Nie bądź taka miła! Kiedy próbujesz zadowolić wszystkich, tylko sobie szkodzisz
Getty Images

Nie bądź taka miła! Kiedy próbujesz zadowolić wszystkich, tylko sobie szkodzisz

My, kobiety, zapominamy, że nasze potrzeby są tak samo ważne, jak potrzeby wszystkich wokół. Że nie musimy zasługiwać na miłość uległością i usłużnością.
Dorota Szuszkiewicz
21.09.2020

Jesteś uprzejma, nawet gdy nie masz na to ochoty. Jak ognia boisz się konfliktu albo że ktoś posądzi cię o brak życzliwości. To męczące. Tak bardzo, że Jacqui Marson, brytyjska psycholog, napisała książkę o tym, jak wymknąć się przymusowi bycia miłą. Jej się udało, uda się i nam.

Ile razy chcesz powiedzieć koleżance w pracy, że jej gadulstwo jest nie do zniesienia, ale nie mówisz nic, bo po co psuć atmosferę? Ile razy zgodziłaś się zostać po godzinach, chociaż miałaś inne plany? Ile razy słuchałaś nocnych zwierzeń, chociaż rano czekały cię ważne zajęcia, które wymagały przytomności umysłu?

Zwłaszcza my, kobiety, zapominamy, że nasze potrzeby są tak samo ważne, jak potrzeby wszystkich wokół. Że nie musimy zasługiwać na miłość uległością i usłużnością. Konflikt jest wpisany w życie i nie da się przed nim uciec. Nie wyeliminujemy go z życia, jeśli będziemy siebie stawiać zawsze na drugim miejscu. Wręcz przeciwnie, wejdziemy w konflikt sami ze sobą. Przestaniemy siebie lubić.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Empatia czy wyjątkowe wyczulenie?

– Niektórzy ludzie są wyjątkowo wyczuleni na sygnały mówiące o tym, jak inni czują się w ich otoczeniu – mówi psycholog dr Joanna Heidtman. – Są takie typy osobowości. Tych sygnałów jest bardzo dużo i dla tych osób są one ważną informacją, sterującą ich zachowaniem. Dla tego typu ludzi harmonia w relacjach jest nadrzędną wartością. Ale na taką postawę wpływ ma także nasze dzieciństwo. Dziecko nie kwestionuje przekonań rodziców, bierze je za swoje, nie ma wobec nich krytycyzmu. Uczy się, co jest dobre, a co złe. Że nie wolno przeszkadzać dorosłym, płakać z byle powodu, a za posłuszeństwo będzie nagroda, za nieposłuszeństwo – kara. Jeśli rodzice wtłoczą dziecku do głowy przekonanie, że będą dla niego dobrzy tylko wtedy, kiedy ono będzie posłuszne – taki model zachowania może się utrwalić na całe życie.

Cały nasz umysł i ciało pracują na ekonomicznej zasadzie, że „im łatwiej, tym szybciej i sprawniej”.

– Stosujemy schematy, których się wyuczyliśmy – mówi Joanna Heidtman. – A że wiele z nich jest dla nas niedobrych To nie do końca prawda. Człowiek nie robi niczego, co jest dla niego wyłącznie niedobre. Otrzymywaliśmy za takie zachowania jakieś nagrody. Chociażby w postaci tymczasowego spokoju, akceptacji.

Ale nagroda daje spokój na chwilę. Potem czujemy, jak rośnie w nas agresja, mamy żal do siebie i innych. W końcu wybuchamy. Co potem?

– Takie osoby albo obniżają poczucie własnej wartości, co może prowadzić nawet do depresji. Albo idą w stronę zachowań agresywnych – mówi Joanna Heidtman. – Wtedy można mówić o postawie pasywno-agresywnej, czyli: „długo nic nie mówię, nic nie robię, a potem atakuję nieadekwatnie do sytuacji”.

Jest jeszcze trzecia droga, czyli autoagresja. Wyrzuty sumienia mogą być delikatną formą autoagresji. Ale autoagresja może mieć także inne formy – od zaniedbania swojego zdrowia, przez używki, aż po choroby o podłożu psychosomatycznym. Boli kręgosłup, ale winne jest temu napięcie pochodzące ze zgromadzonej złości. Jak więc nauczyć się odwagi w wyrażaniu naszych pragnień, naszego sprzeciwu, naszej opinii Jak wyznaczyć granice, żeby nie przesadzić w drugą stronę i nie przyjąć postawy roszczeniowej 

– W psychologii mówi się o „dezintegracji pozytywnej” – tłumaczy Joanna Heidtman. – Ta układanka naszych przekonań, emocji, zachowań, które tworzyły ten niezdrowy dla nas układ „bycia miłym”, musi się rozpaść, żeby mogła – choć w bólu i dyskomforcie, powstać struktura silniejsza, bardziej autentyczna, pozwalająca budować zdrowe relacje ze światem. Czasem trzeba przejść takie załamanie, żeby zbudować od nowa relacje. Często trzeba sięgnąć głębiej, czyli do przeszłości, do różnych zranień z bardzo wczesnego okresu naszego życia. Profesor psychologii Martin Seligman uważa, że najważniejszy jest sposób myślenia o przyczynach tego, co nam się przydarza. Na podstawie wieloletnich badań opracował metodę wewnętrznej oceny siebie w sytuacjach porażek czy niepowodzeń. Zaproponował ćwiczenie takiej dyscypliny myślenia, która pozwoli eliminować całe fragmenty tych wypowiedzi wewnętrznych, które są dla nas negatywne. Dzięki temu możemy się im przyjrzeć „na zimno”, przeanalizować, skąd się wzięły, i ocenić, na ile były uzasadnione.

Nie muszę, ale chcę

Taki trening mentalny przyniesie rezultaty, jeśli będziemy stosować go wytrwale. Bo nawrót choroby o nazwie „jestem miła” zdarza się każdemu i trzeba się pilnować, żeby nie wpaść w stare koleiny. Trening monitorowania i osłabiania wewnętrznych głosów krytycznych proponuje też Jacqui Marson, angielska psycholożka, autorka książki „Bycie miłym to przekleństwo” (Warszawa 2015, Muza SA). Wie, co pisze, bo sama tego przekleństwa doświadczyła. Wychowała się w rodzinie, w której należało być twardym. Jako sześciolatka spadła z kucyka, noga utknęła jej w strzemieniu i kucyk ciągnął ją spory kawałek po rżysku. Miała być dzielna, więc wstała, otrzepała sukienkę i wsiadła z powrotem na kucyka. To nic, że plecy miała całe we krwi. Za taką postawę była chwalona i podziwiana. W dorosłym życiu, gdy się poślizgnęła i wywróciła, mimo potwornego bólu ręki, otrzepała sukienkę, uśmiechnęła się i przez 10 dni, choć cierpiała, nie chciała zawracać lekarzom głowy takim drobiazgiem. Kiedy zjawiła się w szpitalu, okazało się, że ręka była złamana. Lekarz pytał, dlaczego tyle czasu zwlekała z wizytą.

Jacqui Marson przedstawia różne typy „ludzi miłych” i przyczyny, dla których wpadli w taką pułapkę. Proponuje też różne metody radzenia sobie z niezadowoleniem z dotychczasowego życia i z lękami, które nas „spętały”. Przede wszystkim bądź dla siebie dobra – zaleca – nie obwiniaj się o wszystko, staraj się komunikować z otoczeniem efektywnie. Znajdź swoje mocne strony, przecież nie w każdej sytuacji jesteś zahukaną, niepewną swego zdania istotą. Może w pracy idzie ci świetnie, jesteś doceniana, a tylko w domu twoje potrzeby schodzą na dalszy plan Zastanów się, jaką twarz pokazujesz otoczeniu, a co czujesz naprawdę, jakie uczucia w sobie tłumisz albo wręcz ignorujesz. Które sytuacje wywołują lęk i potrzebę ucieczki. Jak na to reaguje twój organizm. Nawet jeśli sobie tego nie uświadamiasz, twoje ciało powie ci, że coś jest nie tak: krótki oddech, drżące dłonie, ból brzucha. To ci uświadomi, czego nie chcesz, i w końcu będziesz wiedziała, czego chcesz, bo pewnie „bycie miłą” zabiło w tobie wszystkie prawdziwe pragnienia. No i jeszcze bardzo ważne: Jacqui Marson radzi zamienić słowo „muszę” na słowo „chcę”.

Najtrudniejsze pierwsze nie

Jako pomoc praktyczną Jacqui Marson opracowała Kartę Osobistych Praw, a w niej na pierwszym miejscu jest: prawo do wyrażania własnych uczuć i bycia sobą. Potem idzie prawo do mówienia, że czegoś nie rozumiesz, prawo do odmawiania, prawo do posiadania własnego zdania i stawiania siebie na pierwszym miejscu, prawo, by nie czuć się odpowiedzialną za innych oraz prawo do błędu.

Najważniejsze to pokonać lęk przed pierwszym „nie”. Zrób to najpierw w błahej sprawie, zobaczysz, że nie jest to takie trudne, a następne „nie” będzie łatwiejsze. Wyprostuj się, podnieś głowę, weź głęboki oddech, spójrz ludziom w oczy i powiedz grzecznie, ale stanowczo „Nie” – radzi Jacqui Marson.

Powoli nabierzesz pewności siebie, zapewnia autorka, zaczniesz wreszcie wyrażać swoje prawdziwe poglądy, nie będziesz wstydzić się swoich wyborów i gustów. Zaczniesz machać ręką na to, co inni o nich myślą. Poczujesz, że twoje zdanie się liczy, twoje wybory są ważne, że nie musisz mieć poczucia winy, odmawiając. Twoje otoczenie na początku będzie zaskoczone, niektórzy będą nawet stawiać opór, ale nadejdzie taki moment, że to docenią i będą szanować. A jeśli nie – trudno, to twoje życie, a nie ich. Szczerość pogłębi twoje relacje z innymi, da poczucie wolności i przyjemność w kontaktach.

Grzeczne mówię: spadaj!

Ale ponieważ życie jest nieprzewidywalne, nigdy nie wiadomo, kiedy przyjdzie kryzys, Jacqui Marson radzi mieć pod ręką koło ratunkowe – tzw. Kartę SOS, czyli trzy punkty. Pierwszy: nazwisko osoby, która cię nigdy nie ocenia i do której możesz zadzwonić w trudnej chwili. Drugi zawiera najlepsze słowo, którym odpędzasz wewnętrzne krytyczne głosy, np. „spadaj”. A w punkcie trzecim zapisz to, co cię wycisza, wzmacnia i pociesza.

– Trzeba sobie uświadomić, co jest dla nas dobre, i ustawić własne priorytety – przyznaje Joanna Heidtman. – Nie zapomnę mojej znajomej, która tak jak i ja dużo pracuje. Któregoś dnia próbowałyśmy się umówić. Zaproponowałam termin dosyć późno wieczorem, a ona na to: „Nie, bo ja zawsze po godz. 18 jadam kolację z narzeczonym”. I wtedy do mnie dotarło, że ona ma tak mocno i świadomie ułożone priorytety, że nie ma żadnego problemu z odmawianiem. Robi to ciepło i grzecznie, ponieważ wie, co jest dla niej ważne.

Jeśli to wiemy, nasza odmowa nie zabrzmi nietaktownie czy wrogo. Wyrazimy ją ze spokojną pewnością siebie. Co więcej, tak wyrażona odmowa spotka się ze zrozumieniem. Nawet większym niż nieszczerze wyrażona zgoda, podszyta lękiem, niepewnością i niezadowoleniem. Bo pamiętajmy, że naszej wewnętrznej niewygody nie da się ukryć. Wbrew naszym obawom i pozornej logice, otoczenie bardziej szanuje szczere „nie” od nieszczerego „tak”.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
kobieta i mężczyzna
Adobe Stock

Czy umiesz stawiać granice? Poznaj 4 proste kroki do większej asertywności

Asertywność to bycie w kontakcie ze sobą i z innymi, kiedy jesteśmy w stanie wyrazić swoje potrzeby, a jednocześnie przyjąć czyjeś pragnienia. Jak się tego nauczyć?
Aleksandra Nowakowska
30.04.2020

Asertywność z pewnością nie jest ani biernością, ani agresją. Asertywność polega na promowaniu siebie w aktywny i pozytywny sposób. To też umiejętność jasnej, bezpośredniej i uczciwej komunikacji. Mniej asertywne z reguły są osoby z wysokim poziomem lęku. Zamiast asertywności często wybierają bierną agresję  albo postawę unikową. Dlaczego tak trudno nam przychodzi asertywność? Często problemem jest system przekonań wpojony nam w dzieciństwie. Jeśli uważasz na przykład, że tylko bycie zawsze miłą umożliwi ci współdziałanie z innymi, trudno ci będzie zachować się asertywnie, nawet jeśli ktoś poważnie naruszy twoje granice. Z drugiej strony – także myślenie, że jedynie atakując ludzi i naciskając na nich, możemy coś w życiu osiągnąć, nie pozwala na zdrowe budowanie granic. Większe trudności z asertywnością mają ludzie o niskiej samoocenie, ponieważ boją się konfliktu, krytyki i odrzucenia. Z tego powodu nie biorą pod uwagą swoich potrzeb i nie wyrażają swoich opinii.  Asertywność jest umiejętnością, którą możemy się nauczyć. Jest strategią lepszą niż wycofywanie się lub ciągłe ataki. Czasem wydaje nam się, że lepiej przemilczeć swoje zdanie albo wymusić coś na kimś, ale na dłuższą metę to nie działa, ponieważ przestajemy być w kontakcie z innymi i zdradzamy siebie. Poprzez asertywność rozwijamy kontakt ze sobą i z otoczeniem. To wyraz szacunku dla siebie i innych. Dzięki praktykowaniu asertywności stajemy się autentyczni – ze swoimi prawdziwymi pomysłami, prawdziwymi wadami, prawdziwymi różnicami. Nie próbujemy stać się czyimś lustrem. Nie próbujemy tłumić czyjejś wyjątkowości. Nie próbujemy udawać, że jesteśmy idealni. Stajemy się sobą i pozwalamy na to innych. Jak się nauczyć asertywności? 1. Na bieżąco wyrażaj swoje potrzeby i...

Czytaj dalej
motywacja w rozwoju
Caleb George

Mówiąc: „Mogę wszystko!” albo: „Jestem zwycięzcą!” oszukujesz samą siebie

Motywacja do działania polega na czymś innym niż powtarzanie sobie „zwycięskich afirmacji”.
Sylwia Niemczyk
05.07.2019

Nie wierzę w szumne hasła motywujące: »Dasz radę!« albo »Jesteś zwycięzcą!«. Na dłuższą metę one nie działają. Prawdziwą, skuteczną motywację do działania musimy znaleźć w sobie” – mówi dr Joanna Heidtman, psycholog i coach. Sylwia Niemczyk: Jesteśmy leniwi?  Joanna Heidtman: Z natury? Przeciwnie, zwykle lubimy być aktywni i mamy dużą satysfakcję z działania. Bezczynność nas męczy. To dlaczego już na początku marca po naszych noworocznych postanowieniach pozostaje tylko pył i kurz? Tak marzyliśmy, planowaliśmy, a potem starcza nam energii tylko na marne dwa miesiące? To akurat w ogóle mnie nie dziwi, bo postanowienia i cele, które sobie stawiamy, płynąc na fali noworocznej euforii, są często nierealistyczne i niezgodne z innymi, ważnymi dla nas aktywnościami. Wtedy nawet najwyższa motywacja nam nie pomoże, bo przecież jej fundamentem jest dobrze obrany cel. Rzadko się zastanawiamy, na ile to, co chcemy osiągnąć, jest w ogóle możliwe, a po drugie: na ile jest to „nasze”, wynika z naszych wartości, potrzeb, zasad.  Ale bywa, że nawet kiedy mamy „nasz” cel, to nie umiemy się zmusić do działania. Chcemy schudnąć – ale nawet nie wykupujemy karnetu na siłownię. Wszystko pozostaje w sferze planów.  Dalej nie sądzę, że to jest kwestia jakiegoś wrodzonego „lenistwa”. Na to, czy w ogóle podejmiemy jakieś działanie, składa się dużo różnych rzeczy, np. nasz poziom energii, uznanie innych oraz – to jest bardzo ważne! – nasze poczucie, że cokolwiek od nas zależy. Osoby, które wierzą, że mają duży wpływ na to, co dzieje się w ich życiu – w psychologii mówimy o nich: wewnątrzsterowne – będą chętnie podejmować jakiś wysiłek. Będą...

Czytaj dalej
Coach o pracy
Getty Images

Polubmy poniedziałki! – radzi coach. I tłumaczy, dlaczego warto zmienić swoje podejście

Narzekanie na pracę odbiera siły
Hanna Węgorzewska
26.05.2019

Pozytywne podejście i odnalezienie choć odrobiny sensu w naszej pracy daje energię. Ciągłe obrzydzanie jej samemu sobie odbiera nam siły – tłumaczy dr Joanna Heidtman, psycholog i coach w „Urodzie Życia”. I wyjaśnia, że zamiast odliczać: „Jeszcze tylko pięć dni do weekendu”, lepiej będzie, jeśli uświadomimy sobie, że poniedziałek to też nasze życie. Co zrobić, aby polubić swoją pracę? Pytamy.  Uroda Życia: Nie lubię poniedziałków – powtarzamy to hasło od lat. Dlaczego tak często traktujemy pracę jako karę, skoro spędzamy w niej tyle życia? To nielogiczne. Joanna Heidtman:  Tak, rzeczywiście. W mediach społecznościowych mnożą się wpisy: „Jeszcze tylko pięć dni do weekendu” – jakby koniec tygodnia był jedynym czasem, gdy możemy czuć się spełnieni. Ba, wreszcie jesteśmy sobą… A potem z ciężkim sercem idziemy do pracy. A przecież nie żyjemy w oddzielnych „sektorach”, to cały czas to samo życie, w pracy, w domu. Nie dość, że nie zawsze jest idealnie, to jeszcze sami obrzydzamy sobie naszą pracę. Troszkę wzmacnia to społeczna norma, bo inni też narzekają – na szefa, nawał obowiązków, niską pensję, brak docenienia. Rzadko słyszymy: „A może nie jest tak źle?”. Narzekając i psiocząc, dostajemy często od innych „głaski” w postaci zrozumienia i wsparcia: „No tak, rzeczywiście beznadziejnie”. Dlaczego to może być na długą metę niebezpieczne? Bo utwierdzamy się w przekonaniu, że faktycznie w pracy ucieka nam życie, że nic albo niewiele możemy, że nic i nigdy się nie zmieni i niewiele zależy od nas. Nie dość, że nie jest idealnie, to w naszym postrzeganiu rysuje się to tylko gorzej. I nam jednocześnie też jest gorzej.  Co wynika z takiego pesymistycznego nakręcania się? Zniechęcenie, wypalenie, a...

Czytaj dalej
Sposoby na przewlekły stres
Thibault Debaene 

Psycholog, Joanna Heidtman o naszym napięciu psychicznym: „Same sobie to robimy”

„Wyżej, dalej, szybciej, lepiej”? Zwolnij, bo nie dobiegniesz.
Sylwia Niemczyk
05.07.2019

Pędzimy. W stresie i rozedrganiu, cały czas na pełnej adrenalinie. Od  rana do wieczora, nawet nocą nie umiemy wyhamować. „Tymczasem im dalej  chcemy dobiec, tym bardziej musimy zadbać o mądre rozłożenie własnej energii”, mówi dr Joanna Heidtman, psycholog i coach. Nie żyć w stresie Sylwia Niemczyk, „Uroda Życia”: Czy możemy same, bez tabletek i psychoterapii, uwolnić się od ciągłego napięcia i stresu?  Joanna Heidtman: Moje doświadczenie coacha podpowiada mi, że z tym napięciem, rozedrganiem i kotłowaniną myśli możemy walczyć tylko wtedy, kiedy staniemy z nimi oko w oko. Czyli zamiast bezsennie leżeć w łóżku, lepiej wstańmy, weźmy kartkę i wypiszmy wszystko, co mamy w  głowie.  Tyle że wypowiedzenie na głos naszych lęków czy smutków jest bardzo trudne.  Ale dopóki pozostaną niesformułowane, będą wywoływać w nas niepokój. Uzewnętrznienie naszych lęków czy smutków może boleć, ale już po chwili przyniesie ulgę. Poza tym, dlaczego aż tak bardzo boimy się poczuć swój smutek? Czemu uciekamy przed trudnymi uczuciami? To duży błąd, bo jeśli chodzi o emocje, to mamy do wyboru: albo wszystko, albo nic. Nie chcemy czuć smutku, strachu czy złości? OK, to jest możliwe, ale wiąże się z tym, że przestaniemy też czuć radość, entuzjazm czy szczęście. Tutaj nie ma kompromisu.  Skąd się bierze to nasze współczesne rozedrganie nerwów?  Najbardziej oczywistym powodem jest ogromna liczba bodźców, które wołają o naszą uwagę. I ona skacze jak pies za rzucaną piłką – raz tu, raz tam.  Nadmiar informacji może dekoncentrować, ale czemu wywołuje w nas taki stres? Bo jeśli nasza uwaga co chwilę przeskakuje gdzieś indziej, to szybko się męczy. Nie jesteśmy wtedy już w...

Czytaj dalej