Kompleks Edypa i kompleks Elektry. Na czym polegają i jak sobie z nimi radzić?
unsplash

Kompleks Edypa i kompleks Elektry. Na czym polegają i jak sobie z nimi radzić?

Kompleks Edypa i kompleks Elektry to pojęcia wprowadzone do psychoanalizy i badane przez Zygmunta Freuda oraz jego ucznia Carla Gustava Junga. Fundamentalnym założeniem jest tu stwierdzenie, że jeśli relacja dziecka z rodzicem na wstępnym etapie wychowania jest zaburzona, to silnie ukształtuje podejście do relacji w dorosłym życiu. Co o syndromach Edypa i Elektry mówi współczesna psychologia?
Karolina Morelowska-Siluk
20.11.2020

Nazwa „kompleks Edypa” jest nawiązaniem do mitologii greckiej, a konkretnie opowieści o Edypie. Tytułowy bohater nie znał swoich biologicznych rodziców, a w wyniku rozmaitych zdarzeń zabił swojego ojca, a potem ożenił się z biologiczną matką i miał z nią dzieci, wypełniając tym samym fatum.

Joanna Luberadzka-Gruca: Najważniejsza dla dziecka jest więź z drugim człowiekiem [ŻYCIOWE ROZMOWY]

Kompleks Edypa – co to jest?

W psychoanalizie Kompleks Edypa opisuje tendencje, które pojawiają się w zachowaniu dziecka między 3. a 5. rokiem życia. To początek identyfikacji seksualnej, faza rozwoju, podczas której „seksualne” zainteresowanie, skierowane do tej pory wyłącznie w stronę własnego ciała, zaczyna być kierowane także wobec innych osób. W przypadku chłopca naturalnym, najbliższym i ważnym emocjonalnie obiektem jest matka, a w przypadku dziewczynki – ojciec.

Czytaj także: Czy zerwanie kontaktu z rodziną może nam wyjść na dobre?

Kompleks Edypa. Kiedy syn „walczy” z ojcem

Dziecko zaczyna niejako rywalizować z rodzicem. Chłopiec z ojcem o matkę, dziewczynka z matką o tatę. Chłopiec „walczy” z ojcem, a jednocześnie przeżywa coś, co psychoanaliza określa lękiem kastracyjnym, czyli strachem przed ewentualną karą. W dziecku pojawiają się sprzeczne uczucia – z jednej strony „nienawidzi” ojca, który w jego mniemaniu odbiera mu matkę, z drugiej ojca kocha.  Do tego dochodzi jeszcze poczucie winy i tworzy się miks mocnych uczuć, z którymi dziecko musi sobie poradzić.

Kompleks Elektry. Córka „zakochuje się” w tacie

W przypadku dziewczynek kompleks Edypa nazywany bywa kompleksem Elektry, chociaż nie zawsze dokonuje się tego rozróżnienia i w przypadku obu płci używa się nawiązania do  Edypa. Zjawisko to polega na tym, że dziewczynka „zakochuje się” w tacie, chce być jego żoną, więc mama staje się jej „wrogiem”. Jednocześnie dziecko boi się „odwetu” mamy.  Jeśli ojciec, co zdarza się dość często, obdarza córkę w tym okresie szczególnymi względami, na przykład nazywając ją swoją „księżniczką”, może nieświadomie pogłębić przeżywany przez córkę stan.

Czytaj także: Jacek Masłowski, psychoterapeuta apeluje do nadopiekuńczych matek: „Puść go!”

Kompleks Edypa i Elektry. Jak rodzice powinni reagować?

Najlepszą reakcją, w przypadku obojga rodziców, jest więc delikatne, ale stanowcze stawianie granic: „Jesteś moją kochaną córeczką, ale to mama jest i będzie moją żoną” i odpowiednio w przypadku kobiety: „Jesteś dla mnie bardzo ważny, synku, ale to tata jest moim partnerem”. Ważne, by nie reagować zbyt emocjonalnie, nie potępiać, nie krytykować, by nie wzbudzać w dziecku jeszcze większego poczucia winy. Ważna jest spokojna rozmowa i tłumaczenie natury relacji pomiędzy rodzicami oraz między rodzicami i dziećmi.

Kompleks Edypa (Elektry) musi zostać rozwiązany. Najlepiej stanie się, kiedy dziecko w naturalny sposób  przegra „walkę” o rodzica, pogodzi się wtedy ze stanem rzeczy i będzie mogło zacząć identyfikować się z rodzicem tej samej płci.

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Prawo do opieki nad dzieckiem po rozwodzie
Peggy Sirota/Trunk Archive/Bulls Press

W sądowych wojenkach przy rozwodzie przegrywają nie tylko ojcowie…

„Punktem wyjścia nie jest dobro matki ani ojców, tylko dziecka.”
Anna Maruszeczko, red. naczelna miesięcznika „Uroda Życia”
04.01.2019

Prawo do opieki nad dzieckiem po rozwodzie zwykle w Polsce przyznawane jest matce. „Mądrzy ojcowie walczą o ojcostwo nie dla siebie, tylko dla swoich dzieci. Nikt nie patrzy na coś tak oczywistego, jak to, że dziecko musi być karmione przez oboje rodziców ich energią. Nie tylko pieniędzmi” – mówi Annie Maruszeczko psychoterapeuta Jacek Masłowski, psychoterapeuta i filozof. Prowadzi warsztaty rozwoju osobistego dla mężczyzn, prezes Fundacji Masculinum. Pracuje w Warszawskim Ośrodku Psychoterapii i Psychiatrii.   Pamiętam, jak 1 września ledwo zdążyłam na program na żywo w telewizji, bo Stowarzyszenie „Dzielny Tata” demonstrowało w centrum Warszawy pod hasłami: „Nie ma praw ojca, nie ma ruchu w mieście. Ty masz dziecko i jedziesz z nim do szkoły, my nie możemy tego zrobić, niektórzy od trzech, pięciu, inni od 20 lat”. „Walczymy o prawo do wychowywania naszych dzieci”. „Stop dyskryminacji ojców przez sądy rodzinne”. Ale media komentowały głównie utrudnienia w ruchu. Tak, wyłącznie własną wygodę. Rozumiem tych demonstrantów, bo gdyby to było tak, że nigdy nic i nagle blokada miasta, to pomyślałbym, że przesadzają. Ale wcześniejsze, mniej radykalne akcje niczego nie zmieniały.   Jeden z tych aktywistów napisał na Facebooku: „Gdybyśmy teraz zablokowali miasto na pięć lat, to co by się stało? Ja od pięciu lat nie widzę syna, nie pracuję, bo walczę o prawa ojca”. I czasami to są zupełnie beznadziejne sytuacje, bo ci ludzie rzeczywiście sprzedają swoje samochody, a nawet mieszkania, czasami muszą przestać pracować w normalnym trybie, ponieważ potrzebują pieniędzy na prawników. I rozumiem ich wściekłość: „Nam zabrano dzieci, a wy się gapicie jak te lemingi”. To był mocny tekst, ale czy to nie jest histeria? Nie. To jest akt...

Czytaj dalej
homoseksualne dziecko
iStock

„Moje dziecko nie jest hetero” – rodzice na coming out swojego dziecka LGBT reagują żałobą

Dyskusja o osobach LGBT (lesbijkach, gejach, osobach biseksualnych i transpłciowych) wciąż nie prowadzi do większej tolerancji i akceptacji. Nieheteronormatywne osoby często boją się powiedzieć o swojej orientacji seksualnej własnym rodzicom – a rodzice na taką wiadomość często nie wiedzą, jak zareagować.
Anna Zych
17.06.2020

Szok, niedowierzanie. Rodzice osób LGBT często mówią, że podczas coming outu swojego dziecka czuli się tak, jakby nastąpił koniec świata, jakby spotkała ich jakaś kara. Złoszczą się, zamykają w sobie, zaprzeczają. Nie zdają sobie sprawy, że syn czy córka nie obudzili się pewnego dnia z takimi słowami na ustach: „Jestem gejem”, „Jestem lesbijką”. Oni przeszli wiele trudnych chwil, załamań, czuli się inni. Z terapeutką Paulą Chmielewską rozmawia Anna Zych. Coming out dziecka Anna Zych: „Mamo, tato, muszę wam coś powiedzieć…”. I rodzic słyszy, że jego dziecko jest homoseksualne. Co teraz?  Paula Chmielewska: Gdy dziecko ujawnia nieheteronormatywną tożsamość, w rodzicu przelewają się różne emocje. Pierwszymi reakcjami najczęściej są złość, niedowierzanie, szok, potem smutek, żal, nawet żałoba.  Żałoba? Brzmi strasznie. Tak. Rodzic nagle dowiaduje się, że w ogóle nie zna swojego dziecka. Zdarza się oczywiście, że coś podejrzewał, widział, że syn czy córka odróżniają się od rówieśników, ale mimo wszystko ta informacja zaskakuje, bo najczęściej sygnały były bagatelizowane. Mogą pojawić się wyrzuty sumienia, poszukiwanie winy w sobie. Rodzic zaczyna analizować sposób wychowania dziecka, postępowania z nim. I zastanawia się, gdzie popełnił błąd? Tak. W przestrzeni publicznej funkcjonuje dużo stereotypów na temat tego, skąd bierze się orientacja inna niż heteroseksualna. Jest dużo teorii zupełnie nieprawdziwych, np. że przyczyną mógł być nieobecny ojciec czy nadopiekuńcza mama. A to nie ma wpływu na tożsamość dziecka, ona warunkowana jest biologicznie. Czyli nie da się dziecku zaszczepić homoseksualności czy transpłciowości. Albo w drugą stronę: nie da się zaszczepić...

Czytaj dalej
Emily Ratajkowski
East News

Emily Ratajkowski nie chce poznać płci swojego dziecka, by nie ulec stereotypom

„Lubimy odpowiadać, że nie poznamy płci, dopóki nasze dziecko nie skończy 18 lat. Wtedy nas o tym poinformuje” – pisze Emily Ratajkowski. Ciężarna modelka nie zdecydowała się na to, by poznać płeć swojego dziecka. Wszystko po to, by nie ulegać stereotypom dotyczącym płci narzucanym przez społeczeństwo.
Kamila Geodecka
04.11.2020

Emily Ratajkowski w zeszłym tygodniu potwierdziła swoją ciążę. W artykule dla „Vogue’a” pisze, jak niesamowitym przeżyciem jest ten stan. Niesamowitym, ale także samotnym. Chociaż jej mąż często śmieje się i mówi „jesteśmy razem w ciąży”, tak naprawdę to tylko ona ma w sobie dziecko, to ona „ma w sobie DNA dwóch rodzin”. „Ciąża jest z natury samotna; to coś, co kobieta robi sama, w swoim ciele, bez względu na okoliczności. Pomimo kochającego partnera i wielu przyjaciółek gotowych do dzielenia się szczegółami ich ciąży, ostatecznie jestem sama ze swoim ciałem w tym doświadczeniu” – pisze modelka. Wspomina także o tym, jak ważna dla naszego społeczeństwa jest płeć dziecka.  Chłopiec czy dziewczynka Gdy kobieta ogłasza, że jest w ciąży, zaraz po gratulacjach zaczynają się pytania. Chociaż jest ich wiele i powtarzają się bez przerwy, jednym z najczęstszych jest znane: „Będzie chłopiec czy dziewczynka?”. Odpowiedź na to pytanie jest jedną z najbardziej wyczekiwanych przez rodzinę, przyjaciół, znajomych. Trudno się od niej uchronić, zwłaszcza że coraz częściej organizuje się specjalne przyjęcia, które mają się odbyć jedynie po to, by przyszli rodzice poznali płeć swojego dziecka. Różowy to dziewczynka, niebieski to chłopczyk – ten schemat mamy wpajany już od najmłodszych lat. Emily Ratajkowski także zna te pytania, ale płci swojego dziecka nie chce poznać. „Lubimy odpowiadać, że nie poznamy płci, dopóki nasze dziecko nie skończy 18 lat. Wtedy nas o tym poinformuje. Wszyscy się z tego śmieją. Jednak w naszym sposobie myślenia jest prawda, która wskazuje na możliwości znacznie bardziej złożone niż jakiekolwiek genitalia, z którymi może się urodzić nasze dziecko: prawda, że ​​ostatecznie nie mamy...

Czytaj dalej
matka i córka
Unsplash

Relacja matka i córka. Narcystyczne matki niszczą psychikę swoich córek – mówi psycholog

Gabinety terapeutyczne pełne są córek, które chronią wizerunek swoich narcystycznych matek. Dlaczego? O relacji matka i córka opowiada psychoterapeutka Agnieszka Iwaszkiewicz.
Karolina Morelowska-Siluk
01.11.2020

Relacja matka i córka nigdy nie jest łatwa. Chociaż zdaniem psychologów to jest jedna z najsilniejszych więzi (a często po prostu: najsilniejsza), jakie tworzymy w życiu, to nie zawsze jest to relacja zdrowa. Córki narcystycznych matek nieraz przez całe życie zmagają się z poczuciem, że zawiodły swoją matkę, nie spełniły jej oczekiwań, że są od niej gorsze i nie zasługują na jej miłość. Matka kontra córka Karolina Morelowska-Siluk: Kulturowy przekaz jest jednoznaczny: matka kocha, troszczy się, otacza opieką. Tymczasem rzeczywistość bywa zupełnie inna. Są matki, które skupiają się na sobie, swoich ambicjach, niespełnionych potrzebach. Dziecko nie jest na pierwszym, a nawet na drugim czy trzecim planie. To matki narcystyczne. Agnieszka Iwaszkiewicz: Przekaz kulturowy rzeczywiście rysuje obraz macierzyństwa idealnego, pełnego wzniosłych uczuć, wolnego od niechęci czy obojętności wobec dziecka. Wiele kobiet próbuje mu sprostać. Jednak poza przekazem kulturowym jest jeszcze przekaz, który nazwałabym pokoleniowym, który z tym ideałem może nie mieć nic wspólnego. Kobieta w swojej rodzicielskiej roli może być dość silnie zdeterminowana obrazem własnej matki. I wtedy jej macierzyństwo może znacznie odbiegać od kulturowego wzorca. Czyli toksyczny wzorzec z powodzeniem ciągnie się przez kolejne pokolenia. Tak. Zdarza się, że narcystyczne matki wychowują narcystyczne córki. Matka narcystyczna to jaka? Może się wydawać, że to wyłącznie taka kobieta, która nie widzi niczego i nikogo poza sobą. Niekoniecznie. Bywają różne odmiany i wersje narcystycznych matek.  Jedna z nich to taka matka, która skupia się bardzo intensywnie na swojej córce, ale robi to w specyficzny sposób.  To znaczy? Córka ma wypełnić jej pragnienia. Te...

Czytaj dalej