Neurony lustrzane to podstawa empatii
unsplash.com

Neurony lustrzane to podstawa empatii

Empatia bardzo ułatwia nam kontakty międzyludzkie. Nie można jej dotknąć ani usłyszeć, ale można ją za to poczuć i rozwijać. Jak to zrobić? Sprzyja nam natura, a dokładniej neurony lustrzane w naszym mózgu.
Karolina Morelowska-Siluk
20.01.2021

Umieć „postawić się na czyimś miejscu”, czy „wejść w cudze buty” to coś, co bardzo ułatwia budowanie więzi międzyludzkich. Empatii nie da się „zobaczyć”, za to można ją poczuć, a przede wszystkim można ją w sobie rozwijać. Z pewnością warto to robić!

Amerykański biznesmen, założyciel Ford Motor Company, bez wątpienia człowiek sukcesu, powiedział, że: „Sekret sukcesu leży w umiejętności patrzenia na rzeczy zarówno z pozycji rozmówcy, jak i własnej”. Wiele w tym prawdy. Tylko co zrobić, by się tego nauczyć? Na szczęście nasz mózg został bowiem wyposażony w specjalne struktury, tzw. neurony lustrzane.

Czytaj też: Być może twoje dziecko nie odniesie sukcesu – i nie ma w tym twojej winy!

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Neurony lustrzane – lustro w mózgu

Neurony lustrzane zostały odkryte dopiero na początku lat 90. przez włoskiego neurofizjologa Giacomo Rizzolattiego i jego współpracowników. Zaobserwowali oni, że w mózgu małp wykonujących bardziej złożoną czynność uaktywnia się określona grupa neuronów i jest to dokładnie ta sama grupa, która aktywuje się, gdy małpa obserwuje tę samą czynność wykonywaną przez inne małpy.

Dalsze badania dowiodły, że to samo zjawisko ma miejsce u ludzi. Według włoskich naukowców oznacza to, że interpretujemy obserwowane zachowanie dzięki stymulacji konkretnego obszaru w mózgu. Grupę neuronów odpowiedzialnych za to nazwano neuronami lustrzanymi, ponieważ „odbijają” one, niemal jak w lustrze, nie tylko zachowania, ale także emocje innego człowieka.

Jak działają neurony lustrzane?

Neurony lustrzane to grupy komórek nerwowych, które uaktywniają się podczas wykonywania pewnej czynności albo… obserwowania jej u innych. Pozwalają lepiej rozumieć drugiego człowieka, czuć to, co on, a czasem nawet przewidywać jego motywacje. Wniosek jest prosty: neurony lustrzane stanowią doskonałą bazę dla empatii. 

Odkrycie neuronów lustrzanych pozwoliło spojrzeć na nowo na procesy uczenia się złożonych zachowań społecznych. Wiedząc o ich istnieniu, można śmiało powiedzieć, że ludzki mózg nie ma sensu bez mózgów innych ludzi w pobliżu, a „wizje” rzeczywistości, które budują nasze mózgi, są w dużym stopniu zależne od informacji wysyłanych przez innych ludzi.

Można pokusić się o stwierdzenie, że między wewnętrznymi światami ludzi przebywających akurat blisko siebie nie ma wyraźnej granicy. Naszą siłą jest zatem nie tylko wspólne gromadzenie konkretnej wiedzy, ale także „zespołowe” stany emocjonalne i odczucia.

Czytaj także: Emocje. Jak wyrażać je w zdrowy sposób?

Neurony lustrzane, a nauka nowych umiejętności

Zdaniem niektórych psychologów neurony lustrzane pozwalają współodczuwać silne emocje, szczególnie emocje negatywne takie jak ból, strach czy wstręt. Umożliwiają one także uczenie się, ponieważ jedną z istotnych form nauki, głównie na wczesnym etapie rozwoju, jest naśladowanie. Neurony lustrzane mają umożliwiać przekazywanie i nabywanie umiejętności, zwłaszcza tych ruchowych.

Jednym z eksperymentów potwierdzających działanie neuronów lustrzanych oraz to, że mechanizm naśladowania jest wrodzony, jest test polegający na pokazywaniu języka noworodkowi. Dziecko automatycznie pokazuje swój język, co zdaniem badaczy oznacza, że mechanizm naśladowania obserwowanej czynności jest wrodzony i w pewnym sensie automatyczny. Dzięki neuronom lustrzanym „czytamy” wygląd twarzy innej osoby i odpowiadamy podobnym ułożeniem swojej. 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG

Uważasz się za empatyczną? Sprawdź, czy naprawdę taka jesteś

Okazuje się, że tylko do pewnego stopnia. Bronimy się przed współczuciem, wtedy gdy boimy się cierpienia – tak dowodzą najnowsze badania.
Aleksandra Nowakowska
27.03.2020

Empatia to zdolność do współodczuwania i rozumienia uczuć innych. To umiejętność, której potzrebuje każda z nas po to, aby tworzyć autentyczne relacje z innymi. JEmpatia jest nam konieczna do życia… ale większość z nas wcale nie chce jej odczuwać. Dowodem na to jest  badanie przeprowadzone przez zespoły kanadyjskich naukowców z Penn State University i University of Toronto. Okazuje się, że tłumimy empatię nawet wtedy, gdy doskonale zdajemy sobie sprawę, że razem z nią w pakiecie dostaniemy inne pozytywne uczucuia – wzruszenie, radość, poczucie bliskości. Czemu tak się dzieje? Ciemna strona współodczuwania Podczas 11 eksperymentów badawczych z udziałem 1200 osób, wyszło na jaw, że uczestnicy, mając do wyboru zdjęcia, których oglądanie wiązałoby się z okazaniem współczucia, wybierali te niewzbudzające żadnych emocji. Jedynie 35 proc. badanych odważyło się czuć. Pozostali argumentowali, że empatia wymaga od nich sporego wysiłku zarówno psychicznego, jak i mentalnego, którego nie chcą podejmować, bo boją się cierpienia. Zachęcani – okazywali poirytowanie i zaniepokojenie. W kolejnym etapie badań uczestnicy, którym powiedziano, że są bardziej empatyczni od innych, chętniej otwierali się na zachowania pełne współczucia, po czym stwierdzali, że to nie jest takie obciążające, jak im się wydawało. Wynika z tego wniosek, że chociaż unikamy okazywania uczuć, możemy się w ich kierunku zmotywować i podoba nam się bycie postrzeganymi jako empatyczni. Poza tym praktykowanie empatii w sposób naturalny nas do niej zachęca.  W analizę empatii zagłębił się też znany badacz z University Yale, Paul Bloom. Zauważył, że to emapria motywuje nas do altruistycznych gestów i jest podstawą budowanych przez nas relacji. Pozwala lepiej...

Czytaj dalej
Jak stres pomaga nam osiągać cele.
Adobe Stock

Jak możesz kontrolować swój stres i sprawić, by stał się twoim sprzymierzeńcem?

Oskarżamy stres o najgorsze: że tuczy, rujnuje zdrowie, odbiera radość życia. A jednak okazuje się, że bez niego nie zaszłybyśmy daleko. O tym, jak pomaga osiągać cele, rozmawiamy z psycholożką Ewą Jarczewską-Gerc.
Aleksandra Więcka
10.08.2020

Każdą stresującą sytuację możemy potraktować albo jak wyzwanie, albo zagrożenie. Pierwszy, ważny choć paradoksalny krok do oswojenia stresu, to docenić i przestać się go bać. Badania pokazały, że wizualizacja  zagrożenia pozwala np. szybciej schudnąć i działa lepiej niż wyobrażanie sobie przyszłej świetnej sylwetki. O sposobach, które pomagają zmienić stres w wyzwanie, opowiada psycholożka, dr Ewa Jarczewska-Gerc.  Motywujący stres Aleksandra Więcka: Wie pani, jaka grupa kobiet jest najbardziej zestresowana? Ewa Jarczewska-Gerc:  Słucham. Gospodynie domowe. Z badań amerykańskiej profesor psychiatrii Georgii Witkin wynika, że najbardziej zestresowane nie są pracujące matki, które same wychowują dzieci, tylko niepracujące kobiety z problemami w związku.  Wcale mnie to nie dziwi. Utrata kontroli nad życiem jest jedną z najsilniejszych przyczyn stresu i źródłem napięcia kobiet, które z różnych względów wycofały się z rynku pracy. A praca to przecież nie tylko wysiłek, ale cała sieć relacji społecznych, satysfakcja z osiągnięć. Każdy człowiek niezależnie od płci potrzebuje też samorealizacji, rozumianej jako wykorzystanie swojego unikalnego potencjału, poza rolą żony czy matki. Ale wystarczy poprawa sytuacji w związku, żeby ryzyko depresji było tylko nieznacznie wyższe niż u kobiet zadowolonych i z pracy, i z małżeństwa. Jak wynika z ustaleń psychologii pozytywnej, wsparcie bliskich jest najważniejszym czynnikiem redukującym stres. Szczególnie dla kobiet, bo to one częściej wybierają sposoby łagodzenia napięcia polegające na rozmowie czy dotyku. I to jest bardzo konstruktywne działanie, o ile – uwaga! – nie przesadzimy. Bo nieustanne opowiadanie innym o swoich problemach, przynosi...

Czytaj dalej
inteligencja emocjonalna
pexels.com

Inteligencja emocjonalna – czym jest i jak ją rozwijać?

Inteligencja emocjonalna pozwala na trafne nazywanie własnych emocji oraz rozpoznawanie ich u innych osób. Często jest także podstawą wysokich kompetencji społecznych.
Kamila Geodecka
07.12.2020

Inteligencja emocjonalna po raz pierwszy została wyszczególniona w 1990 roku przez amerykańskich absolwentów Uniwersytetu Harvarda – Johna Mayera i Petera Salavey’a. Zauważyli oni, że wysoki poziom IQ wcale nie gwarantuje tego, że będzie się dobrze zarządzało ludźmi. Potwierdzenia szukali w największych korporacjach, gdzie na stanowiskach kierowniczych wcale nie było osób o wysokiej inteligencji, którą można zmierzyć testem IQ. Co się składa na inteligencję emocjonalną? Następnie bestsellerem stał się podręcznik pt. „Inteligencja emocjonalna” napisany przez Daniela Golemana. Autor przekonuje, że sam intelekt wcale nie jest kluczem do sukcesu. Liczy się także umiejętność prawidłowego kierowania emocjami. Goleman wyronił także elementy, które składają się na inteligencję emocjonalną. Są to: Empatia Samoregulacja Motywacja Umiejętności społeczne Samoświadomość Inteligencja emocjonalna – cechy osób Osoby, która mają wysoko rozwiniętą inteligencję emocjonalną, mają też pewne cechy, które je  wyróżniają. Przede wszystkim są to osoby bardzo asertywne, które zawsze potrafią postawić jasne granice oraz stanowczo powiedzieć, co chcą robić, a czego nie. Zawsze jednak będą podejmowały decyzje z myślą o innych. Osoby z wysoką inteligencją emocjonalną będą miały także rozwinięte kompetencje społeczne, które pozwalają im na nawiązywanie oraz podtrzymywanie kontaktów międzyludzkich. W relacjach są bardzo świadome swoich oraz cudzych emocji, a dzięki dodatkowo rozwiniętej empatii chętnie będą pomagały tym, którzy tego potrzebują. Są świetnymi słuchaczami oraz zawsze będą zainteresowane ludźmi. Wycofają się jednak z każdej znajomości, która będzie miała znamiona toksyczności. Takie osoby są...

Czytaj dalej
jaki powinien być nauczyciel
getty images

„Kiedy dziecko się boi, wtedy będzie się uczyć?” – prof. Jacek Pyżalski o empatii u nauczycieli

Wypalenie zawodowe nauczycieli zagraża uczniom.
Karolina Morelowska-Siluk
04.01.2019

Dobry nauczyciel powinien zauważyć każdą zmianę w zachowaniu dziecka. Na tym polega jego misja. Najważniejsze nie jest wcale wtłaczanie do głowy surowej wiedzy. Nauczyciel musi być czuły jak barometr” – mówi profesor Jacek Pyżalski, profesor Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, dr hab. nauk humanistycznych w zakresie pedagogiki. Karolina Morelowska-Siluk, „Uroda Życia”: Będziemy rozmawiać o empatii w szkole. Powiem szczerze, że dla mnie to zjawisko nieistniejące. Ostatnio mój dziewięcioletni siostrzeniec przyszedł ze szkoły, mówiąc mamie, że jedna z koleżanek jest ciągle smutna. Jak to jest możliwe, że smutek u dziecka dostrzega rówieśnik, a nie reaguje na niego wychowawca?  Najpierw słowo o pani siostrzeńcu – wspaniale, że dostrzega coś takiego. Witold Skrzypczyk, nieżyjący już niestety, doskonały terapeuta stworzył program „Pogotowie rówieśnicze”. Uczył dzieciaki czujności właśnie na to, co dzieje się z ich koleżankami i kolegami. Uczył, aby nie pozostawać obojętnym. Oczywiście, dziecko nie udzieli w takiej sytuacji stosownej pomocy, ale często wsparcie rówieśnika ma bardzo duże znaczenie, większe, niż moglibyśmy sądzić. Więc dzieci warto „uczulać” na drugiego człowieka od najmłodszych lat. Dobry nauczyciel powinien zauważyć każdą zmianę w zachowaniu u konkretnego dziecka. Na tym polega ta misja. Priorytetem wcale nie jest tylko wtłaczanie do głowy surowej wiedzy. Nauczyciel musi być czuły jak barometr. Musi mieć oczy szeroko otwarte, bo czasami mamy do czynienia z mało spektakularnymi zachowaniami, które mogą zwiastować kłopoty. Łatwo zauważyć, że dziecko ma siniaka, że płacze czy koledzy go popychają, ale już trudniej zauważyć, że dziecko jest przez rówieśników ignorowane. To czasami są naprawdę subtelności, na przykład...

Czytaj dalej