie. Myślę też, że dawniej nie było tak wielu problemów psychicznych spowodowanych nadużywaniem substancji psychoaktywnych. Z jednej strony już ich nadużywanie świadczy o tym, że w życiu człowieka jest coś, co bardzo przeszkadza, z czym sobie nie radzi. Sięgając po używki, próbuje sobie pomóc, ale najczęściej pogrąża się psychicznie i naraża na inne skutki zdrowotne. Myślę, że nasze czasy komplikują też jasność wyborów życiowych, dając więcej możliwości, ale też znacznie więcej obciążeń. 

Jak możemy budować swoją siłę psychiczną?

Nie mnie udzielać rad życiowych czy diagnozować współczesność, ale skoro pani pyta… Myślę, że pomocne w budowaniu kondycji psychicznej jest unikanie decyzji narażających nas na konflikty wewnętrzne, na niemożność dokonania prostych wyborów wartości, bo to zawsze rodzi stres, napięcia, trudności. Pomocne jest wykształcenie w sobie zdolności do refleksji, oceny, co warte jest zachodu, a na co szkoda czasu. Dziś jest to trudniejsze niż kiedykolwiek, bo jest tyle bodźców, że łatwo to stracić z oczu. Siłę buduje też radzenie sobie z problemami i porażkami, a obserwujemy coś, co można by nazwać medykalizacją kłopotów życiowych. Coś, co kiedyś było naturalnym smutkiem, reakcją na daną sytuację, dziś łatwo staje się zaburzeniem, na które sugerowana jest tabletka. A dojrzewaniu, budowaniu wewnętrznej siły sprzyja świadome przeżywanie trudnych uczuć. Podobnie jak pielęgnowanie głębokich relacji przyjaźni czy miłości.

O ich leczniczym działaniu jest coraz głośniej. Jakby trzeba nam było o tym przypomnieć.

Wie pani, wszystko sprowadza się do miłości… w znaczeniu bardziej caritas niż eros, ale tak. Trudno się z tym nie zgodzić. Osoby kochane i kochające są silniejsze emocjonalnie, co oczywiście nie zawsze chroni przed kryzysem, ale na pewno jest nieocenione w procesie wychodzenia z niego. To przecież akceptacja, cierpliwość, dawanie czasu, obecność, rozmowa, wybaczanie powodują, że zaczynamy myśleć o sobie bardziej pozytywnie i jaśniej widzieć perspektywę życiową. 

Wiele osób po silnych kryzysach o tym mówi. Oraz o przywracaniu nadziei – a to w takiej sytuacji mogą zrobić nam inni.

Jest taki amerykański psychiatra, Daniel Fisher, który jeździ po świecie, udowadniając, że można całkowicie wrócić do zdrowia nawet po bardzo głębokim kryzysie. Sam takiego doświadczył, wyszedł z niego, skończył studia medyczne, zrobił specjalizację z psychiatrii, zaczął pracować. Od lat jego wystąpienia, poza wartością szkoleniową i naukową, mają jeszcze tę, że przywracają nadzieję zarówno lekarzom, że ich praca ma sens, jak i pacjentom oraz ich rodzinom, że ich wysiłek przyniesie efekty. Sam jako wybitny psychiatra skupia wokół siebie środowisko ludzi działających w podobnym duchu. Przysłużył się też całej psychiatrii, wprowadzając do dokumentów wypracowanych za rządów prezydenta Busha, a dotyczących zdrowia psychicznego, pojęcia: „przywracanie nadziei”, zdrowienie i inne pozytywne określenia dotąd w takich opracowaniach w ogóle się niepojawiające. 

Czy to nie dziwne, że w rozmowie z psychiatrą wcale nie rozmawiamy o lekach?

To nie znaczy, że są bezużyteczne, po prostu stanowią wsparcie w procesie zdrowienia. Praktyka psychiatryczna nie jest zbyt rozbudowana, funkcjonuje w obrębie skończonej liczby konstruktów teoretycznych i szablonów postępowania. Ale okazuje się, że czasami, jak się poza te szablony wyjdzie, to można więcej niż wtedy, gdy ograniczamy się do ich stosowania. Dlaczego? Bo wówczas jest miejsce na pojawienie się uczuciowych składników wspólnie przeżywanej sytuacji, a uczucia wiele potrafią zmienić. O współczesnej psychiatrii mówi się, że spełniła wiele wcześniejszych oczekiwań, ale to nie znaczy, że spełniła wszystkie. Jest jeszcze więcej pytań, na które nie znamy odpowiedzi. Wciąż trwa poszukiwanie rozwiązań, aby metody, które dziś stosujemy, mogły być na tyle odmienne, żeby więcej udźwignąć i zaspokoić więcej ludzkich potrzeb. Mam cichą nadzieję, że nasza dziedzina będzie się rozwijać właśnie w tym kierunku. Bo przecież jeśli między ludźmi pojawiają się pozytywne emocje, wiele problemów – z pozoru nierozwiązywalnych – znika. Albo znajdują inne, mniej bolesne formy uzewnętrzniania.

Kłopot w tym, że między ludźmi pojawiają się nie zawsze pozytywne emocje.

Zauważyła pani, że dziś bardzo często brakuje nam języka do wyrażenia tego, co naprawdę czujemy? Zwłaszcza kiedy sytuacja jest trudna, konfliktowa, kiedy więzi emocjonalne między jej uczestnikami są silne, bardzo często dochodzi do przeinaczeń, przeskalowań, każdy inaczej reaguje na dane słowo, inne treści w nim odczytuje. Ludzie często spierają się nie o to, w czym tkwi problem. Jest taka ciekawa metoda nazywana otwartym dialogiem, którą testowano w Finlandii, a potem w różnych miejscach na świecie. Przynosiła zdumiewające efekty. Polega na wychwytywaniu sytuacji dopiero zapowiadających kryzys psychiczny u danej osoby i podejmowaniu w tym momencie interwencji, w ramach której szukamy źródła problemu i zapraszamy osoby mające wpływ na ten proces do wspólnej rozmowy. Otwartej, gdzie każdy ma prawo powiedzieć, co myśli, czuje, jak widzi problem. Specjalista towarzyszący w tych rozmowach czuwa, aby nie uciekło ich sedno i nie zagubił się cel spotkania, czasem też pomaga udrożnić pewne kwestie. Wszystkie strony takiego dialogu mają ogromne poczucie niepewności, tak często uciekamy od trudnych rozmów. Uczestniczą w nich rodziny, czasem sąsiad, ludzie z pracy, różnie. I wie pani, co się okazało?

Proszę powiedzieć.

Że w miejscu, gdzie testowano ten styl pracy, w ciągu kilku lat o połowę spadła liczba osób z diagnozą „schizofrenia”, podobnie tych, którzy potrzebowali hospitalizacji. Skrócił się czas opieki nad osobami w kryzysie.

Dzięki zwykłej rozmowie?

Dzięki rozmowie odbytej na czas i na temat.

Prof. dr hab. n. med. Jacek Wciórka – psychiatra, pracuje w Instytucie Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Wraz z dr. Markiem Balickim odpowiada za zespół, który opracował i wprowadza w Polsce pilotażowy program środowiskowych Centrów Zdrowia Psychicznego.

Nowoczesna psychiatria blisko domu!

  • Do Centrum Zdrowia Psychicznego może się zgłosić każdy, kto przeżywa załamanie, bezsenność, długo trwający smutek, niechęć do życia, kto czuje potrzebę izolowania się, czuje, że dzieje się z nim coś niepokojącego w sferze nastroju czy przeżywania emocji. Każdy, kto ma pytanie dotyczące zdrowia psychicznego albo widzi niepokojące symptomy u siebie lub bliskiej osoby. 
     
  • Nie jest potrzebne skierowanie ani nawet ubezpieczenie. Pomoc jest darmowa. Można się zgłosić bez wcześniejszego umawiania wizyty. W punkcie koordynacyjnym przyjmie nas specjalista: psycholog, terapeuta środowiskowy, pielęgniarka psychiatryczna. 
     
  • Centra to placówki dysponujące poradnią, oddziałem dziennym oraz oddziałem szpitalnym. Zapewniają też wizyty domowe lub interwencje środowiskowe – według potrzeb zgłaszanych przez mieszkańców terenu objętego ich działalnością. Zwykle terenem są powiaty, miasta, dzielnice dużych miast. Dokładne adresy i numery telefonów ośrodków już funkcjonujących można znaleźć na stronie www.czp.org.pl.
     
  • Po raz pierwszy w Polsce zatrudniani są w nich także asystenci zdrowienia – osoby, które same przeżyły kryzysy psychiczne i z nich wyszły. Po szkoleniach i stażach towarzyszą w codziennym życiu i służą swoim doświadczeniem: rozmową, spacerem, wspólnym posiłkiem czy potrzebnym wsparciem.

***

Rozmowa z dr Jackiem Wciórka ukazała się w „Urodzie Życia” 3/2019

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
depresja
pexels.com

W końcu nie będziesz sama! W tych miejscach dostaniesz pomoc psychiatryczną za darmo

To nie choroba, to tylko kryzys, z którego możesz wyjść. W Polsce powstają miejsca, w których każdy otrzyma wsparcie i konkretną pomoc.
Kamila Geodecka
14.12.2020

Polska psychiatria właściwie nie istnieje, mówią o tym zarówno eksperci, jak i wszyscy ci, którzy chcieli umówić się na  wizytę do psychiatry. Bywa, że kolejce stoi się parę lat! Jedni są cierpliwi i wytrzymają, inni swoje depresje, lęki i fobie zaczynają zapijać alkoholem, kolejni agresje i frustracje będą wyładowywać na bliskich. W niektórych miejscowościach kolejki się nie ustawiają, bo… nie ma do czego. W lokalnych ośrodkach zdrowia psychiatry po prostu nie ma. To, co natomiast jest i trzyma się mocno to stygmatyzacja „zaburzonych”. Osoby w kryzysie psychicznym wciąż są postrzegane jako „wariaci”, których lepiej omijać z daleka. Są zatem i takie osoby, które w strachu przed stygmatyzacją będą bały się powiedzieć pani w recepcji „Chcę umówić się do psychiatry”.    A co z tymi najwytrwalszymi, którzy odważą się i jednak w końcu doczekają się leczenia psychiatrycznego? Dostaną prawo do czterech wizyt rocznie, każda po… 15 minut! A jeśli psychiatra zaleci dodatkowo psychoterapię, znowu staniemy w kolejce na parę lat.  Nie zaburzenie psychiczne, ale kryzys psychiczny Żeby to zmienić potrzeba mocnych, natychmiastowych działań – to zdanie najlepszych psychiatrów w naszym kraju m.in. prof. Jacka Wciórki i dra Marka Balickiego. Po pierwsze trzeba zacząć od edukacji – nas wszystkich. Eksperci od lat apelują o to, by zmienić język związany z chorobami i zaburzeniami psychicznymi. Zamiast „osoby chorej psychicznie” niech będzie „osoba z kryzysem”. To naprawdę dużo zmienia: odstygmatyzuje chorobę, pomaga nam wszystkim przezwyciężyć wstyd, lęk przed odrzuceniem społecznym.  Po drugie – konkretne działania. W Polsce...

Czytaj dalej
Katarzyna Szczerbowska
archiwum rodzinne

„Chciałabym odkleić od schizofrenii stereotypy i mity” – mówi Katarzyna Szczerbowska, asystentka zdrowienia 

„Wszystkiego się bałam. Źle reagowałam na mamę, która chciała mnie uczesać, a kiedy próbowała mnie kąpać, oblewałam ją wodą z prysznica” – mówi o swoim doświadczeniu psychozy Katarzyna Szczerbowska.
Kamila Geodecka
17.12.2020

Człowiek w kryzysie psychicznym krzyczy o pomoc, ale często pomocną rękę odrzuca. Jest wykończony, nieufny, nie ma w nim nadziei na to, że wyzdrowienie jest możliwe. Wszyscy dookoła też tak myślą: „Choroba psychiczna to już jest na zawsze, z taką chorobą nie da sie pracować” – krążą mity. Stereotypów jest jeszcze więcej, a stygmatyzacja  tych osób wciąż jest żywa. Dla osób w kryzysie psychicznym pomocą mogą być lekarze, psychoterapeuci, ale także asystenci zdrowienia. Jedną z takich asystentek jest Katarzyna Szczerbowska, która sama przeszła przez kryzys psychiczny połączony z diagnozą schizofrenii. Obecnie jest rzeczniczką Biura do spraw Pilotażu Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego, rzeczniczką Kongresu Zdrowia Psychicznego, asystentką zdrowienia oraz działaczką  w Fundacji eFkropka. Kamila Geodecka: Jesteś jedną z osób, które głośno mówią o swojej chorobie. Katarzyna Szczerbowska: Zaburzeniom psychicznym towarzyszy mnóstwo stereotypów. Opowiadam o tym, żeby zamienić je w wiedzę, żeby pokazać prawdziwe oblicze tego doświadczenia. Jeden z największych mitów dotyczący zaburzeń psychicznych mówi o tym, że to choroby na całe życie, tymczasem zawsze jest szansa na to, żeby żyć w zdrowiu. Pierwszej psychozy doświadczyłam, kiedy miałam 38 lat. To taki stan przypominający sen. Człowiek zatapia się w świecie iluzji, absurdalnych myśli. Może mu się wydawać na przykład, że wszyscy są w spisku. Słyszy, widzi rzeczy, które nie istnieją, czuje zapachy, których nie ma. Moja choroba miała dramatyczny przebieg. Nie poznawałam bliskich, nie pamiętałam kim jestem, nie chciałam jeść, miałam pampersa, bo zapomniałam o potrzebach fizjologicznych. Dużo czasu spędzałam w pasach przypięta nimi do łóżka,...

Czytaj dalej
7 książek psycholo
Fot. iStock

Książki psychologiczne pod choinkę – polecamy 10 najciekawszych tytułów

O miłości, wrażliwości, o tym, jak nie zabijać sobie codzienności sprzeczkami, o apetycie na sukces – najlepsze książki psychologiczne na Gwiazdkę dla tych, którzy chcą lepiej poznać siebie i swoje relacje.
Agnieszka Dajbor
16.12.2020

Książki psychologiczne mogą pomóc nam lepiej poznać i zrozumieć siebie. Dają wiedzę, która może nieraz nas uratować: przed depresją, toksycznym związkiem albo decyzjami, których żałowałybyśmy przez resztę życia. Dlatego – jeśli chcesz komuś dać naprawdę dobry prezent na święta, pomyśl o dobrym poradniku psychologicznym. W 2020 roku wyszło dużo naprawdę świetnych propozycji! Polecamy 7 książkowych nowości psychologicznych, które pozwolą nam lepiej zrozumieć siebie i nasze relacje z bliskimi. „Psychiatrzy” Chociaż już co czwarty Polak mierzy się z zaburzeniami psychicznymi, to nadal psychiatria jest traktowana po macoszemu – pokazuje to choćby nikła liczba oddziałów psychiatrycznych i łóżek, które się tam znajdują. Kryzys psychiczny albo choroba psychiczna ciągle są stygmatyzujące. Ciągle wstydzimy się powiedzieć, że potrzebowaliśmy pomocy specjalisty albo że ktoś z naszych bliskich cierpi na schizofrenię czy uzależnienie. Ewa Pągowska, dziennikarka, w swojej książce „Psychiatrzy” rozprawia się z mitami i przekłamaniami, które wciąż towarzyszą tematowi naszego zdrowia psychicznego. Zadaje trudne pytania, ale jej rozmówcy nie boją się na nie odpowiadać. Na książkę składają się rozmowy z piętnaściorgiem wybitnych specjalistów w dziedzinie psychiatrii, m.in. prof. Jackiem Wciórką , drem n. med. Bartoszem Grabskim i prof. dr hab. n. med. Agatą Szulc.  „Psychiatrzy. Sekrety polskich gabinetów”, Ewa Pągowska, Znak 2020 „Nigdy dość. Mózg a uzależnienia” Judith Grisel upiła się po raz pierwszy, kiedy miała 13 lat. I spodobało jej się to uczucie. Niedługo później doszły narkotyki. Przez kolejną dekadę szukała wszelkich okazji, by się odurzyć, to był właściwie cud...

Czytaj dalej
Psycholog, psychoterapeuta, psychiatra
Adobe Stock

Psycholog, psychoterapeuta, psychiatra – czym się różnią? 

Kto jest kim? Do kogo zwrócić się z jakim problemem? Te trzy profesje są bardzo często mylone, a pacjenci nie potrafią wskazać różnić pomiędzy psychoterapeutą, a psychologiem i psychiatrą. To bardzo praktyczna wiedza, bo warto wiedzieć u kogo najlepiej szukać pomocy.
Karolina Morelowska-Siluk
25.10.2020

Psyche to w tłumaczeniu „dusza”. Wszystkie nazwy zawodów zaczynające się na to słowo określają zatem kogoś, kto zajmuje się psychiką człowieka. Dlatego zarówno psycholog, psychoterapeuta, jak i psychiatra leczą naszą duszę. Ale każdy z tych specjalistów pomaga w zupełnie inny sposób oraz w innych problemach związanych bezpośrednio ze zdrowiem psychicznym. Wielu specjalistów przyznaje, że często zdarza im się usłyszeć niewłaściwe nazewnictwo wykonywanej przez nich profesji, np. pacjenci psychologa tytułują „doktorem” i proszą go o przepisanie leku. Psycholog, psychiatra i psychoterapeuta to trzy odrębne zawody, których kompetencje, chociaż czasami zbliżone, są jednak inne.  Czym zajmuje się psycholog? Psycholog to magister psychologii. Warto udać się do niego, kiedy potrzebujemy diagnozy psychologicznej, np. dotyczącej kompetencji intelektualnych. Taka diagnoza bywa pomocna w leczeniu neurologicznym lub psychiatrycznym. Poza tym psychologowie zajmują się różnymi specyficznymi problemami, zależnie od tego, jakie dodatkowe szkolenie przeszli i gdzie pracują, np. psycholog zatrudniony w poradni psychologiczno-pedagogicznej poradzi nam, jak pomóc dziecku w trudnościach szkolnych. Psycholog na oddziale psychiatrycznym pomoże zmierzyć się z chorobą psychiczną. Psycholog pracujący w Ośrodku Interwencji Kryzysowej będzie przygotowany do udzielania wsparcia w kryzysie (np. ofiarom przemocy). Psycholog w ośrodku adopcyjnym pomoże nam przejść przez proces przygotowań do adopcji, psycholog w hospicjum będzie wiedział, jak nam towarzyszyć w mierzeniu się z odchodzeniem kogoś bliskiego. Żaden z nich nie ma jednak kompetencji do prowadzenia psychoterapii, chyba że szkolił się w tym kierunku. Psychoterapię prowadzić może tylko psychoterapeuta. W czym nam pomoże psychoterapeuta?...

Czytaj dalej