Model Knappa: 10 etapów związku, które przechodzi (prawie) każda para
Unsplash.com

Model Knappa: 10 etapów związku, które przechodzi (prawie) każda para

Kiedy się zakochujemy, mamy nadzieję, że to już na zawsze. A potem zderzamy się z rzeczywistością, pytając: „Dlaczego znów mnie to spotkało?”.
Sylwia Arlak
28.12.2020

Relacje są trudne dla wielu ludzi (wolałybyśmy zacząć studiować fizykę kwantową niż przyjrzeć się swoim uczuciom i uczuciom partnera), ale wcale nie muszą takie być. Część problemów bierze się stąd, że nie mamy pojęcia, na jakim etapie związku się znajdujemy. Im większą mamy świadomość, tym łatwiej nam uporać się z problemami. Według doktora Marka I. Knappa związek składa się z dziesięciu różnych etapów podzielonych na dwie różne fazy: zbliżania się i rozpadu.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Model Knappa: etap inicjacji

To etap, w którym po raz pierwszy kogoś spotykasz. Wymieniasz uprzejmości i fakty na swój temat. Poznajecie się. W tym czasie skupiasz się głównie na powierzchownych atrybutach, takich jak wygląd i to, jak dana osoba się prezentuje.

Czytaj także: W łóżku z kompleksami? Atrakcyjność seksualna nie zależy od wyglądu

Model Knappa: etap eksperymentowania

Jeśli przejdziesz przez etap inicjacji, znajdziesz się w etapie eksperymentowania. Niektórzy nie docierają tak daleko, ponieważ już na pierwszym etapie znajdują coś, co ich odrzuca w drugiej  osobie. Podczas eksperymentowania zagłębiasz się w wartości drugiej osoby.

Model Knappa: etap błogości

Relacje stają poważniejsze i bardziej intensywne. Dowiedzieliście się o sobie na tyle, że teraz chcecie podzielić się z drugą osobą głębszymi i bardziej intymnymi informacjami. Uczucia rosną na sile.

Model Kanppa: etap integracji

Teraz gdy jesteście już oficjalnie parą, macie wspólne cele, rutynowe zachowania i nawyki. Od  „ja i on” przeszliście do „my”.

Model Kanppa: etap przywiązania

Na tym etapie pojawia się prawdziwe zaangażowanie. Oboje jesteście pewni dzielących was uczuć, więc albo decydujecie się na wspólne zamieszkanie, albo małżeństwo.

Oto etapy fazy rozpadu:

Model Knappa: etap różnicowania

Szaleństwo w miłości nie trwa długo. Nawet w najszczęśliwszych związkach życie nie zawsze jest idealne. Ale jeśli weszliśmy w fazę różnicowania, prawdopodobnie zmierzacie w kierunku rozstania. To czas, kiedy dobre rzeczy w związku są przesłonięte przez różnice i niezgodności. 

Model Knappa: etap odsuwania się

Ten etap jest kontynuacją poprzedniego. Odsuwacie się od siebie coraz bardziej, wyznaczacie sobie granice, komunikacja słabnie i coraz mniej jest między wami intymności (pod każdym względem —
emocjonalnie, psychicznie i/lub fizycznie). Znowu zaczynasz myśleć bardziej w kategoriach: „ja i on” niż „my”. Obwiniacie się nawzajem i chowacie do siebie urazę.

Model Knappa: etap stagnacji

W tej fazie wasz związek stoi w miejscu. Nic się pomiędzy wami nie dzieje. Być może nawet pojawiła się apatia — po jednej lub obu stronach.

Czytaj też: Wakacyjna wojna o dzieci: bezstresowe wychowanie kontra pruska dyscyplina. Kto ma rację?

Model Knappa: etap unikania

Na tym etapie unikacie się (fizyczne, psychiczne, emocjonalne), jak to tylko możliwe. Jedno z was może wyprowadzić się z domu, albo zażądać rozwodu. Możecie też nadal mieszkać pod jednym dachem, ale już nie rozmawiać. Przypominacie współlokatorów, którzy od dawna się nie dogadują, więc starają się nie wchodzić sobie w drogę. 

Model Knappa: etap wypowiedzenia

Teraz związek formalnie się kończy. Pary rozwodzą się, wyprowadzają albo przestają się spotykać. 

Jeśli twój związek znajduje się w fazie rozpadu, pamiętaj, że jeszcze nie wszystko stracone. Praca i zaangażowanie po obu stronach mogą wam pomóc wyjść z najgorszej opresji. Jednak niektórych relacji nie da się naprawić i nie warto próbować w nieskończoność. 

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Od zakochania do fazy pustego związku. Co zrobić, żeby miłość się nie wypaliła?

W pustym związku nie ma już namiętności i intymności. Pozostały same zobowiązania. Sylwia Sitkowska i Andrzej Gryżewski w swojej najnowszej książce „Niekochalni. Lęk przed bliskością ”, radzą, jak do tego nie dopuścić.
Sylwia Arlak
15.07.2020

Wspólne dzieci, mieszkanie, kredyt, ale bez czułości, intymności i chęci spędzania razem czasu. Tak opisują fazę pustego związku psychologowie Sylwia Sitkowska i Andrzej Gryżewski. W swojej najnowszej książce „Niekochalni. Lęk przed bliskością” (wyd. Rebis) przytaczają klasyczną  teorię miłości Roberta Stenberga. Według znanego amerykańskiego psychologa każdy związek przechodzi podobne fazy, a jeśli nie będziemy uważni, ostatecznie może znaleźć się w punkcie związku pustego. Pierwsza faza to faza zakochania, podczas której najsilniej działa namiętność. Druga to faza, kiedy gorączka pożądania już nieco opada, ale za to wzrasta intymność. Partnerzy budują bliskość między sobą, chcą spędzać ze sobą każdą wolną chwilę i lepiej się poznać. Wtedy pojawia się decyzja o utrzymaniu związku bądź o zakończeniu relacji. Trzecia faza to związek kompletny, w której występują już wszystkie trzy składniki relacji: namiętność, intymność i zaangażowanie. Wtedy najczęściej pojawia się propozycja ślubu, wspólnego mieszkania, często też dzieci. „Zobowiązanie rośnie przy jednoczesnym istnieniu intymności oraz zaangażowania. Koniec tej fazy wyznacza ustanie namiętności” — pisze Sylwia Sitkowska. Czwarta faza to związek przyjacielski. „Dla osób, które utożsamiają miłość z namiętnością, jest to moment określany jako koniec miłości. Jednak badania pokazują, że dla wielu ludzi faza związku przyjacielskiego jest najbardziej satysfakcjonującym okresem wspólnego życia. Dominujące są tu zobowiązanie oraz intymność. Zobowiązanie jest w dużym stopniu zależne od nas, intymność —  w stopniu nieco mniejszym, dlatego zachęca się partnerów, aby właśnie o te elementy, czyli o zaufanie, wzajemną pomoc, okazywanie sobie sympatii dbali przez cały...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Jak poradzić sobie z rozstaniem? Poznaj 7 etapów żałoby po utracie związku

Koniec związku jest porównywalny z doświadczeniem śmierci bliskiej osoby. Zanim poczujemy się lepiej i rozpoczniemy nowy etap życia, czeka nas wiele pracy nad sobą.
Sylwia Arlak
28.07.2020

Czułaś, że rozstanie jest nieuniknione, a jednak wcale nie byłaś na nie przygotowana. Jesteś przytłoczona, czujesz strach. Nie możesz wyobrazić sobie życia bez „tej” osoby. Za wszelką cenę próbujesz ją zatrzymać. Wszystkie uczucia, które się wówczas pojawiają, są niewygodne, ale normalne. Potrzebne, abyś w końcu mogła zamknąć ten rozdział życia i zaczęła wszystko od nowa. Oto siedem etapów, przez które prawdopodobnie przejdziesz w czasie żałoby po rozstaniu (często występują one wszystkie naraz lub w zmienionej kolejności). Etap 1. Desperacko szukasz odpowiedzi Koniecznie chcesz zrozumieć, co się wydarzyło. „Dlaczego on mnie porzucił? Jak mógł mi to zrobić” — pytasz samą siebie. Skupiasz się na rzeczach, które twój były mówił na różnych etapach związku. Przypominasz sobie miłe chwile i nie możesz uwierzyć, że już nigdy się nie powtórzą. Są krótkie chwile, kiedy dochodzi do ciebie, że to naprawdę koniec. I że już nic nie da się zrobić. Ale potem znów sięgasz po telefon do przyjaciół i rodziny, pytając ich: „dlaczego?”. Nawet ze współpracownikami i z nieznajomymi rozmawiasz  tylko o swoim eks. Etap 2. Zaprzeczenie „To nie może być prawda. To się nie dzieje” — powtarzasz. Wydaje ci się, że nie możesz żyć bez swojego byłego. Wydaje ci się, że włożyłaś w ten związek całą siebie i nic ci już nie zostało. To był twój cały świat, twoje życie. Nie akceptujesz tego, że to koniec. Znów pojawia się w tobie nadzieja, że uratujesz związek, nawet jeśli miałoby cię to wiele kosztować. Nie chcesz już czuć bólu. Oszukujesz samą siebie Etap 3. Targujesz się Zrobisz wszystko, byle tylko nie zaakceptować tego, że to koniec. Będziesz lepszą, bardziej uważną...

Czytaj dalej
seks w związku
Adobe Stock

„Seks sam się nie ułoży” – dr Alicja Długołęcka mówi, jak zawalczyć o intymność 

„Kobiety, wchodząc w związek, podświadomie oddają się w ręce drugiej osoby. Oczekują, że to mężczyzna sprawi, że seks będzie super. A potem mają żal, bo coś je w życiu omija" – mówi seksuolożka dr Alicja Długołęcka.
Joanna Mielewczyk
07.07.2020

Kobiety wchodząc w związek czasem czują się tak, jakby były zwolnione z odpowiedzialności za własne życie. Dotyczy to również seksu, uważa seksuolożka dr Alicja Długołęcka. Za bardzo zdajemy się na partnerów. Za bardzo to oni wpływają na to, czy seks stanie się ważnym obszarem w naszym życiu. J oanna Mielewczyk: Przyzwyczajenie, rutyna, zmęczenie, brak uważności – pani doktor, czy dobrze szukam winnych powolnego odpuszczania i w końcu rezygnacji z seksu w związkach? Dr Alicja Długołęcka: Seks, jak i inne dziedziny życia, porównałabym do dobrych książek. Można je czytać we wczesnej młodości, ale niewiele się z nich rozumie. Podobnie jest z seksem. Wymieniła pani różne powody, a ja myślę, że pierwszym, podstawowym jest to, że wchodzimy w życie seksualne z jakimś o nim wyobrażeniem – z filmów, mediów, literatury, trochę z potocznej wiedzy opartej na stereotypach. Natomiast brakuje nam edukacji seksualnej, szczególnie skoncentrowanej na pozytywnych aspektach seksualności, związanych z jednej strony ze zmysłową radością, z drugiej z odpowiedzialnością. To wszystko sprawia, że podchodzimy do seksu życzeniowo. Zaczynamy eksperymentować i okazuje się, że jest jakoś tak inaczej. A tak w ogóle to rozmawiamy o kobietach czy o mężczyznach? O związkach. Ale skoro rozmawiają dwie kobiety, przyjmijmy kobiecą perspektywę. Rzeczywiście tak jest, że kobiety młode i te we wczesnym średnim wieku, kiedy pojawiają się dzieci, często zgłaszają niższy niż mężczyźni poziom potrzeb seksualnych. A to dlatego, że częściej są niezrealizowane seksualnie. Są aktywne, ale nie są spełnione. Nic więc dziwnego, że ich motywacja jest niska. Kiedy ideał zderza się z rzeczywistością, to rozbieżność jest tak podejrzanie duża, że traci się ochotę na seks. U kobiet rozbieżność jest większa...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjecie ilustracyjne

Jeśli jesteś w związku, a idealizujesz inną osobę, tak naprawdę nie jesteś z nikim. Przestań żyć przeszłością

„Lubimy się »zawiesić« na kimś z przeszłości [...] Ale musimy pamiętać, że może to zniszczyć nasz aktualny związek, nie pozwolić zbudować innej relacji, a nawet zrujnować życie”  — piszą psychologowie Sylwia Sitkowska i Andrzej Gryżewski w najnowszej książce „Niekochalni. Lęk przed bliskością ”.
Sylwia Arlak
15.07.2020

Możemy być w stałej relacji, ale wciąż idealizować (zaprzeczać wadom i wyolbrzymiać zalety) poprzedniego partnera. Jak czytamy w najnowszej książce pary psychologów Sylwii Sitkowskiej i Andrzeja Gryżewskiego „Niekochalni. Lęk przed bliskością ”, w ten sposób blokujemy bliskość. Kto dorówna ideałowi? „Kto dorówna ideałowi? Raczej nie żona z wałkami na głowie i w pomiętym szlafroku ani mąż, który po pracy leży na kanapie, drapie się po brzuchu i gapi w telewizor. Normalne życie, codzienność, nawet jeśli jest dobra, przegrywa w starciu z ideałami”  — podkreśla Sitkowska. Dlaczego idealizujemy? Bo — jak tłumaczą autorzy książki — lubimy marzyć. Dzięki temu mamy poczucie, że gdybyśmy tylko mieli tego idealnego partnera, nasze życie byłoby lepsze. „Myślimy: „Ten z przeszłości to taki cudowny i wspaniały. Gdybym z nim była, miałabym lepsze życie, większy dom, pełniejszą miłość” — dodaje Gryżewski. Niestety, jeśli jesteśmy w związku, a mimo to idealizujemy inną osobę, nie angażujemy się w pełni w obecną relację. Często robimy to, bo mamy wówczas wrażenie, że kontrolujemy swój poziom zaangażowania w aktualny związek. Wydaje nam się, że jeśli się rozpadnie, będziemy mniej cierpieli i szybciej znajdziemy ewentualne „zastępstwo”. Możemy idealizować partnera, gdy ten zostawił nas w fazie naszego silnego zakochania. Już go nie przy nas nie ma, więc nie patrzymy na niego realnie. Pamiętamy tylko to, co dobre. Dopowiadamy sobie jego zalety. Idealizacja pojawia się też w momencie, gdy kończymy „letni” związek (taki, który nie był zły, ale też nas w pełni nie satysfakcjonował). Kiedy po jakimś czasie wchodzimy w nową relację, na początku odczuwamy euforię, ale później zaczynamy dostrzegać wady partnera....

Czytaj dalej