Czego najbardziej wstydzą się mężczyźni? (Nie, nie jest to ciało!)
getty images

Czego najbardziej wstydzą się mężczyźni? (Nie, nie jest to ciało!)

Emocje, pieniądze, brak wiedzy. Tego nasi partnerzy wstydzą się przed nami.
Sylwia Niemczyk
04.01.2019

„U mężczyzn obszary najbardziej narażone na wstyd to: brak sukcesu finansowego, okazywanie emocji i wykazanie niewiedzy. Mężczyznom trudno jest pokazać, co ich boli, bo ciężko im przyznać, że coś w ogóle ich rusza. Wydaje im się, że powinni być cool, tacy »bez nadmiernej ekscytacji«” – mówi Joanna Chmura, psycholożka, trenerka, terapeutka.

Jak dobrze się znają: Małgorzata Foremniak i jej córka, Ola Jędruszczak?

Męski wstyd

Krystyna Romanowska: Dlaczego męska wrażliwość jest takim ważnym tematem?

Joanna Chmura: Kiedy kilka lat temu zaczęłam robić warsztaty o wstydzie, czyli o lęku przed tym, jak odbiorą nas inni, i okazało się, że zapisują się na nie głównie kobiety. Pomyślałam więc, że muszę prowadzić podobne spotkania dla mężczyzn, bo wstyd wcale ich nie omija i też zbiera spore żniwo. Po pół roku udało się i zebrałam pierwszą grupę na edycję męską i tym samym rozpoczęłam pracę z mężczyznami, z ich wstydem i wrażliwością.

No i?

Z perspektywy czasu myślę, że to był znakomity pomysł i bardzo pouczające doświadczenie. Jeden z momentów takiego męskiego warsztatu szczególnie zapadł mi w pamięć. Wraz z uczestnikami oglądaliśmy film, w którym Brené Brown opowiada swoją historię. Musiała zostawić sześciomiesięczne dziecko, bo chciała pojechać do Los Angeles na spotkanie noblistek. I miała klasyczny dylemat: praca czy rodzina. A potem ktoś ją ocenił, że ponieważ wybrała podróż, to jest fatalną matką. „I co panowie na taki dylemat?” – zapytałam. „Ale w czym problem?” – zdziwili się. Zdębiałam. Zostawienie kilkumiesięcznego dziecka pod opieką innej osoby w ogóle nie kojarzyło im się z uczuciem wstydu. Dla nich było to zadanie do wykonania, którego realizacja wymagała wynajęcia opiekunki. Wtedy mocno poczułam, że męski wstyd i wrażliwość dotyczą zupełnie innych obszarów życia niż u kobiet.

Jakie to obszary?

U mężczyzn obszary najbardziej narażone na wstyd, czyli takie, w których negatywnej oceny boją się najbardziej, to: brak sukcesu finansowego, okazywanie emocji i wykazanie niewiedzy. Mężczyznom trudno jest pokazać, co mają „w duszy”, bo trudniej im przyznać, że w ogóle ich coś rusza. Przecież są tacy cool, tacy „bez nadmiernej ekscytacji”. Mają być przewidywalni, mieszczący się w wyraźnie przez społeczeństwo określonej amplitudzie. Nie mogą nadawać na wysokim C. Na tym pierwszym męskim warsztacie jeden z uczestników powiedział mi ze łzami w oczach: „Wkur… mnie, jak widzę swoje dzieci spontaniczne i radosne. Tęsknię za uczuciem dziecinnej radości. Zazdroszczę im, że ją tak swobodnie okazują. Brakuje mi takiej spontaniczności. W  moim zawodzie prawnika nie mam na to przyzwolenia”. Słyszę od nich przeróżne rzeczy: „Jestem beznadziejnym mężem, który się do niczego nie nadaje, bo nie umiem wyleczyć żony chorej na depresje, a przecież facet jest od działania”. „Nie daję sobie rady w łóżku. Wstydzę się, że nie potrafię mieć wytrysku »do kobiety«, tylko poza. Co ze mną jest nie tak? I nie, nie pójdę do żadnego lekarza, bo to tylko potwierdzi”. „Nie przyznam się przed narzeczoną, że mój przyszły teść mnie przeraża, bo przecież facet ma być silny”. „Nie przyznam się przed żoną, że straciłem pracę, bo co ze mnie za facet – mam być zaradny”. „Proszenie o pomoc, w ogóle nie wchodzi w grę, bo sam muszę wszystko ogarnąć, to ja mam być filarem, inni nie mogą wiedzieć, że ja też się boję”. „Nie pójdę do  psychologa, bo to wstyd, jak to o mnie będzie świadczyć”.

To smutne.

Bardzo. Ostatnio prowadziłam warsztat w ramach programu rozwoju talentów. I jak to warsztaty rozwoju kompetencji, czasami wywołują entuzjazm, śmiech, czasem zdziwienie, niepewność, a nawet złość – dają przestrzeń na różne emocje. Kobiety wchodzą w to łatwiej. Faceci są bardziej powściągliwi. Można powiedzieć, że działają, jakby emocje były u  nich przytępione. A żeby żyć zdrowo, trzeba robić emocjom przestrzeń. Oni bardzo często zamiast po prostu pobyć ze swoim smutkiem, radością, wściekłością czy miłością, próbują je za wszelką cenę stłumić. Piją, uprawiają sporty ekstremalne, wpadają w pracoholizm czy seksoholizm. Jedzenie, seks,

Facebook, alkohol stają się dla nich znieczulaczem pozwalającym przetrwać niewygodne emocje.

Kto im zabrania eksplodować radością?

My. My – kobiety. My – społeczeństwo. Jeden z moich klientów to zawodnik MMA. Powiedział mi kiedyś: „Tuż przed wejściem na matę to jest jedyny moment w życiu, kiedy czuję, że mogę przyznać się do strachu. Kiedy jestem o krok od tego, żeby dostać po mordzie, nie będę udawał, że się nie boję”. Okazywanie emocji poza ringiem jest ilustracją hasła: „Stary, co z tobą nie tak? Nie radzisz sobie z emocjami, to jak masz radzić sobie z życiem?”.

Czyli używa ciężkiego sportu, żeby pokazać i poczuć prawdziwą słabość?

Tak. Tam paradoksalnie jest na to przyzwolenie. Jak dostaniesz w twarz, to ci się leje krew, więc nikt się nie dziwi, że się boisz oberwać. Jest przyzwolenie na ból. Upadasz, bo ci ktoś przywalił. Tam można upadać, można cierpieć, można zapłakać.

Można się bać. A w realnym życiu nie?

Nie. Dlatego tak niewielu mężczyzn decyduje się na te warsztaty. Myślą sobie: jeżeli przyjdę na warsztat o odwadze, o  wstydzie, to przyznam się, że coś ze mną nie tak, więc co ze mnie za facet?

Do czego jeszcze się nie przyznają?

Do poczucia braku wpływu, sprawczości. Kiedy wkładają w coś wysiłek, a to nie przynosi rezultatu. Uważają, że są coś warci, jeżeli ich działania przynoszą efekty. Jeżeli tak się nie dzieje, myślą, że coś z nimi nie tak. Np. w relacji: on próbuje pomóc, a druga strona milczy. Albo druga strona jest chora i potrzebuje specjalisty, którym on nie jest, więc trudno mu to znieść. Na warsztatach w Londynie mężczyźni mówili, że czują, jakby społecznie ciążyła na nich powinność, konieczność, przymus, żeby ciągle się sprawdzać w życiu prywatnym, w seksie, pieniądzach, pracy. Muszą wszystko wiedzieć i nie można wytknąć im niewiedzy. Tego się bardzo boją: wytknięcia braku kompetencji. A to wszystko buduje cholernie ciężkie ramy do zmieszczenia się.

Nierealne wymagania i znikąd wsparcia?

Tak. Było dla mnie dużym zaskoczeniem, kiedy podczas warsztatów usłyszałam, że zazdroszczą kobietom spotykania się w grupach i wzajemnego wspierania. U  nich spotkania mają zadaniowy charakter: zróbmy coś albo napijmy się. Ciężko znoszą także wzajemne porównywanie się. Kobiety – wiadomo – porównują się wyglądem, oni – osiągnięciami, dokonaniami, zainteresowaniami: kto dalej, szybciej, bardziej. Myślę, że dla nich ekstremalnym wyzwaniem w dzisiejszych czasach jest pozwolenie sobie na bycie wrażliwym, wyrozumiałym i łagodnym dla siebie samego. W kontekście biznesowym jest to rzadkie, aby ktoś mi uwierzył, że bycie łagodnym dla siebie doprowadzi dalej i wyżej niż dowalanie sobie i biczowanie się. Oni się łatwiej i  częściej zajeżdżają niż kobiety.

Zmęczony równa się słaby?

Tak. Jest mi słabo, więc jestem słaby. A  mam być silny. Zawsze i wszędzie. Dlatego dopuszczenie pomysłu o łagodności wobec siebie jest wyzwaniem ekstremalnym. Uczulam ich jednocześnie, że ta łagodność nie jest równoznaczna z pobłażaniem sobie i myśleniem: siądę na kanapie, bo nic mi się nie chce. Czwarty miesiąc z rzędu. Tutaj chodzi o takie uczciwe popatrzenie na siebie i  zadecydowanie, kiedy mogę docisnąć, a kiedy odpuścić.

Przecież jest mnóstwo mężczyzn, którzy siedzą na kanapie i nic im się nie chce.

Nie o nich mówimy. Łagodność wobec siebie to dawanie sobie prawa do odpoczynku. Bo facet ma prawo się zmęczyć. Bycie dla siebie łagodnym nie grozi przyrośnięciem do kanapy. Jeśli dla kogoś wartością jest rozwój, awans, sukces, także finansowy, to im bardziej będzie dla siebie wyrozumiały, tym większa szansa, że będzie wchodził w nowe projekty, podejmował nowe wyzwania, walczył o  nowych klientów, bo wie, że ma w sobie przyjaciela, który pomoże mu realizować cele, a nie kata wytykającego błędy. Brak wyrozumiałości dla siebie widać po 40-latkach, którym zaczyna szwankować zdrowie.

My, kobiety, ich ograniczamy? Nasza wina? Znowu?

I tak, i nie. Bardzo często słyszę od nich, że nie chcą zawieść partnerek czy rodzin, bo jest takie niewypowiedziane oczekiwanie, że one mogą być słabsze i  potrzebują wsparcia. Mężczyzna wstydzi się na przykład, że nie osiągnął sukcesu, bo koledzy mają już trzy domy, a on nie, więc pracuje po 60 godzin tygodniowo.

Brak spełnienia?

Tak, u źródła. „Niby wszystko jest okej, mam dwójkę dzieci, na narty zimą, na plażę latem, ale czuję, jakby to życie było papierowe, nie ma w nim smaku” –  mówią. Z domów wynieśli traktowanie emocji po macoszemu. Dzisiejszych 40-, 50-latków nikt nie pytał: jak się czujesz, czego potrzebujesz? Nie potrafili, często nadal nie potrafią, odczuwać i  nazwać swoich emocji.

Są odcięci od swojego ciała?

Jedyne sygnały, które najczęściej odczytują, to te fizjologiczne: głodny, śpiący, podniecony. Nie traktują emocji jako czegoś istotnego, jako pakietu informacji, które po prostu warto uwzględnić, bo poszerzają rozumienie siebie, sytuacji, a nawet świata. Co ciekawe, swojego ciała też się wstydzą, choć znacząco mniej niż kobiety, u których to jest wstyd numer jeden.

Jest dla nich ważne to, jak wyglądają?

Tak. Zwłaszcza dla 30-latków. Jak jesteś wysportowany, to oznacza, że dobrze zarządzasz sobą. Jeden do jednego. A  ponieważ oni nie rozmawiają, tylko działają – muszą się szybko orientować, z kim mają do czynienia, więc robią to, sugerując się wyglądem. I uzależniają się od sportu. Mówią: „Nie mam problemu z  alkoholem”, ale przebiegają 10 maratonów w ciągu roku i w ten sposób starają się przytępić jakieś uczucia. Zapominamy, że równolegle z dbaniem o ciało trzeba dbać o psychikę.

Co byś powiedziała mężczyznom, którzy nie trafią na twój warsztat? Jak mają zarządzać swoją wrażliwością?

Rozmawiałam kiedyś z jednym z  najlepszych zawodowych crossfitowców w Polsce o tym, czego uczy cross-fit. Powiedział mi, że w tej dyscyplinie nie ma szans na ukrycie porażki, bo wszystkie wyniki wypisywane są na tablicy, czyli widoczne dla wszystkich. To uczy umiejętności radzenia sobie z  porażkami, gorszymi wynikami i tego, co sport najlepiej ilustruje – nie udało ci się, ćwiczysz i wracasz. Ale do tego potrzebne jest wsparcie. Dla niego osobą, do której może wrócić i powiedzieć: „Zawaliłem, jestem beznadziejny”, jest jego żona. Ta potrzeba poszukania wsparcia jest w ludziach ogromna. Dlatego moja pierwsza rada dla mężczyzn: nie starajcie się być nadludzcy. Macie prawo do dzielenia się z innymi tym, co jest w waszych duszach, co was cieszy i co was boli, co was przestrasza i co was uspokaja. Jeśli nie macie takich przyjaciół, zwróćcie się do psychologa, coacha, terapeuty i  budujcie rozumienie tego, co jest w środku. Drugi ważny krok: nikomu nie służy, że udajecie przed całym światem, jak jesteście we wszystkim świetni, bo to statystycznie po prostu niemożliwe. Trzeci: jeśli zależy wam na budowaniu relacji z kobietami, to nie ma nic bardziej pociągającego niż wrażliwy, otwarty na siebie i innych facet.

Joanna Chmura – psycholożka, trenerka, jedyna w Polsce certyfikowana facylitatorka amerykańskich programów rozwojowych The Daring Way™ oraz Rising Strong™ i  Brave Leaders

***

Wywiad z Joanna Chmurą ukazał się w „Urodzie Życia”  9/2017
 

Kochasz czytać?
Czekamy na Ciebie!

Dołącz do grupy na FB
 

Uroda Życia - czytaj dla przyjemności

Czekamy na Ciebie na FB
 

Ludzie, psychologia,
pasja - inspirujemy!

Obserwuj nas na IG
Bańka mydlana
getty imags

Brené Brown: „Twoja wrażliwość to twoja siła – dzięki niej możesz żyć pełnią życia”

Pozwólmy sobie na smutek i wstyd
Sylwia Niemczyk
30.01.2020

Nie możemy wybierać sobie uczuć. Nie można powiedzieć: tu jest smutek i wstyd – ja tego nie chcę. Jeśli zagłuszymy bolesne emocje, to zagłuszymy też radość i szczęście”, mówi prof. Brené Brown, badaczka, której 20-minutowy wykład o tym, jak żyć, obejrzało już 45 milionów ludzi na świecie. Zagłuszanie emocji jest możliwe, a nawet można powiedzieć, że bardzo proste. Znamy sposoby: jedzenie, niejedzenie, alkohol, praca. „Rzecz w tym, dlaczego to robimy?” – pytała prof. Brené Brown podczas konferencji TEDx w Houston w 2010 roku. Kiedy przyjęła na nią zaproszenie, zaplanowała krótki wykład o tym, co zawsze: o badaniach, które od lat prowadziła nad emocjami na Uniwersytecie w Houston. Ale dzień przed występem zmieniła zdanie. Zdecydowała, że, owszem, opowie o badaniach – ale również o sobie.  Wykład trwał 20 minut. Zeszła ze sceny, dojechała do domu, a rano obudziła się z najgorszym na świecie kacem moralnym. Uświadomiła sobie, co właściwie się stało poprzedniego dnia: stanęła przed pół tysiącem obcych ludzi i opowiedziała im o swoich najsłabszych punktach, wychyliła się zza maski naukowca, przyznała do załamania nerwowego i psychoterapii. Przez kolejne trzy dni nie wyszła z domu. Pocieszała się tym, że 500 osób przed sceną to jeszcze nie cały świat, za jakiś czas nikt już nie będzie pamiętał o jej kompromitacji.  Tyle że pół roku później TEDx zamieścił jej przemówienie na swojej stronie i z tamtych 500 osób najpierw zrobił się tysiąc, potem milion, a potem kilkanaście i kilkadziesiąt milionów – jak gdyby któregoś dnia wszyscy ludzie z dostępem do internetu nagle zadali sobie to samo pytanie: kim właściwie jest Brené Brown i jak może zmienić ich życie? Prof. Brené Brown od...

Czytaj dalej
Rozstanie w związku
Will Davidson/Trunk Archive

Zdrada wcale nie jest najczęstszą przyczyną rozwodów!

Psycholog wyjaśnia prawdziwe powody rozstania w związku.
Sylwia Niemczyk
04.11.2018

Postawa „ja sama, ja sam” to do pewnego stopnia to samo, co: „Ty mi do niczego nie jesteś potrzebny”. To jest właśnie coś, co powoduje, że ludzie się od siebie oddalają, prosta droga do zdrady. Nikt nie chce być z kimś, komu jest niepotrzebny – mówi psychoterapeuta Jacek Masłowski* w rozmowie z Anną Maruszeczko.   Jacek Masłowski - psychoterapeuta i filozof. Prowadzi warsztaty rozwoju osobistego dla mężczyzn, prezes Fundacji Masculinum. Pracuje w Warszawskim Ośrodku Psychoterapii i Psychiatrii.   Anna Maruszeczko: Czy to prawda, że główną przyczyną rozwodów wcale nie jest zdrada, tylko brak wsparcia partnera? Jacek Masłowski: Rozwód to efekt tak zwanego związku pustego, w którym pomiędzy dwojgiem ludzi właściwie ustała więź, a to mogło dać efekt w postaci braku wsparcia. Ludzie przestają być sobą zainteresowani, nie widzą w sobie współtowarzyszy życia. Przestają wierzyć, że ta druga osoba jest jeszcze w stanie coś dla nich zrobić, bo chyba są już dla niej nieważni.   I zdrada może wynikać z braku wsparcia. Otóż to. Znam taki przypadek: pewien mężczyzna, odprowadzając córkę do klubu sportowego, spotykał regularnie mamę dziecka, które również tam trenowało. Rozmawiali o postępach dzieci. Z biegiem czasu ta kobieta zaczęła angażować nowego znajomego w osobiste problemy, opowiadała mu o różnych rzeczach, najczęściej o tym, że mąż nie jest nią zainteresowany, że dużo pracuje, często go nie ma w domu, a ona nie ma z kim porozmawiać o ważnych rzeczach i czuje się zostawiona, samotna.   Szukała wsparcia i zrobiło się niebezpiecznie? Niedużo brakowało, a doszłoby do zdrady. Ów mężczyzna też przeżywał jakiś małżeński kryzys i – co ciekawe – nowa znajomość spowodowała, że...

Czytaj dalej
Pixabay.com/zdjęcie ilustracyjne

Odpoczynek należy się każdej z nas. Dawajmy go sobie, nie tylko w wakacje

Jesteśmy nauczone, jak dbać o potrzeby innych, ale często zapominamy o sobie. Tymczasem — jak przekonuje psycholog Joanna Chmura w wywiadzie dla Tok Fm — nuda i odpoczynek są nam potrzebne, jak powietrze.
Sylwia Arlak
28.08.2020

Pracujemy po godzinach. Wracamy do domu i szybko bierzemy się za przygotowywanie kolacji. Sprzątamy, pierzemy, prasujemy. Dbamy o potrzeby partnera, teściowej, dzieci, a w międzyczasie doradzamy przez telefon przyjaciółce. A co z nami i naszymi potrzebami? Odpoczynek na co dzień, nie od święta Psycholożka i coach Joanna Chmura podkreśla, że większość z nas nie umie dbać o siebie. „Wynosimy z domu wiele szkodliwych przekonań na temat odpoczynku. Nie byliśmy uczeni, jak dbać o siebie. Wiedzieliśmy, jak myć zęby czy pakować tornister, ale nikt nie mówił w otwarty sposób, że należy dbać o sobie potrzeby. Uczono nas dbać o innych, a teraz w dorosłym życiu wstydzimy się dbać o siebie” — mówi Chmura w rozmowie z Zuzanną Piechowicz w radio Tok FM. Czytaj też:   „Wciąż przeżywasz rozstanie? Patrz na kalendarz!” Psycholożka o długoterminowych singielkach Warto odpoczywać i to nie tylko w wakacje. „Niektórzy ludzie mówią, że mogą spać trzy godziny i im to wystarcza. Może przez pewien czas rzeczywiście tak jest, ale w dłużej perspektywie to bardzo niebezpieczne” — podkreśla coach. Jak mówi Chmura, wiele osób przechwala się, że są na tyle pracowici, że nie potrzebują odpoczynku. Myślą, że są niezniszczalni. Dlatego wstydzimy się nałogów od używek, ale o pracoholizmie mówimy z dumą. A przecież nie jesteśmy w stanie działać i myśleć na pełnych obrotach przez osiem godzin dziennie. „To tylko zbroja. Mechanizm obronny, który ma przykryć nasze niepokoje, lęki i poczucie niskiej wartości” — dodaje. Jak już wybierzemy się na urlop, zamiast ładować baterie, sprzątamy mieszkanie, albo planujemy remont. „Często nam się wydaje, że jak nie idziemy do pracy, to musimy wypełnić czas jakąś pracą w domu. Nie...

Czytaj dalej
Tata z córeczką
getty images

Zamiana ról. Kiedy mężczyzna zostaje w domu, a kobieta idzie do pracy

Czy jesteśmy gotowi na pełne równouprawnienie w związku?
Anna Maruszeczko
01.02.2020

„Wielu mężczyzn asekuracyjnie banuje swoje partnerki w rozwoju – wiedzą, że w dziewięciu na dziesięć przypadków to jest zagrożenie dla ich funkcjonowania. I tak będzie, dopóki nie powstaną kontrpropozycje dla aktualnych męskich ról społecznych. One powoli się tworzą, ale to jest w offie, w tle, pod spodem”, przekonuje psychoterapeuta i filozof Jacek Masłowski. Anna Maruszeczko: Sheryl Sandberg, dyrektorka operacyjna Facebooka, napisała w książce „Włącz się do gry”, że nie osiągnęłaby sukcesu i satysfakcji zawodowej, gdyby nie jej mąż – prezes Survey Monkey, potentat w badaniach online – który kiedyś powiedział: „Teraz ty” i postanowił bardziej zająć się dziećmi, żeby żona mogła bardziej zająć się biznesem. Oczywiście stać ich było na najlepsze opiekunki, ale wiadomo, że to nie to samo. Mąż chciał pomóc realizować się żonie bez poczucia winy, że nie ma jej w domu tyle, ile potrzebują dzieci i ile ona by chciała. W Polsce też są tacy mężczyźni? Czy jest to raczej niedościgły wzór? Jacek Masłowski: Z radością tego słucham. Z moich obserwacji wynika, że coraz więcej mężczyzn zaczyna myśleć w podobny sposób. To jest dla mnie świadectwo głębokiej dojrzałości emocjonalnej. Wspieranie kariery zawodowej, hobby, pasji, czegokolwiek „beze mnie” wymaga uwewnętrznionego źródła siły. Niemniej odnoszę wrażenie, graniczące z pewnością, że jednak życie większości par tak nie wygląda. Zwykle jest to związek oparty na micie romantycznej miłości, co raczej mi przypomina wymienną relację ojciec-córka, matka-syn. To jest taki rodzaj wiązania, które nie pozwala ludziom na budowanie autonomii w ramach związku. Partnerzy wychodzą z założenia, albo tak mają wpojone, że jeśli się z kimś wiążą, to musi to być zlanie się...

Czytaj dalej