Mobbing w pracy może cię zniszczyć psychicznie: zobacz, jak go rozpoznać
Adobe Stock

Mobbing w pracy może cię zniszczyć psychicznie: zobacz, jak go rozpoznać

Mobbing, czyli wg definicji uporczywe nękanie w pracy przez bardzo długi czas rozwija się po cichu, jak nowotwór. Często zaczyna się od pozornie życzliwych rad i troskliwych komentarzy. 
Sylwia Niemczyk
20.07.2020

Mobbingujący i mobbingowany – oboje są uwikłani w niebezpieczną grę mobbingu. „Problemy z granicami mają zwykle zarówno osoby prześladujące, jak i te, które prześladowane. Przeważnie jest tak, że ci pierwsi nie umieją poszanować cudzych granic, a ci drudzy – ustrzec własnych”, mówi Katarzyna Kucewicz, psychoterapeutka i psycholożka, współwłaścicielka ośrodka Inner Garden, która razem z prawniczką Moniką Wieczorek pracuje nad książką o psychologicznych aspektach mobbingu.

Książę Karol nawet po rozwodzie chciał mieć ostatnie zdanie

Mobbing w pracy

Sylwia Niemczyk: Jak to jest, że dorośli, samodzielni, często bardzo dobrze wykształceni ludzie godzą się na to, żeby ktoś w pracy ich prześladował albo poniżał? Dlaczego nie ucinamy mobbingu już na samym początku? 

Katarzyna Kucewicz: Chciałabym, żeby to było takie proste: ktoś spotyka się z prześladowaniem i stanowczo mówi: nie. Zwykle tak się nie dzieje i to nie tylko ze względu na nieraz trudne okoliczności życiowe: kredyt do spłacenia czy podbramkową sytuację rodzinną, ale też ze względu na samą naturę mobbingu, bardzo przebiegłą. Nękanie w pracy przez bardzo długi czas rozwija się po cichu, w utajony sposób, trochę jak nowotwór. Najpierw daje niespecyficzne objawy, pobolewa tylko od czasu do czasu, człowiek przez długi czas nie zdaje sobie sprawy, że jest w wirze przemocy psychicznej. Nie podejrzewa tego nawet przez całe tygodnie i miesiące. 

Poza tym większość z nas reaguje na mobbing gwałtownym obniżeniem samooceny. A jeśli już od dziecka mamy dość niską samoocenę, to kiedy znajdziemy się w sytuacji mobbingu, łatwo uwierzymy, że nic nie znaczymy i nic nie możemy zrobić. I nawet jeśli przyjdzie nam do głowy: „To jest mobbing. Nie jestem dobrze traktowana” – to i tak raczej nic z tym nie zrobimy. Bo uznamy, że nie jesteśmy w stanie skutecznie zadziałać: „Nie mam dokąd pójść, nikt mi nie uwierzy, nikt nie pomoże”. Ofiara mobbingu, podobnie jak ofiara przemocy domowej, jest przekonana, że tak już musi być. W mobbingu działa metoda zdartej płyty: jeśli mobber będzie powtarzał cały czas, że dany pracownik jest do niczego, to w końcu wszyscy, łącznie z tym pracownikiem, w to uwierzą. Albo nawet bywa nieraz, że pracownik bierze winę na siebie – jest w stanie logicznie wytłumaczyć sam sobie, czemu to właśnie jego spotyka krzywda. Sposób myślenia u ofiary prześladowania jest bardzo zniekształcony. 

Mobbing w pracy jest jak nowotwór

Dla kogoś, kto patrzy z boku, sprawa jest prosta: „Kobieto, zwolnij się” albo: „Postaw granice, zawalcz o siebie, poskarż się na samej górze”. 

To są rady dawane z perspektywy wygodnego fotela, które nie przynoszą dokładnie nic. Nie pomagają w ogóle.

To w takim razie lepiej ich nie dawać? Mamy patrzeć na wykończoną nerwowo siostrę, przyjaciółkę, na mobbingowanego męża – i nic nie mówić?

Dawanie rad typu: „Zwolnij się, nie pozwól sobie wejść na głowę” przynosi korzyść wyłącznie temu, kto je daje, bo pozwala mu się poczuć lepiej, mądrzej albo szlachetniej. Tak naprawdę, to w ogóle dając rady, chcemy raczej szybko załatwić temat, a nie wgryźć się w niego. To nie jest tak, że ofiara mobbingu nie wie „na logikę”, co powinna zrobić. Bardzo dobrze wie, tylko nie jest w stanie się do tego zmobilizować. Nie umie zachować się w inny sposób niż ten dla niej naturalny – co jest zresztą zrozumiałe, bo zachowywanie się w inny sposób niż w ten, który jest dla nas naturalny, jest zadaniem karkołomnym dla większości ludzi. 

Przełamywanie schematów zachowania albo myślenia jest bardzo trudne, więc jeśli od dzieciństwa jesteśmy wychowywane na grzeczne dziewczynki, które mają być miłe i ciche, to jak możemy potem w dorosłym życiu nagle stać się asertywne, pilnować swoich granic i mieć wysokie poczucie pewności siebie? To jest sprzeczne z naszą naturą. I w związku z tym kiedy ofiara mobbingu usłyszy taką radę, nawet wypowiedzianą w najżyczliwszy sposób, to odbierze ją jako krytykę i jeszcze bardziej zamknie się w sobie. A to pogłębi jej osamotnienie, bo w którymś momencie może uznać, że nie ma sensu opowiadać o swoich kłopotach w pracy, ponieważ w ten sposób naraża się tylko na ocenę.

Ofiara mobbingu potrzebuje mądrego wsparcia

W takim razie co możemy zrobić, aby ją wesprzeć?

Wysłuchać. To najważniejsze. Ewentualnie możemy wspólnie wymyślić kilka konkretnych małych kroków, które pomogą podjąć decyzję: co zrobić, kiedy i jak. Czasem układamy strategię zmiany pracy, a czasem strategię przetrwania w tej, którą mamy. Bo pamiętajmy, że mobbing może być różny i różne mogą być sytuacje życiowe. Samotna matka z kredytem na karku często nie ma zbyt dużej możliwości manewru, nie zawsze może iść na wojnę z pracodawcą albo współpracownikami. To, co może zrobić przede wszystkim, to pracować nad swoją samooceną. Jeśli mobbing przybiera tylko formę wyzłośliwiania się, to nieraz kobiety uczą się nie przyjmować tego do siebie i nie rezygnują z pracy, bo po prostu im się to nie kalkuluje. Poza tym nie jest przecież powiedziane, że w kolejnej firmie wcześniej czy później nie dojdzie do podobnej sytuacji. Ofiary mobbingu miewają problem z określaniem swoich granic. Bywa, że wikłają się w toksyczne relacje i godzą się na to, by inni ich nadużywali. 

Trochę zabrzmiało to tak, jakby ofiara też ponosiła odpowiedzialność za to, co ją spotkało. 

Oczywiście to absolutnie nie znaczy, że osoba, która jest prześladowana w pracy, ponosi część winy – zupełnie tak nie jest. Całkowitą winę za mobbing ponosi mobber. Każdy z nas jednak ponosi pewną odpowiedzialność za repertuar własnych zachowań. Problemy z granicami zazwyczaj mają i osoby prześladujące, i prześladowane. Przeważnie ci pierwsi nie umieją poszanować cudzych granic, a ci drudzy – strzec własnych. Mobber forsuje, a osoba mobbingowana wpuszcza. Nie dysponuje narzędziami psychologicznymi, które pomogłyby jej ustawić prawidłowe relacje. Ofiarami mobbingu zostają czasem też ludzie, którzy w dzieciństwie byli ofiarami przemocy ze strony rodziców i nauczyli się, że relacje ludzkie właśnie tak wyglądają: kat – ofiara, słabszy – silniejszy. Ale jeśli pogrzebiemy w psychice mobbera, to też nieraz znajdziemy trudne doświadczenia z dzieciństwa, często dużo przemocy słownej albo nawet fizycznej. 

Co jeszcze da się tam znaleźć?

Patrząc z perspektywy teorii osobowości, badacze zauważają wysoki poziom paranoiczności i spiskowej wizji świata. Do tego tendencje do narcystycznych i psychopatycznych zachowań. Nie znajdziemy za to empatii, a jeśli już, to naprawdę ograniczone zasoby. Osoba mobbingująca nie potrafi wczuć się w sytuację kogoś innego, skupia się tylko na tym, jak sama się czuje. 

Dlatego nieraz sama czuje się ofiarą w tej relacji.

Mobber nigdy nie przyzna się sam przed sobą, że jest mobberem. Ludzie stosują przeróżne strategie myślowe, żeby usprawiedliwić albo wytłumaczyć swoje agresywne zachowania względem innych. To nie jest tak, że podczas procesu sądowego mobber kłamie przed sądem – on często jest głęboko przekonany o własnej krzywdzie. Bo wierzy, że nie zrobił nigdy nic złego, a to ta druga strona zawiniła: niekompetencją, lenistwem, przewrażliwieniem. Na pewno nie jest tak, że mobber postanawia któregoś wieczoru: „Od jutra zaczynam dręczyć”. Najczęściej jest tak, że jakaś osoba mu przeszkadza – zwykle w budowaniu swojej samooceny. Ludzie mobbingują te osoby, które im zagrażają, albo drugi typ ofiar: najsłabsze ogniwa, słabe psychicznie, o mniejszych umiejętnościach. Mobber daje sobie prawo, żeby krytykować, oceniać, daje sobie przyzwolenie na to, by pokazać tej osobie „miejsce w szeregu”. Zaczyna wierzyć, że cel uświęca środki, a zachowania mobbingujące wydają się mu uzasadnione i słuszne. 

Jakie zazwyczaj to są zachowania? Jest jakiś standardowy zestaw?

Dużo zależy od mobbera i jego sposobu działania. Na pewno standardowe jest to, że mobbing zawsze zaczyna się subtelnie i narasta z czasem. Zazwyczaj pierwszy etap to delikatne izolowanie danej osoby, wskazywanie, że ona odstaje albo od zespołu, albo od standardów firmy. Paradoksalnie mobbing może zacząć się od pozornie życzliwych rad albo troskliwych komentarzy. W początkowej fazie mogą wyglądać jak informacja zwrotna – czyli coś, czego przecież wszyscy oczekujemy w pracy. I nawet jeśli poczujemy się urażeni, upokorzeni, to zazwyczaj tłumaczymy to nieporadnością szefa, brakiem dyplomacji albo wychowania. Osoba mobbingowana na początkowym etapie nie ma świadomości, co się dzieje, zresztą, co ciekawe, mobber też często nie zdaje sobie z tego sprawy. Izolowanie mobbingowanego to jest chyba najbardziej klasyczna rzecz, która w dodatku po jakimś czasie samoistnie się nasila – mobber wskazuje odmienność nękanej osoby, a wtedy ona sama też zaczyna się izolować od reszty zespołu, bo przestaje dobrze się czuć w tym środowisku. Robi się błędne koło. Izolacja postępuje, zachowania mobbera stają się bardziej agresywne, problem narasta. 

Jak go możemy przerwać? 

Im wyższą mamy samoocenę, tym szybciej reagujemy na przejawy przemocy wobec nas. Ale zwykle jest tak, że nie umiemy zachować się w sytuacji niekomfortowej. Nie umiemy odnaleźć się w sytuacji konfliktowej, dla większości z nas naturalną reakcją jest unikanie starć. I wtedy przerwanie mobbingu może być dla nas za trudne. 

Kiedyś pracowałam z pacjentką, która w efekcie mobbigowania przez koleżankę zaczęła brać kolejne zwolnienia chorobowe, bo każde pójście do pracy wiązało się u niej z olbrzymim stresem. I ta jej strategia obronna spotkała się z ogromną krytyką ze strony współpracowników, którzy musieli wziąć na siebie jej obowiązki. Niechęć do niej rosła, w końcu doszło do tego, że mobbingowała ją nie tylko współpracownica, ale i cały zespół. Uznano, że to ona zakłóca pracę. Nikt już potem nie widział tego, jak źle była traktowana, tego, że każdy na jej miejscu czułby się tam bardzo źle. 

Co z naszą psychiką robi mobbing?

O pierwszej podstawowej rzeczy już wspomniałam – dramatycznie obniża samoocenę. Potem, jeśli trwa przez dłuższy czas, mogą pojawić się objawy depresji, zaburzeń lękowych. Zaczynamy działać w potwornym stresie. Zmienia się nasze zachowanie, pojawia się agresja wobec najbliższych, spada libido. W końcu zaczynają się kłopoty natury fizycznej: nie możemy spać albo przeciwnie, chce nam się cały czas spać. Nie mamy apetytu albo mamy nadmierny apetyt. Nasilają się objawy chorób psychosomatycznych, np. łuszczycy, atopowego zapalenia skóry, odzywa się zespół jelita drażliwego, spada odporność. Stres zawsze sieje spustoszenie w naszym organizmie, a mobbing jest przecież bardzo silnym stresorem, nieraz nawet porównywalnym z molestowaniem seksualnym.

Czasem te dwie rzeczy się zazębiają. 

I trudno rozpoznać, co jest czym, zwłaszcza że wbrew pozorom molestowanie seksualne nie musi oznaczać nieproszonego kontaktu fizycznego. Nieraz to są „tylko” słowa dyskryminujące ze względu na płeć i seksualność. Jeśli szefowa powie do pracowniczki: „Ubrałaś się dzisiaj jak prostytutka” – a takie zdanie usłyszała kiedyś jeszcze inna z moich pacjentek – to większość z nas nie jest w stanie rozpoznać, czy to zdanie jest mobbingiem, czy molestowaniem. 

Często trafiają do ciebie ofiary nękania w pracy?

Nieraz jest tak, że przychodzą do mojego gabinetu z podejrzeniem zupełnie innego problemu: depresji, wypalenia zawodowego, z poczuciem, że są do niczego. I dopiero w trakcie terapii wychodzi na jaw, że w grę wchodził mobbing.

W jaki sposób to się okazuje? 

Podczas rozmowy, gdy zaczynamy ubierać w słowa to, co się dzieje, to nagle sami jesteśmy w stanie przejrzeć na oczy. Bardzo często jest tak, że nie opowiadamy nikomu o tym, co się dzieje u nas w pracy, więc nawet nie mamy szansy usłyszeć swojej opowieści. Wskutek tego pozostajemy z samym wrażeniem, pewnym nikłym poczuciem, którego nie umiemy nazwać. Dopiero kiedy ktoś spokojnie zacznie analizować, co powoduje u niego te wszystkie poranne palpitacje serca, poniedziałkowy rozstrój nerwowy – to dojdzie do tego, że nie chodzi o przeciążenie, strach przed zwolnieniem czy depresję, ale o to, że ktoś w pracy nas w sposób ciągły prześladuje. I to nie musi być wcale szef, ale równie dobrze kolega, koleżanka, nawet nasz własny pracownik. 

I kiedy to już się okaże, to co mówi psycholog czy psychoterapeuta? 

Nigdy jako terapeuta nie powiedziałabym: „Proszę złożyć wypowiedzenie”, bo takie rady to, tak jak już mówiłam wcześniej, byłby błąd w sztuce. My nie jesteśmy od tego, aby kimś kierować i zabierać mu jego sprawstwo. Jeśli psycholog mówiłby swojemu pacjentowi, co ten ma robić, to wzmacniałby jego schemat bezradności, nieradzenia sobie z podejmowaniem decyzji i podtrzymywałby jego przekonanie, że sam nie jest w stanie sobie poradzić w życiu. Jeśli podejrzewam, że sama psychoterapia nie wystarczy, to rekomenduję spotkanie z psychiatrą. Jednocześnie podczas spotkań u mnie w gabinecie skupiam się na wzmacnianiu poczucia własnej wartości pacjentki, wspieram, dopinguję, czasem uczę asertywności. Kiedyś miałam pacjentkę, którą mobbingowały koleżanki z pracy, np. otwarcie z niej szydziły, z jej sposobu ubierania się, fryzury. I nie pracowałyśmy we dwie nad tym, żeby znalazła w sobie siłę, aby odejść z pracy, ale nad tym, by zaczęła stawiać granice. I akurat w tamtej historii to zadziałało. Zaczęła z większą stanowczością bronić swojego zdania, głośno mówić: „Widzę, że się ze mnie śmiejecie, nie życzę sobie tego”. I one przestały. Odpuściły, zaczęły ją traktować w porządku. Jasne zaznaczenie granic może czasem sprawić, że mobber się opamięta, chociaż nie łudźmy się: o wiele częściej konieczna jest mediacja albo nawet założenie sprawy w sądzie.

***

Rozmowa z Katarzyną Kucewicz ukazała się w „Urodzie Życia” 6/2020

 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
smutna dziewczyna
Adobe Stock

6 cech DDA, które cię niszczą! Rozpoznaj je i nazwij, żeby je móc przepracować

Przemocowy partner, lęk przed konfliktami i własnym gniewem, seksualna blokada. Sprawdź, jakie są skutki wzrastania w rodzinie alkoholowej.
Aleksandra Nowakowska
29.05.2020

Twój mózg kształtuje się w dzieciństwie i w dorosłym życiu podsuwa historie sprzed lat. Nie zawsze są to szczęśliwe opowieści. Wyrastanie w domu, w którym rządził alkohol, rzuca mroczny cień. Bycie DDA – Dorosłym dzieckiem alkoholika jest ogromnym obciążeniem. Na szczęście możesz je przepracować, ale tylko wtedy, kiedy sama zobaczysz w sobie niszczące cię schematy. Pomoże psychoterapia – im wcześniej ta praca zostanie podjęta, tym szybciej nastąpi pożegnanie z demonami przeszłości.  DDA często mają mentalność ofiary Osoby wychowane przez rodziców zmagających się z alkoholizmem podświadomie dążą do bycia w związku z kimś też uzależnionym lub w jakiś sposób dysfunkcyjnym – narcyzem, biernym tyranem, partnerem agresywnie dominującym. Dorosłe dziecko alkoholika często wiążą się z partnerami, którzy stosują wobec nich przemoc zarówno psychiczną, jak i fizyczną. Nieraz DDA zdaje sobie sprawę z tego, kim tak naprawdę jest jej partner, ale jednocześnie głęboko wierzy, że uda jej się  go „uratować” – uwolnić od nałogu lub zmienić toksyczne zachowania. Dorosłe dziecko alkoholika wchodzi w toksyczny związek i naraża się na cierpienie, odtwarzając scenariusz trudnej przeszłości. Typowa cecha DDA to lęk przed emocjami  Trauma przeżyta w dzieciństwie sprawia, że Dorosłe dzieci alkoholika tłumią swoje uczucia. Ich wewnętrzny uczuciowy świat jest zamrożony. Tak naprawdę jedyne, co odczuwają, to głęboka obojętność. Boją się zwłaszcza gniewu i smutku. Siła tych uczuć jest tak wielka, że osoba z syndromem DDA podświadomie wie, że nie byłaby w stanie ich udźwignąć. Mechanizm tłumienia emocji działa jednak całościowo, więc DDA nie czują też pozytywnych uczuć – radości, miłości, nadziei, szczęścia....

Czytaj dalej
Julia Garner jako June w filmie „Asystentka” / ©2020 Galapagos Films

Oglądam „Asystentkę” i drżą mi ręce. To mogłaby być każda z nas. 

Blisko połowa pracowników w Polsce padła ofiarą mobbingu. Ja też przeżyłam ten koszmar. O tym, czego doświadcza mobbingowana osoba, przejmująco opowiada film „Asystentka”.
Anna Zaleska
12.05.2020

Byłam mobbingowana. To wydarzyło się wiele lat temu, gdy jeszcze jako dosyć młoda osoba awansowałam na stanowisko zastępcy szefowej. Nie zdążyłam się jednak tym sukcesem nacieszyć. Wkrótce moja szefowa odeszła, a na jej miejsce przyszła Pani X. Niesamowite było widzieć, jak z dnia na dzień pod jej rządami zmienia się kultura firmy. Do dobrze funkcjonującej organizacji Pani X zaczęła wprowadzać własne zasady. Miejsce, gdzie panowała przyjazna i kreatywna atmosfera, w krótkim czasie zdominowały strach, paraliż i nieufność. Żebyście wiedzieli, co o sobie mówicie nawzajem Każdy dzień zaczynał się od zebrania, na którym Pani X wodząc wokół wzrokiem, z ironicznym uśmiechem mówiła: „Tacy niby jesteście zgrani? Żebyście wiedzieli, co mówicie o sobie nawzajem, gdy przychodzicie do mojego gabinetu”. Stopniowo coraz mniej sobie ufaliśmy. Bo może ona mówi prawdę? Może rzeczywiście inni chodzą tam i donoszą? Osoby najlepsze i najbardziej doświadczone zostały przesunięte do mało istotnych zadań, które mógłby wykonać stażysta. Początkujący nagle awansowali, stając się dla szefowej armią lojalnych popleczników i informatorów, świadomych jednak, że ich korzystna sytuacja w każdej chwili może się odmienić, bo Pani X miała zmienne nastroje. W biurze co chwila czuć było zapach waleriany, nerwowo wietrzonej przez otwarte okna, bo skoro szefowa potrafiła się wściec za słoik miodu na biurku („Co to za zupa!!! To jest eleganckie biuro! Nie przynosić mi tu takich rzeczy!”), zapach waleriany na pewno by jej się nie spodobał. U nas miało pachnieć Chanel. Nie mam szczególnie wojowniczej natury, ale próbowałam bronić siebie i innych, ewidentnie mobbingowanych kolegów. Sądziłam, że jako zastępca szefowej mam coś do powiedzenia.  I wtedy cała jej uwaga...

Czytaj dalej
Przemoc domowa wobec kobiet
iStock

„Ustawa izolacyjna może dodać ofiarom trochę siły”, mówi psycholożka

30 listopada weszła w życie tzw. ustawa izolacyjna, która może być ratunkiem dla wielu ofiar przemocy domowej. – To jest bardzo dobry pomysł, bo zrzuca odpowiedzialność na sprawcę – mówi psycholożka Katarzyna Kucewicz.
Kamila Geodecka
02.12.2020

Ustawa izolacyjna w praktyce polega na tym, że funkcjonariusze policji, którzy zostali wezwani przez ofiarę przemocy domowej, będą mogli nakazać oprawcy opuścić mieszkanie w trybie natychmiastowym na okres 14 dni. Wcześniej takie prawo miał jedynie sędzia lub prokurator, a jak wiemy, przejście przez wszystkie procedury sądowe jest bardzo czasochłonne. Ofiary przemocy w strachu musiały więc same opuszczać miejsce zamieszkania i szukać schronienia dla siebie, a często także i dla dzieci. Zdarzało się, że nie miały dokąd uciec, więc zostawały w piekle. Skala problemu jest ogromna. Szacuje się, że w Polsce przemocy domowej doświadcza nawet 90 tys. osób, a 70 tys. z nich to kobiety. Trudno jednak wierzyć w to, że ofiar jest tylko tyle. Kobiety często nie zgłaszają sprawy na policję w obawie, że nikt im nie uwierzy lub ze strachu przed konsekwencjami ze strony oprawcy. Czytaj także:   Reklama, która wywołuje ciarki. IKEA pokazuje, że nie każdy dom jest bezpiecznym miejscem Ustawa izolacyjna – kara dla oprawcy, nie ofiary – To jest bardzo dobry pomysł, bo przenosi odpowiedzialność za zdarzenie i konsekwencje na sprawcę, a nie na ofiarę. Z mojej perspektywy to jest zapewnienie ofierze przemocy pewnego poczucia bezpieczeństwa. Dla sprawcy to będzie jasny sygnał, że już nie tak łatwo uniknie konsekwencji swojego brutalnego zachowania. Bo jednak przymus opuszczenia domu będzie dla wielu katów domowych czymś dotkliwym i problematycznym – mówi Katarzyna Kucewicz, psycholożka i psychoterapeutka. Przestrzega jednak, że wprowadzona ustawa nie jest globalnym rozwiązaniem problemu przemocy domowej. Ofiarom może jednak bardzo pomóc. – Myślę, że ta ustawa może też dodać ofiarom siły. Dzięki tym 14 dniom odizolowania ofiara stanie na  nogi, będzie mogła przyjrzeć się dokładniej swojej sytuacji, zasięgnąć...

Czytaj dalej
mobbing w pracy
Adobe Stock

Mobbing w pracy czy molestowanie? Prawniczka, Monika Wieczorek, mówi, jak je odróżnić

Nie każde nękanie przez szefa to już mobbing, ale za to każda forma dyskryminacji ze względu na płeć, wiek czy status społeczny to molestowanie. Różnice między prawnymi pojęciami wyjaśnia Monika Wieczorek, radca prawny.
Sylwia Niemczyk
20.07.2020

Mobbing w pracy wcale nie musi zachodzić w relacji: szef-pracownik. Prawnicy rozpoznają też tzw. mobbing poziomy, który zachodzi między współpracownikami, często nawet z tego samego działu. Radczyni prawna, Monika Wieczorek, ostrzega jednak, że bez względu na to, kto jest mobberem, a kto mobbingowanym, sprawy o mobbing prawie zawsze są trudne do wygrania. To przemoc w białych rękawiczkach: rani boleśnie, zdaniem psychologów  mobbing może zniszczyć nas psychicznie, ale często jest nieuchwytny. Co trzeba o nim wiedzieć? Sylwia Niemczyk: Jak rozpoznać mobbing w pracy?  Monika Wieczorek:  To nie jest łatwe. Nieraz wyraźnie czujemy, że jesteśmy upokarzani albo zastraszani w pracy, ale zwykle mamy duże problemy z tym, aby to nasze wewnętrzne wrażenie dopasować do ram prawnych, które istnieją w Kodeksie pracy. Kiedy zadaję moim klientom pytanie, na czym polegał mobbing w pracy, to często początkowo odpowiadają ogólnikami, tymczasem w sądzie nie wystarczy powiedzieć: „Koleżanka w pracy była dla mnie złośliwa” albo „Szef się na mnie uwziął”. Trzeba opowiedzieć o konkretnych sytuacjach, dlatego zawsze polecam prowadzenie dziennika zdarzeń, w którym będziemy zapisywać wszystkie niepożądane zachowania. Co to jest mobbing w pracy? Mobbing to długotrwałe i uporczywe nękanie lub zastraszanie, które albo ma na celu, albo wywołało określony skutek: poniżenie, ośmieszenie, izolację, wyeliminowanie z zespołu, a także obniżenie poczucia przydatności zawodowej. Wbrew pozorom rzadko polega na krzyku. Współcześnie najczęstszą formą jest nieuzasadniona krytyka, która upokarza i podważa autorytet. Typowe są także złośliwości: niby niewinne żarty na nasz temat, ignorowanie wypowiedzi, nieodpisywanie na służbowe maile. Oczywiście dwu- czy trzykrotne...

Czytaj dalej