Kim Kardashian i gwiazdy porno uczą nasze dzieci, jak wyglądać – i jak żyć
getty images
#czytajdlaprzyjemności

Kim Kardashian i gwiazdy porno uczą nasze dzieci, jak wyglądać – i jak żyć

Nastolatki wierzą, że muszą być sexy!
Dominika Buczak
24.11.2018
„Gwiazdy filmów porno uczą nastolatki, na czym polega klasa, styl i czym jest seks.  Z wirtualnego świata płynie przekaz: musicie wyglądać jak Kim Kardashian” – mówi psycholożka Aleksandra Żyłkowska* i dodaje:„Dzieciom należą się nasza uwaga, czas i rozmowa, które będą alternatywą dla ich internetowych wyborów”. 
 
*Aleksandra Żyłkowska – psycholożka i edukatorka seksualna. Pracuje w Strefie Młodzieży na Uniwersytecie SWPS, prowadząc warsztaty i szkolenia dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych.
 
 
Dominika Buczak: Czy to prawda, że coraz młodsze dzieci przywiązują wagę do tego, żeby wyglądać atrakcyjnie?
Aleksandra Żyłkowska: Sekualizacja to coraz bardziej powszechne zjawisko, które polega na tym, że wartość człowieka oceniana jest tylko przez pryzmat jego atrakcyjności seksualnej. Inne cechy stają się drugorzędne. Dotyczy wszystkich, również dzieci. I to właśnie w ich przypadku ma najwięcej skutków ubocznych. Małym dziewczynkom kupujemy boa z piór, kosmetyki do malowania twarzy, perfumy. W sklepach można znaleźć stringi dla 8-, 10-latek. To wielki rynek przedmiotów, których konsumentami są dzieci. Każda z tych rzeczy może stać się elementem ich seksualizacji. Może, chociaż nie musi.
 
Lalki w sklepach z zabawkami wyglądają jak seksbomby.
Dostępne są lalki ubrane w czarne skórzane minispódniczki i wysokie kozaki. Niektóre dzieci mogą zbudować swój wzorzec kobiecości na podstawie takiego wizerunku. Ale nie wszystkie. Są dziewczynki, które rozumieją, że kiedy bawią się w księżniczki, to nie muszą wyglądać jak księżniczki. Ale są takie, które nie łapią tej subtelnej różnicy. Podobnie jest z seksualizacją. Niektóre dzieci i nastolatki zaczynają mierzyć swoją wartość wyłącznie przez pryzmat własnej atrakcyjności seksualnej. Próbują się dopasować do normy, według której atrakcyjność fizyczna oznacza bycie seksownym. Uważają, że jeśli mają określony makijaż, strój, konkretny kształt brwi czy kolor oraz długość włosów, to znaczy, że są fajne. A jeśli wyglądają inaczej – nie są ciekawymi ludźmi.
 
Niezależnie od tego, ile książek czytają, jak się uczą, czy mają poczucie humoru albo świetnie grają w tenisa?
Nie liczą się cechy charakteru, sposób spędzania czasu, znajomość języków. Jedyną miarą wartości jest atrakcyjność seksualna. Wiele dziewczynek chce wyglądać jak ich idolki, np. Kim Kardashian. Niektóre z nich zupełnie nie rozumieją, że to produkt przemysłu telewizyjnego.
 
To rzeczywiście kiepski wzór dla dorastających dziewczyn. Ale co złego jest w tym, że siedmioletni chłopczyk chce mieć perfumy z Myszką Miki? Czym to grozi?
Wszystko zależy od tego, jaki stosunek mają do tego rodzice i otoczenie. Jeśli chłopiec chce być jak tata, to w porządku, ale jeśli takie perfumy gwarantują pozycję w grupie, to już gorzej. Jeżeli dzieciak będzie się dobrze czuł wśród kolegów tylko pod warunkiem, że ma perfumy, to może stać się niebezpieczne, bo ich brak wpłynie na jego samoocenę.
 
Jakie dzieciaki są szczególnie narażone na seksualizację?
Dziewczynki bardziej niż chłopcy, dlatego że bardziej eksponuje się seksualność kobiecą. Dziewczynka wie od dziecka, że jeśli chce być seksowna, to musi nosić buty na obcasie, być szczupła, wysoka i mieć makijaż.
 
Których dziewczynek to dotyczy?
Na seksualizację podatne są osoby, znajdujące się w grupie rówieśniczej, w której to jest dominująca wizja świata. Nie chroni przed nią ani dobra dzielnica, ani dobre liceum. Co więcej, w szkole „dobrej” czy prywatnej uczą się często dzieci z lepiej sytuowanych rodzin, więc uczniom, których rodzice są mniej zamożni, może być łatwiej zaistnieć w grupie rówieśniczej, jeśli będą atrakcyjni.
 
A chłopcy?
Też nie są wolni od seksualizacji. Wielu nastolatków spędza całe dnie na siłowni, ćwiczą mięśnie, rzeźbią ciało. Pojawił się nawet termin bigoreksja, nowe zjawisko badane przez psychologów. Jej wyznacznikami może być spędzanie wielu godzin na siłowni, kompulsywne utrzymywanie reżimu diety i treningów z jednoczesnym przekonaniem, że ciało ciągle nie jest wystarczająco umięśnione.
 
W okresie dojrzewania wygląd od zawsze był zmartwieniem i istotnym atrybutem dorastającej dziewczyny. Czy ta powszechna seksualizacja sprawia, że ten moment się przesunął? Czy to się stało jeszcze ważniejsze, niż było?
Łapię się na tym, że kiedy prowadzę zajęcia edukacyjne w liceach czy gimnazjach, to myślę o tych nastolatkach jak o 20-latkach. Kiedyś dziewczynki dążyły do tego, żeby wyglądać ładnie, w czym nie ma niczego złego, teraz większość z nich chce wyglądać modnie. Nie wychodzą z domu bez makijażu, nie pokazują się na dyskotece w bluzce, która nie spełnia konkretnych standardów.
 
Ania z Zielonego Wzgórza też chciała mieć sukienkę z bufkami.
Oczywiście, mała dziewczynka chce być jak mama, dla zabawy się maluje, przebiera, czesze i nie ma w tym nic złego. To jest naturalne, wpisane w etapy rozwojowe dziecka. Nastolatka chce mieć modną bluzkę – to też historia stara jak świat. Nie przesadzajmy. Ale pamiętajmy, że presja na to, by wyglądać w jeden określony sposób, nigdy nie była tak duża.
 
Co, jeśli dziecko nie ma pieniędzy na bluzkę, która spełnia aktualne standardy?
Może mieć problemy z samooceną, czuje się wykluczone albo samo odsuwa się od grupy. Niektóre nastolatki uważają dzisiaj, że jeśli nie wyglądają seksownie, bo nie mają zrobionych włosów, ciuchów czy kształtów ciała jak Kim Kardashian albo mięśni wyćwiczonych na siłowni, nie są wydepilowane oraz nie mają tatuażu – bo teraz wszyscy muszą mieć tatuaż – to z kontaktów intymnych nic im nie wyjdzie.
 
Zna pani takie dzieciaki?
Pewnie. Nastolatki pytają: „Czy ze mną jest wszystko OK, bo mam małe piersi?”. Albo: „Czy moja dziewczyna jest w porządku? Podoba mi się, ale ma włosy pod pachami”. W gimnazjach ideał kobiety to osoba, która poniżej rzęs nie ma żadnego owłosienia, jest opalona na solarium, ma długie włosy i wydęte usta.
 
To jest wizerunek prosto z filmu porno.
Ostatnio byłam w gimnazjum na warsztatach i zobaczyłam dziewczynkę, która miała ramiona złożone w taki sposób, żeby powiększyć i uwypuklić piersi – robiła sobie selfie telefonem. Powiedziała, że chce spodobać się chłopcu ze starszej klasy i dlatego wysyła mu takie zdjęcie.
 
Czy te dzieciaki potrafią rozmawiać o seksie?
Gimnazjaliści czy licealiści są bardziej otwarci niż jeszcze kilka lat temu. Do niedawna sprawdzało się zadawanie anonimowych pytań na karteczkach, teraz bez wstydu dopytują wprost o intymne sprawy. I dziewczyny, i chłopcy mają wydumany, nierzeczywisty obraz płci przeciwnej. Na zajęciach chłopcy przyznają, że oglądają filmy pornograficzne, w których wszystkie kobiety mają duże piersi, a w klasie żadna koleżanka nie może się takimi pochwalić. Albo przychodzi dziewczyna i mówi, że jej chłopak ma owłosioną klatkę piersiową, a ona nie wie, co z tym robić, bo na filmach wszyscy mają gładkie. Nie tak to miało być. „Czy coś z nim jest nie tak?” – pyta. Trzeba im tłumaczyć, że filmy filmami, a życie życiem, bo zdarza się, że kompletnie tego nie rozróżniają. Pornografia zniekształca obraz seksu, drugiej płci, własny wizerunek. Szczególnie niebezpieczna jest dla dojrzewających młodych ludzi, którzy nie mają do niej dystansu.
 
Czytałam o badaniach przeprowadzonych na ogromnej próbie nastolatek. Wynika z nich, że te spośród dziewcząt, które były bardziej narażone na seksualizację, częściej podejmowały próby samobójcze lub miały kontakt z alkoholem.
Nie dziwi mnie to. Skoro moja seksualność to jedyna wartość, jaką posiadam, to jeśli nie mam dużych piersi, podkreślonej talii i długich nóg – jestem beznadziejna dla świata. Skutkiem tego może być próba samobójcza, depresja, anoreksja, sięganie po alkohol. Z moich obserwacji wynika, że w każdym gimnazjum okalecza się kilka osób.
 
Pani łączy to właśnie z seksualizacją?
Tak, choć to na pewno nie jest jedyny powód. Seksualizacja nie pozwala młodym przeżyć dzieciństwa, dojrzewać według własnych wzorców i tempa. Przestają być dziećmi zdecydowanie za szybko.
 
Tracą szansę na zastanowienie się nad własną seksualnością? Własnym dojrzewaniem? Nad tym, czego i kiedy chcą?
Nie docierają do tego, co lubią i do czego powinni dążyć. Nie ma żadnych zajęć systemowych z edukacji seksualnej. Z internetu czerpią wiedzę o wartościach, relacjach, o miłości i seksie.
 
Nie zlikwidujemy przemysłu porno, nie możemy liczyć na wsparcie szkoły. Jak powinniśmy reagować?
Tłumaczyć, że nie tylko ciało, ubiór i wygląd stanowią o naszej wartości. Ten „banał” wbrew pozorom jest arcyważny. Bo nikt dzisiaj nie mówi tego wprost.
 
Podejrzewam, że takie rozmowy najlepiej rozpocząć już nad kołyską. Naprawdę warto zastanowić się, jakie zabawki kupujemy naszym dzieciom.
W USA to teraz gorący temat, produkowane są takie lalki, które „walczą” z trendem seksualizacji – mają proporcje normalnej kobiety, przeciętne oczy, usta w naturalnym kolorze. Warto też wiedzieć, jakie bajki nasze dziecko ogląda, jakie strony odwiedza, co czyta. Kiedy mamy już nastolatka w domu, to po prostu trzeba być z nim w stałym kontakcie, a gdy dzieje się coś niepokojącego, pytać.
 
O co?
Jeśli widzimy, że nagle dziewczyna zaczyna się wyzywająco malować, to spytajmy, dlaczego to robi. Kiedy chłopak zaczyna chodzić na siłownię codziennie na trzy godziny, to spróbujmy dowiedzieć się po co. Jeśli córka odpowie, że chce się malować, bo koleżanki tak robią, mamy pole do rozmowy. Możemy tłumaczyć, czym jest kobiecość, że jej głównym atrybutem nie są różowe wydęte usta. Nawet jeśli wszystkie koleżanki z klasy tak myślą.
 
Rozumiem, że jeśli uda nam się wychować człowieka przekonanego o własnej wartości, to medialna seksualizacja będzie miała mniejsze szanse.
Wszystko bierze się z naszego systemu rodzinnego. To ogromna odpowiedzialność.
 
Córka mówi: „Chcę mieć duży dekolt, bo zrobię sobie selfie i dostanę dużo lajków na Instagramie”. Co wtedy powinien zrobić rodzic?
Dalej pytać: „A dlaczego te lajki są takie ważne?”. Warto dociec, o co naprawdę chodzi. I tłumaczyć, rozmawiać, pokazywać, że wartości młodej kobiety nie mierzy się wielkością dekoltu ani ilością lajków. Kiedy w domu zbudowana jest relacja, jest także przestrzeń na rozmowę. A kiedy się rozmawia, można przedstawić swoją perspektywę i mieć nadzieję, że nastolatek weźmie ją pod uwagę.
 
Nastolatki mogą mieć opory, żeby rozmawiać z rodzicem na tematy związane z seksualnością.
Ten opór z czegoś wynika. Jeśli kilkulatek zapyta, skąd biorą się dzieci, a mama odpowie, że z brzucha, na początku mu to wystarcza. Za rok dopyta, skąd te dzieci znajdują się w brzuchu, a tata wytłumaczy, że plemnik łączy się z jajkiem, dzielą się na komórki i tak dalej. Za jakiś czas będzie chciał wiedzieć, skąd się plemnik wziął w brzuchu mamy. Jeśli krok po kroku będzie uzyskiwał odpowiedź, to jest spora szansa, że wspólnie dojdą w kolejnych rozmowach do tematu seksualności i seksualizacji, więc będą umieli mówić także o tym.
 
W jaki sposób przekazać dziecku, że seks to ważna dziedzina życia? Jeśli każda rozmowa będzie katalogiem niebezpieczeństw: niechciana ciąża, choroby, seksualizacja, porno, to dzieciak może mieć przekonanie, że na tym polu czyhają na niego same miny.
Jeśli rodzice mają problem z poruszaniem tematów dotyczących seksualności, to uczą dziecko, że jest ona czymś wstydliwym i niewłaściwym. Jeśli nie zbudujemy tabu, sprawa zwykle rozwiązuje się sama. Ale nic na siłę, powyżej własnych możliwości. Niedawno była u mnie w gabinecie nastolatka. Jej mama powiedziała, że nie czuje się komfortowo w rozmowach na temat seksualności, więc przysłała córkę do mnie. To też jest jakieś rozwiązanie.
 
Rozumiem, że dostała porcję wiedzy, którą każdy dzieciak powinien dostać w szkole.
Część rodziców mówi, że brakuje takiej edukacji. Ale są i tacy, którzy uważają, że edukacja seksualna to nauka o pozycjach miłosnych. Wcale nie! To są bardzo ważne rozmowy o tym, co się dzieje z ciałem i psychiką, kiedy człowiek dojrzewa. Bo potem dorośli ludzie nie potrafią nawet nazwać swoich narządów płciowych. W XXI wieku dorosły mężczyzna przychodzi do mnie i mówi, że ma problem z „wackiem”. Poza tym wiedza o chorobach przenoszonych drogą płciową nadal jest niewystarczająca.
 
Wszyscy słyszeli o HIV czy kile, ale już o zakażeniach bakteryjnych, np. chlamydiozie, czy zakażeniach pasożytniczych przenoszonych drogą płciową nie wie prawie nikt. Ze świadomością dotyczącą antykoncepcji też nie jest dobrze.
W 2002 roku WHO stworzyło Deklarację Praw Seksualnych. W 10. punkcie dokument głosi, że każdy ma prawo do wyczerpującej edukacji seksualnej. Jest ona procesem trwającym od momentu narodzin przez całe życie. Instytucje społeczne powinny być w niego zaangażowane.
 
Tymczasem w Polsce mają do niej dostęp tylko wybrane dzieciaki.
Niestety. I to ma różne skutki. Ostatnio znalazłam w sieci „test ciążowy online”. Wypełniłam go i wyszło mi, że jestem w ciąży na 30 procent. Były tam pytania w stylu: czy po stosunku leży pani na plecach czy na brzuchu. Wiadomo, że dziewczyny boją się, że zajdą w ciążę. Ponieważ nie mają rzetelnej wiedzy na temat antykoncepcji, jakiś portal przetwarza ten strach na kliki. Obawiam się, że jeśli jakaś nieświadoma nastolatka trafi na taką stronę, może się poważnie przestraszyć. A wystarczyłaby jedna lekcja tygodniowo, aby wiedziała, że nie można być w ciąży na 30 procent i że nie można zrobić testu ciążowego przez internet. Miałaby też świadomość, jak się przed ciążą zabezpieczyć. Dowiedziałaby się również, że nie musi robić sobie tatuażu czy golić owłosienia łonowego, jeśli nie ma ochoty, bo to nie przekreśla jej szans na szczęśliwe zakochanie.
 
Rozmowa z Aleksandrą Żyłkowską ukazała się w „Urodzie Życia” 5/2017
 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Uzależnienie od pornografii
Adobe Stock

Uzależnienie od pornografii to pandemia naszych czasów

Psycholog Mateusz Gola o uzależnieniu od pornografii: „Uzależnieni traktują seks instrumentalnie, może być im obojętne, czy to jest ta konkretna partnerka czy ktokolwiek inny”.
Krystyna Romanowska
04.01.2019

Uzależnienie od pornografii to coraz częstszy problem, który obserwują psycholodzy i seksuolodzy. I wbrew obiegowym opiniom ofiarami pornograficznego nałogu nie padają wyłącznie mężczyźni – choć oni stanowią przeważającą większość, ale także kobiety i nastolatki obojga płci. Nałogowe oglądanie filmów pornograficznych zaburza relacje w związku i tworzy spaczony obraz seksu (często seks zaczyna być utożsamiany z przemocą seksualną).  Krsytyna Romanowska: Uzależnienie od pornografii, podobnie jak alkoholizm i narkomania, trafiło na listę propozycji chorób WHO. Problem może dotyczyć 3 proc. dorosłych mężczyzn. Psycholog Mateusz Gola: Badania dotyczące popularności pornografii prowadzono na reprezentatywnych próbach tylko w krajach skandynawskich. Statystyki pokazują, że w Danii, Szwecji i Norwegii w grupie wiekowej od 18 do 30 lat przynajmniej raz w tygodniu korzysta z pornografii 70 do 80 proc. mężczyzn. W Polsce dopiero zaczynamy się przyglądać temu zjawisku. Zgodnie z danymi, które mamy, w naszym kraju z porno w necie w każdym miesiącu korzysta około 8,5 mln ludzi. Szacujemy, że dla 3 proc. z tej populacji może być to problematyczne zachowanie. To ponad 250 tys. osób. Czyli np. wszyscy mieszkańcy Gdyni albo Tarnowa i Opola razem wzięci. Z jednej strony mało (bo liczba uzależnionych od alkoholu to około 700 tys. osób), z drugiej – przerażająco dużo. Wśród uzależnionych spotykałem ludzi, którzy mimo że mieli czwórkę lub piątkę dzieci, wciąż znajdowali czas na nałóg. Ci, którzy mają wolne zawody i gospodarują czasem w pracy, oglądają porno poza domem. Inni – wieczorem, kiedy wszyscy śpią. Albo zamykają się w łazience z komórką. Nie są to wielogodzinne ciągi, tylko wypady do toalety kilka albo kilkanaście razy w ciągu dnia na kilkunastominutowe sesje....

Czytaj dalej
agresja w szkole
getty images,

Polska szkoła bardziej przypomina „13 powodów” a nie „Sex Education”

Przemoc, agresja, molestowanie. Dzieci nikomu o tym nie mówią.
Krystyna Romanowska
04.01.2019

Ile razy można nazwać dziewczynkę dziwką, żeby w końcu coś w niej pękło i by powiedziała: „stop”? „Niestety z moich obserwacji wynika, że współczesne nastolatki w ogóle nie powiedzą »stop«, bo agresja i wulgaryzmy to norma wśród dzisiejszej młodzieży” – mówi socjolog i pedagog dr Iwona Chmura-Rutkowska. Czytaj wywiad.    Krystyna Romanowska: Rozmawiała pani z 400 uczniami gimnazjów w dużych miastach i na prowincji. Dr Iwona Chmura-Rutkowska: To było bardzo trudne doświadczenie – wylałam wiadro łez. Sama jestem matką dwóch synów. Za moment ten starszy będzie w wieku dzieciaków, z którymi rozmawiałam. Wyobrażam sobie, co go czeka...   Aż boję się zapytać... 60 proc. dziewczyn i 50 proc. chłopaków każdego dnia słyszy bardzo wulgarne określenia albo używa ich wobec innych. Rodzice i nauczyciele powinni przejrzeć te tabelki z setkami straszliwych wyrazów: dziwka, cipa, towar, fiut, lesba, pedał, dupa, świnia. Codzienne doświadczenie gimnazjalistów to określenia: "biegasz jak ciota", "rzucasz jak pizda", "zachowujesz się jak głupia blondynka". To nie wszystko: 40 proc. dziewczyn i 30 proc. chłopaków doświadcza przemocy seksualnej! Najczęściej są to niepożądane dotknięcia, uściski, łaskotanie, klepanie, szczypanie, napieranie, ocieranie, blokowanie możliwości poruszania się.   Molestowanie? Molestowaniem seksualnym określamy tylko to, co się dzieje w pracy, wśród dorosłych. De facto nie mamy określenia na to, co robią sobie nawzajem młodzi ludzie w sferze naruszającej granice intymności. Ale dla mnie ważne i przerażające jest także to, co myślą o takich zachowaniach młodzi.   Co myślą? Dziewczyny uważają, że to nie jest przemoc....

Czytaj dalej
Kobieta i manekin
magnum photo/photo power

Polka u seksuologa: czy jesteśmy tak wyzwolone, jak nam się wydaje?

Seks to dla Polek „rzecz do odhaczenia” – często jesteśmy zbyt zmęczone, aby cieszyć się bliskością i kontaktem cielesnym. Dają znać o sobie też nasze kompleksy i pruderyjność… większa niż u naszych babek!
Aleksandra Pezda
30.01.2020

Czy ja jestem nienormalna?” – tak zaczynamy zwykle rozmowę u seksuologa, niezależnie od tego, jaki mamy problem. O nowej seksualności kobiet i wstydzie, który wciąż nas pęta, z Martą Szarejko, autorką książki „Seksuolożki”, rozmawia Aleksandra Pezda. Aleksandra Pezda: Po książce „Seksuolożki” spodziewałam się raczej wyznań, jak ciężko kobietom uprawiać ten zawód, chociaż minęły lata od przełomu Michaliny Wisłockiej. A tu mamy rozmowy o seksie i seksualności. Marta Szarejko: Opowiadam historie seksuolożek, tylko schowałam je między wierszami. Najstarsza z moich rozmówczyń to prof. Maria Beisert, ma ponad 70 lat i mówi o sobie, że jest stara. Jednocześnie kipi energią, mądrością i ma naprawdę wiele do zaoferowania nauce i światu. Opowiedziała mi o trudnych początkach – kiedy ponad 40 lat temu zaczynała pracę, była w grupie kilku kobiet zainteresowanych seksuologią. Sama – prawniczka, pozostałe – psycholożki. Nie było w Polsce takiego kierunku studiów, jeździła więc na kursy do Czech. Jako pierwsze materiały edukacyjne musiały jej służyć zdobywane za granicą kolorowe pisma pornograficzne – to na nich pokazywała klientom pozycje seksualne i uczyła budowy części intymnych. Oprócz prof. Beisert jest kilka seksuolożek lekarek w podobnym wieku, następnie długa pokoleniowa luka. Wysyp – jeśli w ogóle mogę tak nazwać grupę kobiet uprawiających ten zawód w 40-milionowym kraju – mamy dopiero w ostatnich latach.  To dowód na co?  Na to, że sprawy dotyczące zdrowia seksualnego są u nas traktowane niepoważnie, a w odniesieniu do kobiet jest jeszcze gorzej. To pokłosie dominującego jeszcze do niedawna podejścia rodem z patriarchalnej kultury, że sprawy seksu należy zostawić mężczyznom. Co zresztą było powodem, dla...

Czytaj dalej
Pexels.com

Rodzice patrzą na dziecko i myślą: „Buntuje się, to normalne”. A ono ma depresję i cierpi

„Ból przechodzenia z dzieciństwa w dorosłość jest tak trudny, że nie każde dziecko sobie z tym radzi” – mówi w rozmowie z nami Dorota Minta, psycholog.
Sylwia Arlak
27.10.2020

Jak nie pomylić depresji z nastoletnim buntem? Jak wspierać swoje dziecko  kryzysie, a nie dodatkowo je obarczać? Czy dzieciom jest dzisiaj trudniej, czy łatwiej niż ich rodzicom w tym samym wieku? Rozmawiamy z psycholożką kliniczną Dorotą Mintą. Depresja u nastolatków Sylwia Arlak: Nastolatek zamyka się w pokoju, wybucha złością, zamiast rozmawiać w domu, cały czas wisi na telefonie. Czy już powinnam być zaniepokojona? Dorota Minta: To normalne, że nastolatek przestaje być tak blisko rodziców i zaczyna spędzać więcej czasu z rówieśnikami. To oni stają się dla niego ważniejsi niż to, co myślą i mówią do niego rodzice. Musimy się z tym pogodzić, że trochę schodzimy na drugi plan. Niepokojące może być to, że nagle zaczyna inaczej się zachowywać, np. staje się agresywne albo wycofane. Jakie największe błędy popełniamy, jako rodzice? Najważniejsza jest więź między nami, a na nią pracuje się latami. Często zapominamy, że dzieci są niezależnymi  osobami. Że mają prawo do bycia innymi niż my, dorośli. Że mogą mieć inne pomysły na życie, inne poglądy, lubić inne rzeczy. Chcemy za nie decydować, mówimy im, co mają robić, jak mają się zachowywać, jak mają się ubierać. Dzieci przestają być niezależne, więc w pewnych momencie zaczynają się buntować.  Poza tym trochę nie umiemy rozmawiać ze sobą. Wszyscy. Wracając do domu, opowiedzmy, co nam się wydarzyło, kogo spotkaliśmy. Co nas zdenerwowało albo rozśmieszyło. W ten sposób prowokujemy dziecko do opowiadania o tym, co jest  dla niego ważne. Wprowadzajmy dzieci w świat rozmowy, ale nie zmuszajmy ich do niej. Jakie są zatem największe zagrożenia dla współczesnych nastolatków? Na pewno substancje psychoaktywne – od alkoholu i papierosów zaczynając, kończąc na uzależnieniu...

Czytaj dalej